StoryEditor
Producenci
04.12.2019 00:00

Zenon Ziaja: Interesuje mnie stabilny rozwój poparty wiedzą, nauką i logiką

Chciałbym, żebyśmy mieli polskie marki i fabryki. Żebyśmy zbudowali społeczeństwo, które umie myśleć pokoleniowo. Dziś jestem zaniepokojony. Nie ma wsparcia dla biznesu. Są tylko pomysły na nowe podatki – mówi Zenon Ziaja, założyciel, właściciel i prezes polskiej firmy, która nosi jego nazwisko i w tym roku obchodzi 30-lecie istnienia.

Czy nadal gra Pan w tenisa?

Oczywiście. Chwilowo, przez kontuzję, tylko dwa razy w tygodniu. Od lutego, mam nadzieję, powrócę do pełnej formy.

Co daje Panu sport?

Wszystko. Życie mi daje. Odstresowanie, wentylację płuc, mięśni, kondycję fizyczną i psychiczną. Oprócz gry w tenisa z uwielbieniem jeżdżę na rowerze i na nartach. Bardzo lubię ruch. Namawiam do tego wszystkich. Życie to ruch.

Czy sport przekłada się na biznes?

Oczywiście! To odporność na stres, samodyscyplina. Biznes to też współzawodnictwo, tak samo jak sport. Ale nade wszystko sport poprawia zdrowie fizyczne i psychiczne. 

30 lat minęło od chwili powstania Pana firmy. Takie jubileusze to okazja do wspomnień. Czy wraca Pan myślami do początków biznesu? 

Raczej nie. Patrzę do przodu. Oczywiście sentyment pozostaje i wspomnienia, zwłaszcza przy okazji rocznic, ale to było tak dawno. Ten rozdział jest już zamknięty. Czasem mnie pytają o wnioski, o rady na podstawie moich doświadczeń. Migam się od tego. Wszystko się zmieniło. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, a przyszłość będzie jeszcze inna. Trzeba myśleć o tym, co będzie, a nie co było.

Ja, myśląc o przeszłości, widzę twardych, przedsiębiorczych ludzi, którzy otwierali nowy rozdział w Polsce. I bardzo ciężko pracowali. We wspomnieniach, które przewijają się w wywiadach, przyznał Pan, że przez piętnaście pierwszych lat nie był Pan na urlopie.

Tak było. Doganialiśmy świat, był to okres dużych zmian technologicznych i kulturowych. Polska wchodziła do wspólnoty cywilizacyjnej.  Nie tylko ja, ale bardzo wielu ludzi zapracowało ciężko na to, że dzisiaj nasz kraj tak wygląda. I oby tylko teraz nikt tego nie zepsuł.

Mamy powody do kompleksów w odniesieniu do świata?

Oczywiście, że nie. Kompleksy mogłem mieć ja i moje pokolenie, ponieważ nie byliśmy dostatecznie dobrze wyedukowani. Nadrobiliśmy to. Mówimy w obcych językach, swobodnie poruszamy się po świecie. Wyrosło nowe pokolenie, jak moja wnuczka, która kończy właśnie zagraniczną uczelnię. I to jest piękne, że 30 lat temu baliśmy się pojechać do cywilizowanego świata, a dziś czujemy się wszędzie u siebie.

Jestem zwolennikiem długofalowej działalności. Nie robienia deali, tylko budowania przemysłu i kraju.

Czy często jeszcze towarzyszą Panu takie uczucia jak na początku kariery, emocje związane z tym, że zaczyna się coś nowego, że wkracza się na nieznany teren?

Codziennie (śmiech). Gdy firma się rozwija, codziennie pojawiają się dylematy, mniejsze lub większe. Czy produkcja nowej linii jest słuszna albo otwieranie nowego kanału sprzedaży, albo budowa nowego zakładu właśnie teraz, w tym momencie lub uruchamianie nowego kierunku eksportu. W biznesie co chwilę trzeba podejmować tego rodzaju decyzje i na własnej skórze odczuwa się ich skutki.

Ziaja to firma rodzinna. Często mówi Pan, że właściwie trudno powiedzieć, co to znaczy, bo firma rozrosła się do 1500 osób, a powiązanych rodzinnie jest kilka. Jakie znaczenie ma jednak dla Pana to, że dzieci włączyły się w biznes? Wielu właścicieli polskich firm ma problem z sukcesją.

Jest to rzeczywiście bardzo miłe uczucie, że dzieci zechciały do mnie i do żony dołączyć. Wyręczyły mnie w wielu obowiązkach, wspaniale, że mamy komu zostawić firmę. Cieszę się z tego, bo jestem zwolennikiem długofalowej działalności. Nie robienia deali, tylko budowania przemysłu i kraju. Chciałbym, żebyśmy mieli polskie marki i fabryki. Żebyśmy zbudowali społeczeństwo, które umie myśleć pokoleniowo. Nie krytykuję ludzi, którzy sprzedali firmy, to jest ich sprawa, różne są powody i okoliczności. Dla mnie osobiście ważna jest pokoleniowość i wartością jest fakt, że zostawimy coś po sobie. 

Czym jest dla Pana patriotyzm?

Dziś to niestety wielce wyświechtane słowo. Jeśli muszę odpowiedzieć – jest to dla mnie rzetelna praca dla kraju i dla lokalnej społeczności. Płacenie podatków tu, gdzie żyję. Mówienie prawdy. Bycie rzetelnym i uczciwym człowiekiem w stosunku do innych ludzi.

Jestem bardzo zaniepokojony o przyszłość mojej firmy i rozwoju biznesu w Polsce. Głównym zajęciem polityków jest wymyślanie kolejnych podatków.

Czy jest Pan spokojny o przyszłość firmy?

Nie, nie jestem. Jestem wręcz bardzo zaniepokojony. Mamy „ministerstwo niszczenia przemysłu”, a głównym zajęciem polityków jest wymyślanie kolejnych podatków. Nie słyszałem o żadnej inicjatywie obecnego rządu, która miałaby na celu wsparcie przedsiębiorców. Przed wyborami padały obietnice, że będą drogi, dziś szereg inwestycji wstrzymano, mamy kłopoty z rozwożeniem towaru. Nie możemy się podłączyć do wodociągu i kanalizacji, bo oczyszczalnia nie jest w stanie przyjąć ścieków, a inwestycje infrastrukturalne również zablokowano. To jest zatrzymanie rozwoju kraju! Później będą krzyczeć, że winni są biznesmeni, bo nie inwestują. To państwo musi najpierw inwestować, żeby umożliwić działania ze strony przemysłu. 

Nie ma dobrego otoczenia biznesowego?

Jest złe! Fatalne. Jeśli ludzi, którzy prowadzą firmy ciągle oskarża się o oszustwa, o niepłacenie podatków, jeśli przeciwstawia się ich reszcie społeczeństwa, przedstawia jako „tych bogaczy”, którzy dorobili się na innych, to o czym my mówimy? Ja już to kiedyś przeżywałem i nie chcę drugi raz. Jak słyszę od jednego z działaczy politycznych, że dany fragment drogi nie powstanie, bo to jest decyzja polityczna, to mi się chce po prostu płakać. To jest tragedia! 

Potrzebujemy rozwoju infrastruktury drogowej i kolejowej. Potrzebujemy inwestycji lokalnych, które umożliwią zagospodarowanie terenów przemysłowych i budowę zakładów. Potrzebujemy przejrzystych przepisów i skorelowanej polityki pracowniczej i płacowej. W Polsce jest gigantyczna liczba ludzi zdolnych do pracy, którzy nie pracują i nie starają się o pracę. To najlepiej pokazuje, co zrobiono z rynkiem i ze społeczeństwem.

Jeśli spojrzymy sektorowo, na rynek kosmetyczny, okaże się, że tu też wiele się dzieje. Wchodzi szereg nowych przepisów, branża narzeka m.in. na skreślanie kolejnych składników z dopuszczonych dotąd w recepturach.

Ufam naukowcom. Jeśli twierdzą, że jakieś substancje są dla człowieka szkodliwe, to muszą one zostać wyeliminowane i receptury zmienione. Trzeba jednak pamiętać, że mieliśmy w historii kilka oszustw dotyczących substancji szkodliwych, które były podyktowane marketingowymi chęciami zysku. Występuje też zjawisko hejtu na gigantyczną skalę. Można oczernić najlepszy składnik i najlepszy produkt. Bardzo często jest to podszyte brakiem wiedzy. Musimy więc rozmawiać w gronie fachowców i od fachowców przekazywać informacje dalej w świat. Żeby to była prawda.

Przecenia się chyba nieco głos tzw. przeciętnego konsumenta?

Nie mamy na to wpływu. To już jest socjologia.

Często w wywiadach wspomina Pan, że firma to ludzie. Dość oklepane stwierdzenie…

Oczywiście, ale jakie prawdziwe! Mówię: „cholera, zapomnieliśmy to zrobić”. A chłopaki: „szefie, to już dawno zrobione”. Mamy szczęście do ludzi. Wielu identyfikuje się z firmą, są z nią związani. Jest to niezwykle miłe i budujące, bo przecież my tego wszystkiego do ziemi nie zabierzemy, tylko zostawimy następnym pokoleniom. Oni rozumieją, że pracują dla siebie.  

Obawiam się, że może to być pierwszy rok w historii, w którym  nie osiągniemy wzrostu. Rynek właśnie bardzo mocno hamuje w wielu branżach i spada sprzedaż detaliczna. 

Ziaja jest jedną z największych, dochodowych, świetnie rozpoznawalnych firm. Notujecie stałe wzrosty. Jesteście na pierwszym miejscu Top 100 marek w rankingu firmy konsultingowej KPMG, zawsze w ścisłej czołówce "Najcenniejszych polskich marek" na liście „Rzeczpospolitej”. Jaka jest Pana recepta na sukces?

Nic szczególnego nie robimy. Trzeba po prostu uczciwie pracować. A jeśli chodzi o wzrosty, to obawiam się, że może to być pierwszy rok w historii, w którym ich nie osiągniemy. Rynek właśnie bardzo mocno hamuje w wielu branżach i spada sprzedaż detaliczna. 

Dlaczego?

Jeszcze trudno powiedzieć. Prawdopodobnie dzieje się coś na poziomie makroekonomicznym.  Odbija się to najbardziej na rynku krajowym, ale lekkie spadki czujemy też w eksporcie.

Jaki jest stosunek Waszej sprzedaży krajowej do eksportu?

Około 20 proc. stanowi eksport. W ubiegłym roku nastąpiły przetasowania organizacyjne na niektórych rynkach, wiec nieco nam spadły udziały, ale myślę, że je odrobimy. Jestem optymistą.

Ziaja zrobiła furorę w Azji, w Chinach hitem są Wasze maseczki. To nie lada osiągnięcie – eksportować kosmetyki na kontynent, z którego wszyscy dziś importują do Polski, a na świecie jest uznawany za kolebkę trendów.

Zgadzam się, to ewenement, że kupują właśnie nasze kosmetyki (śmiech). Nie tylko w Chinach i nie tylko maseczki. Wietnamczycy też uwielbiają większość naszych produktów, co widać w sklepach, na lotniskach.

Czy Ziaja zbudowała już tam swoją markę?

Absolutnie nie. O chińskim i azjatyckich rynkach nigdy nie można tak powiedzieć, że się zbudowało markę, ponieważ ich zmienność jest obecnie taka jak u nas na początku lat 90.

Jest na to za wcześnie, za mało mamy doświadczeń. Musimy jeszcze popracować, będzie się liczyła systemowość i systematyczność. W każdym razie tamtejsi partnerzy są naszymi kosmetykami zainteresowani i chcą rozwijać sprzedaż.

Na jakie rynki planujecie jeszcze wchodzić?

Na razie nie myślimy o nowych rynkach. Rozwijamy i wzmacniamy się na tych, na których jesteśmy już obecni. Wysyłamy produkty do 35 krajów. Wiele z nich to rynki już ustabilizowane, na których nam bardzo zależy, a jeszcze ciągle jest na nich mnóstwo do zrobienia.

Czy będą tam również powstawały sklepy Ziaja dla Ciebie?

Chcielibyśmy, ale jest to bardzo trudny projekt i zależy od zbyt wielu czynników, abym mógł powiedzieć, że mamy konkretny plan. Obecnie prowadzimy po kilka sklepów w Czechach i na Słowacji oraz jeden w Budapeszcie na Węgrzech.

Przerabiamy halę produkcyjną i zwiększamy jej powierzchnię, to wstęp do większej inwestycji, którą mamy w planach. Produkujemy rocznie ok. 90 mln sztuk kosmetyków i maści leczniczych. Nasze moce mogą się zwiększyć o połowę.

W Polsce inwestujecie właśnie w zaplecze produkcyjne i magazynowe.

Tak. Przerabiamy halę produkcyjną i zwiększamy jej powierzchnię, ale to wstęp do większej inwestycji, którą mamy w planach. Byłaby to nowa hala produkcyjno-magazynowa o powierzchni ponad 10 tys. mkw. Finansowo gigantyczna inwestycja o wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Jeżeli nie załamie się rynek – nie mówię tu o wahaniach sprzedaży, bo to nie jest nic szczególnego – to będziemy ją realizować, żeby mieć możliwość unowocześniania i zwiększania produkcji w bliskiej przyszłości. 

O ile mogłyby się zwiększyć moce produkcyjne?

Mniej więcej o połowę. Obecnie produkujemy rocznie ok. 90 mln sztuk kosmetyków i maści leczniczych. Zainteresowanie naszymi produktami rośnie. Musimy być przygotowani na większe zamówienia, a trzeba uświadomić sobie, jaka to jest skala. Wystarczy, że sprzedaż wzrośnie o 10 proc., to jest blisko milion sztuk więcej, które trzeba wyprodukować, zabezpieczyć magazynowo i logistycznie. Budowa nowej fabryki trwa 5 do 7 lat ze względu na przepisy, w tym wymogi środowiskowe, więc już się do tego przygotowujemy.

Czy będziecie również produkować własne opakowania?

Nie mamy tego w planach. Zajmujemy się kosmetykami, bo na tym się znamy. Opakowania to zupełnie inny temat. Zostawiamy go ekspertom w tej dziedzinie.

Na polskim rynku pojawiło się wiele małych firm, start-upów. Czy Pana zdaniem będą one miały szansę utrzymać się, rozwinąć i będą miały istotny wpływ na obraz sektora kosmetycznego?

Na pewno niektóre z nich wyrosną na znaczące firmy. Młodzi, zdolni ludzie z zapałem zawsze mają szansę na wejście w biznes. Takie dzisiejsze start-upy to to samo, co „partyzantka”, którą my uprawialiśmy w 89 r. Decyzyjnie to samo, bo nie da się porównać dzisiejszej wiedzy tych młodych ludzi, możliwości aparaturowych, finansowego wsparcia, na jakie mogą liczyć z dotacji. My mieliśmy jedynie jako taką wiedzę. Nawet telefonów nie było (śmiech).  

Dobrze, że pojawiają się nowe marki i zmieniają rynek kosmetyczny. Wystarczy spojrzeć na ogólnoświatowy trend eko, w którym się świetnie odnajdują. Trzeba jednak pamiętać, że najważniejsza jest prawda. I produkt nie może być ekologicznym tylko z nazwy. A tak się niestety w wielu przypadkach dzieje.

Na marginesie – o tym, co jest ekologiczne, a co nie jest, moglibyśmy długo dyskutować. Ja podzielam pogląd, że jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się człowiekowi na skutek rozwoju cywilizacji jest plastik. Tylko nie umiemy się nim posługiwać. Z całą pewnością nie możemy tak zanieczyszczać planety jak do tej pory, bo kolejne pokolenia nie będą miały tu czego szukać. Ale czy zastępowanie plastikowych opakowań szkłem jest ekologiczne? Już mamy dramat – brakuje na świecie piasku, krzemionki. Albo drewniane opakowania – wytniemy lasy na ziemi! Nalewanie kosmetyków do wymiennych opakowań – tu trzeba przede wszystkim myśleć o bezpieczeństwie bakteriologicznym, czystości mikrobiologicznej produktów. Zdecydowanie najważniejsze jest znalezienie rozwiązań, które umożliwią przetwarzanie i utylizację plastikowych opakowań. Wiele niezwykle trudnych problemów jest obecnie do rozwiązania. Ale trzeba tęgich głów, naukowców, ekspertów, a nie dyletantów, którzy mówią, co jest ekologiczne, a co nie.

Czy gdyby Pan miał dzisiaj możliwość założenia firmy kosmetycznej, startowania od początku, zrobiłby Pan to?

Tak. Zdecydowanie bym  startował, bo te 30 lat w branży kosmetycznej to był wspaniały czas. Przeszliśmy rewolucję technologiczną, marketingową. W przyspieszonym tempie uczyliśmy się, korzystając z doświadczeń międzynarodowych koncernów. Firmy kosmetyczne, które wówczas powstały, należy pielęgnować, unowocześniać. Przekazywać kolejnym i kolejnym pokoleniom.

Co jest dla Pana priorytetem, jeśli chodzi o przyszłość Pana firmy?

Stabilny, zrównoważony rozwój. Technologiczny, produktowy, intelektualny. Żebyśmy wpisali się w trend regularnej pracy, rozwoju popartego nauką, wiedzą i logiką.

***

Zenon Ziaja

Urodził się w 1946 roku w Sosnowcu. W 1969 roku ukończył Akademię Medyczną w Lublinie na Wydziale Farmaceutycznym. Po studiach pracował jako farmaceuta, m.in. w aptece przyszpitalnej 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku. Po transformacji ustrojowej, w 1989 r. założył wraz z żoną firmę Ziaja Ltd. Zakład Produkcji Leków Sp. z o.o.  Za pożyczone od znajomego 200 dolarów kupił starą maszynę do robienia lodów i przystosował ją do produkcji kremów kosmetycznych. Początkowo produkował krem oliwkowy, który z czasem stał się sztandarowym produktem firmy. Od lat pasjonat tenisa ziemnego i muzyki, szczególnie jazzu.

Marka Ziaja

Została założona w 1989 roku przez farmaceutów Aleksandrę i Zenona Ziaja. Działalność firmy to produkcja farmaceutyków oraz kosmetyków pielęgnacyjnych, opartych na farmaceutycznym doświadczeniu i inspirowanych surowym nadmorskim klimatem. Pierwszym produktem firmy był krem oliwkowy, który sprzedawany jest do dziś.

W ciągu 30 lat Ziaja osiągnęła pozycję jednej z najlepszych firm kosmetycznych w Polsce. Na asortyment składa się obecnie ponad 1000 preparatów. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, do niezbędnego minimum ograniczono w nich zawartość konserwantów.

Produkcja odbywa się w standardzie GMP (Good Manufacturing Practice For Medicinal Products) w dwóch nowoczesnych zakładach położonych w ekologicznej strefie ujęcia wody pitnej na Kaszubach. 

Ziaja należy do najbardziej rozpoznawalnych i cenionych polskich marek. Wielokrotnie stawała na podium w takich rankingach, jak „Top 100 Marek”, „Najcenniejsza polska marka” czy „Ulubiona marka Polaków”. W 2018 r. Ziaja uzyskała 339 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Krem oliwkowy

Pierwszy produkt w portfolio firmy, który stał się hitem. Jest produkowany do dziś. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Handel
02.09.2026 15:55
Inglot pierwszą inwestycją nowego funduszu. Avallon zebrał 171,5 mln euro
Inglot pierwszą inwestycją Avallon MBO. Fundusz zebrał 171,5 mln euroShutterstock

Avallon MBO uruchomił czwarty fundusz inwestycyjny i już wskazał jego pierwszą inwestycję. Avallon MBO Fund IV, który w pierwszym zamknięciu zebrał 171,5 mln euro, przejął udziały w polskiej marce kosmetycznej Inglot. Docelowo fundusz może dysponować kapitałem sięgającym 260 mln euro.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot otwiera nowy rozdział z inwestorem finansowym
  • Avallon szuka kolejnych marek konsumenckich
  • Poprzedni fundusz inwestował w marki konsumenckie
  • Fundusz chce inwestować w rozwój tradycyjnych biznesów

Nowy fundusz Avallon MBO będzie inwestował przede wszystkim w średniej wielkości firmy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Wśród interesujących dla inwestora obszarów znalazły się marki konsumenckie, e-commerce i przedsiębiorstwa produkcyjne. Pierwszą transakcją Fund IV jest jednak inwestycja szczególnie istotna dla rynku kosmetycznego – przejęcie udziałów w Inglot.

Inglot otwiera nowy rozdział z inwestorem finansowym

Inglot jest pierwszą inwestycją czwartego funduszu Avallon MBO. Polska marka kosmetyczna, znana przede wszystkim z produktów do makijażu, ma za sobą ponad 40 lat działalności i rozpoznawalność zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym.

Wejście inwestora finansowego oznacza kolejny etap rozwoju firmy. Avallon deklaruje, że będzie koncentrował się na przedsiębiorstwach o rocznych przychodach na poziomie 20–100 mln euro, wspierając je m.in. w rozwoju, profesjonalizacji i ekspansji.

W przypadku Inglota inwestycja wpisuje się więc w strategię funduszu dotyczącą marek konsumenckich. Szczegółowe plany dotyczące dalszego rozwoju marki nie zostały w przedstawionych informacjach podane.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Avallon szuka kolejnych marek konsumenckich

Inwestycja w Inglot może być istotnym sygnałem dla polskiego rynku beauty. Marki kosmetyczne i szerzej – firmy z sektora dóbr konsumpcyjnych – znajdują się wśród obszarów, którymi interesuje się nowy fundusz.

Avallon chce inwestować zarówno w wykupy menedżerskie, jak i transakcje z właścicielami firm rodzinnych. W kręgu zainteresowania są także przedsiębiorstwa znajdujące się w procesie sukcesji, profesjonalizacji lub konsolidacji.

Fundusz zamierza również wspierać firmy w cyfryzacji i ekspansji zagranicznej.

Poprzedni fundusz inwestował w marki konsumenckie

Avallon ma już doświadczenie w inwestycjach w firmy związane z szeroko rozumianym rynkiem konsumenckim. Avallon MBO III, zamknięty w 2021 roku z kapitałem 137 mln euro, zainwestował m.in. w Clovin, producenta chemii gospodarczej z markami Purox i Dr.Practi, oraz MPPK Group, właściciela marek karm dla zwierząt Wiejska Zagroda i Pan Mięsko.

W portfelu znalazł się również SAT, właściciel sieci S’portofino.

Nowy fundusz będzie jednak dysponował większym kapitałem. Pierwsze zamknięcie Avallon MBO Fund IV przyniosło 171,5 mln euro, a docelowo fundusz może osiągnąć wartość 260 mln euro.

To oznacza większe możliwości inwestycyjne i potencjalnie kolejne transakcje na polskim rynku marek konsumenckich.

image

Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek

Fundusz chce inwestować w rozwój tradycyjnych biznesów

Jednym z akcentów nowej strategii Avallon jest również cyfryzacja firm spoza sektora technologicznego. Inwestor wskazuje na potencjał automatyzacji, oprogramowania i wykorzystania danych w tradycyjnych przedsiębiorstwach.

Avallon chce także wykorzystywać fundusz do wspierania ekspansji zagranicznej spółek portfelowych.

Z punktu widzenia branży kosmetycznej oznacza to, że Inglot może być nie tylko pojedynczą inwestycją w markę beauty, ale pierwszym przykładem szerszego zainteresowania funduszu tym segmentem rynku. Na kolejne ruchy Avallon MBO Fund IV warto więc patrzeć także przez pryzmat tego, czy do jego portfela trafią następne polskie marki kosmetyczne lub inne firmy związane z sektorem beauty.

 

Więcej na ten temat możesz przeczytać na portalu Wiadomości Handlowe.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
02.09.2026 15:11
Oriflame ma nowego CEO. Kenneth Benaim Campbell zastępuje Annę Malmhake
Oriflame

Oriflame ogłosiło zmianę na stanowisku dyrektora generalnego. Ze skutkiem natychmiastowym funkcję CEO obejmuje Kenneth Benaim Campbell, menedżer z ponad 30-letnim doświadczeniem w międzynarodowym biznesie, w tym 27-letnią karierą w strukturach L’Oréal. Zastępuje Annę Malmhake, która po trzech latach zdecydowała się ustąpić ze stanowiska. Zmiana następuje w okresie transformacji firmy, która wkrótce będzie obchodzić 60-lecie działalności.

Kenneth Benaim Campbell został nowym Chief Executive Officer Oriflame. Zarząd spółki podkreśla, że decyzja o jego powołaniu była jednomyślna, a nowy CEO ma poprowadzić firmę przez kolejny etap rozwoju i realizacji strategii transformacyjnej.

Campbell wnosi do Oriflame ponad trzy dekady doświadczenia w zarządzaniu międzynarodowymi organizacjami. Szczególnie istotne dla nowej funkcji jest jego doświadczenie zdobyte w branży beauty. Przez 27 lat pracował w L’Oréal, gdzie zajmował stanowiska kierownicze na kilku kontynentach i odpowiadał za działalność firmy zarówno na rynkach dojrzałych, jak i rozwijających się.

W trakcie kariery w koncernie kosmetycznym zarządzał biznesem na tak zróżnicowanych rynkach jak Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania, Meksyk, Tajwan, Chiny i Indie. Jego doświadczenie obejmuje więc Europę, Azję oraz Amerykę Łacińską, a także prowadzenie działalności w krajach o odmiennej dynamice wzrostu i strukturze konsumenckiej.

Bezpośrednio przed dołączeniem do Oriflame Kenneth Benaim Campbell pełnił funkcję President for Europe and North America w Lipton Teas & Infusions. Odpowiadał tam za działalność jednego z największych globalnych biznesów napojowych opartych na markach konsumenckich. Jak podkreśla Oriflame, zarządzał organizacją w okresie transformacji i wzrostu.

image

Oriflame: nauka o długowieczności zmienia podejście branży beauty do starzenia się skóry

Robert Bensoussan, przewodniczący rady dyrektorów Oriflame, wskazał, że o wyborze nowego CEO zdecydowało połączenie jego doświadczenia w branży kosmetycznej, międzynarodowej perspektywy oraz kompetencji w zakresie budowania marek i transformacji organizacji.

– Kenneth jest wyjątkowym międzynarodowym liderem z głęboką znajomością branży beauty, szerokim doświadczeniem globalnym i udokumentowanymi osiągnięciami w budowaniu marek, rozwijaniu zespołów oraz osiąganiu wyników. Rada jednomyślnie uważa, że jest właściwą osobą, aby poprowadzić Oriflame przez kolejną fazę rozwoju i wzrostu – przekazał Bensoussan.

Zmiana po trzech latach kadencji

Kenneth Benaim Campbell zastępuje Annę Malmhake, która zdecydowała się odejść ze stanowiska CEO i President po trzech latach kierowania firmą. Jej kadencja przypadła na okres istotnych zmian w strukturze finansowej i strategicznej Oriflame.

Pod kierownictwem Malmhake spółka zakończyła proces rekapitalizacji oraz uruchomiła strategię transformacji biznesu. Robert Bensoussan podziękował ustępującej CEO za prowadzenie firmy w okresie refinansowania i wzmacniania działalności operacyjnej.

Nowy dyrektor generalny podkreśla z kolei, że jednym z kluczowych czynników, które skłoniły go do przyjęcia stanowiska, był specyficzny model biznesowy Oriflame oraz globalna społeczność przedsiębiorców działających w systemie sprzedaży bezpośredniej.

– Najbardziej przyciągnęły mnie unikalny model przedsiębiorczości firmy, silne dziedzictwo w branży beauty, utalentowani ludzie oraz globalna społeczność Beauty Entrepreneurs. Chcę współpracować z zespołami na całym świecie, aby wykorzystać dotychczasowe postępy i odblokować kolejne możliwości rozwoju – zaznaczył Kenneth Benaim Campbell.

Zmiana na stanowisku CEO następuje w szczególnym momencie dla firmy. Oriflame zbliża się do 60. rocznicy powstania, a priorytetami na kolejny etap pozostają wzmacnianie biznesu, wsparcie dla sieci Beauty Entrepreneurs oraz przyspieszenie realizacji planów transformacyjnych.

Powołanie menedżera, którego 27 z ponad 30 lat międzynarodowej kariery związanych było z L’Oréal, może jednocześnie sygnalizować, że Oriflame chce w kolejnej fazie rozwoju mocniej wykorzystać doświadczenia z zarządzania globalnymi markami kosmetycznymi. Przed nowym CEO stoi zadanie przełożenia tego doświadczenia na dalszą transformację firmy działającej w specyficznym modelu sprzedaży bezpośredniej i na kilkudziesięciu rynkach na świecie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
03. wrzesień 2026 22:46