StoryEditor
Producenci
04.12.2019 00:00

Zenon Ziaja: Interesuje mnie stabilny rozwój poparty wiedzą, nauką i logiką

Chciałbym, żebyśmy mieli polskie marki i fabryki. Żebyśmy zbudowali społeczeństwo, które umie myśleć pokoleniowo. Dziś jestem zaniepokojony. Nie ma wsparcia dla biznesu. Są tylko pomysły na nowe podatki – mówi Zenon Ziaja, założyciel, właściciel i prezes polskiej firmy, która nosi jego nazwisko i w tym roku obchodzi 30-lecie istnienia.

Czy nadal gra Pan w tenisa?

Oczywiście. Chwilowo, przez kontuzję, tylko dwa razy w tygodniu. Od lutego, mam nadzieję, powrócę do pełnej formy.

Co daje Panu sport?

Wszystko. Życie mi daje. Odstresowanie, wentylację płuc, mięśni, kondycję fizyczną i psychiczną. Oprócz gry w tenisa z uwielbieniem jeżdżę na rowerze i na nartach. Bardzo lubię ruch. Namawiam do tego wszystkich. Życie to ruch.

Czy sport przekłada się na biznes?

Oczywiście! To odporność na stres, samodyscyplina. Biznes to też współzawodnictwo, tak samo jak sport. Ale nade wszystko sport poprawia zdrowie fizyczne i psychiczne. 

30 lat minęło od chwili powstania Pana firmy. Takie jubileusze to okazja do wspomnień. Czy wraca Pan myślami do początków biznesu? 

Raczej nie. Patrzę do przodu. Oczywiście sentyment pozostaje i wspomnienia, zwłaszcza przy okazji rocznic, ale to było tak dawno. Ten rozdział jest już zamknięty. Czasem mnie pytają o wnioski, o rady na podstawie moich doświadczeń. Migam się od tego. Wszystko się zmieniło. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, a przyszłość będzie jeszcze inna. Trzeba myśleć o tym, co będzie, a nie co było.

Ja, myśląc o przeszłości, widzę twardych, przedsiębiorczych ludzi, którzy otwierali nowy rozdział w Polsce. I bardzo ciężko pracowali. We wspomnieniach, które przewijają się w wywiadach, przyznał Pan, że przez piętnaście pierwszych lat nie był Pan na urlopie.

Tak było. Doganialiśmy świat, był to okres dużych zmian technologicznych i kulturowych. Polska wchodziła do wspólnoty cywilizacyjnej.  Nie tylko ja, ale bardzo wielu ludzi zapracowało ciężko na to, że dzisiaj nasz kraj tak wygląda. I oby tylko teraz nikt tego nie zepsuł.

Mamy powody do kompleksów w odniesieniu do świata?

Oczywiście, że nie. Kompleksy mogłem mieć ja i moje pokolenie, ponieważ nie byliśmy dostatecznie dobrze wyedukowani. Nadrobiliśmy to. Mówimy w obcych językach, swobodnie poruszamy się po świecie. Wyrosło nowe pokolenie, jak moja wnuczka, która kończy właśnie zagraniczną uczelnię. I to jest piękne, że 30 lat temu baliśmy się pojechać do cywilizowanego świata, a dziś czujemy się wszędzie u siebie.

Jestem zwolennikiem długofalowej działalności. Nie robienia deali, tylko budowania przemysłu i kraju.

Czy często jeszcze towarzyszą Panu takie uczucia jak na początku kariery, emocje związane z tym, że zaczyna się coś nowego, że wkracza się na nieznany teren?

Codziennie (śmiech). Gdy firma się rozwija, codziennie pojawiają się dylematy, mniejsze lub większe. Czy produkcja nowej linii jest słuszna albo otwieranie nowego kanału sprzedaży, albo budowa nowego zakładu właśnie teraz, w tym momencie lub uruchamianie nowego kierunku eksportu. W biznesie co chwilę trzeba podejmować tego rodzaju decyzje i na własnej skórze odczuwa się ich skutki.

Ziaja to firma rodzinna. Często mówi Pan, że właściwie trudno powiedzieć, co to znaczy, bo firma rozrosła się do 1500 osób, a powiązanych rodzinnie jest kilka. Jakie znaczenie ma jednak dla Pana to, że dzieci włączyły się w biznes? Wielu właścicieli polskich firm ma problem z sukcesją.

Jest to rzeczywiście bardzo miłe uczucie, że dzieci zechciały do mnie i do żony dołączyć. Wyręczyły mnie w wielu obowiązkach, wspaniale, że mamy komu zostawić firmę. Cieszę się z tego, bo jestem zwolennikiem długofalowej działalności. Nie robienia deali, tylko budowania przemysłu i kraju. Chciałbym, żebyśmy mieli polskie marki i fabryki. Żebyśmy zbudowali społeczeństwo, które umie myśleć pokoleniowo. Nie krytykuję ludzi, którzy sprzedali firmy, to jest ich sprawa, różne są powody i okoliczności. Dla mnie osobiście ważna jest pokoleniowość i wartością jest fakt, że zostawimy coś po sobie. 

Czym jest dla Pana patriotyzm?

Dziś to niestety wielce wyświechtane słowo. Jeśli muszę odpowiedzieć – jest to dla mnie rzetelna praca dla kraju i dla lokalnej społeczności. Płacenie podatków tu, gdzie żyję. Mówienie prawdy. Bycie rzetelnym i uczciwym człowiekiem w stosunku do innych ludzi.

Jestem bardzo zaniepokojony o przyszłość mojej firmy i rozwoju biznesu w Polsce. Głównym zajęciem polityków jest wymyślanie kolejnych podatków.

Czy jest Pan spokojny o przyszłość firmy?

Nie, nie jestem. Jestem wręcz bardzo zaniepokojony. Mamy „ministerstwo niszczenia przemysłu”, a głównym zajęciem polityków jest wymyślanie kolejnych podatków. Nie słyszałem o żadnej inicjatywie obecnego rządu, która miałaby na celu wsparcie przedsiębiorców. Przed wyborami padały obietnice, że będą drogi, dziś szereg inwestycji wstrzymano, mamy kłopoty z rozwożeniem towaru. Nie możemy się podłączyć do wodociągu i kanalizacji, bo oczyszczalnia nie jest w stanie przyjąć ścieków, a inwestycje infrastrukturalne również zablokowano. To jest zatrzymanie rozwoju kraju! Później będą krzyczeć, że winni są biznesmeni, bo nie inwestują. To państwo musi najpierw inwestować, żeby umożliwić działania ze strony przemysłu. 

Nie ma dobrego otoczenia biznesowego?

Jest złe! Fatalne. Jeśli ludzi, którzy prowadzą firmy ciągle oskarża się o oszustwa, o niepłacenie podatków, jeśli przeciwstawia się ich reszcie społeczeństwa, przedstawia jako „tych bogaczy”, którzy dorobili się na innych, to o czym my mówimy? Ja już to kiedyś przeżywałem i nie chcę drugi raz. Jak słyszę od jednego z działaczy politycznych, że dany fragment drogi nie powstanie, bo to jest decyzja polityczna, to mi się chce po prostu płakać. To jest tragedia! 

Potrzebujemy rozwoju infrastruktury drogowej i kolejowej. Potrzebujemy inwestycji lokalnych, które umożliwią zagospodarowanie terenów przemysłowych i budowę zakładów. Potrzebujemy przejrzystych przepisów i skorelowanej polityki pracowniczej i płacowej. W Polsce jest gigantyczna liczba ludzi zdolnych do pracy, którzy nie pracują i nie starają się o pracę. To najlepiej pokazuje, co zrobiono z rynkiem i ze społeczeństwem.

Jeśli spojrzymy sektorowo, na rynek kosmetyczny, okaże się, że tu też wiele się dzieje. Wchodzi szereg nowych przepisów, branża narzeka m.in. na skreślanie kolejnych składników z dopuszczonych dotąd w recepturach.

Ufam naukowcom. Jeśli twierdzą, że jakieś substancje są dla człowieka szkodliwe, to muszą one zostać wyeliminowane i receptury zmienione. Trzeba jednak pamiętać, że mieliśmy w historii kilka oszustw dotyczących substancji szkodliwych, które były podyktowane marketingowymi chęciami zysku. Występuje też zjawisko hejtu na gigantyczną skalę. Można oczernić najlepszy składnik i najlepszy produkt. Bardzo często jest to podszyte brakiem wiedzy. Musimy więc rozmawiać w gronie fachowców i od fachowców przekazywać informacje dalej w świat. Żeby to była prawda.

Przecenia się chyba nieco głos tzw. przeciętnego konsumenta?

Nie mamy na to wpływu. To już jest socjologia.

Często w wywiadach wspomina Pan, że firma to ludzie. Dość oklepane stwierdzenie…

Oczywiście, ale jakie prawdziwe! Mówię: „cholera, zapomnieliśmy to zrobić”. A chłopaki: „szefie, to już dawno zrobione”. Mamy szczęście do ludzi. Wielu identyfikuje się z firmą, są z nią związani. Jest to niezwykle miłe i budujące, bo przecież my tego wszystkiego do ziemi nie zabierzemy, tylko zostawimy następnym pokoleniom. Oni rozumieją, że pracują dla siebie.  

Obawiam się, że może to być pierwszy rok w historii, w którym  nie osiągniemy wzrostu. Rynek właśnie bardzo mocno hamuje w wielu branżach i spada sprzedaż detaliczna. 

Ziaja jest jedną z największych, dochodowych, świetnie rozpoznawalnych firm. Notujecie stałe wzrosty. Jesteście na pierwszym miejscu Top 100 marek w rankingu firmy konsultingowej KPMG, zawsze w ścisłej czołówce "Najcenniejszych polskich marek" na liście „Rzeczpospolitej”. Jaka jest Pana recepta na sukces?

Nic szczególnego nie robimy. Trzeba po prostu uczciwie pracować. A jeśli chodzi o wzrosty, to obawiam się, że może to być pierwszy rok w historii, w którym ich nie osiągniemy. Rynek właśnie bardzo mocno hamuje w wielu branżach i spada sprzedaż detaliczna. 

Dlaczego?

Jeszcze trudno powiedzieć. Prawdopodobnie dzieje się coś na poziomie makroekonomicznym.  Odbija się to najbardziej na rynku krajowym, ale lekkie spadki czujemy też w eksporcie.

Jaki jest stosunek Waszej sprzedaży krajowej do eksportu?

Około 20 proc. stanowi eksport. W ubiegłym roku nastąpiły przetasowania organizacyjne na niektórych rynkach, wiec nieco nam spadły udziały, ale myślę, że je odrobimy. Jestem optymistą.

Ziaja zrobiła furorę w Azji, w Chinach hitem są Wasze maseczki. To nie lada osiągnięcie – eksportować kosmetyki na kontynent, z którego wszyscy dziś importują do Polski, a na świecie jest uznawany za kolebkę trendów.

Zgadzam się, to ewenement, że kupują właśnie nasze kosmetyki (śmiech). Nie tylko w Chinach i nie tylko maseczki. Wietnamczycy też uwielbiają większość naszych produktów, co widać w sklepach, na lotniskach.

Czy Ziaja zbudowała już tam swoją markę?

Absolutnie nie. O chińskim i azjatyckich rynkach nigdy nie można tak powiedzieć, że się zbudowało markę, ponieważ ich zmienność jest obecnie taka jak u nas na początku lat 90.

Jest na to za wcześnie, za mało mamy doświadczeń. Musimy jeszcze popracować, będzie się liczyła systemowość i systematyczność. W każdym razie tamtejsi partnerzy są naszymi kosmetykami zainteresowani i chcą rozwijać sprzedaż.

Na jakie rynki planujecie jeszcze wchodzić?

Na razie nie myślimy o nowych rynkach. Rozwijamy i wzmacniamy się na tych, na których jesteśmy już obecni. Wysyłamy produkty do 35 krajów. Wiele z nich to rynki już ustabilizowane, na których nam bardzo zależy, a jeszcze ciągle jest na nich mnóstwo do zrobienia.

Czy będą tam również powstawały sklepy Ziaja dla Ciebie?

Chcielibyśmy, ale jest to bardzo trudny projekt i zależy od zbyt wielu czynników, abym mógł powiedzieć, że mamy konkretny plan. Obecnie prowadzimy po kilka sklepów w Czechach i na Słowacji oraz jeden w Budapeszcie na Węgrzech.

Przerabiamy halę produkcyjną i zwiększamy jej powierzchnię, to wstęp do większej inwestycji, którą mamy w planach. Produkujemy rocznie ok. 90 mln sztuk kosmetyków i maści leczniczych. Nasze moce mogą się zwiększyć o połowę.

W Polsce inwestujecie właśnie w zaplecze produkcyjne i magazynowe.

Tak. Przerabiamy halę produkcyjną i zwiększamy jej powierzchnię, ale to wstęp do większej inwestycji, którą mamy w planach. Byłaby to nowa hala produkcyjno-magazynowa o powierzchni ponad 10 tys. mkw. Finansowo gigantyczna inwestycja o wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Jeżeli nie załamie się rynek – nie mówię tu o wahaniach sprzedaży, bo to nie jest nic szczególnego – to będziemy ją realizować, żeby mieć możliwość unowocześniania i zwiększania produkcji w bliskiej przyszłości. 

O ile mogłyby się zwiększyć moce produkcyjne?

Mniej więcej o połowę. Obecnie produkujemy rocznie ok. 90 mln sztuk kosmetyków i maści leczniczych. Zainteresowanie naszymi produktami rośnie. Musimy być przygotowani na większe zamówienia, a trzeba uświadomić sobie, jaka to jest skala. Wystarczy, że sprzedaż wzrośnie o 10 proc., to jest blisko milion sztuk więcej, które trzeba wyprodukować, zabezpieczyć magazynowo i logistycznie. Budowa nowej fabryki trwa 5 do 7 lat ze względu na przepisy, w tym wymogi środowiskowe, więc już się do tego przygotowujemy.

Czy będziecie również produkować własne opakowania?

Nie mamy tego w planach. Zajmujemy się kosmetykami, bo na tym się znamy. Opakowania to zupełnie inny temat. Zostawiamy go ekspertom w tej dziedzinie.

Na polskim rynku pojawiło się wiele małych firm, start-upów. Czy Pana zdaniem będą one miały szansę utrzymać się, rozwinąć i będą miały istotny wpływ na obraz sektora kosmetycznego?

Na pewno niektóre z nich wyrosną na znaczące firmy. Młodzi, zdolni ludzie z zapałem zawsze mają szansę na wejście w biznes. Takie dzisiejsze start-upy to to samo, co „partyzantka”, którą my uprawialiśmy w 89 r. Decyzyjnie to samo, bo nie da się porównać dzisiejszej wiedzy tych młodych ludzi, możliwości aparaturowych, finansowego wsparcia, na jakie mogą liczyć z dotacji. My mieliśmy jedynie jako taką wiedzę. Nawet telefonów nie było (śmiech).  

Dobrze, że pojawiają się nowe marki i zmieniają rynek kosmetyczny. Wystarczy spojrzeć na ogólnoświatowy trend eko, w którym się świetnie odnajdują. Trzeba jednak pamiętać, że najważniejsza jest prawda. I produkt nie może być ekologicznym tylko z nazwy. A tak się niestety w wielu przypadkach dzieje.

Na marginesie – o tym, co jest ekologiczne, a co nie jest, moglibyśmy długo dyskutować. Ja podzielam pogląd, że jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się człowiekowi na skutek rozwoju cywilizacji jest plastik. Tylko nie umiemy się nim posługiwać. Z całą pewnością nie możemy tak zanieczyszczać planety jak do tej pory, bo kolejne pokolenia nie będą miały tu czego szukać. Ale czy zastępowanie plastikowych opakowań szkłem jest ekologiczne? Już mamy dramat – brakuje na świecie piasku, krzemionki. Albo drewniane opakowania – wytniemy lasy na ziemi! Nalewanie kosmetyków do wymiennych opakowań – tu trzeba przede wszystkim myśleć o bezpieczeństwie bakteriologicznym, czystości mikrobiologicznej produktów. Zdecydowanie najważniejsze jest znalezienie rozwiązań, które umożliwią przetwarzanie i utylizację plastikowych opakowań. Wiele niezwykle trudnych problemów jest obecnie do rozwiązania. Ale trzeba tęgich głów, naukowców, ekspertów, a nie dyletantów, którzy mówią, co jest ekologiczne, a co nie.

Czy gdyby Pan miał dzisiaj możliwość założenia firmy kosmetycznej, startowania od początku, zrobiłby Pan to?

Tak. Zdecydowanie bym  startował, bo te 30 lat w branży kosmetycznej to był wspaniały czas. Przeszliśmy rewolucję technologiczną, marketingową. W przyspieszonym tempie uczyliśmy się, korzystając z doświadczeń międzynarodowych koncernów. Firmy kosmetyczne, które wówczas powstały, należy pielęgnować, unowocześniać. Przekazywać kolejnym i kolejnym pokoleniom.

Co jest dla Pana priorytetem, jeśli chodzi o przyszłość Pana firmy?

Stabilny, zrównoważony rozwój. Technologiczny, produktowy, intelektualny. Żebyśmy wpisali się w trend regularnej pracy, rozwoju popartego nauką, wiedzą i logiką.

***

Zenon Ziaja

Urodził się w 1946 roku w Sosnowcu. W 1969 roku ukończył Akademię Medyczną w Lublinie na Wydziale Farmaceutycznym. Po studiach pracował jako farmaceuta, m.in. w aptece przyszpitalnej 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku. Po transformacji ustrojowej, w 1989 r. założył wraz z żoną firmę Ziaja Ltd. Zakład Produkcji Leków Sp. z o.o.  Za pożyczone od znajomego 200 dolarów kupił starą maszynę do robienia lodów i przystosował ją do produkcji kremów kosmetycznych. Początkowo produkował krem oliwkowy, który z czasem stał się sztandarowym produktem firmy. Od lat pasjonat tenisa ziemnego i muzyki, szczególnie jazzu.

Marka Ziaja

Została założona w 1989 roku przez farmaceutów Aleksandrę i Zenona Ziaja. Działalność firmy to produkcja farmaceutyków oraz kosmetyków pielęgnacyjnych, opartych na farmaceutycznym doświadczeniu i inspirowanych surowym nadmorskim klimatem. Pierwszym produktem firmy był krem oliwkowy, który sprzedawany jest do dziś.

W ciągu 30 lat Ziaja osiągnęła pozycję jednej z najlepszych firm kosmetycznych w Polsce. Na asortyment składa się obecnie ponad 1000 preparatów. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, do niezbędnego minimum ograniczono w nich zawartość konserwantów.

Produkcja odbywa się w standardzie GMP (Good Manufacturing Practice For Medicinal Products) w dwóch nowoczesnych zakładach położonych w ekologicznej strefie ujęcia wody pitnej na Kaszubach. 

Ziaja należy do najbardziej rozpoznawalnych i cenionych polskich marek. Wielokrotnie stawała na podium w takich rankingach, jak „Top 100 Marek”, „Najcenniejsza polska marka” czy „Ulubiona marka Polaków”. W 2018 r. Ziaja uzyskała 339 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Krem oliwkowy

Pierwszy produkt w portfolio firmy, który stał się hitem. Jest produkowany do dziś. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.08.2026 15:26
Branża beauty ostro krytykuje reformę podatkową rządu. Wyższy CIT uderzy w wiele firm kosmetycznych [LISTA]
materiał partnera

Wzrost stawki z 19% do 22% dla podmiotów o rocznych przychodach przekraczających 50 mln euro (200 mln zł). Zmiana może objąć około 4,4 tys. podatników - w tym perły polskiego eksportu oraz dziesiątki rozwijających się i zatrudniających setki tysięci osób firm z branży beauty: Ziaja, Eris, Bieledna czy Eveline Cosmetics, które ostro skrytykowały reformę.

Rząd serwuje polskiej gospodarce potężne obciążenia. Największe przedsiębiorstwa (o przychodach powyżej 50 mln euro) zapłacą podatek CIT według stawki 22 proc. zamiast dotychczasowych 19 proc. Oznacza to realny wzrost stawki aż o 16 proc. Zmiana dotknie około 4,4 tys. podmiotów – w tym perły polskiego eksportu. Firma wykazująca 100 mln zł dochodu zapłaci nawet 3 mln zł dodatkowego podatku rocznie.

Eveline Cosmetics i Ziaja: Wyższy CIT to hamulec dla inwestycji i innowacji

Ekonomiści, m.in. przedstawiciele Business Centre Club, wskazują, że choć zmiana ma być teoretycznie neutralna dla budżetu, to de facto przesuwa obciążenia na kapitał. W praktyce wyższy CIT może stać się hamulcem inwestycyjnym. Skutki reformy jako pierwsi odczują giganci produkcyjni z sektora beauty.

– Dla polskich producentów kosmetyków, którzy na co dzień ostro konkurują z zagranicznymi korporacjami na rynkach globalnych, podniesienie CIT do 22 proc. to potężny cios w budżety inwestycyjne. Zamiast reinwestować wypracowane zyski w nowoczesne laboratoria, innowacyjne formuły i zrównoważoną produkcję, będziemy musieli oddać te środki fiskusowi. To krok, który ewidentnie osłabi konkurencyjność całej branży beauty w Polsce, z której nasz kraj słynie na świecie – komentuje przedstawiciel zarządu Eveline Cosmetics.

Podobne obawy płyną z otoczenia innych dużych graczy rynkowych, takich jak Ziaja, dla których uszczuplenie kapitału na rozwój może spowolnić dynamikę rynkową i wymusić podniesienie cen produktów docelowych na półkach sklepów.

Kosmetyczne zmiany uderzą w ryczałtowców

Rząd zapowiedział zmiany w podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) - ograniczają się one do podniesienia progu stawki 12 proc. ze 120 tys. do 130 tys. zł oraz wprowadzenia nowej stawki buforowej w wysokości 24 proc. dla przedziału 130–150 tys. zł. Stawka 32 proc. będzie obowiązywać dopiero powyżej 150 tys. zł.

Jak wynika z wyliczeń ekspertów, maksymalna korzyść dla podatnika wyniesie zaledwie 3600 zł rocznie, czyli około 300 zł miesięcznie. Co kluczowe, miliony osób zarabiających poniżej 120 tys. zł nie zyskają na reformie ani złotówki. To zmiana wyłącznie dla wąskiego wycinka klasy średniej.

Drastycznemu cięciu ulega również limit przychodów uprawniający do korzystania z ryczałtu – z 2 mln euro spadnie on do zaledwie 250 tys. euro (obniżka o ponad 87 proc.). Oznacza to wypchnięcie tysięcy średnich firm usługowych do rozliczeń według skali. Dodatkowo danina solidarnościowa dla najbogatszych wzrośnie z 4 proc. do 5 proc.

Przedstawiciele biznesu oraz ekonomiści (m.in. Business Centre Club) oceniane zmiany widzą jako próbę ograniczenia tzw. arbitrażu podatkowego – czyli zmniejszenia różnic w opodatkowaniu etatu i samozatrudnienia. Wskazują jednak na poważne ryzyka:

- Hamulec inwestycyjny: Wyższy CIT dla największych graczy może bezpośrednio obniżyć ich skłonność do reinwestowania zysków, co w dłuższej perspektywie grozi spowolnieniem wzrostu gospodarczego.

- Zbytnia ciasnota nowych progów: Przedział stawki 24% (130–150 tys. zł) jest bardzo wąski (20 tys. zł), co zdaniem biznesu wymaga rozszerzenia, by stawka ta spełniała rolę trwałego bufora.

- Wypychanie z ryczałtu: Odrzucenie limitu ryczałtu do 1 mln zł uderzy w średnie przedsiębiorstwa i firmy usługowe, zmuszając je do powrotu na rozliczenie według skali lub podatku liniowego.

Czołowe firmy branży kosmetycznej i beauty w Polsce

Reforma dotknie zarówno wielkie koncerny objęte wyższym CIT-em, jak i mniejsze podmioty produkcyjne czy sieciowe z sektora beauty. Do największych polskich producentów i marek kosmetycznych należą:

  • Ziaja – jeden z liderów polskiego rynku z szerokim portfolio kosmetyków pielęgnacyjnych.
  • Bielenda Kosmetyki Naturalne – dynamicznie rozwijający się producent (właściciel m.in. marek Soraya i Dermika).
  • Dr Irena Eris – znany producent kosmetyków premium i dermokosmetyków oraz operator instytutów i hoteli SPA.
  • Eveline Cosmetics – duży producent i eksporter kosmetyków pielęgnacyjnych oraz kolorowych.
  • Oceanic – producent specjalistycznych dermokosmetyków (m.in. marka AA).
  • Inglot – międzynarodowa polska marka z sektora kosmetyków do makijażu.
  • Cosmo Group – lider rynku stylizacji paznokci (właściciel marki NEONAIL).
  • Global Cosmed – duży wytwórca kosmetyków i chemii gospodarczej (marki Apart, Bobini).
  • Torf Corporation – producent kosmetyków pielęgnacyjnych marki Tołpa.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
25.08.2026 10:56
Dr. Miele Cosmed Group z umową z dm. Wartość sprzedaży przekroczyła 10 proc. kapitałów własnych grupy
Magdalena Miele, Prezeska Dr. Miele Cosmed Group S.A.Dr Miele Cosmed Group

Dr. Miele Cosmed Group poinformowało o uzyskaniu przez umowę zawartą przez niemiecką spółkę zależną statusu umowy znaczącej. Powodem jest przekroczenie w 2026 roku obrotowym progu 10 proc. kapitałów własnych grupy w łącznej wartości sprzedaży do dm-drogerie markt. Kontrakt obejmuje kosmetyki i chemię gospodarczą produkowane w zakładach grupy.

Dr. Miele Cosmed Group S.A. przekazał 24 sierpnia 2026 r. raport bieżący nr 15/2026 dotyczący umowy zawartej przez spółkę zależną Dr. Miele Cosmed GmbH z siedzibą w Hamburgu. Drugą stroną kontraktu jest niemiecka sieć drogeryjna dm-drogerie markt GmbH + Co.KG. Umowa uzyskała w bieżącym roku obrotowym status umowy znaczącej.

O kwalifikacji kontraktu zdecydowała wartość sprzedaży zrealizowanej przez grupę na rzecz dm. W 2026 roku obrotowym jej łączna wartość przekroczyła 10 proc. kapitałów własnych Grupy Kapitałowej Dr. Miele Cosmed Group. Spółka nie podała jednak konkretnej kwoty sprzedaży ani wartości samego kontraktu.

Kosmetyki i chemia gospodarcza dla dm

Przedmiotem umowy jest sprzedaż produktów wytwarzanych w zakładach produkcyjnych należących do Grupy Kapitałowej Dr. Miele Cosmed Group. Wśród nich znajdują się kosmetyki oraz produkty chemii gospodarczej. Oznacza to, że kontrakt obejmuje dwie główne kategorie produktowe, w których działa grupa.

Dr. Miele Cosmed Group nie ujawnił szczegółowych warunków handlowych współpracy. Jak wskazano w raporcie, zarówno warunki umowy, jak i jej warunki finansowe zostały ustalone przez strony w drodze negocjacji i stanowią tajemnicę handlową. Jednocześnie spółka poinformowała, że nie odbiegają one od warunków powszechnie stosowanych dla tego typu umów.

Status umowy znaczącej nie oznacza więc zawarcia nowego kontraktu z dm. Spółka podkreśla, że umowa została zawarta wcześniej, natomiast dopiero w 2026 roku, w związku ze wzrostem skumulowanej wartości sprzedaży, spełniła kryterium pozwalające zakwalifikować ją jako znaczącą z punktu widzenia grupy.

Istotny odbiorca dla grupy

Raport pokazuje jednocześnie znaczenie współpracy z dm-drogerie markt dla działalności Dr. Miele Cosmed Group. Przekroczenie przez sprzedaż do jednego odbiorcy poziomu odpowiadającego 10 proc. kapitałów własnych całej grupy wskazuje na istotną skalę relacji handlowej.

Dr. Miele Cosmed Group jest producentem kosmetyków i produktów chemii gospodarczej, a jego działalność produkcyjna obejmuje zakłady należące do grupy kapitałowej. Niemiecka spółka zależna Dr. Miele Cosmed GmbH odpowiada za relacje z odbiorcą objętym raportem.

Informacja została przekazana przez spółkę jako informacja poufna na podstawie art. 17 ust. 1 Rozporządzenia MAR. Raport został opublikowany 24 sierpnia 2026 r. i otrzymał numer 15/2026.

Spółka nie podała prognoz dotyczących dalszego rozwoju współpracy ani nie wskazała, jaką część przychodów grupy stanowi sprzedaż realizowana do dm. Nie ujawniono również wartości kapitałów własnych, która posłużyła jako próg odniesienia dla kwalifikacji umowy. Z raportu wynika natomiast, że sprzedaż do niemieckiej sieci w 2026 roku osiągnęła poziom wystarczający do przekroczenia ustawowego dla grupy progu istotności.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
25. sierpień 2026 21:27