StoryEditor
Rynek i trendy
17.12.2024 12:05

Kosmetyki i szampan – luksus w przystępnej cenie przyciąga klientów w czasach kryzysu

Popyt na luksusowe szminki czy perfumy może wzrastać w okresie dekoniunktury. / Instagram, Chanelofficial

Konsumenci oszczędzają – ale robią wyjątki na niezwykłe okazje. Kosmetyki i szampan cieszą się popularnością, a sprzedawcy luksusowych artykułów nie odczuwają kryzysu. Wręcz przeciwnie, w trudnych czasach sprzedaż luksusu idzie coraz lepiej.

Europa pogrążona jest w recesji, a inflacja sprawia, że codzienne życie kosztuje coraz więcej. Konsumenci oszczędzają, ale nie na wszystkim. To, co niektórym może wydawać się absurdalnie drogie, sprzedaje się w trudnych czasach nawet lepiej, niż w czasie koniunktury – zauważa portal lebensmittelpraxis.de.

Kiedy konsumentów nie stać na dalekie podróże lub kosztowny zakup np. samochodu, wtedy poszukują drobniejszych przyjemności, które nadal niosą ze sobą odrobinę luksusu i poczucie ekskluzywności – mówi Boris Planer, ekspert ds. dóbr konsumpcyjnych i konsultant w Future Institute we Frankfurcie. 

Niektórzy badacze rynku określają to zjawisko efektem szminki, ponieważ popyt np. na luksusowe kosmetyki może wzrastać w okresie dekoniunktury. Stają się one “kawałkiem luksusu” w przystępnej cenie i na wyciągnięcie ręki. Kryzys gospodarczy stwarza zatem szansę dla sprzedawców detalicznych i producentów, którzy zaspokoją ten właśnie popyt. 

Czy teoria szminki jest słuszna? Do takiego wniosku prowadzą aktualne dane Stowarzyszenia Przemysłu Higieny Osobistej i Detergentów (IKW), dotyczące rozwoju rynku w Niemczech.

Czytaj też: Rynek dóbr luksusowych w Polsce w 2024. Kosmetyki i perfumy ze wzrostem wartości [RAPORT]

Efekt szminki. Rozwój rynku kosmetyków kolorowych (ceny dla klienta końcowego w mln euro)

*dane rynkowe, dotyczące pielęgnacji urody, prognoza IKW dotycząca całego rynku na podstawie Panelu konsumenckiego YouGov 

Luksus nie wie, czym jest kryzys

Luksus jako odczucie czy wrażenie sprzedaje się znacznie lepiej, niż sam produkt. – Właściwości niematerialne są ważniejsze. Luksus definiowany jest przez takie wartości, jak prestiż i ekskluzywność – mówi Otto Stanger, profesor i konsultant w firmie AFC Consulting Group z Bonn. 

Luksus jest dla każdego czymś innym. Jednak zdaniem wielu ekspertów na wszelkiego rodzaju luksusowych pragnieniach można stosunkowo nieźle zarobić, nawet w czasach kryzysu. Johannes Dorn, założyciel instytutu Rheingold, mówiąc o luksusie ma na myśli górną granicę skali wydatków.

Kiedy mówimy o rynku z najwyższej półki, mamy na myśli konie wyścigowe, samochody, wielkie nieruchomości, odzież i podróże – mówi Dorn. Analitycy są zgodni, że rynek, który reprezentuje ta grupa nabywców, pozostanie duży niezależnie od trudności gospodarczych.

Firma doradcza Bain & Company doszła do wniosku, że globalne wydatki na drogie wyroby skórzane, samochody i podróże osiągną w 2024 roku wartość prawie 1,5 mld euro. Rynek ten pozostanie zatem stabilny w porównaniu do roku 2023.

Luksus nie zna kryzysu, nawet jeśli na pierwszy rzut oka sytuacja niektórych międzynarodowych grup luksusowych sugeruje inaczej. Przede wszystkim największa na świecie grupa marek luksusowych LVMH (Louis Vuitton Moët Hennessy) musi obecnie zadowolić się mniejszym niż wcześniej przychodem: zysk operacyjny grupy spadł w pierwszym półroczu 2024 roku o 8 proc. do 10,7 mld  euro. Francuzi handlują modą i galanterią skórzaną, ale także luksusowymi winami musującymi (Moët & Chandon) i alkoholami wysokoprocentowymi (Hennessy Cognac). Luksusowe firmy, takie jak Kering i Hugo Boss, również rozczarowały ostatnio inwestorów. Obecny kierunek rozwoju firm luksusowych nie jest oznaką ogólnego odwrócenia trendu, ale wynika ze spadku popytu w Azji. 

Chiny były przez długi czas motorem wzrostu branży luksusowej, ale wydaje się, że nadchodzi koniec tej epoki.  Coraz ważniejsze stają się nowe rynki, takie jak Indie, Korea Południowa i Japonia. Obecnie, mimo wszystko, cena akcji LVMH jest prawie o 50 proc. wyższa niż pięć lat temu. W przypadku Prady wzrost wynosi ok. 120 proc.

Luksusowe towary na każdą kieszeń 

Efekt szminki sprawia, że ​​luksus na dole i pośrodku skali jest nadal dobrym biznesem. Dowodów na tezę, że w czasie kryzysów szczególnie poszukiwane są luksusowe towary konsumpcyjne po przystępnej cenie, dostarczają dane Stowarzyszenia Przemysłu Higieny i Detergentów (IKW)

Wg wstępnych prognoz sprzedaż kosmetyków kolorowych, do których zaliczają się pomadki do ust, wzrośnie w 2024 roku w Niemczech aż o 10,1 proc. do ponad 2,2 mld euro. Dla porównania: w ciągu poprzednich pięciu latach średni wzrost wyniósł zaledwie 4 proc. 

– W czasach kryzysów i konfliktów zadbany wygląd i indywidualny styl nabierają jeszczez większego znaczenia – mówi prezes IKW, Georg Held, komentując wzrost sprzedaży. 

Eksperci z Bain & Company również dostrzegają ten trend. Jeśli chodzi o dobra luksusowe do użytku osobistego, w ostatnim czasie najbardziej wzrosła sprzedaż produktów kosmetycznych, zwłaszcza perfum. Klienci coraz częściej decydują się na drobniejsze zakupy – wynika z badania. 

Czytaj też: Chiński kryzys konsumencki odbija się na luksusowych markach – prognozy LVMH na trzeci kwartał potencjalnie słabe

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
21.05.2026 16:52
Koniec ery zgadywania w suplementacji. Amerykański gigant Function przejął SuppCo
Konsumenci kupują suplementy pod wpływem mody, reklam oraz rekomendacji znanych influencerówshutterstock

Konsumenci kupują suplementy pod wpływem mody, reklam oraz rekomendacji znanych influencerów. Niestety często wybierają dawki niezgodne z potrzebami organizmu. Połączenie badań laboratoryjnych z niezależną weryfikacją produktów ma całkowicie odmienić ten rynek.

Większość ludzi traktuje preparaty witaminowe oraz mineralne jako uniwersalne produkty, dobre dla każdego organizmu. Wypada zauważyć, że modne trendy w mediach społecznościowych wprawdzie napędzają masową sprzedaż w aptekach i drogeriach, ale rzadko idą w parze z realnym zapotrzebowaniem. Konsumenci ryzykują zdrowie, samodzielnie dobierając przypadkowe dawki substancji aktywnych pochodzących z niesprawdzonych, detalicznych źródeł.

Jak donosi Nutrition Insight, amerykańska platforma monitorowania zdrowia Function postanowiła rozwiązać ten problem i przejęła firmę SuppCo. Tym samym kupujący zyskają jednoczesny dostęp do zaawansowanych analiz laboratoryjnych oraz obiektywnych ocen gotowych preparatów. Taka fuzja pozwala precyzyjnie śledzić realny wpływ konkretnych składników diety na ludzką biologię w miarę upływu czasu.

– Zamiast zgadywać, użytkownicy mogą lepiej zrozumieć, czego rzeczywiście potrzebuje ich organizm, identyfikować produkty wyższej jakości spełniające bardziej rygorystyczne standardy oraz śledzić, jak te składniki wpływają na ich biologię w czasie – tłumaczy w rozmowie z Nutrition Insight Jonathan Swerdlin, dyrektor generalny i współzałożyciel Function.

image

Jak Polacy kupują OTC? Większość szuka okazji cenowych w gazetkach z promocjami [Raport Blix i Kantar]

Warto wspomnieć, że przejęta spółka SuppCo prowadzi program niezależnej certyfikacji preparatów pod nazwą “Tested by SuppCo”. Przedstawiciele firmy kupują towary w sklepach detalicznych całkowicie anonimowo, a następnie weryfikują zawartość składników aktywnych w akredytowanych laboratoriach ISO 17025. Podmiot celowo nie czerpie żadnych bezpośrednich zysków ze sprzedaży recenzowanych produktów.

Niezależność od marek suplementacyjnych stanowi fundament całego systemu oceny jakości o nazwie “Trust Score”. Platforma gromadzi obecnie szczegółowe dane o przeszło 35 tysiącach produktów i analizuje pół miliona schematów dawkowania. 

Połowa produktów nie spełnia norm

Prawidłowe zarządzanie zdrowiem wymaga stałego monitorowania parametrów życiowych za pomocą markerów biologicznych. Jednak tradycyjna opieka medyczna rzadko oferuje pacjentom tak swobodny dostęp do diagnostyki bez wcześniejszego skierowania lekarskiego. Nowy model działania traktuje każdą witaminę jako substancję czynną, która bezpośrednio modyfikuje parametry laboratoryjne krwi oraz wpływa na długoterminową kondycję fizyczną.

Jak informuje Nutrition Insight, wewnętrzne analizy z 2025 roku wykazały porażające odchylenia od norm w branży wellness. Eksperci przetestowali najchętniej kupowane preparaty w siedmiu kategoriach produktowych, które generowały masową sprzedaż internetową. Około połowa zbadanych próbek nie posiadała składu zgodnego z oficjalną deklaracją producenta umieszczoną na etykiecie butelki.

image

Maria Sharapova inwestuje w suplementy dla kobiet. Marka Amulet stawia na zdrowe hormony

Sztuczna inteligencja sprawdzi krew

Rynek boryka się obecnie z plagą marek, które powstają błyskawicznie w celu zdobycia chwilowego rozgłosu w sieci. Producenci wykorzystują system honorowy, w którym nikt nie weryfikuje rzetelności opisów marketingowych przed faktycznym wprowadzeniem towaru do obrotu. Cyfrowa platforma ma stanowić skuteczną tarczę ochronną dla konsumentów poszukujących rzetelnych informacji.

– Ludzie zasługują na wiedzę o tym, co naprawdę znajduje się w kupowanej butelce, a nie tylko o tym, co obiecuje marketing na etykiecie – podkreśla w rozmowie z Nutrition Insight Steve Martocci, dyrektor generalny i współzałożyciel SuppCo.

Przyszłość branży należy do spersonalizowanych systemów operacyjnych zdrowia opartych na sztucznej inteligencji. Nowoczesne narzędzia technologiczne połączą wyniki badań krwi, rezonansu magnetycznego oraz codzienne nawyki w jeden spójny algorytm. Dynamiczne zalecenia będą ewoluować razem ze zmieniającą się biologią człowieka, zastępując statyczne średnie populacyjne.

To ogromny krok naprzód dla całej kategorii. Przez lata branża mówiła o personalizacji, nie będąc w stanie jej realnie zapewnić. Nie da się spersonalizować zestawu suplementów bez niezależnej oceny jakości produktów i rzeczywistego, ciągłego obrazu tego, co dzieje się w organizmie człowieka – konkluduje Martocci.

Źródło: Nutrition Insight

Zobacz także:

image

Drogerie rzucają wyzwanie dyskontom: Rossmann i DM walczą o „koszyk zdrowia” Polaków

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.05.2026 11:48
Retail media w polskim handlu: blisko połowa klientów dostrzega reklamy na ekranach
Fakt, że co trzeci klient ignoruje ekrany, a co piąty o nich zapomina, wymaga od branży przejścia na model operacyjny znany z digitalu, czyli oparcia komunikacji na zaawansowanej analityceShutterstock

Z najnowszego raportu UCE Research i MyShopTV wynika, że 47,4% Polaków zauważa cyfrowe reklamy in-store podczas zakupów. W środowisku nasyconym bodźcami to obiecujący wynik dla marek i retailerów. Eksperci wskazują jednak, że sam montaż nośników to za mało – kluczem do pełnej efektywności staje się kontekst, odpowiednie umiejscowienie oraz integracja przekazu z realną ścieżką zakupową klienta.

Badanie przeprowadzone bezpośrednio przed placówkami handlowymi obnaża realną percepcję komunikatów cyfrowych przez konsumentów:

Reakcja konsumentów na ekrany in-storeUdział procentowy

  • Zauważyli reklamy na ekranach podczas zakupów - 47,4%
  • Nie dostrzegli tego typu reklamy w sklepie - 31,3%
  • Nie pamiętają, czy w ogóle je widzieli - 21,3%

Cyfrowa ścieżka klienta na półce sklepowej

Radosław Gołąb, ekspert rynku retail mediów i współautor raportu z MyShopTV, tak komentuje obecny etap rozwoju tego segmentu w Polsce:

„Rynek retail media w Polsce dopiero się skaluje i uczy optymalizacji zarówno po stronie sieci, jak i reklamodawców. Powyższy wynik pokazuje potencjał, ale też przestrzeń do poprawy. To sygnał przede wszystkim dla retailerów, że sam ekran to za mało. Najważniejsze kwestie to jego umiejscowienie, kontekst i integracja z doświadczeniem zakupowym. Kluczowe jest planowanie ustawienia ekranów w kontekście realnej ścieżki klienta, tak aby komunikaty pojawiały się w momentach decyzyjnych, a nie przypadkowych. Kampanie in-store powinny być projektowane pod konkretne miejsce i moment, bo inaczej wygląda komunikacja przy wejściu, a inaczej – przy półce. Do tego dochodzi właściwe wykorzystanie danych oraz powiązanie ekspozycji z efektem sprzedażowym”.

Jak walczyć z filtrowaniem bodźców?

Fakt, że co trzeci klient ignoruje ekrany, a co piąty o nich zapomina, wymaga od branży przejścia na model operacyjny znany z digitalu, czyli oparcia komunikacji na zaawansowanej analityce.

„Właśnie dlatego tak ważne jest korzystanie z danych first party retailera i dostosowywanie komunikatu do profilu koszyka zakupowego czy prime time sprzedaży produktów z danej kategorii. Dopiero wtedy in-store retail media zaczynają działać jak trzeba, czyli skracają dystans między komunikatem a decyzją, zwiększają konwersję przy półce i realnie wpływają na sprzedaż w miejscu, gdzie ona faktycznie zapada. Wyniki pokazują, że fundament działa, czyli ekran generuje kontakt z reklamą. Natomiast efektywność nie będzie wynikać z samej obecności ekranów, tylko z tego, jak dobrze kampanie są dopasowane do zachowań konsumenta i jak precyzyjnie wpisują się w proces zakupowy. In-store retail media zaczynają przypominać media digitalowe, gdzie liczy się nie tylko zasięg, ale jakość dotarcia i moment ekspozycji”.

image

Retail media wkracza do Rossmanna. Co to oznacza dla drogerii i branży beauty?

Ostatni punkt wpływu na konsumenta

Ponieważ polscy konsumenci wykazują dużą elastyczność i często zmieniają zdanie bezpośrednio przed półką chłodniczą czy regałem z kosmetykami, retail media stają się najskuteczniejszym domknięciem całego lejka marketingowego.

„Skoro decyzje zmieniają się nawet w samym sklepie, to placówka handlowa staje się ostatnim, często decydującym punktem wpływu. In-store nie buduje lojalności w klasycznym sensie, ale bardzo skutecznie przechwytuje decyzję w momencie zakupu. Na samą zauważalność reklam w sklepach najbardziej wpływają takie czynniki, jak odpowiednia lokalizacja ekranu, kontekst kategorii i prostota komunikatu. Ekran przy wejściu działa inaczej niż przy półce. Kreacja do przeczytania przegrywa z komunikatem do zobaczenia w sekundę. Nadmiar bodźców oczywiście istnieje, ale problemem rzadziej jest ich liczba, a częściej brak dopasowania. Obecnie rynek w Polsce jest na etapie obecności ekranów in-store w sklepach stacjonarnych, natomiast zmierza ku efektywności działań reklamowych. W najbliższych latach wygrają ci, którzy przestaną traktować placówkę handlową tylko jak miejsce emisji reklamy, a zaczną je postrzegać jako środowisko decyzji zakupowej, w którym warto być ze swoim przekazem. Sklep fizyczny stanie się pełnoprawnym kanałem mediowym, z własną logiką planowania i optymalizacji, opartą na danych first party retailera”.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. maj 2026 07:17