StoryEditor
Rynek i trendy
12.09.2013 00:00

Laboo w zamojskiej Revii

Drogeria Laboo zadomowiła się w zamojskiej Galerii Revia Park. Jest  najnowszym ze sklepów otwartych przez panią Krystynę Pilecką, która od ponad 20 lat zajmuje się biznesem kosmetycznym.

Pomarańczowy szyld Laboo jest widoczny już dla klientów przejeżdżających obok  Revia Park. Zawisł na przeszklonej, okrągłej fasadzie, obok szyldów innych najważniejszych najemców. Do samej galerii łatwo trafić. Prowadzi do niej wlotowa ulica do Zamościa od strony Lublina, a zarazem główna ulica komunikacyjna miasta, przy której znajdują się liczne osiedla domów jednorodzinnych i mieszkaniowe. Przy
ul. Lubelskiej 40 zatrzymują się przyjezdni i regularnie robią zakupy okoliczni mieszkańcy.  Wabikiem jest dyskont Biedronka. Cały kompleks handlowy zajmuje 25 tys. mkw., a powierzchnia handlowa to 8 tys. mkw. Jest tu miejsce na 75 butików.
Drogeria Laboo działa w Revia Park od kwietnia br. Zajmuje atrakcyjny lokal tuż przy wejściu do galerii. Nie sposób jej nie zauważyć, otwarta przestrzeń zaprasza do wejścia i skorzystania z ciekawej oferty.  Bogactwo wyboru rzuca się w oczy. Na ponad 180 mkw. powierzchni dostępnych jest około 18 tys. pozycji asortymentowych.  W sklepie panuje porządek, produkty podzielone są na najważniejsze kategorie – nie ma problemu z trafieniem do działów, które nas interesują, ale już z wyborem konkretnego produktu, bez pomocy personelu, byłoby trudno – jest tak dużo i tak różnorodnych propozycji. Polskie i międzynarodowe marki, kosmetyki masowe i niszowe, ekonomiczne i luksusowe. Zgodnie z filozofią właścicielki drogerii ma być to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Pani Krystynie zdecydowanie bliższa jest koncepcja sklepu typowo kosmetycznego, zmierzającego w stronę perfumerii, ale tu pozostała przy marketowym formacie. To jedyny z jej sklepów, w którym dostępna jest także chemia gospodarcza. Pozostała, bo są do niej przyzwyczajeni klienci. Wcześniej mieściła się tu drogeria Aster, która miała ją w ofercie.
Po upadku sieci działającej w ramach Grupy Interchem pozostało na rynku sporo wolnych lokali. Ten również.  Stał pusty zaledwie dwa miesiące, ale klienci nie mogli się doczekać, kiedy wreszcie ruszy nowa drogeria. Laboo w niczym nie przypomina dogorywających w ostatnim czasie Asterów, więc każdy, kto tu zagląda, jest mile zaskoczony. – Klienci już zdążyli nas poznać, są zadowoleni z dużego wyboru, dobrych cen i ciągłych promocji.  A my staramy się budować jak najlepszą atmosferę, poznawać ich oczekiwania, służyć swoją wiedzą i radą – podkreśla Jolanta Radelczuk, kierownik drogerii. To osoba z wieloletnim doświadczeniem w handlu (m.in. w sieci Drogerie Natura), która zarządza dziś kilkuosobową załogą sklepu.  Ekspedientki również automatycznie przeszły do Drogerii Laboo wraz z przejęciem sklepu. Najbardziej cieszą się z tego, że  mają czym handlować. – Sklep jest świetnie zaopatrzony, mamy dobre produkty, znakomite promocje, klienci to zauważyli i już do nas wracają – mówi ekspedientka Edyta Grosman.
O promocjach informuje wydawana na bieżąco gazetka reklamowa, do drogerii zaprasza także billboard umieszczony przy ulicy prowadzącej do Revia Park. Od września ruszają kolejne działania promocyjne, bo jak podkreśla pani Krystyna, nie da się dziś zamknąć w sklepie i robić dobrego biznesu. Liczy się marketing zewnętrzny, trzeba wychodzić do klienta, by on potem chciał przyjść do drogerii. Właścicielka sklepu już planuje organizowanie wieczorków kobiecych, animacje przed seansami w kinie. Pracownice sklepu chciałyby też wzmocnić działania w Internecie, na Facebooku.
Zamojska drogeria będzie się jeszcze zmieniać. Dojdą kolejne szafy z kosmetykami kolorowymi oraz nowości w innych kategoriach, wynikające z rozwoju rynku. Perfumeria – bardzo ważna w biznesie właścicielki – będzie eksponowana na eleganckich drewnianych regałach.  
 
Tekst i zdjęcia
Katarzyna Bochner

Nie znoszę bylejakości

KATARZYNA BOCHNER: Sklepy, które Pani prowadzi są rozrzucone po różnych częściach kraju. Czy to nie utrudnia zarządzania nimi?
KRYSTYNA PILECKA: Na pewno wygodniej jest mieć sklepy „pod ręką”, ale jeśli zatrudnia się kompetentne i odpowiedzialne osoby, nie jest to duża przeszkoda. Poza Zamościem prowadzimy również drogerie w Gorlicach, Sandomierzu, Krośnie, Jarosławiu i Kraśniku.

Czy Zamość to dobra lokalizacja?
Ja jestem z niej zadowolona. Od pierwszego miesiąca działalności sklep na siebie zarabia i to jest dla mnie najważniejszy wykładnik.  W galerii jeszcze zmieniają się najemcy, ale to normalne, tak bywa, część  nie wytrzymuje konkurencji, niektórzy szukają szczęścia w innych, nowo otwieranych obiektach. Wszystko idzie jednak w dobrym kierunku obiekt jest praktycznie w całości skomercjalizowany.  Od września rusza klub Fitness Platinium z siłownią, salonem masażu i kosmetycznym, który na pewno przyciągnie tu kolejnych klientów.

Planuje Pani otwarcie kolejnych placówek?
Rozpatruję obecnie dwie lokalizacje, ale jeszcze za wcześnie o tym mówić. Generalnie na rynku nie brakuje obecnie wolnych lokali. To nie jest jednak czas na to, żeby iść na ilość. Dla mnie najważniejsza jest rentowność firmy i płynność finansowa. Jesteśmy jednym z najlepszych odbiorców i płatników na rynku, co sobie bardzo cenię.  Zatrudniam w sumie 28 osób, za które też czuję się odpowiedzialna, więc nie mogę sobie pozwolić na nietrafione inwestycje, które mogłyby negatywnie wpłynąć na mój biznes.
Drogerie, które Pani prowadzi, charakteryzują się ogromnym wyborem produktów. Czy oferta jest ustandaryzowana, czy różni się w zależności od regionu?
Jest ustandaryzowana, nie dopasowuję jej do lokalnego rynku. Jeśli pracuję z jakimś producentem i zamawiam od niego towar, to jest on dostępny w każdym sklepie. Jedynym odstępstwem jest sklep w Zamościu, gdzie pozostała chemia gospodarcza, której nie sprzedajemy w innych drogeriach.
A mówi się, że regionalizmy są bardzo ważne. Lokalnymi upodobaniami tłumaczy się też brak możliwości stworzenia spójnego asortymentu w sieciach franczyzowych.
Szczerze mówiąc myślę, że tak duże znaczenie  lokalnych upodobań to mit. Popularność określonych marek, poziom sprzedaży, w największym stopniu zależy od zaangażowania personelu. Sprzedawcy mogą kreować popyt i przekierowywać zainteresowanie klientów na dane  produkty.  W  regionach mogą występować różne czynniki, pod wpływem których niektóre linie z oferty sprzedają się lepiej i tych zamawiamy po prostu więcej. W Zamościu na przykład jest wielu klientów z Ukrainy, co musimy uwzględnić.
Na rynku mamy zalew marek, produktów, nowości. Trudno poruszać się w tym gąszczu. Jak podejmuje Pani decyzje, które marki i produkty warto pozostawić w sklepie, a z których lepiej zrezygnować?
To nie jest takie trudne, gdy prowadzi się na bieżąco analizy sprzedaży.  Moje wszystkie sklepy są skomputeryzowane, na bieżąco mam dostęp do bazy danych. Nie wyobrażam sobie, jak mogłoby być inaczej. W swoich drogeriach mam zarówno marki masowe,  jak i niszowe. Daję do wyboru produkty ekonomiczne dla osób z mniej zasobnym portfelem, ale też mam w ofercie produkty luksusowe. W niektórych lokalizacjach posiadam licencję na sprzedaż takich marek, jak Chanel czy Calvin Klein, z czego jestem naprawdę dumna, bo to świadczy o wysokim poziomie moich drogerii. Na pewno bez marek masowych nie sposób się obejść. Są najpopularniejsze i szeroko reklamowane. Natomiast produkty niszowe i luksusowe pozwalają odróżnić się od konkurencji i zdobyć lojalnych klientów, którzy ich używają. Cały czas poszukuję interesujących i wysokomarżowych nowości, takich produktów, które przyniosą  zysk i pozwolą prowadzić rentowny biznes. 
Prowadząc już siedem własnych drogerii,  jest Pani w grupie najbardziej liczących się klientów na rynku tradycyjnym. Czy ma Pani jakąś własną receptę na sukces?
Praca i jeszcze raz praca. Obrałam swoją własną ścieżkę prowadzenia biznesu i póki co przynosi to rezultaty, mogę się pochwalić dwucyfrowymi wzrostami sprzedaży. Przede wszystkim nie „spalam się” na analizowaniu tego, co robi konkurencja, tylko robię swoje. Cały czas staram się ulepszać drogerie – ich wygląd, wyposażenie, asortyment, jakość obsługi klienta. Nie ukrywam, że nie lubię bylejakości. Jestem wymagająca wobec siebie i tak samo wobec innych. Przykładam ogromną wagę do pracy personelu sklepów. Mówię wprost, że nie potrzebuję „podawaczy”. Staram się szkolić pracowników, przekazuję im swoją wiedzę, ale i ustalam priorytety w działaniu. Nie chodzi tu o zrobienie wyniku kosztem klienta, „wciskanie” mu produktów, ale o poznanie  jego potrzeb i umiejętne dobranie  właściwego kosmetyku, który spełni jego oczekiwania, ale zarazem nam przyniesie zysk. Bo zysk jest celem sprzedaży, to my sami musimy sobie wypracować swoje miejsca pracy, nikt nam nie da nic za darmo. Dlatego też nie lubię dyskusji na temat kryzysu, konkurencji, czy dywagacji, jak było kiedyś. To co było, już nie wróci. Mamy takie czasy, jakie mamy, i musimy się do nich dopasować. Każdy ma swoje problemy, Rossmann, którego tak często się przywołuje, na pewno też, i każdy powinien skupić się na tym, żeby jak najlepiej prowadzić swój biznes.
Jest Pani związana z siecią Drogerie Laboo. Czy Pani zdaniem działanie we franczyzowej organizacji przynosi realne korzyści.
Myślę, że dziś trudno jest działać zupełnie samodzielnie, bez wsparcia dużej organizacji. Chodzi przede wszystkim o negocjacje cen – można uzyskać zdecydowanie lepsze oferty dla sieci, niż dla pojedynczego sklepu. Bardzo ważny jest dobry dostawca. Jestem jednym z najbardziej aktywnych członków sieci Drogerie Laboo, wszystkie sklepy prowadzę według jej standardów, zaopatruję się przez magazyn centralny Integra Nova. Jednak uważam, że żadna sieć nie zapewni przyszłości właścicielowi sklepu, jeśli on sam o nią nie zadba. Możemy korzystać z okazji i rozwiązań, które poddaje nam sieć, ale nikt nie poprowadzi za nas naszego własnego biznesu. To właścicielowi sklepu musi się chcieć. Trzeba inwestować, wprowadzać nowoczesne rozwiązania, promocje, nowości do oferty. Tego wszystkiego oczekują klienci. Dobrze zaopatrzony, czysty, jasny, przestronny sklep, do którego wchodzi się z przyjemnością – obroni się. Do tego trzeba dodać działania marketingowe. Nie stać nas na telewizyjne kampanie, ale można zainwestować w najprostsze akcje, jak choćby umieszczenie reklamy na billboardzie w swoim mieście, wywieszenie plakatów w witrynie, wystawienie przed drogerię potykacza. My organizujemy też spotkania  z klientkami w poszczególnych miastach, podczas których promujemy dane marki, najczęściej niszowe. Jest wtedy czas na zaprezentowanie poszczególnych produktów, wyjaśnienie ich działania, wypróbowanie. Takie bezpośrednie kontakty to świetny sposób na zdobycie stałych, lojalnych klientów.  Producenci chętnie inwestują w tego rodzaju działania. Widzą, że jest potencjał w rynku tradycyjnym i że można tu zrobić dobry obrót. Niestety są właściciele drogerii, którzy nawet nie rozdają gazetek promocyjnych, które sieć im gwarantuje… Dlatego uważam, że rynek jeszcze się zmieni.  Słabe sklepy będą się nadal wykruszały. Być może dojdzie do łączenia się sieci franczyzowych. Zobaczymy. Myślę, że nie mają przyszłości sieci, które powstały tylko dlatego, że dystrybutor tracił grunt pod nogami i musiał  sobie szybko zbudować krąg odbiorców. W każdym razie, według mnie,  to nie Rossmann, czy inne wielkie sieci są problemem rynku tradycyjnego. To nasza mentalność, brak umiejętności działania w grupie, skupianie się tylko na swoich osobistych korzyściach doprowadziły polski handel do obecnego stanu.
Rozmawiała Katarzyna Bochner

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
26.05.2026 13:25
Perfumy i kwiaty. Jak Dzień Matki zmienia koszyk zakupowy Polaków?
Perfumy i kwiaty absolutnymi liderami prezentowymishutterstock

Dzień Matki to dla sektora usług kurierskich i handlu błyskawicznego jeden z najbardziej intensywnych momentów w całym roku. Zamiast tradycyjnego planowania upominków z dużym wyprzedzeniem, współcześni konsumenci coraz chętniej wybierają zakupy w trybie „tu i teraz”. Analiza danych platformy Glovo jednoznacznie pokazuje, że dwudziesty szósty maja całkowicie redefiniuje strukturę zamówień, zamieniając codzienne zakupy spożywcze w ekspresowy kanał prezentowy.

Perfumy i kwiaty absolutnymi liderami prezentowymi

Tradycja wręczania upominków ewoluuje, ale niektóre symbole pozostają niezmienne. Komunikat operacyjny wyraźnie wskazuje, że to właśnie perfumy i kwiaty znajdują się na samym szczycie prezentowej listy przebojów. Klasyczne bukiety florystyczne zanotowały imponujący wzrost sprzedaży, znacząco przewyższając dynamikę tradycyjnego rynku kwiaciarnianego. W samym dniu święta zamówienia w kategorii kwiatów wystrzeliły o niesamowite 1382 procent w porównaniu do zwykłego poniedziałku tydzień wcześniej.

Równolegle obok tradycyjnych róż czy tulipanów, Polacy coraz chętniej sięgają po upominki z kategorii premium. Perfumy na stałe zagościły w ekspresowych koszykach zakupowych, stając się synonimem eleganckiego i szybkiego podarunku. Ogromnym zainteresowaniem cieszą się także kosmetyki (wzrost o 250 procent) oraz domowe akcesoria dekoracyjne, wśród których rekordy popularności biją zapachowe świece (wzrost o 273 procent).

„Dzień Matki to doskonały przykład całkowitej zmiany struktury zamówień. Udział kategorii prezentowych rośnie o prawie seventy procent dzień do dnia, podczas gdy zamówienia z restauracji pozostają na stabilnym poziomie.” – podkreślają eksperci rynku handlu błyskawicznego.

image

Venezia w Biedronce: kolejny zwrot ku beauty & lifestyle?

Dominacja zakupów na ostatnią chwilę

Analiza zachowań konsumenckich pokazuje, że jako klienci wykazujemy się ogromnym zaufaniem do platform dostawczych działających na żądanie. Aż 86 procent całego ruchu zakupowego generowanego wokół Dnia Matki koncentruje się w zaledwie dwa dni – dwudziestego piątego oraz dwudziestego szóstego maja.

Samo święto to moment szybkich, pojedynczych decyzji, odpowiadający za siedemdziesiąt dwa procent wolumenu zamówień. Co ciekawe, Polacy zamawiają za pośrednictwem aplikacji nie tylko drobne upominki, ale również rozbudowane, wieloelementowe zestawy prezentowe oraz okazałe kompozycje typu flowerbox, co udowadnia rosnącą dojrzałość całego sektora dostaw ekspresowych.

Regionalne mapy zakupowe

Choć miłość do mam jest silna w każdym zakątku kraju, to dynamika wydatków różni się w zależności od regionu. Największe ożywienie w kategorii koszyków prezentowych odnotowano w Zielonej Górze, gdzie wzrost wyniósł aż dwieście sześćdziesiąt procent. Tuż za nią uplasowało się Trójmiasto z wynikiem przekraczającym dwieście szesnaście procent. Bardzo wysokie wskaźniki zaangażowania zakupowego zarejestrowano również we Wrocławiu oraz w Łodzi.

 

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
26.05.2026 09:11
Jak zmiany demograficzne kształtują ofertę sieci handlowych w Polsce?
Jak kupują Gen Z i Silversi?Shutterstock

Do 2030 roku osoby powyżej 65. roku życia będą stanowić jedną czwartą polskiego społeczeństwa (GUS). To nie jest odległa prognoza – to rzeczywistość, która tu i teraz redefiniuje oblicze współczesnego retailu. Dwa potężne trendy: błyskawiczne starzenie się społeczeństwa oraz kurczący się rynek produktów dla dzieci, zmuszają sieci handlowe do drastycznej zmiany dotychczasowych strategii i walki o zupełnie nowe profile klientów.

Silver Generation: Gigant, który redefiniuje półki sklepowe

Pokolenie silver nie jest już rynkową niszą, lecz kluczowym filarem napędzającym obroty handlu detalicznego. Według danych GfK, ta grupa odpowiada dziś za blisko 30% wartości zakupów FMCG w Polsce, a do 2035 roku wskaźnik ten wzrośnie do niemal 37%. Mimo to, większość formatów handlowych wciąż projektowana jest dla konsumentów w wieku 25–44 lat. Seniorzy kupują inaczej – stawiają na lojalność, produkty podstawowe, czytelność etykiet i komfort poruszania się po sklepie.

Podczas gdy na zachodzie Europy powstają już dedykowane koncepty, takie jak francuski „Carrefour des Générations” (z szerszymi alejkami i strefami odpoczynku), w Polsce transformacja przebiega dwutorowo:

Cyfryzacja i ryzyko wykluczenia: Liderzy tacy jak Biedronka czy Lidl agresywnie przenoszą najlepsze promocje do aplikacji mobilnych. Dla starszego konsumenta bez smartfona oznacza to wyższe ceny przy kasie, co wywołuje publiczną dyskusję o wykluczeniu cyfrowym.

Analogowa bliskość: Zupełnie inną drogę wybiera Dino Polska. Świadomie rezygnując z aplikacji mobilnej, buduje lojalność seniorów tradycyjnie: przez bezpośrednią obsługę przy ladzie mięsnej, lokalne pieczywo i bezpośredni kontakt z ekspedientką.

„Wygrywa prostota komunikacji. Dla pokolenia silver tradycyjna lada, świeże produkty na wagę i znajoma twarz personelu są wartością samą w sobie, budującą najsilniejszy kapitał relacyjny poza ekranem smartfona.”

image

Konsument beauty się zmienia. Gen Z vs. Silversi w e-commerce

Mniej dzieci, ostrzejsza walka o rodzica

Na drugim biegunie demografii znajduje się rynek produktów dziecięcych, który pod wpływem spadku urodzeń i rosnącej wrażliwości cenowej wyraźnie hamuje (PMR, 2025). Kurczący się rynek nie oznacza jednak odwrotu sieci handlowych. Wręcz przeciwnie – mniejszy „tort” wywołał bezwzględną walkę o klienta.

Młody rodzic to konsument generujący wysoką częstotliwość wizyt i silną lojalność wobec zaufanych marek. Aby go zatrzymać, sieci rozwijają zaawansowane marki własne:

  • Biedronka: z marką Dada zdominowała rynek pieluszek w Polsce, wyprzedzając globalnych gigantów.
  • Lidl: z powodzeniem rozwija dedykowaną linię Lupilu.
  • Dino Polska: postawiło na Gugu – certyfikowaną linię z własną platformą edukacyjną dla rodziców.

Jeden sklep, dwa pokolenia

Demografia przestała być abstrakcyjnym wskaźnikiem z raportów statystycznych. Wygrywają sieci, które potrafią stworzyć format hybrydowy: taki, w którym 70-letnia seniorka komfortowo kupi świeży nabiał bez konieczności skanowania aplikacji, a 30-letni ojciec znajdzie certyfikowane artykuły dla niemowląt. Kluczem do sukcesu staje się elastyczność i precyzyjne miksowanie oferty dla skrajnie różnych grup wiekowych pod jednym dachem.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. maj 2026 13:49