StoryEditor
Rynek i trendy
12.09.2013 00:00

Laboo w zamojskiej Revii

Drogeria Laboo zadomowiła się w zamojskiej Galerii Revia Park. Jest  najnowszym ze sklepów otwartych przez panią Krystynę Pilecką, która od ponad 20 lat zajmuje się biznesem kosmetycznym.

Pomarańczowy szyld Laboo jest widoczny już dla klientów przejeżdżających obok  Revia Park. Zawisł na przeszklonej, okrągłej fasadzie, obok szyldów innych najważniejszych najemców. Do samej galerii łatwo trafić. Prowadzi do niej wlotowa ulica do Zamościa od strony Lublina, a zarazem główna ulica komunikacyjna miasta, przy której znajdują się liczne osiedla domów jednorodzinnych i mieszkaniowe. Przy
ul. Lubelskiej 40 zatrzymują się przyjezdni i regularnie robią zakupy okoliczni mieszkańcy.  Wabikiem jest dyskont Biedronka. Cały kompleks handlowy zajmuje 25 tys. mkw., a powierzchnia handlowa to 8 tys. mkw. Jest tu miejsce na 75 butików.
Drogeria Laboo działa w Revia Park od kwietnia br. Zajmuje atrakcyjny lokal tuż przy wejściu do galerii. Nie sposób jej nie zauważyć, otwarta przestrzeń zaprasza do wejścia i skorzystania z ciekawej oferty.  Bogactwo wyboru rzuca się w oczy. Na ponad 180 mkw. powierzchni dostępnych jest około 18 tys. pozycji asortymentowych.  W sklepie panuje porządek, produkty podzielone są na najważniejsze kategorie – nie ma problemu z trafieniem do działów, które nas interesują, ale już z wyborem konkretnego produktu, bez pomocy personelu, byłoby trudno – jest tak dużo i tak różnorodnych propozycji. Polskie i międzynarodowe marki, kosmetyki masowe i niszowe, ekonomiczne i luksusowe. Zgodnie z filozofią właścicielki drogerii ma być to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Pani Krystynie zdecydowanie bliższa jest koncepcja sklepu typowo kosmetycznego, zmierzającego w stronę perfumerii, ale tu pozostała przy marketowym formacie. To jedyny z jej sklepów, w którym dostępna jest także chemia gospodarcza. Pozostała, bo są do niej przyzwyczajeni klienci. Wcześniej mieściła się tu drogeria Aster, która miała ją w ofercie.
Po upadku sieci działającej w ramach Grupy Interchem pozostało na rynku sporo wolnych lokali. Ten również.  Stał pusty zaledwie dwa miesiące, ale klienci nie mogli się doczekać, kiedy wreszcie ruszy nowa drogeria. Laboo w niczym nie przypomina dogorywających w ostatnim czasie Asterów, więc każdy, kto tu zagląda, jest mile zaskoczony. – Klienci już zdążyli nas poznać, są zadowoleni z dużego wyboru, dobrych cen i ciągłych promocji.  A my staramy się budować jak najlepszą atmosferę, poznawać ich oczekiwania, służyć swoją wiedzą i radą – podkreśla Jolanta Radelczuk, kierownik drogerii. To osoba z wieloletnim doświadczeniem w handlu (m.in. w sieci Drogerie Natura), która zarządza dziś kilkuosobową załogą sklepu.  Ekspedientki również automatycznie przeszły do Drogerii Laboo wraz z przejęciem sklepu. Najbardziej cieszą się z tego, że  mają czym handlować. – Sklep jest świetnie zaopatrzony, mamy dobre produkty, znakomite promocje, klienci to zauważyli i już do nas wracają – mówi ekspedientka Edyta Grosman.
O promocjach informuje wydawana na bieżąco gazetka reklamowa, do drogerii zaprasza także billboard umieszczony przy ulicy prowadzącej do Revia Park. Od września ruszają kolejne działania promocyjne, bo jak podkreśla pani Krystyna, nie da się dziś zamknąć w sklepie i robić dobrego biznesu. Liczy się marketing zewnętrzny, trzeba wychodzić do klienta, by on potem chciał przyjść do drogerii. Właścicielka sklepu już planuje organizowanie wieczorków kobiecych, animacje przed seansami w kinie. Pracownice sklepu chciałyby też wzmocnić działania w Internecie, na Facebooku.
Zamojska drogeria będzie się jeszcze zmieniać. Dojdą kolejne szafy z kosmetykami kolorowymi oraz nowości w innych kategoriach, wynikające z rozwoju rynku. Perfumeria – bardzo ważna w biznesie właścicielki – będzie eksponowana na eleganckich drewnianych regałach.  
 
Tekst i zdjęcia
Katarzyna Bochner

Nie znoszę bylejakości

KATARZYNA BOCHNER: Sklepy, które Pani prowadzi są rozrzucone po różnych częściach kraju. Czy to nie utrudnia zarządzania nimi?
KRYSTYNA PILECKA: Na pewno wygodniej jest mieć sklepy „pod ręką”, ale jeśli zatrudnia się kompetentne i odpowiedzialne osoby, nie jest to duża przeszkoda. Poza Zamościem prowadzimy również drogerie w Gorlicach, Sandomierzu, Krośnie, Jarosławiu i Kraśniku.

Czy Zamość to dobra lokalizacja?
Ja jestem z niej zadowolona. Od pierwszego miesiąca działalności sklep na siebie zarabia i to jest dla mnie najważniejszy wykładnik.  W galerii jeszcze zmieniają się najemcy, ale to normalne, tak bywa, część  nie wytrzymuje konkurencji, niektórzy szukają szczęścia w innych, nowo otwieranych obiektach. Wszystko idzie jednak w dobrym kierunku obiekt jest praktycznie w całości skomercjalizowany.  Od września rusza klub Fitness Platinium z siłownią, salonem masażu i kosmetycznym, który na pewno przyciągnie tu kolejnych klientów.

Planuje Pani otwarcie kolejnych placówek?
Rozpatruję obecnie dwie lokalizacje, ale jeszcze za wcześnie o tym mówić. Generalnie na rynku nie brakuje obecnie wolnych lokali. To nie jest jednak czas na to, żeby iść na ilość. Dla mnie najważniejsza jest rentowność firmy i płynność finansowa. Jesteśmy jednym z najlepszych odbiorców i płatników na rynku, co sobie bardzo cenię.  Zatrudniam w sumie 28 osób, za które też czuję się odpowiedzialna, więc nie mogę sobie pozwolić na nietrafione inwestycje, które mogłyby negatywnie wpłynąć na mój biznes.
Drogerie, które Pani prowadzi, charakteryzują się ogromnym wyborem produktów. Czy oferta jest ustandaryzowana, czy różni się w zależności od regionu?
Jest ustandaryzowana, nie dopasowuję jej do lokalnego rynku. Jeśli pracuję z jakimś producentem i zamawiam od niego towar, to jest on dostępny w każdym sklepie. Jedynym odstępstwem jest sklep w Zamościu, gdzie pozostała chemia gospodarcza, której nie sprzedajemy w innych drogeriach.
A mówi się, że regionalizmy są bardzo ważne. Lokalnymi upodobaniami tłumaczy się też brak możliwości stworzenia spójnego asortymentu w sieciach franczyzowych.
Szczerze mówiąc myślę, że tak duże znaczenie  lokalnych upodobań to mit. Popularność określonych marek, poziom sprzedaży, w największym stopniu zależy od zaangażowania personelu. Sprzedawcy mogą kreować popyt i przekierowywać zainteresowanie klientów na dane  produkty.  W  regionach mogą występować różne czynniki, pod wpływem których niektóre linie z oferty sprzedają się lepiej i tych zamawiamy po prostu więcej. W Zamościu na przykład jest wielu klientów z Ukrainy, co musimy uwzględnić.
Na rynku mamy zalew marek, produktów, nowości. Trudno poruszać się w tym gąszczu. Jak podejmuje Pani decyzje, które marki i produkty warto pozostawić w sklepie, a z których lepiej zrezygnować?
To nie jest takie trudne, gdy prowadzi się na bieżąco analizy sprzedaży.  Moje wszystkie sklepy są skomputeryzowane, na bieżąco mam dostęp do bazy danych. Nie wyobrażam sobie, jak mogłoby być inaczej. W swoich drogeriach mam zarówno marki masowe,  jak i niszowe. Daję do wyboru produkty ekonomiczne dla osób z mniej zasobnym portfelem, ale też mam w ofercie produkty luksusowe. W niektórych lokalizacjach posiadam licencję na sprzedaż takich marek, jak Chanel czy Calvin Klein, z czego jestem naprawdę dumna, bo to świadczy o wysokim poziomie moich drogerii. Na pewno bez marek masowych nie sposób się obejść. Są najpopularniejsze i szeroko reklamowane. Natomiast produkty niszowe i luksusowe pozwalają odróżnić się od konkurencji i zdobyć lojalnych klientów, którzy ich używają. Cały czas poszukuję interesujących i wysokomarżowych nowości, takich produktów, które przyniosą  zysk i pozwolą prowadzić rentowny biznes. 
Prowadząc już siedem własnych drogerii,  jest Pani w grupie najbardziej liczących się klientów na rynku tradycyjnym. Czy ma Pani jakąś własną receptę na sukces?
Praca i jeszcze raz praca. Obrałam swoją własną ścieżkę prowadzenia biznesu i póki co przynosi to rezultaty, mogę się pochwalić dwucyfrowymi wzrostami sprzedaży. Przede wszystkim nie „spalam się” na analizowaniu tego, co robi konkurencja, tylko robię swoje. Cały czas staram się ulepszać drogerie – ich wygląd, wyposażenie, asortyment, jakość obsługi klienta. Nie ukrywam, że nie lubię bylejakości. Jestem wymagająca wobec siebie i tak samo wobec innych. Przykładam ogromną wagę do pracy personelu sklepów. Mówię wprost, że nie potrzebuję „podawaczy”. Staram się szkolić pracowników, przekazuję im swoją wiedzę, ale i ustalam priorytety w działaniu. Nie chodzi tu o zrobienie wyniku kosztem klienta, „wciskanie” mu produktów, ale o poznanie  jego potrzeb i umiejętne dobranie  właściwego kosmetyku, który spełni jego oczekiwania, ale zarazem nam przyniesie zysk. Bo zysk jest celem sprzedaży, to my sami musimy sobie wypracować swoje miejsca pracy, nikt nam nie da nic za darmo. Dlatego też nie lubię dyskusji na temat kryzysu, konkurencji, czy dywagacji, jak było kiedyś. To co było, już nie wróci. Mamy takie czasy, jakie mamy, i musimy się do nich dopasować. Każdy ma swoje problemy, Rossmann, którego tak często się przywołuje, na pewno też, i każdy powinien skupić się na tym, żeby jak najlepiej prowadzić swój biznes.
Jest Pani związana z siecią Drogerie Laboo. Czy Pani zdaniem działanie we franczyzowej organizacji przynosi realne korzyści.
Myślę, że dziś trudno jest działać zupełnie samodzielnie, bez wsparcia dużej organizacji. Chodzi przede wszystkim o negocjacje cen – można uzyskać zdecydowanie lepsze oferty dla sieci, niż dla pojedynczego sklepu. Bardzo ważny jest dobry dostawca. Jestem jednym z najbardziej aktywnych członków sieci Drogerie Laboo, wszystkie sklepy prowadzę według jej standardów, zaopatruję się przez magazyn centralny Integra Nova. Jednak uważam, że żadna sieć nie zapewni przyszłości właścicielowi sklepu, jeśli on sam o nią nie zadba. Możemy korzystać z okazji i rozwiązań, które poddaje nam sieć, ale nikt nie poprowadzi za nas naszego własnego biznesu. To właścicielowi sklepu musi się chcieć. Trzeba inwestować, wprowadzać nowoczesne rozwiązania, promocje, nowości do oferty. Tego wszystkiego oczekują klienci. Dobrze zaopatrzony, czysty, jasny, przestronny sklep, do którego wchodzi się z przyjemnością – obroni się. Do tego trzeba dodać działania marketingowe. Nie stać nas na telewizyjne kampanie, ale można zainwestować w najprostsze akcje, jak choćby umieszczenie reklamy na billboardzie w swoim mieście, wywieszenie plakatów w witrynie, wystawienie przed drogerię potykacza. My organizujemy też spotkania  z klientkami w poszczególnych miastach, podczas których promujemy dane marki, najczęściej niszowe. Jest wtedy czas na zaprezentowanie poszczególnych produktów, wyjaśnienie ich działania, wypróbowanie. Takie bezpośrednie kontakty to świetny sposób na zdobycie stałych, lojalnych klientów.  Producenci chętnie inwestują w tego rodzaju działania. Widzą, że jest potencjał w rynku tradycyjnym i że można tu zrobić dobry obrót. Niestety są właściciele drogerii, którzy nawet nie rozdają gazetek promocyjnych, które sieć im gwarantuje… Dlatego uważam, że rynek jeszcze się zmieni.  Słabe sklepy będą się nadal wykruszały. Być może dojdzie do łączenia się sieci franczyzowych. Zobaczymy. Myślę, że nie mają przyszłości sieci, które powstały tylko dlatego, że dystrybutor tracił grunt pod nogami i musiał  sobie szybko zbudować krąg odbiorców. W każdym razie, według mnie,  to nie Rossmann, czy inne wielkie sieci są problemem rynku tradycyjnego. To nasza mentalność, brak umiejętności działania w grupie, skupianie się tylko na swoich osobistych korzyściach doprowadziły polski handel do obecnego stanu.
Rozmawiała Katarzyna Bochner

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
12.10.2026 15:19
Eye patch gate: co się stało, czemu, i co to mówi konsumentom i konsumentkom
O co chodzi z Eye patch gate?Fenty Skin/Huda Beauty

Fenty Skin, Glow Recipe i Huda Beauty w odstępie kilku dni pokazały niemal identyczne opakowania hydrożelowych płatków pod oczy. Internet szybko zaczął pytać, kto od kogo skopiował rozwiązanie. Okazało się jednak, że za pozornie przełomową innowacją stoi najprawdopodobniej wspólny dostawca opakowań. Historia pokazuje, jak niewielka może być dziś granica między własną innowacją a rozwiązaniem dostępnym w katalogu producenta.

17 września Fenty Skin zaprezentowała Dew N Plump Fresh-Sliced Hydrogel Eye Patches. Produkt zwrócił uwagę nie tylko formułą, ale przede wszystkim sposobem aplikacji. Hydrożel znajduje się w szczelnie zamkniętym pojemniku, a po przekręceniu mechanizmu z opakowania wysuwa się pojedynczy, świeżo odcięty płatek pod oczy. Rozwiązanie miało być odpowiedzią m.in. na problem higieny, konieczności pobierania płatków ze słoiczka za pomocą szpatułki, oraz wylewania się serum, w którym płatki są zanurzone. Płatki były "temperowane".

Kilka dni później okazało się, że podobne rozwiązanie pojawiło się także u konkurencji. 20 września twórcy internetowi zaczęli pokazywać Glow Recipe Exopeptide Caffeine Brightening and Depuffing Fresh Slices Eye Mask. Opakowanie wykorzystuje ten sam charakterystyczny mechanizm dozowania. 22 września indyjska twórczyni Prableen Kaur Bhomrah zaprezentowała z kolei produkt Huda Beauty Undereye Jelly Patches, również wykorzystujący cylindryczny pojemnik i system odcinania pojedynczych płatków.

W mediach społecznościowych pojawiło się więc pytanie...

...kto skopiował kogo?

Fenty Skin odpowiedziało na sytuację memem inspirowanym tym ze Spider-Manem wskazującym na drugiego Spider-Mana. Pozostałe marki podchwyciły żart, a dyskusja szybko przesunęła się z potencjalnego kopiowania receptur na źródło samej technologii.

Okazało się bowiem, że rozwiązanie było dostępne wcześniej. 16 lipca 2026 r. Wonder Bath opublikowała na swojej stronie informację o premierze Slice Serum. Marka oferuje trzy warianty produktu – Pore Tightening, Dark Spot Toning i Volume Lifting – każdy po 60 płatków. 

Jeszcze istotniejszy jest fakt, że według późniejszych ustaleń medialnych dostawca opakowania miał oferować ten sam mechanizm wielu markom. Business of Fashion podał, że rozwiązanie było prezentowane w Korei Południowej już od października 2025 r., a Wonder Bath jako pierwsza wykorzystała je komercyjnie w lipcu 2026 r.

Nie chodziło więc o identyczną recepturę. Chodziło o możliwość wykorzystania tego samego rozwiązania technologicznego przez różne firmy.

Producent kontraktowy staje się częścią innowacji

To właśnie ten element „Eye Patch Gate” jest z biznesowego punktu widzenia najważniejszy. Współczesna marka kosmetyczna coraz rzadziej musi samodzielnie posiadać cały łańcuch kompetencji niezbędnych do stworzenia produktu.

Może zlecić produkcję zewnętrznemu producentowi, kupić gotową bazę formulacyjną, wykorzystać składniki opracowane przez dostawcę surowców, a opakowanie zamówić u wyspecjalizowanego producenta. W efekcie produkt trafiający na półkę może być własnością marki przede wszystkim na poziomie brandingu, pozycjonowania i komunikacji, podczas gdy część jego technologicznego zaplecza jest współdzielona z innymi klientami tego samego ekosystemu dostawców.

Skala tego modelu jest znacząca. Według Grand View Research globalny rynek kontraktowej produkcji produktów personal care był wart 24,2 mld dol. w 2025 r., a w 2026 r. ma osiągnąć 25,8 mld dol. Prognoza zakłada wzrost do 45,4 mld dol. w 2033 r., co oznacza średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 8,4 proc. w latach 2026–2033. Region Azji i Pacyfiku odpowiadał za 38,6 proc. przychodów tego rynku w 2025 r. 

Podobną skalę pokazują dane GlobalData. Według tej firmy globalny rynek kontraktowej produkcji personal care wygenerował w 2025 r. 23,8 mld dol. przychodów, rosnąc w latach 2020–2025 średnio o 5,4 proc. rocznie. 

Różnice między szacunkami wynikają m.in. z odmiennego zakresu analizowanych usług i segmentów rynku, ale oba źródła wskazują na ten sam kierunek: outsourcing produkcji kosmetyków i produktów personal care jest dużym i rosnącym segmentem globalnego rynku.

W Europie Grand View Research szacuje wartość rynku kontraktowej produkcji personal care na 4,67 mld dol. w 2025 r., wobec 4,67 mld dol. w 2024 r. Według prognozy do 2030 r. rynek ma osiągnąć 6,71 mld dol., przy CAGR na poziomie 6,4 proc. Co ważne, badanie obejmuje nie tylko samą produkcję. W strukturze rynku znajdują się również usługi custom formulation i R&D oraz packaging. To dokładnie ten obszar, który w przypadku „Eye Patch Gate” okazał się kluczowy.

Opakowanie z katalogu

Według ustaleń Marie Claire najbardziej prawdopodobnym źródłem wykorzystanego rozwiązania jest południowokoreańska firma Samhwa. Magazyn wskazał konkretny komponent: Samhwa 100 ml PP Fresh-Slice Hydrogel Eye Patch Dispenser, oznaczony kodem SEP-F100M-01-A-IP. Według publikacji mechanizm umożliwia odcinanie pojedynczego płatka po przekręceniu elementu opakowania, a pojemnik ma mieścić około 60–70 porcji. Podawane przez Marie Claire minimum zamówienia wynosi 5000 sztuk, przy czasie realizacji około sześciu tygodni. 

image
Opakowanie "temperowanych" płatków pod oczy, za: Marie Claire
Samhwa

Te dane należy jednak traktować jako ustalenia medialne, a nie oficjalne potwierdzenie przez wszystkie zainteresowane marki, że korzystają z dokładnie tego samego dostawcy. Mechanizm pokazuje jednak, jak może działać współczesny rynek opakowań kosmetycznych. Dostawca rozwija rozwiązanie, a następnie oferuje je wielu klientom. Każdy z nich może zamówić własną wersję wizualną, napełnić opakowanie inną formułą i stworzyć zupełnie inną historię marketingową.

Samo opakowanie nie determinuje więc receptury.

W przypadku produktów będących przedmiotem „Eye Patch Gate” różnice są widoczne w komunikowanych składnikach i funkcjach. Glow Recipe pozycjonuje swój produkt wokół eksopetydów i kofeiny. Fenty Skin wykorzystuje m.in. niacynamid oraz składniki charakterystyczne dla swojej komunikacji. Wonder Bath oferuje trzy warianty odpowiadające różnym potrzebom skóry. Oficjalna strona marki potwierdza obecność 60 płatków w każdym z wariantów.

Ważne, żeby to podkreślić i komunikować: wspólna technologia opakowania nie oznacza wspólnej technologii kosmetycznej.

R&D kontra szybkość wejścia na rynek

„Eye Patch Gate” pojawił się w momencie, gdy globalny rynek beauty znajduje się pod presją jednoczesnego wzrostu i coraz większego nasycenia. Według najnowszej analizy McKinsey globalny rynek beauty ma rosnąć średnio o 5 proc. rocznie do 2030 r., osiągając wartość około 590 mld dol.

Jednocześnie tempo wzrostu jest niższe niż w poprzednim okresie. W raporcie z 2025 r. McKinsey wskazywał, że światowy rynek beauty rósł w latach 2022–2024 średnio o 7 proc. rocznie. Firma prognozowała następnie spowolnienie do około 5 proc. rocznie do 2030 r. Dla producentów oznacza to presję na regularne dostarczanie nowości. Im większa konkurencja, tym większą wartość ma skrócenie czasu pomiędzy identyfikacją trendu a premierą produktu.

To z kolei zwiększa znaczenie producentów kontraktowych.

Zlecenie części prac na zewnątrz pozwala marce ograniczyć nakłady na własną infrastrukturę produkcyjną i szybciej wprowadzać produkty na rynek. Grand View Research wskazuje właśnie na przechodzenie marek na bardziej „asset-light” modele biznesowe jako jeden z czynników napędzających rozwój kontraktowej produkcji personal care.

Model ten ma jednak drugą stronę. Jeżeli wiele firm korzysta z tych samych dostawców, skraca się dystans pomiędzy konkurencyjnymi premierami. W efekcie kilka marek może równocześnie wprowadzić produkt o podobnym wyglądzie, funkcjonalności czy sposobie aplikacji. Nie musi to być rezultat kopiowania. Może być efektem tego, że wszystkie firmy obserwują te same trendy i korzystają z tych samych dostawców.

Kto posiada innowację?

Właśnie tutaj pojawia się największy problem „Eye Patch Gate”.

Huda Kattan, założycielka Huda Beauty, publicznie sugerowała, że kilka marek otrzymało od dostawcy zapewnienia dotyczące wyłączności opakowania. Jej zdaniem okazało się później, że dostawca oferował rozwiązanie także innym klientom. ELLE cytowało również stanowisko założycielek Glow Recipe, Sarah Lee i Christine Chang, które podkreślały, że opakowanie jest tylko jednym elementem całego produktu, a formuły marek są różne.

Jeżeli informacje o obietnicach wyłączności są prawdziwe, problem nie dotyczy więc samego kopiowania, lecz zarządzania prawami do technologii i komunikowania jej przez dostawcę.

Dla marek oznacza to konieczność znacznie dokładniejszego definiowania ekskluzywności w umowach. „Wyłączność” może oznaczać bowiem wiele różnych rzeczy: wyłączność geograficzną, czasową, wyłączność w określonej kategorii produktu albo wyłączność konkretnej formy wizualnej. Bez precyzyjnych zapisów rozwiązanie może jednocześnie funkcjonować w kilku konkurencyjnych portfolio.

To problem szczególnie istotny dla marek D2C i mniejszych firm. Duża marka może zainwestować w autorskie laboratorium, własny zespół R&D i długoterminowe badania. Mniejszy podmiot często musi korzystać z infrastruktury partnerów zewnętrznych. Granica między „własną innowacją” a „innowacją kupioną od dostawcy” staje się wówczas płynna.

Przewaga nie kończy się na formule

Historia „Eye Patch Gate” nie oznacza, że produkcja kontraktowa ogranicza innowacyjność. Wręcz przeciwnie. Dostawcy wyspecjalizowani w formulacji, opakowaniach i produkcji mogą pozwalać mniejszym markom na dostęp do technologii, których samodzielnie nie byłyby w stanie opracować.

Problem pojawia się wtedy, gdy dostęp do tej samej technologii otrzymuje wielu konkurentów, a każda marka próbuje przedstawić ją jako własny przełom. W takiej sytuacji przewaga musi zostać zbudowana gdzie indziej. Może nią być rzeczywiście autorska receptura, opatentowana technologia, własne badania skuteczności, unikalny system dozowania albo doświadczenie użytkownika. Równie ważne pozostają marka, społeczność, dystrybucja i wiarygodność.

To szczególnie istotne przy rosnącej wiedzy konsumentów. McKinsey wskazuje, że jednym z kluczowych problemów branży jest dziś większa ostrożność klientów wobec obietnic marek i koncentracja na rzeczywistej wartości produktu. W badaniu z 2025 r. 54 proc. ankietowanych menedżerów beauty wskazało niepewny popyt konsumentów lub ograniczone wydatki jako największe ryzyko dla przyszłego wzrostu branży.

W takich warunkach samo nowe opakowanie może nie wystarczyć.

Lekcja dla producentów i marek

Eye patch gate jest więc czymś więcej niż internetową ciekawostką dotyczącą kilku wariantów płatków pod oczy. Pokazuje strukturę współczesnego rynku kosmetycznego, na którym coraz więcej kompetencji znajduje się poza samymi markami.

Dostawca surowca może opracować składnik. Laboratorium kontraktowe może przygotować bazę formulacyjną. Producent opakowania może opracować mechanizm dozowania. Producent kontraktowy może połączyć wszystkie elementy w gotowy produkt. Marka pozostaje właścicielem relacji z konsumentem i odpowiada za to, jak te elementy zostaną połączone i przedstawione na rynku. Skala tego modelu będzie prawdopodobnie rosła wraz z samym rynkiem kontraktowym. Globalna wartość tego sektora jest już liczona w dziesiątkach miliardów dolarów, a prognozy zakładają dalszy wzrost. 

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę definicji innowacji. Nie wystarczy już znaleźć dostawcę nowego opakowania i jako pierwsza marka wprowadzić je na rynek. Trzeba wiedzieć, kto jeszcze ma dostęp do tej technologii, na jakich zasadach jest ona oferowana i czy deklarowana ekskluzywność rzeczywiście istnieje.

W przeciwnym razie „pierwszy na rynku” może się okazać zaledwie „pierwszym w swojej firmie/segmencie”. W przypadku Eye patch gate internet wykonał za branżę kosmetyczną audyt w ciągu kilku dni. Konsumenci znaleźli wcześniejszy produkt Wonder Bath, marki zaczęły publicznie komentować wspólnego dostawcę, a dyskusja o kopiowaniu zamieniła się w dyskusję o tym, kto naprawdę posiada innowację.

To ważny sygnał dla całego sektora: w świecie, w którym ta sama technologia może trafić jednocześnie do kilku marek, przewagę coraz trudniej zbudować na samym produkcie. Tym bardziej liczą się własne R&D, realna różnica technologiczna, dobrze zabezpieczone umowy z dostawcami oraz wiarygodność komunikacji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
12.10.2026 10:02
Sprawdź jak zasada 6-2-7 porządkuje wybór w świecie K-beauty
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu. / Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
/ Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
/ Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Wyzwaniem dla kupców i Category Managerów w sieciach drogeryjnych oraz dyskontowych nie jest już pytanie czy posiadać w ofercie koreańską pielęgnację, ale jak efektywnie zarządzać nią na półce bez ryzyka paraliżu decyzyjnego u konsumentki i generowania nadmiernych zapasów magazynowych. / Materiał Partnera
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.
Gallery

Świat koreańskiej pielęgnacji słynie z bogactwa formuł, składników i innowacji. Gdy marka oferuje kilkadziesiąt produktów odpowiadających na różnorodne potrzeby skóry, kluczowa staje się prosta i intuicyjna nawigacja. Koreańska marka SKIN627 stworzyła autorski system 6-2-7 – przejrzysty i prosty algorytm, który pomaga konsumentkom bezbłędnie komponować własne, dopasowane zestawy pielęgnacyjne.

Eksport koreańskich kosmetyków w 2025 roku wygenerował wartość 11,43 miliarda dolarów, notując ponad dwunastoprocentowy wzrost rok do roku. Korea Południowa zajmuje pozycję drugiego największego eksportera kosmetyków na świecie. Kategoria K-Beauty przestała być sezonowym trendem napędzanym mediami społecznościowymi. Stała się stałym, wysokomarżowym filarem handlu detalicznego.

Żeby jednak w pełni wykorzystać trend K-Beauty w Polsce trzeba go dobrze zrozumieć i dopasować ofertę do oczekiwań polskiej klientki. Koreańskie rutyny i rytuały muszą tutaj pogodzić się ze słowiańską cerą i europejskim klimatem. Należy też pamiętać, że przy pierwszym kontakcie wieloetapowe procesy mogą onieśmielać, stąd kluczowa jest dobra komunikacja i nawigacja po ofercie.

6-2-7: Uporządkowana odpowiedź na każdy problem skóry

Szerokie portfolio marek azjatyckich często prowadzi do przebodźcowania klienta. Niezrozumienie funkcji produktu wydłuża proces zakupowy lub prowadzi do rezygnacji. Marka SKIN627 eliminuje to ryzyko za pomocą sprzętowego wręcz algorytmu 6-2-7. 

Cyfra sześć definiuje punkt wyjścia, pokrywając najczęstsze wyzwania dermatologiczne. Dwójka przyporządkowuje każdemu problemowi ścisły duet składników aktywnych. Siódemka zamyka proces, oferując pełne spektrum formatów produktowych. 

image
Niezrozumienie funkcji produktu wydłuża proces zakupowy lub prowadzi do rezygnacji. Marka SKIN627 eliminuje to ryzyko za pomocą sprzętowego wręcz algorytmu 6-2-7.
Materiał Partnera

Klientka nie musi posiadać wiedzy chemicznej czy doskonale orientować się w składach. Czytelny komunikat na opakowaniu przejmuje rolę doradcy. Ta dwuskładnikowa nawigacja drastycznie obniża ryzyko błędu zakupowego. Z perspektywy zarządzania kategorią jest to darmowy, wbudowany w produkt system nawigacji, który płynnie prowadząc konsumenta od identyfikacji problemu do finalizacji transakcji

Synergia duetów: Składniki, które wspierają swoje działanie

Siła oferty SKIN627 leży w doborze duetów składników aktywnych. Zamiast testować przypadkowe zestawienia substancji na własnej skórze, konsumentka otrzymuje gotowe, przebadane połączenia o potwierdzonym działaniu.

Ceramidy i pantenol: Ochrona i odbudowa bariery

Uszkodzona bariera hydrolipidowa generuje powtarzalny problem, który przyciąga klientkę po skuteczne produkty. Konsumentka z szorstką, reaktywną i przesuszoną skórą to klientka lojalna, wymuszająca stałą dostępność ratunkowego produktu na półce. Krem CERAMIDE with PANTHENOL Intense Cream (50 g) precyzyjnie przejmuje ten koszyk zakupowy, oferując skuteczną regenerację i bezpieczeństwo klienta.

- Cholesterol to jeden z moich ulubionych surowców kosmetycznych, pięknie regeneruje, więc staram się go wypatrywać - tutaj w połączeniu z kompleksem 5 ceramidów naprawdę pomaga utrzymywać szczelną i prawidłowo funkcjonującą barierę naskórkową - mówi Zuzanna Panuszewska, mgr kosmetologii.

Kolagen i peptydy: Zagęszczenie i elastyczność

W odpowiedzi na potrzeby skóry tracącej sprężystość SKIN627 oferuje serum COLLAGEN with PEPTIDE Facial Serum (50 ml). Wykorzystano w nim hydrolizowany kolagen o małej cząsteczce, co poprawia jego wnikanie, oraz zaawansowany kompleks peptydów (w tym tripeptyd miedziowy i peptydy o działaniu wygładzającym). 

Zamiast typowych 30 ml, producent oferuje opakowania 50 ml. Dla klienta to ważny argument. Jednocześnie szybszy efekt wizualny na skórze gwarantowany zastosowanymi składnikami to również gwarancja regularnych powrotów klientek do sklepu po uzupełnienie zapasów.

PDRN i kolagen: Nowa generacja regeneracji

Polinukleotydy (PDRN) opuściły sektor gabinetowy. Obecnie to silnie rotujący surowiec na półce drogeryjnej. Skuteczna sprzedaż wymaga szybkiego reagowania na sprecyzowane oczekiwania docelowych odbiorców. 

Ampułka PDRN COLLAGEN Ampoule (34 ml) precyzyjnie monetyzuje tę intencję zakupową. Producent zaimplementował w formule roślinny PDRN (Sodium DNA) wsparty stężeniem 14 700 ppm wody kolagenowej oraz adenozyną. Wprowadzenie na półkę produktu opartego na zaawansowanych składnikach bezpośrednio buduje wiarygodność i wzbudza zaufanie konsumenta.

Potencjał sprzedażowy tej innowacji potwierdza Zuzanna Panuszewska. – Sama mam skórę reaktywną i alergiczną, więc na mojej półce zawsze stoją produkty regenerujące. Oczywiście CICA pozostaje w moim sercu, ale nowość od SKIN627 z PDRN jest naprawdę warta uwagi. Zaskakująco lekkie serum sprawdzi się wszystkim rodzajom skóry, również mieszanym i tłustym, które potrzebują wsparcia przy retinoidach, kwasach albo kuracjach dermatologicznych. Jednocześnie adenozyna i hydrolizowany kolagen fajnie dodają sprężystości i zdrowo napinają skórę.

image
Polinukleotydy (PDRN) opuściły sektor gabinetowy. Obecnie to silnie rotujący surowiec na półce drogeryjnej. Skuteczna sprzedaż wymaga szybkiego reagowania na sprecyzowane oczekiwania docelowych odbiorców. 
Materiał Partnera

Retinol i bakuchiol lub pantenol: Retinoidy bez obaw

Dla osób poszukujących efektu odnowy skóry, ale obawiających się podrażnień typowych dla kuracji retinoidami, SKIN627 przygotowało dwa dopełniające się rozwiązania. Krem SKIN627 Retinol with Bakuchiol Intense Cream (50 g) oraz ampułka Retinol Panthenol Ampoule (34 ml) bazują na łagodzeniu potencjalnych podrażnień. Bakuchiol i pantenol amortyzują agresywne działanie retinoidów. Konsument otrzymuje wysoce tolerowany produkt, a drogeria unika problemu niezadowolonych klientów i zwrotów.

Modułowa pielęgnacja SKIN627

K-Beauty od dawna nie jest modą z mediów społecznościowych, a stało się stałym, wysokomarżowym filarem kategorii Beauty w polskim handlu detalicznym. Wyzwaniem dla kupców i Category Managerów w sieciach drogeryjnych oraz dyskontowych nie jest już pytanie czy posiadać w ofercie koreańską pielęgnację, ale jak efektywnie zarządzać nią na półce bez ryzyka paraliżu decyzyjnego u konsumentki i generowania nadmiernych zapasów magazynowych.

Marka SKIN627 oferuje dojrzały, komercyjny model Smart Care. Szerokie portfolio marki (ponad 40 wyspecjalizowanych SKU w pełnym wachlarzu formatów: od bestsellerowych maseczek w płachcie, przez innowacyjne Toner Pads, po ampułki i kremy) nie stanowi w tym przypadku obciążenia ale umożliwia odpowiedzenie na zróżnicowane problemy współczesnych, wymagających klientek.

Ograniczenie listingu wyłącznie do popularnych i symbolicznych dla trendu K-beauty maseczek to mrożenie kapitału na najniższych marżach. Koreańska kosmetyka ujawnia swój pełen potencjał przy implementacji całościowych rutyn pielęgnacyjnych, które konsumują wypracowane już zaufanie do marki. Pełna specyfikacja asortymentowa niezbędna do optymalizacji półki znajduje się na platformie B2B.

image
Wyzwaniem dla kupców i Category Managerów w sieciach drogeryjnych oraz dyskontowych nie jest już pytanie czy posiadać w ofercie koreańską pielęgnację, ale jak efektywnie zarządzać nią na półce bez ryzyka paraliżu decyzyjnego u konsumentki i generowania nadmiernych zapasów magazynowych.
Materiał Partnera
ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
13. październik 2026 02:38