StoryEditor
Rynek i trendy
10.12.2024 15:28

Monika Czaplicka, Priders: Osoby LGBT nie przestają robić zakupów z końcem Pride, nie ignoruj ich w święta

Święta to czas kupowania prezentów — dla wszystkich bliskich, także osób queerowych. / Shutterstock

Często myślimy o społeczności LGBTQ+ głównie w czerwcu, kiedy obchodzimy Miesiąc Dumy. Osoby LGBTQ+ są jednak konsumentami przez cały rok, a ich decyzje zakupowe mają znaczący wpływ na rynek. Szczególnie widoczne jest to w okresie świątecznym, kiedy to wszyscy — niezależnie od orientacji czy tożsamości — szukamy idealnych prezentów dla bliskich.

Priders.pl — agencja marketingu inkluzywnego, przeprowadziła szczegółową analizę zachowań zakupowych osób LGBTQIAP+. Wyniki są interesujące  i pokazują, jak ważną grupą konsumencką jest ta społeczność. Siła zakupowa osób LGBTQ+ w Polsce to 189 miliardów złotych na rok. Wynika to zarówno z liczebności tej grupy (według badania IPSOS aż 10 proc. osób w Polsce identyfikuje się jako osoby LGBTQ+), zarabiają więcej — średnio o prawie 2200 złotych miesięcznie więcej niż osoby heteronormatywne i wydają prawie o 800 złotych miesięcznie więcej niż osoby heteronormatywne.

Osoby LGBTQIAP+ czują się też pewnie ze swoimi pieniędzmi - 60 proc. z nich oceniło w ubiegłym roku swoją sytuację materialną jako dobrą. Nie tylko zarabiają więcej i więcej wydają na zakupy, ale są też "atrakcyjniejszymi" osobami konsumenckimi. 40 proc. z nich kupuje bez mierzenia, 51 proc. kupuje spontanicznie, a do tego kupują rzeczy drogie i markowe - 50 proc.  markowe, a prawie 35 proc. - dobra luksusowe.

image
Święta Bożego Narodzenia to nie tylko on, ona i one w otoczeniu świątecznych dekoracji — to także pary homoseksualne czy związki poliamoryczne, które razem ubierają choinki i kupują prezenty.
Kaboompics

W czasie, kiedy 57 proc. osób heteroseksualnych w naszym badaniu przyznało się do porównywania cen, robi tak niewiele ponad 1/3 lesbijek. Osoby LGBTQIAP+ posiadają także duplikaty — robi tak 61 proc. Te dane jasno pokazują, że osoby LGBTQ+ są ważną i aktywną grupą konsumencką, której nie można ignorować w strategiach marketingowych.

Co więcej, ich lojalność wobec marek wspierających różnorodność i inkluzywność jest znacząca i trwała. Warto zauważyć, że osoby LGBTQ+ często poszukują prezentów, które odzwierciedlają ich tożsamość i wartości. To pokazuje, jak ważne jest tworzenie oferty produktowej, która uwzględnia różnorodność klientów. Jednocześnie nasz raport zwraca uwagę na to, że osoby LGBTQ+ są bardziej skłonne do spontanicznych zakupów. To otwiera przed markami możliwość tworzenia atrakcyjnych ofert last minute i kampanii, które mogą przyciągnąć tę grupę konsumencką.

Inkluzywność sprzedaje lepiej niż cena

Inkluzywne kampanie reklamowe to nie tylko kwestia etyki, ale też biznesu. Marki, które decydują się na włączające przekazy, mogą liczyć na większą lojalność i zaangażowanie ze strony osób LGBTQ+. To z kolei przekłada się na konkretne wyniki sprzedażowe.57 proc. osób respondenckich przyznało, że chętniej kupuje od firm inkluzywnych. Wskazało tak dwa razy więcej osób niż tych, które patrzą przede wszystkim m.in. na cenę.

Co więcej — w inkluzywność zaangażowane są zarówno osoby LGBTQ+ jak i sojusznicze osoby heteroseksualne. Zaangażowani są zarówno młodzi, jak i starsze osoby. Dużo bardziej osoby z większymi oszczędnościami. Osoby, dla których liczy się cena, nie są niezainteresowane inkluzywnością. Mniej chętnie kupują produkty czy wspierają firmy, ale są bardzo chętne do dzielenia się informacjami o homofobii czy chętnie bojkotują homofobiczne produkty.

Kampania nie tylko od święta

W Polsce nie powstała żadna kampania  skierowana do osób LGBTQ+ w rejonach świąt. Twoja marka może być pierwsza.

Kampania świąteczna "When Harry Met Santa" została stworzona dla norweskiej poczty Posten Norway przez agencję POL. To wzruszająca historia miłosna między mężczyzną o imieniu Harry a Świętym Mikołajem, rozgrywająca się w ciągu roku. Reklama pokazuje spotkania Harry‘ego z Mikołajem w Wigilię, podczas których rozwija się między nimi romantyczna relacja. W kulminacyjnym momencie Posten Norway pomaga Mikołajowi w dostarczaniu prezentów. Ta inkluzywna reklama świąteczna łączy w sobie elementy tradycji, miłości i akceptacji, jednocześnie promując usługi pocztowe. Można? Można.

Jako Priders.pl, specjalizujemy się w tworzeniu inkluzywnych strategii marketingowych i kampanii reklamowych. Nasze doświadczenie pokazuje, że uwzględnienie różnorodności w komunikacji marketingowej nie tylko buduje pozytywny wizerunek marki, ale też przekłada się na realne wyniki biznesowe.

Inkluzywnie, czyli jak?

Oto kilka wskazówek, jak tworzyć inkluzywne kampanie świąteczne:

  • Zatrudniaj osoby LGBTQ+ do tworzenia i realizacji kampanii. Ich perspektywa jest bezcenna w tworzeniu autentycznych przekazów
  • Pokazuj różnorodne modele rodzin i związków w swoich reklamach. Święta to czas spędzany z bliskimi, a definicja "bliskich" może być różna dla różnych osób
  • Unikaj stereotypów i karykaturalnych przedstawień osób LGBTQ+. Stawiaj na autentyczność i naturalność
  • Buduj strategię inkluzywności opartą o dane

Badanie “Ile warta jest tęczowa złotówka?” oraz Priders.pl dostarcza cennych danych, które mogą pomóc markom w lepszym zrozumieniu potrzeb i zachowań zakupowych osób LGBTQ+. Jednym z ciekawych wniosków z raportu jest to, że osoby LGBTQ+ są bardziej skłonne do eksperymentowania z nowymi produktami i markami. To otwiera przed firmami możliwość wprowadzania innowacyjnych rozwiązań i testowania nowych koncepcji marketingowych właśnie w tej grupie. Wszystkie te informacje są niezwykle cenne dla marek, które chcą skutecznie dotrzeć do osób LGBTQ+ nie tylko w okresie świątecznym, ale przez cały rok.

image
Z tęczowego marketingu korzysta chociażby IKEA, która tęczowe torby oferuje już cały rok.
IKEA

Pamiętajmy, że osoby LGBTQ+ to nie jednorodna grupa, ale zróżnicowana społeczność o różnych potrzebach i preferencjach. Dlatego tak ważne jest, aby kampanie marketingowe były nie tylko inkluzywne, ale też zróżnicowane i dostosowane do różnych podgrup w ramach społeczności LGBTQ+. Wystarczy zajrzeć na dowolną podstronę raportu, żeby przekonać się jak poszczególne osoby reprezentujące różne tożsamości różnią się między sobą.

Warto też zwrócić uwagę na to, że inkluzywność w marketingu to nie tylko kwestia reprezentacji w reklamach. To także tworzenie bezpiecznych i przyjaznych przestrzeni zakupowych, szkolenie personelu w zakresie różnorodności i inkluzywności, a także wspieranie inicjatyw i organizacji działających na rzecz społeczności LGBTQ+.

Nasze badanie pokazuje, że osoby LGBTQ+ doceniają marki, które angażują się w działania społeczne i charytatywne. Dlatego warto rozważyć włączenie elementu społecznej odpowiedzialności biznesu do strategii marketingowej skierowanej do tej grupy. Co więcej, osoby LGBTQIAP+ sprawdzają zaangażowanie firmy — przykładowo, ¼ sprawdza wsparcie dla polskich organizacji pozarządowych. Podobny odsetek — czy firma angażuje się w parady lub marsze.

Pride month zamień na pride year

Podsumowując, okres świąteczny to doskonała okazja dla marek, aby pokazać swoje zaangażowanie w inkluzywność i różnorodność. Jednak pamiętajmy, że osoby LGBTQ+ są konsumentami przez cały rok i zasługują na uwagę marek nie tylko w czerwcu czy w okresie świątecznym. Również w dobie ESG coraz mniej firm może sobie pozwolić na brak działań włączających różne grupy społeczne. Dlatego zachęcamy wszystkie marki do zapoznania się z raportem i podjęcia kroków w kierunku bardziej inkluzywnego marketingu.

Czytaj także: Priders.pl: Inkluzywność się opłaca. Jak marki zyskują na wspieraniu społeczności LGBTQ+?

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
04.09.2026 15:56
Sinsay będzie marketplacem. Będzie sprzedawał kosmetyki
Sinsay Plus ma przyciągać klientów częściej niż tylko na zakupy (fot. Shutterstock)Shutterstock

Sinsay otwiera swój e-commerce na zewnętrznych sprzedawców. Jedną z pierwszych rozwijanych kategorii mają być kosmetyki. W 2027 roku oferta platformy ma przekroczyć 100 tys. produktów. Dane Fulfilio pokazują, że decyzja LPP wpisuje się w szerszy trend: chociaż w całym e-commerce znaczenie marketplace’ów lekko słabnie, w segmencie urody i kosmetyków nadal wyraźnie rośnie.

Należący do Grupy LPP Sinsay uruchamia marketplace i po raz pierwszy otwiera swoją platformę sprzedażową na zewnętrznych partnerów. Nowy model ma pozwolić marce poszerzyć asortyment bez ograniczania się do własnych produktów. Wśród kategorii, które mają być rozwijane w pierwszej kolejności, znalazły się kosmetyki, a także zabawki, obuwie, artykuły do domu i akcesoria.

Marketplace Sinsay ma działać w modelu zamkniętym

Oznacza to, że Sinsay będzie wybierać partnerów i kontrolować jakość wprowadzanej oferty. Do platformy mają dołączać zarówno duże marki i producenci, jak i wyspecjalizowani dystrybutorzy oraz sklepy internetowe. Według zapowiedzi spółki liczba dostępnych produktów ma przekroczyć 100 tys. w 2027 roku. Część zamówień ma być wówczas realizowana również z magazynów LPP przez LPP Logistics.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Kosmetyki rosną na marketplace’ach szybciej niż cały e-commerce

Wejście Sinsay w model marketplace jest szczególnie interesujące z perspektywy branży kosmetycznej. Z raportu Fulfilio „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że beauty zachowuje się inaczej niż cały polski e-commerce.

W ujęciu ogólnorynkowym 21 proc. e-sklepów odnotowało w ostatnich 12 miesiącach spadek udziału marketplace’ów w sprzedaży online. Wzrost wskazało 17 proc. badanych, a 62 proc. nie zauważyło istotnych zmian.

W kategorii uroda i kosmetyki proporcje są odwrotne: 27 proc. firm deklaruje wzrost udziału platform sprzedażowych, a tylko 9 proc. jego spadek.

– Branża beauty jest dobrym przykładem kategorii, w której marketplace i własny sklep mogą pełnić różne role. Z naszego raportu „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że w segmencie uroda i kosmetyki tak samo silną pozycję mają Allegro i własne sklepy internetowe – z obu kanałów korzysta po 43% firm z tej kategorii. Beauty wyróżnia się też na tle całego rynku, jeśli spojrzymy na zmianę udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online - mówi Arkadiusz Filipowski, prezes zarządu Fulfilio.

image

Sinsay uruchamia marketplace. Oferta ma przekroczyć 100 tys. produktów

Ogółem 21% e-commerce’ów wskazało, że w ostatnich 12 miesiącach udział platform sprzedażowych w ich sprzedaży online spadł, a 17% mówi o wzroście. - W kategorii uroda i kosmetyki proporcje wyglądają inaczej – 27% firm deklaruje wzrost udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online, a 9% wskazuje spadek. To pokazuje, że w beauty platformy nadal mają przestrzeń do wzrostu dodaje Filipowski. 

Sinsay chce zbudować ekosystem zakupowy

Marketplace ma pomóc przekształcić Sinsay z sieci kojarzonej przede wszystkim z modą w wielokategorialne miejsce zakupów dla całej rodziny. Kosmetyki mogą mieć w tym modelu szczególne znaczenie: są kupowane regularnie, dobrze uzupełniają ofertę modową i lifestylową oraz pozwalają zwiększać częstotliwość kontaktu klienta z platformą.

– Uruchomienie marketplace’u przez Sinsay dobrze wpisuje się w ten trend. Duże marki handlowe coraz częściej chcą budować nie tylko sklep, ale cały ekosystem zakupowy, w którym klient może kupić modę, kosmetyki, akcesoria czy produkty do domu w jednym miejscu. Widać to także szerzej na rynku. Rośnie znaczenie marketplace’ów branżowych i specjalistycznych, np. budowlanych, motoryzacyjnych czy lifestyle’owych – komentuje Arkadiusz Filipowski.

Przykładami takiego kierunku są m.in. platformy marketplace rozwijane przez sieci handlowe, takie jak Castorama czy Kaufland, a wcześniej także projekt VeloMarket, który był pozycjonowany jako marketplace z ofertą zielonych produktów i zdrowego stylu życia.

image

Google się zmienia. Kto wygrywa SEO w e-commerce w 2026 roku?

Dla producentów i dystrybutorów kosmetyków pojawia się zatem kolejny kanał dotarcia do konsumentów – i to do klientów, którzy niekoniecznie rozpoczynają zakupy od poszukiwania kosmetyków. Produkt beauty może zostać dodany do koszyka przy okazji zakupu odzieży, wyposażenia domu, akcesoriów lub produktów dla dzieci.

To jednocześnie kolejny sygnał, że marki modowe, sieci spożywcze i platformy wielokategorialne coraz mocniej konkurują z tradycyjnymi drogeriami oraz perfumeriami o część kosmetycznego koszyka.

Marketplace daje zasięg, własny sklep – dane i lojalność

Rozwój marketplace’ów nie oznacza, że marki kosmetyczne powinny rezygnować z własnego e-commerce. Dane Fulfilio pokazują, że w beauty Allegro i własne sklepy mają dokładnie taki sam zasięg wśród sprzedawców – z obu rozwiązań korzysta po 43 proc. firm z tej kategorii.

Marketplace zapewnia szybki dostęp do dużej grupy klientów i pozwala przetestować popyt bez budowania całej infrastruktury sprzedażowej. Własny sklep daje natomiast większą kontrolę nad marżą, prezentacją produktu, danymi konsumentów oraz komunikacją po zakupie.

image

TOP 10 września 2025: Sinsay buduje marketplace, Perły Rynku 2025 rozdane, Rossmann kłania się młodym

– Dla marek kosmetycznych obecność na takim marketplace może być szansą na dodatkowy zasięg i dotarcie do klienta, który nie szuka wyłącznie kosmetyków, ale kupuje przy okazji inne kategorie. Jednocześnie nie powinno to zastępować własnego sklepu. W beauty bardzo ważne są zaufanie, prezentacja produktu, skład, opinie, obsługa posprzedażowa i powtarzalność zakupów. Dlatego marketplace może wspierać sprzedaż, ale przewagę długoterminową nadal buduje się poprzez własną markę, relację z klientem i dobrze prowadzony kanał własny – podkreśla prezes Fulfilio.

Hybrydowa sprzedaż zamiast uzależnienia od jednej platformy

Z całego badania wynika, że ryzyko uzależnienia sprzedaży od marketplace’ów jest dobrze rozpoznawane przez polskie firmy. Jako średnie ocenia je 77 proc. badanych, jako wysokie – 16 proc., a jako niskie jedynie 7 proc. Tymczasem wśród sprzedawców obecnych na platformach najważniejszym graczem pozostaje Allegro, wskazywane przez 54 proc. firm.

Równolegle rośnie znaczenie własnych sklepów.

image

Paradoks polskiego e-commerce: Allegro daje skalę, ale to własny sklep przynosi największe zyski [RAPORT]

Wzrost ich udziału w sprzedaży internetowej deklaruje 28 proc. firm prowadzących taki kanał, a spadek – 11 proc. Najczęściej wykorzystywanym źródłem ruchu jest e-mail marketing, wskazywany przez 53 proc. respondentów. Ponad połowa sklepów korzysta również z programów lojalnościowych.

W praktyce najbardziej dojrzałym rozwiązaniem staje się model hybrydowy, w którym marketplace odpowiada przede wszystkim za pozyskiwanie nowych klientów i skalowanie sprzedaży, natomiast własny sklep służy budowaniu lojalności, wartości klienta oraz powtarzalności zakupów. Taki model wymaga jednak sprawnego zarządzania cenami, zapasami, dostawami i zwrotami we wszystkich kanałach.

 

Metodyka badania:Badanie „Własny sklep czy marketplace. Strategie sprzedaży e-commerce w Polsce” zostało zlecone przez Fulfilio i przeprowadzone na panelu Ariadna. Wzięło w nim udział 249 przedstawicieli polskich sklepów internetowych odpowiedzialnych za sprzedaż online, rozwój e-commerce, marketplace, marketing lub operacje. Badanie przeprowadzono metodą CAWI w dniach 4–16 marca 2026 roku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Marketing i media
03.09.2026 14:35
Vaseline zostało "Baseline”. Marka podchwyciła viralowy błąd influencerki
Vaseline zmienia nazwę na ”Baseline”. Viralowy żart podbija social mediaShutterstock, Instagram

Koreańska twórczyni internetowa Min Day Lee wymówiła nazwę Vaseline jako "Baseline”. Jej nagranie obejrzały dziesiątki milionów osób. Marka zamiast poprawiać influencerkę, postanowiła wykorzystać żart i sama na chwilę została "Baseline”.

W tym artykule przeczytasz:

  • Vaseline nie poprawiło twórczyni. Dołączyło do żartu
  • Twórczyni została „CEO” Baseline
  • Kiedy marka zamiast walczyć z memem, staje się jego częścią

Media społecznościowe potrafią w kilka godzin zamienić drobny językowy błąd w viral. Tym razem bohaterem takiej historii została Vaseline. Wszystko zaczęło się od koreańskiej twórczyni beauty Min Day Lee, która w jednym ze swoich nagrań pokazywała produkty marki i konsekwentnie wymawiała jej nazwę jako "Baseline”.

Nagranie szybko zaczęło żyć własnym życiem. Według informacji przywoływanych przez Brut, publikacja na Instagramie przekroczyła 38 mln wyświetleń. Internauci zaczęli powtarzać "Baseline”, a marka dostrzegła w tym nie problem, lecz gotowy materiał na własną komunikację.

image

Beauty dla chłopców? Gen Alpha kupuje skincare, perfumy i kosmetyki premium

Vaseline nie poprawiło twórczyni. Dołączyło do żartu

Lee nie próbowała celowo zmieniać nazwy marki. Jej wymowa wynikała z różnic językowych. W języku koreańskim nie występuje natywnie angielska głoska /v/, dlatego w zapożyczeniach z angielskiego może być ona odwzorowywana dźwiękiem bliższym "b”. W efekcie "Vaseline” w jej wymowie zabrzmiało jak "Baseline”.

Internet zrobił z tego jednak żart. Użytkownicy zaczęli komentować nagranie, powtarzać nową wersję nazwy i tworzyć kolejne treści.

 

 

Vaseline postanowiło nie walczyć z tym trendem. Oficjalne konto marki zaczęło angażować się w rozmowę, a następnie marka tymczasowo zmieniła swoją nazwę w mediach społecznościowych na "Baseline”.

To był oczywiście fikcyjny rebranding. Produkty nadal pozostały produktami Vaseline, a nazwa firmy nie została zmieniona. Marka wykorzystała jednak viralową sytuację, aby stworzyć własny żart i pokazać dystans do siebie.

Twórczyni została „CEO” Baseline

Na tym marka nie poprzestała. Min Day Lee została przez Vaseline żartobliwie mianowana "CEO of Baseline” – bez rozmowy rekrutacyjnej i bez konieczności przechodzenia przez korporacyjny proces wyboru nowego szefa.

Cała akcja była oczywiście elementem komunikacji w mediach społecznościowych. Jej siłą było jednak to, że marka nie próbowała przejąć kontroli nad viralem poprzez jego wygaszenie. Zamiast tego weszła w rozmowę prowadzoną przez użytkowników i wykorzystała dokładnie ten element, który wcześniej należał do społeczności.

image

Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki

Kiedy marka zamiast walczyć z memem, staje się jego częścią

Historia "Baseline” jest ciekawym przykładem tego, jak zmieniła się komunikacja marek beauty w social mediach. Tradycyjny model zakładał, że marka powinna kontrolować sposób, w jaki jest przedstawiana, a nietypową wymowę czy błąd należy możliwie szybko skorygować.

W mediach społecznościowych takie podejście nie zawsze jest jednak najlepszym rozwiązaniem. Viral żyje własnym życiem, a próba jego zatrzymania może sprawić, że marka stanie się jego niechcianym bohaterem.

Vaseline zrobiło coś przeciwnego: zaakceptowało żart, podchwyciło język internetu i pozwoliło odbiorcom dalej się nim bawić. Tym samym sytuacja, która mogła pozostać jedynie viralem z udziałem twórczyni, stała się również elementem komunikacji samej marki.

To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy spontaniczny internetowy żart może okazać się dla brandu cenniejszy niż perfekcyjnie zaplanowana kampania. Kluczowe jest jednak wyczucie momentu. W przypadku Vaseline marka nie próbowała stworzyć mema od zera – najpierw pojawił się organiczny viral, a dopiero później marka zdecydowała się do niego dołączyć.

I właśnie ta kolejność może być najciekawszą lekcją z historii "Baseline”.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
04. wrzesień 2026 16:18