StoryEditor
Rynek i trendy
27.09.2024 09:14

Priders.pl: Inkluzywność się opłaca. Jak marki zyskują na wspieraniu społeczności LGBTQ+?

Sephora od lat aktywnie wspiera różnorodność i uczestniczy także w działaniach w ramach Miesiąca Dumy. Również w tym roku #SephoraTeam wspiera #PrideParade / fot. LinkedIn Sephora

Dorosłe osoby LGBTQ+ na świecie dysponują siłą nabywczą w wysokości aż 3,7 tryliarda dolarów. „To pieniądze, które trafiają głównie do firm wspierających tęczową społeczność, a nie trafią do bojkotowanych za homofobię” – zapewniają Monika Czaplicka i Grzegorz Miecznikowski z agencji Priders.pl. Wśród marek czerpiących z „inkluzywnej dywidendy” znalazła się Sephora.

Monika Czaplicka i Grzegorz Miecznikowski, czyli osoby współtworzące agencję Priders.pl, przygotowały raport „Miesiąc Dumy 2024”. Publikacja powstała przy wsparciu Instytutu Monitorowania Mediów i Proto.pl. Znalazły się w niej m.in. analiza publikacji w prasie i w social mediach związanych z osobami queerowymi, podsumowanie kampanii marketingowych oraz komentarze eksperckie.

Czytaj też: Priders: tęczowa złotówka rośnie w siłę, a rynek ją ignoruje

 – W roku 2024 zarejestrowano 55 204 wzmianki dotyczące wydarzeń związanych z Pride Month, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu do roku ubiegłego (…). Na 55,2 tysiąca wzmianek, 37 tysięcy dotyczyło treści w mediach społecznościowych, 23,7 tysiąca na portalach internetowych, a prawie 4500 publikacji ukazało się w mediach tradycyjnych. (…) Ekwiwalent reklamowy (AVE) osiągnął wartość niemal 250 milionów złotych, co również oznacza wzrost o blisko 200 proc. w porównaniu do roku 2023 – czytamy w raporcie. Łączny zasięg wszystkich publikacji wyniósł 610 milionów odsłon.

W polskim biznesie osoby queerowe (nieheteronormatywne) często traktowane są jako ciekawostka, a wsparcie dla nich – jako coś czysto symbolicznego. Tymczasem jest to dysponująca kapitałem grupa konsumencka, która chętniej sięga po marki promujące inkluzywność i różnorodność. Ignorowanie jej w działaniach marketingowych może przełożyć się na realne straty, szczególnie w przypadku branż modowej i kosmetycznej.

– Niestety, wiele firm obawia się homofobii, co prowadzi do nieuzasadnionych wniosków o negatywnych reakcjach społecznych. Te obawy wpływają na decyzje dotyczące kampanii marketingowych i działań na rzecz różnorodności. (…) Badania przeprowadzone przez FREENOW pokazały, że 34 proc. osób nie chciałoby jechać tęczową taksówką, bo obawiali się homofobii. Jednak brak ataków na tęczowe taksówki podczas Miesiąca Dumy sugeruje, że zagrożenie mogło być przesadzone – zauważa Priders.pl.

Jako przykład w raporcie zostaje wymieniona kampania Swarovskiego z 2018 roku. Choć według badań IPSOS aż 42 proc. osób bało się, że reklama zostanie odebrana negatywnie, to w rzeczywistości negatywnych opinii pojawiło się zaledwie 12 proc., z kolei pozytywnych – aż 60 proc. Monika Czaplicka i Grzegorz Miecznikowski zauważają, że wiele osób boi się wyrażać swoje wsparcie dla osób queerowych ze względu na obawy przed reakcją otoczenia. To z tego powodu nie znamy ich prawdziwych poglądów, ale jest to grupa otwarta na treści wspierające.

Czytaj też: Monika Czaplicka, Priders: Pieniądze uciekają sprzed nosa markom, które nadal nie wiedzą, co zrobią na Miesiąc Dumy 

Strach przed homofobią często jest nieuzasadniony i oparty na błędnych przekonaniach. Wspieranie różnorodności i otwartości w firmach przynosi korzyści, a obawy przed negatywnymi reakcjami społecznymi powinny być analizowane w kontekście rzeczywistych postaw społecznych. Jest już jednak w Polsce kilkadziesiąt firm, które nie boją się wspierać społeczność LGBTQIA+ i zyskują na tym, zaangażowanie, nie tylko w czasie Miesiąca Dumy, to m.in: IBM, Google, Coca-Cola, Levi’s, Apple, Zalando, CD Projekt SA, Empik, Procter & Gamble, CitiBank, Microsoft, Discovery TVN Polska, BNP Paribas, Aviva, Goldman Sachs, Viacom/MTV, Orange Polska, IKEA, T-Mobile, ING Bank Śląski, Deloitte, Accenture, KPMG, EY (Ernst & Young), L’Oréal, Heineken, Unilever, Netflix, H&M, Adidas, Sephora, Open for Business. Wspieranie różnorodności i otwartości w firmach nie tylko przynosi korzyści finansowe, ale także buduje pozytywny wizerunek marki i przyciąga talenty z różnych środowisk. Firmy, które otwarcie wspierają społeczność LGBTQIA+, pokazują, że są gotowe na zmiany i potrafią dostosować się do oczekiwań współczesnych konsumentów – podkreśla raport „Miesiąc Dumy 2024”.

Jak łatwo zauważyć, są w tym gronie międzynarodowe firmy związane z branżą beauty, takie jak Procter & Gamble, L’Oréal, Unilever, Sephora, H&M czy Zalando.

Badania pokazują jednak, że choć inkluzywne podejście do marketingu może przełożyć się na realne korzyści – większą rentowność i lepszą ocenę rynkową, czyli wspomnianą już „inkluzywną dywidendę” – to musi ono być autentyczne i trwałe. Priders.pl analizują przykład firmy biżuteryjnej Yes!, która w 2023 roku ogłosiła kampanię #YESforLove – brand zaoferował parom jednopłciowym obrączki pod warunkiem, że te kupią wcześniej pierścionek zaręczynowy wart co najmniej tysiąc złotych oraz opublikują pod na Instagramie na ten temat. Kampania spotkała się z ogromną krytyką w społeczności queerowej ze względu na to, że w Polsce nie ma równości małżeńskiej, a pary jednopłciowe nie mogą zarejestrować swojego związku w żaden sposób mający prawne skutki. Marka zakończyła kampanię i przeprosiła. W 2024 roku brand został partnerem głównym Parady Równości z 15 czerwca (w tym roku odbyły się trzy Parady Równości), by nawiązać z tą grupą demograficzną autentyczne relacje.

O tym, że warto także z biznesowego punktu widzenia, pokazują doświadczenia innych marek.

– Od dawna mówimy o naszym sojusznictwie osób LGBTQIAP+, ale nigdy nie stała za tym chęć zysku – otwartość, tolerancja, czerpanie z różnorodności od czasu reaktywacji Kuboty były wartościami, na których zbudowaliśmy na nowo nasz brand. Warto jednak zaznaczyć, że w 2020 roku, w dniu, w którym po raz pierwszy otwarcie wsparliśmy osoby LGBTQIAP+ i zorganizowaliśmy wspólną akcję razem z Kampanią Przeciw Homofobii, pobiliśmy rekord sprzedaży, którego nie udało się powtórzyć przez prawie kolejne dwa lata – zauważa Alina Sztoch, współzałożycielka oraz dyrektorka generalna marki Kubota. Ten wynik finansowy pokazuje, że choć zmiana logo na tęczowe jest mile widzianym gestem, to tylko pod warunkiem, że idą za nim dalsze, konkretne działania.

Wśród kampanii wyszczególnionych przez Monikę Czaplicką i Grzegorza Miecznikowskiego w raporcie, znalazła się Sephora, która w czerwcu 2024 roku zorganizowała „Bezpieczne Przestrzenie”.

– Marka stworzyła specjalne strefy „Safe Space” w swoich perfumeriach, gdzie osoby LGBTQIA+ mogły skorzystać z bezpłatnego makijażu przed Paradą Równości. Inicjatywa miała na celu zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i przynależności w miejscach, gdzie często doświadczają one dyskryminacji. Sephora zorganizowała także warsztaty makijażowe „Classes for Confidence”, podczas których uczestnicy i uczestniczki mogli nauczyć się podstaw makijażu w atmosferze wsparcia i inkluzywności. Kampania była realizowana we współpracy ze Stowarzyszeniem Kampania Przeciw Homofobii (KPH), z którym Sephora współpracuje od 2021 roku, organizując m.in. warsztaty dla osób transpłciowych i niebinarnych – czytamy w raporcie „Miesiąc Dumy 2024”.

Warto zauważyć, że o ile dla części osób queerowych makijaż może być po prostu kwestią ekspresji tak jak dla osób heteronormatywnych, dla drag queens jest częścią scenicznego wizerunku, to dla osób transpłciowych i niebinarnych może być ważną częścią dbania o dobrostan psychiczny – kosmetyki mogą mocno wpływać na kwestie passingu, czyli wyglądu zgodnego z płcią odczuwaną, a także na zamaskowanie cech stereotypowych dla płci przypisanej przy urodzeniu.

– Jeśli weźmiemy pod uwagę artystyczny i nieustraszony, związany z wyrażaniem siebie charakter branży kosmetycznej, może się ona wydawać naturalnym rajem dla społeczności LGBTQIA+. Badania Vagaro w dużej mierze to potwierdzają – komentował Adam Durso z Vagaro w komentarzu do raportu „Styled with Pride”.

Czytaj też: Vagaro: 65 proc. osób LGBTQIA+ czuje się reprezentowanych w branży kosmetycznej

Kolejnym przykładem kampanii docenionej przez Priders.pl okazało się „Bez ale!” marki Wyjątkowy Prezent, która oferuje vouchery na przeróżne usługi, w tym manicure (także dla mężczyzn), wellness i SPA.

– Marka Wyjątkowy Prezent w czerwcu 2024 roku zrealizowała kampanię „Bez ale!”, przypominającą, że szacunek, równość i akceptacja nie powinny mieć żadnych warunków. Kampania była odpowiedzią na powszechne stwierdzenia typu: „Mnie to nie przeszkadza, ale…” czy „Jestem tolerancyjny/-a, ale…”. Marka komunikowała kampanię w swoich kanałach internetowych, w mediach społecznościowych oraz na nośnikach w swoich placówkach – sklepach i wyspach handlowych. W ramach działań wewnętrznych organizowano również szkolenia na temat inkluzywności i różnorodności. Kampania „Bez ale!” była kontynuacją wcześniejszych inicjatyw marki, takich jak walentynkowa kampania „Odważ się mówić: kocham”, która stała się viralem w 2023 roku – relacjonuje agencja Priders.pl.

– Powiedzmy to sobie szczerze – osoby LGBTQIAP+ to bardzo atrakcyjny kąsek dla marketerów i marketerek. Czemu? To proste. Wszystkie badania pokazują, że: średni dochód w gospodarstwie domowym konsumenta LGBTQIAP+ wyższy niż w gospodarstwie hetero, osoby LGBTQIAP+ deklarują, że mogą wydawać więcej pieniędzy na wysokiej jakości produkty, geje i lesbijki częściej wyjeżdżają na wakacje i kupują nowe sprzęty elektroniczne, pary jednopłciowe wydają na nawet 1/4 więcej niż pary heteroseksualne (…). Lwia cześć firm skupiona jest na dotarciu do wszystkich potencjalnych konsumentów, nie widząc specjalnego powodu, żeby oddzielnie targetować swoje komunikaty do społeczności LGBTQIAP+. Bo czy na pewno geje, lesbijki albo osoby trans pozytywnie zareagują na profilowany pod ich kątem komunikat? Tak. Ale tylko jeśli jest to szczere i nie nosi znamion rainbow washingu.(…) Osoby LGBTQIAP+ są bowiem nie tylko wierne markom, które ich wspierają i rozumieją, ale także stają się ich najlepszymi ambasadorami i ambasadorkami – podsumowuje Grzegorz Miecznikowski z Priders.pl.

Czytaj też: Nielsen: Sposób, w jaki społeczność LGBTQ+ kupuje kosmetyki i środki higieny osobistej, jest kluczem do pozyskania tego rynku

W artykule dla Proto.pl Grzegorz Miecznikowski dodatkowo udziela brandom porad, w jaki sposób uniknąć rainbow washingu, czyli pozornego wsparcia realizowanego wyłącznie dla pieniędzy. Jest to pojęcie analogiczne do greenwashingu (pozornej ekologii) czy pinkwashingu (pozornego feminizmu).

Na poziomie kampanii marketingowych niezbędne jest zatrudnianie osób LGBTQ+ w kampaniach reklamowych i włączanie ich w tworzenie narracji. Firmy muszą też stawiać na inkluzywność od wewnątrz: wdrażając programy wsparcia dla zatrudnionych przez siebie osób LGBTQ+ i prowadząc politykę przeciwdziałającą dyskryminacji. Treści związane ze społecznością LGBTQ+ powinny pojawiać się nie tylko w czerwcu, ale przez cały rok, a w przypadku pojawiania się pod nimi mowy nienawiści, brandy powinny reagować w czasie rzeczywistym, podkreślając, że nie ma w nich zgody na queerfobię. Istotne jest też angażowanie się w kampanie edukacyjne, a mile widziane wspieranie tęczowej społeczności np. przez przekazywanie części zysków organizacjom pozarządowym.

Agencja Priders.pl przygotowała nie tylko raporty „Miesiąc Dumy 2023” i „Miesiąc Dumy 2024”, ale także przeprowadziła innowacyjne badanie „Ile warta jest tęczowa złotówka?”, którego pełne wyniki zostaną opublikowane tej jesieni.

Anna Tess Gołębiowska

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
10.09.2026 14:54
Unboxingi, TikTok i 24 okienka. Skąd fenomen kalendarzy adwentowych?
Święta we wrześniu? Kalendarze adwentowe 2026 już podbijają beautyCharlotte Tilburry

Do Bożego Narodzenia zostały jeszcze ponad trzy miesiące, a kalendarze adwentowe z kosmetykami już pojawiły się w ofercie marek i sieci beauty. Od luksusowych zestawów Rituals, przez propozycje Douglasa, po kalendarze dostępne w Rossmannie – rynek zaczyna świąteczną sprzedaż coraz wcześniej. Popularność produktów dodatkowo napędzają media społecznościowe, gdzie unboxingi kalendarzy i codzienne otwieranie kolejnych okienek stały się osobnym formatem contentu.

W tym artykule przeczytasz:

  • Kalendarz adwentowy jako beauty experience
  • Dlaczego marki zaczynają sprzedaż już we wrześniu?
  • TikTok dodatkowo nakręca kalendarzową gorączkę
  • 24 dni contentu zamiast jednej reklamy
  • Kalendarze coraz bardziej premium

Kalendarze adwentowe dawno przestały być wyłącznie dziecięcym odliczaniem do świąt. W branży beauty stały się pełnoprawnym produktem sezonowym, który łączy sprzedaż, odkrywanie nowości, kolekcjonowanie i doświadczenie konsumenckie. Choć wrzesień dopiero się rozpoczął, tegoroczne propozycje są już dostępne w polskim e-commerce.

To z jednej strony odpowiedź marek na rosnące zainteresowanie kosmetycznymi kalendarzami, a z drugiej – sposób na rozpoczęcie komunikacji świątecznej na długo przed grudniem.

Kalendarz adwentowy jako beauty experience

Mechanizm jest prosty: 24 okienka, 24 niespodzianki i codzienny rytuał otwierania kolejnego produktu (choć istnieją też warianty z 12 okienkami). W praktyce współczesne kalendarze beauty coraz częściej przypominają jednak miniaturowe zestawy zakupowe lub kolekcjonerskie boxy.

W ofercie Douglasa na 2026 rok znalazły się m.in. kalendarze zawierające produkty do makijażu, pielęgnacji skóry i włosów oraz akcesoria. Douglas Collection oferuje w tym sezonie m.in. Make-Up Advent Calendar, Accessoires Beauty Advent Calendar i Exclusive Beauty Highlights. Ceny wachają się między 165 a 349 złotych. 

Rituals idzie w stronę bardziej premium. Tegoroczny Premium Advent Calendar kosztuje 705 złotych, a wartość produktów producent wycenia na 1020 złotych. Kalendarz ma formę dekoracyjnego pociągu i łączy produkty do ciała, kąpieli oraz domu. Marka oferuje także tańszą wersję Classic za 419 złotych. 

Z kolei Rossmann pokazuje, jak szeroko rozrosła się sama kategoria. W ofercie na 2026 rok znalazły się kalendarze związane z pielęgnacją twarzy i ciała, włosami, makijażem, a także propozycje dla różnych grup wiekowych. Wśród przykładów są m.in. Neboa x Kimoco czy Fluff 24 Days of Delicious Skin.

Swoje kalendarze wydają też marki takie jak Dior, Charlotte Tilburry, Joe Malone czy Yves Saint Laurent.

 

 

Dlaczego marki zaczynają sprzedaż już we wrześniu?

Wczesna premiera nie jest przypadkowa. Kalendarz adwentowy jest produktem limitowanym i często występuje w ograniczonych nakładach. Dla marek oznacza to możliwość rozpoczęcia sprzedaży jeszcze przed jesiennym szczytem zakupowym, a dla konsumentów – wcześniejszy dostęp do najbardziej wyczekiwanych edycji.

Rituals wprost informuje, że jego kalendarze pojawiają się we wrześniu i zachęca klientów do wcześniejszego zainteresowania się ofertą. Marka podkreśla również, że jej kalendarze co roku szybko się wyprzedają. 

To także produkt, który dobrze wpisuje się w strategię budowania napięcia wokół premiery. Sama zawartość może być częściowo ujawniana, ale jednocześnie marki mogą zostawić przestrzeń na element niespodzianki. W efekcie kalendarz zaczyna żyć w komunikacji jeszcze przed 1 grudnia.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

TikTok dodatkowo nakręca kalendarzową gorączkę

Na popularność kalendarzy adwentowych mocno wpływają media społecznościowe. Szczególnie dobrze działa format unboxingu – twórca pokazuje zawartość kalendarza, otwiera kolejne przegródki i komentuje produkty.

Co ciekawe, w przypadku kalendarzy beauty unboxing może być rozłożony na cały miesiąc. Zamiast jednego filmu prezentującego zawartość całego pudełka twórcy publikują codzienne nagrania z otwierania kolejnego okienka.

Mechanizm został już dobrze wykorzystany przez twórców internetowych. TechCrunch opisywał fenomen filmów z drogimi kalendarzami beauty na TikToku i YouTubie, wskazując, że ich oglądanie działa podobnie jak wirtualne „window shopping”. Widz może śledzić kolejne odkrycia, porównywać produkty i emocjonować się zawartością, nawet jeśli sam nie kupił kalendarza. 

 

@naomimiz Replying to @?????? ? @Cult Beauty 2026 beauty advent calendar unboxing!!!! Who’s shopping this calendar this year? ##beautyadventcalendar##unboxing##beautyreview##makeup##skincare ♬ original sound - Naomi Mizrahi

 

Format nadal jest obecny na platformach społecznościowych. W TikTok Shop funkcjonują dziś nawet dedykowane wyniki dotyczące „Advent Calendar Unboxing” oraz beauty advent calendars.

24 dni contentu zamiast jednej reklamy

Z perspektywy marek kalendarz ma jeszcze jedną istotną przewagę: generuje treści przez cały grudzień.

Jeden produkt może być bohaterem 24 krótkich filmów, serii stories, recenzji czy reakcji twórców. Do tego dochodzi element napięcia – odbiorca nie zawsze wie, co znajdzie się za kolejnym okienkiem. To sprawia, że produkt sam w sobie staje się scenariuszem contentowym.

 

 

W przypadku beauty ma to szczególne znaczenie, ponieważ każda kolejna niespodzianka może być jednocześnie mini-recenzją, rekomendacją i inspiracją zakupową. Kalendarz przestaje więc być tylko opakowaniem na 24 produkty. Staje się formatem komunikacyjnym, który może generować zainteresowanie marką przez cały okres przedświąteczny.

image

Szef Amazona i Charlotte Tilbury wyróżnieni przez króla Karola III

Kalendarze coraz bardziej premium

Tegoroczne propozycje pokazują też, że rynek kalendarzy mocno się rozwarstwia. Obok stosunkowo niedrogich zestawów pojawiają się produkty kosztujące kilkaset, a nwet tysiące złotych, w których liczy się nie tylko liczba kosmetyków, ale również ich wartość, marka i sposób prezentacji.

Widać więc, że kalendarz adwentowy stał się dla branży kosmetycznej czymś więcej niż sezonowym gadżetem. To produkt, który pozwala połączyć sprzedaż limitowanej edycji z doświadczeniem, prezentem, odkrywaniem nowych produktów i co szczególnie ważne – potencjałem do generowania treści w social mediach.

A skoro konsumenci mogą zobaczyć pierwsze kalendarze już we wrześniu, trudno się dziwić, że marki również nie chcą czekać z ich premierą do grudnia.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.09.2026 11:43
Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?
Wiadomości Kosmetyczne

Pumpkin spice latte od dawna nie jest już wyłącznie sezonowym napojem. Popularność charakterystycznej mieszanki dyni, kawy, wanilii i korzennych przypraw napędza dziś sprzedaż produktów z wielu kategorii – od żywności i świec po perfumy, pielęgnację i makijaż. Dane z USA pokazują, że zainteresowanie trendem rośnie, a branża kosmetyczna coraz skuteczniej wykorzystuje jego potencjał. Dla marek i sieci handlowych pumpkin spice może być nie tylko sezonową inspiracją produktową, ale również narzędziem zwiększania sprzedaży poprzez limitowane kolekcje, cross-selling i budowanie doświadczeń zakupowych.

Jesień tradycyjnie przynosi powrót produktów limitowanych, sezonowych zapachów i ciepłych, gourmandowych kompozycji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tego zjawiska pozostaje pumpkin spice latte (PSL). Napój, który zadebiutował w amerykańskich kawiarniach Starbucks w 2003 roku, przez ponad dwie dekady przekształcił się z produktu sezonowego w pełnoprawny fenomen kulturowy.

Skala zainteresowania widoczna jest w danych dotyczących zachowań konsumentów. Według platformy Yelp, w lipcu wyszukiwania frazy „pumpkin spice latte” wzrosły o 301 proc. rok do roku, a zapytania o „pumpkin latte” zwiększyły się o 256 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Rosnący apetyt na jesienne produkty sezonowe nie ogranicza się jednak do gastronomii. Tensam mechanizm coraz wyraźniej wykorzystują producenci kosmetyków, perfum i artykułów gospodarstwa domowego.

image
Wyniki wyszukiwania "pumpkin spice"
Google Trends

Dla branży beauty szczególnie istotne jest to, że pumpkin spice przestało oznaczać konkretny smak. Dziś jest raczej skrótem myślowym opisującym całą estetykę: ciepło, komfort, słodkie gourmandowe aromaty, jesienne rytuały i tzw. cozy autumn aesthetic. To sprawia, że trend można wykorzystać w wielu segmentach rynku kosmetycznego.

Od smaku do zapachu i doświadczenia

Pumpkin spice jest przykładem trendu, w którym granice między kategoriami produktowymi stopniowo się zacierają. Konsument nie kupuje już wyłącznie określonego smaku czy zapachu – sięga po całe doświadczenie związane z konkretną porą roku, nastrojem i stylem życia.

W przypadku pumpkin spice kluczowe znaczenie mają skojarzenia z ciepłem i przyjemnością. Nuty dyni, kawy, cynamonu, gałki muszkatołowej, wanilii czy karmelu coraz częściej pojawiają się w balsamach do ciała, peelingach, produktach do kąpieli, świecach zapachowych, mgiełkach i perfumach.

To wpisuje się w rozwój szerszego trendu foodie beauty, w którym inspiracją dla kosmetyków stają się produkty spożywcze, napoje i desery. Dla producentów oznacza to możliwość budowania atrakcyjności produktu nie tylko wokół deklarowanych właściwości pielęgnacyjnych, ale również poprzez jego wymiar sensoryczny.

Zapach, konsystencja i skojarzenia wizualne stają się elementami doświadczenia konsumenckiego. Peeling może pachnieć jak deser, balsam przypominać aromat kawiarni, a produkt do kąpieli budować skojarzenie z domowym rytuałem spa. W efekcie kosmetyk zaczyna konkurować nie tylko skutecznością, ale również zdolnością do wywoływania emocji.

Sezonowość jako narzędzie sprzedażowe

Dla biznesu jednym z najważniejszych aspektów trendu pumpkin spice jest jego silny związek z sezonowością. Jesienne kolekcje dają producentom możliwość regularnego odświeżania oferty bez konieczności przebudowy całego portfolio.

Produkty limitowane mogą zwiększać poczucie ograniczonej dostępności i zachęcać konsumentów do szybszego podejmowania decyzji zakupowych. Jednocześnie sezonowe premiery tworzą naturalny pretekst do komunikacji marketingowej oraz ekspozycji produktów zarówno w handlu tradycyjnym, jak i e-commerce.

Pumpkin spice może być przy tym wykorzystywane nie tylko jako nazwa pojedynczego produktu. Marki mogą budować wokół tego motywu całe jesienne kolekcje obejmujące kilka kategorii: żel pod prysznic, peeling, balsam, mgiełkę do ciała i świecę zapachową. Taki model sprzyja zwiększaniu wartości koszyka poprzez sprzedaż produktów komplementarnych.

Dla producentów kontraktowych trend może natomiast stanowić okazję do przygotowania gotowych koncepcji sezonowych dla marek własnych sieci handlowych. Zamiast oferować wyłącznie pojedynczą formulację, dostawca może zaproponować kompletną platformę produktową obejmującą recepturę, zapach, opakowanie i koncepcję komunikacyjną.

Szansa dla drogerii: gotowy pretekst do cross-sellingu

Trend pumpkin spice może być również interesującym narzędziem dla sieci drogeryjnych. Kluczowe znaczenie ma jednak odejście od klasycznego eksponowania produktów wyłącznie według kategorii.

Jesienna ekspozycja tematyczna może łączyć produkty różnych producentów i segmentów. Obok balsamu o zapachu wanilii i przypraw korzennych mogą znaleźć się perfumy gourmand, paleta cieni w odcieniach miedzi i terakoty, świeca zapachowa oraz produkt do kąpieli. W ten sposób sprzedawca nie promuje pojedynczej kategorii, ale buduje kompletny „jesienny rytuał”.

To potencjalnie zwiększa możliwości cross-sellingu. Konsument, który pierwotnie szuka produktu do pielęgnacji ciała, może zostać zainteresowany także produktem zapachowym lub kosmetykiem kolorowym wpisującym się w tę samą estetykę.

Szczególnie istotny może być potencjał sprzedaży online. W e-commerce trend można wykorzystać do tworzenia landing page’y sezonowych, kategorii tematycznych oraz gotowych zestawów produktowych. Zamiast prezentować klientowi kilkaset balsamów czy perfum, detalista może stworzyć selekcję produktów pod hasłami „cozy autumn”, „pumpkin spice mood” czy „jesienne rytuały beauty”.

Dla drogerii oznacza to również możliwość wykorzystania treści edukacyjnych i inspiracyjnych. Artykuły, krótkie materiały wideo czy instrukcje tworzenia Pumpkin Spice Latte Makeup mogą generować ruch i jednocześnie prowadzić bezpośrednio do kart konkretnych produktów.

Pumpkin spice także w makijażu

Wpływ trendu widoczny jest również w segmencie kosmetyków kolorowych. Tzw. Pumpkin Spice Latte Makeup opiera się na palecie ciepłych odcieni kojarzonych z jesienią – pomarańczach, terakocie, brązach, miedzi i złocie.

Trend wykorzystuje przede wszystkim produkty umożliwiające budowanie efektu rozświetlonej, ciepłej cery: bronzery, róże w odcieniach brzoskwiniowych i ceglastych, metaliczne cienie do powiek oraz błyszczyki w kolorach karmelu i nude.

W tym przypadku pumpkin spice nie oznacza konkretnego składnika czy technologii. Funkcjonuje jako punkt odniesienia dla całej palety kolorystycznej i określonego typu makijażu. Dla producentów jest to o tyle korzystne, że trend można wykorzystać bez konieczności opracowywania zupełnie nowych produktów. Często wystarczające może być stworzenie sezonowej komunikacji lub zestawienia istniejących SKU w nowy sposób.

To istotna wskazówka również dla detalistów. Wykorzystanie trendu nie musi oznaczać oczekiwania na premierę kolejnej limitowanej kolekcji. Drogeria może stworzyć własną kurację produktową lub ekspozycję tematyczną z produktów, które już posiada w asortymencie.

Dynia jako składnik i storytelling

Trend pumpkin spice ma również wymiar składnikowy. Sama dynia oraz pozyskiwany z jej pestek olej są wykorzystywane w kosmetyce ze względu na zawartość lipidów, witamin i związków antyoksydacyjnych.

Ekstrakty z dyni zawierają m.in. witaminy A, C i E, a także minerały i związki o potencjale antyoksydacyjnym. Z kolei olej z pestek dyni jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych i może być stosowany w formulacjach przeznaczonych do pielęgnacji skóry suchej.

Z perspektywy marketingowej daje to markom możliwość połączenia dwóch warstw komunikacji. Pierwszą jest przyjemność sensoryczna związana z zapachem i estetyką produktu, drugą – storytelling dotyczący rzeczywistego wykorzystania surowca roślinnego.

Warto jednak rozdzielać te dwa aspekty. Nie każdy kosmetyk pachnący pumpkin spice zawiera ekstrakt z dyni, a inspiracja zapachem nie powinna być automatycznie przedstawiana jako właściwość pielęgnacyjna. Dla marek, zwłaszcza w coraz bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym dotyczącym komunikacji produktowej, transparentne rozróżnienie między inspiracją sensoryczną a działaniem składników może mieć coraz większe znaczenie.

Od kultowego napoju do perfum

Najbardziej wyraźnym przykładem ekspansji pumpkin spice poza kategorię żywności jest wejście tego motywu do perfumerii. W 2025 roku Starbucks Romania wprowadził EAU de PSL, określane jako pierwsza na świecie woda perfumowana inspirowana kultowym Pumpkin Spice Latte.

Kompozycja unisex została zbudowana wokół nut kawy, liści herbaty i słodzonego mleka skondensowanego. W sercu zapachu pojawiają się cynamon, gałka muszkatołowa i akord waty cukrowej, natomiast bazę tworzą wanilia, fasola tonka i piżmo.

Ten przykład pokazuje, jak daleko może sięgać komercyjny potencjał rozpoznawalnego produktu spożywczego. Pumpkin spice latte przestało funkcjonować wyłącznie jako smak – stało się kodem kulturowym, który można przełożyć na zapach, kolor, opakowanie i całe doświadczenie konsumenckie. Na portalu Fragrantica znajduje się obecnie, bagatela, ok. 200 zapachów z wariantami nuty dyni i dyniowego ciasta.

Trend, który może wyjść poza jedną jesień

Dla branży kosmetycznej pumpkin spice jest interesującym studium przypadku szerszego zjawiska. Konsumenci coraz częściej poszukują produktów, które pozwalają im celebrować codzienne rytuały i tworzyć określony nastrój. W tym modelu kosmetyk ma być nie tylko funkcjonalny, ale również sensoryczny i emocjonalny.

Największą szansę na wykorzystanie tego trendu mają marki, które nie ograniczą się do umieszczenia dyni na etykiecie. Potencjał biznesowy tkwi w budowaniu spójnego doświadczenia – od zapachu i konsystencji, przez opakowanie, aż po sposób prezentacji produktu w punkcie sprzedaży.

Dla drogerii oznacza to możliwość tworzenia sezonowych kategorii zakupowych i zwiększania sprzedaży produktów komplementarnych. Dla producentów – okazję do testowania limitowanych serii i szybszego reagowania na trendy. Z kolei dla marek własnych może to być stosunkowo prosty sposób na wprowadzenie do oferty produktu o wyraźnym, sezonowym pozycjonowaniu.

Dane Yelp, wskazujące na wzrost wyszukiwań „pumpkin spice latte” o 301 proc. oraz „pumpkin latte” o 256 proc. rok do roku, pokazują, że zainteresowanie kulturowym fenomenem PSL nie słabnie. Dla sektora beauty kluczowe pytanie nie brzmi więc już, czy trend inspirowany jedzeniem może sprzedawać kosmetyki. Coraz ważniejsze staje się to, które marki i detaliści potrafią najszybciej przełożyć sezonowe emocje konsumentów na konkretną ofertę, ekspozycję i doświadczenie zakupowe.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
11. wrzesień 2026 12:08