StoryEditor
Rynek i trendy
04.02.2016 00:00

Naszym celem jest uratowanie spółki

Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja S.A. przejmuje zarządzanie spółką Dayli. Drogerie zostaną otwarte za kilka dni. Ruszą sklepy tylko w najbardziej dochodowych lokalizacjach. Postępowanie sanacyjne, jakim została objęta spółka, daje szansę wierzycielom, że odzyskają przynajmniej część należności. Na pieniądze poczekają jednak przynajmniej rok.

Mateusz Medyński, przewodniczący Rady Nadzorczej Zimmerman i doradca restrukturyzacyjny, dla „Wiadomości Kosmetycznych” o dalszych losach Dayli.

Jakie uprawnienia jako zarządca Dayli dostała firma Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja, którą Pan reprezentuje?

Przejęliśmy zarząd nad całością majątku. Współpracujemy z właścicielem i prezesem spółki, ale od 1 lutego 2016 r. to my nią faktycznie kierujemy. Wszystkie pełnomocnictwa zarządu spółki wygasły. Nie może on nic realnie obiecać kontrahentom czy wierzycielom. Dopóki będzie trwało postępowanie sanacyjne, dotychczasowy zarząd nie ma wpływu na funkcjonowanie spółki, bowiem te uprawnienia przysługują zarządcy.

Dopóki będzie trwało postępowanie sanacyjne, dotychczasowy zarząd nie ma wpływu na funkcjonowanie spółki. Nie może on nic realnie obiecać kontrahentom czy wierzycielom.

Jaki jest cel postępowania sanacyjnego, którym zostało objęte Dayli?

Jako zarządca spółki musimy dokonać restrukturyzacji, czyli przywrócić firmie zdolność do normalnego działania na rynku. Równocześnie musimy przygotować propozycje układowe, czyli sposób zaspokojenia roszczeń wierzycieli spółki oraz plan restrukturyzacji czyli sposób na poprawę funkcjonowania spółki. Wszystko, co będziemy robić, będzie miało na celu poprawę wydajności Dayli.

Kiedy zostaną otwarte sklepy?

Zakładamy, że nie dłużej niż za parę dni. Chcielibyśmy otworzyć je jak najszybciej, na tym opiera się sens działania Dayli. Sklepy są najważniejszym i najbardziej wartościowym składnikiem majątku spółki. Muszą wygenerować obrót, żeby spółka mogła spłacić wierzycieli.

Dlaczego więc zostały zamknięte? I to pod koniec grudnia, w okresie żniw dla handlu.

Głównym powodem przestoju jest to, że w wyniku działalności komorników i niektórych wierzycieli następowały zajęcia placówek. W momencie otwarcia postępowania sanacyjnego wszystkie postępowania egzekucyjne, które toczyły się w stosunku do spółki, zostały zawieszone z mocy prawa. Chwilę nam teraz zajmie zanim odzyskamy kontrolę nad całością majątku, ale nie boimy się już, że działalność spółki będzie przerywana dalszymi działaniami komorników. Będzie można sklepy otworzyć i prowadzić w nich działalność.

Czy drogerie są na tyle zatowarowane, żeby mogły ruszyć?

Część tak.

Czy zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zarządu Dayli na rynku pozostanie tylko około 100 drogerii?

Wszystko będzie podlegało weryfikacji, gdy będziemy mieli pełnię wiedzy na temat stanu finansowego spółki. Na razie propozycja restrukturyzacyjna jest taka, żeby się ograniczyć do około 100 sklepów w najbardziej dochodowych lokalizacjach. Nie chodzi o prestiż, a o rachunek ekonomiczny.

Cześć pracowników sklepów już odeszła, niektórzy, zatrudnieni na zasadzie outsourcingu przez agencję Work Service zostali zwolnieni, pozostali martwią się co dalej z nimi będzie.

Faktycznie, około połowa pracowników była zatrudniona przez zewnętrzną firmę Work Service, która przystąpiła już do zwolnień. W tych sklepach, które pozostaną na rynku pracownicy będą teraz zatrudniani już przez samą spółkę Dayli. W placówkach, które zostaną wytypowane do otwarcia nie ma planu redukcji zatrudnienia. Tam pracownicy są niezbędni, jak będzie brakowało personelu, spółka będzie zatrudniać dodatkowe osoby. Wcześniej jednak musimy mieć odblokowane konto spółki i pełnię wiedzy, ile sklepów uda się nam otworzyć, ponieważ nie tylko dostawcy stracili cierpliwość, ale i wynajmujący lokale, co w obecnej sytuacji jest w pełni zrozumiałe. Spółka jednak nadal ma możliwość prowadzenia działalności i lokalizacje będą nam do tego niezbędne. Rozpoczynamy negocjacje z właścicielami lokali, żeby utrzymać lokalizacje, na których nam zależy.

Czy dostawcy i właściciele lokali dostaną pieniądze za zaległe faktury?

Procedura postępowania sanacyjnego jest mocno uregulowana. Zaległych pieniędzy nie możemy zapłacić inaczej niż poprzez układ, co zajmie trochę czasu. Mamy na to 12 miesięcy. Natomiast nowe faktury muszą być opłacane przez spółkę na bieżąco, Dayli musi być w stanie regulować wszystkie zobowiązania wobec pracowników, ZUS-u, dostawców towarów, właścicieli lokali itd. Inaczej nie przejdzie przez postępowanie restrukturyzacyjne, zostanie ono umorzone. Zarządca za to ręczy głową. Sąd będzie nas z tego rozliczał.

W ciągu 12 miesięcy musimy stanąć na nogi, płacić bieżące zobowiązania i zaproponować układ, który będzie możliwy do wykonania przez spółkę i akceptowalny dla wierzycieli.

Wspomniał Pan o 12 miesiącach, czy to jest czas na uregulowanie zaległości, czy rozpoznanie sytuacji w spółce?

W ciągu 12 miesięcy musimy stanąć na nogi, płacić bieżące zobowiązania i zaproponować układ, który będzie możliwy do wykonania przez spółkę i akceptowalny dla wierzycieli. Ten czas jest nam potrzebny na dokładne zapoznanie się ze stanem spółki, bo nie możemy obiecywać czegoś, czego nie będziemy w stanie zrealizować. Po 12 miesiącach wszyscy wierzyciele przystąpią do głosowania nad przygotowanymi przez nas propozycjami spłat zaległości. Mogą się na nie zgodzić lub nie.

Co z pracownikami, wobec których Dali ma ewentualnie zaległe zobowiązania?

Pracownicy są wyłączeni z układu sanacyjnego, z nimi będziemy regulować sprawy niezależnie od postępowania. W ramach Dayli nadal działa firma, która zajmuje się rozliczeniami z pracownikami, więc mamy odpowiednie służby. Generalnie jednak wszystkie informacje dotyczące spółki, również od osób i firm wobec których ma zaległości, powinny być kierowane do nas.

Zadłużenie Dayli to ponad 60 mln zł.

Jakie jest zadłużenie Dayli?

Według zgłoszenia i dokumentacji przedstawionej przez spółkę, jest to ponad 60 mln zł. Ale wśród tych zobowiązań są także długi w stosunku do spółek powiązanych, które nie będą się liczyć, bo spółka sama sobie nie będzie ich spłacać. Największym wierzycielem jest bank ING, ale posiada zabezpieczenie na majątku – zapasie towarów. Wiemy jednak, że najwartościowszym składnikiem majątku spółki nie są zapasy, tylko funkcjonujące przedsiębiorstwo, więc bank na szczęście wspiera spółkę w wysiłkach restrukturyzacyjnych i rozumie trudną sytuację, w której się znalazła.

 Przedsiębiorstwo i model biznesowy są solidne. Wydaje nam się, że utrzymanie sklepów w tych 100 lokalizacjach daje szansę na uratowanie spółki.

Jakie są Pana zdaniem, osoby doświadczonej w realizacji procesów restrukturyzacyjnych, realne szanse na postawienie Dayli na nogi?

Wydaje nam się, że utrzymanie sklepów w tych 100 lokalizacjach daje szansę na uratowanie spółki. Na podstawie wiedzy, którą dysponujemy dzisiaj – opieramy się na tym, co otrzymaliśmy od zarządu, czyli zakładamy, że prognozy mogą być bardziej optymistyczne niż rzeczywistość – uważamy, że przedsiębiorstwo i model biznesowy są solidne. To jest podstawa, która pozwala założyć, że jak się należycie zatowaruje te sklepy, to będą one przynosiły określone dochody. Wydaje nam się, że sytuacja jest do opanowania, choć jak wiadomo spółka od jakiegoś czasu jest niewypłacalna. Wszczęlibyśmy postępowanie sanacyjne wcześniej, gdyby nie to, że ustawa weszła w życie 1 stycznia. Spółka złożyła wniosek do sądu w pierwszym dopuszczalnym dniu roboczym obowiązywania nowych przepisów. To jest prawdopodobnie pierwsze postępowanie sanacyjne w kraju.

Jeżeli nie będziemy widzieli szansy na uratowanie spółki lub nie uda nam się przywrócić jej do pilnej wypłacalności nie będziemy mieli innej możliwości, jak tylko umorzyć postępowanie. Przepisy nie pozwalają zarządcom przedłużać działań ze szkodą dla wierzycieli, nie ma możliwości wieloletniego ciągnięcia postępowań, został przysłowiowy wóz albo przewóz.

Czy jest to rozwiązanie korzystne dla wierzycieli?

W tym wypadku jak najbardziej, bo spółka nie ma majątku, który by pozwolił na prowadzenie postępowania upadłościowego, tak żeby wierzyciele dostali jakiekolwiek znaczące kwoty. Jedyna wartość tej spółki jest w tym, że posiada sklepy, które mogą generować zysk. Więc jedyną szansą dla wierzycieli, którzy nie mają rzeczowego zabezpieczenia, czyli dla większości, jest to, że pozwolą Dayli działać pod czujnym okiem rady wierzycieli i sędziego komisarza. Trzeba podkreślić, że wierzyciele mają teraz więcej do powiedzenia w toku postępowania. Zarządca nie jest odpowiednikiem syndyka, który de facto mógł robić co chciał. Zarządca musi cały czas spowiadać się ze swoich działań radzie wierzycieli i sędziemu komisarzowi. Jeśli wierzycielom nie spodoba się to co robi, mogą go wymienić. Jesteśmy rozliczani pod kątem skuteczności postępowania. I naszym celem jest uratowanie spółki. Jeżeli nie będziemy widzieli szansy na uratowanie spółki lub nie uda nam się przywrócić jej do pilnej wypłacalności nie będziemy mieli innej możliwości jak tylko umorzyć postępowanie. Przepisy nie pozwalają zarządcom przedłużać działań ze szkodą dla wierzycieli, nie ma możliwości wieloletniego ciągnięcia postępowań, został przysłowiowy wóz albo przewóz.

Kiedy powinna się ukonstytuować rada wierzycieli?

Decyduje o tym sędzia komisarz. Może powołać radę samodzielnie albo na wniosek dłużnika, co najmniej 3 wierzycieli lub wierzycieli mających łącznie 20% ogółu sumy wierzytelności. Ponadto każdy wierzyciel lub wierzyciele dysponujący wierzytelnością kwotową 20 proc. lub więcej ogółu kwoty wierzytelności może wskazać jednego członka rady wierzycieli.

Licząc od 1 lutego mamy teraz miesiąc, aby rozejrzeć się w spółce, sprawdzić jej funkcjonowanie, zrobić spis majątku, sprawdzić ile jest w stanie zarobić i zaproponować ostateczny plan restrukturyzacyjny, czyli powiedzieć, co się da zrobić, żeby mogła stanąć na nogi w ciągu 12 miesięcy. Ze wszystkimi wierzycielami spotkamy się za rok, podczas głosowania nad planem spłaty zadłużenia. Kontakt z wierzycielami odbywać się będzie poprzez obwieszczenia i ogłoszenia w monitorze sądowym i gospodarczym. Komunikowane będzie wszystko to, co powinno według ustawy. My, jako zarządca również jesteśmy do dyspozycji wierzycieli, bo jesteśmy powołani przede wszystkim do tego, żeby zabezpieczyć ich interesy. Zachęcamy do dosyłania bezpośrednio do nas dokumentacji związanej ze współpracą z Dayli.


Rozmawiała Katarzyna Bochner

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.09.2026 11:43
Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?
Wiadomości Kosmetyczne

Pumpkin spice latte od dawna nie jest już wyłącznie sezonowym napojem. Popularność charakterystycznej mieszanki dyni, kawy, wanilii i korzennych przypraw napędza dziś sprzedaż produktów z wielu kategorii – od żywności i świec po perfumy, pielęgnację i makijaż. Dane z USA pokazują, że zainteresowanie trendem rośnie, a branża kosmetyczna coraz skuteczniej wykorzystuje jego potencjał. Dla marek i sieci handlowych pumpkin spice może być nie tylko sezonową inspiracją produktową, ale również narzędziem zwiększania sprzedaży poprzez limitowane kolekcje, cross-selling i budowanie doświadczeń zakupowych.

Jesień tradycyjnie przynosi powrót produktów limitowanych, sezonowych zapachów i ciepłych, gourmandowych kompozycji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tego zjawiska pozostaje pumpkin spice latte (PSL). Napój, który zadebiutował w amerykańskich kawiarniach Starbucks w 2003 roku, przez ponad dwie dekady przekształcił się z produktu sezonowego w pełnoprawny fenomen kulturowy.

Skala zainteresowania widoczna jest w danych dotyczących zachowań konsumentów. Według platformy Yelp, w lipcu wyszukiwania frazy „pumpkin spice latte” wzrosły o 301 proc. rok do roku, a zapytania o „pumpkin latte” zwiększyły się o 256 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Rosnący apetyt na jesienne produkty sezonowe nie ogranicza się jednak do gastronomii. Tensam mechanizm coraz wyraźniej wykorzystują producenci kosmetyków, perfum i artykułów gospodarstwa domowego.

image
Wyniki wyszukiwania "pumpkin spice"
Google Trends

Dla branży beauty szczególnie istotne jest to, że pumpkin spice przestało oznaczać konkretny smak. Dziś jest raczej skrótem myślowym opisującym całą estetykę: ciepło, komfort, słodkie gourmandowe aromaty, jesienne rytuały i tzw. cozy autumn aesthetic. To sprawia, że trend można wykorzystać w wielu segmentach rynku kosmetycznego.

Od smaku do zapachu i doświadczenia

Pumpkin spice jest przykładem trendu, w którym granice między kategoriami produktowymi stopniowo się zacierają. Konsument nie kupuje już wyłącznie określonego smaku czy zapachu – sięga po całe doświadczenie związane z konkretną porą roku, nastrojem i stylem życia.

W przypadku pumpkin spice kluczowe znaczenie mają skojarzenia z ciepłem i przyjemnością. Nuty dyni, kawy, cynamonu, gałki muszkatołowej, wanilii czy karmelu coraz częściej pojawiają się w balsamach do ciała, peelingach, produktach do kąpieli, świecach zapachowych, mgiełkach i perfumach.

To wpisuje się w rozwój szerszego trendu foodie beauty, w którym inspiracją dla kosmetyków stają się produkty spożywcze, napoje i desery. Dla producentów oznacza to możliwość budowania atrakcyjności produktu nie tylko wokół deklarowanych właściwości pielęgnacyjnych, ale również poprzez jego wymiar sensoryczny.

Zapach, konsystencja i skojarzenia wizualne stają się elementami doświadczenia konsumenckiego. Peeling może pachnieć jak deser, balsam przypominać aromat kawiarni, a produkt do kąpieli budować skojarzenie z domowym rytuałem spa. W efekcie kosmetyk zaczyna konkurować nie tylko skutecznością, ale również zdolnością do wywoływania emocji.

Sezonowość jako narzędzie sprzedażowe

Dla biznesu jednym z najważniejszych aspektów trendu pumpkin spice jest jego silny związek z sezonowością. Jesienne kolekcje dają producentom możliwość regularnego odświeżania oferty bez konieczności przebudowy całego portfolio.

Produkty limitowane mogą zwiększać poczucie ograniczonej dostępności i zachęcać konsumentów do szybszego podejmowania decyzji zakupowych. Jednocześnie sezonowe premiery tworzą naturalny pretekst do komunikacji marketingowej oraz ekspozycji produktów zarówno w handlu tradycyjnym, jak i e-commerce.

Pumpkin spice może być przy tym wykorzystywane nie tylko jako nazwa pojedynczego produktu. Marki mogą budować wokół tego motywu całe jesienne kolekcje obejmujące kilka kategorii: żel pod prysznic, peeling, balsam, mgiełkę do ciała i świecę zapachową. Taki model sprzyja zwiększaniu wartości koszyka poprzez sprzedaż produktów komplementarnych.

Dla producentów kontraktowych trend może natomiast stanowić okazję do przygotowania gotowych koncepcji sezonowych dla marek własnych sieci handlowych. Zamiast oferować wyłącznie pojedynczą formulację, dostawca może zaproponować kompletną platformę produktową obejmującą recepturę, zapach, opakowanie i koncepcję komunikacyjną.

Szansa dla drogerii: gotowy pretekst do cross-sellingu

Trend pumpkin spice może być również interesującym narzędziem dla sieci drogeryjnych. Kluczowe znaczenie ma jednak odejście od klasycznego eksponowania produktów wyłącznie według kategorii.

Jesienna ekspozycja tematyczna może łączyć produkty różnych producentów i segmentów. Obok balsamu o zapachu wanilii i przypraw korzennych mogą znaleźć się perfumy gourmand, paleta cieni w odcieniach miedzi i terakoty, świeca zapachowa oraz produkt do kąpieli. W ten sposób sprzedawca nie promuje pojedynczej kategorii, ale buduje kompletny „jesienny rytuał”.

To potencjalnie zwiększa możliwości cross-sellingu. Konsument, który pierwotnie szuka produktu do pielęgnacji ciała, może zostać zainteresowany także produktem zapachowym lub kosmetykiem kolorowym wpisującym się w tę samą estetykę.

Szczególnie istotny może być potencjał sprzedaży online. W e-commerce trend można wykorzystać do tworzenia landing page’y sezonowych, kategorii tematycznych oraz gotowych zestawów produktowych. Zamiast prezentować klientowi kilkaset balsamów czy perfum, detalista może stworzyć selekcję produktów pod hasłami „cozy autumn”, „pumpkin spice mood” czy „jesienne rytuały beauty”.

Dla drogerii oznacza to również możliwość wykorzystania treści edukacyjnych i inspiracyjnych. Artykuły, krótkie materiały wideo czy instrukcje tworzenia Pumpkin Spice Latte Makeup mogą generować ruch i jednocześnie prowadzić bezpośrednio do kart konkretnych produktów.

Pumpkin spice także w makijażu

Wpływ trendu widoczny jest również w segmencie kosmetyków kolorowych. Tzw. Pumpkin Spice Latte Makeup opiera się na palecie ciepłych odcieni kojarzonych z jesienią – pomarańczach, terakocie, brązach, miedzi i złocie.

Trend wykorzystuje przede wszystkim produkty umożliwiające budowanie efektu rozświetlonej, ciepłej cery: bronzery, róże w odcieniach brzoskwiniowych i ceglastych, metaliczne cienie do powiek oraz błyszczyki w kolorach karmelu i nude.

W tym przypadku pumpkin spice nie oznacza konkretnego składnika czy technologii. Funkcjonuje jako punkt odniesienia dla całej palety kolorystycznej i określonego typu makijażu. Dla producentów jest to o tyle korzystne, że trend można wykorzystać bez konieczności opracowywania zupełnie nowych produktów. Często wystarczające może być stworzenie sezonowej komunikacji lub zestawienia istniejących SKU w nowy sposób.

To istotna wskazówka również dla detalistów. Wykorzystanie trendu nie musi oznaczać oczekiwania na premierę kolejnej limitowanej kolekcji. Drogeria może stworzyć własną kurację produktową lub ekspozycję tematyczną z produktów, które już posiada w asortymencie.

Dynia jako składnik i storytelling

Trend pumpkin spice ma również wymiar składnikowy. Sama dynia oraz pozyskiwany z jej pestek olej są wykorzystywane w kosmetyce ze względu na zawartość lipidów, witamin i związków antyoksydacyjnych.

Ekstrakty z dyni zawierają m.in. witaminy A, C i E, a także minerały i związki o potencjale antyoksydacyjnym. Z kolei olej z pestek dyni jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych i może być stosowany w formulacjach przeznaczonych do pielęgnacji skóry suchej.

Z perspektywy marketingowej daje to markom możliwość połączenia dwóch warstw komunikacji. Pierwszą jest przyjemność sensoryczna związana z zapachem i estetyką produktu, drugą – storytelling dotyczący rzeczywistego wykorzystania surowca roślinnego.

Warto jednak rozdzielać te dwa aspekty. Nie każdy kosmetyk pachnący pumpkin spice zawiera ekstrakt z dyni, a inspiracja zapachem nie powinna być automatycznie przedstawiana jako właściwość pielęgnacyjna. Dla marek, zwłaszcza w coraz bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym dotyczącym komunikacji produktowej, transparentne rozróżnienie między inspiracją sensoryczną a działaniem składników może mieć coraz większe znaczenie.

Od kultowego napoju do perfum

Najbardziej wyraźnym przykładem ekspansji pumpkin spice poza kategorię żywności jest wejście tego motywu do perfumerii. W 2025 roku Starbucks Romania wprowadził EAU de PSL, określane jako pierwsza na świecie woda perfumowana inspirowana kultowym Pumpkin Spice Latte.

Kompozycja unisex została zbudowana wokół nut kawy, liści herbaty i słodzonego mleka skondensowanego. W sercu zapachu pojawiają się cynamon, gałka muszkatołowa i akord waty cukrowej, natomiast bazę tworzą wanilia, fasola tonka i piżmo.

Ten przykład pokazuje, jak daleko może sięgać komercyjny potencjał rozpoznawalnego produktu spożywczego. Pumpkin spice latte przestało funkcjonować wyłącznie jako smak – stało się kodem kulturowym, który można przełożyć na zapach, kolor, opakowanie i całe doświadczenie konsumenckie. Na portalu Fragrantica znajduje się obecnie, bagatela, ok. 200 zapachów z wariantami nuty dyni i dyniowego ciasta.

Trend, który może wyjść poza jedną jesień

Dla branży kosmetycznej pumpkin spice jest interesującym studium przypadku szerszego zjawiska. Konsumenci coraz częściej poszukują produktów, które pozwalają im celebrować codzienne rytuały i tworzyć określony nastrój. W tym modelu kosmetyk ma być nie tylko funkcjonalny, ale również sensoryczny i emocjonalny.

Największą szansę na wykorzystanie tego trendu mają marki, które nie ograniczą się do umieszczenia dyni na etykiecie. Potencjał biznesowy tkwi w budowaniu spójnego doświadczenia – od zapachu i konsystencji, przez opakowanie, aż po sposób prezentacji produktu w punkcie sprzedaży.

Dla drogerii oznacza to możliwość tworzenia sezonowych kategorii zakupowych i zwiększania sprzedaży produktów komplementarnych. Dla producentów – okazję do testowania limitowanych serii i szybszego reagowania na trendy. Z kolei dla marek własnych może to być stosunkowo prosty sposób na wprowadzenie do oferty produktu o wyraźnym, sezonowym pozycjonowaniu.

Dane Yelp, wskazujące na wzrost wyszukiwań „pumpkin spice latte” o 301 proc. oraz „pumpkin latte” o 256 proc. rok do roku, pokazują, że zainteresowanie kulturowym fenomenem PSL nie słabnie. Dla sektora beauty kluczowe pytanie nie brzmi więc już, czy trend inspirowany jedzeniem może sprzedawać kosmetyki. Coraz ważniejsze staje się to, które marki i detaliści potrafią najszybciej przełożyć sezonowe emocje konsumentów na konkretną ofertę, ekspozycję i doświadczenie zakupowe.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
06.09.2026 23:21
Plastikowe cyrkonie wracają. Viralowy trend na whimsy napędza sprzedaż, ale rodzi pytania o odpady
Influencerki prześcigają się w okryształkowywaniu... wszystkiego.@meredithduxbury

Różowe opakowania, kryształki, plastikowe cyrkonie i maksymalizm zamiast estetyki „clean girl” – w 2026 roku branża beauty obserwuje kolejną odsłonę nostalgii za estetyką Y2K. Trend bedazzlingu, czyli ozdabiania przedmiotów błyszczącymi aplikacjami, wychodzi poza manicure i trafia na opakowania kosmetyków, lusterka, balsamy do ust i akcesoria. Dane ze sprzedaży pokazują gwałtowny wzrost popytu na kamyczki, choć popularność jednorazowych dekoracji może oznaczać również nowe wyzwania środowiskowe.

Jeszcze kilka lat temu dominującym kodem wizualnym branży beauty był minimalizm. Neutralne kolory, proste opakowania, estetyka „clean girl” i pielęgnacja przedstawiana jako element codziennej optymalizacji stopniowo wypierają jednak bardziej ekspresyjne formy. W 2026 roku coraz wyraźniej widoczny jest zwrot w kierunku maksymalizmu, nostalgii i świadomego dekorowania przedmiotów, które nie musi pełnić żadnej praktycznej funkcji.

Jednym z najbardziej widocznych przejawów tego zjawiska jest bedazzling – ozdabianie przedmiotów plastikowymi kryształkami i cyrkoniami. Błyszczące aplikacje pojawiają się już nie tylko na paznokciach czy ubraniach, ale także na opakowaniach kosmetyków, balsamach do ust, kompaktach, lusterkach, flakonach perfum, etui telefonów i innych przedmiotach codziennego użytku.

Trend wpisuje się w szersze zjawisko określane w internecie mianem „whimsymaxxing”, czyli celowego wprowadzania do codzienności elementów nadmiaru, zabawy i estetycznej bezużyteczności. Dla branży kosmetycznej oznacza to kolejny sygnał, że konsumenci coraz częściej oczekują od produktów nie tylko skuteczności, ale również możliwości wizualnej ekspresji i personalizacji.

Co to jest whimsy?

Młode pokolenia coraz wyraźniej zwracają się ku estetyce określanej jako „whimsy” i idei „whimsical life”, rozumianej jako świadome wprowadzanie do codzienności fantazji, spontaniczności, humoru i drobnych, pozornie niepotrzebnych przyjemności - „cieszmy się z małych rzeczy”. Nie chodzi przy tym o odcięcie się od rzeczywistości, lecz raczej o odpowiedź na funkcjonowanie w świecie naznaczonym presją, niepewnością i kolejnymi kryzysami.

Po okresie dominacji minimalizmu, kultu produktywności i estetyki powagi generacje Z i Alpha coraz chętniej wybierają kolor, ekspresję i zabawę. Trend jest widoczny zarówno w modzie – w postaci pastelowych ubrań, haftowanych aplikacji, nostalgicznych spinek w kształcie motyli czy stylizacji inspirowanych bajkami i vintage – jak i we wnętrzach, gdzie klasyczną funkcjonalność zastępują fantazyjne formy, nietypowe lampy oraz odważne zestawienia wzorów i faktur.

Podobne zjawisko obserwować można w internecie, gdzie popularność zdobywają absurdalne memy oraz estetyki takie jak fairycore czy clowncore, napędzane przede wszystkim przez viralowe treści w mediach społecznościowych.

Kylie Jenner i przyspieszenie trendu

Choć Kylie Jenner nie stworzyła trendu ozdabiania przedmiotów cyrkoniami, jej aktywność w mediach społecznościowych znacząco przyczyniła się do jego popularyzacji. Estetyka „kamyczkowa” była już obecna na TikToku i Instagramie wraz z powrotem stylu Y2K, kryształowych zdobień paznokci oraz trendu DIY. Wiosną 2026 roku media beauty wskazywały manicure z cyrkoniami jako jeden z rosnących trendów, a sama Jenner prezentowała podobne stylizacje m.in. podczas Coachelli.

Momentem szczególnego przyspieszenia była jednak jej 29. impreza urodzinowa. Utrzymana w różowej, księżniczkowej estetyce oprawa wydarzenia obejmowała tiary, pióra i torty pokryte kolorowymi cyrkoniami. Kluczowe z punktu widzenia mechaniki trendu okazało się to, że estetykę można było stosunkowo łatwo i tanio skopiować.

Kylie Jenner pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci na styku celebrity, mediów społecznościowych i biznesu kosmetycznego. Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 380 mln użytkowników, a równolegle prowadzi własny biznes beauty. W przypadku trendu bedazzlingu istotna jest jednak przede wszystkim niska bariera wejścia – konsument nie musi kupować luksusowego produktu, aby uczestniczyć w estetyce promowanej przez celebrytkę. Wystarczy niedroga paczka samoprzylepnych kryształków.

Prawie 300 tys. sztuk miesięcznie

Skalę rosnącego zainteresowania pokazują dane sprzedażowe. ASINSIGHT, firma monitorująca sprzedaż na amerykańskim Amazonie, szacuje, że 50 najpopularniejszych ofert związanych z hasłem „rhinestones” sprzedało w lipcu 2026 roku łącznie około 296,3 tys. sztuk. Dla porównania, w sierpniu 2025 roku było to 87,5 tys. sztuk.

Oznacza to wzrost o około 239 proc. w porównaniu z poziomem odnotowanym rok wcześniej.

Podobną dynamikę widać w kategorii „bedazzling”. W lipcu 2026 roku sprzedaż 50 najpopularniejszych ofert związanych z tym hasłem wyniosła około 294,3 tys. sztuk, podczas gdy w sierpniu 2025 roku było to 64,4 tys. sztuk. To wzrost rzędu 357 proc.

Dane te pokazują, że trend przestał być wyłącznie niszową estetyką funkcjonującą w mediach społecznościowych. Cyrkonie i zestawy do samodzielnego dekorowania stają się produktem masowym, a ich zastosowanie coraz częściej przenika do kategorii związanych z kosmetykami i akcesoriami beauty.

Dla producentów oznacza to potencjał rozwoju produktów bazujących na personalizacji. Konsument może kupić identyczny kosmetyk jak tysiące innych osób, ale poprzez samodzielne ozdobienie opakowania nadać mu indywidualny charakter. To odpowiada jednemu z istotnych napięć współczesnej konsumpcji – potrzebie jednoczesnego przynależenia do trendu i wyróżnienia się w jego ramach.

Od „clean girl” do estetyki nadmiaru

Popularność bedazzlingu można również interpretować jako reakcję na wieloletnią dominację minimalizmu. W ostatnich latach branża beauty intensywnie promowała uproszczone rutyny, naturalność, neutralną kolorystykę oraz wizerunek konsumenta, który świadomie optymalizuje każdy element swojej pielęgnacji.

Obecny zwrot idzie w przeciwnym kierunku. Maksymalizm nie musi być funkcjonalny, a dekoracja nie wymaga uzasadnienia. W tym sensie „whimsymaxxing” jest kontynuacją wcześniejszych cykli kulturowych – od kolorowego maksymalizmu lat 90., przez estetykę Y2K, po kryształowe zdobienia charakterystyczne dla popkultury początku XXI wieku.

Dla sektora kosmetycznego jest to kolejny dowód na skracanie cykli trendowych przez media społecznościowe. Estetyka nie musi już przechodzić tradycyjnej drogi od projektantów i magazynów modowych do masowego odbiorcy. Wystarczy kilka wiralowych publikacji, aktywność dużego influencera oraz produkt dostępny w niskiej cenie, aby trend w krótkim czasie przełożył się na realny popyt.

Plastikowy koszt błyszczącego trendu

Wzrost popularności cyrkonii rodzi jednak pytania o środowiskowy koszt tej formy konsumpcji. Plastikowe cyrkonie i dekoracyjne kryształki są zwykle niewielkie, trudne do odzyskania i recyklingu. W przeciwieństwie do płaskich naklejek trójwymiarowe elementy mogą odklejać się w wyniku tarcia, kontaktu z wodą lub codziennego użytkowania.

image
Twitter

Pojedyncze elementy łatwo trafiają do odpadów lub kanalizacji, a ich niewielki rozmiar praktycznie uniemożliwia skuteczne odzyskanie. Problem wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą drobnych elementów plastikowych przedostających się do środowiska. Amerykańska National Oceanic and Atmospheric Administration wskazuje, że ponad 700 gatunków zwierząt udokumentowano jako organizmy, które połknęły plastik, co może prowadzić m.in. do blokad i obrażeń wewnętrznych.

W przypadku branży beauty pytanie dotyczy również trwałości trendu. Estetyka oparta na ciągłym dekorowaniu nowych przedmiotów może napędzać dodatkową konsumpcję: nowe kryształki do nowego kubka, opakowania kosmetyku czy akcesorium. Szczególnie problematyczne są dekoracje tworzone wyłącznie na potrzeby pojedynczego zdjęcia lub filmu publikowanego w mediach społecznościowych.

Dla marek kosmetycznych bedazzling jest więc jednocześnie sygnałem rosnącego znaczenia personalizacji i ostrzeżeniem przed kolejną falą jednorazowej konsumpcji. Dane sprzedażowe pokazują wyraźnie, że konsumenci są gotowi kupować produkty umożliwiające szybkie uczestnictwo w trendzie. Długofalowym wyzwaniem pozostaje jednak znalezienie form personalizacji, które pozwolą połączyć efekt wizualny z trwałością i ograniczeniem ilości odpadów.

Błyszcząca estetyka może być jednym z symboli beauty w 2026 roku, ale dla branży istotniejsze od samego trendu pozostaje pytanie, jak długo konsumenci będą chcieli kupować dekoracje, które równie szybko jak pojawiają się w ich mediach społecznościowych, znikają później w koszu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. wrzesień 2026 22:46