StoryEditor
Rynek i trendy
03.08.2026 10:19

Od „Sephora Kids” do smart beauty. Gen Alpha już kupuje. Marki i drogerie muszą mówić „tego produktu nie potrzebujesz”

TikTok napędza skincare dla dzieci. / Shutterstock

Pokolenie Alfa już wpływa na sprzedaż kosmetyków, ale kolejny etap walki o tę grupę nie będzie polegał na mnożeniu produktów. Wygrają marki i drogerie, które uproszczą pielęgnację, będą rekomendowały ostrożność korzystania z podpowiedzi AI i pomogą rodzicom odróżnić potrzebę od trendu.

Gen Alpha nie jest już wyłącznie przyszłym konsumentem beauty. Najstarsi przedstawiciele tego pokolenia mają w 2026 r. około 16 lat, młodsi dopiero zaczynają szkołę, a wszyscy funkcjonują w środowisku, w którym rutyna pielęgnacyjna może dotrzeć do nich wcześniej niż rzetelna wiedza o skórze. Dyskusja ekspertów portalu “Global Cosmetics News”, która odbyła się w ramach ostatniego odcinka podcastu “In Conversation With” pokazuje, że branża dochodzi do punktu zwrotnego: pytanie nie brzmi już, jak sprzedać dzieciom i nastolatkom więcej kosmetyków, lecz jak wykorzystać ich zainteresowanie nimi, ale bez podsycania nadmiernej konsumpcji i powodowania problemów zdrowotnych.

Gen Alpha to nie jeden segment

Najważniejsza korekta dotyczy samego sposobu definiowania grupy. Pod wspólną etykietą Gen Alpha mieszczą się dziś małe dzieci, osoby w wieku szkolnym i nastolatki w okresie dojrzewania. Ich potrzeby fizjologiczne, wpływ na koszyk zakupowy rodziny i samodzielność zakupowa są skrajnie różne. W przypadku najmłodszych o wyborze decydują rodzice, a priorytetem jest bezpieczeństwo. U nastolatków rośnie znaczenie skuteczności, zapachu, identyfikacji z marką oraz opinii rówieśników.

To rozróżnienie ma dla producentów praktyczny wymiar. „Młoda skóra” nie może być jedną kategorią formuły produktów ani jedynym komunikatem marketingowym. Innego produktu potrzebuje dziecko bez problemów skórnych, innego nastolatek ze zmianami związanymi z dojrzewaniem, a jeszcze innego osoba z trądzikiem wymagającym konsultacji lekarskiej. 

W panelu portalu “Global Cosmetics News”, Sam Farmer, założyciel Sam Farmer Young Adults Skin Care, marki, która została opracowana specjalnie dla młodej skóry i zmieniających się potrzeb młodszych konsumentów, stawia prostą granicę: o potrzebie pielęgnacji powinno decydować dojrzewanie i stan skóry, nie popularność danego składnika w social mediach.

Najpierw edukacja, potem produkt

To jeden z najmocniejszych i jednocześnie najmniej wygodnych dla rynku wniosków rozmowy. Dzieci i nastolatki nie potrzebują rozbudowanych rytuałów. Podstawą powinny pozostać delikatne oczyszczanie, nawilżanie, ochrona przeciwsłoneczna i umiejętność rozpoznania momentu, w którym problem przestaje być kosmetyczny. Eksperci kwestionują także mechaniczne przenoszenie do młodzieżowych linii składników znanych z pielęgnacji dorosłych tylko dlatego, że ich nazwy dobrze sprzedają produkt.

image

Nie reklama, lecz doświadczenie. Jak Gen Z i Gen Alpha zmieniają rynek beauty?

Dane naukowe pokazują, dlaczego branża nie może ignorować tego wniosku jako kolejnej fali “paniki”.  W badaniu opublikowanym w 2025 r. w czasopiśmie „Pediatrics” przeanalizowano 100 filmów z rutynami pielęgnacyjnymi twórców internetowych z social mediów w wieku od 7 do 18 lat. W przeciętnej rutynie pojawiało się sześć produktów, a jej koszt wynosił średnio 168 dolarów. Tylko 26,2 proc. rutyn dziennych uwzględniało ochronę przeciwsłoneczną. W 25 najpopularniejszych filmach zidentyfikowano średnio 11, a maksymalnie 21 potencjalnie drażniących młodą skórę składników aktywnych. Problemem nie jest więc samo zainteresowanie kosmetykami, lecz skala, kumulacja substancji i brak informowania przez koncerny i firmy kosmetyczne o hierarchii potrzeb nastolatków.

AI — mały błąd, duże ryzyko 

Nowym elementem dyskusji jest sztuczna inteligencja. Dr Tiina Meder, dermatolog i założycielka Meder Beauty, zwraca uwagę, że narzędzia do analizy skóry i rekomendacji kosmetyków nie są projektowane z myślą o skórze dziecięcej. Błędna ocena wieku lub stanu skóry może prowadzić do podpowiadania im składników i kuracji, których młody użytkownik nie tylko nie potrzebuje, ale wręcz sobie szkodzi. W tym ujęciu technologia AI ma sens jako narzędzie edukacyjne, ale staje się ryzykowna, kiedy przyjmuje rolę diagnosty albo automatycznego sprzedawcy np. kolejnego serum (red. sama przyłapałam moją 15-letnią córkę na stosowaniu serum dla skóry dojrzałej, polecone przez AI, ponieważ zawierało m.in. niacynamid i kwas glikolowy).  

Równocześnie nie da się odwrócić nowej ścieżki zakupowej. Amerykańskie badanie „Smart Beauty”, przeprowadzone przez NielsenIQ dla Ulta Beauty (opisywaliśmy je szeroko) wśród 522 przedstawicieli Gen Alpha i 500 rodziców, pokazuje, że 78 proc. młodych konsumentów odkrywa beauty online, ale 77 proc. szuka później potwierdzenia w świecie rzeczywistym — w drogerii czy perfumerii stacjonarnej. Aż 73 proc. korzysta z narzędzi personalizacji. Co istotne, użytkownicy AI częściej niż pozostali odwiedzają sklepy, aby oglądać i testować produkty — 57 wobec 36 proc. Wniosek z badania płynie taki: technologia nie wypiera więc drogerii, ale może zwiększać potrzebę kontaktu z nią.

Badanie ma charakter amerykański i nie powinno być bezpośrednio przenoszone na Polskę, ale pokazuje mechanizm ważny również dla naszego rynku. Rodzice pozostają najbardziej pomocnym źródłem wiedzy o beauty: wskazało ich 41 proc. badanych, wobec 34 proc. dla social mediów. Aż 98 proc. rodziców deklarowało aktywny udział w zakupach kosmetycznych dzieci. Dla retailerów oznacza to, że mają podwójnego odbiorcę: produkt ma zainteresować młodą osobę, ale bezpieczeństwo, skład i sens stosowania muszą być czytelne dla dorosłego.

Polskie dzieci są już w algorytmicznym lejku sprzedażowym

W Polsce nie mamy jeszcze porównywalnego badania zachowań beauty Gen Alpha, ale dysponujemy danymi pokazującymi skalę ich cyfrowej ekspozycji. Według raportu „Internet dzieci 2026” z co najmniej jednego z serwisów: TikTok, Facebook, Instagram lub Snapchat aktywnie korzysta 44 proc. dzieci w wieku 7–12 lat. Dzieci stanowią 8,7 proc. użytkowników internetu, ale generują 11 proc. czasu spędzanego w sieci. To oznacza, że formalne progi wiekowe platform nie odcinają najmłodszych od trendów, rekomendacji i reklamy.

Po drugiej stronie tej ścieżki jest już polski handel. Hebe prowadzi rozbudowaną sekcję „Nastolatki Back To School”, obejmującą m.in. pielęgnację twarzy, makijaż, mgiełki i zapachy, urządzenia oraz suplementy. Rossmann publikuje poradniki dotyczące młodej cery, a w 2026 r. przygotował także ranking koreańskich kosmetyków dla nastolatków. Wiek stał się więc kierunkiem treści oraz merchandisingu.

image

Drogeria przyszłości nie musi rywalizować z AI i TikTokiem. Jak kupuje pokolenie Alfa? Oto nowe drogi wzrostu beauty

Dla polskich sieci to zarówno szansa, jak i odpowiedzialność. Jeżeli drogeria organizuje ofertę wokół młodego odbiorcy, nie może ograniczyć się do etykiety „dla nastolatków”. Potrzebne są selekcja według wieku i realnej potrzeby skóry, czytelne informacje o składnikach aktywnych, ostrzeżenia przed łączeniem produktów, przeszkolony personel oraz ścieżka kierująca do dermatologa, gdy problem ma charakter medyczny — tłumaczą eksperci ii dermatolodzy. 

Regulatorzy zaczynają patrzeć na młodych influencerów

Granica odpowiedzialności przesuwa się także prawnie. W marcu 2026 r. włoski urząd ochrony konkurencji wszczął postępowanie wobec Sephory i Benefit Cosmetics. Regulator bada, czy marki wykorzystywały bardzo młodych influencerów do promowania dzieciom kosmetyków dla dorosłych oraz czy nie pomijały istotnych informacji o przeznaczeniu i środkach ostrożności. Firmy zadeklarowały współpracę i utrzymują, że działają zgodnie z prawem. Sprawa jest ważna dla całej Europy, ponieważ po raz pierwszy tak wyraźnie łączy marketing beauty do nieletnich z ryzykiem kompulsywnej konsumpcji i tzw. cosmeticoreksji.

Równolegle unijny Akt o usługach cyfrowych zakazuje platformom kierowania reklam do dzieci na podstawie profilowania. W Polsce UOKiK od kilku lat egzekwuje obowiązek prawidłowego oznaczania treści reklamowych influencerów. Kolejnym krokiem będzie zapewne dokładniejsze badanie nie tylko tego, czy materiał jest oznaczony jako reklama, lecz także do kogo jest kierowany, kto w nim występuje i czy komunikat nie wykorzystuje niedojrzałości odbiorcy.

„Planet-positive” zaczyna się od mniejszej liczby produktów

W prognozie “Global Cosmetics News: zrównoważone formuły i opakowania mają być jednym z filarów kolejnej fazy beauty dla Gen Alpha. Najbardziej wiarygodna interpretacja tego hasła nie prowadzi jednak do kolejnej tzw. zielonej linii produktowej. Jeżeli branża jednocześnie promuje wieloetapowe rutyny i obiecuje ograniczać wpływ na środowisko, komunikaty te pozostają w konflikcie. Dla młodego konsumenta rozwiązaniem bardziej „planet-positive” może być krótsza rutyna, produkt wielofunkcyjny, mniej opakowań i jasna informacja, czego nie trzeba kupować.

Polski rynek ma warunki, aby wypracować własny model. Jest piątym co do wielkości rynkiem kosmetycznym w Unii Europejskiej. Duża baza producentów, silne sieci drogeryjne i rosnący kanał online dają możliwość stworzenia standardu, w którym bezpieczeństwo młodego konsumenta stanie się elementem przewagi konkurencyjnej, a nie kosztem narzuconym przez regulatora.

Kto wygra walkę o Gen Alpha? Nie same kosmetyki, a edukacja

Nie musi to być marka, która najszybciej przełoży każdy trend z TikToka na premierę. Bardziej perspektywiczny model — na co wskazują eksperci w cytowanym podcaście — opiera się na kilka kompetencjach: projektowaniu produktów dla konkretnego etapu rozwoju skóry, upraszczaniu rutyn pielęgnacyjnych, wiarygodnej edukacji, cyfrowych zabezpieczeniach uwzględniających wiek oraz współpracy z rodzicami, dermatologami i personelem drogerii.

Gen Alpha jest pierwszym pokoleniem, dla którego AI, social commerce i sklep stacjonarny nie są osobnymi kanałami. Rekomendacja może zacząć się w algorytmie, zostać zweryfikowana przez rodzica, przetestowana w drogerii i zakończyć się zakupem online. W tej ścieżce największą wartością marki nie będzie liczba bodźców, lecz zdolność do zatrzymania konsumenta przed niepotrzebnym lub niewłaściwym wyborem. To radykalna zmiana logiki rynku beauty: z maksymalizacji w stronę odpowiedzialnej selekcji. Czyli to firma ma mówić do młodego konsumenta: nie kupuj kolejnego serum, nie potrzebujesz tego czy kolejnego kosmetyku. I budować markę, której zaufają także rodzice.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
04.09.2026 15:56
Sinsay będzie marketplacem. Będzie sprzedawał kosmetyki
Sinsay Plus ma przyciągać klientów częściej niż tylko na zakupy (fot. Shutterstock)Shutterstock

Sinsay otwiera swój e-commerce na zewnętrznych sprzedawców. Jedną z pierwszych rozwijanych kategorii mają być kosmetyki. W 2027 roku oferta platformy ma przekroczyć 100 tys. produktów. Dane Fulfilio pokazują, że decyzja LPP wpisuje się w szerszy trend: chociaż w całym e-commerce znaczenie marketplace’ów lekko słabnie, w segmencie urody i kosmetyków nadal wyraźnie rośnie.

Należący do Grupy LPP Sinsay uruchamia marketplace i po raz pierwszy otwiera swoją platformę sprzedażową na zewnętrznych partnerów. Nowy model ma pozwolić marce poszerzyć asortyment bez ograniczania się do własnych produktów. Wśród kategorii, które mają być rozwijane w pierwszej kolejności, znalazły się kosmetyki, a także zabawki, obuwie, artykuły do domu i akcesoria.

Marketplace Sinsay ma działać w modelu zamkniętym

Oznacza to, że Sinsay będzie wybierać partnerów i kontrolować jakość wprowadzanej oferty. Do platformy mają dołączać zarówno duże marki i producenci, jak i wyspecjalizowani dystrybutorzy oraz sklepy internetowe. Według zapowiedzi spółki liczba dostępnych produktów ma przekroczyć 100 tys. w 2027 roku. Część zamówień ma być wówczas realizowana również z magazynów LPP przez LPP Logistics.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Kosmetyki rosną na marketplace’ach szybciej niż cały e-commerce

Wejście Sinsay w model marketplace jest szczególnie interesujące z perspektywy branży kosmetycznej. Z raportu Fulfilio „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że beauty zachowuje się inaczej niż cały polski e-commerce.

W ujęciu ogólnorynkowym 21 proc. e-sklepów odnotowało w ostatnich 12 miesiącach spadek udziału marketplace’ów w sprzedaży online. Wzrost wskazało 17 proc. badanych, a 62 proc. nie zauważyło istotnych zmian.

W kategorii uroda i kosmetyki proporcje są odwrotne: 27 proc. firm deklaruje wzrost udziału platform sprzedażowych, a tylko 9 proc. jego spadek.

– Branża beauty jest dobrym przykładem kategorii, w której marketplace i własny sklep mogą pełnić różne role. Z naszego raportu „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że w segmencie uroda i kosmetyki tak samo silną pozycję mają Allegro i własne sklepy internetowe – z obu kanałów korzysta po 43% firm z tej kategorii. Beauty wyróżnia się też na tle całego rynku, jeśli spojrzymy na zmianę udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online - mówi Arkadiusz Filipowski, prezes zarządu Fulfilio.

image

Sinsay uruchamia marketplace. Oferta ma przekroczyć 100 tys. produktów

Ogółem 21% e-commerce’ów wskazało, że w ostatnich 12 miesiącach udział platform sprzedażowych w ich sprzedaży online spadł, a 17% mówi o wzroście. - W kategorii uroda i kosmetyki proporcje wyglądają inaczej – 27% firm deklaruje wzrost udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online, a 9% wskazuje spadek. To pokazuje, że w beauty platformy nadal mają przestrzeń do wzrostu dodaje Filipowski. 

Sinsay chce zbudować ekosystem zakupowy

Marketplace ma pomóc przekształcić Sinsay z sieci kojarzonej przede wszystkim z modą w wielokategorialne miejsce zakupów dla całej rodziny. Kosmetyki mogą mieć w tym modelu szczególne znaczenie: są kupowane regularnie, dobrze uzupełniają ofertę modową i lifestylową oraz pozwalają zwiększać częstotliwość kontaktu klienta z platformą.

– Uruchomienie marketplace’u przez Sinsay dobrze wpisuje się w ten trend. Duże marki handlowe coraz częściej chcą budować nie tylko sklep, ale cały ekosystem zakupowy, w którym klient może kupić modę, kosmetyki, akcesoria czy produkty do domu w jednym miejscu. Widać to także szerzej na rynku. Rośnie znaczenie marketplace’ów branżowych i specjalistycznych, np. budowlanych, motoryzacyjnych czy lifestyle’owych – komentuje Arkadiusz Filipowski.

Przykładami takiego kierunku są m.in. platformy marketplace rozwijane przez sieci handlowe, takie jak Castorama czy Kaufland, a wcześniej także projekt VeloMarket, który był pozycjonowany jako marketplace z ofertą zielonych produktów i zdrowego stylu życia.

image

Google się zmienia. Kto wygrywa SEO w e-commerce w 2026 roku?

Dla producentów i dystrybutorów kosmetyków pojawia się zatem kolejny kanał dotarcia do konsumentów – i to do klientów, którzy niekoniecznie rozpoczynają zakupy od poszukiwania kosmetyków. Produkt beauty może zostać dodany do koszyka przy okazji zakupu odzieży, wyposażenia domu, akcesoriów lub produktów dla dzieci.

To jednocześnie kolejny sygnał, że marki modowe, sieci spożywcze i platformy wielokategorialne coraz mocniej konkurują z tradycyjnymi drogeriami oraz perfumeriami o część kosmetycznego koszyka.

Marketplace daje zasięg, własny sklep – dane i lojalność

Rozwój marketplace’ów nie oznacza, że marki kosmetyczne powinny rezygnować z własnego e-commerce. Dane Fulfilio pokazują, że w beauty Allegro i własne sklepy mają dokładnie taki sam zasięg wśród sprzedawców – z obu rozwiązań korzysta po 43 proc. firm z tej kategorii.

Marketplace zapewnia szybki dostęp do dużej grupy klientów i pozwala przetestować popyt bez budowania całej infrastruktury sprzedażowej. Własny sklep daje natomiast większą kontrolę nad marżą, prezentacją produktu, danymi konsumentów oraz komunikacją po zakupie.

image

TOP 10 września 2025: Sinsay buduje marketplace, Perły Rynku 2025 rozdane, Rossmann kłania się młodym

– Dla marek kosmetycznych obecność na takim marketplace może być szansą na dodatkowy zasięg i dotarcie do klienta, który nie szuka wyłącznie kosmetyków, ale kupuje przy okazji inne kategorie. Jednocześnie nie powinno to zastępować własnego sklepu. W beauty bardzo ważne są zaufanie, prezentacja produktu, skład, opinie, obsługa posprzedażowa i powtarzalność zakupów. Dlatego marketplace może wspierać sprzedaż, ale przewagę długoterminową nadal buduje się poprzez własną markę, relację z klientem i dobrze prowadzony kanał własny – podkreśla prezes Fulfilio.

Hybrydowa sprzedaż zamiast uzależnienia od jednej platformy

Z całego badania wynika, że ryzyko uzależnienia sprzedaży od marketplace’ów jest dobrze rozpoznawane przez polskie firmy. Jako średnie ocenia je 77 proc. badanych, jako wysokie – 16 proc., a jako niskie jedynie 7 proc. Tymczasem wśród sprzedawców obecnych na platformach najważniejszym graczem pozostaje Allegro, wskazywane przez 54 proc. firm.

Równolegle rośnie znaczenie własnych sklepów.

image

Paradoks polskiego e-commerce: Allegro daje skalę, ale to własny sklep przynosi największe zyski [RAPORT]

Wzrost ich udziału w sprzedaży internetowej deklaruje 28 proc. firm prowadzących taki kanał, a spadek – 11 proc. Najczęściej wykorzystywanym źródłem ruchu jest e-mail marketing, wskazywany przez 53 proc. respondentów. Ponad połowa sklepów korzysta również z programów lojalnościowych.

W praktyce najbardziej dojrzałym rozwiązaniem staje się model hybrydowy, w którym marketplace odpowiada przede wszystkim za pozyskiwanie nowych klientów i skalowanie sprzedaży, natomiast własny sklep służy budowaniu lojalności, wartości klienta oraz powtarzalności zakupów. Taki model wymaga jednak sprawnego zarządzania cenami, zapasami, dostawami i zwrotami we wszystkich kanałach.

 

Metodyka badania:Badanie „Własny sklep czy marketplace. Strategie sprzedaży e-commerce w Polsce” zostało zlecone przez Fulfilio i przeprowadzone na panelu Ariadna. Wzięło w nim udział 249 przedstawicieli polskich sklepów internetowych odpowiedzialnych za sprzedaż online, rozwój e-commerce, marketplace, marketing lub operacje. Badanie przeprowadzono metodą CAWI w dniach 4–16 marca 2026 roku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Marketing i media
03.09.2026 14:35
Vaseline zostało "Baseline”. Marka podchwyciła viralowy błąd influencerki
Vaseline zmienia nazwę na ”Baseline”. Viralowy żart podbija social mediaShutterstock, Instagram

Koreańska twórczyni internetowa Min Day Lee wymówiła nazwę Vaseline jako "Baseline”. Jej nagranie obejrzały dziesiątki milionów osób. Marka zamiast poprawiać influencerkę, postanowiła wykorzystać żart i sama na chwilę została "Baseline”.

W tym artykule przeczytasz:

  • Vaseline nie poprawiło twórczyni. Dołączyło do żartu
  • Twórczyni została „CEO” Baseline
  • Kiedy marka zamiast walczyć z memem, staje się jego częścią

Media społecznościowe potrafią w kilka godzin zamienić drobny językowy błąd w viral. Tym razem bohaterem takiej historii została Vaseline. Wszystko zaczęło się od koreańskiej twórczyni beauty Min Day Lee, która w jednym ze swoich nagrań pokazywała produkty marki i konsekwentnie wymawiała jej nazwę jako "Baseline”.

Nagranie szybko zaczęło żyć własnym życiem. Według informacji przywoływanych przez Brut, publikacja na Instagramie przekroczyła 38 mln wyświetleń. Internauci zaczęli powtarzać "Baseline”, a marka dostrzegła w tym nie problem, lecz gotowy materiał na własną komunikację.

image

Beauty dla chłopców? Gen Alpha kupuje skincare, perfumy i kosmetyki premium

Vaseline nie poprawiło twórczyni. Dołączyło do żartu

Lee nie próbowała celowo zmieniać nazwy marki. Jej wymowa wynikała z różnic językowych. W języku koreańskim nie występuje natywnie angielska głoska /v/, dlatego w zapożyczeniach z angielskiego może być ona odwzorowywana dźwiękiem bliższym "b”. W efekcie "Vaseline” w jej wymowie zabrzmiało jak "Baseline”.

Internet zrobił z tego jednak żart. Użytkownicy zaczęli komentować nagranie, powtarzać nową wersję nazwy i tworzyć kolejne treści.

 

 

Vaseline postanowiło nie walczyć z tym trendem. Oficjalne konto marki zaczęło angażować się w rozmowę, a następnie marka tymczasowo zmieniła swoją nazwę w mediach społecznościowych na "Baseline”.

To był oczywiście fikcyjny rebranding. Produkty nadal pozostały produktami Vaseline, a nazwa firmy nie została zmieniona. Marka wykorzystała jednak viralową sytuację, aby stworzyć własny żart i pokazać dystans do siebie.

Twórczyni została „CEO” Baseline

Na tym marka nie poprzestała. Min Day Lee została przez Vaseline żartobliwie mianowana "CEO of Baseline” – bez rozmowy rekrutacyjnej i bez konieczności przechodzenia przez korporacyjny proces wyboru nowego szefa.

Cała akcja była oczywiście elementem komunikacji w mediach społecznościowych. Jej siłą było jednak to, że marka nie próbowała przejąć kontroli nad viralem poprzez jego wygaszenie. Zamiast tego weszła w rozmowę prowadzoną przez użytkowników i wykorzystała dokładnie ten element, który wcześniej należał do społeczności.

image

Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki

Kiedy marka zamiast walczyć z memem, staje się jego częścią

Historia "Baseline” jest ciekawym przykładem tego, jak zmieniła się komunikacja marek beauty w social mediach. Tradycyjny model zakładał, że marka powinna kontrolować sposób, w jaki jest przedstawiana, a nietypową wymowę czy błąd należy możliwie szybko skorygować.

W mediach społecznościowych takie podejście nie zawsze jest jednak najlepszym rozwiązaniem. Viral żyje własnym życiem, a próba jego zatrzymania może sprawić, że marka stanie się jego niechcianym bohaterem.

Vaseline zrobiło coś przeciwnego: zaakceptowało żart, podchwyciło język internetu i pozwoliło odbiorcom dalej się nim bawić. Tym samym sytuacja, która mogła pozostać jedynie viralem z udziałem twórczyni, stała się również elementem komunikacji samej marki.

To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy spontaniczny internetowy żart może okazać się dla brandu cenniejszy niż perfekcyjnie zaplanowana kampania. Kluczowe jest jednak wyczucie momentu. W przypadku Vaseline marka nie próbowała stworzyć mema od zera – najpierw pojawił się organiczny viral, a dopiero później marka zdecydowała się do niego dołączyć.

I właśnie ta kolejność może być najciekawszą lekcją z historii "Baseline”.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
05. wrzesień 2026 22:58