StoryEditor
Rynek i trendy
03.02.2021 00:00

Polacy popierają otwieranie biznesów pomimo lockdownu. Jednak większość nie będzie korzystać z ich usług

Blisko 85 proc. Polaków twierdzi, że w czasie lockdownu nie korzystało z usług objętych zakazem. Do tego ponad połowa Polaków nie zamierza w najbliższym czasie odwiedzać miejsc, które zostaną otwarte mimo restrykcji. Jednak niemal siedem na dziesięć osób popiera przedsiębiorców działających wbrew narzuconym ograniczeniom. Co więcej, przeszło 70 proc. jest zdania, że służby nie powinny ich za to karać. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania UCE Research i Syno Poland.

Aż 55,8 proc. badanych Polaków uważa, że rząd podjął złą decyzję w sprawie przedłużenia lockdownu do 14 lutego br. Natomiast 32 proc. jest przeciwnego zdania, a 12,2 proc. nie ma jeszcze wyrobionej opinii.

Według Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE Research, rodacy są mocno zmęczeni obostrzeniami. Ekspert nie jest jednak przekonany, czy ankietowani biorą pod uwagę dramatyczną sytuację przedsiębiorców. Być może większe znaczenie ma własna wygoda i utrata pewnego rodzaju swobody.

Ci, którzy uznali decyzję za błędną, zapewne kierują się informacjami o bardzo negatywnych konsekwencjach lockdownu dla gospodarki. Z jednej strony przedsiębiorcy zaznaczają, że straty wynikające z restrykcji są duże i już wyczerpują możliwości finansowe firm. Z drugiej strony ludzie też nie są zbyt przekonani do argumentów rządu. Uważają bowiem, że otwarcie małych biznesów, np. restauracji czy siłowni, nie wpłynie znacząco na zagrożenie epidemiczne – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Natomiast, jak zaznacza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, Polacy coraz częściej słyszą o zwolnieniach. Zapowiada się, że ruszą one dużą falą od kwietnia. Zdaniem eksperta, ludzie zaczynają się obawiać tego scenariusza, co jest uzasadnione w obecnej sytuacji gospodarczej. A przedłużenie obostrzeń zwiększa wydatnie ryzyko znalezienia się w gronie bezrobotnych.

– Społeczeństwo w pewien sposób nauczyło się już żyć w wirusem i jego konsekwencjami. Z tego też wynika luźniejsze podejście do restrykcji, tym bardziej że od dłuższego czasu liczba zakażeń utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. To oczywiście w pewien sposób też wpływa na myślenie o stosowanych obostrzeniach – dodaje Zych.  

Badanie pokazuje, że 84,8 proc. osób nie skorzystało w trakcie lockdownu z zakazanych form działalności. Mowa tu o np. wizytach w barze, restauracji, hotelu, klubie fitness czy na siłowni bądź na stoku narciarskim. Tylko 13,3 proc. przyznało się do tego, a 1,9 proc. nie pamiętało.

Według mec. Parola, te wyniki świadczą nie tyle o tym, że Polacy boją się wirusa. Widać przede wszystkim brak realnych możliwości korzystania z obiektów użyteczności publicznej. Dopiero teraz zaczynają być otwierane lokale gastronomiczne czy kluby fitness. Wszystko to wynika z braku odpowiedniej pomocy ze strony państwa.

– Taka postawa może być spowodowana strachem przed ewentualnymi karami. Natomiast wśród osób, które przyznały się do tego, że korzystały z zabronionych usług, częściej mamy mężczyzn niż kobiety. Z kolei patrząc na wielkość miast, widać, że najbardziej aktywni pod tym względem byli badani z miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców, od 200 tys. do 499 tys. zamieszkałych osób oraz od 100 tys. do 199 tys. – wskazuje analityk z UCE Research.

Z raportu wynika też, że 52,3 proc. Polaków nie zamierza w najbliższym czasie korzystać z miejsc, które zostały otwarte mimo lockdownu. Z kolei 35,6 proc. twierdzi, że zrobi to, a 12,1 proc. nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Jak zaznacza prof. Gomułka, większość osób nie zdecyduje się na ten krok, ponieważ wcześniej nie korzystały one z tego typu ofert. Dla nich nie jest problemem rezygnacja z takiej wizyty, choć przedsiębiorcy zapewniają o swojej determinacji w zakresie zachowania rygorów zdrowotnych.

– Część badanych nie będzie korzystała z tego typu usług z powodu obaw przed zakażeniem. Ale moim zdaniem, decydujące znaczenie ma sytuacja ekonomiczna. Polacy zdecydowanie boją się o swoją przyszłość. Do tego dochodzi wzrost cen i towarzysząca temu inflacja, która jest mocno zauważalna dla zwykłego Kowalskiego. Ludzie nie mają pieniędzy i widoków na szybką poprawę sytuacji – podkreśla Adrian Parol.

Natomiast Andrzej Głowacki, prezes DGA, jest przekonany, że stopniowo, w reżimie sanitarnym, Polacy zaczną odwiedzać bary, kluby fitness itd. I bez wątpienia prym będą wieść młodzi ludzie. Z kolei osoby po 60. roku życia zapewne zdecydują się na to dopiero po zaszczepieniu się.

– Konsekwencją otwierania tych biznesów będzie to, że służby będą wyjątkowo notorycznie je kontrolowały i konsekwentnie nakładły mandaty, żeby pokazać społeczeństwu, że należy przestrzegać obostrzeń. Co jakiś czas będziemy też słyszeć o wyjątkowo dynamicznych akcjach. One będą miały skłonić ludzi do tego, żeby jednak nie korzystali z tego typu usług – przewiduje Krzysztof Zych.

Zdaniem 67,5 proc. respondentów, przedsiębiorcy mają rację, że mimo zakazu otwierają swoje firmy. Z kolei 18,8 proc. jest przeciwnego zdania, a 13,7 proc. nie ma wyrobionego stanowiska w tej sprawie. Jak przekonuje prezes Głowacki, los mikrofirm i małych przedsiębiorstw jest tragiczny. Świadomi tego są także Polacy, którzy mają zapewnione stałe miesięczne wypłaty. Wynik badania jest wyrazem solidarności.

– Widać duże wsparcie dla przedsiębiorców, ale dobre słowo nie przełoży się na ich dochody. Skoro ponad połowa Polaków nie zamierza ich odwiedzać w tym czasie, to dalej będą stać w miejscu. Do tego służby będą nakładać na nich kary, a to z kolei wiąże się z dalszą walką o swoje prawa w sądach – podkreśla ekspert z UCE Research.

Polacy nie są za karaniem przedsiębiorców. Aż 70,7 proc. ankietowanych uważa, że policja, sanepid itp. instytucje nie powinny bezwzględnie nakładać mandatów na osoby, które mimo zakazu wznowią swoją działalność. Przeciwnego zdania jest 18 proc. badanych, a 11,3 proc. nie ma wyrobionej opinii. Według Andrzeja Głowackiego, każdy Polak jest świadomy zagrożenia zakażeniem COVID-19, zatem karanie przedsiębiorców za otwarcie obiektów nie jest zbyt uzasadnione.

– To sygnał dla służb do rewizji swojego podejścia wobec przedsiębiorców odmrażających w desperacji swoje biznesy. Państwo w dobrze pojętym własnym interesie powinno raczej udzielić wsparcia przedsiębiorcom. Stosowanie kar i restrykcji może osiągnąć zupełnie odwrotne skutki i to zupełnie nieprzewidywalne oraz długotrwałe dla sporej części gospodarki – podsumowuje mec. Parol.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
20.02.2026 13:31
Nie tylko Rhode, czyli unicorny branży beauty. Kto odniósł sukces, a kto zaliczył upadek?
shutterstock

W ostatnich latach branża kosmetyczna przeszła transformację, którą w dużej mierze napędziły technologie cyfrowe, modele direct-to-consumer (DTC) oraz strategia omnichannel. Coraz częściej marki beauty to już nie “tylko producenci” kosmetyków, ale kreatorzy trendów i całe platformy technologiczno-ecommerce, które dzięki wiedzy o rynku, danym, AI i doświadczeniu klienta zdobywają rynkowe uznanie. Przykład takiego niedawnego sukcesu, który nie miałby szans na wcielenie w życie bez pomocy social mediów, to oczywiście Rhode.

W ubiegłym roku branża (nie tylko kosmetyczna) z zapartym tchem obserwowała, jak marka Rhode założona przez celebrytkę Hailey Bieber stała się takim nieoczekiwanym "jednorożcem". W maju 2025 marka została wyceniona na 1 mld dolarów przy okazji transakcji z gigantem branży –  e.l.f. Beauty. Rhode udało się przejść tę drogę od premiery (która miała miejsce w 2022 roku) do poziomu kosmetycznego superstar bardzo szybko, stając się globalnym fenomenem w branży beauty. Był to case głośny, ale nie jedyny w tej branży.

Historie sukcesu – globalne przykłady

Wywodząca się z Indii Nykaa to jeden z najlepszych przykładów globalnego sukcesu. Firma uruchomiona w 2012 r. jako e-sklep z kosmetykami szybko rozwinęła omnichannelowy model sprzedaży, własne marki oraz sklepy stacjonarne. W 2020 roku stała się pierwszym indyjskim unicornem beauty kierowanym przez kobietę-CEO, a następnie zadebiutowała na giełdzie, osiągając wycenę w mld dolarów. Firma kontynuuje swój rozwój, stawiając na rozbudowę sieci perfumerii oraz oferty (np. dystrybucja kosmetyków Chanel na rynku indyjskim i w regionie), a także stawia na stały wzrost przychodów dzięki integracji sprzedaży cyfrowej i offline.

Również z Indii wywodzi się firma Good Glamm Group – skoncentrowana na modelu content-to-commerce, łącząca mocne marki dóbr konsumenckich, influencerów i sprzedaż online. W 2021 r. Good Glamm Group otrzymał finansowanie, które dało mu status unicorn – skutecznie łącząc media społecznościowe z e-commerce i portfolio marek beauty.

GlossGenius to startup technologiczny z USA, umożliwiający zarządzanie salonami i usługami beauty online. Dzięki modelowi SaaS i rosnącej bazie klientów (ponad 100 tys. firm), firma zyskała wycenę blisko 500 mln dolarów. 

image

Chanel nawiązuje współpracę z indyjskim detalistą Nykaa

Uwagę inwestorów często przyciągają technologiczne unicorny związane z beauty tech – czasem działające na pograniczu branży kosmetycznej,  fintechy i startupy AI z sektora technologii personalizacji (AR/AI skincare, generatywna personalizacja. Często  uzyskują status unicorn (lub wysokich wycen) dzięki synergii beauty i zaawansowanych, nowoczesnych technologii. Ten typ firm pokazuje, że łączenie brandu kosmetycznego z technologiami cyfrowymi może tworzyć modele przyszłości – szczególnie tam, gdzie doświadczenia zakupowe i personalizacja odgrywają kluczową rolę.

Rozkwit dzięki AI

Inny ciekawy przykład to założona w USA przez wizażystkę Ilanę Harkavi firma Il Makiage. Początki firmy sięgają lat 70., ale to dzięki całkiem nowej strategii e-commerce i wykorzystaniu AI (np. przy dopasowywaniu produktów) firma zyskała drugie życie. Efektem jest marka o globalnym zasięgu, obecna nie tylko w USA, ale też w Europie czy Australii. Właściciel marki – Oddity Tech – dokonał spektakularnego IPO i planuje dalszy rozwój marek.

AI i beauty tech

Firmy takie jak Revieve rozwijają narzędzia personalizacji i AR/AI, które pomagają markom tradycyjnym oraz startupom utrzymać wzrost poprzez lepsze doświadczenie klienta i lojalność. Firmy e-commerce i platformy integrujące marketplace z własnymi markami zdobywają uznanie klientów dzięki wygodzie i szerokiej gamie produktów.

Tutaj liczy się skuteczna dystrybucja, obsługa klienta i obecność tam, gdzie konsumenci chcą kupować – od aplikacji, platform społecznościowych po sklepy fizyczne.

Flopy, czyli przypadki utraconego potencjału

Oczywistym faktem jest, że nie każda marka beauty, nawet o silnej początkowej narracji, utrzymuje swój rynkowy potencjał. Oto kilka takich przykładów z rynku:

Beautycounter – marka, która po dynamicznym wzroście i wycenie przez inwestorów na blisko 1 mld dolarów, została zamknięta w 2024 r. po spisaniu aktywów przez inwestora i upadku finansowym. To przykład, jak trudna jest droga od startupowego entuzjazmu do stabilnej, długoterminowej działalności.

Można wymienić w tej grupie również kilka marek – producentów kosmetyków pielęgnacyjnych i makijażowych z lat 2010-2020, które szybko zyskały dużą popularność i status marek kultowych. Do tej grupy należą choćby Glossier, Milk Makeup czy Drunk Elephant, które obecnie złapały zadyszkę i tracą udziały w rynku w obliczu nasilenia konkurencji i zmian preferencji wybrednych konsumentów. Brak innowacji, zmiana trendów rynkowych oraz rosnące koszty marketingowe – to kluczowe wyzwania i przyczyny niepowodzenia tych brandów.

image

Kultowa marka kosmetyczna walczy o przetrwanie, na początek zwalnia jedną trzecią pracowników

Przykład branżowego flopa z rynku mainstreamowego była próba debiutu Revlon z linią Flesh Beauty, mającą być odpowiedzią na bardziej inkluzywne brandy. Oferta nie zdobyła trwałej popularności i znikła z rynku.

Dlaczego niektórzy zaliczają flop?

Powodów może być kilka, ale eksperci wśrod kluczowych przyczyn niepowodzeń wskazują na:

  • brak wyraźnego, określonego wyróżnika – w zalewie konkurencyjnych marek kosmetycznych konsument może łatwo się zagubić.
  • nieadekwatna strategia dystrybucji – brak obecności tam, gdzie klienci kupują (online, w drogeriach, marketplace’y, platformy społecznościowe).
  • niewłaściwe zarządzanie finansowe – szybki wzrost bez kontroli kosztów prowadzi do problemów z płynnością.

Dlaczego niektóre start-upy upadają, a inne odnoszą sukces?

Analizy rynkowe i konsultanci branżowi podkreślają kilka kluczowych czynników decydujących o tym, czy młoda marka beauty przeżyje, czy odniesie porażkę.  

Za czynniki sukcesu uważa się takie czynniki, jak:

  • jasna wartość i przekaz dla konsumenta, 
  • unikalny USP (Unique Selling Proposition – unikalna propozycja sprzedaży) – np. innowacyjna formuła, personalizacja, technologia
  • technologia i dane – narzędzia AR/AI, personalizacja (znowu!), efektywna obecność w e-commerce i omnichannel.
  • silna, aktywna, zaangażowana społeczność – online, wybór odpowiednich influencerów,  storytelling.
  • kapitał na rozwój i optymalizację – inwestorzy wspierający ekspansję i skalowanie.

image

Beauty Tech Group idzie jak burza: obroty znacznie przewyższają prognozy

AI to nie opcja, lecz konieczność 

Dla branży B2B, szczególnie dystrybutorów, producentów i firm technologicznych współpracujących z markami kosmetycznymi, następujące kluczowe punkty powinny być brane pod uwagę:

1. Integracja technologii (AI/AR, personalizacja) nie jest opcją – to standard, który napędza konkurencyjność.

2. Unikalna wartość i społeczność klientów to źródło przewagi rynkowej – marki, które potrafią angażować i budować relacje, są w stanie utrzymać wzrost.

3. Dywersyfikacja kanałów sprzedaży i obecność w handlu cyfrowym oraz offline są coraz ważniejsze.

4. Ryzyko rynkowe jest wysokie – wiele marek upada lub traci rezonans, jeśli nie inwestują w innowację, dane i skalowalność.

image

Drunk Elephant próbuje odzyskać dorosłych klientów. Dane pokazują, jak trudne będzie to zadanie

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
18.02.2026 14:23
Mapa niszy perfumeryjnej. Cz.4 Ameryka Południowa i Brazylia jako lider regionu
Najciekawsze niszowe marki perfumeryjne w Brazylii to Granado Pharmácias, Amyi, L’Envie, Parum São Paulo, Condé Parfum i Viking BrandWK

Podczas gdy Ameryka Północna stanowi dziś dojrzały i skomercjalizowany rynek niszowych zapachów, Ameryka Południowa – z Brazylią na czele – dopiero buduje swoją tożsamość w tej kategorii. Brazylia – największy rynek zapachów w regionie, wart ok. 5,98 mld USD (Statista, 2025) – coraz śmielej wkracza w segment niszowy, rozwijając lokalne marki inspirowane naturą, emocjonalnością i brazylijskim stylem życia.

Według danych Associação Brasileira da Indústria de Higiene Pessoal, Perfumaria e Cosméticos (ABIHPEC, 2024), aż 78 proc. z 215 milionów Brazylijczyków regularnie używa perfum, co podkreśla, jak głęboko zakorzeniona jest kategoria zapachów w codziennych nawykach konsumenckich.

Choć dominują tu marki masowe i premium lokalnego pochodzenia – O Boticário, Natura i Eudora – tworzące silny, zintegrowany rynek zapachowy, rośnie segment określany tu jako „perfumaria autoral” (authorial perfumery). Pojęcie to łączy w sobie ideę artystycznej, niezależnej i autentycznej perfumerii (ScentXplore, 2024).

image

Mapa współczesnej niszy perfumeryjnej. Cz.3: Ameryka Północna [ROCZNIK WK 2025/26]

Jeszcze dekadę temu perfumeria niszowa w Brazylii praktycznie nie istniała (ScentXplore, 2024). Dziś tworzą ją marki takie jak: 

  • Granado Pharmácias – marka o długiej historii, adaptująca brazylijskie dziedzictwo do formuły nowoczesnej perfumerii artystycznej, 
  • Amyi – nowoczesna marka clean beauty oparta na naturalnych formułach i zrównoważonym podejściu, 
  • L’Envie – autorskie kompozycje inspirowane naturą i stylem życia tropików,
  • Parum São Paulo – czerpiąca z brazylijskiej tożsamości, znana z minimalistycznych kompozycji tworzonych w małych partiach, 
  • Condé Parfum – dom perfumeryjny o wyrafinowanym, klasycznym charakterze, stawiający na elegancję i rzemiosło,
  • Viking Brand – niezależna marka o współczesnym, bardziej ekspresyjnym języku zapachowym.

Rozwój niszy koncentruje się wokół São Paulo i Rio de Janeiro. Co ciekawe, przed otwarciem pierwszej perfumerii selektywnej z kuratorską ofertą marek niszowych – Neeche Haute Parfumerie – w São Paulo w 2019 roku, w Brazylii nie istniał żaden specjalistyczny sprzedawca międzynarodowych marek niszowych (ScentXplore, 2024). Dziś obok Neeche Haute Parfumerie, także Niche Store pełni rolę platformy edukacyjnej i dystrybucyjnej, popularyzując zarówno lokalne, jak i zagraniczne domy artystyczne.

Pomimo wzrostu zainteresowania, brazylijskie marki niszowe wciąż zmagają się z wyzwaniami cenowymi. Ich produkty plasują się zwykle między krajowymi wodami perfumowanymi a importowanymi markami designerskimi. Wielu konsumentów woli oszczędzać na zapachy europejskie lub amerykańskie, podczas gdy odbiorcy luksusowi sięgają po uznane międzynarodowe marki niszowe, które już dziś stanowią około jednej trzeciej sprzedaży segmentu prestige w Brazylii (ScentXplore, 2024). 

Kluczowym wyzwaniem dla rynku pozostaje zatem edukacja konsumenta, mająca budować zrozumienie wartości i wyjątkowości lokalnej „perfumaria autoral”.

Równocześnie, jak wskazuje Market Research Future (2025), rośnie znaczenie zapachów unikalnych i emocjonalnych, odzwierciedlających styl życia Brazylijczyków, a także perfum naturalnych i organicznych, zyskujących na popularności w związku ze wzrostem świadomości zdrowotnej i ekologicznej (Mobility Foresights, 2025).

Zjawisku temu towarzyszy dynamiczny rozwój e-commerce, którego wartość w segmencie Beauty & Personal Care w Brazylii osiągnęła 28,16 mld USD (Statista, 2025), a kanał online zyskuje na znaczeniu jako ważne narzędzie dystrybucji i budowania świadomości marek perfumeryjnych premium oraz niszowych.

Rynek perfum niszowych w Brazylii, mimo stosunkowo wczesnej fazy rozwoju, wyróżnia się rosnącym potencjałem, bogactwem lokalnych surowców naturalnych oraz dużą swobodą twórczą, stanowiącą istotną szansę dla rozwoju segmentu.

Marta Krawczyk

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. luty 2026 22:22