StoryEditor
Rynek i trendy
21.01.2014 00:00

Pozwól klientom zrobić większe zakupy

– Interes nie idzie, bo ludzie pieniędzy nie mają i chodzą do hipermarketu, zamiast do mnie – żalił się kiedyś właściciel sklepu, prowadzonego w okolicy, gdzie posiadłość ma córka Jana Kulczyka i jej mąż, książę Jan Lubomirski-Lanckoroński...

– Detalista jakoś nie umiał powiązać braku klientów z faktem, że sklep z zewnątrz przypomina obskurną norę i odstrasza potencjalnych kupujących. Jeśli nie zachęcimy klientów z ulicy do wejścia do środka, to nawet w dobrej lokalizacji placówka będzie nierentowna – tłumaczy anegdotę Krzysztof Kaźmierczak, zajmujący się m.in. projektowaniem sklepów convenience oraz drogerii.

KLIENCI DOCENIĄ TROSKĘ O ZWIERZAKA

Zadanie przyciągania uwagi przechodniów pełnią szyld oraz witryna. – To nasza wizytówka, dlatego kierownik powinien regularnie sprawdzać wygląd elewacji, kontrolować czystość szyb, sprawdzać, czy dookoła nie walają się śmieci, a na ścianie nie ma żadnych bohomazów. Trzeba spojrzeć na drogerię tak, jak widzą ją ludzie idący ulicą – mówi nasz rozmówca. O tym, gdzie ostatecznie wejdzie klient, często decydują dodatkowe udogodnienia. Jakie? Np. stojak dla rowerów, którego brak ogranicza możliwość zrobienia zakupów klientom w mniejszych miastach. W Polsce żyje około
7,5 mln psów, a statystycznie czworonogi te są w blisko co drugim gospodarstwie domowym. – Wystarczy przygotować uchwyt na smycz i powiesić odpowiednią tabliczkę informacyjną. A latem można jeszcze wystawić miskę z wodą. Nie będzie to kosztowało wiele, a jest doskonałym sposobem budowania relacji z klientem – ludzie docenią ten prosty gest – uważa Kaźmierczak. Jak dodaje prof. dr hab. Henryk Mruk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, placówki handlu tradycyjnego mogą spokojnie funkcjonować po 20 lat, głównie dzięki długotrwałym relacjom ze stałymi klientami. Ten aspekt jest szczególnie ważny w dzisiejszych czasach, gdy konsumenci stają się coraz bardziej wygodni i zaczynają robić zakupy przez internet.

POWIEŚ LUSTRO NA PASIE STARTOWYM

Nawet jeśli drogeria nie narzeka na brak klientów, zawsze mogliby oni robić większe zakupy. – Często nie robią, bo właściciele im na to nie pozwalają, z czego sami nie zdają sobie nawet sprawy – przekonuje projektant sklepów i drogerii. Strefa wejścia, w branżowym żargonie nazywana pasem startowym, to newralgiczny punkt, który często generuje bardzo słabe obroty z metra. Dlaczego? Klient, wchodząc w normalnym tempie do sklepu, porusza się 2-3 m/s. Przy tej prędkości oko nie jest w stanie zarejestrować szczegółów i nie widzi mijanego asortymentu. Stanie się on widoczny dopiero przy optymalnej prędkości wynoszącej 1 m/s. – Do wyhamowania klienta służą m.in. kołowrotki i automatyczne bramki. To nie przypadek, że te drugie otwierają się tak wolno, a zamykają błyskawicznie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by otwierały się równie szybko, ale wtedy nie spełniałyby swojej funkcji – mówi Krzysztof Kaźmierczak. Jednak, jak podkreśla, takie urządzenia oznaczają dodatkowe koszty i sprawdzają się wyłącznie w placówkach o powierzchni powyżej 100 mkw. Co powinni zrobić właściciele mniejszych sklepów? – Najtańszym urządzeniem hamującym, które sprawdzi się szczególnie dobrze w drogerii, jest zwykłe lustro. Prawie każda pani zatrzyma się przed nim, by sprawdzić swój wygląd – doradza nasz rozmówca. Aby lustro dobrze pełniło swoją funkcję, powinno wisieć po prawej stronie od wejścia i być wystarczająco duże – tzn. mieć powierzchnię ponad 1 mkw.

OŚWIETL SKLEP

Dobrze,  gdy kolorystyka ścian i podłogi harmonizują z estetyką fasady. Kolory, podobnie jak zapachy i dźwięki, mają tworzyć przyjemną atmosferę, zachęcającą do dłuższego przebywania w drogerii. Idealne są kolory zimne, takie jak np. niebieski, który uspokaja i daje efekt odpoczynku.
– Najważniejszym elementem wizualizacji każdej placówki handlowej jest posadzka. Dobrze sprawdzają się płytki szkliwione, byle nie ciemne, bo utrzymanie ich w czystości to syzyfowa praca – mówi Kaźmierczak. Kolejny ważny element to jasne oświetlenie, które nie tylko uatrakcyjnia wnętrze, ale również stymuluje sprzedaż. – Oszczędzanie na oświetleniu jest oszczędzaniem na zadowoleniu klienta – przekonuje projektant placówek handlowych. W drogerii światło powinno być zimne i tworzyć efekt ekskluzywności, najlepiej, by temperatura barwowa oscylowała między 3,5 tys. a 4 tys. kelwinów. – Wielu detalistów popełnia błąd przedkładania kosztu zakupu oświetlenia nad koszt eksploatacji. Jak policzymy wszystko dokładnie, przekonamy się, że na nowe oświetlenie warto wziąć nawet kredyt. Spłaci się go z oszczędności na energii elektrycznej – przekonuje nasz rozmówca. Pamiętajmy też, że świetlówki się zużywają i choć świecą dalej, robią to mniej intensywnie. Dlatego najlepiej zanotować datę instalacji i po przekroczeniu daty gwarancji, wymienić je na nowe. Wszystkie naraz, by uzyskać efekt równomiernego oświetlenia. Warto również zatroszczyć się o muzykę, ponieważ ta odwraca uwagę klientów od upływu czasu w sklepie. Może zatrzymać klienta na dłużej, o ile nie jest zbyt głośna (może powodować ból głowy) albo za szybka (klienci będą poruszali się po sali żwawszym krokiem). Równomierne rozmieszczenie głośników – co najmniej jeden na 20 mkw. – zagwarantuje, że będzie ona równie dobrze słyszana w każdym miejscu sali sprzedaży.
UNIKAJ MUSKANIA PUPY
Robienie zakupów utrudnia klientom także... nadmiar asortymentu. W przetowarowanych placówkach na półkach szybciej robi się bałagan, a kupujący mają problemy ze znalezieniem poszukiwanych produktów. Takie warunki sprzyjają też złodziejom. Dlatego istnieją zalecane proporcje, według których powinno się zorganizować salę sprzedaży, przeznaczając jej 60 proc. na ekspozycję towaru, a pozostałe 40 proc. dla kupujących. Każdy może też łatwo sprawdzić, czy ma odpowiednią liczbę mebli do ekspozycji. W tym celu należy wyliczyć sumę powierzchni wszystkich półek, a następnie podzielić ją przez powierzchnię dokładnie zmierzonej sali sprzedaży. – Prawidłowy wynik mieści się w przedziale od 0,9 do 1,3. Jeśli wartość jest większa, oznacza to, że sklep jest zagracony – informuje Kaźmierczak. Do najczęściej spotykanych błędów związanych z organizacją sali sprzedaży należy zła dostępność do półek, wynikająca z niewłaściwego ustawienia regałów. Ciągi komunikacyjne nie powinny być ani zbyt wąskie, ani zbyt szerokie, ale z dwojga złego zawsze lepiej dać klientowi więcej miejsca. Przestrzeń niepotrzebnie ogranicza nadmierna ilość materiałów POS. A gdy alejki są zbyt ciasne, zaczyna występować tzw. efekt „muśnięcia pupy”, którego istnienie zaobserwował Paco Underhill, autor książki „Dlaczego kupujemy”. Przeglądając nagrania z kamer w sklepie odzieżowym, badacz dostrzegł pewną prawidłowość – mężczyźni potrąceni lub muśnięci przez inną osobę, podczas przymierzania krawatu przy wieszaku, często nie finalizowali zakupu. Underhill sformułował tezę, że klienci są gotowi odejść od towaru i zrezygnować z niego, by uniknąć ponownego znalezienia się w niekomfortowej sytuacji. Efekt „muśnięcia pupy” jeszcze gorzej działa na kobiety, w związku z czym w drogerii warto zadbać o stworzenie komfortowych warunków zakupów w okolicach szczególnie popularnych towarów. 
Sebastian Szczepaniak


PAMIĘTAJ!

W drogerii zabałaganionej, przeładowanej towarem, klienci mają problem z robieniem zakupów, a złodzieje raj! Według idealnych proporcji 60 proc. powierzchni sprzedaży można przeznaczyć na ekspozycję, a 40 proc. należy pozostawić do dyspozycji kupującym


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.01.2026 13:10
IKW: Niemiecki rynek kosmetyczny rośnie mimo słabej koniunktury
Agata Grysiak

Niemiecki przemysł kosmetyczny i chemii gospodarczej ponownie odnotował wzrost. Z wyliczeń IKW wynika, że wartość sprzedaży sektora zwiększyła się w 2025 roku o 2,9 proc., osiągając poziom 35,6 mld euro. Jeszcze lepiej wypadła sprzedaż krajowa, która wzrosła o 5,5 proc. do 23,9 mld euro, podczas gdy eksport zanotował niewielki spadek. Od 2020 roku branża rośnie średnio o 4,4 proc. rocznie, co potwierdza jej odporność na kryzysy w warunkach osłabionej gospodarki.

Struktura popytu pokazuje, że produkty codziennego użytku pozostają kluczowe dla stabilności rynku. Do najsilniej rosnących kategorii należą preparaty do pielęgnacji skóry i twarzy, których sprzedaż zwiększyła się o 11 proc., oraz kosmetyki do pielęgnacji włosów, notujące wzrost o 8 proc. Najczęściej kupowane są one w drogeriach stacjonarnych, jednak sprzedaż internetowa osiągnęła już 7-procentowy udział w rynku, co wskazuje na stopniową zmianę kanałów dystrybucji.

Jednocześnie branża mierzy się z rosnącymi barierami po stronie kosztowej i regulacyjnej. Wysokie ceny energii i pracy oraz napięcia geopolityczne ograniczają potencjał rynków zbytu. Badanie przeprowadzone na zlecenie IKW pokazuje, że 90 proc. firm uznaje biurokrację w Niemczech za poważne obciążenie, a 75 proc. ocenia kraj jako mało atrakcyjną lokalizację dla rozwoju działalności. W Niemczech działa ponad 1 tys. małych i średnich przedsiębiorstw kosmetycznych oraz około 60 dużych firm, które łącznie zapewniają około 178 tys. miejsc pracy.

image

IndexBox: Europejski rynek środków piorących czeka umiarkowany wzrost wartości przy stabilnym wolumenie

Pomimo trudnych warunków sektor pozostaje aktywny innowacyjnie. Przedsiębiorstwa inwestują w rozwój formuł wegańskich, receptur oszczędzających zasoby oraz opakowań nadających się do recyklingu. Władze branżowe wskazują jednak na potrzebę zmian regulacyjnych na poziomie unijnym, w tym uproszczeń w przepisach kosmetycznych i dopuszczenia etanolu jako składnika, aby ograniczyć koszty i poprawić konkurencyjność producentów działających w Niemczech.

Zmiany zachodzą także po stronie konsumentów. Badanie przeprowadzone przez YouGov na zlecenie IKW pokazuje spadek deklarowanego poczucia odpowiedzialności środowiskowej oraz rosnące przekonanie o niedostatecznym docenieniu jednostki. W efekcie marki coraz częściej stawiają na budowanie więzi emocjonalnych zamiast komunikacji opartej na poczuciu obowiązku. Przykłady współpracy dm z Sheglam wskazują na rosnące znaczenie doświadczeń i stylu życia, przy jednoczesnym utrzymaniu trendów związanych ze zdrowiem, samooptymalizacją i zrównoważonym rozwojem.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.01.2026 10:41
Marketing produktów sexual wellness w kanałach tradycyjnych [ROCZNIK WK 2025/26]
mat.pras.

W marcu 2025 na LinkedInie pojawił się wpis Wojciecha Popieli, który zauważył, że przy próbach obejrzenia wibratorów w aplikacji mobilnej Rossmanna… wibruje cały telefon. Jedna z komentatorek stwierdziła: “Będę rzigoł (pisownia oryginalna) [...] od takich rzeczy to ja będę miała męża, a nie jakieś gówno”. Ta sytuacja w pewnym sensie idealnie ilustruje stan rynku sexual wellness w zderzeniu z kanałami tradycyjnymi – jaka jest wypadkowa postępującej liberalizacji dyskursu społecznego i miksu fascynacji z obrzydzeniem tematem? Odpowiedź stoi na półkach drogerii i w bolesnych wyznaniach specjalistów ds. marketingu.

Gallup & Robinson, firma zajmująca się badaniami reklamy i marketingiem, twierdzi, że w ciągu ponad 50 lat testowania skuteczności reklam z pełną mocą udowodniła, iż wykorzystanie erotyki jest techniką znacząco skuteczną w komunikacji z rynkiem, “choć jedną z bardziej ryzykownych dla reklamodawcy. Obciążona tabu i zmiennymi postawami, seksualność jest techniką reklamową z czerwonej kategorii [...] sprzedawco, miej się na baczności; a wszystko to czyni ją jeszcze bardziej intrygującą”. 

Badania te doprowadziły do spopularyzowania przekonania, że „seks się sprzedaje” – co de facto często (choć nie zawsze, patrz: blachotrapez reklamowany nagim biustem) oznacza, że benefitem zakupu danego produktu ma być podniesienie atrakcyjności seksualnej konsumenta. A co, gdy trzeba sprzedać… seks? A konkretnie lepszy, zdrowszy seks? Wtedy sytuacja staje na głowie i powiedzenie wprost o tym, co ma być benefitem danego produktu, staje się Rubikonem nie do przejścia. Seksem i modelką gnącą się jak w wyobrażającym orgazm “Szale” Podkowińskiego sprzedajemy nową wodę perfumowaną i krwiście czerwoną szminkę, ale seksu seksem sprzedać się już nie da. Czemu? 

To materiał na cały doktorat, ale dość rzec, że kobieca seksualność ciężko żeni się z marketingiem, jeśli nie ma być sprowadzona do roli przedmiotowej. Podmiotowość klientki jako istoty seksualnej burzy status quo, w którym kobieta jest obiektem pożądania, a mężczyzna pożąda (i jej, i samej aktywności). Dlatego mówienie wprost o przyjemności i pożądaniu konsumentki utrudnia wprowadzenie produktu do sieci – narusza porządek, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Ba, często mówi się wręcz, że to same klientki nie chcą nawet ruszać produktów, które na kartoniku czy doypacku mają nadrukowaną bezpośrednią komunikację dotyczącą bycia czymś, co ma zwiększać satysfakcję z seksu. 

Jednocześnie te same klientki całkowicie akceptują nawiązania do seksualności na produktach całkowicie odciętych od tej sfery życia ludzkiego (tu uśmiecha się do nas kultowy róż Narsa o wdzięcznej nazwie Orgasm). Czy to prawda? Z pewnością, chociaż działa tutaj niewątpliwie pętla informacji zwrotnej: im mniej jest możliwości sięgnięcia po wprost erotyczny produkt, tym mniej jest konsumentek, które to robią, i tym mniej jest takich SKU na półkach… i mniej klientek ma szansę zobaczyć inną kobietę, która po prostu zdejmuje z regału wibrator i idzie z nim do kasy jak z szamponem. 

image

Agata Ptak, Lula Pink: Estetyka sex shopowa nie sprzeda się w drogeriach [FBK 2025]

W ten sposób znajdujemy się w sytuacji, w której opakowanie np. żelu pod prysznic i lubrykantu wydają się nieraz zostać zamienione miejscami. Lubrykant spowija pozbawiony grafiki design komunikujący luksusowy minimalizm i zachowawczość, ale nie przeznaczenie towaru… a żel pod prysznic (dla niej) obiecuje rozpalać (jego) zmysły i być afrodyzjakiem (czytaj: wabikiem na niego). Mówiąc inaczej – komunikacja “nasz produkt służy do tego, żeby ktoś Cię brał pod uwagę jako partnerkę seksualną” jest w normie, ale komunikacja “nasz produkt służy do tego, żebyś była usatysfakcjonowaną partnerką seksualną” jest nadal w awangardzie. To mówi wiele o nas jako społeczeństwie, ale i stanowi dla zespołów marketingu przyczynek do migren.

[...]

Warszawiacy i Warszawianki doskonale znajdą zagłębie na alei, nomen omen, Jana Pawła II, gdzie kolorowe witryny nijak nie wstydzą się eksponować erotycznego towaru w każdym kolorze dostępnym ludzkiemu zakresowi widzenia barw… i zrozumiałe jest, czemu dbające o rodzinno-everymanowski wizerunek drogerie mogą nie chcieć być z tym rejonem stolicy kojarzone. Jak powiedziała Christal Yuen, dziennikarka Healthline, “Wibratory mają przeważnie intensywny różowy lub fioletowy kolor, który krzyczy: "Nie zapomnij mnie ukryć!", i rzeczywiście coś w tym jest.

Wymienione wcześniej zmiany są zatem nie tylko odpowiedzią na oczekiwania konsumentek, ale również, a może nawet przede wszystkim, odpowiedzią na wymagania ostrożnych sieci handlowych. Co prawda oznacza to, że mamy do czynienia z regułą dwóch kroków wprzód i jednego w tył – progres w zawartości, regres w formie – ale nie da się ukryć, że obecność lubrykantu w drogerii jest per saldo obiektywnie dobrym zjawiskiem dla zdrowia dziesiątek tysięcy klientek. 

Nie ma co ukrywać, zdrowie intymne to jest element wellbeingu, który przecież już szturmem wszedł do drogerii i perfumerii w formie suplementów diety, świec do aromaterapii czy innych tego typu produktów.

[...]

Kolejnym wyzwaniem jest widoczność produktów w sklepach stacjonarnych. Wiele drogerii i perfumerii, mimo rosnącej otwartości na tę kategorię, wciąż traktuje ją jako temat wrażliwy (a wręcz drażliwy), umieszczając gadżety w mniej eksponowanych miejscach lub ograniczając ich obecność do wybranych punktów sprzedaży. Często sprzedawcy nie są odpowiednio przeszkoleni w zakresie sexual wellness, co dodatkowo utrudnia promocję i rekomendację produktów klientom. 

W krajach zachodnich marki erotyczne często współpracują ze sprzedawcami, organizując szkolenia i dostarczając materiały edukacyjne, co pomaga przełamywać bariery w sprzedaży. W Polsce ten proces dopiero się rozpoczyna, a ekspozycja produktów wciąż pozostaje wyzwaniem.

[...]

 

Ile ero jest w ero?

Współczesny rynek produktów z kategorii sexual wellness i drogerii erotycznej przechodzi dynamiczne zmiany – w dużej mierze związane z rosnącą świadomością konsumentów oraz stopniową normalizacją tego segmentu w mainstreamowych kanałach sprzedaży. Jednak proces wprowadzania tych produktów do drogerii i perfumerii wciąż wiąże się z wieloma wyzwaniami. Kluczowym problemem pozostaje percepcja społeczna i stereotypy, dotyczące akcesoriów erotycznych, które w świadomości wielu klientów i partnerów handlowych wciąż są obciążone tabu. Marki i dystrybutorzy napotykają opór zarówno ze strony sprzedawców detalicznych, jak i reklamodawców, co wymusza konieczność dostosowania strategii marketingowych, designu opakowań oraz komunikacji produktowej. 

Istotnym elementem tego procesu jest prezentowanie gadżetów erotycznych jako narzędzi poprawiających zdrowie i samopoczucie, a nie wyłącznie jako przedmiotów związanych z seksualnością w jej klasycznym, często kontrowersyjnym ujęciu.

 

Powyższy materiał jest częścią szerszego opracowania, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. styczeń 2026 00:40