StoryEditor
Rynek i trendy
21.01.2014 00:00

Pozwól klientom zrobić większe zakupy

– Interes nie idzie, bo ludzie pieniędzy nie mają i chodzą do hipermarketu, zamiast do mnie – żalił się kiedyś właściciel sklepu, prowadzonego w okolicy, gdzie posiadłość ma córka Jana Kulczyka i jej mąż, książę Jan Lubomirski-Lanckoroński...

– Detalista jakoś nie umiał powiązać braku klientów z faktem, że sklep z zewnątrz przypomina obskurną norę i odstrasza potencjalnych kupujących. Jeśli nie zachęcimy klientów z ulicy do wejścia do środka, to nawet w dobrej lokalizacji placówka będzie nierentowna – tłumaczy anegdotę Krzysztof Kaźmierczak, zajmujący się m.in. projektowaniem sklepów convenience oraz drogerii.

KLIENCI DOCENIĄ TROSKĘ O ZWIERZAKA

Zadanie przyciągania uwagi przechodniów pełnią szyld oraz witryna. – To nasza wizytówka, dlatego kierownik powinien regularnie sprawdzać wygląd elewacji, kontrolować czystość szyb, sprawdzać, czy dookoła nie walają się śmieci, a na ścianie nie ma żadnych bohomazów. Trzeba spojrzeć na drogerię tak, jak widzą ją ludzie idący ulicą – mówi nasz rozmówca. O tym, gdzie ostatecznie wejdzie klient, często decydują dodatkowe udogodnienia. Jakie? Np. stojak dla rowerów, którego brak ogranicza możliwość zrobienia zakupów klientom w mniejszych miastach. W Polsce żyje około
7,5 mln psów, a statystycznie czworonogi te są w blisko co drugim gospodarstwie domowym. – Wystarczy przygotować uchwyt na smycz i powiesić odpowiednią tabliczkę informacyjną. A latem można jeszcze wystawić miskę z wodą. Nie będzie to kosztowało wiele, a jest doskonałym sposobem budowania relacji z klientem – ludzie docenią ten prosty gest – uważa Kaźmierczak. Jak dodaje prof. dr hab. Henryk Mruk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, placówki handlu tradycyjnego mogą spokojnie funkcjonować po 20 lat, głównie dzięki długotrwałym relacjom ze stałymi klientami. Ten aspekt jest szczególnie ważny w dzisiejszych czasach, gdy konsumenci stają się coraz bardziej wygodni i zaczynają robić zakupy przez internet.

POWIEŚ LUSTRO NA PASIE STARTOWYM

Nawet jeśli drogeria nie narzeka na brak klientów, zawsze mogliby oni robić większe zakupy. – Często nie robią, bo właściciele im na to nie pozwalają, z czego sami nie zdają sobie nawet sprawy – przekonuje projektant sklepów i drogerii. Strefa wejścia, w branżowym żargonie nazywana pasem startowym, to newralgiczny punkt, który często generuje bardzo słabe obroty z metra. Dlaczego? Klient, wchodząc w normalnym tempie do sklepu, porusza się 2-3 m/s. Przy tej prędkości oko nie jest w stanie zarejestrować szczegółów i nie widzi mijanego asortymentu. Stanie się on widoczny dopiero przy optymalnej prędkości wynoszącej 1 m/s. – Do wyhamowania klienta służą m.in. kołowrotki i automatyczne bramki. To nie przypadek, że te drugie otwierają się tak wolno, a zamykają błyskawicznie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by otwierały się równie szybko, ale wtedy nie spełniałyby swojej funkcji – mówi Krzysztof Kaźmierczak. Jednak, jak podkreśla, takie urządzenia oznaczają dodatkowe koszty i sprawdzają się wyłącznie w placówkach o powierzchni powyżej 100 mkw. Co powinni zrobić właściciele mniejszych sklepów? – Najtańszym urządzeniem hamującym, które sprawdzi się szczególnie dobrze w drogerii, jest zwykłe lustro. Prawie każda pani zatrzyma się przed nim, by sprawdzić swój wygląd – doradza nasz rozmówca. Aby lustro dobrze pełniło swoją funkcję, powinno wisieć po prawej stronie od wejścia i być wystarczająco duże – tzn. mieć powierzchnię ponad 1 mkw.

OŚWIETL SKLEP

Dobrze,  gdy kolorystyka ścian i podłogi harmonizują z estetyką fasady. Kolory, podobnie jak zapachy i dźwięki, mają tworzyć przyjemną atmosferę, zachęcającą do dłuższego przebywania w drogerii. Idealne są kolory zimne, takie jak np. niebieski, który uspokaja i daje efekt odpoczynku.
– Najważniejszym elementem wizualizacji każdej placówki handlowej jest posadzka. Dobrze sprawdzają się płytki szkliwione, byle nie ciemne, bo utrzymanie ich w czystości to syzyfowa praca – mówi Kaźmierczak. Kolejny ważny element to jasne oświetlenie, które nie tylko uatrakcyjnia wnętrze, ale również stymuluje sprzedaż. – Oszczędzanie na oświetleniu jest oszczędzaniem na zadowoleniu klienta – przekonuje projektant placówek handlowych. W drogerii światło powinno być zimne i tworzyć efekt ekskluzywności, najlepiej, by temperatura barwowa oscylowała między 3,5 tys. a 4 tys. kelwinów. – Wielu detalistów popełnia błąd przedkładania kosztu zakupu oświetlenia nad koszt eksploatacji. Jak policzymy wszystko dokładnie, przekonamy się, że na nowe oświetlenie warto wziąć nawet kredyt. Spłaci się go z oszczędności na energii elektrycznej – przekonuje nasz rozmówca. Pamiętajmy też, że świetlówki się zużywają i choć świecą dalej, robią to mniej intensywnie. Dlatego najlepiej zanotować datę instalacji i po przekroczeniu daty gwarancji, wymienić je na nowe. Wszystkie naraz, by uzyskać efekt równomiernego oświetlenia. Warto również zatroszczyć się o muzykę, ponieważ ta odwraca uwagę klientów od upływu czasu w sklepie. Może zatrzymać klienta na dłużej, o ile nie jest zbyt głośna (może powodować ból głowy) albo za szybka (klienci będą poruszali się po sali żwawszym krokiem). Równomierne rozmieszczenie głośników – co najmniej jeden na 20 mkw. – zagwarantuje, że będzie ona równie dobrze słyszana w każdym miejscu sali sprzedaży.
UNIKAJ MUSKANIA PUPY
Robienie zakupów utrudnia klientom także... nadmiar asortymentu. W przetowarowanych placówkach na półkach szybciej robi się bałagan, a kupujący mają problemy ze znalezieniem poszukiwanych produktów. Takie warunki sprzyjają też złodziejom. Dlatego istnieją zalecane proporcje, według których powinno się zorganizować salę sprzedaży, przeznaczając jej 60 proc. na ekspozycję towaru, a pozostałe 40 proc. dla kupujących. Każdy może też łatwo sprawdzić, czy ma odpowiednią liczbę mebli do ekspozycji. W tym celu należy wyliczyć sumę powierzchni wszystkich półek, a następnie podzielić ją przez powierzchnię dokładnie zmierzonej sali sprzedaży. – Prawidłowy wynik mieści się w przedziale od 0,9 do 1,3. Jeśli wartość jest większa, oznacza to, że sklep jest zagracony – informuje Kaźmierczak. Do najczęściej spotykanych błędów związanych z organizacją sali sprzedaży należy zła dostępność do półek, wynikająca z niewłaściwego ustawienia regałów. Ciągi komunikacyjne nie powinny być ani zbyt wąskie, ani zbyt szerokie, ale z dwojga złego zawsze lepiej dać klientowi więcej miejsca. Przestrzeń niepotrzebnie ogranicza nadmierna ilość materiałów POS. A gdy alejki są zbyt ciasne, zaczyna występować tzw. efekt „muśnięcia pupy”, którego istnienie zaobserwował Paco Underhill, autor książki „Dlaczego kupujemy”. Przeglądając nagrania z kamer w sklepie odzieżowym, badacz dostrzegł pewną prawidłowość – mężczyźni potrąceni lub muśnięci przez inną osobę, podczas przymierzania krawatu przy wieszaku, często nie finalizowali zakupu. Underhill sformułował tezę, że klienci są gotowi odejść od towaru i zrezygnować z niego, by uniknąć ponownego znalezienia się w niekomfortowej sytuacji. Efekt „muśnięcia pupy” jeszcze gorzej działa na kobiety, w związku z czym w drogerii warto zadbać o stworzenie komfortowych warunków zakupów w okolicach szczególnie popularnych towarów. 
Sebastian Szczepaniak


PAMIĘTAJ!

W drogerii zabałaganionej, przeładowanej towarem, klienci mają problem z robieniem zakupów, a złodzieje raj! Według idealnych proporcji 60 proc. powierzchni sprzedaży można przeznaczyć na ekspozycję, a 40 proc. należy pozostawić do dyspozycji kupującym


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
26.08.2026 14:24
Ozempic czy Mounjaro napędzają nowy rynek suplementów i beauty. W użytkowników GLP-1 celuje nie tylko Nestle. Eksperci ostrzegają
Getty Images

Preparaty białkowe, witaminy i minerały, elektrolity, produkty wspierające jelita, a także suplementy na włosy i skórę — wokół osób stosujących leki GLP-1 powstaje nowa kategoria produktów „towarzyszących”. O ten rynek rywalizują już producenci suplementów, żywności i składników oraz firmy farmaceutyczne. Wejście Nestlé potwierdza potencjał kategorii. Esperci ostrzegają, że nie każdy produkt czy oznaczenie GLP-1 ma uzasadnienie naukowe.

Leki z grupy agonistów receptora GLP-1, takie jak Ozempic, Wegovy, Mounjaro czy Zepbound, nie zmieniają wyłącznie rynku farmaceutycznego. Ich rosnąca popularność wpływa także na sposób odżywiania, sprzedaż żywności funkcjonalnej, suplementów diety i produktów beauty-from-within.

Jak podaje portal "NutraIngredients", 11 proc. dorosłych Amerykanów przyjmuje obecnie leki GLP-1 w celu redukcji masy ciała. To wystarczająco duża grupa konsumentów, by wokół potrzeb pojawiających się podczas terapii zaczął powstawać odrębny rynek tzw. companion nutrition, czyli żywienia i suplementacji wspierających osoby stosujące te leki.

image
Ankieta Instytutu Gallupa - wyniki dotyczące stosowania GLP-1
Gallup

Nestlé zmienia zagrożenie w szansę biznesową

Dla największych koncernów spożywczych leki ograniczające apetyt początkowo były przede wszystkim zagrożeniem: ich upowszechnienie może zmniejszać popyt na przekąski, napoje i żywność paczkowaną. Nestlé próbuje jednak wykorzystać tę zmianę do stworzenia nowego obszaru działalności.

image

Nestlé chce zarobić na lekach odchudzających. Rozwija produkty dla użytkowników GLP-1

W 2024 r. Nestlé Health Science uruchomiło w Stanach Zjednoczonych platformę żywieniową dla użytkowników GLP-1. Łączy ona produkty i materiały dotyczące m.in. zachowania masy mięśniowej, zdrowia jelit, odpowiedniej podaży mikroskładników, nawodnienia, kondycji skóry i włosów oraz kontroli ponownego wzrostu masy ciała. W ofercie znalazły się marki należące do koncernu, m.in. Garden of Life, Boost, Nature’s Bounty, Nuun i Vital Proteins.

W sierpniu 2026 r. firma poinformowała, że dalej rozwija tę strategię. Według Reutersa Nestlé wykorzystuje sztuczną inteligencję i wiedzę z zakresu żywienia do analizowania badań klinicznych, identyfikowania połączeń składników oraz projektowania produktów odpowiadających na potrzeby osób stosujących GLP-1. Koncern przygląda się m.in. utracie masy mięśniowej oraz zmianom wyglądu twarzy towarzyszącym szybkiemu chudnięciu.

Suplementy były pierwsze, ale konkurencja szybko rośnie

Producenci suplementów wcześniej niż wielkie firmy spożywcze zaczęli odpowiadać na nowe potrzeby tej grupy konsumentów. Na rynek trafiały produkty z białkiem, błonnikiem, witaminami i minerałami, elektrolitami, probiotykami oraz składnikami kierowanymi do osób obawiających się pogorszenia kondycji włosów i skóry podczas szybkiej redukcji masy ciała.

Scott Dicker, dyrektor ds. analiz rynkowych w SPINS, ocenia na łamach NutraIngredients, że zaangażowanie firm spożywczych, suplementacyjnych, składnikowych i farmaceutycznych wokół tej samej potrzeby konsumenckiej świadczy o dojrzewaniu kategorii. Wejście dużych graczy może powiększyć cały rynek, ale jednocześnie zwiększa presję na wyspecjalizowane marki suplementów.

image

Honorata Jarocka, Mintel: Efekt Ozempiku w koszyku. Jak leki GLP-1 redefiniują strategię marek spożywczych? [Retail Trends 2026]

Koncerny dysponują skalą, rozbudowaną dystrybucją, dużymi budżetami badawczo-rozwojowymi i szerokim zasięgiem konsumenckim. Mniejsze marki mogą konkurować szybkością wprowadzania innowacji, wyspecjalizowanymi recepturami, wiarygodnością w środowisku medycznym oraz lepszym rozpoznaniem potrzeb użytkowników.

Granice między branżami już się zacierają. Novonesis i Novo Nordisk rozpoczęły współpracę badawczą dotyczącą mikrobiomu i zdrowia metabolicznego. Firmy analizują m.in. możliwość wykorzystania rozwiązań synbiotycznych oraz biomarkerów mikrobiomu. Pokazuje to, że rynek produktów towarzyszących GLP-1 może objąć nie tylko klasyczne suplementy, ale też żywność funkcjonalną, składniki specjalistyczne i rozwiązania rozwijane wspólnie z sektorem farmaceutycznym.

Obietnice dotyczące „Ozempic face”

Nie wszystkie segmenty nowej kategorii mają jednak równie mocne uzasadnienie. Dr Kantha Shelke, wykładowczyni Johns Hopkins University i założycielka firmy Corvus Blue, wskazuje, że największe znaczenie ma gęstość odżywcza produktów. Przy mniejszym apetycie i ograniczonej ilości spożywanego jedzenia trudniej dostarczyć odpowiednią ilość białka, witamin i składników mineralnych.

image

Firmy kosmetyczne wprowadzają pielęgnację korygującą tzw. Ozempic face

Najsilniejsze podstawy naukowe ma wsparcie podaży białka i ochrona beztłuszczowej masy ciała, szczególnie w połączeniu z treningiem oporowym. Uzasadnione może być także zwrócenie uwagi na mikroskładniki i nawodnienie. Nie oznacza to jednak, że każdy taki produkt wymaga specjalnej receptury „dla GLP-1” — podobne potrzeby mogą występować również u innych konsumentów jedzących mniej lub szybko tracących masę ciała.

- Znacznie ostrożniej należy podchodzić do produktów kosmetycznych i suplementów obiecujących przeciwdziałanie tzw. Ozempic face. Określenie to opisuje widoczną utratę tkanki tłuszczowej w obrębie twarzy podczas szybkiego chudnięcia. Nie jest ona skutkiem niedoboru kolagenu, a obecnie nie ma dowodów, że doustne przyjmowanie kolagenu może odtworzyć utraconą objętość twarzy lub w sposób ukierunkowany napiąć luźną skórę — podkreśla Shelke.

Dla branży beauty rosnące zainteresowanie kondycją skóry i włosów w trakcie terapii GLP-1 otwiera przestrzeń do wprowadzania nowych produktów.

Komunikacja powinna opierać się na realnym działaniu składników i dowodach, a nie na obietnicy rozwiązania skutków szybkiej utraty tkanki tłuszczowej.

Sama zmiana etykiety nie wystarczy

Według ekspertki wiele firm na razie przede wszystkim zmienia pozycjonowanie już istniejących produktów. Znacznie mniej marek rzeczywiście modyfikuje receptury pod kątem osób przyjmujących GLP-1. Tymczasem użytkownicy tych leków mogą jeść mniejsze porcje, inaczej odczuwać apetyt i wybierać inne smaki, co stawia przed producentami konkretne wyzwania formulacyjne i sensoryczne.

W dłuższej perspektywie określenie „GLP-1 companion” może stracić na znaczeniu, a produkty zostaną włączone do szerszych kategorii zdrowia metabolicznego, kontroli masy ciała i wellness. Konsumenci szukają bowiem nie tyle produktów związanych z mechanizmem działania leku, ile konkretnych korzyści: sytości, zachowania mięśni, komfortu trawiennego, nawodnienia i odpowiedniego odżywienia.

Na trwałym wzroście popytu mogą więc skorzystać segmenty białka, błonnika, probiotyków, elektrolitów i celowanej suplementacji witaminowo-mineralnej. W obszarze beauty-from-within przewagę zyskają natomiast marki, które potrafią udokumentować działanie i uczciwie określić granice swoich produktów. Sama etykieta z hasłem GLP-1 może przyciągnąć uwagę, ale wraz z dojrzewaniem rynku przestanie wystarczać.

*Opracowanie własne na podstawie artykułu Danielle Masterson „GLP-1 nutrition race heats up as Nestlé, supplements and pharma target ‘companion’ market”, opublikowanego 25 sierpnia 2026 r. w serwisie NutraIngredients, informacji Nestlé Health Science oraz Reutersa.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
25.08.2026 14:26
Listonic: Mydło z rekordowym wzrostem popytu, szampony z najwyższą lojalnością
Agata Grysiak

Dane z aplikacji Listonic pokazują, że w okresie od sierpnia 2025 do lipca 2026 Polacy nie tylko częściej planowali zakupy wybranych kategorii FMCG i higienicznych, ale także zmieniali swoje preferencje dotyczące marek. Największy wzrost popytu odnotowano w przypadku mydła – aż o 142,92 proc. Z kolei szampony osiągnęły najwyższy w zestawieniu wskaźnik lojalności wobec marek – 41,55 proc.

Miniony rok przyniósł kolejne zmiany w sposobie planowania codziennych zakupów. Choć podstawowe kategorie FMCG pozostają stałym elementem koszyków, wybór konkretnych marek jest znacznie bardziej dynamiczny. Konsumenci z jednej strony wracają do sprawdzonych producentów, z drugiej nadal silnie reagują na cenę, promocje oraz dostępność produktów.

Wpływ na decyzje zakupowe ma również utrzymująca się rywalizacja cenowa pomiędzy dyskontami i supermarketami. Sieci handlowe wykorzystywały m.in. promocje typu 1+1, drugie opakowanie w niższej cenie czy 12 produktów w cenie 6. 

15 kategorii pod lupą

Raport Listonic powstał na podstawie danych z aplikacji, obejmujących listy zakupów tworzone w języku polskim od sierpnia 2025 do lipca 2026. Wyniki porównano z analogicznym okresem rok wcześniej.

Analizą objęto 15 kategorii: szereg produktów spożywczych, mydło, pastę do zębów, szampon oraz papier toaletowy. Sprawdzano przede wszystkim częstotliwość pojawiania się poszczególnych kategorii na listach, najczęściej wybierane marki, zmianę popytu oraz wskaźnik Brand Loyalty Index (BLI).

BLI pokazuje, jak często przy produkcie pojawia się konkretna marka. Wysoka wartość wskaźnika oznacza więc większą skłonność użytkowników do wskazywania marki podczas planowania zakupu.

Mydło z największym wzrostem popytu

image
Listonic

Największą zmianę w całym zestawieniu odnotowano w kategorii mydła. Popyt na tę kategorię wzrósł aż o 142,92 proc. To zdecydowanie najwyższy wynik spośród analizowanych segmentów.

Najczęściej wskazywaną marką było Dove, z udziałem 30,13 proc. Kolejne miejsca zajęły Biały Jeleń – 15,06 proc. oraz Luksja – 14,37 proc. Dove miało zatem około dwukrotnie większy udział niż dwie kolejne marki, które osiągnęły bardzo zbliżone wyniki.

Jednocześnie BLI dla mydła wzrósł do 4,56 proc., czyli o 2,06 pkt proc. rok do roku. Pomimo wzrostu pozostaje to relatywnie niski poziom lojalności wobec konkretnych marek. Dane mogą wskazywać, że mydło coraz częściej jest świadomie uwzględniane na regularnych listach zakupów, ale wybór konkretnego producenta nadal pozostaje elastyczny.

Pasta do zębów: funkcja ważniejsza od samej marki?

image
Listonic

Popyt na pasty do zębów zwiększył się o 5,72 proc. Liderem kategorii został Elmex z udziałem 30,98 proc., wyprzedzając Sensodyne – 22,36 proc. – oraz Colgate – 19,18 proc.

W przeciwieństwie do wzrostu popytu, BLI spadł o 1,20 pkt proc., do 7,08 proc. Oznacza to, że użytkownicy nieco rzadziej wskazywali konkretną markę podczas planowania zakupu.

Może to być związane ze specyfiką kategorii. Przy wyborze pasty znaczenie mają m.in. potrzeby związane z nadwrażliwością, wybielaniem czy ochroną dziąseł. Konsumenci mogą więc porównywać przede wszystkim deklarowane działanie, skład, cenę i bieżące promocje, a dopiero w dalszej kolejności kierować się przywiązaniem do producenta.

Szampony z najwyższą lojalnością

image
Listonic

Popyt na szampony zwiększył się o 25,08 proc. Liderem został Radical, który osiągnął 22,14 proc. udziału. Kolejne miejsca zajęły Head&Shoulders – 13,30 proc. – oraz Elsève – 13,00 proc. Różnica pomiędzy dwiema kolejnymi markami wyniosła zaledwie 0,30 pkt proc.

Najbardziej charakterystycznym wynikiem tej kategorii pozostaje jednak BLI. Wskaźnik wzrósł o 9,98 pkt proc., do 41,55 proc., osiągając najwyższy poziom w całym zestawieniu.

Tak wysoki poziom lojalności może wynikać z tego, że szampon jest produktem silnie powiązanym z indywidualnymi potrzebami włosów i skóry głowy. Konsumenci poszukują produktów odpowiadających konkretnym problemom i oczekiwanym efektom, przez co wybór może być bardziej świadomy i mniej podatny na przypadkową zmianę.

Na widoczność Radicala wpływała również prowadzona kampania marketingowa, która zwiększała ekspozycję marki wśród użytkowników aplikacji.

Papier toaletowy: wysoki udział liderów, niska lojalność

image
Listonic

Popyt na papier toaletowy wzrósł o 14,60 proc. Najsilniejszą pozycję w kategorii mają dwie marki: Queen z udziałem 41,12 proc. oraz Velvet – 36,65 proc. Regina osiągnęła 10,17 proc.

Pomimo silnej pozycji dwóch liderów BLI wyniósł zaledwie 2,64 proc., zwiększając się o 1,61 pkt proc. To jeden z najniższych poziomów w analizowanym zestawieniu.

W przypadku papieru toaletowego decyzja zakupowa pozostaje silnie związana z parametrami użytkowymi i cenowymi. Znaczenie mogą mieć m.in. liczba rolek, wielkość opakowania, cena jednostkowa oraz aktualna promocja. W efekcie konsumenci często planują zakup kategorii, ale nie zawsze wskazują konkretną markę.

Liderzy nie mogą zakładać stałej lojalności

Dane Listonic pokazują, że wzrost popytu nie musi automatycznie oznaczać wzrostu przywiązania do marek. Dobrym przykładem są pasty do zębów: zainteresowanie kategorią zwiększyło się o 5,72 proc., podczas gdy BLI spadł o 1,20 pkt proc. Odwrotna sytuacja wystąpiła w przypadku szamponów, gdzie wzrost popytu o 25,08 proc. współwystępował z bardzo wyraźnym zwiększeniem lojalności – o 9,98 pkt proc.

Zestawienie pokazuje również różnicę pomiędzy kategoriami funkcjonalnymi a produktami, przy których wybór jest bardziej podatny na cenę i promocję. W papierze toaletowym dwie marki odpowiadają łącznie za 77,77 proc. wskazań, ale BLI pozostaje niski. W mydle lider ma 30,13 proc., a cała kategoria zanotowała rekordowy wzrost popytu o 142,92 proc.

Dla producentów i sieci handlowych oznacza to, że analiza samego udziału marki w listach zakupowych nie wystarcza do oceny jej pozycji. Równie istotne pozostają dynamika popytu oraz BLI, które pozwalają określić, czy konsumenci rzeczywiście planują zakup konkretnej marki, czy przede wszystkim poszukują produktu spełniającego określoną funkcję i dostępnego w atrakcyjnej cenie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. sierpień 2026 18:10