StoryEditor
Rynek i trendy
12.09.2013 00:00

Yves Rocher nie wierzymy w showrooming

Sieć Yves Rocher nie obawia się konkurencji, choć pilnie się jej przygląda. Rocznie przybywa jej blisko 200 tys. klientów. Pod szyldem Yves Rocher działa 96 placówek, 6-8 nowych otwieranych jest co roku. Sieć prowadzi sprzedaż wysyłkową oraz przez internet, a jednak Jakub Kuśpit, dyrektor generalny Yves Rocher Polska stwierdza: – Nie wierzymy w showrooming, czyli teorię która mówi, że sklepy będą służyły tylko do oglądania produktów, a same zakupy przeniosą się do internetu. Przyszłość tradycyjnych punktów sprzedaży widzę w pozytywnych barwach. 

 ANNA ZAWADZKA-SZEWCZYK: Czy dobrze policzyłam, że to już ponad 20 lat odkąd Yves Rocher jest obecna w Polsce?
JAKUB KUŚPIT: Tak, rzeczywiście. Pierwszy salon otworzyliśmy 22 lata temu, w grudniu 1991 roku na Chmielnej w Warszawie. Obecnie jest w trakcie remontu i niebawem uruchomimy go, już w nowym koncepcie. Zaczynaliśmy w najlepszych czasach dla takich produktów jak kosmetyki z Francji. Pierwszą połowę lat 90. XX wieku charakteryzował ogromy popyt na wszystko, co importowane. Teraz nie jest już tak łatwo, trzeba bardziej aktywnie walczyć o klienta, ale uważam, że radzimy sobie znakomicie. Baza naszego programu lojalnościowego liczy prawie 2 mln osób. Aktywnych uczestników, czyli klientek, które regularnie nas odwiedzają lub zamawiają produkty online jest też niemało, bo aż 1,2 mln. Rocznie przybywa ok. 150 tys. kupujących bezpośrednio w sklepach oraz 100 tys. osób dokonujących zakupów w internecie lub poprzez tradycyjną sprzedaż wysyłkową, którą wciąż prowadzimy, dołączając inserty z naszą ofertą do ogólnopolskich tytułów prasy kobiecej.
Możliwość zapoznania się z produktami Yves Rocher w tradycyjnym sklepie mają obecnie mieszkanki większych miast. Czy zwiększając liczbę sklepów, myślicie też o mniejszych miejscowościach?
Minimalną barierą dla powstania sklepu, aby miał on zapewniony ekonomiczny sukces, jest miasto liczące 70 tys. mieszkańców. Jednak nasze pokrycie terytorialne, za sprawą internetu i insertów ofertowych jest ogólnokrajowe. Zresztą sprzedaż wysyłkowa od zawsze była podstawą działalności firmy, jeszcze w czasach jej początków ponad 50 lat temu we Francji. Od paru lat intensywnie rozwija się, zwiększając obroty rok do roku, sprzedaż internetowa. Jest to wygodna forma zakupów dla tych klientek, które mieszkają w mniejszych miejscowościach lub dla tych, które po prostu wolą kupować przez internet – przy naszej głównej grupie docelowej, którą stanowią panie w wieku 25-45 lat, z przewagą tych nie przekraczających 35 lat – to w tej chwili podstawowa forma robienia zakupów. Oczywiście widzimy tu pewne ograniczenia, gdyż w ten sposób nie da się sprzedawać kolorówki. Produkty makijażowe są w naszym sklepie internetowym bardzo chętnie „klikane” – klientki je oglądają i czytają informacje o nich – ale sam zakup odbywa się w sklepie. Panie wolą najpierw przetestować produkt, nierzadko w różnych rodzajach światła, zanim zdecydują o zakupie. Podobnie wygląda sprawa z zapachami – co innego czytać o składzie, a co innego poczuć perfumy na własnej skórze i przekonać się czy do nas pasują. Dlatego przyszłość tradycyjnych punktów sprzedaży widzę w pozytywnych barwach.
Jaki asortyment jest podstawą sprzedaży w Yves Rocher?
Kosmetyki pielęgnacyjne. Są znakomicie postrzegane z uwagi na formuły, których składniki czerpiemy ze świata roślin. Kremy kupowane są na własny użytek, ale trafiają też do większości zestawów prezentowych, które nasze konsultantki przygotowują według wytycznych klientek.
Wracając do roślinnych składników – znakomicie wpisaliście się w modny obecnie ekologiczny trend…
Jeśli się dobrze przyjrzeć, to jest to silnie rysująca się tendencja już od mniej więcej 50 lat. Dla nas jednak nie jest to kwestia mody. Wierzymy, że ekologia, dbałość o środowisko to słuszny kierunek. Dlatego nie tylko czerpiemy z natury, ale i próbujemy oddać jej, choć w części, coś od siebie, w zamian za to wszystko, co jej zawdzięczamy. Jako pierwsi w handlu wprowadziliśmy torby wielokrotnego użytku. Podobną funkcję mają uzupełniacze do kremów. Po zakupie pierwszego opakowania, wystarczy potem dokupować wkłady z kremem, które umieszcza się w słoiczku. Sadzimy też drzewa. Ta przygoda zaczęła się w 2007 r., kiedy to Jacques Rocher, syn założyciela firmy zobowiązał się do zasadzenia miliona drzew. Aby zrealizować ten ambitny cel, została powołana akcja Sadzimy dla Dobra Planety pod egidą Fundacji Yves Rocher, która sadzi drzewa na całym świecie przy pomocy lokalnych organizacji pozarządowych.

To z pewnością nie byłoby możliwe bez rozwoju samej firmy. Jaki jest model biznesowy sieci Yves Rocher?

Byliśmy pionierem franczyzy w Polsce – postawiliśmy na tę formę rozwoju od samego początku, od pierwszego sklepu na wspomnianej już Chmielnej – i tak budowana jest sieć do dziś. Stawiamy na partnerów, którzy nie boją się pracy w sklepie, często mają już za sobą takie doświadczenie. W tym wypadku nie sprawdza się bowiem system inwestorski, polegający na wyłożeniu pieniędzy na kilka salonów i zatrudnieniu personelu. Do współpracy poszukujemy osób, dla których sprzedaż, kontakt z klientem, dobranie mu jak najlepszych produktów jest pasją i są w stanie zaangażować się w to osobiście. Ten model sprawdza się i przynosi znakomite rezultaty. Tylko taki sklep jest w stanie zdobyć klientów i przywiązać ich do siebie.
Czyli jest to biznes dla pasjonatów, zafascynowanych produktami, ale i otwartych na potrzeby klienta.
Tyle że tak mówią wszyscy. Mamy dowody na to, że przez te ponad 50 lat istnienia firmy wciąż jest to prawdą. A są nimi opinie klientek. Na strychu bretońskiego domu Yvesa Rochera w La Gacilly we Francji, gdzie znajdowało się pierwsze laboratorium, do dziś przechowywane są listy, które wysyłały kobiety wdzięczne za pomoc w rozwiązaniu problemów z cerą. Niemal tej samej treści listy dostajemy dzisiaj, tyle że teraz nie są one przysyłane na papierze, tylko w formie korespondencji cyfrowej czy postów na Facebooku. To pokazuje, że pomimo iż świat pędzi, to niektóre rzeczy pozostają niezmienne. Dlatego nasze kosmetyki wciąż są tak naturalne, jak to tylko możliwe. Ich formuły są uzupełniane składnikami sztucznie wytwarzanymi tylko tam, gdzie jest to konieczne i tylko wtedy, gdy zapewnione jest ich bezpieczeństwo. Chcemy być innowacyjni, ale nie do przesady. Uznaliśmy, że 4 mln kobiet, które od lat niezmiennie kupują Riche Cream, nie mogą się mylić. Dlatego często rozwijamy gamy produktów, które cieszą się największym zainteresowaniem, zamiast dążyć do oferowania wciąż nowszych preparatów, opartych o najmodniejsze składniki. Choć oczywiście wiemy, że innowacje są bardzo ważne w branży kosmetycznej. Co roku niektóre z naszych produktów zastępowane są nowościami.
 
Mam wrażenie, że nie tylko produkty i zaangażowanie właściciela w obsługę klienta są atutem sieci. Już samo wejście do sklepu dostarcza wyjątkowych wrażeń. Salony są znakomicie urządzone.
Nasze sklepy to Atelier Kosmetyki Roślinnej. Zgodnie z konceptem, nad którym pracowała paryska agencja, naturalność podkreślona jest przez kamienną podłogę i meble w kolorze jasnego drewna. Do tego mamy biel, która tworzy laboratoryjną atmosferę profesjonalizmu i czystości w strefie pielęgnacyjnej. Szarość to elegancja, która tworzy klimat do sprzedaży zapachów i owocowo-kwiatowych produktów do kąpieli. W części makijażowej wystrój jest bardziej emocjonalny, ale wciąż wszystko podporządkowane jest ekspozycji produktów, bowiem to one mają być najbardziej widoczne, a reszta stanowi raczej tło. Średnia powierzchnia sklepów to 35 mkw., co w zupełności wystarczy przy naszych 700 referencjach. Zauważyliśmy, że gdy metraż jest sporo większy, tworzą się martwe strefy, które powodują, że klienci nie czują się w sklepie przytulnie i komfortowo. Dlatego sale sprzedaży w naszych największych salonach – w warszawskiej Arkadii, Złotych Tarasach czy Galerii Krakowskiej – zostały pomniejszone do 45-50 mkw. Środek sklepów najczęściej przeznaczony jest na strefę makijażu, która już niebawem będzie poszerzana o skin care bary. Będzie można w nich wypróbować nasze najlepsze kremy, czy to osobiście, czy z pomocą konsultantki. Nie wierzymy bowiem w showrooming, czyli teorię która mówi, że sklepy będą służyły tylko do oglądania produktów, a same zakupy przeniosą się do internetu. Namacalny kontakt jest bowiem bardzo ważnym emocjonalnym i społecznym wrażeniem, które będzie powodowało, że klienci będą chcieli dokonać zakupu tu i teraz. Dlatego stawiamy na atmosferę w sklepie oraz porady i konsultacje. Od dawna wiele wysiłku wkładamy w wyszkolenie jak najbardziej kompetentnego personelu.
A co z gabinetami kosmetycznymi? Też działają w salonach. Czy będzie rosła liczba punktów świadczących także usługi pielęgnacyjne?
Gabinety kosmetyczne mamy w 17 sklepach. Wykonują one zabiegi z użyciem naszych preparatów, które z racji łagodnych, naturalnych składników nie mają tak zwanego „efektu wow!”. Oferują znakomite rezultaty, ale oddalone w czasie, wymagające kilku powtórzeń. Przy potrzebie natychmiastowo zauważalnego efektu, standardowe gabinety kosmetyczne – z silnymi preparatami np. na bazie kwasów owocowych – mają nad nami przewagę. My pozostajemy jednak wierni idei tradycyjnego i bezpiecznego oddziaływania. I choć to trudny biznes, będzie funkcjonował nadal ze względów prestiżowych, w miejscach, w których ma zapewnioną rentowność.
Czy w wyborze nowych lokalizacji jesteście głównie nastawieni na centra handlowe, czy bierzecie pod uwagę także inne propozycje?
We Francji czy Anglii ulice żyją. U nas w 70 proc. handel odbywa się w centrach handlowych. Jednak są wyjątki – nasze salony na ulicach Chmielnej w Warszawie, Grodzkiej w Krakowie czy nawet Franciszkańskiej w Przemyślu wciąż mają rewelacyjne wyniki. Mamy nadzieję, że także w innych miejscowościach ulice dostaną nową szansę od władz lokalnych, a potem także od klientów. W najbliższych latach chcemy otworzyć 30-50 nowych sklepów. Szukamy lokalizacji zarówno w galeriach, jak i przy głównych ulicach i zapewniam, że jest wiele miejsc, w których klientki na nas czekają, co obserwuję codziennie na naszym facebookowym fanpage’u.
Problem, z którym mierzy się obecnie handel to spora wrażliwość klienta na cenę. Jak to wygląda z perspektywy Yves Rocher?
Widzimy oczywiście tendencję do przesuwania się zakupów, także kosmetycznych, do sieci drogeryjnych i dyskontowych. Obserwujemy też ekspansję Rossmanna, który wcześniej nie był akceptowany w wielu centrach handlowych, bo stanowił konkurencję dla oferty dużego operatora spożywczego. Inny jest jednak koncept biznesowy Rossmanna czy dyskontu, a inny nasz. Dlatego na razie, pomimo coraz częstszego sąsiedztwa z tymi formatami, jesteśmy spokojni o nasze klientki. Owszem, wejdą do dyskontu po karmę dla kota czy proszek do prania. Jednak gdy potrzebują kosmetyku, wybiorą naszą specjalistyczną ofertę oraz poradę, a przede wszystkim atmosferę butiku. Rossmann, który bazuje jedynie na produktach najlepiej rotujących, takiej atmosfery nie zaoferuje. Nie lekceważymy jednak konkurencji. Powoduje ona, że jesteśmy bardzo ostrożni, planując ceny nowości. Na stałe o 15 proc. obniżyliśmy też ceny naszych kwiatowych i owocowych żeli pod prysznic, kosztują teraz 8,90 zł. Przyniosło nam to wiele pozytywnych opinii oraz spory wzrost sprzedaży i tak już bardzo popularnych produktów. Staramy się też utrzymywać mocno atrakcyjne ceny preparatów podstawowej pielęgnacji, jako produktów wejścia dla nowych klientek. Zachęcone ich jakością, zaczynają się interesować bardziej specjalistycznymi preparatami. Poznając naszą ofertę, zaczynają też interesować się naszymi zapachami, które przygotowywane są przez te same nosy, które pracują dla najbardziej znanych marek. Ich cena jest natomiast nieporównywalnie niższa. W ten sposób tworzy się przywiązanie do marki.


Cały czas mówimy o klientkach-kobietach. A mężczyźni? Czy też widzicie, że coraz bardziej o siebie dbają i sięgają po kosmetyki?
Oczywiście. Jesteśmy na to przygotowani zarówno pod kątem zapachów, jak i produktów pielęgnacyjnych. Tym bardziej że wyniki sprzedaży rosną w tym segmencie dwucyfrowo. Wciąż jednak obserwujemy, że produkty te kupują dla swoich partnerów panie. Mamy jednak nadzieję, że ta edukacja sprawi, że to w końcu mężczyźni sami ruszą do sklepów. Na razie możemy się pochwalić, że nasza baza stałych klientów liczy 4 proc. mężczyzn. Tym, na których to nie robi wrażenia, powiem, że to 50-proc. wzrost w ciągu dwóch ostatnich lat. Męskie zapachy zaczęły się sprzedawać tak dobrze, że postanowiliśmy wydzielić dla nich osobny regał w większości naszych sklepów.
Czym zaskoczy nas Yves Rocher  w najbliższej przyszłości?
Choć na świecie rozwijane są różne rodzaje biznesu – np. sklepy w sklepach, tzw. cornery czy sklepy selektywne z samymi kosmetykami do makijażu – to w Polsce nadal będą to takie salony, jakie mamy dotychczas. Rozwijany jednak będzie nowy koncept, nad którym już intensywnie pracuje agencja z Francji. Na razie nie mogę nic zdradzić poza tym, że pomimo iż stanowić będzie on kontynuację wszystkiego co robimy obecnie, będzie też pewnym zaskoczeniem i podkreśli jeszcze mocniej naszą siłę jaką stanowią kosmetyki, które tworzymy z roślin.
Rozmawiała
Anna Zawadzka-Szewczyk
zdjęcia: serwis prasowy Yves Rocher


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 13:08
Peptydy w kosmetykach – czy nadchodzą zmiany regulacyjne po aktualnych doniesieniach z USA?
Kaboompics

Tegoroczne regulacyjne lato w FDA jest gorące. Komitet Doradczy ds. Compoundingu Aptecznego FDA zarekomendował dopuszczenie sześciu peptydów, które wcześniej znajdowały się na liście substancji zakazanych. Decyzja ta ponownie wywołała dyskusję na temat bezpieczeństwa stosowania peptydów, zasad ich regulacji, a także konsekwencji, jakie mogą za sobą nieść dla dostępu pacjentów do preparatów funkcjonujących dotychczas w regulacyjnej „szarej strefie”.

Nadchodzi zmiana podejścia FDA do peptydów? Pozytywne rekomendacje dla sześciu substancji

23 i 24 lipca 2026 roku, podczas posiedzenia panelu ekspertów FDA, sześć z siedmiu ocenianych peptydów otrzymało pozytywną rekomendację. Wcześniej te substancje zostały objęte ograniczeniami dotyczącymi stosowania u ludzi, stąd stanowisko panelu wskazuje na istotną zmianę w podejściu amerykańskich regulatorów do tej grupy substancji.

Na liście pozytywnie ocenionych substancji znalazły się BPC-157 oraz TB-500, znane szerzej pod inną nazwą jako tzw.,,Wolverine stack” popularne m.in. w środowisku biohakingowym. Panel pozytywnie odniósł się również do KPV w kontekście chorób zapalnych skóry, MOTS-c w zaburzeniach metabolicznych, emideltide w zastosowaniach związanych ze snem oraz Semaxu w leczeniu migreny. Negatywną rekomendację otrzymał natomiast Epitalon, który rozpatrywany był pod kątem łagodzenia bezsenności.

Nowe stanowiska panelu FDA mogą mieć duże znaczenie na rozwój i tak już dynamicznie rozwijającego się rynku amerykańskiego, a tym samym również na inne kraje. Warto pamiętać, że pozytywna rekomendacja panelu nie jest jednak równoznaczna z dopuszczeniem peptydów do obrotu, ani zatwierdzeniem ich przez FDA jako produktów leczniczych. Stanowi ona jeden z etapów procesu regulacyjnego, a dalsza dostępność tych substancji będzie zależała od kolejnych decyzji FDA oraz warunków, na jakich mogłyby być stosowane i wprowadzane na rynek.

image

Zjedz sobie urodę: shoty, soki, słodkie suplementy

Kolejnym etapem będzie analiza stanowiska ekspertów przez FDA i podjęcie właściwych decyzji regulacyjnych. Proces ten może potrwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat, dlatego ewentualne zmiany w dostępności tych substancji mogą nastąpić dopiero w 2027 roku lub później. Choć FDA często uwzględnia rekomendacje swoich paneli doradczych, nie jest nimi formalnie związana i w przeszłości zdarzało się, że podejmowała decyzje odmienne od stanowiska ekspertów.

Kolejnego posiedzenia Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC) możemy spodziewać się przed końcem lutego 2027 roku. Ocenie ma zostać poddanych pięć kolejnych peptydów: LL-37, GHK-Cu, melanotan II, octan Dihexa oraz PEG-MGF. Szczególnie interesujący z perspektywy branży kosmetycznej może być GHK-Cu, szeroko wykorzystywany i promowany w produktach do pielęgnacji skóry.

Na tle działań amerykańskich regulacji warto pamiętać, że przyjęta w grudniu 2022 roku ustawa Modernization of Cosmetics Regulation Act (MoCRA) znacząco rozszerzyła kompetencje organizacji FDA w zakresie nadzoru nad rynkiem kosmetycznym. Biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie peptydami oraz coraz śmielszymi deklaracjami dotyczącymi ich działania można spodziewać się, że status regulacyjny peptydów będzie jednym z ważniejszych zagadnień dla amerykańskiej branży kosmetycznej w najbliższych latach.

Między rekomendacją a zatwierdzeniem, czyli problemy z interpretacją statusu peptydów

W ciągu zaledwie kilku godzin od pierwszego głosowania w sieci pojawiły się hasła sugerujące, że „FDA zatwierdziła peptydy". Takie sformułowanie jest dość dużym uproszczeniem i wprowadziło wielu odbiorców w błąd. Termin,,zatwierdzenie” oznacza, że sponsor przeprowadził badania kliniczne, przedłożył je, a agencja FDA uznała lek za bezpieczny i skuteczny dla określonego zastosowania.

image

Peptydy peptydom nierówne. Dlaczego sama obecność składnika w INCI nie mówi wszystkiego o kosmetyku?

W rzeczywistości panel ekspertów wydał rekomendację dotyczącą możliwości umieszczenia ocenianych substancji na liście składników, które mogą być wykorzystywane przez apteki do sporządzania leków recepturowych w ramach tzw. compounding. Oznacza to, że przedmiotem oceny nie było dopuszczenie gotowych produktów leczniczych zawierających te peptydy ani zatwierdzenie ich skuteczności w określonych wskazaniach terapeutycznych.

Warto mieć na uwadze, że to, co się rzeczywiście wydarzyło, to wyłącznie rekomendacja komitetu doradczego, by dodać substancje do listy składników, które apteki mogą przygotowywać leki recepturowe w ramach tzw. compounding, co jest kwestią praktyki aptecznej, a nie tego, czy dany związek działa.

Dyrektorka farmaceutyczna wyraziła się w tym temacie dość bezpośrednio: „Głosowania nie sprawiają, że peptydy stają się lekami zatwierdzonymi przez FDA, zamiast tego stanowią rekomendację, że związki te zostaną dodane do listy substancji, które apteki wykonujące compounding mogą przygotowywać dla pacjentów na receptę”.

Głosowania mają wyłącznie charakter doradczy. Ostateczna decyzja należy do FDA, która nie jest formalnie związana rekomendacją ekspertów. Dlatego na obecnym etapie nie można mówić ani o „zatwierdzeniu peptydów przez FDA”, ani o uzyskaniu przez nie statusu leków zatwierdzonych przez Agencję.

Peptydy w USA a rynek europejski – czy decyzje FDA mają znaczenie dla UE?

Z perspektywy Unii Europejskiej rekomendacje amerykańskiego FDA nie mają bezpośredniego wpływu na zmiany regulacyjne peptydów na terenie UE. Sekcja 503A amerykańskiej ustawy Federal Food, Drug and Cosmetic Act określa zasady, na jakich apteki w Stanach Zjednoczonych mogą sporządzać leki recepturowe w ramach tzw. compoundingu. Przepisy te nie mają wpływu na status prawny ani klasyfikację omawianych peptydów na rynku unijnym.

W tym samym czasie w Unii Europejskiej pojawiły się natomiast nowe wytyczne naukowe Europejskiej Agencji Leków (EMA) dotyczące rozwoju i wytwarzania syntetycznych peptydów, obowiązujące od 1 czerwca 2026 roku. Dokument ten dotyczy jednak odrębnego zagadnienia i nie odnosi się ani do amerykańskiego systemu compoundingu, ani nie jest bezpośrednią reakcją na ocenę substancji w ramach sekcji 503A.

image

Syntetyczne peptydy sprzedawane online zagrożeniem dla zdrowia – GIS i GIF ostrzegają

Znaczenie wydarzeń w Stanach Zjednoczonych dla europejskiego rynku ma więc obecnie przede wszystkim charakter naukowy, rynkowy i informacyjny, a nie prawny. Decyzje FDA same w sobie nie determinują statusu danego peptydu na terenie UE – jest on oceniany na podstawie obowiązujących przepisów unijnych oraz w określonych przypadkach, regulacji krajowych.

Nie oznacza to jednak, że rozwój sytuacji w USA pozostaje bez znaczenia dla Europy. Ewentualne zmiany w dostępności i wykorzystaniu peptydów na rynku amerykańskim mogą pośrednio wpływać na zainteresowanie badawcze, dostępność surowców, globalny popyt oraz działania dostawców. Z tego względu dalsze decyzje FDA warto obserwować również z perspektywy europejskiej, choć nie należy ich utożsamiać ze zmianami regulacyjnymi w UE.

Peptydy w kosmetykach pod lupą regulatorów

Rosnąca popularność peptydów w pielęgnacji skóry coraz częściej zwraca uwagę regulatorów. W przypadku substancji takich jak GHK-Cu (peptyd miedziowy), Matrixyl czy inne peptydy stosowane w produktach kosmetycznych istotne znaczenie ma nie tylko ich skład i sposób działania, ale również deklarowane przeznaczenie produktu oraz sposób komunikacji dotyczące jego działania.

To właśnie sposób komunikowania jego właściwości może zdecydować, czy w świetle amerykańskich przepisów pozostanie on kosmetykiem, czy zostanie zakwalifikowany jako produkt leczniczy podlegający znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom. Kosmetyk, któremu przypisywane jest działanie związane z leczeniem, zapobieganiem chorobom lub wpływem na funkcje organizmu, może zostać zakwalifikowany jako produkt leczniczy, a tym samym podlegać znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom FDA.

Wzmożone zainteresowanie FDA tą kategorią może nieść za sobą konsekwencje dla dynamicznie rozwijającego się rynku kosmetyków peptydowych. Dla producentów i marek oznacza to przede wszystkim konieczność uważnej oceny deklaracji marketingowych, sposobu prezentowania działania produktów oraz zgodności komunikacji z ich statusem prawnym tak, aby komunikacja pozostawała zgodna z jego statusem prawnym.

image

Ingredion: Konsumenci domagają się kosmetyków czystych, zrównoważonych i wielofunkcyjnych

W kosmetologii peptydy stosowane miejscowo zazwyczaj klasyfikowane są ze względu na kategorię swojej funkcjonalności m.in. na peptydy sygnałowe, peptydy nośnikowe, peptydy hamujące neuroprzekaźnictwo oraz peptydy hamujące enzym.

Aby można mówić o skutecznym działaniu miejscowym produktu zawierającego peptydy, powinny one mieć masę cząsteczkową poniżej 500 Daltonów, co znacznie ułatwia przenikanie przez barierę skóry. Nie oznacza to jednak, że masa cząsteczki poniżej 500 Da automatycznie gwarantuje skuteczne przenikanie peptydu – jest to wyłącznie jeden z kilku czynników wpływających na jego biodostępność miejscową.

GHK-Cu – jeden z najlepiej poznanych peptydów kosmetycznych

GHK-Cu, szerzej znany na rynku kosmetycznym jako peptyd miedziowy jest kompleksem miedzi z tripeptydem glicylo-L-histydylo-L-lizyną. Cząsteczka GHK naturalnie występujące w organizmie człowieka, m.in. w osoczu, a jej charakterystyczną cechą jest jej wysokie powinowactwo do dwuwartościowych jonów miedzi (Cu²⁺), prowadzące do powstania biologicznie aktywnego kompleksu chelatowego GHK-Cu. Stężenie GHK w osoczu zmienia się wraz z wiekiem – najwyższe wartości obserwowane są u młodych osób dorosłych, natomiast z upływem lat jego poziom stopniowo się obniża. W literaturze dla osób około 20. roku życia opisywane są stężenia rzędu około 200 ng/mL.

GHK-CU należy do jednych z najwcześniej odkrytych i najlepiej poznanych bioaktywnych peptydów. Może on pełnić funkcję zarówno peptydu sygnałowego, jak i nośnikowego, przyczyniając się do przebudowy macierzy zewnątrzkomórkowej oraz uwalniając miedź w miejscach, gdzie pojawiają się uszkodzenia tkanek lub stany zapalne. W badaniach opisywano jego wpływ m.in. na syntezę kolagenu, elastyny, proteoglikanów i glikozaminoglikanów, a także właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne.

Od lat 80 XX wieku, GHK-Cu jest ceniony medycynie estetycznej. Szczególne zainteresowanie budzi jego wykorzystanie w produktach kosmetycznych przeciwstarzeniowych, co wynika przede wszystkim z wcześniej wspomianych właściwości związanych z procesami regeneracyjnymi, przebudową skóry oraz działaniem przeciwzapalnym.

Interesującym kierunkiem badań jest również połączenie GHK-Cu z kwasem hialuronowym (HA). W badaniach eksperymentalnych obserwowano synergistyczne działanie tych składników, przy czym najsilniejsze efekty zaobserwowane zostały przy zastosowaniu stosunku GHK-Cu do niskocząsteczkowego kwasu hialuronowym wynoszącym 1:9. Takie synergistyczne działanie może wspierać integralność połączenia skórno-naskórkowego, a tym samym przyczyniając się do zwiększenia jędrności skóry oraz jej odporności mechanicznej.

image

K-beauty opuszcza niszę. Masowa ekspansja zmieni reguły gry na polskim rynku kosmetycznym

Potencjał kosmetologiczny GHK-Cu nie ogranicza się jednak wyłącznie do skóry. Peptyd ten jest również badany pod kątem jego wpływu na mieszki włosowe i wzrost włosów. W modelach eksperymentalnych, w tym badaniach ex vivo na ludzkich mieszkach włosowych, dość intensywną stymulację wydłużania ludzkich mieszków włosowych już przy bardzo niskich stężeniach, co świadczy o jego bardzo wysokiej aktywności biologicznej.

Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl)

W ostatnich latach obserwowany znaczący rozwój technologii opartych na białkach i peptydach w obszarze pielęgnacji przeciwstarzeniowej skupił uwagę kosmetologów również na palmitoyl pentapeptide-4 (Matrixyl). Zainteresowanie tym peptydem sygnałowym wynika przede wszystkim z jego potencjału do stymulacji fibroblastów, zwiększając syntezę kolagenu, elastyny, fibronektyny i kwasu hialuronowego poprzez szlaki TGF-β, co może przekładać się na poprawę właściwości skóry oraz zmniejszenie widoczności oznak starzenia.

Jednym z głównych wyzwań związanych z wykorzystaniem peptydów w kosmetykach pozostaje jednak ich skuteczne dostarczenie do miejsca działania. Bariera warstwy rogowej ogranicza przenikanie wielu substancji aktywnych, dlatego też nauka skupia się również na rozwijaniu systemów mających poprawiać stabilność peptydów, chronić je przed degradacją oraz zwiększać ich biodostępność.

Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl) po przeniknięciu przez warstwę rogową do skóry właściwej, wiąże się z receptorami na powierzchni komórek i aktywuje szlaki zwiększające produkcję kolagenu typu I i III. Może także ograniczać degradację kolagenu, przyspieszać produkcję prokolagenu, a także regulować syntezę kwasu hialuronowego w fibroblastach.

Jednym z badanych rozwiązań systemów dostarczania substancji są ethosomy – elastyczne pęcherzyki fosfolipidowe zawierające stosunkowo wysokie stężenie etanolu, sięgające nawet 45% stężenia. Alkohol etylowy zwiększa płynność lipidów warstwy rogowej, a deformowalna struktura pęcherzyków może ułatwiać ich przenikani.

Innym rozwiązaniem są liposomy, które są pęcherzykami zbudowanymi z jednej lub wielu dwuwarstw fosfolipidowych otaczających fazę wodną. Dzięki swojej budowie mogą enkapsulować substancje o różnych właściwościach fizykochemicznych, a w przypadku peptydów przede wszystkim chronić je przed degradacją, poprawiać ich stabilność oraz zwiększać kontakt z warstwą rogową.

Jaka przyszłość czeka peptydy na rynku kosmetycznym?

Peptydy stanowią jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup substancji aktywnych, znajdujących zastosowanie zarówno w obszarze farmaceutycznym, jak i kosmetycznym. Rosnące zainteresowanie peptydami oraz ostatnie działania FDA pokazują, że grupa ta będzie coraz częściej skupiać swoją uwagę regulatorów. Choć decyzje podejmowane w USA nie wpływają bezpośrednio na status prawny peptydów w Unii Europejskiej, mogą wyznaczać kierunki rozwoju rynku, badań i nowych technologii.

Decyzje FDA dla europejskiej branży kosmetycznej oznaczają przede wszystkim konieczność uważnego śledzenia oceny bezpieczeństwa i skuteczności działania peptydów. Na dziś w sprawie stosowania peptydów w produktach kosmetycznych nic się nie zmienia. Więcej informacji w tej sprawie można spodziewać się po kolejnym posiedzeniu Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC), które planowane jest przed końcem lutego 2027 roku.

Aleksandra Kondrusik

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 11:10
Chemia gospodarcza i higiena osobista drożeje. Koszty produkcji przekładają się na ceny detaliczne
Agata Grysiak

Chemia gospodarcza znalazła się w lipcu 2026 r. wśród kategorii produktów codziennego użytku, które drożały najszybciej. Ceny w tej grupie były średnio o 5,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Wyższe wzrosty odnotowano jedynie w przypadku napojów bezalkoholowych, które podrożały o 5,6 proc. Dane pochodzą z badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito obejmującego ponad 103 tys. cen z przeszło 47,3 tys. sklepów.

Chemia gospodarcza wśród liderów podwyżek

W lipcu 2026 r. chemia gospodarcza była drugą kategorią z najwyższą dynamiką cen rok do roku. Produkty z tego segmentu podrożały średnio o 5,4 proc. W tym samym czasie ceny codziennych zakupów, liczonych dla wszystkich 17 analizowanych kategorii, wzrosły średnio o 1,9 proc. 

Oznacza to, że dynamika cen chemii gospodarczej była niemal trzykrotnie wyższa niż średni wzrost cen całego badanego koszyka. Jeszcze wyższy wzrost odnotowano w kategorii napojów bezalkoholowych – 5,6 proc. rok do roku. Kolejne miejsca zajęły pieczywo ze wzrostem o 5,2 proc. oraz słodycze i desery, które podrożały o 5,1 proc.

Energia, surowce i praca pod presją kosztową

Zdaniem dr. Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, który wypowiedział się dla Monday News, wzrosty przekraczające 5 proc. są efektem połączenia kilku czynników: kosztów produkcji, energii, pracy oraz surowców. Znaczenie ma również efekt bazy, czyli odniesienie aktualnych cen do poziomu obserwowanego w analogicznym okresie poprzedniego roku.

W przypadku chemii gospodarczej szczególne znaczenie ma energochłonność procesu produkcyjnego. Wytwarzanie części produktów wymaga wykorzystania energii zarówno na etapie produkcji, jak i przygotowania oraz przetwarzania surowców. Wzrost kosztów energii może więc bezpośrednio wpływać na koszty wytwarzania, a następnie na ceny oferowane konsumentom.

Jednocześnie na poziomie całego rynku widoczne jest wyraźne wyhamowanie dynamiki wzrostu cen. W czerwcu 2026 r. codzienne zakupy były średnio o 2,7 proc. droższe niż rok wcześniej, natomiast w maju wzrost wynosił 3,4 proc. Lipcowy wynik na poziomie 1,9 proc. był zatem niższy odpowiednio o 0,8 pkt proc. i 1,5 pkt proc. 

Higiena osobista droższa o 3,9 proc.

Wysoką dynamikę cen odnotowano także w kategorii środków higieny osobistej. W lipcu produkty z tego segmentu kosztowały średnio o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost cen był więc niższy niż w przypadku chemii gospodarczej o 1,5 pkt proc., ale nadal znacząco przewyższał średnią dla całego analizowanego koszyka.

Ponad 103 tys. cen z 47,3 tys. sklepów

Raport „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” przygotowywany jest cyklicznie od ponad dziewięciu lat. W najnowszej edycji porównano ceny z lipca 2026 r. z cenami z lipca 2025 r. Analiza objęła 17 kategorii oraz ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku.

Łącznie zestawiono ponad 103 tys. cen regularnych i promocyjnych z przeszło 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych. W badaniu uwzględniono dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sklepy convenience oraz placówki cash&carry. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
24. sierpień 2026 01:52