StoryEditor
Rynek i trendy
24.08.2026 15:43

Zapachowy luksus czy trik z TikToka? Marki niszowe i arabskie zmieniają zasady gry na rynku perfum [RAPORT WK]

Zapach Mahd Al Dhahab Arabiyat Prestige / mat. prasowe

Rynek perfum przechodzi transformację. Segment, który jeszcze dekadę temu nazywano „niszą”, dziś rośnie najszybciej ze wszystkich kategorii zapachowych na świecie — w dwucyfrowym tempie. To zjawisko globalne, ale w Polsce przybiera unikalne formy — od ewolucji handlu wyspowego, przez modę na arabskie perfumy, aż po wejście rodzimych marek, także modowych, w świat zapachów. Czy ten boom to trwały trend, czy tylko marketingowa iluzja ekskluzywności?

 

Rynek zapachów nie dzieli się już wyłącznie na produkty masowe sprzedawane w drogeriach oraz luksusowe marki dostępne w perfumeriach, na lotniskach i w kanałach selektywnych. Pomiędzy tymi biegunami rośnie segment rozwijany przez krajowych producentów kosmetyków wprowadzających własne linie zapachowe, sprzedawców odpowiedników znanych perfum, rodzime firmy modowe tworzące autorskie kolekcje, artystyczne domy oferujące spersonalizowane kompozycje na zamówienie, a przede wszystkim dystrybutorów perfum orientalnych, którzy coraz częściej wprowadzają na rynek także własne, oryginalne marki.

Zapach luksusu czy sprytny trik?

Pojęcie „niszy” uległo rozmyciu – dawniej oznaczało rzemieślniczą produkcję, dziś to często po prostu marka o ekskluzywnym pozycjonowaniu i wyższej marży. Marki niszowe, które kiedyś ukrywały się w mrocznych butikach w bocznych uliczkach Paryża czy Mediolanu, dziś stoją w otwartych strefach duty-free obok Chanel i Diora.

Sytuacja dynamicznie się zmienia — segment ten jest coraz szerzej dystrybuowany w perfumeriach selektywnych, sieciach premium oraz w kanałach travel retail.

- Globalnym symbolem zmiany stał się zapach Baccarat Rouge 540” od Maison Francis Kurkdjian, który dzięki mediom społecznościowym stał się kulturowym viralem i jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów segmentu. Jego sukces pokazał, że nisza może jednocześnie pozostawać artystyczna i osiągać masową rozpoznawalność, redefiniując granice kategorii — mówi Małgorzata Soboń-Barca, Senior Category Manager w Lagardère Travel Retail w Polsce.

Na szczycie tego niszowego rynku znajdują się obecnie znane domy perfumeryjne, takie jak Maison Francis Kurkdjian, Creed, Xerjoff, Amouage, Kilian Paris czy Atkinsons. Ich pozycję premium budują autorskie kompozycje, wysokie ceny i narracja oparta na kunszcie perfumiarza. Część tych marek, które zaczynały jako niezależne przedsięwzięcia, została z czasem przejęta przez globalne koncerny kosmetyczne i luksusowe. Pokazuje to, że nisza ne jest już marginesem rynku, lecz atrakcyjnym obszarem inwestycji dla największych grup kapitałowych.

Niżej na cenowej drabinie rośnie segment określany jako "affordable luxury". Należą do niego przede wszystkim marki z Bliskiego Wschodu, m.in. Lattafa, Armaf, Afnan, Paris Corner, Arabiyat Prestige czy Fragrance World. Marki te sprawnie wykorzystują TikTok, e-commerce i rekomendacje społeczności skupionych wokół perfum, dzięki czemu docierają do odbiorców, którzy chcą pachnieć oryginalnie, ale płacić mniej niż za ofertę luksusowych domów.

Nisza wyprzedza mainstream. Rynek perfum przechodzi cichą rewolucję

Kategoria niszowa i perfumy orientalne stały się głównym motorem napędowym i źródłem marży dla całego rynku beauty.

– Segment, który jeszcze dekadę temu nazywano niszą, dziś rośnie najszybciej ze wszystkich kategorii zapachowych, a konsument coraz świadomiej wybiera kompozycje autorskie, trwałe i opowiadające historię. Tempo wzrostu segmentu niszowego szacuje się na kilkanaście procent rocznie (różne raporty wskazują od 9 do 14,5 proc. CAGR w perspektywie do lat 30.), podczas gdy rynek masowy stabilizuje się w okolicach kilku procent. Innymi słowy: nisza rośnie kilkukrotnie szybciej niż mainstream — mówi Mateusz Ćwiek, Marketing Manager w firmie Beauty Care Global — właściciela platformy ScentCorner.pl i dystrybutora marek arabskich w Polsce, powołując się na dane z raportów Statista, Ken Research, Future Market Insights czy Fortune Business Insights. Aby przybliżyć kontekst rynkowy, zajrzeliśmy do wymienionych raportów.

Cały światowy rynek zapachów osiągnie w 2026 roku wartość ok. 64 mld dol. — szacują Statista Market Insights i Grand View Research. Według prognoz GVR do 2033 roku globalna sprzedaż przekroczy 96 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 6 proc.

Rynek perfum na Bliskim Wschodzie ma wzrosnąć z 4,05 mld dol. w 2025 roku do 7,52 mld dol. w 2034 roku, a więc niemal podwoić swoją wartość.

Z analiz branżowych (m.in. Ken Research, „Scents of the Future”) wynika, że linie niszowe i rzemieślnicze generują już prawie 20 proc. przychodów branży perfumeryjnej. Największą część rynku, ok. 45 proc., nadal stanowi segment premium, a ok. 35 proc. przypada na marki masowe.

W pierwszej połowie 2025 roku analitycy Circana odnotowali wzrost sprzedaży perfum masowych o 17 proc. i prestiżowych o 6 proc., ze wskazaniem, że to właśnie kompozycje inspirowane Bliskim Wschodem stanowiły główną lokomotywę całego rynku.

Choć Europa wciąż pozostaje największym regionem rynku zapachów, z udziałem wynoszącym od 30,4 proc. (Fortune Business Insights) do nawet 35,4 proc. (Grand View Research), obok tradycyjnych francuskich i włoskich ośrodków na kluczowe źródło innowacji kompozycyjnych wyrasta Bliski Wschód.

Rosnącą rolę bliskowschodnich kompozycji oudu, ambry, kadzidła i szafranu oraz ich wpływ na zachodnie premiery można jednak opisywać jako trend, nie zaś jako element regionalnego udziału w rynku.

Polski konsument chce pachnieć Orientem

W zależności od przyjętej definicji i zakresu kanałów sprzedaży wartość polskiego rynku perfum v 2026 roku można szacować na ok. 3,5–4 mld zł. Rynek nadal rośnie. Z raportu KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025” wynika, że od końca 2019 roku ceny wiodących produktów luksusowych, w tym perfum, wzrosły średnio o 54 proc. Podobnie jak na świecie, jednym z najbardziej spektakularnych zjawisk w Polsce jest gwałtowny wzrost popularności marek orientalnych i pochodzących z Bliskiego Wschodu.

Zainteresowanie to przyspieszyło w drugiej połowie 2024 roku i eksplodowało w latach 2025–2026, co pokazują chociażby dane Google Trends. Liczba wyszukiwań frazy „perfumy arabskie” wzrosła o ponad 100 proc., natomiast wyszukiwania hasła „perfumy z Dubaju” odnotowały skok o 796 proc. rok do roku. W sezonach handlowych, takich jak Walentynki 2026 na Allegro, kategoria ta stała się jednym z głównych hitów sprzedażowych. Widać to również w oficjalnych statystykach — wartość importu perfum zwiększyła się o ok. 20 proc.

– Cały polski rynek FMCG wszedł w ostatnim czasie w fazę dojrzałego pragmatyzmu — wartość koszyka rośnie o około 5 proc., ale wolumen sprzedaży spada o niecałe 2 proc. To oznacza, że Polacy kupują rzadziej, lecz bardziej świadomie — wybierają produkty o wyższej jakości, trwałości i tożsamości. Perfumy niszowe idealnie trafiły w tę potrzebę — zamiast kilku przypadkowych wód toaletowych z sieciówki polski konsument woli zainwestować w jeden flakon o wysokiej koncentracji olejków, który utrzymuje się na skórze przez cały dzień — zauważa Mateusz Ćwiek, Manager ds. Marketingu Beauty Care Global.

Wydatki na zapachy są w Polsce niższe niż w Europie Zachodniej, ale polscy konsumenci coraz swobodniej poruszają się pomiędzy segmentem masowym, premium, niszą i markami orientalnymi. Poszukują nie tylko rozpoznawalnego logo, lecz także wysokiej koncentracji, trwałości oraz kompozycji wyróżniającej się na tle popularnej oferty. Na polskim rynku wyraźnie rośnie zainteresowanie intensywnymi zapachami orientalnymi. Konsumentów przyciągają przede wszystkim wysoka trwałość, mocna projekcja oraz charakterystyczne nuty wanilii, ambry, oudu, przypraw, kawy i słodkich akordów gourmand.

– Marki arabskie zajmują odmienną, komplementarną pozycję — dostarczają „niszowe doświadczenie” w cenie dostępnej — trwałość i złożoność kompozycji bez bariery cenowej domów artystycznych. Rosną głównie kanałem online i w social commerce, gdzie odkrywanie zapachu jest tańsze i szybsze, i odpowiadają na trend gourmand i unisex, który przyciąga pokolenie Z i młodych millenialsów — mówi Ćwiek. — Dla ScentCorner.pl oznacza to też jasny kierunek rozwoju: model sprzedaży omnichannel (sklep online, showroom w Warszawie, próbki i miniatury) oraz portfolio pokrywające wszystkie gorące kategorie — od gourmand po oud.

Jak marki arabskich perfum podbiły Polskę?

Niekwestionowanym liderem rynku w Polsce i marką mającą status absolutnego wyznacznika kategorii jest Lattafa (oraz linia Maison Alhambra). Bestsellery takie jak Yara (damski hit TikToka), Khamrah (gourmand) oraz Asad sprzedają się w Polsce w setkach tysięcy sztuk. Jednocześnie w przypadku Lattafy oraz większości największych gigantów wolumenowych z Dubaju, takich jak Armaf czy Afnan, nie ma w Polsce jednego wyłącznego dystrybutora.

Struktura dystrybucji opiera się na kilku wyspecjalizowanych importerach B2B oraz dojrzałych podmiotach omnichannel. Kluczowym graczem jest Parfum Company, importująca perfumy bezpośrednio ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Firma odpowiada za wprowadzanie na polski rynek marek takich jak Arabiyat Prestige (My Perfumes Group) oraz dystrybucję do drogerii, perfumerii i sklepów internetowych marek Lattafa, Armaf i Al Haramain.

image
Zapach Marva Arabiyat Prestige
mat. prasowe

Inny duży importer — firma The Rich Supplements — wyspecjalizował się we wprowadzaniu marek z ZEA do sieci detalicznych Hebe oraz Super-Pharm i jest wyłącznym dystrybutorem marki Gulf Orchid.

Do czołówki należy wspomniana wcześniej firma Beauty Care Global — dystrybutor i importer rozwijający sprzedaż w modelu omnichannel. Prowadzi platformę e-commerce ScentCorner.pl oraz showroom w Warszawie. W portfolio ScentCorner.pl, należącego do Beauty Care Global, znajdują się m.in. Lattafa, Armaf, Afnan, Paris Corner, Fragrance World, Al Haramain i Maison Alhambra. Firma rozwija również sprzedaż marki Aurora Scents — domu perfumeryjnego z Dubaju. Część produktów tej marki jest dostępna zarówno w standardowych flakonach o pojemności 100 ml, jak i w dziewięciomililitrowych miniaturach.

– Miniaturyzacja nie jest przy tym wyłącznie zabiegiem promocyjnym. Mniejsze formaty obniżają próg wejścia do marki, ułatwiają testowanie zapachów i odpowiadają na rosnącą popularność budowania „garderoby zapachowej”, zamiast pozostawania przy jednej kompozycji przez wiele lat — wyjaśnia Ćwiek.

Dodaje, że o rosnących ambicjach marek z Dubaju świadczy również polska premiera zapachu ARMAF Club de Nuit Intense Overdose, zaprezentowanego przez Beauty Care Global podczas wydarzenia Vault Night w Warszawie. Produkt pokazuje strategię, dzięki której marki orientalne zwiększają udziały poza swoim rodzimym regionem: oferują wysokie stężenie, trwałość i efektowną oprawę w cenie niższej niż tradycyjne domy luksusowe.

image
Club de Nuit Intense Overdose, najnowsza odsłona kultowej serii ARMAF
Beauty Care Global

Na rynku działają również duże hurtownie B2B, np. Wukong Hurtownia, czyli importerzy zaopatrujący sklepy internetowe, lokalne punkty sprzedaży oraz sprzedawców z Allegro. Podmioty te funkcjonują na dużą skalę, utrzymując w polskich magazynach po kilkadziesiąt tysięcy flakonów gotowych do natychmiastowej wysyłki.

Arabska gorączka — od TikToka do półek w Polsce

Internet — co potwierdzają czołowi polscy dystrybutorzy — jest głównym kanałem sprzedaży marek niszowych i orientalnych, a jego silnikiem stały się platformy społecznościowe: TikTok oraz Instagram.

– Instagram, TikTok i live commerce stały się nie tylko witryną, ale i miejscem sprzedaży. Viralowe wideo potrafi wyprzedać produkt w kilka godzin. E-commerce odpowiada już za ok. jedną trzecią sprzedaży zapachów i jest głównym kanałem wzrostu marek niszowych — bo pozwala budować markę bez kosztownej obecności w tradycyjnym retailu. Model omnichannel (sklep online + showroom + próbki/testery) to dziś standard, który ScentCorner realizuje w praktyce — mówi Mateusz Ćwiek.

To, że pojedynczy viral potrafi opróżnić magazyny dystrybutora w kilka godzin, pokazuje historia zapachu Nyla marki Arabiyat Prestige (My Perfume Company). Kompozycja zyskała viralową popularność na TikToku i Instagramie, podsycaną niepotwierdzoną plotką, jakoby był to ulubiony zapach Rihanny. Efekt? Całkowite wyprzedanie zapasów. Z kolei inny zapach tej samej grupy — Marwa — osiągnął sprzedaż na poziomie 1 mln sztuk w zaledwie osiem miesięcy od premiery.

 – Na tym rynku nie wystarczy już sama dobra oferta — trzeba do niej dołożyć szybkość reakcji. Gen Z nie czeka na rekomendację z butiku — decyzję zakupową podejmuje w kilkanaście sekund, oglądając recenzję na TikToku. My budowaliśmy relacje z producentami ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zanim ten trend w ogóle nabrał rozpędu, dlatego dziś nie gonimy viralowej fali — jesteśmy na nią gotowi, zanim jeszcze ruszy. To różnica między dystrybutorem, który zamawia towar, a partnerem, który ma go w magazynie, zanim klient zdąży kliknąć „dodaj” do koszyka — uważa Szymon Żelazek, CEO i właściciel Parfum Company.

Także marka Gulf Orchid, dystrybuowana przez The Rich Supplements, w rok od debiutu zyskała status viralowej, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych brandów w swojej kategorii. Zajęła nawet pierwsze miejsce w jednym z ogólnopolskich sondaży konsumenckich.

image
Marka Gulf Orchid, dystrybuowana przez The Rich Supplements
The Rich Supplements

 – Wyniki plebiscytu odzwierciedlają realne preferencje zakupowe konsumentów i pozwalają precyzyjnie uchwycić aktualne trendy rynkowe. Dla nas to bardzo ważne potwierdzenie, że obrany kierunek był właściwy. Perfumy arabskie przestały być niszą — stały się realnym segmentem rynku. To wyróżnienie traktujemy jako impuls do dalszego rozwoju tej kategorii w Polsce — skomentował wyróżnienie Łukasz Fabisiak, CEO firmy The Rich Supplements, która oprócz Gulf Orchid wprowadziła ponad 80 zapachów do największych sieci drogeryjnych w Polsce.

Szymon Żelazek, zwraca jeszcze uwagę na zmianę pokoleniową.

– Model affordable luxury — czyli dostęp do wysmakowanego, orientalnego zapachu w cenie wielokrotnie niższej niż klasyczne perfumy niszowe — trafia dziś w Polsce na wyjątkowo podatny grunt, zwłaszcza wśród młodszych konsumentów, dla których zapach stał się formą ekspresji równie ważną jak ubiór — podkreśla prezes Parfum Company.

Lotniska nową mekką niszy rynku perfum

Jednym z najbardziej dobitnych dowodów na to, że perfumy niszowe opuściły kameralne butiki i weszły do głównego strumienia konsumpcji, są twarde dane z kanału podróżniczego (travel retail). Analizy firmy Lagardère Travel Retail, zarządzającej m.in. punktami sprzedaży Aelia Duty Free na lotniskach, potwierdzają, że w ostatnim roku sprzedaż marek niszowych w kanale lotniskowym, odpowiadającym za ok. 15 proc. światowej sprzedaży zapachów, wyraźnie wzrosła.

– Na przestrzeni ostatniego roku sprzedaż marek niszowych w transporcie lotniczym wzrosła o ponad 30 proc., a ich udział w całej kategorii zapachów zwiększył się o blisko 4 punkty procentowe. Przekłada się to bezpośrednio na wzrost średniej wartości koszyka oraz błyskawiczny rozwój segmentu formatów podróżnych i zestawów prezentowych (gift & travel sizes). Lotniska stały się naturalnym miejscem odkrywania niszy ze względu na czas, jakim dysponuje podróżny, oraz aspiracyjny charakter strefy duty-free — wyjaśnia Małgorzata Soboń-Barca, Senior Category Manager w Lagardère Travel Retail w Polsce.

Soboń-Barca podkreśla, że segment ten staje się jednym z głównych motorów wzrostu rynku zapachów:

— Klienci stref duty-free traktują lotnisko jako strefę eksploracji marek premium, szukając „podpisu zapachowego” (scent signature), który wyróżni ich z tłumu. Okazuje się też, że klienci Aelia Duty Free zakup zapachu niszowego najczęściej łączą z… innym zapachem niszowym. Wpisuje się to w jeden z ważnych trendów w kategorii, tzw. fragrance layering — łączenie kilku zapachów w celu stworzenia indywidualnej kompozycji. Domy takie jak Jo Malone London czy Maison Margiela aktywnie edukują klientów w zakresie budowania „zapachowych kolaży wspomnień” — mówi.

Niszowe marki perfumeryjne — Diptyque, Jo Malone, Trudon czy Byredo — tworzą dziś całe zapachowe uniwersa. Poza flakonem perfum w obrębie tego samego zapachu lub motywu dostępne są niejednokrotnie świece i dyfuzory do wnętrz, balsamy do ciała, żele, mydła, mgiełki do ciała i pościeli, a nawet zawieszki do szafy czy perfumy samochodowe.

 – W efekcie rośnie nie tylko sprzedaż pojedynczych produktów, ale także liczba powtórnych zakupów oraz koszyków wieloproduktowych — klienci kupują równolegle kilka zapachów, miniatury oraz produkty komplementarne. Nisza przestaje być segmentem peryferyjnym, a staje się jednym z kluczowych kierunków strategicznych rozwoju kategorii beauty w kanałach podróżnych — dodaje Małgorzata Soboń-Barca.

Polskie firmy też wchodzą do zapachowej niszy

Orientalny boom nie oznacza jednak, że polski konsument bezwarunkowo odwraca się od znanych marek. Zmienia się raczej sposób postrzegania wartości produktu. Na tę zmianę odpowiadają nie tylko wyspecjalizowani dystrybutorzy marek arabskich i niszowych. Także polscy producenci obecni w segmencie masowym zwiększają koncentrację kompozycji i rozwijają linie pozycjonowane wyżej niż ich podstawowa oferta. Przykładem jest Made in Lab, które wprowadziło do Rossmanna kolekcję PRIVÉ obejmującą 20 kompozycji: dziesięć przeznaczonych dla kobiet oraz dziesięć dedykowanych mężczyznom.

– Dynamika sprzedaży perfum w Polsce wynosi ok. 2–3 proc. rocznie, a konkurencja wyraźnie przesuwa się w kierunku jakości i wartości produktu. Konsument coraz rzadziej kupuje zapach „dla marki”, a coraz częściej „dla efektu”. Liczy się trwałość, projekcja i to, jak zapach pracuje na skórze w ciągu dnia. To właśnie jakość i doświadczenie użytkownika stają się dziś najważniejszym wyróżnikiem. Dlatego zdecydowaliśmy się na wprowadzenie pierwszej linii perfum w portfolio Made in Lab. PRIVÉ i zwiększyliśmy naszą obecność w kategorii zapachów — mówił, ogłaszając wprowadzenie do drogerii Rossmann linii perfum PRIVÉ, Bartosz Jonas, wiceprezes zarządu firmy Błysk, do której należy marka Made in Lab.

Cena referencyjna za 50 ml wynosi 79,99 zł. Zapachy utrzymują się na skórze przez wiele godzin, odpowiadając na rosnące oczekiwania konsumentów. To obecność, a nie chwilowe wrażenie.

– Wyjątkowość kolekcji PRIVÉ podkreśla również design flakonów. Postawiliśmy na minimalizm oraz naturalne elementy, które wzmacniają przekonanie, że to, co najważniejsze, kryje się w środku. Kluczowa pozostaje dla nas jakość i dopracowanie każdej kompozycji — mówi Izabela Bednarczyk-Wiktor, Head of Marketing Made in Lab.

Jak dodaje przedstawicielka marki, rynek zapachów wchodzi w nową fazę rozwoju, opartą nie na logotypach, lecz na jakości doświadczenia, trwałości, intensywności i dopasowaniu do codziennych potrzeb użytkowników.

Moda wchodzi w perfumy

Innym kierunkiem rozwoju rynku jest wchodzenie marek modowych w kategorię zapachową. Przykładem takiego ruchu jest Balagan. Polska marka, znana dotąd przede wszystkim z autorskiego obuwia i akcesoriów, po 12 latach działalności stworzyła pierwszą kolekcję czterech perfum: SASKA, SAWA, TELIMENA i FRYDERYK. Każda kompozycja opowiada inną historię. Zapachy zostały wyprodukowane w Polsce i opracowane we współpracy ze szwajcarskim domem perfumeryjnym. Punktem wyjścia stała się Warszawa — nie jako pocztówkowy obraz miasta, lecz zbiór osobistych wspomnień, miejsc i nastrojów.

– Stworzenie perfum było naszym marzeniem od dawna. Przez wiele miesięcy pracowaliśmy nad zamknięciem w szkle tego, co dla nas najważniejsze: czułości do Warszawy, naszych osobistych wspomnień i unikalnej miejskiej estetyki, którą na co dzień wyrażamy poprzez design. Tak powstała nasza pierwsza, autorska kolekcja zapachów — intymny i zmysłowy portret miasta, które nas inspiruje. To połączenie warszawskiej tożsamości z najwyższą sztuką perfumiarstwa — podkreśla Daria Czarnynoga, PR Manager Balagan.

Ten debiut pokazuje, że polskie firmy modowe nie muszą ograniczać się do licencjonowanych produktów czy prostych rozszerzeń asortymentu. Mogą budować autorskie koncepty zapachowe, wykorzystując własny język wizualny, relacje ze społecznością i lokalną historię.

Dlaczego konsument chce odpocząć od marek Chanel, Gucci czy Lancome?

- Być moze szuka po prostu innych kompozycji, takich które stanowią o cichym luksusie i głębokiej wrażeniowości odnoszącej się bezpośrednio do naszego życia. Ten rodzaj intymności wciąż uchodzi za niszowy i luksusowy, a jest potrzebą nas wszystkich, coraz częściej wyrażaną w przedmiotach, którymi się otaczamy, i w designie, z którym obcujemy na co dzień. Łatwość łączenia składników dobrej jakości daje swobodę eksperymentowania, zachęcając do budowania własnych, niezwykle osobistych skojarzeń. Niszowe perfumy często pozwalają nam ubrać  ulotne kadry - w naszym przypadku z Warszawy -  w zapach i nosić je ze sobą - ocenia trend i popyt na niszę Daria Czarnynoga.

image
Perfumy marki polskiej odzieżowej Balagan
Balagan

 

Ewolucja handlu wyspowego – od podróbek do autorskich kreacji

Specyficznym elementem polskiego rynku pozostają wyspy perfumeryjne w galeriach handlowych. Jeszcze dekadę temu wiele z nich opierało działalność na sprzedaży tanich odpowiedników reklamowanych hasłami „pachnie jak…”. Cena była najważniejszym argumentem, a komunikacja nawiązywała bezpośrednio do najbardziej rozpoznawalnych perfum światowych marek.

Obecnie ten model stopniowo się zmienia. Część przedsiębiorców inwestuje we własny branding, autorskie flakony i nazwy kompozycji, a także rozszerza ofertę o oryginalne zapachy, w tym orientalne. Przykładem jest polska firma Sorvella Perfumy, która od 2017 roku produkuje i sprzedaje zapachy inspirowane znanymi, ekskluzywnymi markami oraz perfumami niszowymi. Konsument wybiera z listy ulubiony markowy zapach i otrzymuje tańszy odpowiednik w jednym z kilku dostępnych formatów. Od pewnego czasu firma rozwija i promuje również własne linie perfumeryjne Signature i Mountain.

W ofercie ma ponadto całą gamę produktów zapachowych do wnętrz: dyfuzory, spraye, świece oraz perfumy do samochodu. W ten sposób stara się wypełnić lukę pomiędzy bardzo drogimi, niedostępnymi cenowo dla wielu klientów perfumami a tanimi zapachami. Wyspy są więc nie tylko kanałem dystrybucji, ale stają się także przestrzenią do testowania lokalnych konceptów perfumeryjnych.

Za tą zmianą stoi ewolucja oczekiwań konsumentów. Niska cena nadal ma znaczenie, ale coraz częściej liczą się także trwałość, projekcja i poczucie odkrycia zapachu, którego nie używają wszyscy. Marki arabskie dobrze odpowiadają na te potrzeby, ponieważ oferują wyraziste kompozycje i efektowne opakowania, pozostając v bardziej dostępnych przedziałach cenowych.

 

image
Zapach Arabiyat Prestige
mat. prasowe

 

Detal selektywny broni się ikonami i opowieścią

Tradycyjne perfumerie selektywne także wzmacniają swoją pozycję poprzez rozwijanie oferty marek niszowych i ekskluzywnych kolekcji. Ich przewagą pozostaje możliwość poznania zapachu na miejscu, skorzystania z porady konsultanta oraz wejścia w świat historii budowanej wokół kompozycji.

Z okazji 25-lecia działalności Douglasa w Polsce sieć zwraca uwagę m.in. na zapachowe ikony, które wykraczają poza klasyczne podziały płciowe. Przykładem jest KILIAN PARIS Angels’ Share – kompozycja inspirowana koniakowym dziedzictwem rodziny Hennessy, oparta na nutach koniaku, cynamonu, dębu, fasoli tonka i wanilii. Z kolei Atkinsons Reserve Collection Shine Despite Everything, inspirowany postacią Sarah Bernhardt, łączy kurkumę, kadzidło, karmel i bursztyn.

Takie zapachy pokazują, że w segmencie selektywnym coraz ważniejsza jest nie tylko rozpoznawalność logo. Klient oczekuje historii, charakterystycznych składników i kompozycji, której nie ogranicza tradycyjna etykieta „dla niej” lub „dla niego”.

 

KOMENTARZ REDAKCJI: Co już zmieniło polski rynek, a co dopiero nadejdzie?

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca Wiadomości Kosmetyczne

Polski rynek perfumeryjny przestaje być jednolicie masowy. Jego rozwój napędzają dziś dwa pozornie przeciwstawne zjawiska: poszukiwanie indywidualnych i niszowych kompozycji oraz chęć płacenia mniej za poczucie luksusu.

Lukę pozostawioną przez drogą niszę artystyczną, oferującą flakony w cenie 1000–1500 zł, zapełniają nie marki mainstreamowe reklamowane przez znane gwiazdy (Zendaya promuje nowy zapach Prady), lecz dynamiczne marki z Bliskiego Wschodu, oferujące perfumy w cenie 100–250 zł za 100 ml. Półka sklepowa ustępuje jednak miejsca algorytmom. Przykład marek takich jak Lattafa, Armaf czy Aurora Scents pokazuje, że o sukcesie w dystrybucji decydują zapasy pozwalające szybko odpowiedzieć na virale oraz sprawny e-commerce. Wyspy handlowe w galeriach także przechodzą transformację: z punktów oferujących „zamienniki” stają się pełnoprawnymi salonami marek orientalnych i zapachów do wnętrz — przykładem jest firma Sorvella. Zapach przestał być kategorią zamkniętą. Case study marki Balagan ilustruje, jak polski detal modowy wykorzystuje autorskie perfumy do zwiększania wartości koszyka, a koncepcja „zapachowych uniwersów” — obejmujących świece, kosmetyki pielęgnacyjne i mgiełki — zwiększa wskaźnik powracalności klientów (retention rate).

W kolejnych latach można spodziewać się dalszego rozwoju miniaturek, formatów podróżnych oraz zestawów próbek (discovery sets). Ułatwiają one konsumentom kolekcjonowanie zapachów, a markom — zdobywanie nowych klientów bez konieczności obniżania ceny pełnowymiarowego produktu.

Patrząc na znudzenie konsumentów masowością i rewolucję narzędzi AI w branży beauty można przypuszczać, że rosnąć będzie także znaczenie neuroperfumiarstwa, badań nad wpływem zapachu na emocje oraz narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję do rekomendowania kompozycji. Prawdopodobnie pojawi się więcej autorskich projektów łączących perfumy z modą, designem i lokalną tożsamością.

Patrząc na rynek z persektywy finansowej na pewno segment niszowy będzie podlegał dalszej konsolidacji. Największe koncerny poszukują marek z wyrazistym DNA, lojalną społecznością i potencjałem międzynarodowym. W rezultacie granice pomiędzy niszą, luksusem i rynkiem masowym będą coraz mniej oczywiste. O sukcesie marki zadecyduje nie sama przynależność do określonego segmentu, lecz umiejętność połączenia oryginalnej kompozycji, właściwej ceny, dostępności oraz komunikacji zdolnej przebić się zarówno w perfumerii, jak i na TikToku.

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.09.2026 11:43
Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?
Wiadomości Kosmetyczne

Pumpkin spice latte od dawna nie jest już wyłącznie sezonowym napojem. Popularność charakterystycznej mieszanki dyni, kawy, wanilii i korzennych przypraw napędza dziś sprzedaż produktów z wielu kategorii – od żywności i świec po perfumy, pielęgnację i makijaż. Dane z USA pokazują, że zainteresowanie trendem rośnie, a branża kosmetyczna coraz skuteczniej wykorzystuje jego potencjał. Dla marek i sieci handlowych pumpkin spice może być nie tylko sezonową inspiracją produktową, ale również narzędziem zwiększania sprzedaży poprzez limitowane kolekcje, cross-selling i budowanie doświadczeń zakupowych.

Jesień tradycyjnie przynosi powrót produktów limitowanych, sezonowych zapachów i ciepłych, gourmandowych kompozycji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tego zjawiska pozostaje pumpkin spice latte (PSL). Napój, który zadebiutował w amerykańskich kawiarniach Starbucks w 2003 roku, przez ponad dwie dekady przekształcił się z produktu sezonowego w pełnoprawny fenomen kulturowy.

Skala zainteresowania widoczna jest w danych dotyczących zachowań konsumentów. Według platformy Yelp, w lipcu wyszukiwania frazy „pumpkin spice latte” wzrosły o 301 proc. rok do roku, a zapytania o „pumpkin latte” zwiększyły się o 256 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Rosnący apetyt na jesienne produkty sezonowe nie ogranicza się jednak do gastronomii. Tensam mechanizm coraz wyraźniej wykorzystują producenci kosmetyków, perfum i artykułów gospodarstwa domowego.

image
Wyniki wyszukiwania "pumpkin spice"
Google Trends

Dla branży beauty szczególnie istotne jest to, że pumpkin spice przestało oznaczać konkretny smak. Dziś jest raczej skrótem myślowym opisującym całą estetykę: ciepło, komfort, słodkie gourmandowe aromaty, jesienne rytuały i tzw. cozy autumn aesthetic. To sprawia, że trend można wykorzystać w wielu segmentach rynku kosmetycznego.

Od smaku do zapachu i doświadczenia

Pumpkin spice jest przykładem trendu, w którym granice między kategoriami produktowymi stopniowo się zacierają. Konsument nie kupuje już wyłącznie określonego smaku czy zapachu – sięga po całe doświadczenie związane z konkretną porą roku, nastrojem i stylem życia.

W przypadku pumpkin spice kluczowe znaczenie mają skojarzenia z ciepłem i przyjemnością. Nuty dyni, kawy, cynamonu, gałki muszkatołowej, wanilii czy karmelu coraz częściej pojawiają się w balsamach do ciała, peelingach, produktach do kąpieli, świecach zapachowych, mgiełkach i perfumach.

To wpisuje się w rozwój szerszego trendu foodie beauty, w którym inspiracją dla kosmetyków stają się produkty spożywcze, napoje i desery. Dla producentów oznacza to możliwość budowania atrakcyjności produktu nie tylko wokół deklarowanych właściwości pielęgnacyjnych, ale również poprzez jego wymiar sensoryczny.

Zapach, konsystencja i skojarzenia wizualne stają się elementami doświadczenia konsumenckiego. Peeling może pachnieć jak deser, balsam przypominać aromat kawiarni, a produkt do kąpieli budować skojarzenie z domowym rytuałem spa. W efekcie kosmetyk zaczyna konkurować nie tylko skutecznością, ale również zdolnością do wywoływania emocji.

Sezonowość jako narzędzie sprzedażowe

Dla biznesu jednym z najważniejszych aspektów trendu pumpkin spice jest jego silny związek z sezonowością. Jesienne kolekcje dają producentom możliwość regularnego odświeżania oferty bez konieczności przebudowy całego portfolio.

Produkty limitowane mogą zwiększać poczucie ograniczonej dostępności i zachęcać konsumentów do szybszego podejmowania decyzji zakupowych. Jednocześnie sezonowe premiery tworzą naturalny pretekst do komunikacji marketingowej oraz ekspozycji produktów zarówno w handlu tradycyjnym, jak i e-commerce.

Pumpkin spice może być przy tym wykorzystywane nie tylko jako nazwa pojedynczego produktu. Marki mogą budować wokół tego motywu całe jesienne kolekcje obejmujące kilka kategorii: żel pod prysznic, peeling, balsam, mgiełkę do ciała i świecę zapachową. Taki model sprzyja zwiększaniu wartości koszyka poprzez sprzedaż produktów komplementarnych.

Dla producentów kontraktowych trend może natomiast stanowić okazję do przygotowania gotowych koncepcji sezonowych dla marek własnych sieci handlowych. Zamiast oferować wyłącznie pojedynczą formulację, dostawca może zaproponować kompletną platformę produktową obejmującą recepturę, zapach, opakowanie i koncepcję komunikacyjną.

Szansa dla drogerii: gotowy pretekst do cross-sellingu

Trend pumpkin spice może być również interesującym narzędziem dla sieci drogeryjnych. Kluczowe znaczenie ma jednak odejście od klasycznego eksponowania produktów wyłącznie według kategorii.

Jesienna ekspozycja tematyczna może łączyć produkty różnych producentów i segmentów. Obok balsamu o zapachu wanilii i przypraw korzennych mogą znaleźć się perfumy gourmand, paleta cieni w odcieniach miedzi i terakoty, świeca zapachowa oraz produkt do kąpieli. W ten sposób sprzedawca nie promuje pojedynczej kategorii, ale buduje kompletny „jesienny rytuał”.

To potencjalnie zwiększa możliwości cross-sellingu. Konsument, który pierwotnie szuka produktu do pielęgnacji ciała, może zostać zainteresowany także produktem zapachowym lub kosmetykiem kolorowym wpisującym się w tę samą estetykę.

Szczególnie istotny może być potencjał sprzedaży online. W e-commerce trend można wykorzystać do tworzenia landing page’y sezonowych, kategorii tematycznych oraz gotowych zestawów produktowych. Zamiast prezentować klientowi kilkaset balsamów czy perfum, detalista może stworzyć selekcję produktów pod hasłami „cozy autumn”, „pumpkin spice mood” czy „jesienne rytuały beauty”.

Dla drogerii oznacza to również możliwość wykorzystania treści edukacyjnych i inspiracyjnych. Artykuły, krótkie materiały wideo czy instrukcje tworzenia Pumpkin Spice Latte Makeup mogą generować ruch i jednocześnie prowadzić bezpośrednio do kart konkretnych produktów.

Pumpkin spice także w makijażu

Wpływ trendu widoczny jest również w segmencie kosmetyków kolorowych. Tzw. Pumpkin Spice Latte Makeup opiera się na palecie ciepłych odcieni kojarzonych z jesienią – pomarańczach, terakocie, brązach, miedzi i złocie.

Trend wykorzystuje przede wszystkim produkty umożliwiające budowanie efektu rozświetlonej, ciepłej cery: bronzery, róże w odcieniach brzoskwiniowych i ceglastych, metaliczne cienie do powiek oraz błyszczyki w kolorach karmelu i nude.

W tym przypadku pumpkin spice nie oznacza konkretnego składnika czy technologii. Funkcjonuje jako punkt odniesienia dla całej palety kolorystycznej i określonego typu makijażu. Dla producentów jest to o tyle korzystne, że trend można wykorzystać bez konieczności opracowywania zupełnie nowych produktów. Często wystarczające może być stworzenie sezonowej komunikacji lub zestawienia istniejących SKU w nowy sposób.

To istotna wskazówka również dla detalistów. Wykorzystanie trendu nie musi oznaczać oczekiwania na premierę kolejnej limitowanej kolekcji. Drogeria może stworzyć własną kurację produktową lub ekspozycję tematyczną z produktów, które już posiada w asortymencie.

Dynia jako składnik i storytelling

Trend pumpkin spice ma również wymiar składnikowy. Sama dynia oraz pozyskiwany z jej pestek olej są wykorzystywane w kosmetyce ze względu na zawartość lipidów, witamin i związków antyoksydacyjnych.

Ekstrakty z dyni zawierają m.in. witaminy A, C i E, a także minerały i związki o potencjale antyoksydacyjnym. Z kolei olej z pestek dyni jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych i może być stosowany w formulacjach przeznaczonych do pielęgnacji skóry suchej.

Z perspektywy marketingowej daje to markom możliwość połączenia dwóch warstw komunikacji. Pierwszą jest przyjemność sensoryczna związana z zapachem i estetyką produktu, drugą – storytelling dotyczący rzeczywistego wykorzystania surowca roślinnego.

Warto jednak rozdzielać te dwa aspekty. Nie każdy kosmetyk pachnący pumpkin spice zawiera ekstrakt z dyni, a inspiracja zapachem nie powinna być automatycznie przedstawiana jako właściwość pielęgnacyjna. Dla marek, zwłaszcza w coraz bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym dotyczącym komunikacji produktowej, transparentne rozróżnienie między inspiracją sensoryczną a działaniem składników może mieć coraz większe znaczenie.

Od kultowego napoju do perfum

Najbardziej wyraźnym przykładem ekspansji pumpkin spice poza kategorię żywności jest wejście tego motywu do perfumerii. W 2025 roku Starbucks Romania wprowadził EAU de PSL, określane jako pierwsza na świecie woda perfumowana inspirowana kultowym Pumpkin Spice Latte.

Kompozycja unisex została zbudowana wokół nut kawy, liści herbaty i słodzonego mleka skondensowanego. W sercu zapachu pojawiają się cynamon, gałka muszkatołowa i akord waty cukrowej, natomiast bazę tworzą wanilia, fasola tonka i piżmo.

Ten przykład pokazuje, jak daleko może sięgać komercyjny potencjał rozpoznawalnego produktu spożywczego. Pumpkin spice latte przestało funkcjonować wyłącznie jako smak – stało się kodem kulturowym, który można przełożyć na zapach, kolor, opakowanie i całe doświadczenie konsumenckie. Na portalu Fragrantica znajduje się obecnie, bagatela, ok. 200 zapachów z wariantami nuty dyni i dyniowego ciasta.

Trend, który może wyjść poza jedną jesień

Dla branży kosmetycznej pumpkin spice jest interesującym studium przypadku szerszego zjawiska. Konsumenci coraz częściej poszukują produktów, które pozwalają im celebrować codzienne rytuały i tworzyć określony nastrój. W tym modelu kosmetyk ma być nie tylko funkcjonalny, ale również sensoryczny i emocjonalny.

Największą szansę na wykorzystanie tego trendu mają marki, które nie ograniczą się do umieszczenia dyni na etykiecie. Potencjał biznesowy tkwi w budowaniu spójnego doświadczenia – od zapachu i konsystencji, przez opakowanie, aż po sposób prezentacji produktu w punkcie sprzedaży.

Dla drogerii oznacza to możliwość tworzenia sezonowych kategorii zakupowych i zwiększania sprzedaży produktów komplementarnych. Dla producentów – okazję do testowania limitowanych serii i szybszego reagowania na trendy. Z kolei dla marek własnych może to być stosunkowo prosty sposób na wprowadzenie do oferty produktu o wyraźnym, sezonowym pozycjonowaniu.

Dane Yelp, wskazujące na wzrost wyszukiwań „pumpkin spice latte” o 301 proc. oraz „pumpkin latte” o 256 proc. rok do roku, pokazują, że zainteresowanie kulturowym fenomenem PSL nie słabnie. Dla sektora beauty kluczowe pytanie nie brzmi więc już, czy trend inspirowany jedzeniem może sprzedawać kosmetyki. Coraz ważniejsze staje się to, które marki i detaliści potrafią najszybciej przełożyć sezonowe emocje konsumentów na konkretną ofertę, ekspozycję i doświadczenie zakupowe.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
06.09.2026 23:21
Plastikowe cyrkonie wracają. Viralowy trend na whimsy napędza sprzedaż, ale rodzi pytania o odpady
Influencerki prześcigają się w okryształkowywaniu... wszystkiego.@meredithduxbury

Różowe opakowania, kryształki, plastikowe cyrkonie i maksymalizm zamiast estetyki „clean girl” – w 2026 roku branża beauty obserwuje kolejną odsłonę nostalgii za estetyką Y2K. Trend bedazzlingu, czyli ozdabiania przedmiotów błyszczącymi aplikacjami, wychodzi poza manicure i trafia na opakowania kosmetyków, lusterka, balsamy do ust i akcesoria. Dane ze sprzedaży pokazują gwałtowny wzrost popytu na kamyczki, choć popularność jednorazowych dekoracji może oznaczać również nowe wyzwania środowiskowe.

Jeszcze kilka lat temu dominującym kodem wizualnym branży beauty był minimalizm. Neutralne kolory, proste opakowania, estetyka „clean girl” i pielęgnacja przedstawiana jako element codziennej optymalizacji stopniowo wypierają jednak bardziej ekspresyjne formy. W 2026 roku coraz wyraźniej widoczny jest zwrot w kierunku maksymalizmu, nostalgii i świadomego dekorowania przedmiotów, które nie musi pełnić żadnej praktycznej funkcji.

Jednym z najbardziej widocznych przejawów tego zjawiska jest bedazzling – ozdabianie przedmiotów plastikowymi kryształkami i cyrkoniami. Błyszczące aplikacje pojawiają się już nie tylko na paznokciach czy ubraniach, ale także na opakowaniach kosmetyków, balsamach do ust, kompaktach, lusterkach, flakonach perfum, etui telefonów i innych przedmiotach codziennego użytku.

Trend wpisuje się w szersze zjawisko określane w internecie mianem „whimsymaxxing”, czyli celowego wprowadzania do codzienności elementów nadmiaru, zabawy i estetycznej bezużyteczności. Dla branży kosmetycznej oznacza to kolejny sygnał, że konsumenci coraz częściej oczekują od produktów nie tylko skuteczności, ale również możliwości wizualnej ekspresji i personalizacji.

Co to jest whimsy?

Młode pokolenia coraz wyraźniej zwracają się ku estetyce określanej jako „whimsy” i idei „whimsical life”, rozumianej jako świadome wprowadzanie do codzienności fantazji, spontaniczności, humoru i drobnych, pozornie niepotrzebnych przyjemności - „cieszmy się z małych rzeczy”. Nie chodzi przy tym o odcięcie się od rzeczywistości, lecz raczej o odpowiedź na funkcjonowanie w świecie naznaczonym presją, niepewnością i kolejnymi kryzysami.

Po okresie dominacji minimalizmu, kultu produktywności i estetyki powagi generacje Z i Alpha coraz chętniej wybierają kolor, ekspresję i zabawę. Trend jest widoczny zarówno w modzie – w postaci pastelowych ubrań, haftowanych aplikacji, nostalgicznych spinek w kształcie motyli czy stylizacji inspirowanych bajkami i vintage – jak i we wnętrzach, gdzie klasyczną funkcjonalność zastępują fantazyjne formy, nietypowe lampy oraz odważne zestawienia wzorów i faktur.

Podobne zjawisko obserwować można w internecie, gdzie popularność zdobywają absurdalne memy oraz estetyki takie jak fairycore czy clowncore, napędzane przede wszystkim przez viralowe treści w mediach społecznościowych.

Kylie Jenner i przyspieszenie trendu

Choć Kylie Jenner nie stworzyła trendu ozdabiania przedmiotów cyrkoniami, jej aktywność w mediach społecznościowych znacząco przyczyniła się do jego popularyzacji. Estetyka „kamyczkowa” była już obecna na TikToku i Instagramie wraz z powrotem stylu Y2K, kryształowych zdobień paznokci oraz trendu DIY. Wiosną 2026 roku media beauty wskazywały manicure z cyrkoniami jako jeden z rosnących trendów, a sama Jenner prezentowała podobne stylizacje m.in. podczas Coachelli.

Momentem szczególnego przyspieszenia była jednak jej 29. impreza urodzinowa. Utrzymana w różowej, księżniczkowej estetyce oprawa wydarzenia obejmowała tiary, pióra i torty pokryte kolorowymi cyrkoniami. Kluczowe z punktu widzenia mechaniki trendu okazało się to, że estetykę można było stosunkowo łatwo i tanio skopiować.

Kylie Jenner pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci na styku celebrity, mediów społecznościowych i biznesu kosmetycznego. Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 380 mln użytkowników, a równolegle prowadzi własny biznes beauty. W przypadku trendu bedazzlingu istotna jest jednak przede wszystkim niska bariera wejścia – konsument nie musi kupować luksusowego produktu, aby uczestniczyć w estetyce promowanej przez celebrytkę. Wystarczy niedroga paczka samoprzylepnych kryształków.

Prawie 300 tys. sztuk miesięcznie

Skalę rosnącego zainteresowania pokazują dane sprzedażowe. ASINSIGHT, firma monitorująca sprzedaż na amerykańskim Amazonie, szacuje, że 50 najpopularniejszych ofert związanych z hasłem „rhinestones” sprzedało w lipcu 2026 roku łącznie około 296,3 tys. sztuk. Dla porównania, w sierpniu 2025 roku było to 87,5 tys. sztuk.

Oznacza to wzrost o około 239 proc. w porównaniu z poziomem odnotowanym rok wcześniej.

Podobną dynamikę widać w kategorii „bedazzling”. W lipcu 2026 roku sprzedaż 50 najpopularniejszych ofert związanych z tym hasłem wyniosła około 294,3 tys. sztuk, podczas gdy w sierpniu 2025 roku było to 64,4 tys. sztuk. To wzrost rzędu 357 proc.

Dane te pokazują, że trend przestał być wyłącznie niszową estetyką funkcjonującą w mediach społecznościowych. Cyrkonie i zestawy do samodzielnego dekorowania stają się produktem masowym, a ich zastosowanie coraz częściej przenika do kategorii związanych z kosmetykami i akcesoriami beauty.

Dla producentów oznacza to potencjał rozwoju produktów bazujących na personalizacji. Konsument może kupić identyczny kosmetyk jak tysiące innych osób, ale poprzez samodzielne ozdobienie opakowania nadać mu indywidualny charakter. To odpowiada jednemu z istotnych napięć współczesnej konsumpcji – potrzebie jednoczesnego przynależenia do trendu i wyróżnienia się w jego ramach.

Od „clean girl” do estetyki nadmiaru

Popularność bedazzlingu można również interpretować jako reakcję na wieloletnią dominację minimalizmu. W ostatnich latach branża beauty intensywnie promowała uproszczone rutyny, naturalność, neutralną kolorystykę oraz wizerunek konsumenta, który świadomie optymalizuje każdy element swojej pielęgnacji.

Obecny zwrot idzie w przeciwnym kierunku. Maksymalizm nie musi być funkcjonalny, a dekoracja nie wymaga uzasadnienia. W tym sensie „whimsymaxxing” jest kontynuacją wcześniejszych cykli kulturowych – od kolorowego maksymalizmu lat 90., przez estetykę Y2K, po kryształowe zdobienia charakterystyczne dla popkultury początku XXI wieku.

Dla sektora kosmetycznego jest to kolejny dowód na skracanie cykli trendowych przez media społecznościowe. Estetyka nie musi już przechodzić tradycyjnej drogi od projektantów i magazynów modowych do masowego odbiorcy. Wystarczy kilka wiralowych publikacji, aktywność dużego influencera oraz produkt dostępny w niskiej cenie, aby trend w krótkim czasie przełożył się na realny popyt.

Plastikowy koszt błyszczącego trendu

Wzrost popularności cyrkonii rodzi jednak pytania o środowiskowy koszt tej formy konsumpcji. Plastikowe cyrkonie i dekoracyjne kryształki są zwykle niewielkie, trudne do odzyskania i recyklingu. W przeciwieństwie do płaskich naklejek trójwymiarowe elementy mogą odklejać się w wyniku tarcia, kontaktu z wodą lub codziennego użytkowania.

image
Twitter

Pojedyncze elementy łatwo trafiają do odpadów lub kanalizacji, a ich niewielki rozmiar praktycznie uniemożliwia skuteczne odzyskanie. Problem wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą drobnych elementów plastikowych przedostających się do środowiska. Amerykańska National Oceanic and Atmospheric Administration wskazuje, że ponad 700 gatunków zwierząt udokumentowano jako organizmy, które połknęły plastik, co może prowadzić m.in. do blokad i obrażeń wewnętrznych.

W przypadku branży beauty pytanie dotyczy również trwałości trendu. Estetyka oparta na ciągłym dekorowaniu nowych przedmiotów może napędzać dodatkową konsumpcję: nowe kryształki do nowego kubka, opakowania kosmetyku czy akcesorium. Szczególnie problematyczne są dekoracje tworzone wyłącznie na potrzeby pojedynczego zdjęcia lub filmu publikowanego w mediach społecznościowych.

Dla marek kosmetycznych bedazzling jest więc jednocześnie sygnałem rosnącego znaczenia personalizacji i ostrzeżeniem przed kolejną falą jednorazowej konsumpcji. Dane sprzedażowe pokazują wyraźnie, że konsumenci są gotowi kupować produkty umożliwiające szybkie uczestnictwo w trendzie. Długofalowym wyzwaniem pozostaje jednak znalezienie form personalizacji, które pozwolą połączyć efekt wizualny z trwałością i ograniczeniem ilości odpadów.

Błyszcząca estetyka może być jednym z symboli beauty w 2026 roku, ale dla branży istotniejsze od samego trendu pozostaje pytanie, jak długo konsumenci będą chcieli kupować dekoracje, które równie szybko jak pojawiają się w ich mediach społecznościowych, znikają później w koszu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. wrzesień 2026 10:55