StoryEditor
Prawo
05.01.2026 13:02

Bez logo, bez ochrony? Czy to koniec ery quiet luxury w branży beauty?

Trend quiet luxury wciąż dominuje w branżach fashion oraz beauty, zwłaszcza w segmencie premium. W 2026 roku trend ten raczej nie straci na znaczeniu. Moda na minimalizm ewoluuje jedynie w kierunku nieco bardziej wyrazistych faktur i materiałów, dopracowanych detali i zmysłowych form.

Dla producentów kosmetyków to wyzwanie: nie każde subtelne oznaczenie marki da się zastrzec jako znak towarowy. O tym, czy oznaczenia marki utrzymane w eleganckiej prostej estetyce będą prawnie chronione, czy pozostaną dostępne dla konkurencji, decydują urzędy patentowe. Dlatego strategię ochrony brandu warto planować z wyprzedzeniem.

Jak rozumieć trend quiet luxury?

Quiet luxury to styl życia oparty na powściągliwej elegancji i świadomej konsumpcji bez ostentacyjnego manifestowania statusu. Określany także jako „ukryte bogactwo”, „estetyka starych pieniędzy” czy „cichy luksus”, stawia na jakość, ponadczasowość i detale zamiast eksponowania logo drogiej marki.

image

Niełatwo podrobić nową serię kosmetyków Louis Vuitton. Jak dom mody chroni swoje wzory i oznaczenia?

Taką filozofię reprezentują m.in. luksusowe marki modowe Tom Ford czy Max Mara, budujące rozpoznawalność nie przez logo, lecz przez formę, materiał i konsekwencję estetyczną.

Zależność między estetyką „quiet luxury” a ochroną prawną marki doskonale ilustruje sprawa zgłoszenia graficznego znaku towarowego Charlotte Tilbury, która pokazuje, że minimalistyczna elegancja nie zawsze zapewnia wymaganą minimalną zdolność odróżniającą w rozumieniu prawa własności przemysłowej.

Sprawa zgłoszenia znaku towarowego graficznego Charlotte Tilbury

12 grudnia 2025 roku Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (dalej: „EUIPO” lub „Urząd”) wydał decyzję o braku pierwotnej zdolności odróżniającej unijnego graficznego znaku towarowego „” zgłoszonego 11 kwietnia 2025 r. przez Charlotte Tilbury TM Limited (dalej: „Charlotte Tilbury” lub „Zgłaszająca”) dla kosmetyków (EUTM 019172020).

Postępowanie zgłoszeniowe dotyczy oznaczenia w postaci kształtu geometrycznego przeciętego linią, bez elementów słownych ani logo marki. EUIPO uznało, że taki znak nie posiada pierwotnej zdolności odróżniającej: opiera się wyłącznie na podstawowych formach geometrycznych, powszechnie stosowanych w branży kosmetycznej (zwłaszcza premium), przez co przeciętny konsument odbierze go jedynie jako dekorację opakowania, a nie wskazówkę pochodzenia towaru.

Zgłaszająca nie zgodziła się z tą oceną, podkreślając nietypową formę znaku, jego wewnętrzny kontrast, a wskutek tego efekt zapamiętywalności. Argumentowała też, że znak wpisuje się w aktualne trendy „quiet luxury” oraz powoływał się na wcześniejsze pozytywne decyzje dotyczące podobnych znaków graficznych (geometrycznych kształtów) i rejestracje identycznego oznaczenia w kilku państwach spoza UE (m.in. w Wielkiej Brytanii, Bahrajnie, Omanie, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich).

image

Dior vs Empik: Sąd Najwyższy o granicach sprzedaży luksusowych kosmetyków poza autoryzowaną siecią

Stanowisko EUIPO

EUIPO odrzuciło te argumenty. Urząd podkreślił, że:

  • trend „quiet luxury” odnosi się do wysokiej jakości produktu, doskonałego rzemiosła i stonowanego oznakowania marki, ale nie do charakteru odróżniającego samego znaku towarowego;
  • nawet celowy minimalizm nie zwalnia znaku z konieczności spełnienia minimalnego progu zdolności odróżniającej w odniesieniu do towarów, dla których Zgłaszająca ubiega się o ochronę, co nie ma miejsca w niniejszym przypadku;
  • fakt, że konsumenci są przyzwyczajeni do prostych form, nie oznacza automatycznie, że dana forma będzie pełnić funkcję znaku towarowego;
  • wcześniejsze decyzje oraz rejestracje w innych jurysdykcjach nie są wiążące – każdy znak UE jest oceniany autonomicznie, według aktualnej praktyki EUIPO.

EUIPO podkreśla, że w tej sprawie znak nie zawierał żadnego elementu słownego ani dodatkowego elementu graficznego, który mógłby nadać mu choćby minimalny stopień odróżniający.

Skutek decyzji

EUIPO uznało, że konsumenci odbieraliby zgłoszony znak jedynie jako prosty element dekoracyjny, a nie jako oznaczenie pochodzenia towarów. W konsekwencji Urząd stwierdził brak pierwotnej zdolności odróżniającej zgłoszonego znaku.

Zgłaszająca może odwołać się od decyzji w terminie dwóch miesięcy od jej doręczenia.

Jako że Zgłaszająca złożyła tzw. wniosek pomocniczy, w przypadku uprawomocnienia się decyzji Urzędu, postępowanie zgłoszeniowe zostanie wznowione, a znak będzie mógł zostać zarejestrowany pod warunkiem wykazania przez Charlotte Tilbury wtórnej zdolności odróżniającej jej znaku, tj. że w wyniku konsekwentnego i długotrwałego używania w obrocie jest postrzegany przez odbiorców jako oznaczenie pochodzenia towarów.

image

Nowa era beauty marketingu? Prawne aspekty współpracy z AI influencerami

Jak chronić oznaczenia marek „quiet luxury” – w skrócie

Oznaczeń marki w stylu quiet luxury nie chroni się jednym instrumentem prawnym. Minimalistyczne oznaczenia rzadko posiadają samoistną zdolność odróżniającą, dlatego skuteczna ochrona wymaga łączenia praw do znaków towarowych, rejestracji wzorów przemysłowych oraz – w odpowiednim zakresie – prawa autorskiego. Strategię ochrony warto planować równolegle z kształtowaniem estetyki marki, a nie dopiero na etapie sporu z urzędem lub konkurentem.

Komentarz ekspercki

Aby wykazać wspomnianą wtórną zdolność odróżniającą znaku towarowego, należy udowodnić, że przed dokonaniem zgłoszenia był on używany w taki sposób, że klienci z Unii Europejskiej kojarzyli go z konkretnym przedsiębiorcą. Może to zostać potwierdzone m.in. poprzez badania rynku, materiały reklamowe, katalogi, faktury, a także dane sprzedażowe i finansowe.

Urząd bada w szczególności skalę i okres używania znaku, jego zasięg terytorialny, poniesione nakłady na reklamę oraz stopień rozpoznawalności wśród odbiorców w UE. Największe znaczenie mają dowody bezpośrednie (np. badania rynku, oświadczenia niezależnych instytucji), natomiast pozostałe dowody mają charakter uzupełniający. Jeżeli Charlotte Tilbury wykaże, że unijni konsumenci rozpoznają po powyższej grafice jej produkty kosmetyczne, to uzyska prawo ochronne na wskazany graficzny znak towarowy.

Należy jednak zaznaczyć, że marka zgłaszającej pozostaje silnie chroniona niezależnie od wyniku tej sprawy, gdyż Charlotte Tilbury posiada m.in. znaki towarowe słowne oraz niemal identyczny znak słowno-graficzny, obejmujący geometryczne grafiki wraz z dodanym logo „CT”: „” (EUTM 011193414). Sam znak towarowy graficzny zapewniałby szerszą ochronę, m.in. przed używaniem podobnej grafiki nawet z innymi literami, jednak uzyskanie tak szerokiego monopolu na proste formy nie jest łatwe.

Wnioski dla branży beauty

Sprawa Charlotte Tilbury stanowi istotny sygnał ostrzegawczy dla marek kosmetycznych opierających swój wizerunek na minimalizmie. Trendy i estetyka nie zawsze idą w parze z ochroną prawną – im prostsze oznaczenie, tym większe ryzyko, że zostanie uznane wyłącznie za element dekoracyjny, a nie za znak identyfikujący pochodzenie produktu.

Dlatego marki kosmetyczne, w szczególności z segmentu premium, powinny od początku konsultować działania brandingowe z prawnikiem zajmującym się ochroną marki oraz stosować kompleksowe podejście do ochrony własności intelektualnej. Wymogi prawa własności przemysłowej należy uwzględniać już na etapie projektowania brandingu, a nie dopiero po rozpoczęciu używania oznaczeń w obrocie.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

Podstawa prawna:

Art. 7 ust. 1 lit. b) oraz ust. 3, art. 66 ust. 2 oraz art. 97 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1001 z 14 czerwca 2017 r. w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
17.09.2026 12:32
Niebezpieczne kosmetyki nadal trafiają do klientów Amazona i Temu. W składzie rtęć
Kosmetyki z rtęcią wracają do sprzedaży. Problemem są marketplace‘y (fot. Shutterstock)Shutterstock

Mimo obowiązującego od lat zakazu produkty do rozjaśniania skóry zawierające rtęć nadal można znaleźć na dużych platformach e-commerce. Reuters zidentyfikował ponad 20 takich produktów oferowanych m.in. na Amazonie, Temu i TikTok Shop. Żaden z nich nie deklarował jednak obecności rtęci w składzie, a Reuters nie potwierdził niezależnie jej zawartości.

W tym artykule przeczytasz:

  • Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami
  • Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry
  • Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy
  • Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami
  • Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Zakaz stosowania rtęci w kosmetykach obowiązuje w wielu krajach od lat, ale nie wyeliminował z rynku wszystkich produktów zawierających ten toksyczny metal. Jak wynika z analizy Reuters, kremy i inne produkty do rozjaśniania skóry, które znalazły się wcześniej na listach produktów zakazanych, nadal były dostępne na platformach należących do największych graczy e-commerce.

Dziennikarze Reuters znaleźli ponad 20 produktów na Amazonie, Temu i amerykańskim TikTok Shop, a także na należących do Amazona platformach w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Indiach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Analizę przeprowadzono według stanu na 1 września 2026 roku.

Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami

Problemem jest nie tylko samo oferowanie nielegalnych kosmetyków, ale także sposób, w jaki sprzedawcy próbują omijać systemy kontroli platform.

Reuters znalazł przypadki produktów, które po usunięciu z oferty pojawiały się ponownie pod inną nazwą lub za pośrednictwem innego sprzedawcy. W jednym z przypadków krem "Chandni”, wcześniej wskazany przez amerykańską FDA jako zawierający rtęć, był sprzedawany na Amazonie w Indiach jako "Beauty Brightening Cream”. Na zdjęciu produktu prawidłowa nazwa została dodatkowo zamazana.

Co istotne, żaden z produktów analizowanych przez Reuters nie wymieniał rtęci w składzie. Dziennikarze nie byli również w stanie niezależnie potwierdzić obecności toksycznego składnika we wszystkich znalezionych produktach. Ich identyfikacja opierała się na wcześniejszych listach produktów, wynikach badań i publicznie dostępnych informacjach.

image

Prawo się rzekło, PPWR u płota. Nowe obowiązki, koszty starych stocków i problem fragmentacji

Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry

Produkty rozjaśniające skórę są częścią wartego miliardy dolarów rynku kosmetycznego, szczególnie popularnego w niektórych krajach Azji, Afryki i na Karaibach.

Jak wskazuje cytowany przez Reuters Winston Morgan, toksykolog z University of East London, rtęć może dawać efekt rozjaśnienia skóry w ciągu kilku dni, szybciej niż legalne składniki, takie jak kwas kojowy czy arbutyna. Jest również stosunkowo tania i łatwa do zastosowania w formulacjach.

To właśnie szybkość działania i cena mogą sprawiać, że produkty zawierające rtęć nadal znajdują nabywców. Reuters przywołuje badanie Boston University z 2021 roku, według którego kosmetyki rozjaśniające zawierające kwas kojowy kosztowały średnio 24,89 dolara za uncję, podczas gdy produkty zawierające rtęć znalezione przez dziennikarzy w USA kosztowały około 6,50 dolara za uncję.

Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy

Skala problemu jest szczególnie istotna ze względu na toksyczność rtęci. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że nie istnieje znany bezpieczny poziom ekspozycji na rtęć. Metal może negatywnie wpływać m.in. na nerki, mózg i układ nerwowy.

W 2013 roku przyjęto Konwencję z Minamaty, której stronami jest ponad 150 państw. Dokument ma ograniczać m.in. produkcję, import i sprzedaż produktów zawierających rtęć.

W USA FDA ogranicza zawartość rtęci w kosmetykach do maksymalnie 1 części na milion (ppm). Reuters przypomina jednak, że organy regulacyjne w USA i Wielkiej Brytanii znajdowały wcześniej produkty do rozjaśniania skóry zawierające znacznie wyższe stężenia tego metalu.

image

Pakistan: toksyczne poziomy rtęci w kremach wybielających

Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami

Reuters zwrócił się do platform, na których znaleziono produkty. Amazon, Temu i TikTok podkreśliły, że sprzedaż wskazanych kosmetyków jest zabroniona i że podejmują działania mające na celu ich usunięcie oraz ukaranie sprzedawców.

Amazon poinformował o stosowaniu m.in. weryfikacji sprzedawców, wymaganiu dokumentacji potwierdzającej zgodność produktów oraz – w niektórych przypadkach – wyników badań laboratoryjnych przed dopuszczeniem produktu do sprzedaży. Firma deklaruje również współpracę z organami regulacyjnymi i aktualizowanie list produktów objętych zakazami.

TikTok wskazał, że jego zasady zabraniają produktów mających na celu wybielanie, rozjaśnianie skóry lub redukcję poziomu melaniny. Temu również zadeklarowało usuwanie ofert, które naruszają przepisy lub zasady platformy.

Jednocześnie Reuters podaje, że większość znalezionych przez dziennikarzy produktów nadal znajdowała się na platformach 1 września, mimo że wcześniej została zidentyfikowana jako potencjalnie nielegalna.

Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Problem zwraca uwagę na trudność kontrolowania produktów sprzedawanych za pośrednictwem marketplace‘ów. Sprzedawca może znajdować się w innym kraju niż konsument, produkt może być oferowany pod zmienioną nazwą, a jego skład nie zawsze odpowiada informacjom zamieszczonym w ofercie.

WHO potwierdziła Reuters, że kosmetyki rozjaśniające skórę zawierające rtęć nadal są sprzedawane za pośrednictwem internetowych i transgranicznych platform e-commerce, co utrudnia nadzór i egzekwowanie przepisów. Organizacja wskazuje na potrzebę większej współpracy pomiędzy rządami, platformami i sprzedawcami.

Przykładem działań regulatorów jest Francja. 28 sierpnia francuskie władze wydały komunikat dotyczący wycofania kremu Advanced Beauty Cream – Pearl Shine – Parley Goldie, który wcześniej został znaleziony przez Reuters w sprzedaży. Według francuskich urzędników rtęć jest regularnie wykrywana w produktach przeznaczonych do rozjaśniania skóry, a jej obecność ma na celu blokowanie syntezy melaniny.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
17.09.2026 11:33
L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier
Shutterstock

Prezes UOKiK zakwestionował sposób, w jaki L’Oréal Polska komunikował właściwości środowiskowe kosmetyków Garnier. Stosowany przez markę system ocen od A do E miał pomagać konsumentom w wyborze bardziej przyjaznych środowisku produktów. Problem w tym, że oceny odnosiły się wyłącznie do innych produktów grupy L’Oréal, a nie do określonych, obiektywnych kryteriów środowiskowych. Spółce grozi kara do 10 proc. obrotu.

Zielona ikonka nie zawsze oznacza „bardziej ekologiczny”

Wpływ produktu na środowisko może być jednym z kryteriów uwzględnianych przez konsumentów przy zakupie kosmetyków, obok ceny, składu czy deklarowanego działania. Jednocześnie wiarygodność informacji środowiskowych ma znaczenie dla decyzji zakupowych. Z najnowszego badania Consumer Conditions Survey wynika, że 54 proc. polskich konsumentów uznaje za wiarygodną większość deklaracji dotyczących wpływu towarów i usług na środowisko. W całej Unii Europejskiej odsetek ten wynosi 50 proc.  

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera sprawa L’Oréal Polska. Prezes UOKiK postawił spółce zarzut naruszania zbiorowych interesów konsumentów w związku z komunikacją dotyczącą właściwości środowiskowych kosmetyków Garnier. Postępowanie dotyczyło stosowanego na stronie internetowej marki „Zielonego Systemu Znakowania Produktów” (Product Impact Labelling – PIL).

System funkcjonował od sierpnia 2021 r. do czerwca 2025 r. i przedstawiał wpływ kosmetyków na środowisko w skali od A do E. Według informacji przekazywanych przez spółkę ocena uwzględniała m.in. pozyskanie surowców, produkcję i transport, sposób użytkowania produktu oraz utylizację opakowania. Najwyższa ocena, A, oznaczała produkt „najlepszy w swojej klasie pod względem wpływu na środowisko i społeczności”. Towarzyszyły jej zielone grafiki oraz komunikaty zachęcające do wyboru produktów określanych jako zrównoważone.  

Problemem był sposób interpretacji skali A–E

Według UOKiK konsumenci nie byli jednak wystarczająco jasno informowani, że produkty Garnier były porównywane wyłącznie z innymi produktami grupy L’Oréal. Oznacza to, że uzyskanie wyższej oceny nie było uzależnione od spełnienia określonego poziomu oddziaływania na środowisko, lecz od tego, jak dany kosmetyk wypadał na tle innych produktów objętych systemem.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

W praktyce produkt z oceną A nie musiał więc spełniać z góry określonego, obiektywnego standardu środowiskowego. Oceniany był jako najlepszy w swojej grupie porównawczej. Zdaniem UOKiK sposób prezentacji mógł natomiast sugerować konsumentowi, że litera A lub B oznacza produkt obiektywnie bardziej przyjazny środowisku, a nie jedynie lepszy w porównaniu z innymi produktami L’Oréal.  

Urząd zwrócił uwagę również na sposób komunikowania metodologii. L’Oréal podkreślał udział ekspertów w tworzeniu systemu, jego naukowe podstawy, uwzględnianie wielu czynników oraz zewnętrzną weryfikację danych. Nie oznaczało to jednak – według ustaleń przedstawionych przez UOKiK – że poszczególnym ocenom A–E odpowiadały jasno zdefiniowane kryteria środowiskowe.

Ma to znaczenie również z perspektywy szerszego rynku kosmetycznego. Komisja Europejska wskazywała wcześniej na skalę problemu z wiarygodnością deklaracji środowiskowych: w analizie przeprowadzonej na poziomie UE 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych uznano za niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie miało wystarczającego potwierdzenia. Na rynku funkcjonuje ponadto ponad 230 różnych oznaczeń środowiskowych, charakteryzujących się różnym poziomem przejrzystości i weryfikacji.  

Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej dotyczącymi dyrektywy 2005/29/WE deklaracje odnoszące się do wpływu produktów na środowisko powinny być prawdziwe, jasne, konkretne, dokładne i jednoznaczne. W przypadku prywatnych systemów oznakowania to przedsiębiorca powinien wyjaśnić konsumentowi zasady ich działania oraz znaczenie przyznawanej oceny.

W przypadku L’Oréal Polska spółka zaniechała stosowania zakwestionowanej praktyki w czerwcu 2025 r., jeszcze w toku postępowania. Sam zarzut nie oznacza jednak prawomocnego stwierdzenia naruszenia. Jeśli zostanie potwierdzony, kara może wynieść do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy.  

UOKiK rozszerza działania przeciw greenwashingowi

Sprawa L’Oréal wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące ekologicznych deklaracji przedsiębiorców. W lipcu 2025 r. urząd postawił zarzuty Allegro, DHL, DPD i InPost, a w styczniu 2026 r. kolejne – Bolt, Tchibo i Zara. W przypadku każdej zakwestionowanej praktyki potencjalna kara może sięgnąć 10 proc. obrotu.  

UOKiK przedstawił również istotny pogląd w sprawie z powództwa Fundacji ClientEarth przeciwko Nestlé Polska dotyczącej oznaczeń i reklamy wody Nałęczowianka. Chodziło m.in. o komunikaty „butelka w 100% z innych butelek” oraz „w 100% nadaję się do recyklingu”. Zdaniem urzędu przekazy te mogły sugerować większy zakres ponownego wykorzystania materiału i większe korzyści środowiskowe, niż wynikało to z rzeczywistych właściwości opakowania.  

image

Czy w twojej "zielonej" firmie klienci myją ręce plastikiem?

Istotny pogląd nie rozstrzyga sprawy i nie jest wiążący dla sądu. Pokazuje jednak kierunek interpretacji, w którym znaczenie ma nie tylko to, czy pojedyncze stwierdzenie jest formalnie prawdziwe, ale także jaką całościową informację otrzymuje konsument i jakie wnioski może z niej wyciągnąć.

Dla producentów kosmetyków oznacza to rosnące znaczenie precyzyjnego definiowania deklaracji środowiskowych. Sama zielona kolorystyka, symbol recyklingu, określenia takie jak „zrównoważony” czy system ocen nie przesądzają o ekologiczności produktu. Kluczowe stają się zakres deklaracji, kryteria oceny, możliwość ich zweryfikowania oraz jasne przedstawienie ograniczeń. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. wrzesień 2026 18:55