StoryEditor
Prawo
24.06.2025 11:06

Kosmetyki bio, eco czy natural? Zielone oznaczenia w branży beauty

Prace nad unijną Dyrektywą o Zielonych Oświadczeniach (Green Claims Directive) zostały tymczasowo wstrzymane 23 czerwca 2025 roku  / shutterstock

W ostatnich latach wzrasta znaczenie wartości ekologicznych w codziennych decyzjach zakupowych, a zwroty takie jak „eko”, „bio”, „naturalny”, „organiczny” czy „przyjazny dla środowiska” kształtują wybory konsumenckie. Jednak zanim przedsiębiorca wybierze nazwę i logo dla swojej marki, serii produktów lub konkretnych towarów i zdecyduje się na ich ochronę jako znaki towarowe, powinien uwzględnić ograniczenia prawne oraz potencjalne ryzyka wynikające z prawa własności przemysłowej, przepisów dotyczących ochrony konsumentów i zasad uczciwej konkurencji – pisze Natalia Basałaj, radca prawny w Kancelarii Hansberry Tomkiel.

W ostatnich latach można zaobserwować zmiany w świadomości kupujących kosmetyki. Coraz więcej osób – szczególnie z młodszego pokolenia – przy ich wyborze kieruje się nie tylko ceną czy jakością, ale również wpływem produktu na środowisko.

W obliczu drastycznych skutków zmian klimatycznych – od rekordowych huraganów i tsunami, przez fale upałów, po susze i powodzie – wzrasta znaczenie wartości ekologicznych w codziennych decyzjach zakupowych. Zwroty takie jak „eko”, „bio”, „naturalny”, „organiczny” czy „przyjazny dla środowiska” przyciągają uwagę i kształtują wybory konsumenckie, stając się elementem stylu życia i wyrazem osobistych przekonań.

Producenci kosmetyków, dostrzegając potencjał marketingowy tej tendencji, coraz częściej sięgają po oznaczenia kojarzące się z ekologią. Przykładem może być marka OnlyBio, rozpoznawalna m.in. dzięki prostemu logo, ale także charakterystycznej szacie graficznej - intensywnym kolorom opakowań oraz błyszczącym, srebrnym napisom na neonowym tle. Produkty tej marki są dostępne m.in. w drogeriach Rossmann. Na rynku kosmetycznym funkcjonują również inne marki kojarzone z naturą, takie jak Make Me Bio, Earth Mama, Biotique czy BIOnly Men.

Jednak zanim przedsiębiorca wybierze nazwę i logo dla swojej marki, serii produktów lub konkretnych towarów i zdecyduje się na ich ochronę jako znaki towarowe, powinien uwzględnić ograniczenia prawne oraz potencjalne ryzyka wynikające z prawa własności przemysłowej, przepisów dotyczących ochrony konsumentów i zasad uczciwej konkurencji.

Brak jednolitej definicji i regulacji „zielonych kosmetyków”

W przeciwieństwie do produktów żywnościowych, w Unii Europejskiej nie ma jednej oficjalnej definicji kosmetyków „naturalnych” czy „organicznych”, ani obowiązkowego systemu ich certyfikacji. Przedsiębiorcy mają więc sporą swobodę w wyborze nazw i oznaczeń, ale jednocześnie spoczywa na nich duża odpowiedzialność za to, co obiecują konsumentom.

Certyfikaty zamiast haseł

Z uwagi na brak jednolitych przepisów dotyczących deklaracji środowiskowych dotyczących produktów kosmetycznych, branża beauty opracowała własne standardy. Ryzyko zarzutu stosowania czynów nieuczciwej konkurencji czy niedozwolonych praktyk rynkowych ograniczają certyfikaty jakości, takie jak ECOCERT, COSMOS Organic, Fairtrade czy Green Brand, które potwierdzają zgodność produktów z określonymi kryteriami składu i produkcji, zweryfikowanymi przez niezależne jednostki.

Przykładowo, marka OnlyBio posiada certyfikaty EcoCert i Vegan Society.

Certyfikat EcoCert potwierdza, że co najmniej 95 proc. surowców użytych do produkcji kosmetyków jest naturalnych (czyli występujących w naturze, np. olej tłoczony na zimno) lub pochodzenia naturalnego (czyli przetworzonych, ale wywodzących się z natury, np. gliceryna z olejów roślinnych). Dodatkowo, minimum 5% wszystkich składników i co najmniej 50% składników roślinnych musi być certyfikowane jako organiczne.

Certyfikat Vegan Society gwarantuje, że produkt nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, nie był testowany na zwierzętach i został wyprodukowany z poszanowaniem środowiska.

Czym są zielone znaki towarowe?

Znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które odróżnia towary danego przedsiębiorcy od towarów konkurencji. Zarejestrowany znak towarowy daje uprawnionemu wyłączne prawo do jego używania w obrocie dla określonych towarów lub usług na wskazanym terytorium. Natomiast tzw. zielone znaki towarowe to takie oznaczenia, które zawierają hasła związane ze środowiskiem (np. „eko”, „zielony”, „neutralny klimatycznie”, „organic”), czy też grafiki i symbole kojarzące się z naturą (np. liście, planetę, krajobrazy, zwierzęta czy rośliny). Mogą to być też inne elementy, które sugerują, że produkt jest ekologiczny lub powstał zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Przedsiębiorcy wykorzystują takie znaki do podkreślenia proekologicznych właściwości produktów, linii kosmetycznych, a niekiedy również całej prowadzonej działalności.

W Polsce i na terenie UE znak towarowy, aby mógł być zarejestrowany:

  • nie może składać się tylko z opisowych słów – np. „naturalne kosmetyki” nie zostanie zarejestrowane, bo opisuje rodzaj produktu, a nie wyróżnia go od innych;
  • nie może wprowadzać w błąd – np. nie można sugerować, że produkt jest „eko”, jeśli nie ma odpowiednich certyfikatów;
  • musi mieć zdolność odróżniającą – czyli pozwalać klientom rozpoznać, kto jest producentem, a nie udawać certyfikat jakości.

Dla przykładu, Sąd Unii Europejskiej uznał, że oznaczenia [Natural Beauty] i [Bio Organic] zawierające w warstwie słownej wyłącznie takie elementy jak „natural” czy „bio”, w połączeniu z równie opisowymi zwrotami jak „beauty” czy „organic” (lub ich odpowiednikami, np. „organiczny” czy „naturalny”) oraz prostą grafiką, są zbyt ogólne i deskryptywne, by mogły zostać zarejestrowane jako znaki towarowe słowno-graficzne, zwłaszcza do oznaczania produktów kosmetycznych.

W innym orzeczeniu, dotyczącym znaku słownego „Biolatte”, zgłoszonego m.in. dla suplementów diety, Sąd UE stwierdził, że oznaczenie to sugeruje konkretne cechy produktu (np. „ekologiczne mleko”), przez co jest czysto opisowe i pozbawione zdolności odróżniającej, a więc nie może zostać zarejestrowane.

Natomiast Urząd Patentowy RP odmówił rejestracji m.in. oznaczeń słowno-graficznych [Naturia Organic] (Z.425296), czy [Pure]  (Z.507975).

Jednak prawo własności przemysłowej nie wymaga, żeby znak towarowy, jak utwór w prawie autorskim, posiadał szczególnie wysoki poziomu twórczego – wystarczy, że oznaczenie posiada minimalną zdolność odróżniającą przedsiębiorcę czy też jego towary lub usługi.

Zwracam uwagę, że spółce Onlybio.Life S.A. nie udało się zarejestrować słownego znaku towarowego „Only Bio” (czyli „tylko bio”). Ochroną objęto natomiast liczne znaki słowno-graficzne, oparte na prostym logo – przykładem może być unijny znak towarowy [OnlyBio]  (EUTM 016502585). Choć zapewniają one pewien poziom ochrony, warto pamiętać, że znak słowno-graficzny co do zasady daje słabszą ochronę niż znak słowny. Chroniona jest bowiem całość oznaczenia w konkretnej formie graficznej, a nie sama nazwa. W praktyce oznacza to, że właściciel znaków OnlyBio nie może zakazać konkurentom używania opisowych określeń takich jak „only” czy „bio”, a jedynie posługiwania się oznaczeniami podobnymi do jego zarejestrowanych znaków towarowych, jeśli będzie istniało ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd co do pochodzenia tych oznaczanych towarów.

Moim zdaniem przykład marki OnlyBio pokazuje, że rejestracja nazw zawierających słowa takie jak „bio” czy „eko” może być trudna. Takie określenia są uznawane za opisowe, czyli zbyt ogólne, by mogły zostać zastrzeżone na wyłączność. Dlatego tworząc nazwę lub logo z ekologicznym przesłaniem, warto być kreatywnym - dodać wymyślone słowo, ciekawe zestawienie wyrazów albo oryginalną grafikę. Im bardziej wyjątkowe oznaczenie, tym większa szansa na jego skuteczną rejestrację i ochronę przed kopiowaniem przez konkurencję.

Uwaga na greenwashing

Wspomniany greenwashing, czyli pseudoekologiczny marketing, to praktyka polegająca na tworzeniu fałszywego wrażenia dotyczącego wpływu produktu na środowisko lub jego proekologicznych zalet, co może wprowadzać konsumentów w błąd.

Aktualnie oświadczenia kosmetyczne muszą być uczciwe, jasne i wiarygodne, a w szczególności muszą być poparte odpowiednimi dowodami lub opinią ekspertów, nie mogą wprowadzać konsumenta w błąd oraz muszą być zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy. Zakazane są też wprowadzające w błąd działania reklamowe, w tym bazujące na mylących ekologicznych stwierdzeniach.

Stosowanie greenwashingu może naruszać zbiorowe interesy konsumentów. W takim przypadku Prezes UOKiK ma prawo wszcząć postępowanie i nałożyć na przedsiębiorcę karę sięgającą do 10 proc. rocznego obrotu, i to bez konieczności wykazywania szkody. Jak UOKiK walczy z greenwashingiem?  

Zwracam uwagę, że 27 września 2026 r. wejdą w życie unijne przepisy i znacznie ograniczające stosowanie twierdzeń ekologicznych oraz wprowadzające jednolite, ogólnoeuropejskie standardy informacyjne. Wprost zabronione będą m.in. ogólne hasła typu „eko” bez poparcia dowodami naukowymi dostępnymi dla konsumentów, deklaracje oparte wyłącznie na wymogach prawnych, wprowadzające w błąd informacje o składnikach czy reklama neutralności klimatycznej oparta wyłącznie na kompensacji emisji. Polska ma czas do 27 marca 2026 r. na wdrożenie tych regulacji.

Równocześnie trwają prace nad unijną Dyrektywą o Zielonych Oświadczeniach (Green Claims Directive), która ma wprowadzić obowiązek niezależnej weryfikacji oraz ujednolicony sposób prezentowania ekologicznych deklaracji (np. na produkcie lub jego opakowaniu w formie linku czy kodu QR). Jednak 23 czerwca 2025 r. prace nad tą dyrektywą zostały tymczasowo wstrzymane. Komisja Europejska uznała, że objęcie przepisami aż 30 milionów mikrofirm w całej UE mogłoby zbyt mocno je obciążyć.

Ponownie podkreślam jednak, że przedsiębiorcy, nawet na gruncie obowiązujących obecnie przepisów, powinni liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi za greenwashing. Mogą to być m.in. odmowa rejestracji lub unieważnienie znaku towarowego, nałożenie kar finansowych przez UOKiK sięgających nawet 10% rocznego obrotu, a także roszczenia cywilne, takie jak żądanie zaniechania naruszeń, usunięcia skutków naruszenia, odszkodowanie czy zwrot bezprawnie uzyskanych korzyści. Dodatkowo przedsiębiorca może być zobowiązany do publikacji stosownego oświadczenia lub naprawienia szkody.

Podsumowanie

  • Zielone oznaczenia, w tym znaki towarowe, slogany reklamowe oraz inne symbole i oświadczenia sugerujące proekologiczność, muszą być zgodne z prawdą i nie mogą zawierać żadnych fałszywych informacji.
  • Od 2026 roku zaczną obowiązywać nowe unijne regulacje przeciwdziałające greenwashingowi, które zaostrzą wymogi dotyczące wiarygodności i weryfikowalności zielonych oznaczeń. Moim zdaniem, zwłaszcza w branży kosmetycznej i modowej, wzrośnie ryzyko sporów, zarówno z konkurentami, jak i częstszego wszczynania postępowań przez Prezesa UOKiK w związku z praktykami wprowadzającymi konsumentów w błąd.
  • Obecnie najlepszą ochroną pozostają certyfikaty wydawane przez niezależne jednostki, potwierdzające wiarygodność ekologicznych deklaracji. Zachęcam też przedsiębiorców do jak najszybszej weryfikacji, czy ich działania marketingowe spełniają nowe wymogi, aby uniknąć sporów prawnych, interwencji Prezesa UOKiK oraz problemów z uzyskaniem lub utrzymaniem ochrony znaków towarowych.

Autor: Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

 

Podstawa prawna:

  • Ustawa z 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (Dz.U.2023.1540);
  • Ustawa z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz.U.2022.1233);
  • Ustawa z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz.U.2023.544);
  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1001 z 14 czerwca 2017 r. w sprawie unijnego znaku towarowego (Dz.Urz.UE L154 z 16.06.2017);
  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 655/2013 z 10 lipca 2013 r. określające wspólne kryteria dotyczące uzasadniania oświadczeń stosowanych w związku z produktami kosmetycznymi (Dz.Urz.UE L190 z 11.07.2013);
  • Rozporządzenie (WE) 1223/2009 Parlamentu Europejskiego i Rady z 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (Dz.Urz.UE L342 z 22.12.2009);
  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 z 30 maja 2018 r. w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych (Dz.Urz.UE L150 z 14.06.2018);
  • Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825 z 28 lutego 2024 r. (Dz.Urz.UE L134 z 28.03.2024)
  • Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2161 z 27 listopada 2019 r. w sprawie lepszego egzekwowania i unowocześnienia przepisów unijnych w
  • dziedzinie ochrony konsumentów (Dz.Urz.UE L328 z 18.12.2019);
  • Dyrektywa 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 maja 2005 r. dotycząca nieuczciwych praktyk handlowych między przedsiębiorstwami a konsumentami na rynku wewnętrznym (Dz.Urz.UE L149 z 11.06.2005).
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
07.09.2026 11:27
Wycofują perfumy Tesori d‘Oriente. Zawierają niezadeklarowany składnik
Produkt zawiera niezadeklarowany na etykiecie alkohol benzylowy (fot. tesoridoriente.pl)tesoridoriente.pl

Produkt kosmetyczny Tesori d‘Oriente został wycofany z rynku w związku z niezgodnością z unijnymi przepisami. Perfumy zawierają alkohol benzylowy, którego nie wskazano na etykiecie. Substancja może powodować reakcje alergiczne lub uczulenie skóry.

Jakiego produktu dotyczy alert?

Alert dotyczy perfum Tesori d‘Oriente, Fior di Loto – Lotus Flower, Profumo Aromatico o pojemności 100 ml. Produkt marki z Włoch i został oznaczony numerem partii 21393A07C. W zgłoszeniu jako sprzedawca internetowy wskazany został Beauty Corner.

image

UE zaostrza przepisy dotyczące etykiet kosmetyków. Branża ma czas tylko do końca lipca

image
Wycofują perfumy Tesori d‘Oriente (fot. tesoridoriente.pl)
tesoridoriente.pl

Dlaczego perfumy zostały wycofane?

Powodem wycofania jest ryzyko chemiczne. Produkt zawiera alkohol benzylowy, którego nie wskazano na etykiecie. Oznacza to, że konsumenci nie są informowani o obecności tego składnika. Jak wynika z alertu, składnik może prowadzić do wystąpienia reakcji alergicznych lub uczulenia skóry.

Produkt nie spełnia tym samym wymagań określonych w unijnym rozporządzeniu dotyczącym produktów kosmetycznych. W związku z tym nakazano wycofanie perfum z rynku. Decyzja w tej sprawie obowiązuje od 26 czerwca 2026 r.

Kto zgłosił perfumy?

Zgłoszenie zostało przekazane przez Grecję za pośrednictwem unijnego systemu Safety Gate. Alert dotyczący produktu ma numer SR/02417/26 i został opublikowany 3 września 2026 r.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
04.09.2026 10:49
Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań
Shutterstock

Sejmowe komisje przyjęły projekt przepisów wdrażających unijną dyrektywę EmpCo, która ma zaostrzyć zasady stosowania deklaracji środowiskowych. Po burzliwej dyskusji posłowie poparli jednak poprawkę przesuwającą stosowanie nowych regulacji o rok – z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. Dla branży kosmetycznej, intensywnie wykorzystującej komunikację opartą na „naturalności”, zrównoważonym rozwoju i neutralności klimatycznej, oznacza to więcej czasu na dostosowanie opakowań i marketingu, ale nie zwalnia z obowiązujących już dziś zasad zakazujących wprowadzania konsumentów w błąd.

Projekt ustawy wdrażającej dyrektywę 2024/825, określaną jako EmpCo, ma przede wszystkim ograniczyć zjawisko greenwashingu. Chodzi o sytuacje, w których produkt lub marka są przedstawiane jako bardziej przyjazne środowisku, niż wynika to z dostępnych i możliwych do zweryfikowania dowodów.

Nowe przepisy mają istotne znaczenie dla producentów kosmetyków, ponieważ deklaracje środowiskowe od lat stanowią jeden z ważnych elementów komunikacji marketingowej sektora beauty. Na etykietach i opakowaniach pojawiają się określenia takie jak „eko”, „ekologiczny”, „zrównoważony”, „przyjazny dla planety” czy „neutralny klimatycznie”. Po wdrożeniu nowych zasad stosowanie ogólnych twierdzeń tego rodzaju będzie znacznie bardziej ograniczone.

Certyfikat zamiast ogólnego hasła

Zgodnie z założeniami regulacji deklaracje środowiskowe będą musiały być odpowiednio uzasadnione. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się ogólnymi hasłami sugerującymi pozytywny wpływ produktu na środowisko, jeśli nie będą w stanie poprzeć ich wiarygodnymi dowodami lub uznanym systemem certyfikacji.

Podczas prac połączonych komisji Gospodarki i Rozwoju oraz Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa pojawiły się jednak pytania o praktyczne stosowanie nowych przepisów. Biuro Legislacyjne Sejmu zwracało uwagę na brak szczegółowych kryteriów pozwalających określić, jakie systemy certyfikacji powinny być uznawane przez przedsiębiorców.

Daniel Mańkowski, wiceprezes UOKiK, wskazywał, że sama dyrektywa nie zawiera zamkniętego katalogu takich systemów, a Komisja Europejska przyjęła otwarty charakter definicji.

Dla branży kosmetycznej problem ma wymiar szczególnie praktyczny. Rynek wykorzystuje bowiem wiele różnych oznaczeń i certyfikatów odnoszących się do składników, pochodzenia surowców, opakowań, śladu węglowego czy wpływu produkcji na środowisko. Firmy będą musiały więc nie tylko zweryfikować same deklaracje marketingowe, ale również przeanalizować, czy stojące za nimi dowody i certyfikaty spełniają wymagania nowych regulacji.

Kosmetyki i opakowania pod presją zmian

Choć podczas sejmowej debaty najwięcej emocji wywołała kwestia żywności i unijnego „zielonego listka”, problem opakowań jest równie istotny dla sektora kosmetycznego. To właśnie packaging jest jednym z kluczowych obszarów, w których marki beauty budują obecnie swoją narrację środowiskową.

Komunikaty dotyczące plastiku z recyklingu, możliwości ponownego napełniania opakowania, ograniczenia zużycia materiałów czy zmniejszenia śladu środowiskowego stają się standardowym elementem strategii marketingowych. Jednocześnie przedsiębiorcy muszą przygotowywać się również do innych regulacji unijnych, w tym PPWR, czyli rozporządzenia dotyczącego opakowań i odpadów opakowaniowych.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

W efekcie producenci kosmetyków stoją przed koniecznością równoległego dostosowania receptur komunikacyjnych, etykiet, opakowań oraz wewnętrznych procedur compliance. Problem dotyczy nie tylko nowych produktów. Szczególne kontrowersje wzbudziła kwestia towarów, które zostały już wyprodukowane i znajdują się w magazynach, dystrybucji lub na półkach sklepowych.

Biznes apelował o okres przejściowy

Przedstawiciele przedsiębiorców argumentowali podczas prac komisji, że brak odpowiedniego okresu przejściowego może prowadzić do konieczności wycofywania i niszczenia produktów, których jedynym problemem byłoby oznakowanie niezgodne z nowymi wymaganiami.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, przekonywał, że regulacje nie powinny prowadzić do marnowania pełnowartościowych produktów. Pracodawcy RP postulowali wprowadzenie dwuletniego okresu przejściowego, natomiast przedstawicielka resortu rolnictwa wskazywała, że właściwym rozwiązaniem mógłby być okres roczny.

Ostatecznie połączone komisje przyjęły projekt stosunkiem głosów 22 za, 11 przeciw i przy 2 głosach wstrzymujących się. Jednocześnie zaakceptowano poprawkę przewidującą przesunięcie stosowania przepisów wdrażających EmpCo z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r.

Dla producentów kosmetyków dodatkowe 12 miesięcy może mieć znaczenie biznesowe. Zmiana etykiety czy opakowania nie jest bowiem jedynie korektą projektu graficznego. Oznacza często konieczność przeprowadzenia audytu komunikacji, zmianę materiałów, zamówienie nowych komponentów, wykorzystanie istniejących zapasów oraz aktualizację opisów produktów w e-commerce i materiałach marketingowych.

Czy roczne odroczenie jest zgodne z prawem UE?

Przesunięcie terminu budzi jednak poważne wątpliwości prawne. Dyrektywa EmpCo przewidywała, że państwa członkowskie powinny przyjąć przepisy niezbędne do jej wykonania do 27 marca 2026 r., natomiast ich stosowanie miało rozpocząć się 27 września 2026 r. Polska nie dotrzymała pierwszego z tych terminów – rządowy projekt ustawy wpłynął do Sejmu dopiero 10 lipca 2026 r.

image

Czy w twojej "zielonej" firmie klienci myją ręce plastikiem?

Wobec Polski zostało już wszczęte postępowanie naruszeniowe związane z brakiem terminowej transpozycji. Eksperci wskazują, że państwo może mieć przestrzeń do wprowadzania precyzyjnych przepisów przejściowych dotyczących konkretnych zapasów lub produktów już wprowadzonych do obrotu, jednak generalne przesunięcie stosowania całej ustawy o rok może być trudniejsze do pogodzenia z harmonogramem określonym w unijnej dyrektywie.

Sam UOKiK podkreślał w odpowiedzi przekazanej posłom, do której dotarła Rzeczpospolita, że już obecnie każde twierdzenie środowiskowe powinno być prawdziwe, weryfikowalne i nie może wprowadzać konsumenta w błąd. Projektowane regulacje mają przede wszystkim doprecyzować istniejące zasady i rozszerzyć katalog praktyk zakazanych.

Branża beauty zyskuje czas, ale nie „wakacje” od compliance

Dla sektora kosmetycznego najważniejszy wniosek jest więc taki, że ewentualne przesunięcie stosowania przepisów do września 2027 r. nie powinno oznaczać wstrzymania przygotowań. Producenci i marki nadal muszą analizować, czy komunikaty dotyczące ekologiczności, neutralności klimatycznej, zrównoważonego rozwoju czy wpływu opakowań na środowisko są możliwe do udowodnienia.

Dodatkowy rok może natomiast zostać wykorzystany na audyt opakowań i deklaracji marketingowych, uporządkowanie dokumentacji oraz stopniowe wycofywanie komunikatów, które w przyszłości mogą zostać uznane za zbyt ogólne. Przy milionach jednostek kosmetyków wprowadzanych każdego roku na rynek koszt nieprzygotowania się do zmian może być znacznie większy niż koszt wcześniejszego dostosowania strategii komunikacyjnej.

Ostateczny kształt ustawy nie został jeszcze przesądzony. Jedno jest jednak pewne: walka z greenwashingiem będzie coraz silniej wpływać na sposób, w jaki branża kosmetyczna projektuje nie tylko swoje kampanie reklamowe, ale również same opakowania i informacje przekazywane konsumentom.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. wrzesień 2026 14:58