StoryEditor
Perfumerie
05.12.2024 09:57

Agnieszka Mosurek-Zava, Douglas: Omnichannelowa strategia sprzedaży daje większą niezależność od krótkoterminowych trendów

Agnieszka Mosurek-Zava, CEO Douglas Polska oraz CEE Region / fot. MESZA MONIKA SZALEK

Polski rynek kosmetyczny jest niezwykle dynamiczny i chłonny, a polscy konsumenci są nowocześni, świadomi technologicznie, otwarci na nowości oraz wszelkie rozwiązania digitalowe, które ułatwiają zakupy. Omnichannel daje nam przewagę konkurencyjną, to strategia idealnie dopasowana do segmentu premium beauty, w którym się specjalizujemy – mówi Agnieszka Mosurek-Zava, CEO Douglas Polska oraz CEE Region.

Douglas wyraźnie przyspieszył. Widzimy to także w Polsce. Nowe perfumerie, modernizacje już istniejących, inwestycje w online, w marketing. To skutek strategii "#Let it Bloom – Douglas 2026", która, oprócz rozwijania omnichannelowego modelu, zakłada także wejście na nowe rynki, ograniczenie kosztów i wzrost wydajności. W jakim stopniu udało się już te założenia zrealizować? Czuje Pani, że jesteście na dobrej drodze?

Zdecydowanie jesteśmy na właściwej drodze. Nasz dynamiczny wzrost w ostatnich latach potwierdza, że obraliśmy właściwy kierunek. Wyniki za rok obrotowy 2023/24 opublikujemy  w grudniu.

Zgodnie ze strategią "Let it Bloom" budujemy naszą przewagę na kluczowych atutach – szerokim asortymencie, silnej marce, sprawdzonym modelu biznesowym i zaangażowanych współpracownikach – jednocześnie stawiając naszych klientów w centrum wszystkiego, co robimy. Dzisiejsi konsumenci oczekują możliwości zakupów w różnych kanałach i mają bardzo wysokie wymagania wobec zakupów zarówno stacjonarnych, jak i online. Odpowiadamy na te potrzeby, stale rozwijając nasz model wielokanałowy.

Celem jest biznes omnichannel. W jakim zakresie udało się już w myśl tej idei zintegrować procesy w firmie i kanały sprzedaży, a jakie działania mają Państwo jeszcze przed sobą? Co jest i było największym wyzwaniem?

Naszym wyzwaniem w ostatnich, niezwykle dynamicznych, latach dla rynku retailowego było zbudowanie płynnej, zintegrowanej ścieżki zakupowej dla klienta zarówno w perfumeriach stacjonarnych, jak i w sklepie internetowym oraz w aplikacji. To podejście wielokanałowe rozumiemy w ten sposób, że niezależnie od tego, gdzie klienci zdecydują się robić zakupy, otrzymają spójne, wysokiej jakości doświadczenie beauty.

Dlatego nadal pracujemy nad różnymi działaniami, aby jeszcze bardziej wzmocnić pozycję premium Grupy Douglas we wszystkich kanałach i punktach styku z klientem. Na przykład nasze strony internetowe, w tym sklep internetowy i aplikacje, niedawno otrzymały nowy wygląd i styl, zgodne z atrakcyjnością premium i tożsamością marki Douglas.

Nowy projekt ma na celu stworzenie dla klientów inspirującego i bardziej angażującego doświadczenia wspaniałych marek kosmetycznych oferowanych w naszych obu kanałach. Oprócz nowego interfejsu i ujednoliconej infrastruktury kanały internetowe będą ściślej powiązane z serwisami oferowanymi w sklepach Douglas, oferując klientom prawdziwe wielokanałowe doświadczenie zakupowe.

Kolejnym ważnym elementem naszego podejścia jest nasz program lojalnościowy, który działa w obu kanałach. Klienci mogą korzystać z benefitów karty Douglas niezależnie od tego, gdzie dokonują zakupów – online czy stacjonarnie. Obecnie ponad połowa naszych klientów korzysta z aplikacji mobilnej, którą w dalszym ciągu rozwijamy, by jeszcze lepiej odpowiadać na ich potrzeby.

Niezmiennie wierzymy w siłę kanału stacjonarnego, dlatego stworzyliśmy intensywny plan inwestycyjny rozwoju naszych perfumerii oraz modernizacji istniejących lokalizacji. W sumie w dziewięciu krajach regionu CEE (Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria – red.) Douglas posiada 3339 perfumerii stacjonarnych oraz dobrze rozwinięte sklepy internetowe oferujące szeroki asortyment marek kosmetycznych z kategorii zapachów, makijażu, pielęgnacji skóry i włosów, a także akcesoriów.

Jakie korzyści daje omnichannelowa strategia?

Premium beauty jest idealnie dostosowane do strategii omnichannel. Prawdopodobieństwo, że klient mobilny kupi nowy zapach niszowy w sklepie online, nigdy go nie widząc, nie czując ani nie testując, jest bardzo niewielkie. 

Dlatego strategia sprzedaży omnichannelowej ma wyraźne uzasadnienie z perspektywy współczesnego konsumenta. Wybór produktu może być wsparty ekspercką wiedzą konsultantów, którzy indywidualnie dopasowują go do potrzeb klienta. Ten aspekt jest szczególnie istotny dla nowych marek lansowanych na naszych rynkach, nowych kategorii i nowości w porfolio istniejących brandów.

Dlatego naszym celem jest integracja kanałów sprzedaży. Na przykład, jeśli w perfumerii stacjonarnej nie mamy dostępnej konkretnej marki, zamiast odsyłać klienta do innego sklepu, chcemy pomóc mu zakupić produkt online. Możemy zamówić go w naszym sklepie e-commerce i dostarczyć do sklepu stacjonarnego, do domu lub do miejsca pracy. Część asortymentu zamawianego online jest dostępna w sklepach stacjonarnych w ciągu dwóch godzin w ramach usługi click & collect. W sklepach chcemy również oferować więcej usług – nie tylko sprzedajemy produkty, ale proponujemy także zabiegi kosmetyczne i liczne inspirujące eventy makijażowe i pielęgnacyjne.

Nasza strategia omnichannel daje nam znaczącą przewagę konkurencyjną, ponieważ pozwala odróżnić się od innych graczy na rynku, którzy nie działają w tym modelu. Dzięki szerokim możliwościom dostawy – do domu, paczkomatu czy perfumerii – oferujemy konsumentom większą elastyczność. Z perspektywy logistyki posiadanie w Polsce ponad 150 perfumerii, gdzie klienci mogą odebrać swoje zamówienia, stawia nas na pozycji lidera w segmencie selektywnym.

Strategia omnichannel pozwala nam również na większą niezależność od krótkoterminowych trendów. Istnieją momenty, kiedy klienci preferują zakupy stacjonarne, ale są też okresy, w których dominuje sprzedaż online.

Dzięki temu, że mamy silnie rozwinięte oba kanały, jesteśmy w stanie korzystać z obu trendów – zarówno online, jak i offline. To sprawia, że jesteśmy mniej podatni na wahania popytu w jednym lub drugim kanale, co pozwala nam zachować stabilność biznesu w dłuższej perspektywie.  

Uważam, że nasza elastyczność i zdolność dostosowania do zmieniających się preferencji klientów daje nam wyjątkową pozycję na rynku.

Dlaczego Douglas zdecydował się na wejście w segment usług i wprowadzanie zabiegów kosmetycznych w perfumeriach? Czy bycie topowym retailerem na prestiżowym rynku to za mało?

Usługi zawsze były integralną częścią naszego modelu biznesowego. Od początku naszej działalności stawialiśmy na doradztwo i pomoc klientom w dopasowywaniu produktów do ich indywidualnych potrzeb i dzięki temu, wraz z naszymi partnerami handlowymi, włożyliśmy nieoceniony wkład w zbudowanie rynku kosmetyków selektywnych w okresie transformacji w Polsce.

Wprowadzanie usług kosmetycznych, w tym zabiegów kosmetycznych i usług makijażowych, rozpoczęliśmy już kilkanaście lat temu, a obecnie pracujemy nad poszerzeniem tej oferty. Rozwijamy kolejne koncepty, wprowadzając nowe, zarówno bezpłatne, jak i płatne usługi, które jeszcze bardziej podnoszą poziom obsługi i lojalizują klienta. Nasza oferta obejmuje płatne makijaże, szkoły makijażu oraz warsztaty, które cieszą się dużym zainteresowaniem zarówno w dużych miastach, jak i tych średnich, gdzie otworzyliśmy nasze perfumerie i docieramy do nowego odbiorcy.

Czytaj także: Douglas Beauty Store – nowy koncept sieci w kolejnych perfumeriach

Jednocześnie zainspirowani nowymi trendami w technologiach beauty zainwestowaliśmy w profesjonalne urządzenia, otworzyliśmy gabinety kosmetyczne i zatrudniliśmy wykwalifikowanych kosmetologów oraz ekspertów, którzy oferują zaawansowane technicznie zabiegi. Widzimy, że rynek stale się rozwija, a popyt na tego typu usługi premium jest wysoki. Jesteśmy naturalnym miejscem, które może dostarczyć te usługi w najwyższej jakości.

Oprócz tego współpracujemy z markami premium, oferując zabiegi, które są dostępne wyłącznie w naszych perfumeriach. Dla wielu marek Douglas jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie klienci mogą skorzystać z rytuałów zgodnych z międzynarodowymi standardami marki. Organizujemy około tysiąca wydarzeń rocznie w całej Polsce, oferując klientom unikatowe doświadczenia z markami, których nie znajdą nigdzie indziej. Naszym celem jest nie tylko generowanie ruchu w perfumeriach, ale także budowanie pozytywnych skojarzeń z marką.

W marcu Douglas wszedł na giełdę. Dlaczego zapadła taka decyzja?

Decyzja o debiucie giełdowym była naturalnym krokiem dla Grupy Douglas wynikającym z naszego silnego modelu biznesowego omnichannel oraz wspomnianej już długoterminowej strategii rozwoju "#Let it Bloom – Douglas 2026". Debiut giełdowy pozwolił nam na dalsze wzmocnienie naszej pozycji rynkowej oraz wsparcie przyszłego wzrostu.

Jednym z kluczowych celów tego kroku było wykorzystanie wpływów z IPO do redukcji zadłużenia, co zwiększyło naszą elastyczność finansową i umożliwiło dalszy rozwój. Dzięki IPO oraz późniejszemu refinansowaniu mogliśmy poprawić strukturę finansową firmy, co otworzyło drogę do nowych inwestycji i rozwoju na rynku.

Wejście na giełdę dodatkowo umocniło naszą pozycję na rosnącym europejskim rynku kosmetyków premium, który jest kluczowym obszarem naszej działalności.

 

Powyższy materiał jest fragmentem obszernego wywiadu, który ukaże się w grudniu br. w drukowanym roczniku Wiadomości Kosmetycznych "Przyszłość rynku beauty 2025".  Rocznik można już zamawiać w przedsprzedaży: tutaj

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Perfumerie
02.10.2026 13:26
Rhode w Polsce. Wielki hype Hailey Bieber czy realne zagrożenie dla rynku kosmetycznego?
Rhode

Rhode, marka Hailey Bieber, 30 września oficjalnie weszła do Polski. Kosmetyki są dostępne w Sephorze online i w sklepach stacjonarnych. Dla polskich konsumentek nie jest to jednak debiut nieznanej marki. Rhode od dawna funkcjonuje w ich feedach, na TikToku i Instagramie. Czy internetowy hype wystarczy, żeby zbudować sprzedaż na polskim rynku? I komu marka może odebrać uwagę, klientów i miejsce na półce?

Rhode pojawiło się jednocześnie w 19 nowych europejskich krajach, w tym w Polsce, Czechach, Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii. Marka jest dostępna online oraz w ponad 500 sklepach Sephora. To największy jak dotąd etap europejskiej ekspansji brandu stworzonego przez Hailey Bieber. Wcześniej Rhode weszło do Sephory w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Wielkiej Brytanii.

Nie jest to więc klasyczny debiut kosmetyczny. Rhode nie wchodzi do Polski jako marka, którą trzeba dopiero zbudować w świadomości konsumentek. Przeciwnie – jej rozpoznawalność powstała przede wszystkim poza tradycyjnym retailingiem.

I właśnie dlatego polska premiera Rhode jest ciekawym testem dla całego rynku.

Rhode w Polsce: konsumentki znały markę, zanim dostały ją na półce

Jeszcze kilka lat temu droga młodej marki kosmetycznej wyglądała zazwyczaj inaczej. Najpierw produkt trafiał do dystrybutora lub sieci handlowej, następnie budowano dystrybucję, marketing i świadomość marki. Sephora, Douglas, Rossmann czy inny retailer był często jednym z miejsc, które pomagały młodej marce stać się rozpoznawalną.

Dziś kolejność coraz częściej się odwraca.

Marka najpierw buduje społeczność w internecie, testuje produkty w modelu direct-to-consumer, generuje viralowe treści, a dopiero później pojawia się w tradycyjnym retailu.

image

Rhode wchodzi do Polski z Sephorą. Marka Hailey Bieber podała datę premiery

Według danych przedstawianych przez markę jej międzynarodowa społeczność jest ogromna: 74 proc. obserwujących Rhode w mediach społecznościowych pochodzi spoza Stanów Zjednoczonych. Międzynarodowa sprzedaż odpowiadała natomiast za 20 proc. sprzedaży DTC przed kolejnym etapem europejskiej ekspansji.

To ważne z perspektywy Polski. Europejska publiczność nie jest dla Rhode przypadkowym dodatkiem do amerykańskiego biznesu. Marka od dawna budowała społeczność poza USA.

Hailey Bieber nie sprzedaje tylko kosmetyków

Siła Rhode nie polega wyłącznie na tym, że Hailey Bieber ma ogromną rozpoznawalność.

Marka stworzyła bardzo charakterystyczny język wizualny i produktowy. Minimalistyczne opakowania, „glazed” efekt skóry, pielęgnacja ust, produkty łączące makijaż z pielęgnacją i charakterystyczne akcesoria stały się częścią szerszej estetyki, którą konsumentki mogą łatwo powielać i pokazywać w mediach społecznościowych.

To szczególnie istotne w przypadku produktów takich jak Peptide Lip Tint, Pocket Blush czy Glazing Milk. Są stosunkowo łatwe do pokazania w krótkim materiale wideo, a jednocześnie funkcjonują jako element stylu życia.

Właśnie dlatego Rhode trudno analizować wyłącznie przez pryzmat tradycyjnego portfolio kosmetycznego.

To marka, która sprzedaje produkt, ale równocześnie buduje „świat Rhode”.

„Rhode to jedna z najbardziej wyjątkowych marek, jakie kiedykolwiek widziałem”

O skali ambicji stojącej za Rhode najlepiej świadczy fakt, że markę przejął e.l.f. Beauty.W maju 2025 r. e.l.f. Beauty ogłosił przejęcie Rhode za 1 mld dolarów. Transakcja obejmowała 800 mln dolarów płatnych przy zamknięciu oraz potencjalne dodatkowe 200 mln dolarów uzależnione od wyników marki w kolejnych latach.

W momencie przejęcia Rhode osiągnęło 212 mln dolarów sprzedaży netto przy zaledwie 10 produktach. To właśnie ten wynik szczególnie mocno wybrzmiewa w wypowiedzi przedstawiciela e.l.f. Beauty zamieszczonej na LinkedInie. Jak podkreślono, Rhode osiągnęło 212 mln dolarów sprzedaży netto „zaledwie 10 produktów”, a w kolejnych miesiącach notowało rekordowe premiery w Sephorze w Ameryce Północnej i Wielkiej Brytanii oraz w Mecca w Australii i Nowej Zelandii.

image

Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki

„Rhode to jedna z najbardziej wyjątkowych marek, jakie kiedykolwiek widziałem” – podkreślono w wypowiedzi dotyczącej przejęcia i dalszego rozwoju brandu.

To ważny kontekst dla polskiej premiery. E.l.f. nie kupił bowiem wyłącznie nazwiska Hailey Bieber. Kupił markę, która przy niewielkim portfolio potrafiła wygenerować ogromną sprzedaż i zbudować bardzo silną społeczność.

390 mln dolarów sprzedaży. Rhode przestało być eksperymentem celebryckim

Według danych przywoływanych przez „Vogue Business” Rhode zakończyło rok finansowy 2026 ze sprzedażą na poziomie 390 mln dolarów, co oznaczało wzrost o 80 proc. rok do roku. Globalna sprzedaż detaliczna marki wyniosła 500 mln dolarów, a jej ambicją jest dojście do poziomu 1 mld dolarów globalnej sprzedaży detalicznej.

Wcześniej Rhode weszło do Sephory w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Teraz marka uruchamia jednocześnie 19 nowych rynków europejskich.

Według WWD europejska ekspansja ma być dla wielu konsumentów pierwszą możliwością fizycznego kontaktu z marką. Dotychczas Rhode było w Europie dostępne przede wszystkim przez własny kanał rhodeskin.com.

To bardzo ważna zmiana. Internet potrafi wykreować pragnienie posiadania produktu, ale sklep stacjonarny pozwala go dotknąć, zobaczyć kolor, sprawdzić konsystencję i porównać go z konkurencją.

Dla Rhode Sephora nie jest więc wyłącznie kolejnym kanałem sprzedaży. To przejście z modelu „chcę to, bo widzę to w internecie” do modelu „widzę to w internecie, a teraz mogę kupić i przetestować”.

„Dopiero zaczynamy” – Rhode przenosi swój świat do Europy

Skala europejskiego launchu jest widoczna nie tylko w liczbie sklepów.Kelsey Bidel-Niyat, Vice President of Global Marketing w Rhode, relacjonując premierę w Europie, zwracała uwagę na działania towarzyszące debiutowi. W Paryżu marka uruchomiła Café Rhode w Le Bonaparte, z charakterystyczną dla brandu oprawą, a aktywacja została połączona z obecnością marki w Sephorze.

image

Rodzinny biznes. Rhode wchodzi w nową kategorię, w planie współpraca z Justinem Bieberem

Jak podkreślała, europejska premiera była szczególna również dlatego, że społeczności na nowych rynkach od dawna prosiły o możliwość zakupu Rhode. „Dopiero zaczynamy” – tak można podsumować przesłanie stojące za europejską ekspansją marki.To ważne, bo Rhode nie traktuje wejścia do Europy jako jednorazowego launchu produktowego.

Marka buduje wokół premiery doświadczenie.

Ile kosztuje Rhode w Polsce?

Polskie ceny plasują Rhode wyraźnie w segmencie premium/mass premium. W ofercie Sephory znajdują się m.in. Glazing Milk w cenie 180 zł, Glazing Mist za 170 zł, Barrier Restore Cream za 180 zł, Barrier Butter za 200 zł, Peptide Lip Tint za 115 zł, Peptide Lip Shape za 135 zł, Pocket Blush za 140 zł i Pocket Bronze za 140 zł.

Miniwersje produktów są tańsze, ale część z nich również przekracza 100 zł. Mini Rhode Kit kosztuje 399 zł. W ofercie znalazły się także limitowane produkty, takie jak Baby Pretzel Bubble Bag za 169 zł.

To oznacza, że polska konsumentka nie dostaje marki celebryckiej w cenie typowej dla masowego makijażu.

Rhode musi więc udowodnić, że dla części klientek wartość marki, produktu i całego doświadczenia jest wystarczająco wysoka, aby uzasadnić wydatek.

Komu Rhode może zagrozić w Polsce?

To prawdopodobnie najciekawsze pytanie dla rynku. Nie chodzi tylko o to, czy Rhode sprzeda dużo własnych produktów. Ważniejsze jest, z jakimi markami będzie konkurować o uwagę konsumentki.

1. Marki budujące sprzedaż na viralowych produktach

Rhode może zwiększyć presję na marki, które opierają swoją komunikację na pojedynczych hitach TikToka czy Instagrama.

Do tej pory „viralowy produkt” mógł przez kilka miesięcy żyć przede wszystkim w social mediach. Rhode pokazuje, że można przekształcić taki fenomen w globalny biznes, a następnie dołożyć do niego fizyczną dystrybucję.

Dla konkurencji oznacza to konieczność odpowiadania nie tylko produktem, ale także szybkością komunikacji i zdolnością do tworzenia społeczności.

2. Marki „clean girl” i minimalistycznego beauty

Estetyka Rhode dobrze wpisuje się w trend prostych, krótkich rutyn pielęgnacyjnych i makijażu, który nie wygląda jak ciężki makijaż.

To przestrzeń, w której konkurencja nie ogranicza się do jednej kategorii produktowej. O uwagę konsumentki walczą tu zarówno marki pielęgnacyjne, jak i kolorowe kosmetyki hybrydowe.

3. Inne marki celebryckie

Rhode podnosi poprzeczkę dla celebrity beauty.

Samo nazwisko nie wystarcza. Potrzebny jest produkt, charakterystyczny design, społeczność, content i konsekwentnie budowany świat marki.

To istotne także dla polskiego rynku, na którym rośnie liczba marek tworzonych lub promowanych przez osoby publiczne.

4. Marki premium obecne w Sephorze

Rhode ma jeszcze jeden atut: nie musi najpierw przekonywać konsumentki, żeby weszła do Sephory.Historia Rhode pokazuje, że duży retailer może wejść do gry dopiero wtedy, gdy marka ma już własną publiczność.W tym modelu Sephora nie musi być miejscem, w którym konsumentka po raz pierwszy poznaje markę. Może być miejscem, w którym marka monetyzuje społeczność zbudowaną wcześniej. To zmienia relację między marką a retailerem.

image

Dlaczego Rhode sprzedano za 1 mld dolarów, a Makeup by Mario wciąż szuka kupca?

To model, który może być coraz ważniejszy również dla innych marek kosmetycznych.

Polska: wielki rynek dla Rhode czy tylko kolejny przystanek?

Fakt, że Rhode jest globalnym fenomenem, nie oznacza automatycznie, że odniesie taki sam sukces w Polsce. Nie każda osoba, która obejrzała film z Hailey Bieber, kupi kosmetyk za 140 czy 180 zł. Czy polska Sephora dostaje właśnie swoją „social-first” markę?

„Wiadomości Kosmetyczne” próbowały uzyskać od Sephory w Polsce komentarz dotyczący wejścia Rhode na polski rynek, znaczenia tej marki dla polskiego biznesu oraz oczekiwań wobec jej debiutu.

Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nie oznacza to, że Polska jest dla Sephory rynkiem drugorzędnym ani że sieć nie przywiązuje wagi do premiery. Taki wniosek wymagałby dodatkowych danych.

Faktem jest natomiast, że polski launch odbywa się jako część dużej, skoordynowanej europejskiej ekspansji. Polska znalazła się w grupie 19 nowych rynków, a Rhode jest dostępne w ponad 500 sklepach Sephora w Europie.

Jeżeli zainteresowanie utrzyma się także po premierowej fali, wejście Rhode do Polski będzie czymś więcej niż kolejną głośną premierą beauty. Będzie kolejnym dowodem na to, że marka może najpierw zdobyć konsumentkę w internecie, a dopiero później wykorzystać tradycyjny retail do skalowania biznesu.

A wtedy problemem dla konkurencji nie będzie sama Hailey Bieber. Problemem będzie model Rhode.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Handel
06.09.2026 09:16
60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku
”Dupe culture” nie jest jedynie przelotną modą z TikToka, co wyraźnie potwierdzają twarde dane analityczne (fot. Shutterstock)Shutterstock

Kupowanie tanich zamienników to już nie wstyd, lecz powód do dumy. „Dupe culture” zmienia polskie FMCG. Młodzi konsumenci chwalą się na TikToku kosmetykami z dyskontów. Jak sieci handlowe monetyzują ten trend, rzucając wyzwanie markom luksusowym?

Spis treści:

  • Psychologia portfela, czyli nowa definicja konsumenckiego sprytu
  • Koniec ery wstydu: „Dupe Mindset” w liczbach i badaniach rynkowych
  • Inżynieria produktu: Jak zaprojektować dyskontowy hit z TikToka?
  • Organiczny zasięg za zero złotych, czyli algorytm w służbie detalu
  • Fast Beauty nad Wisłą
  • Inspiracja, klon czy plagiat?
  • Kto traci najwięcej?

Psychologia portfela, czyli nowa definicja konsumenckiego sprytu

Jeszcze dekadę temu marki własne sieci handlowych kojarzyły się z produktami gorszej jakości, wybieranymi wyłącznie z powodu ograniczeń budżetowych. Często ukrywano je na dnie koszyka, obawiając się oceny innych klientów. Dziś, za sprawą pokolenia Z oraz Millenialsów, obserwujemy na polskim rynku całkowite odwrócenie tego paradygmatu. „Dupe” (skrót od angielskiego słowa duplicate) przestał być postrzegany jako tania, żenująca podróbka. W nowej, cyfrowej rzeczywistości znalezienie kosmetyku, który kosztuje ułamek ceny oryginału, a oferuje zbliżone właściwości, to dowód na konsumencki spryt i nowoczesny pragmatyzm.

Dla młodych nabywców ślepe przepłacanie za logotyp straciło na znaczeniu. W dobie inflacji i presji ekonomicznej, kultura zamienników idealnie wpisuje się w szeroki nurt smart shoppingu. Konsument w mediach społecznościowych chwali się swoim odkryciem, udowadniając, że potrafi zoptymalizować budżet bez rezygnacji z doskonałego wyglądu czy pożądanego zapachu. Powodem do dumy nie jest już samo posiadanie luksusowego przedmiotu, ale wiedza, jak ten luksus rynkowo „zhakować”.

Koniec ery wstydu: „Dupe Mindset” w liczbach i badaniach rynkowych

Zjawisko to nie jest jedynie przelotną modą z TikToka, co wyraźnie potwierdzają twarde dane analityczne. Jak wynika z raportu globalnej agencji badawczej YPulse zatytułowanego „Dupe Mindset”, mamy do czynienia ze zjawiskiem strukturalnym. Aż 67 proc. konsumentów z grupy docelowej (18–39 lat) deklaruje świadome i regularne kupowanie zamienników.

Najbardziej przełomowy wniosek z tego badania obala jednak dotychczasowy mit biedy: aż 60 proc. młodych dorosłych stwierdziło, że wybraliby tani odpowiednik, nawet gdyby w danym momencie było ich stać na oryginalny produkt z perfumerii. Dodatkowo niemal 70 proc. z nich uważa, że używanie wysokiej jakości zamienników daje im takie samo poczucie ekskluzywności. Luksus dla pokolenia Z zyskał więc nową definicję – oderwał się od tradycyjnych, stuletnich domów mody na rzecz natychmiastowego zaspokajania potrzeb w ramach racjonalnego budżetu.

Na rodzimym gruncie polskim zjawisko to podsyca tzw. Fast Beauty. Z raportu CSA „Nowe oblicze piękna” płynie wniosek, że presja wyglądu jest ogromna – 58 proc. przedstawicieli pokolenia Z czuje się przytłoczonych pędzącymi trendami. Jednocześnie 79 proc. odczuwa bolesną zależność między zawartością portfela a możliwością dbania o urodę. Dyskontowe „dupes” rozwiązują ten ból niemal idealnie, dając bilet wstępu do modnego świata za jedyne kilkanaście złotych.

Inżynieria produktu: Jak zaprojektować dyskontowy hit z TikToka?

Naiwnością byłoby sądzić, że uderzające podobieństwo kosmetyków z dyskontu do najdroższych marek selektywnych to dzieło przypadku. Giganci rynku detalicznego tacy jak Biedronka czy Lidl działają tu z precyzją chirurga. Cały proces projektowania opiera się na strategii inżynierii wstecznej i natychmiastowym mapowaniu globalnych virali.

Tworzenie idealnego zamiennika opiera się na trzech filarach.

  • Pierwszym jest błyskawiczne odtwarzanie profilu zapachowego (tzw. nut olfaktorycznych) lub konsystencji masy kosmetycznej. Wprawdzie tanie perfumy rzadko posiadają wielogodzinną trwałość zaawansowanych kompozycji, ale dla konsumenta kluczowy jest „efekt wow” podczas testowania w sklepie.
  • Drugim filarem jest psychologia opakowań i kodowanie wizualne. Projektanci dyskontowi celowo wykorzystują kształty, ciężar i kolory kojarzące się z oryginałem. Jeśli luksusowy pierwowzór używa grubego szkła i złotej typografii, zamiennik na pewno powieli tę paletę. Co ciekawe, inżynierowie opakowań potrafią sztucznie dociążyć dno taniego flakonu, aby ten „leżał w dłoni” jak produkt z kategorii premium.
  • Trzeci filar to drastyczne skrócenie czasu od projektu do wdrożenia (time-to-market). Łańcuchy dostaw marek własnych są obecnie tak wyśrubowane, że odpowiedź na internetowy hit pojawia się na paletach w sklepach w zaledwie kilka do kilkunastu tygodni.

Organiczny zasięg za zero złotych, czyli algorytm w służbie detalu

Cała ta machina nie miałaby tak spektakularnych wyników bez potęgi algorytmów. TikTok, Instagram Reels i YouTube Shorts stały się głównymi dźwigniami sprzedażowymi dla branży detalicznej. Materiały typu ślepe testy zapachów czy nakładanie zamiennika na połowę twarzy generują dziesiątki milionów wyświetleń.

Dla biznesu FMCG to sytuacja bez precedensu. Sieci takie jak Biedronka czy drogerie typu Rossmann otrzymują olbrzymi, wysoce stargetowany zasięg reklamowy bez wydawania choćby złotówki na tradycyjny marketing medialny. Użytkownicy sami wytwarzają popyt, sami budują napięcie i sami wywołują w sobie psychologiczny lęk przed przegapieniem okazji (FOMO – Fear Of Missing Out). Jeden wiralowy film potrafi wyczyścić zapasy konkretnego perfumu w tysiącach sklepów w całej Polsce w przeciągu kilkunastu godzin.

Fast Beauty nad Wisłą

Analizując rynek, łatwo zauważyć, że najwięksi gracze w Polsce doskonale podzielili między siebie segmenty. Biedronka wyspecjalizowała się w zapachowym luksusie. Na jej półkach (m.in. pod marką BeBeauty) regularnie pojawiają się perfumy nawiązujące do światowych bestsellerów takich marek jak Tom Ford (np. słynne Lost Cherry), Yves Saint Laurent czy Carolina Herrera. Sieć opiera swoją sprzedaż na ofertach rotacyjnych (in-out), co dodatkowo wymusza szybką decyzję zakupową u klienta pod presją braku ponownej dostawy.

Lidl z kolei obrał kurs na zaawansowaną pielęgnację. Jego linia Cien, ze szczególnym uwzględnieniem kremów z Q10, od lat jest obiektem porównań do absurdalnie drogich kremów La Mer czy kosmetyków La Prairie. Nawet jeśli chemiczny skład lidlowskiego kremu nie opiera się na opatentowanych algach oceanicznych, jego właściwości nawilżające i otoczka „luksusu za grosze” wystarczają do zbudowania kultowego statusu na TikToku.

Swoją potęgę w tym trendzie budują również drogerie. Rossmann, wykorzystując marki Isana oraz Rival Loves Me, błyskawicznie reaguje na światowe trendy z Sephory. Gdy w sieci wybuchł szał na bazy rozświetlające od Charlotte Tilbury, płynne róże Seleny Gomez (Rare Beauty) czy krwawe peelingi kwasowe (The Ordinary), niemiecka drogeria natychmiast dostarczyła swoim nastoletnim klientkom budżetowe odpowiedniki w łudząco podobnych opakowaniach.

Inspiracja, klon czy plagiat?

Fenomen zamienników rodzi oczywiste pytanie z zakresu prawa własności intelektualnej: dlaczego koncerny luksusowe nie wytaczają dyskontom masowych procesów? Odpowiedź leży w lukach i konstrukcji samego prawa. Zastrzeżenie patentowe konkretnej kompozycji zapachowej jest na całym świecie niesamowicie trudne i często nieskuteczne.

Można chronić znak towarowy, precyzyjne logo i unikalny design butelki, ale producenci zamienników potrafią lawirować po tej granicy perfekcyjnie. Nazwa odpowiednika jest inna, a czcionka tylko delikatnie nawiązuje do oryginału, nie wprowadzając w bezpośredni błąd co do pochodzenia towaru. W świetle prawa nie mówimy więc o nielegalnej podróbce, lecz o produkcie inspirowanym. Kluczowym argumentem obronnym dyskontów jest to, że klient w Lidlu doskonale wie, iż kupuje krem marki Cien. Nie ma tu mowy o oszustwie – konsument dokonuje wyboru w pełni świadomie.

Kto traci najwięcej?

Czy „dupe culture” dusi zyski koncernów takich jak LVMH czy Estée Lauder? Paradoksalnie nie. Grupa docelowa polująca na flakon perfum za 25 zł rzadko posiada budżet na wydanie 1500 zł w luksusowym butiku. Co więcej, istnienie tanich naśladowców utrwala w kulturze masowej status oryginału, ugruntowując go na pozycji ostatecznego wyznacznika prestiżu i marzenia zakupowego, które w przyszłości może zostać zrealizowane.

Największym przegranym całej rewolucji są marki z tzw. średniej półki, określane w biznesie jako segment masstige. Oferują one poprawne kosmetyki w cenach od 100 do 300 zł. Kiedy konsument ma do wyboru przeciętny produkt ze średniej półki w drogerii lub precyzyjnie zaprojektowany i sprawdzony przez tiktokerów dyskontowy zamiennik najdroższych marek za jedyne 20 zł, decyzja staje się prosta. Polacy omijają średnią półkę, maksymalizując w ten sposób użyteczność wydanego pieniądza.

Kultura „dupe” przestała być fanaberią nastolatków, a stała się solidnym, długofalowym wektorem rozwoju dla branży detalicznej. Będzie ona postępować i ewoluować. Marki własne, zyskując ogromny kapitał zaufania, w najbliższych latach zaczną przechodzić od etapu naśladownictwa do innowacji, oferując zaawansowane składy aktywne w dyskontowych cenach. Bariera pomiędzy produktem masowym a luksusowym na naszych oczach bezpowrotnie się zaciera. Wygranym tego procesu jest niewątpliwie poinformowany, sprytny konsument, dla którego dowodem wyczucia stylu jest dziś nie metka od słynnego projektanta, ale imponująco niski rachunek przy kasie.

Michał Czubak
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
03. październik 2026 04:56