StoryEditor
Rynek i trendy
23.02.2026 15:15

Cła Trumpa jednak niezgodne z prawem? Jak postanowienie Sądu Najwyższego wpłynie na branżę kosmetyczną?

Ostatnie wydarzenia wokół ceł, narzuconych przez prezydenta Donalda Trumpa na początku jego drugiej kadencji mogą mieć wyraźny wpływ nie tylko na politykę handlową USA, ale także na globalną gospodarkę – w tym branżę kosmetyczną. Kilka dni temu Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał większość taryf celnych narzuconych przez Trumpa za niezgodne z prawem, ponieważ prezydent nie miał uprawnień (bez zgody Kongresu USA) do nakładania tak szerokich ceł na podstawie ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach ekonomicznych (IEEPA).

W reakcji na orzeczenie Sądu Najwyższego prezydent Donald Trump podjął działania w kierunku narzucenia nowych, tymczasowych ceł (najpierw w wysokości 10 proc., potem – nawet 15 proc.) na większość importowanych towarów, korzystając z innych przepisów, w tym ustawy o handlu z 1974 r. To oznacza ni mniej ni więcej, że te ostatnie cła, uznane przez Sąd Najwyższy za niezgodne z prawem, mogą w praktyce zniknąć w najbliższych tygodniach. Jak to może wpłynąć globalnie na branżę kosmetyczną?

Szansa na obniżenie realnych kosztów importu?

Jeżeli cła były wcześniej stosowane i znacznie podnosiły koszty importu kosmetyków (składników, opakowań czy gotowych produktów) do USA, to ich eliminacja może skutkować tańszym importem towarów w USA. Może też zmniejszyć presję cenową na producentów zagranicznych, a także ułatwić powrót marek kosmetycznych na rynek amerykański. rynku

W efekcie może to doprowadzić do obniżenia cen końcowych lub większej konkurencyjności dla zagranicznych producentów – im mniejsze bariery w imporcie kosmetyków, tym łatwiej globalnym markom zwiększać eksport do USA, szczególnie z regionów takich jak UE, Azja czy Ameryka Łacińska.

Zmniejszenie barier handlowych jako krótkoterminowy impuls

Zniesienie istniejących taryf może oznaczać, że producenci i dystrybutorzy kosmetyków, którzy wcześniej ponosili wyższe koszty celne, mogą odczuć ulgę w marżach operacyjnych. Nie wiadomo jednak na jak długo, i czy ewentualne nowe cła nie okażą się wyższe od dotychczasowych – bo na taką możliwość również zwracają uwagę eksperci.

Brak ceł może zachęcić do większego importu komponentów i półproduktów używanych w kosmetykach (np. substancji aktywnych, olejków, ekstraktów) przez firmy, które przeniosły produkcję wskutek taryf do innych krajów. Podmioty te mogą zacząć rozważać ponowne wzmocnienie relacji z Chinami, UE lub innymi rynkami eksportowymi.

Niepewność prawna i co dalej?

Sytuacja polityczno-prawna w USA w kwestii taryf pozostaje wciąż niestabilna, a Donald Trump prowadzi działania mające na celu zastąpienie unieważnionych taryf nowymi – stałymi albo tymczasowymi – stawkami. Może to spowodować dalsze zmiany w kosztach importu, prowadzić do kolejnych sporów handlowych, co utrudnia firmom kosmetycznym jeszcze bardziej niż do tej pory długofalowe planowanie strategii. Przedsiębiorstwa mogą chwilowo wstrzymać decyzje inwestycyjne lub ekspansyjne do czasu wyjaśnienia kwestii ceł. Jednocześnie mogą zacząć się procesy, dotyczące zwrotu już zapłaconych przez firmy kosmetyczne ceł – firmy starają się odzyskać miliardy dolarów od uiszczonych kwot taryf, co może wpływać negatywnie na ich bilanse.

Decyzja Sądu Najwyższesgo o uznaniu ceł Trumpa za niezgodne z prawem może chwilowo odciążyć branżę kosmetyczną, zwiększyć konkurencję i obniżyć koszty importu do USA. Szybkie próby amerykańskiej administracji wprowadzenia nowych taryf i ogólna niepewność polityczna sprawiają, że efekt będzie trudny do przewidzenia w dłuższej perspektywie.

image

Francuskie kosmetyki notują pierwszy spadek eksportu od dwóch dekad: czy winne są cła?

Wpływ ceł Trumpa na wyniki finansowe firm kosmetycznych z USA

Rynek wskazywał w tej kwestii przede wszystkim na negatywne skutki, jeśli chodzi o amerykańskie firmy importujące surowce lub gotowe produkty. Wielu spośród amerykańskich producentów kosmetyków i marek beauty, choć bazuje w USA, korzysta z importu składników, opakowań lub gotowych produktów – głównie z Azji i Europy. Gdy cła stały się wyższe, koszty zakupu automatycznie rosły, co bezpośrednio obniżało marże brutto producentów i zwiększało presję na podnoszenie cen detalicznych. A to ostatnie skutkowało zmniejszeniem popytu konsumentów.

Przykładem jest firma e.l.f. Beauty, która mimo wysokich ceł na import z Chin (sięgających poziomu 55 proc.) pozostawała przy chińskich dostawcach ze względu na koszt i jakość potrzebnych komponentów. To oznaczało większe obciążenie kosztowe i potencjalne spadki marż, jednak firma postanowiła nie zmieniać swojej strategii.

image

Cła i oszczędni klienci: Elf Beauty notuje spadki

Jeśli chodzi o pozytywne skutki ceł na funkcjonowanie amerykańskich firm, było ich mniej. Niektóre z podmiotów, prowadzących produkcję w USA lub mających duży udział przychodów z rynku krajowego, mogły krótkoterminowo odczuć korzyść ze spadku konkurencji cenowej importowanych produktów (gdy import był droższy), co mogło poprawić ich sprzedaż krajową. Jednak takie efekty były bardziej widoczne w danych sprzedażowych detalistów (np. większe udziały rynkowe) niż w oficjalnych wynikach finansowych producentów.

Na ogół więc amerykańskie firmy, szczególnie te zależne od importu składników lub gotowych kosmetyków, odczuły głównie presję kosztową wynikającą z ceł – przede wszystkim w postaci spadku marż i konieczności podnoszenia cen produktów. W efekcie przełożyło się to negatywnie na ich wyniki i nierzadko zmusiło do restrukturyzacji łańcuchów dostaw.

Firmy europejskie i azjatyckie. Kto stracił, a kto zyskał?

Firmy europejskie (głównie popularne na rynku w USA francuskie i włoskie marki) odnotowały wyraźne straty w eksporcie. Z bilansów handlu zagranicznego wynika, że francuskie kosmetyki odnotowały w 2025 roku spadek eksportu do USA o ok. 19-25 proc. w 2025 r., co przełożyło się na stratę ok. 541 mln euro wartości eksportu kosmetyków. Był to pierwszy spadek eksportu od 2008 roku dla francuskiego sektora beauty i wyraźne osłabienie sprzedaży perfum, makijażu i produktów pielęgnacyjnych z Francji na tym kluczowym rynku.

image

Cła i K-beauty uderzają w eksport francuskich kosmetyków do USA

Wyższe cła – sięgające 20 proc. lub więcej – zwiększały koszty sprzedaży w USA, co pogarszało konkurencyjność marek europejskich wobec lokalnych produktów lub marek z krajów mniej obciążonych (np. Azji), a także – w części przypadków – zmuszało firmy do absorbowania kosztów ceł, co obniżało ich marżę operacyjną na tym rynku. Dla dużych, działających globalnie firm takich jak L’Oréal, Chanel czy Estée Lauder wyższe taryfy mogły oznaczać niższą sprzedaż w USA i konieczność podwyżek cen, co w efekcie przekłada się na gorsze wyniki segmentu eksportu w raportach.

Producenci azjatyccy (K-beauty, J-beauty) a cła Trumpa

W okresie funkcjonowania “taryf Trumpa” producenci z Korei Południowej raportowali globalny wzrost eksportu kosmetyków, przy czym ich udział w rynku w USA niekoniecznie spadał tak mocno, jak miało to miejsce w przypadku europejskich brandów – częściowo z tego powodu, że ceny i model sprzedaży online były bardziej konkurencyjne, dodatkowo firmy azjatyckie często absorbowały koszty ceł, aby utrzymać swoją konkurencyjność.

Mniejsze marki azjatyckie, sprzedające w modelu cross-border e-commerce, mogły odczuwać negatywny wpływ taryf w postaci niższej rentowności na rynku amerykańskim i wzrostu kosztów logistycznych/administracyjnych.

Dla eksporterów z krajów rozwijających mocno przemysł kosmetyczny (takich jak Turcja, Brazylia czy Indie) cła oznaczały na ogół zwiększenie bariery wejścia na rynek USA, co ograniczyło ich dynamikę sprzedaży i udziały w amerykańskim rynku. Wiele marek globalnych o szerokich łańcuchach dostaw próbowało optymalizować koszty i przenosić część produkcji bliżej rynku konsumpcji, co jednak  zwiększało koszty operacyjne i obniżało krótkoterminowe zyski.

Kto stracił, a kto zyskał najwięcej?

Największe straty odnotowały duże koncerny francuskie, eksportujące kosmetyki do USA – efektem był spadek wartości eksportu, niższe marże i większe ryzyko cenowe. Straciły też marki zależne od importu surowców i opakowań – zarówno amerykańskie, jak i międzynarodowe, które musiały absorbować lub przenosić koszty na konsumentów. Cła negatywnie odbiły się też na biznesie małych i średnich marek eksportujących do USA (w szczególności z Azji), które nie mogły polegać na ekonomii skali – ich marże skurczyły się pod wpływem wzrostu ceł i opłat logistycznych.

Na relatywne zyski mogli liczyć producenci z USA, bazujący na lokalnych składnikach – odnieśli korzyści konkurencyjne w czasie, gdy import stał się kosztowniejszy i klienci szukali krajowych (=tańszych dla ich portfeli) marek. Niektóre azjatyckie marki, które skorzystały na rosnącym globalnym popycie i absorbowały koszty, by zachować udział na rynku – choć ich zyski mogły nie wzrosnąć znacząco. Firmy, które wcześniej zabezpieczały się przez dywersyfikację sourcingu, odczuły stosunkowo mniejsze straty finansowe.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
28.07.2026 15:46
Nie reklama, lecz doświadczenie. Jak Gen Z i Gen Alpha zmieniają rynek beauty?
TikTok prowadzi do drogerii. Tak kupuje kosmetyki pokolenie ZShutterstock

Media społecznościowe nie są już tylko kanałem promocji kosmetyków – stały się pierwszym etapem zakupowej ścieżki. Młodzi konsumenci odkrywają produkty na TikToku, weryfikują je w sklepie stacjonarnym, a kolejne zakupy często finalizują już online. Tak wygląda nowy model zakupów beauty, który – według raportu Renude Insights, będzie w najbliższych latach wyznaczał kierunek rozwoju całego rynku.

W tym artykule przeczytasz:

  • Nie reklama, lecz twórcy internetowi
  • Sklep nie znika. Zmienia swoją rolę
  • AI zaczyna prowadzić klientów do półki
  • Gen Alpha będzie jeszcze bardziej cyfrowy
  • Doświadczenie ważniejsze niż sama sprzedaż

Choć przedstawiciele pokolenia Alpha dopiero wchodzą na rynek konsumencki, a najstarsi z nich są nastolatkami, eksperci podkreślają, że już dziś marki powinny przygotowywać się na ich oczekiwania. Wraz z pokoleniem Z to właśnie oni będą decydować o tym, jak będzie wyglądał handel kosmetykami w kolejnych latach.

Nie reklama, lecz twórcy internetowi

Gen Z to pokolenie wychowane w świecie smartfonów, TikToka i YouTube‘a. Zamiast tradycyjnych reklam większym zaufaniem darzy twórców internetowych, dermatologów obecnych w mediach społecznościowych i opinie innych użytkowników.

Jak wynika z przywołanych w raporcie badań Kyra State of Beauty 2026, aż 79 proc. przedstawicieli Gen Z w Wielkiej Brytanii i 75 proc. w USA deklaruje, że media społecznościowe oraz influencerzy wpływają na ich decyzje zakupowe dotyczące kosmetyków. Co więcej, platformy społecznościowe coraz częściej pełnią funkcję wyszukiwarki produktów. Zanim klient odwiedzi drogerię, wcześniej ogląda recenzje, porównuje opinie i analizuje składy.

image

Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki

Sklep nie znika. Zmienia swoją rolę

Paradoksalnie, cyfrowe pokolenie nie rezygnuje ze sklepów stacjonarnych. Wręcz przeciwnie – odwiedza je z zupełnie innym nastawieniem niż wcześniejsze generacje.

Eksperci cytowani w raporcie opisują nową ścieżkę zakupową trzema słowami: "scroll, store, share”. Konsument najpierw odkrywa produkt w mediach społecznościowych, następnie idzie do sklepu, aby go dotknąć, przetestować i potwierdzić wcześniejszy wybór, a później często wraca do zakupów online.

Badanie L.E.K. Consulting pokazuje, że 64 proc. przedstawicieli Gen Z nadal woli robić zakupy w sklepach stacjonarnych niż w internecie. Nie wynika to jednak z potrzeby doradztwa sprzedawcy, lecz z chęci doświadczenia produktu wszystkimi zmysłami.

AI zaczyna prowadzić klientów do półki

Raport wskazuje również, że sztuczna inteligencja coraz częściej uczestniczy w procesie zakupowym jeszcze przed wizytą w sklepie. Klienci wykorzystują narzędzia AI do wyszukiwania produktów i budowania pielęgnacyjnych rutyn, dzięki czemu do drogerii trafiają już z konkretną listą zakupów.

Zmienia się również sam sklep. Coraz większą rolę odgrywają rozwiązania wykorzystujące AI i rozszerzoną rzeczywistość – od cyfrowej analizy skóry po wirtualne przymierzanie kosmetyków kolorowych. Raport przywołuje m.in. technologię Beauty Scan w sklepach Sephora UK oraz lustra AR wykorzystywane w flagowym salonie Charlotte Tilbury w Londynie. Jednocześnie badanie Tinuiti pokazuje, że 55 proc. przedstawicieli Gen Z korzystało z technologii umożliwiających wirtualne sprawdzenie efektu kosmetyku jeszcze przed zakupem.

image

Drogeria przyszłości nie musi rywalizować z AI i TikTokiem. Jak kupuje pokolenie Alfa? Oto nowe drogi wzrostu beauty

Gen Alpha będzie jeszcze bardziej cyfrowy

Jeżeli Gen Z jest pierwszym pokoleniem wychowanym w świecie mediów społecznościowych, to Gen Alpha jest już pierwszym pokoleniem dorastającym ze sztuczną inteligencją jako codziennym narzędziem.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że przedstawiciele tej generacji preferują doświadczenia interaktywne i zgrywalizowane. Według danych UBS już dziś 60 proc. dzieci z pokolenia Alpha odkrywa nowe marki na platformach gamingowych, a do 2029 roku ich siła nabywcza ma osiągnąć 5,46 bln dolarów. To największa generacja w historii – licząca ponad 2 mld osób, czyli około jednej czwartej światowej populacji.

Doświadczenie ważniejsze niż sama sprzedaż

Zdaniem autorów raportu przyszłość handlu kosmetycznego będzie należeć do modeli omnichannel, w których płynnie łączą się doświadczenia online i offline.

Sklep ma być już nie tylko miejscem zakupu, ale przestrzenią budowania relacji z marką – oferującą personalizację, edukację, interaktywne strefy testowania produktów, wydarzenia społecznościowe oraz rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Dla marek beauty oznacza to konieczność projektowania doświadczeń zakupowych, które zaczynają się w mediach społecznościowych, a kończą znacznie później niż przy kasie. 

 

Źródło: Raport Renude Insights

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
27.07.2026 16:43
Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki
Wejście do Sephory jest pierwszą dużą współpracą stacjonarną FlutterHabitadobe stock

Jeszcze niedawno obecność w Sephorze, Douglasie, Rossmannie czy Boots była dla młodej marki przepustką do rozpoznawalności. Dziś ta kolejność coraz częściej się odwraca. Najpierw marka zdobywa popularność na TikToku, buduje własną społeczność, testuje produkty i rozwija sprzedaż bezpośrednią w social commerce (direct-to-consumer). Dopiero później wchodzi do tradycyjnego retailu – już nie jako nieznany start-up, ale biznes z potwierdzonym popytem, gotową bazą klientek i milionowymi wynikami finansowymi.

Najnowszym przykładem jest FlutterHabit. Marka rzęs DIY, która rozwijała się przez własny e-sklep, Amazon i TikTok Shop. Właśnie kilka dni temu po sprzedaży ponad 18 mln par produktów w ciągu ostatniego roku zadebiutowała w ponad 500 perfumeriach Sephora w USA.

Nie jest to jednak odosobniony przypadek, ale część większej zmiany w strategii sieci kosmetycznych. Handel coraz uważniej śledzi to, co sprzedaje się i angażuje użytkowników na TikToku, a następnie przenosi "internetowe fenomeny" do sklepów stacjonarnych.

Trend ten widać także w Polsce, chociaż nie zawsze jest to klasyczna droga od DTC (direct-to-consument) do retailu. Np. w segmencie rzęs dyi (czyli do samodzielnego założenia) marka Stars from the Stars została stworzona przy udziale twórców TikToka i od początku rozwijana we współpracy z Rossmannem. Everybody London, dostępne w Rossmannie, oraz debiutująca szerzej w Hebe Poppy Head posługują się sferą wizualną, częstotliwością premier i modelem komunikacji charakterystycznym dla marek projektowanych pod social media.

image

Marki beauty inwestują miliony w influencerów. Kampanie kosztują fortunę

- Coraz częściej to właśnie zdolność produktu do wywołania reakcji na TikToku decyduje, czy otrzyma on miejsce w ofercie dużej sieci. Sephora, Ulta czy Boots nadal potrzebują marek o ugruntowanej pozycji, ale coraz częściej szukają również brandów, które przyciągną do sklepów młodszych konsumentów wychowanych w mediach społecznościowych.​- wskazują eksperci. 

Droga od virala na TikToku, przez sprzedaż we własnym e-sklepie i social commerce, aż po debiut w Sephorze, Ulcie, Boots czy Rossmannie stała się dziś Świętym Graalem młodych firm kosmetycznych.

Nie jest już pojedynczym fenomenem, lecz dojrzałym mechanizmem rynkowym, którego przykłady widać również w Polsce.

TikTok staje się laboratorium sprzedażowym marek

Dla sieci handlowej popularność na TikToku jest czymś więcej niż zasięgiem. Platforma pozwala obserwować, które produkty przyciągają uwagę, jak konsumenci ich używają, jakie pytania zadają i czy zainteresowanie przekłada się na sprzedaż. TikTok Shop dokłada do tego twarde informacje o konwersji, wartości koszyka i częstotliwości ponownych zakupów.

Marka wchodząca do retailu po kilku latach sprzedaży DTC ma już przetestowaną ofertę, rozpoznawalne bestsellery i własną sieć twórców. Retailer nie musi od początku budować zainteresowania. Przejmuje produkt, którego klientki już szukają, a następnie zwiększa jego dostępność i skalę sprzedaży.

image

Niezależne marki podbijają TikTok Shop. W rok sprzedały kosmetyki za 500 mln dolarów

Ten model dobrze pokazuje brytyjska marka P.Louise, która zbudowała silną pozycję dzięki mediom społecznościowym i transmisjom sprzedażowym na TikTok Shop. W 2025 r. osiągnęła 2,71 mln dolarów GMV w ciągu jednego dnia sprzedaży na platformie. W maju 2026 r. zadebiutowała w 36 sklepach Boots oraz na boots.com. - Było to jej pierwsze duże wejście na brytyjskie ulice handlowe. Marka podkreślała, że po latach budowania społeczności online klientki mogą wreszcie dotknąć, przetestować i zobaczyć produkty na żywo - tak opisał to portal BeautyMatter.

Podobną drogę przeszła Rhode Hailey Bieber. Marka rozpoczęła działalność w 2022 r. jako biznes DTC, oparty na limitowanych dropach, społeczności i produktach błyskawicznie zdobywających popularność w social mediach. Przed wejściem do Sephory generowała już ponad 200 mln dolarów rocznej sprzedaży. Jej przejęcie przez e.l.f. Beauty za kwotę mogącą sięgnąć 1 mld dolarów pokazało, jaką wartość mogą osiągnąć marki zbudowane bez tradycyjnej dystrybucji. 

W kategorii rzęs podobnym przykładem jest Glamnetic. Marka powstała w 2019 r. i zdobyła rozpoznawalność dzięki magnetycznym rzęsom oraz komunikacji prowadzonej w mediach społecznościowych. Dziś jej produkty są dostępne m.in. w Sephorze, Ulcie, Target i na Amazonie. FlutterHabit wchodzi więc na drogę, którą przeszły już inne cyfrowe marki beauty: od internetowego rozwiązania konkretnego problemu do szerokiej, wielokanałowej dystrybucji.

Po sprzedaży 18 mln par rzęs DYI marka FlutterHabit trafia do Sephory

Markę FlutterHabit założyli Kasey i Tim Jacksonowie w 2019 r., inwestując około 12 tys. dolarów w pierwszą partię produktów. Chcieli zaproponować klientkom tańszą i mniej czasochłonną alternatywę dla profesjonalnego przedłużania rzęs w salonach kosmetycznych. W ciągu niespełna roku sprzedaż przekroczyła 1 mln dolarów.

FlutterHabit rozwijał się przede wszystkim w modelu direct-to-consumer, a następnie za pośrednictwem Amazona i TikTok Shop. W 2023 r. marka została przejęta przez Performance Beauty Group, do której należą również m.in. Grande Cosmetics, Lilly Lashes, Velour Lashes, Babe Original i Bondi Boost.

image

Paryski Haute Couture Fashion Week 2026 wyznacza nowe trendy beauty. Co z wybiegów trafi do kosmetyczek konsumentów?

Wejście do Sephory jest pierwszą dużą współpracą stacjonarną FlutterHabit. Marka zadebiutowała w ponad 500 perfumeriach w USA oraz na sephora.com. To pierwszy brand z segmentu domowych przedłużeń rzęs DIY w ofercie sieci. Produkty są aplikowane od spodu naturalnych rzęs, a efekt może utrzymywać się przez kilka dni.

Do sprzedaży trafiły najpopularniejsze zestawy rzęs STICKtionary i PrepTECH, pianka do mycia rzęs Foam a Friend wraz ze szczoteczką oraz nowy preparat do usuwania rzęs Lash Off. Ceny wynoszą od 16 do 28 dolarów.

Marka przetestowana przez własną społeczność

Za decyzją Sephory stoją nie tylko zasięgi FlutterHabit, ale także wyniki potwierdzające powtarzalność biznesu:

  • wzrost przychodów w 2026 r. o 50 proc. rok do roku;
  • jedna trzecia sprzedaży bezpośredniej pochodząca z subskrypcji;
  • ponad 30 modeli i premiery wprowadzane co trzy–sześć miesięcy;
  • społeczność ponad 30 tys. osób na Facebooku, wykorzystywana jako panel konsumencki;
  • ceny produktów od 16 do 28 dolarów.

Szczególnie istotny jest udział subskrypcji. Pokazuje, że FlutterHabit nie opiera się wyłącznie na jednorazowych, viralowych zakupach. Jedna trzecia sprzedaży we własnym kanale pochodzi od klientek regularnie uzupełniających zapasy. Marka chciałaby w przyszłości dołączyć także do programu automatycznego odnawiania zamówień Sephory.

FlutterHabit ma ponad 30 modeli rzęs i wprowadza kolejne co trzy–sześć miesięcy. Ważnym źródłem informacji o potrzebach klientek jest grupa na Facebooku skupiająca ponad 30 tys. osób. Marka pyta jej członkinie o oczekiwane nowości, ulubione produkty oraz elementy wymagające poprawy. Pod wpływem opinii społeczności część limitowanych modeli została włączona do stałej oferty.

Social media pełnią więc jednocześnie funkcję kanału komunikacji, sprzedaży, obsługi klienta, badania konsumenckiego oraz laboratorium rozwoju produktów. To właśnie ten pakiet – a nie sam viral – staje się dla sieci handlowych najcenniejszy.

Polskie marki: kilka różnych dróg z internetu do dużej sieci

W Polsce zmiana również jest widoczna, ale warto rozdzielić kilka modeli. Nie każda młoda marka obecna dziś w Rossmannie czy Hebe zaczynała na TikToku i nie każda najpierw zbudowała duży biznes DTC. Wspólne jest to, że cyfrowa społeczność i zdolność tworzenia angażujących treści coraz częściej wspierają negocjacje z retailem.

image

Drogeria przyszłości nie musi rywalizować z AI i TikTokiem. Jak kupuje pokolenie Alfa? Oto nowe drogi wzrostu beauty

Your KAYA: od subskrypcji i edukacji do Rossmanna

Your KAYA jest jednym z najczytelniejszych polskich przykładów. Zaczynała jako start-up e-commerce z produktami higienicznymi oferowanymi m.in. w modelu subskrypcyjnym. Marka budowała społeczność wokół edukacji, ciałopozytywności i przełamywania tabu. Następnie weszła do Rossmanna, najpierw z artykułami higienicznymi, a później z coraz szerszą ofertą pielęgnacji i makijażu. Retail dał jej zasięg poza grupą odbiorców możliwych do efektywnego pozyskania we własnym e-commerce.

Resibo, Miya Cosmetics i Veoli Botanica: różne drogi do szerokiej dystrybucji

Resibo wyrosło z jednego produktu stworzonego z osobistej potrzeby założycielki, a we wczesnym etapie rozwijało sprzedaż i rozpoznawalność bez wsparcia masowej dystrybucji. Dziś marka jest obecna stacjonarnie i online w Hebe.

Miya Cosmetics także należy do pokolenia młodych polskich marek rozwijanych przy silnym wsparciu internetu, ale nie jest czystym przykładem przejścia DTC–retail: od początku budowała model omnichannel, łącząc własny sklep z obecnością w sieciach drogeryjnych.

Veoli Botanica przez lata budowała pozycję w internecie i specjalistycznym kanale beauty, a w 2025 r. rozszerzyła dystrybucję na wszystkie sklepy stacjonarne Hebe. W tych przypadkach szeroki retail jest etapem skalowania marek, które wcześniej miały już rozpoznawalność i wyrazistą tożsamość.

BasicLab: edukacja składnikowa i social commerce

BasicLab reprezentuje model marki zbudowanej na eksperckiej edukacji o składnikach aktywnych i świadomej pielęgnacji. Firma rozwinęła własny e-commerce i obecność m.in. w Super-Pharm oraz DOZ. W 2026 r. znalazła się wśród pierwszych marek kosmetycznych korzystających z polskiej wersji TikTok Shop, gdzie postawiła na transmisje LIVE, edukację i bezpośredni kontakt ze społecznością. Nie ma natomiast podstaw, by przypisywać jej obecność jednocześnie w Rossmannie, Hebe i Sephorze.

Nanolash: polski punkt odniesienia w rzęsach DIY

W samej kategorii rzęs najbliższym polskim punktem odniesienia jest Nanolash, marka związana ze spółką Trendmarkt. Oferuje pełny system DIY: kępki, bonder, sealer, aplikator i remover. Produkty można znaleźć m.in. w ofercie internetowej Douglasa i DOZ oraz u partnerów marketplace Hebe. Nie należy jednak automatycznie utożsamiać obecności w serwisie Hebe z szeroką dystrybucją na półkach wszystkich drogerii stacjonarnych.

Drogeria sama wchodzi na TikToka

Zmieniają się nie tylko marki. Sieci coraz mocniej organizują ofertę wokół produktów popularnych w social mediach. Hebe prowadzi internetowe sekcje Instashop i Viral Shop, w których łączy asortyment z trendami z Instagrama i TikToka. Rossmann wykorzystuje viralowe produkty w komunikacji, materiałach inspiracyjnych i premierach skierowanych do młodszych klientów.

W 2026 r. TikTok Shop wystartował w Polsce, a wśród pierwszych partnerów i marek znalazły się podmioty z branży beauty. BasicLab rozpoczął transmisje LIVE, a Rossmann i Hebe zostały wskazane jako sieci przygotowujące sprzedaż na platformie. Granica pomiędzy oglądaniem krótkiego filmu, zakupem w social commerce i wizytą w drogerii zaczyna się zacierać.

Retail nie jest już końcowym, odseparowanym etapem ścieżki zakupowej. Może pojawić się jednocześnie jako konto na TikToku, sklep na platformie, aplikacja lojalnościowa, marketplace i fizyczna półka. Wygrywa ten podmiot, który najszybciej zamienia cyfrowy sygnał zainteresowania w dostępny produkt, nie tracąc przy tym jakości selekcji.

 

Komentarz redakcji: Odwrócony model ryzyka

Wejście FlutterHabit do Sephory pokazuje, że TikTok i tradycyjny handel nie muszą ze sobą konkurować. Pełnią inne funkcje na ścieżce zakupowej. TikTok pozwala marce szybko dotrzeć do odbiorców, pokazać działanie produktu i wygenerować zainteresowanie. Użytkownicy SM oraz TikTok Shop sprawdzają, czy zainteresowanie przekłada się na zakup. Sklep stacjonarny zwiększa dostępność, pozwala przetestować produkt i dociera do klientek, które nie kupują bezpośrednio w social mediach.

Kiedyś wprowadzenie nieznanej marki było przede wszystkim ryzykiem detalisty.

Dziś młody brand może przyjść do sieci z historią sprzedaży, retencją, danymi o bestsellerach, społecznością i gotowym ekosystemem treści.

Dla handlowców stacjonarnych i online współpraca z marką wykreowaną w sieci oznacza więc mniejsze ryzyko. Zmienia to również sposób, w jaki sieci wybierają marki. O sukcesie na półce nie decydują już wyłącznie historia producenta, budżet marketingowy i tradycyjne badania rynku. Coraz większe znaczenie mają dynamika wzrostu w social mediach, sprzedaż na platformach społecznościowych, siła społeczności i zdolność marki do regularnego dostarczania nowych treści oraz premier.

Nie oznacza to, że każdy viral zasługuje na półkę. Popularność może zniknąć równie szybko, jak się pojawiła, a gwałtowny wzrost ujawnia problemy z dostawami, jakością i obsługą klienta. Dlatego dla sieci najcenniejsze nie są same wyświetlenia, lecz połączenie kilku sygnałów: sprzedaży, powtarzalności zakupów, jakości produktu, zdolności operacyjnej i lojalności społeczności.

FlutterHabit spełnia te warunki: ma 18 mln sprzedanych par, rosnące przychody, znaczący udział subskrypcji i aktywną grupę klientek wykorzystywaną do rozwoju produktów. Dlatego jego wejście do Sephory jest czymś więcej niż historią o rzęsach. To ilustracja nowego porządku w beauty, w którym TikTok może stworzyć popyt, DTC udowodnić jego wartość, a retail zamienić cyfrowy fenomen w markę masową.

Polskie przykłady pokazują, że lokalny rynek podąża w podobnym kierunku. Różnica polega na tym, że w Polsce duże sieci często uczestniczą w budowaniu marek już na etapie premiery. Model FlutterHabit pokazuje kolejny etap: marka może najpierw samodzielnie udowodnić swoją siłę w social commerce, a dopiero później negocjować wejście do retailu z dużo mocniejszej pozycji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
29. lipiec 2026 11:54