StoryEditor
Rynek i trendy
03.08.2026 10:19

Od „Sephora Kids” do smart beauty. Gen Alpha już kupuje. Marki i drogerie muszą mówić „tego produktu nie potrzebujesz”

TikTok napędza skincare dla dzieci. / Shutterstock

Pokolenie Alfa już wpływa na sprzedaż kosmetyków, ale kolejny etap walki o tę grupę nie będzie polegał na mnożeniu produktów. Wygrają marki i drogerie, które uproszczą pielęgnację, będą rekomendowały ostrożność korzystania z podpowiedzi AI i pomogą rodzicom odróżnić potrzebę od trendu.

Gen Alpha nie jest już wyłącznie przyszłym konsumentem beauty. Najstarsi przedstawiciele tego pokolenia mają w 2026 r. około 16 lat, młodsi dopiero zaczynają szkołę, a wszyscy funkcjonują w środowisku, w którym rutyna pielęgnacyjna może dotrzeć do nich wcześniej niż rzetelna wiedza o skórze. Dyskusja ekspertów portalu “Global Cosmetics News”, która odbyła się w ramach ostatniego odcinka podcastu “In Conversation With” pokazuje, że branża dochodzi do punktu zwrotnego: pytanie nie brzmi już, jak sprzedać dzieciom i nastolatkom więcej kosmetyków, lecz jak wykorzystać ich zainteresowanie nimi, ale bez podsycania nadmiernej konsumpcji i powodowania problemów zdrowotnych.

Gen Alpha to nie jeden segment

Najważniejsza korekta dotyczy samego sposobu definiowania grupy. Pod wspólną etykietą Gen Alpha mieszczą się dziś małe dzieci, osoby w wieku szkolnym i nastolatki w okresie dojrzewania. Ich potrzeby fizjologiczne, wpływ na koszyk zakupowy rodziny i samodzielność zakupowa są skrajnie różne. W przypadku najmłodszych o wyborze decydują rodzice, a priorytetem jest bezpieczeństwo. U nastolatków rośnie znaczenie skuteczności, zapachu, identyfikacji z marką oraz opinii rówieśników.

To rozróżnienie ma dla producentów praktyczny wymiar. „Młoda skóra” nie może być jedną kategorią formuły produktów ani jedynym komunikatem marketingowym. Innego produktu potrzebuje dziecko bez problemów skórnych, innego nastolatek ze zmianami związanymi z dojrzewaniem, a jeszcze innego osoba z trądzikiem wymagającym konsultacji lekarskiej. 

W panelu portalu “Global Cosmetics News”, Sam Farmer, założyciel Sam Farmer Young Adults Skin Care, marki, która została opracowana specjalnie dla młodej skóry i zmieniających się potrzeb młodszych konsumentów, stawia prostą granicę: o potrzebie pielęgnacji powinno decydować dojrzewanie i stan skóry, nie popularność danego składnika w social mediach.

Najpierw edukacja, potem produkt

To jeden z najmocniejszych i jednocześnie najmniej wygodnych dla rynku wniosków rozmowy. Dzieci i nastolatki nie potrzebują rozbudowanych rytuałów. Podstawą powinny pozostać delikatne oczyszczanie, nawilżanie, ochrona przeciwsłoneczna i umiejętność rozpoznania momentu, w którym problem przestaje być kosmetyczny. Eksperci kwestionują także mechaniczne przenoszenie do młodzieżowych linii składników znanych z pielęgnacji dorosłych tylko dlatego, że ich nazwy dobrze sprzedają produkt.

image

Nie reklama, lecz doświadczenie. Jak Gen Z i Gen Alpha zmieniają rynek beauty?

Dane naukowe pokazują, dlaczego branża nie może ignorować tego wniosku jako kolejnej fali “paniki”.  W badaniu opublikowanym w 2025 r. w czasopiśmie „Pediatrics” przeanalizowano 100 filmów z rutynami pielęgnacyjnymi twórców internetowych z social mediów w wieku od 7 do 18 lat. W przeciętnej rutynie pojawiało się sześć produktów, a jej koszt wynosił średnio 168 dolarów. Tylko 26,2 proc. rutyn dziennych uwzględniało ochronę przeciwsłoneczną. W 25 najpopularniejszych filmach zidentyfikowano średnio 11, a maksymalnie 21 potencjalnie drażniących młodą skórę składników aktywnych. Problemem nie jest więc samo zainteresowanie kosmetykami, lecz skala, kumulacja substancji i brak informowania przez koncerny i firmy kosmetyczne o hierarchii potrzeb nastolatków.

AI — mały błąd, duże ryzyko 

Nowym elementem dyskusji jest sztuczna inteligencja. Dr Tiina Meder, dermatolog i założycielka Meder Beauty, zwraca uwagę, że narzędzia do analizy skóry i rekomendacji kosmetyków nie są projektowane z myślą o skórze dziecięcej. Błędna ocena wieku lub stanu skóry może prowadzić do podpowiadania im składników i kuracji, których młody użytkownik nie tylko nie potrzebuje, ale wręcz sobie szkodzi. W tym ujęciu technologia AI ma sens jako narzędzie edukacyjne, ale staje się ryzykowna, kiedy przyjmuje rolę diagnosty albo automatycznego sprzedawcy np. kolejnego serum (red. sama przyłapałam moją 15-letnią córkę na stosowaniu serum dla skóry dojrzałej, polecone przez AI, ponieważ zawierało m.in. niacynamid i kwas glikolowy).  

Równocześnie nie da się odwrócić nowej ścieżki zakupowej. Amerykańskie badanie „Smart Beauty”, przeprowadzone przez NielsenIQ dla Ulta Beauty (opisywaliśmy je szeroko) wśród 522 przedstawicieli Gen Alpha i 500 rodziców, pokazuje, że 78 proc. młodych konsumentów odkrywa beauty online, ale 77 proc. szuka później potwierdzenia w świecie rzeczywistym — w drogerii czy perfumerii stacjonarnej. Aż 73 proc. korzysta z narzędzi personalizacji. Co istotne, użytkownicy AI częściej niż pozostali odwiedzają sklepy, aby oglądać i testować produkty — 57 wobec 36 proc. Wniosek z badania płynie taki: technologia nie wypiera więc drogerii, ale może zwiększać potrzebę kontaktu z nią.

Badanie ma charakter amerykański i nie powinno być bezpośrednio przenoszone na Polskę, ale pokazuje mechanizm ważny również dla naszego rynku. Rodzice pozostają najbardziej pomocnym źródłem wiedzy o beauty: wskazało ich 41 proc. badanych, wobec 34 proc. dla social mediów. Aż 98 proc. rodziców deklarowało aktywny udział w zakupach kosmetycznych dzieci. Dla retailerów oznacza to, że mają podwójnego odbiorcę: produkt ma zainteresować młodą osobę, ale bezpieczeństwo, skład i sens stosowania muszą być czytelne dla dorosłego.

Polskie dzieci są już w algorytmicznym lejku sprzedażowym

W Polsce nie mamy jeszcze porównywalnego badania zachowań beauty Gen Alpha, ale dysponujemy danymi pokazującymi skalę ich cyfrowej ekspozycji. Według raportu „Internet dzieci 2026” z co najmniej jednego z serwisów: TikTok, Facebook, Instagram lub Snapchat aktywnie korzysta 44 proc. dzieci w wieku 7–12 lat. Dzieci stanowią 8,7 proc. użytkowników internetu, ale generują 11 proc. czasu spędzanego w sieci. To oznacza, że formalne progi wiekowe platform nie odcinają najmłodszych od trendów, rekomendacji i reklamy.

Po drugiej stronie tej ścieżki jest już polski handel. Hebe prowadzi rozbudowaną sekcję „Nastolatki Back To School”, obejmującą m.in. pielęgnację twarzy, makijaż, mgiełki i zapachy, urządzenia oraz suplementy. Rossmann publikuje poradniki dotyczące młodej cery, a w 2026 r. przygotował także ranking koreańskich kosmetyków dla nastolatków. Wiek stał się więc kierunkiem treści oraz merchandisingu.

image

Drogeria przyszłości nie musi rywalizować z AI i TikTokiem. Jak kupuje pokolenie Alfa? Oto nowe drogi wzrostu beauty

Dla polskich sieci to zarówno szansa, jak i odpowiedzialność. Jeżeli drogeria organizuje ofertę wokół młodego odbiorcy, nie może ograniczyć się do etykiety „dla nastolatków”. Potrzebne są selekcja według wieku i realnej potrzeby skóry, czytelne informacje o składnikach aktywnych, ostrzeżenia przed łączeniem produktów, przeszkolony personel oraz ścieżka kierująca do dermatologa, gdy problem ma charakter medyczny — tłumaczą eksperci ii dermatolodzy. 

Regulatorzy zaczynają patrzeć na młodych influencerów

Granica odpowiedzialności przesuwa się także prawnie. W marcu 2026 r. włoski urząd ochrony konkurencji wszczął postępowanie wobec Sephory i Benefit Cosmetics. Regulator bada, czy marki wykorzystywały bardzo młodych influencerów do promowania dzieciom kosmetyków dla dorosłych oraz czy nie pomijały istotnych informacji o przeznaczeniu i środkach ostrożności. Firmy zadeklarowały współpracę i utrzymują, że działają zgodnie z prawem. Sprawa jest ważna dla całej Europy, ponieważ po raz pierwszy tak wyraźnie łączy marketing beauty do nieletnich z ryzykiem kompulsywnej konsumpcji i tzw. cosmeticoreksji.

Równolegle unijny Akt o usługach cyfrowych zakazuje platformom kierowania reklam do dzieci na podstawie profilowania. W Polsce UOKiK od kilku lat egzekwuje obowiązek prawidłowego oznaczania treści reklamowych influencerów. Kolejnym krokiem będzie zapewne dokładniejsze badanie nie tylko tego, czy materiał jest oznaczony jako reklama, lecz także do kogo jest kierowany, kto w nim występuje i czy komunikat nie wykorzystuje niedojrzałości odbiorcy.

„Planet-positive” zaczyna się od mniejszej liczby produktów

W prognozie “Global Cosmetics News: zrównoważone formuły i opakowania mają być jednym z filarów kolejnej fazy beauty dla Gen Alpha. Najbardziej wiarygodna interpretacja tego hasła nie prowadzi jednak do kolejnej tzw. zielonej linii produktowej. Jeżeli branża jednocześnie promuje wieloetapowe rutyny i obiecuje ograniczać wpływ na środowisko, komunikaty te pozostają w konflikcie. Dla młodego konsumenta rozwiązaniem bardziej „planet-positive” może być krótsza rutyna, produkt wielofunkcyjny, mniej opakowań i jasna informacja, czego nie trzeba kupować.

Polski rynek ma warunki, aby wypracować własny model. Jest piątym co do wielkości rynkiem kosmetycznym w Unii Europejskiej. Duża baza producentów, silne sieci drogeryjne i rosnący kanał online dają możliwość stworzenia standardu, w którym bezpieczeństwo młodego konsumenta stanie się elementem przewagi konkurencyjnej, a nie kosztem narzuconym przez regulatora.

Kto wygra walkę o Gen Alpha? Nie same kosmetyki, a edukacja

Nie musi to być marka, która najszybciej przełoży każdy trend z TikToka na premierę. Bardziej perspektywiczny model — na co wskazują eksperci w cytowanym podcaście — opiera się na kilka kompetencjach: projektowaniu produktów dla konkretnego etapu rozwoju skóry, upraszczaniu rutyn pielęgnacyjnych, wiarygodnej edukacji, cyfrowych zabezpieczeniach uwzględniających wiek oraz współpracy z rodzicami, dermatologami i personelem drogerii.

Gen Alpha jest pierwszym pokoleniem, dla którego AI, social commerce i sklep stacjonarny nie są osobnymi kanałami. Rekomendacja może zacząć się w algorytmie, zostać zweryfikowana przez rodzica, przetestowana w drogerii i zakończyć się zakupem online. W tej ścieżce największą wartością marki nie będzie liczba bodźców, lecz zdolność do zatrzymania konsumenta przed niepotrzebnym lub niewłaściwym wyborem. To radykalna zmiana logiki rynku beauty: z maksymalizacji w stronę odpowiedzialnej selekcji. Czyli to firma ma mówić do młodego konsumenta: nie kupuj kolejnego serum, nie potrzebujesz tego czy kolejnego kosmetyku. I budować markę, której zaufają także rodzice.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
02.10.2026 15:43
Enzymy w detergentach zyskują na znaczeniu. Rynek ma rosnąć dzięki ekologii i technologii
Kapsułki z detergentem do prania.Mouse family/Shutterstock

Rosnące zapotrzebowanie na biodegradowalne środki czyszczące, rozwój technologii wieloenzymatycznych i zastosowanie detergentów enzymatycznych w ochronie zdrowia zwiększają znaczenie tej kategorii. Według Market Growth Reports globalny rynek detergentów enzymatycznych może wzrosnąć z 424,02 mln dol. w 2026 r. do 717,07 mln dol. w 2035 r., przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 6,2 proc. Dane zawarte w materiale wskazują jednak na różne wartości bazowe rynku, zależnie od przyjętej definicji kategorii.

Detergenty enzymatyczne są kategorią środków czyszczących, w których za rozkładanie określonych rodzajów zabrudzeń odpowiadają enzymy, m.in. proteazy, amylazy, lipazy czy celulazy. Ich zastosowanie obejmuje zarówno gospodarstwa domowe, jak i sektor medyczny, przemysł oraz laboratoria. W ostatnich latach rozwój tej kategorii jest powiązany przede wszystkim z poszukiwaniem skutecznych środków czyszczących, które jednocześnie pozwalają ograniczać wykorzystanie agresywnych substancji chemicznych.

Według jednego z ujęć przedstawionych w analizie globalny rynek detergentów enzymatycznych był wart w 2024 r. około 3,2 mld dol. i ma osiągnąć 5,8 mld dol. w 2030 r. Inne dane zawarte w materiale odnoszą się do węższej kategorii i wskazują na wartość 1,5 mld dol. globalnego rynku enzymów detergentowych w 2024 r. Jeszcze inna prognoza zakłada wzrost rynku detergentów enzymatycznych z 424,02 mln dol. w 2026 r. do 717,07 mln dol. w 2035 r. przy CAGR 6,2 proc. Różnice wskazują na odmienne zakresy analizowanych segmentów i definicje rynku.

Szpitale głównym odbiorcą

Największym obszarem zastosowania detergentów enzymatycznych pozostaje ochrona zdrowia. Z przedstawionych danych wynika, że szpitale odpowiadały w 2024 r. za 60,18 proc. udziału w rynku według zastosowania. Produkty enzymatyczne wykorzystywane są m.in. do mycia narzędzi chirurgicznych i endoskopów, czyli na etapie poprzedzającym właściwą dezynfekcję lub sterylizację.

W szerszej segmentacji zastosowania medyczne i związane z ochroną zdrowia odpowiadały za około 54 proc. globalnego rynku, podczas gdy zastosowania gospodarstwa domowego stanowiły około 29 proc. popytu. W USA około 38 proc. całkowitego popytu na detergenty enzymatyczne ma pochodzić z zastosowań w ochronie zdrowia.

image

Rozporządzenie 2026/405 w sprawie detergentów – nowy etap regulacji środków powierzchniowo czynnych

Znaczenie segmentu medycznego wiąże się z właściwościami enzymów. Proteazy mogą rozkładać pozostałości białkowe, amylazy – skrobię, a lipazy – tłuszcze. Pozwala to projektować preparaty przeznaczone do usuwania różnych rodzajów zanieczyszczeń organicznych.

Rozwijane są przy tym formulacje zawierające kilka enzymów. Detergenty dwuenzymatyczne odpowiadały w 2024 r. za 51,15 proc. rynku według typu produktu, co czyniło je największym segmentem. Najczęściej łączą one proteazę i amylazę. Jednocześnie najszybciej rozwijającą się kategorią mają być detergenty wieloenzymatyczne, zawierające trzy lub więcej enzymów.

To właśnie technologie wieloenzymatyczne są jednym z istotnych kierunków prac badawczo-rozwojowych. Według przedstawionych danych około 42 proc. działań związanych z rozwojem produktów koncentruje się na technologiach wykorzystujących wiele enzymów. Ich celem jest zwiększenie skuteczności preparatów wobec różnych rodzajów zabrudzeń oraz umożliwienie ich stosowania w większej liczbie procesów czyszczenia.

Ekologia wpływa na formulacje

Drugim ważnym czynnikiem rozwoju kategorii jest presja na ograniczanie wpływu środków czyszczących na środowisko. Około 66 proc. zainteresowania rynkowego ma koncentrować się na biodegradowalnych i bardziej przyjaznych środowisku detergentach. Z kolei około 46 proc. producentów ma rozwijać formulacje biodegradowalne i pozbawione fosforanów.

Ważnym kierunkiem są również produkty skoncentrowane. Według danych zawartych w analizie około 41 proc. producentów pracuje nad skoncentrowanymi i oszczędzającymi wodę formulacjami. W przypadku detergentów enzymatycznych może to oznaczać jednoczesne ograniczenie ilości produktu potrzebnego do wykonania procesu czyszczenia oraz zmniejszenie udziału wody w formule i transporcie.

Kategoria korzysta również z rozwoju enzymów pochodzenia biologicznego. Rynek enzymów bio-pochodnych stosowanych w detergentach ma osiągnąć wartość 3,14 mld dol. do 2032 r. Rozwój tego segmentu jest związany zarówno z oczekiwaniami konsumentów dotyczącymi produktów o niższym wpływie środowiskowym, jak i z presją regulacyjną dotyczącą składu i oddziaływania środków czyszczących.

image

Polacy na zakupach chemii domowej. Absolutna dominacja dyskontów!

W 2024 r. około 48 proc. nowych produktów miało obejmować biodegradowalne formulacje o ograniczonej zawartości substancji chemicznych. Jednocześnie około 42 proc. inwestycji miało być kierowanych na poprawę stabilności enzymów i zwiększenie ich skuteczności.

Niższa temperatura, większa skuteczność

Jedną z potencjalnych przewag technologii enzymatycznych jest możliwość skutecznego usuwania części zabrudzeń w niższych temperaturach. Ma to znaczenie szczególnie w segmencie detergentów do prania oraz środków stosowanych w gospodarstwach domowych.

Według przedstawionych danych około 51 proc. konsumentów preferuje produkty enzymatyczne do prania i sprzątania ze względu na skuteczność usuwania plam oraz możliwość czyszczenia w niższej temperaturze. Około 47 proc. preferencji konsumenckich ma być związanych właśnie ze skutecznością usuwania zabrudzeń i działaniem w niskich temperaturach.

Największą część rynku produktowego stanowią natomiast detergenty enzymatyczne w płynie – około 51 proc. preferencji produktowych. Ich popularność wiązana jest z wygodą stosowania i możliwością uzyskania odpowiedniego stężenia preparatu w zależności od zastosowania.

Jednocześnie technologia enzymatyczna ma ograniczenia. Enzymy są szczególnie skuteczne wobec zabrudzeń organicznych, natomiast mogą być mniej przydatne w przypadku osadów mineralnych czy rdzy. Ich działanie zależy również od temperatury i pH. Oznacza to konieczność precyzyjnego projektowania formulacji pod kątem konkretnego zastosowania.

Problemem pozostają także koszty. Około 53 proc. presji kosztowej na rynku ma być związane z ceną formulacji i produkcji enzymów. Procesy biotechnologiczne wymagane do ich wytwarzania są bardziej złożone niż produkcja części tradycyjnych składników detergentowych.

image

74 proc. konsumentów zwraca uwagę na zrównoważony rozwój. Detergenty enzymatyczne zyskują na znaczeniu

Kolejne ograniczenia dotyczą stabilności produktu. Około 36 proc. barier adopcji ma być związanych z przechowywaniem oraz krótszym okresem przydatności części formulacji. Z kolei około 42 proc. konsumentów deklaruje obawy dotyczące potencjalnej wrażliwości skóry i reakcji alergicznych.

Ameryka Północna liderem, Azja-Pacyfik rośnie

Pod względem geograficznym największy udział w rynku ma Ameryka Północna. Według danych zawartych w materiale region odpowiada za około 37 proc. globalnego popytu. Dominującą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, gdzie znaczenie detergentów enzymatycznych wynika m.in. z wymogów dotyczących higieny w placówkach medycznych oraz rozwoju technologii czyszczenia.

Około 63 proc. procesów sterylizacji i czyszczenia instrumentów szpitalnych w USA ma obecnie wykorzystywać detergenty enzymatyczne. Jednocześnie zastosowania medyczne odpowiadają za około 38 proc. krajowego popytu na tę kategorię.

Europa pozostaje istotnym rynkiem dzięki rozwiniętej infrastrukturze ochrony zdrowia oraz regulacjom środowiskowym wspierającym stosowanie biodegradowalnych środków czyszczących. Wśród głównych rynków wymieniane są Niemcy, Francja i Wielka Brytania.

Najwyższą dynamikę wzrostu ma natomiast wykazywać region Azji-Pacyfiku. Jego udział w globalnym popycie szacowany jest na około 33 proc. Rozwój rynku wspierają inwestycje w ochronę zdrowia, urbanizacja oraz rosnąca świadomość dotycząca higieny gospodarstw domowych. Szczególnie istotne są Chiny, Indie i Japonia.

Dla producentów enzymów i detergentów oznacza to możliwość rozwoju zarówno w segmencie profesjonalnym, jak i konsumenckim. Jednocześnie wejście na rynki medyczne wiąże się z koniecznością spełnienia wymogów dotyczących bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi regulacjami.

Inwestycje w biotechnologię

Rozwój rynku przekłada się na inwestycje w technologie enzymatyczne. Według danych przedstawionych w analizie w 2024 r. na badania i rozwój technologii enzymatycznych na świecie przeznaczono ponad 420 mln dol. Środki kierowane są m.in. na zwiększenie stabilności enzymów, poprawę ich aktywności w różnych temperaturach i zakresach pH oraz opracowywanie nowych kombinacji enzymatycznych.

image

UOKIK: Skontrolowano oznakowania detergentów, 16 proc. partii z nieprawidłowościami

Około 45 proc. inwestycji strategicznych ma być związanych z zaawansowanymi badaniami nad enzymami i technologiami zrównoważonego czyszczenia. Z kolei około 37 proc. aktywności partnerskiej koncentruje się na rozwiązaniach dla zrównoważonego czyszczenia w ochronie zdrowia i przemyśle.

Na konkurencyjnym rynku działają zarówno globalne firmy z sektora chemicznego i biotechnologicznego, jak i wyspecjalizowani producenci środków do zastosowań medycznych. Wśród wymienianych przedsiębiorstw znajdują się m.in. Ecolab, Getinge, Ruhof, Lion Corporation i Micro-Scientific. Około 57 proc. rynku ma być skoncentrowane w rękach ugruntowanych przedsiębiorstw z branży chemicznej i biotechnologicznej, podczas gdy około 39 proc. wzrostu konkurencji ma pochodzić od regionalnych producentów ekologicznych detergentów.

Dla sektora kosmetycznego rozwój tej technologii jest istotny przede wszystkim jako element szerszego trendu w kierunku biodegradowalnych składników, niższych temperatur procesów mycia, koncentratów i formulacji o ograniczonym wpływie środowiskowym. Jednocześnie dane dotyczące rynku detergentów enzymatycznych należy interpretować z uwzględnieniem różnic w definicjach kategorii – przedstawione prognozy obejmują bowiem różne zakresy produktowe, od samych enzymów detergentowych po szerzej definiowany rynek gotowych detergentów enzymatycznych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
01.10.2026 12:24
Najpierw Boo Basket, potem Halloween. Jesienne trendy napędzają sprzedaż kosmetyków
Jesień zaczyna się na TikToku. Tak rodzi się nowy sezon beautyInstagram

Halloween przez lata pozostawało w polskim handlu raczej pojedynczym wydarzeniem. Dziś coraz trudniej patrzeć na nie wyłącznie przez pryzmat jednego wieczoru i sprzedaży kostiumów czy słodyczy. W beauty jesień zaczyna działać jak osobny sezon sprzedażowy, a Halloween jest tylko jednym z jego punktów kulminacyjnych. Wcześniej pojawiają się jesienne trendy makijażowe, zapachy kojarzone z "cozy season”, powrót do intensywniejszej pielęgnacji i coraz popularniejszy w mediach społecznościowych trend Boo Basket.

W tym artykule przeczytasz:

  • „Code Orange” pokazuje, że Halloween zaczyna się wcześniej
  • Jesienny reset zaczyna się od pielęgnacji
  • Potem zmienia się kolor półki...
  • Czym jest Boo Basket?
  • Jesień pachnie wanilią, cynamonem i pumpkin spice
  • Halloween jako mini-peak w większym Golden Quarter
  • Nie każdy jesienny trend będzie kolejnym Black Friday
  • Magazyn też musi być gotowy na „spooky season”

„Code Orange” pokazuje, że Halloween zaczyna się wcześniej

Dobrym przykładem jest trend „Code Orange”, który rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych. Hasło służy użytkownikom do sygnalizowania, że w sklepach pojawiły się już produkty związane z Halloween, jesienią i tzw. spooky season. Sam moment wprowadzenia sezonowego asortymentu staje się więc treścią, którą konsumenci wyszukują, nagrywają i udostępniają.

Na początku września na TikToku znajdowało się już 128,1 tys. postów z hashtagiem #CodeOrange, a na Instagramie 255 tys. postów oznaczonych „Code Orange”.

Media społecznościowe potrafią dziś skrócić drogę między odkryciem produktu a zakupem. Użytkownik widzi, że dany sklep wprowadził jesienną kolekcję, kosmetyki w halloweenowych opakowaniach albo nowe zapachy, przekazuje tę informację dalej, a zainteresowanie kolejnymi produktami zaczyna narastać.

W przypadku beauty sezonowość nie ogranicza się przy tym do produktów z nadrukowanymi dyniami czy kosmetyków do charakteryzacji.

Jesienny reset zaczyna się od pielęgnacji

Zmiana sezonu oznacza również zmianę potrzeb skóry. Po lecie konsumenci mogą szukać bardziej odżywczych kremów, łagodniejszych produktów oczyszczających i kosmetyków wspierających barierę hydrolipidową. Do jesiennej pielęgnacji pasują składniki takie jak ceramidy, gliceryna czy kwas hialuronowy, a wraz z mniejszą ekspozycją na słońce część konsumentów wraca także do produktów zawierających retinoidy.

Równolegle rośnie zainteresowanie zabiegami profesjonalnymi odpowiadającymi na problemy, które stają się bardziej widoczne po lecie – przesuszenie, utrata blasku czy skutki ekspozycji na słońce.

image

Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?

Potem zmienia się kolor półki...

Jesień przynosi również wyraźną zmianę w makijażu. Na półkach pojawiają się odcienie miedzi, bordo, śliwki, jagodowych czerwieni i głębokiego brązu. Cięższe, jesienne kolory nie muszą jednak oznaczać mocnego makijażu. Popularność zyskują również transparentne i lekkie wykończenia, które pozwalają wprowadzić jesienną paletę do codziennego makijażu.

Media społecznościowe dokładają do tego kolejne mikrotrendy. Przykładem może być „eyemaxxing”, w którym kolorystyka makijażu oczu jest dobierana m.in. pod kątem koloru tęczówki. Brązy i miedzie są często wykorzystywane przy niebieskich oczach, a śliwki, burgundy i głębokie fiolety przy zielonych.

Każdy z tych trendów może generować popyt na inne produkty. Jeden konsument będzie szukał nowego cienia do powiek, inny pomadki w kolorze burgundu, a jeszcze inny palety, którą można wykorzystać do stworzenia halloweenowego looku.

Czym jest Boo Basket?

Do tego sezonowego miksu dochodzi jeszcze jeden trend, który mocno wykorzystuje potencjał kategorii beauty – Boo Basket.

Idea jest prosta, zamiast jednego dużego prezentu przygotowuje się jesienny koszyk pełen drobnych upominków. Mogą znaleźć się w nim słodycze, świece, skarpetki czy kubek, ale bardzo często także kosmetyki – produkty do kąpieli, maseczki, balsamy do ciała, produkty do włosów, makijaż czy zapachy. 

 

 

Boo Basket nie jest propozycją prezentu na konkretną okazję jak np. Święta Bożego Narodzenia czy Walentynki. Jest po prostu prezentem "na jesień", często dawanym bez większego powodu. Nie ogranicza go też płeć. Jesienne koszyki dla mężczyzny - chłopaka, brata czy ojca stają się równie popularne co damskie wersje. Jego siła tkwi również w samej formie. Koszyk jest przygotowywany indywidualnie, fotografowany i publikowany w mediach społecznościowych. Pojedyncze produkty zaczynają funkcjonować więc nie tylko jako kosmetyki, ale również jako element większej, wizualnej kompozycji. 

 

 

To szczególnie korzystne dla produktów o niższej i średniej cenie. Nie trzeba kupować drogiego zestawu prezentowego – można skomponować własny koszyk z kilku produktów, które razem tworzą gotowy prezent.

W przypadku beauty dobrze sprawdzają się tu kosmetyki o wyraźnym zapachu, atrakcyjnym opakowaniu lub kojarzące się z jesienią. Wanilia, cynamon, dynia, karmel czy korzenne nuty wpisują się w szerszy trend „cozy season”, który w mediach społecznościowych buduje zainteresowanie jesiennymi rytuałami. Boo Basket może więc dodatkowo wydłużać sezon zakupowy. 

Jesień pachnie wanilią, cynamonem i pumpkin spice

Zapachy są zresztą jednym z segmentów, które szczególnie dobrze wykorzystują jesienną narrację.

Po letnich, świeżych i cytrusowych kompozycjach konsumenci zaczynają szukać zapachów cieplejszych i bardziej otulających. Pumpkin spice, wanilia, chai, cynamon czy inne korzenne nuty wpisują się w estetykę „cozy season”. Trend może przechodzić między kategoriami. Ten sam konsument może zainteresować się perfumami o waniliowym zapachu, a następnie sięgnąć po balsam do ciała, żel pod prysznic czy świecę utrzymane w podobnej nucie.

image

French Touch 2026: kosmetyki i salony fryzjerskie w jesiennej akcji promocyjnej

Halloween jako mini-peak w większym Golden Quarter

W tym kontekście Halloween można traktować jako mini-peak w ramach szerszego okresu wzmożonego handlu.

Tradycyjny kalendarz retailowy ma dobrze znane punkty kulminacyjne: Black Friday, Cyber Monday i okres przedświąteczny. W beauty pomiędzy nimi pojawia się jednak coraz więcej mniejszych momentów, które mogą wygenerować krótkotrwały, ale intensywny wzrost zainteresowania.

Najpierw jest powrót do jesiennej pielęgnacji. Potem zmiana kolorystyki makijażu i zapachów. Następnie pojawiają się Boo Baskets, halloweenowe kolekcje i kosmetyki do charakteryzacji. Chwilę później rynek wchodzi już w okres świątecznych zestawów, kalendarzy adwentowych i prezentów. Halloween jest pod tym względem szczególne, bo popyt może być bardzo skoncentrowany. Konsument potrzebujący kosmetyku na imprezę czy makijażu na konkretną okazję ma określony termin zakupu. Decyzja zakupowa może więc zostać podjęta znacznie szybciej niż w przypadku produktu kupowanego „przy okazji”.

Nie każdy jesienny trend będzie kolejnym Black Friday

Wyzwaniem nie jest więc samo przygotowanie się na Halloween. Większym problemem może być kumulacja wielu niewielkich pików popytu, które następują po sobie w krótkich odstępach.

Historyczne wyniki sprzedaży nadal pozostają ważnym punktem odniesienia, ale w przypadku trendów napędzanych przez TikToka czy Instagram nie zawsze wystarczą. Wczesne sygnały mogą pojawić się w mediach społecznościowych, zanim przełożą się na zamówienia.

„Code Orange” może sygnalizować wcześniejsze zainteresowanie Halloween. Popularność określonego zapachu może zapowiadać wzrost popytu na całą grupę produktów. Z kolei trend taki jak Boo Basket może zwiększyć sprzedaż wielu drobnych produktów, które osobno nie musiałyby zostać uznane za sezonowe. Do tego dochodzą pogoda, kampanie marketingowe, premiery nowych produktów i działania twórców internetowych.

W praktyce retailer potrzebuje więc nie tylko prognozy, ale również szybkiej informacji o tym, co dzieje się już na półce i w magazynie.

image

Unboxingi, TikTok i 24 okienka. Skąd fenomen kalendarzy adwentowych?

Magazyn też musi być gotowy na „spooky season”

Sezonowość jest wyzwaniem również dla logistyki. W przypadku produktów halloweenowych okno zakupowe może być krótkie, a klient oczekuje dostawy przed konkretną imprezą, weekendem czy wydarzeniem. Potrzebna jest więc odpowiednia liczba pracowników, elastyczność w kompletowaniu zamówień oraz możliwość szybkiego przesuwania priorytetów, kiedy jeden produkt zaczyna sprzedawać się szybciej, niż zakładano. Automatyzacja może przejąć część powtarzalnych zadań magazynowych, ale przy krótkich pikach równie istotna pozostaje możliwość szybkiego reagowania przez zespoły operacyjne.

Znaczenie ma również dostępność usług kurierskich. W przypadku zakupu halloweenowego dostawa dzień po wydarzeniu nie jest już opóźnieniem – produkt traci dla konsumenta swoją wartość.

Jesienny sezon beauty zaczyna się wcześniej

Halloween coraz trudniej traktować jako pojedynczą datę w kalendarzu handlowym. Jest raczej jednym z momentów szerszego jesiennego sezonu, którego początek można zauważyć już we wrześniu.

Oznacza to więcej okazji do zakupów dla kategorii beauty, ale również krótszy czas pomiędzy kolejnymi zmianami zainteresowania. Jesienna półka nie jest już wyłącznie kwestią wymiany ekspozycji. Coraz częściej jej zawartość jest kształtowana przez trendy, które pojawiają się w mediach społecznościowych i w ciągu kilku tygodni przechodzą z ekranu telefonu do sklepu.

 

Źródło: Cosmeticsbusiness

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
03. październik 2026 22:30