StoryEditor
Wywiady
03.03.2015 00:00

Dominika Figurska: Jesteśmy stworzeni do przeżywania i czynienia piękna

Już od dziecka ciągnęło ją na scenę. Dominika Figurska swoje marzenia zrealizowała w 2001 roku, gdy ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. W tym samym roku dołączyła do zespołu Teatru Polskiego we Wrocławiu, z którym jest związana do dziś. Choć zagrała w wielu spektaklach, filmach i serialach, to najtrudniejszą, ale i najbardziej kształcącą rolą, z jaką przyszło się jej zmierzyć, jest rola mamy pięciorga fantastycznych dzieci.

Mikołaj Gogol napisał: „Talent ze wszystkiego potrafi uczynić rzecz piękną”. Podpisałabyś się pod tymi słowami i pokusiłabyś o swoją definicję piękna?
Ja bym zacytowała jeszcze jednego mistrza, Fiodora Dostojewskiego. W „Biesach” jeden z bohaterów mówi, że człowiek „przetrwa bez nauki, bez chleba, i jedynie bez piękna się nie obejdzie, gdyż bez piękna nie warto będzie żyć na świecie!". Zastanawiałam się nad tym i wydaje mi się, że to zdanie świetnie oddaje istotę naszego człowieczeństwa: jesteśmy stworzeni do piękna, do przeżywania piękna i do czynienia piękna.

Aktorstwo, to była miłość od pierwszej wypowiedzianej kwestii?
(śmiech) Nie pamiętam, czy od pierwszej wypowiedzianej kwestii, ale faktycznie już od małego lubiłam występować. Ostatnio rozmawiałam nawet na ten temat z moją mamą, która kiedyś przejawiała wielkie talenty aktorskie. Zastanawiałam się, czy oby nie przelała swoich marzeń na mnie, ale mama twierdzi, że nie, ponieważ nigdy do niczego mnie nie zmuszała. Natomiast mnie ciągnęło na scenę. Każde miejsce było dla mnie odpowiednie, żeby wystąpić przed ludźmi, np. na postoju taksówek, gdzie zawsze ustawiała się długa kolejka. Byłam wtedy w swoim żywiole, angażowałam ludzi, reżyserowałam, a przede wszystkim wcielałam się w jakąś rolę. I tak mi zostało do dziś.

Twoje dzieci również przejawiają takie zdolności?
O tak. Zdolności aktorskie przejawiają wszystkie moje dzieci. Chętnie uczestniczą w różnych występach, np. w szkole, i muszę przyznać, że świetnie sobie radzą. Natomiast w ogóle nie proszą nas o radę, czy o jakiekolwiek wskazówki. Mają swoją własną wizję. Grają intuicyjnie, ale robią to bardzo dobrze. Nasza najstarsza córka cały czas, z wielką powagą, nam powtarza, że chce być aktorką, oczywiście w Hollywood (śmiech).
Matyldzia to świetna aktorka, ale także pani reżyser. Ostatnio napisała sama scenariusz – adaptację mitu. Najlepsze jest to, że próbujemy z Michałem (Michał Chorosiński – przyp. red.) odwieść wszystkie nasze dzieci od pomysłu zostania aktorami. Na razie wygląda to tak, że nasz syn gra w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w spektaklu Jana Klaty. Ma trudną rolę umierającego powstańca i w dodatku musi recytować tekst Micińskiego, ale nieskromnie powiem, że radzi sobie znakomicie. Na razie mówi, że nie chce być aktorem, tylko piłkarzem, więc zobaczymy, co pokaże przyszłość.
Krystian Lupa powiedział mi kiedyś, że w odróżnieniu od kolegów zza oceanu, gdzie nawet starzy aktorzy są młodzi i muszą ciągle walczyć na rynku, polscy aktorzy mają komfort pracy w teatrach zespołowych. Z Teatrem Polskim we Wrocławiu jesteś związana od 14 lat. Faktycznie zespół daje to poczucie bezpieczeństwa?
Z jednej strony to poczucie bezpieczeństwa może trochę rozleniwiać aktora. Natomiast jestem pierwszym pokoleniem, które musiało przejść przez casting w teatrze, żeby dostać rolę. Obecnie aktorzy wiedzą, że muszą dbać o swój wygląd i o swoją kondycję fizyczną, pracować nad głosem, etc. Reżyserzy są bardzo wymagający i uważają, że aktor powinien potrafić zrobić wszystko. Pamiętam, jak śp. Jerzy Jarocki tak nas motywował, że niemożliwe stawało się możliwe. Bardzo się staraliśmy, żeby sprostać wszystkim wymaganiom reżysera, z różnym skutkiem. Sama przypłaciłam pewne akrobacje złamaniem ręki, ale czego nie robi się dla sztuki? Z drugiej strony praca w zespole pozwala na głębsze potraktowanie roli. Znamy się jak w rodzinie, dlatego łatwiej jest nam się przed sobą otworzyć na scenie i stworzyć głębszy spektakl.

Z mężem lepiej pracuje Ci się przed kamerą, czy na deskach scenicznych?
Zdecydowanie lepiej pracuje nam się w teatrze. Mamy większy komfort gry niż przed kamerą, szczególnie, że nie mamy wspólnych scen, wchodzimy na scenę po sobie.
 
Jakie barwy ma kobiecość przy pięciorgu dzieci?
Na pewno szarości w cieniach pod oczami. Mimo to wydaje mi się, że kobieta może osiągnąć pełnię kobiecości w chwili, gdy staje się matką kilkorga dzieci. Śmieję się, że prawdziwe macierzyństwo odkryłam przy trzecim dziecku. Z każdym następnym macierzyństwo jest pełniejsze. Zmienia się sposób patrzenia na świat. Przy dzieciach doświadczamy tak gigantycznej miłości, że nawet gdy od kilku lat jestem notorycznie niewyspana i zmęczona, to wiem, że było warto.
Jak udaje Wam się pogodzić życie zawodowe z prywatnym?
Uważam, że nie można być zaangażowanym rodzicem i odnosić sukcesów na polu zawodowym. Zawsze coś jest kosztem czegoś, zwłaszcza u kobiety każdy wybór jest jednoczesną stratą. Mam świadomość tego, że kilka ról mnie ominęło, ale jest to mój wybór i jestem szczęśliwa, że właśnie tak potoczyło się moje życie. Gdybym najpierw postawiła tylko i wyłącznie na rozwój zawodowy, nie miałabym możliwości cieszenia się pięciokrotnym macierzyństwem.

Czy macierzyństwo pomogło Ci wcielać się w role, np. w „Utworze o matce i ojczyźnie”?
Tak. Zarówno w tę, jak i wiele innych. Czasami robię sobie wyrzuty, że ze względu na ogrom zajęć domowych, za mało czasu poświęcam na przygotowania do roli. Natomiast okazuje się, że to doświadczenie życiowe pozwala mi grać instynktownie, np. rolę mamy. Nie muszę niczego udawać. Myślę, że aktor tylko wtedy będzie dobrym aktorem, gdy będzie jak najwięcej czerpał z życia.
Jaki jest Wasz ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu?
Jeżeli jesteśmy wszyscy razem, to lubimy wyjeżdżać. Uwielbiam chwile, gdy cały czas ze sobą rozmawiamy podczas długiego spaceru nad morzem. Natomiast będąc w domu, staramy się wygospodarować trochę czasu na gry planszowe – to świetna zabawa, zwłaszcza dla moich ambitnych dzieci.
Jak Ty się relaksujesz, gdy masz dla siebie chwilę?
Kocham naturę, więc najlepiej relaksuję się na spacerze. Uwielbiam chodzić do lasu i wzrokiem ogarniać drzewa, przyrodę. A kiedy mam dłuższą chwilę, to odwiedzam kosmetyczkę. Kocham też masaże twarzy i ciała. Po takich zabiegach jestem tak odprężona, że trudno mi potem podnieść się z fotela (śmiech).
Masz dużo kosmetyków?
Lata doświadczenia nauczyły mnie, żeby nie mieć za dużo. Był czas, że kupowałam dosłownie wszystko, co zobaczyłam w reklamie. Często później odkrywałam, że mam dużo nieotwartych rzeczy, których termin ważności upłynął. Dlatego teraz mam swoje ulubione, sprawdzone produkty – kremy, balsam, żel, bez których nie potrafię się obejść. Sporo mam tylko kosmetyków kolorowych.

Na co dzień lubisz się malować?
Raczej nie. Zależy mi, żeby poza pracą moja skóra odpoczęła, oddychała. Natomiast gdy wychodzę z domu, staram się nakładać krem BB z filtrem, żeby mieć delikatny makijaż.
Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?
Wracam do teatru, gram spektakle w Warszawie i szykuje mi się praca na planie. Nie zdradzę nic więcej.
 
Czego mogę Ci życzyć?
Cierpliwości i snu.

NIE MOGĘ OBEJŚĆ SIĘ BEZ

Tusz do rzęs: Helena Rubinstein.
Fluid: BB Shiseido
Kremy: najlepiej serum z wit. C
Mleczko do ciała:  White Musk The Body Shop
Perfumy: Angel, CK Obsession

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
24.06.2026 14:26
"Hair Skinification" i trychokosmetyki. Od niszy do masowego fenomenu [WYWIAD]
Marta Iwanowska-Giler, dyrektor ds. kreacji OnlyBio.lifeOnlyBio

Obserwujemy dziś wyraźny trend traktowania skóry głowy z taką samą powagą jak skóry twarzy - tzw. skinifikację włosów. Choć cały rynek kosmetyków do pielęgnacji w Polsce rośnie, kategoria „scalp care”, dynamicznie rozszerzająca swoją obecność na półkach sklepowych, jest jednym z najbardziej wyrazistych przejawów jego premiumizacji i specjalizacji - mówi Marta Iwanowska-Giler, dyrektor ds. kreacji w firmie OnlyBio.

Czy specjalistyczne peelingi, wcierki i olejki to już standard w koszyku przeciętnego Polaka, czy wciąż domena wąskiej grupy „włosomaniaczek”?

Marta Iwanowska-Giler: Zdecydowanie, w naszej ocenie „hair skinification” przestało być chwilowym trendem, a zmianą w podejściu do pielęgnacji włosów. Konsumenci coraz lepiej rozumieją, że kondycja włosów zaczyna się od zdrowej skóry głowy, dlatego zaczynają traktować ją z taką samą uwagą. Nawet patrząc szerzej na rozwój hair care, zdecydowanie widać, że peelingi, wcierki czy inne produkty stricte do skóry głowy zajmują już większą część półki w drogeriach, więc nie są już wyborem wyłącznie najbardziej świadomych włosomaniaczek. Coraz częściej trafiają do koszyków osób, które do tej pory ograniczały pielęgnację do szamponu i odżywki. 

image

Kosmetyki inspirowane słodyczami. Jak legalnie korzystać z cudzych znaków towarowych?

Czy marka OnlyBio wpasowała się w trend czy wykreowała większy popyt na kosmetyki trychologiczne? 

Od kilku lat konsekwentnie i bardzo intensywnie rozwijamy kategorię pielęgnacji włosów, a pozycja, jaką dziś w niej zajmuje OnlyBio, pokazuje, że ten kierunek odpowiada na potrzeby konsumentów. Wspomnę tylko, że dziś jesteśmy obecni nie tylko w kategorii pielęgnacji włosów, ale również w pielęgnacji ciała, rąk oraz w pielęgnacji włosów i ciała dla dzieci. Tak szerokie portfolio nie powstało przypadkiem, bo widzimy, że konsumenci oczekują skutecznych i łatwo dostępnych rozwiązań pielęgnacyjnych w wielu kategoriach. A to, jak rozwija się nasza oferta i jak jest odbierana przez rynek, utwierdza nas w przekonaniu, że dobrze odczytujemy potrzeby konsumentów i potrafimy na nie odpowiadać.

image

Trzy trendy w pielęgnacji włosów na 2026 rok wg Hebe

Jak udało się przenieść niszową, gabinetową wiedzę trychologiczną na masową półkę drogerii w cenach dostępnych dla każdego? Co było największym ryzykiem przy tym kroku?

W kategorii pielęgnacji włosów od początku chcieliśmy pokazać, że skuteczna pielęgnacja oparta na wiedzy trychologicznej nie musi być zarezerwowana dla gabinetów specjalistycznych. Chcieliśmy przełożyć tę wiedzę na produkty dostępne na drogeryjnej półce tak, aby były skuteczne, przystępne cenowo i jednocześnie łatwe do zrozumienia dla konsumenta. Myślę, że w tym przypadku kluczowym wyzwaniem było znalezienie równowagi między eksperckim podejściem a prostą komunikacją. Zależało nam na tym, aby nie upraszczać samej wiedzy, ale mówić o niej w sposób zrozumiały.

Od lat konsekwentnie stawiamy nie tylko na rozwój produktów, ale również na edukację. Dobrym przykładem jest wydana w tym roku książka „Trychomania. Moja pierwsza książka o włosach”, przygotowana we współpracy z lekarzami, naukowcami, trychologami i kosmetologami. Traktujemy ją jako naturalne rozwinięcie działań, które prowadzimy od lat. Bardzo zależy nam na tym, aby rzetelna wiedza o pielęgnacji włosów i skóry głowy była dostępna dla każdego.

Czy współczesny konsument kupuje oczami i zapachami, czy faktycznie czyta składy (INCI)?

Myślę, że dzisiejszy konsument nie wybiera już między wyglądem, zapachem i składem - naprawdę oczekuje jednego i drugiego. Zapach, konsystencja czy wygląd produktu nadal mają ogromne znaczenie i często decydują o pierwszym zakupie, a dziś już nie musimy wybierać pomiędzy ładnym a skutecznym produktem. Jednocześnie coraz więcej osób czyta składy, interesuje się składnikami aktywnymi i chce rozumieć, dlaczego dany produkt działa a dzisiejszy rynek pozwala na to, by produkt był skuteczny, miał dobry skład i do tego pięknie pachnął.

Jak zmieniły się wymagania klientów na przestrzeni ostatnich 2-3 lat w kontekście transparentności marek?

Ponadto konsumenci są bardziej wymagający wobec marek, bo oczekują prostego i uczciwego komunikowania składu oraz działania produktów, bez zbędnych obietnic i skomplikowanego języka. Dla nas to bardzo pozytywna zmiana, bo świadomy konsument podejmuje lepsze decyzje zakupowe, dlatego od lat stawiamy na edukację i transparentną komunikację.

Przez lata trychologia kojarzyła się z drogimi kuracjami w klinikach. Czy skuteczna walka z łupieżem, przetłuszczaniem się skóry czy wypadaniem włosów musi rujnować portfel?

My obserwujemy dziś trzy główne problemy skóry głowy, z którymi konsumenci szukają pomocy: nadmierne wypadanie włosów, przetłuszczanie się skóry głowy oraz łupież i różnego rodzaju podrażnienia/przesuszenia. Oczywiście, dużej mierze są one efektem współczesnego stylu życia, w tym przewlekłego stresu, nieodpowiedniej diety czy zaburzeń hormonalnych. Jednocześnie nie powiedziałabym, że problemów jest dziś znacząco więcej. Myślę, że przede wszystkim wzrosła świadomość konsumentów, którzy szybciej zauważają niepokojące objawy i częściej szukają profesjonalnego wsparcia. I przede wszystkim nie tuszują problemów w pierwszej kolejności, tylko szukają przyczyny.

Czy epidemia problemów z łysiejącą skórą głowy to efekt cywilizacyjny (stres, dieta), czy po prostu wynik lepszej diagnostyki?

Trzeba wziąć pod uwagę,że kosmetyk ma swoje możliwości, ale i ograniczenia. Szampon, wcierka czy peeling są niezbędną bazą do uzyskania zdrowych i mocnych włosów, jednak jeśli problem jest przewlekły i zaawansowany, pojawia się nagle lub towarzyszą mu inne objawy, warto poszerzyć diagnostykę i skonsultować się ze specjalistą. Zdrowie skóry głowy jest ściśle związane z ogólnym stanem organizmu, dlatego zawsze podkreślamy, że pielęgnacja to jeden z elementów holistycznego podejścia pielęgnacji włosów i skóry głowy.

Na szczęście skuteczna pielęgnacja nie zawsze musi dziś oznaczać od razu kosztownych wizyt czy bardzo drogich kuracji. Specjalistyczna wiedza trafiła na półki drogerii, dzięki czemu konsumenci mają dostęp do zaawansowanych produktów w przystępnych cenach. Kluczowe znaczenie ma właściwy dobór kosmetyków, regularność ich stosowania i świadoma pielęgnacja, a nie cena pojedynczego produktu. Dodam, że trycholodzy sami często we współpracy z podopiecznym zaczynają od zmiany pielęgnacji i nawyków, i to już w wielu przypadkach daje duże efekty.

Czy produkty drogeryjne są równie skutecz, co te apteczne czy te z sektora premium?

Jeśli chodzi o segmenty w kategorii pielęgnacji włosów, patrzyłabym dziś na podział między kosmetykami drogeryjnymi a premium przez pryzmat skuteczności. Dobrze opracowane produkty drogeryjne są w stanie bardzo efektywnie odpowiadać na codzienne potrzeby skóry głowy i włosów. Segment premium częściej wyróżnia się personalizacją czy dodatkowymi doświadczeniami, natomiast sama skuteczność coraz częściej wynika z jakości formulacji i właściwego dopasowania produktu do potrzeb użytkownika, a nie z jego ceny.

Czy planują Państwo ekspansję zagraniczną lub współpracę z partnerami z rynku Unii Europejskiej?

Tak, zdecydowanie - rozwój na rynkach zagranicznych jest dla nas naturalnym kierunkiem. Konsekwentnie budujemy obecność OnlyBio poza Polską i dostrzegamy duży potencjał szczególnie na rynkach europejskich. Świadoma pielęgnacja włosów i skóry głowy rozwija się nie tylko w Polsce, dlatego nasze podejście znajduje zainteresowanie również wśród zagranicznych partnerów i konsumentów. Jednocześnie do ekspansji podchodzimy z dużą uważnością. Zależy nam nie tylko na obecności w kolejnych krajach, ale przede wszystkim na budowaniu marki w oparciu o te same wartości, które są dla nas kluczowe od początku: skuteczne formulacje, przystępność cenową, edukację i transparentną komunikację. Wierzymy, że właśnie takie podejście ma potencjał, by dobrze odnaleźć się również na innych europejskich rynkach.

Dziękuję za rozmowę. 

Polski segment produktów do pielęgnacji włosów to dynamicznie rosnąca część całego rynku kosmetyków

Z raportu Centrum Analiz PKO BP „Branża kosmetyczna 06.2026: Sytuacja bieżąca i prognozy do 2031” z 23 czerwca 2026 roku wynika, że:

  • w strukturze polskiej produkcji kosmetyków szampony i preparaty do włosów zajmują bardzo mocną pozycję – odpowiadają za około 9% wartości całej produkcji sprzedanej (ustępując miejsca jedynie pielęgnacji skóry, która generuje 45 proc.) 
  • szampony odpowiadają za 11,3% sprzedaży kosmetyków
  •  z kolei koksmetyki do pielęgnacji włosów (odżywki, lakiery, pasty) stanowią obecnie 8,1% rynku
  • „pielęgnacja osobista” (do której zalicza się klasyczna pielęgnacja włosów) to wciąż największy segment rynku kosmetycznego na świecie z udziałem 43,5%
  • co ciekawe, w polskim eksporcie na wymagające rynki (np. azjatyckie) preparaty do włosów to nawet ponad 40% wysyłanych za granicę produktów kosmetycznych.

Trend trychologiczny (Science-led beauty)

Choć słowo „trychologia” rzadko pojawia się w tabelach makroekonomicznych, PKO BP wyraźnie zaznacza, że:

  • motorami wzrostu rynku są produkty oparte na dowodach naukowych (science-led)
  • konsumenci masowo przesuwają zainteresowanie z ogólnego mycia włosów na zaawansowaną pielęgnację i leczenie skóry głowy (tzw. trend skinification of hair).
  • sprzedaż rośnie m.in. dzięki dynamicznemu rozwojowi powiązanego rynku dermokosmetyków, którego wartość w Polsce przekroczyła 3 mld zł. 

Trychokosmetyki są silnie napędzane przez rynek usług -  Aż 78 proc. specjalistów działających w Polsce rozpoczęło swoją działalność niedawno (w latach 2019–2025). Popyt na specjalistyczne preparaty rośnie równolegle z tym boomem.

Oferta trychokosmetyków dzieli się na produkty profesjonalne (dostępne w gabinetach u trychologów) oraz te z półki "masstige" (dostępne w drogeriach i aptekach). 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
28.05.2026 09:35
Kosmetyczna rewolucja na lotniskach. Lagardère Travel Retail zmienia format duty free [WYWIAD]
Dariusz Sinkiewicz, wiceprezes Lagardere Travel Retail w PolscePiotr Waniorek/zelaznastudio.pl

Polskie porty lotnicze przeżywają bezprecedensowy rozkwit. Dynamiczny wzrost liczby podróżnych napędza sprzedaż, wymuszając zmiany w tradycyjnym podejściu do handlu bezcłowego. Segment beauty przechodzi głęboką transformację, w której klasyczne podejście ustępuje miejsca nowoczesnym konceptom drogeryjnym.

Zmiana profilu współczesnego pasażera wymusiła całkowite przedefiniowanie oferty handlowej na lotniskach. Klienci poszukują obecnie nieszablonowych doświadczeń zakupowych oraz asortymentu dopasowanego do dynamicznych trendów rynkowych. Poniżej prezentujemy wybrane fragmenty rozmowy, w której wiceprezes Lagardère Travel Retail w Polsce omawia ewolucję kategorii kosmetyków w strefach travel retail.

Łukasz Stępniak, redaktor naczelny portalu wiadomoscihandlowe.pl: Lagardère Travel Retail notuje w Polsce historycznie najlepsze wyniki. Z czego one wynikają? Jak rozwijają się poszczególne projekty?

Dariusz Sinkiewicz, wiceprezes Lagardère Travel Retail w Polsce: Przeprowadziliśmy dogłębną analizę zmiany profilu pasażerów pojawiających się na lotniskach, sprawdziliśmy, co najchętniej kupują, a czego nie kupują. Na tej podstawie zmodyfikowaliśmy ofertę perfum i kosmetyków, uruchamiając swego rodzaju lotniskowe drogerie. Dodatkowo wprowadziliśmy wiele marek niszowych, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Konsumenci poszukują nowych doświadczeń i trochę są już znudzeni znanymi brandami.

Rozszerzyliśmy również tzw. touchpoint’y – dzięki programowi lojalnościowemu Kameleon, ofercie e-commerce i innym digitalowym rozwiązaniom atrakcyjnym dla pokolenia Z. Doskonałym przykładem jest rozwiązanie zainstalowane w naszym sklepie duty free na Lotnisku Chopina. Pojawiło się tam niedawno oparte na AI urządzenie badające skórę i pomagające w dobraniu odpowiednich kosmetyków. Te idee sprawdzają się znakomicie.

Sprawnie rozwijacie też kanał e-commerce. Zastanawiam się, jaki to ma sens w segmencie duty free, gdy klient czeka na lotnisku na samolot mając 20-50 metrów do kilku różnych sklepów?

Ale w kanale online może przejrzeć ofertę jeszcze w trakcie dojazdu na lotnisko – wybrać produkty, zamówić kawę albo przekąski i odebrać je, gdy dotrze do strefy bezcłowej, nie stojąc w kolejce. Co najważniejsze, budujemy ekosystem cyfrowy nie tylko na potrzeby segmentu duty free, ale w ramach całego biznesu.

Stąd pomysł na serwis aelia.pl oferujący głównie perfumy i kosmetyki, ale także ofertę odległą od tej kategorii, jak kubki termiczne, urządzenia do pielęgnacji, torby podróżne itp. Stąd również program lojalnościowy Kameleon, łączący nasze różne biznesy, zarówno lotniskowe, jak i miejskie. Obecnie już niemal 10 proc. wszystkich transakcji powiązanych jest z tym programem, mamy milion aktywnych użytkowników, po zaledwie 2,5 latach od jego uruchomienia.

Jak na rozwój biznesu Lagardère i poszczególnych konceptów wpływa wchodzenie na rynek nowych pokoleń konsumentów? W jaki sposób firma musi swoimi konceptami odpowiadać na ich potrzeby?

Rzeczywiście wyraźnie obserwujemy zmianę profilu konsumenta. Z jednej strony rośnie grupa konsumentów w wieku dojrzałym, z drugiej rośnie grupa pokolenia Z. W naszych konceptach staramy się odpowiadać na potrzeby jednych i drugich, a tam gdzie to możliwe – łączyć je w ramach jednej przestrzeni.

To, co ich łączy, to przede wszystkim potrzeba wygody. Stawiamy na łatwe i szybkie zamykanie transakcji, przejrzystą prezentację oferty aspiracyjnej – starszym konsumentom komunikowanej przez siłę marki, młodszym przez doświadczenie – a także grupowanie produktów promocyjnych, czytelne podpowiedzi ułatwiające wybór oraz hybrydyzację przestrzeni retailowych i gastronomicznych.

Szczególną grupą jest dla nas pokolenie Z, które stanowi już 27 proc. populacji świata i 20 w Polsce. Dla nich budujemy rozwiązania oparte na kioskach, click&collect i grab&go, rozwijamy kasy samoobsługowe oraz ekosystem cyfrowy skupiony wokół smartfona: program lojalnościowy, e-commerce i spersonalizowane rekomendacje w mniej formalnym języku.

Ważnym kierunkiem jest też koncepcja „glokal” – łącząca aspiracyjność światowych metropolii z polską tożsamością i lokalnym charakterem. Pokolenie Z chce rozpoznawalności, ale też zaskoczenia. Stąd też nowy sposób układania oferty w sklepach – nie tylko według kategorii, ale według trendów, jak moduły nawadniania czy lifestylowe propozycje naszej marki własnej BOSKO.

Źródło: wiadomoscihandlowe.pl

Zobacz także:

image

Beauty + gastronomia? To możliwe! Lagardère chce docierać do nowych grup w niestandardowym kontekście

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. sierpień 2026 00:15