StoryEditor
Wywiady
20.10.2023 08:55

Hanna Konopko-Kotarba, Sofidel: Pomimo inflacji konsumenci nie sięgają po najtańsze papiery toaletowe i ręczniki kuchenne

Hanna Konopko-Kotarba, dyrektor ds. operacyjnych, Sofidel Poland / Sofidel Poland
Konsumpcja papierów toaletowych od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Zmieniają się jednak oczekiwania wobec tych produktów. Konsumenci coraz częściej sięgają po duże rolki papieru dobrego gatunku w opakowaniach papierowych lub foliowych z recyklatu. Cena również ma znaczenie, gdyż konsumenci sprawdzają, co otrzymują za wydane pieniądze – wyjaśnia Hanna Konopko-Kotarba, dyrektor ds. operacyjnych w firmie Sofidel Poland, produkującej papier toaletowy i ręczniki papierowe oraz chustki higieniczne i kosmetyczne, m.in. pod marką Regina.

Jak wygląda obecnie rynek papierów toaletowych i ręczników kuchennych? Jakie trendy są na nim widoczne? Czego oczekują konsumenci? Po jakie produkty sięgają najchętniej i jaka czeka nas przyszłość w tym obszarze?

 

O ile konsumpcja papierów toaletowych pozostaje od lat na podobnym poziomie, to obserwujemy wzrost na rynku ręczników kuchennych, co niewątpliwie jest wynikiem utrwalonych nawyków większej dbałości o higienę po okresie pandemii. Konsumenci dokładnie sprawdzają i oceniają, co otrzymują za wydane pieniądze. Dotyczy to zarówno ilości, jak i jakości produktów. Dzisiaj już np. w kategorii ręczników widać, że konsumenci najchętniej kupują duże rolki. W kategorii papierów toaletowych może jeszcze nie, ale główni producenci w okresie ostatnich 12 miesięcy wprowadzili zmiany w kilku produktach właśnie pod tym kątem.

Dodatkowo obserwujemy wzrost zainteresowania produktami w opakowaniach papierowych i foliowych z recyklatu, co oznacza, że konsumenci przywiązują coraz większą wagę do ekologii i produktów wytworzonych według koncepcji zrównoważonego rozwoju. Doskonale wpisuje się to w naszą strategię rozwoju.

 

Czyli to, po co konsumenci najczęściej sięgają, to duże rolki w ekologicznych opakowaniach. Czy oznacza to, że cena zeszła na dalszy plan?

 

Faktem jest, że konsumenci pomimo inflacji nie sięgają po najtańsze produkty. W ich wyborach kluczowe jest uzyskanie jak najlepszej jakości i najwiekszej ilości po jak najkorzystniejszej cenie.

 

Cena produktów jednak wzrosła m.in. w związku z rosnącymi kosztami celulozy...

 

Faktycznie rok 2022 był wyjątkowo trudny. Praktycznie codziennie obserwowaliśmy wzrost kosztów celulozy - naszego strategicznego surowca. Dodatkowo drastyczny wzrost cen nośników energii w 2022 roku zmusił producentów do rewizji cen swoich produktów. Na przełomie roku sytuacja stabilizowała się, a w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy trend zniżkowy. W sposób ciągły i systematyczny monitorujemy ceny nośników energii i surowca strategicznego, aby na bieżąco podejmować decyzje o zabezpieczeniu ich ilości na przyszłość po optymalnych cenach. Takie podejście jest możliwe ponieważ jesteśmy częścią Grupy Sofidel – drugiego w Europie i siódmego na świecie producenta papieru.

 

Zatem nie straszne Wam wahania na rynku surowców. Jakie wyzwania stoją przed Grupą Sofidel?

 

Kluczowe jest dla nas dalsze wzmacnianie wiarygodności poprzez podążanie za ideą zrównoważonego rozwoju, dbałość o pracowników i społeczeństwo. Wielką wagę przywiązujemy do zrównoważonej produkcji. Jako członek UN Global Compact i międzynarodowego programu WWF Climate Savers, do którego przystąpiliśmy w 2008 r. jako pierwsza na świecie firma działająca w sektorze papierów higienicznych, zobowiązaliśmy się do redukcji emisji klimatycznych. Poprzez inwestycje w energię wiatrową, słoneczną i wodną, skojarzone wytwarzanie ciepła i energii elektrycznej, instalację kotłów na biomasę oraz dzięki poprawie efektywności energetycznej naszych zakładów już teraz o 24 proc. zredukowaliśmy bezpośrednią emisję CO2 w porównaniu z rokiem bazowym.

 

Równocześnie rosną Wasze moce produkcyjne... 

 

W ostatnich latach, dzięki inwestycji w nową maszynę papierniczą, zdolność produkcyjna zakładu Sofidel Poland wzrosła osiągając 90 tys. ton papieru rocznie. W kolejnych latach rozbudowaliśmy budynek hali przetwórczej i zamontowaliśmy dodatkowe linie produkcyjne. Przyszedł zatem czas na rozbudowę zaplecza magazynowego. Oddanie w użytkowanie w 2022 roku w pełni zautomatyzowanego magazynu wysokiego składowania zwieńczyło pewien etap inwestycji, w wyniku których wzrosła efektywność produkcji i procesów logistycznych przy zwiększonej sprzedaży wyrobów gotowych. Dodam jeszcze, że wszystkie inwestycje zostały zrealizowane z zastosowaniem najnowszych technologii, co poprawiło efektywność energetyczną naszego zakładu.

Czytaj też: Sofidel Polska otworzył wysoce zautomatyzowany magazyn papierów toaletowych i ręczników papierowych

Oczywiście rozważamy kolejne inwestycje zarówno pod kątem zwiększenia niezależności energetycznej i dalszej optymalizacji procesów produkcyjnych, aby móc oferować konsumentom produkty zgodne z ich oczekiwaniami i jeszcze wyższej jakości, we wciąż korzystnej dla nich cenie. 

 

Jeśli już jesteśmy przy inwestycjach, warto jeszcze wspomnieć o zagranicznych aktywnociach grupy Sofidel i zakupie nowej maszyny papierniczej w Stanach Zjednoczonych...

 

To prawda. Sofidel inwestuje 185 milionów dolarów w rozbudowę fabryki w Circleville. Dzięki nowej maszynie papierniczej osiągnie ona zdolność produkcyjną na poziomie ponad 200 tys. ton rocznie, co czyni ją najważniejszym zakładem produkcyjnym grupy na świecie. Jest to jak dotąd najnowocześniejszy i najbardziej zrównoważony zakład Sofidela. Nowa maszyna papiernicza rozpocznie pracę w trzecim kwartale 2025 roku. Dzięki tej inwestycji udział grupy w rynku papierów z pewnością wzrośnie.

 

Czy wzorem waszego konkurenta na polskim rynku, czyli firmy Velvet Care, poszukujecie firm z regionu, które mogłyby zostać przez Sofidel kupione?

 

Na przestrzeni lat, grupa Sofidel przechodziła różne fazy rozwoju. Początkowo umacniała swoją pozycję na rynku włoskim i to właśnie tu Sofidel wprowadził markę Regina w 1987 roku, która z biegiem lat stała się autentyczną ikoną wśród towarów konsumpcyjnych we Włoszech. Wraz z rozwojem grupy, marka Regina została wprowadzona w innych krajach europejskich.

W kolejnych latach dominowały inwestycje typu greenfiled (red. tworzenie nowych podmiotów gospodarczych budowanych od początku). I tak było z nami, gdy w 2000 roku Sofidel zainwestował w Ciechanowie, stawiając pierwszą maszynę papierniczą  oraz linie przetwórcze. W kolejnych latach w związku z dynamicznie rozwijającym się rynkiem, grupa dokonywała zakupu już istniejących zakładów produkcyjnych i różnych marek. Tak było np. z marką Hakle, którą w maju tego roku przejął Sofidel w Niemczech. Dzięki temu znacząco wzmacniamy pozycję na niemieckim rynku papierów toaletowych i ręczników kuchennych, a także wchodzimy w nową kategorię, a mianowicie wilgotne chusteczki i papiery toaletowe. Na razie jednak trudno powiedzieć, kiedy te wyroby pokażą się na polskim rynku.

 

W ciechanowskim zakładzie Sofidel ponad połowa produkcji to marki własne sieci handlowych. Można więc powiedzieć, że dzięki Wam konsumenci polubili papiery i ręczniki spod znaku Private Label…

 

Faktycznie udziały merek własnych systematycznie się zwiększają. Sofidel należy do największych ich producentów. W tym kontekście tym bardziej cieszy fakt, że Regina Papier Rumiankowy niezmiennie od lat  cieszy się najwyższą lojalnością wśród wszystkich papierów toaletowych na polskim rynku.

 

Zapach i nadruk sprawiają, że produkt jest niepowtarzalny, ale to z pewnością nie wystarczy.

 

Lojalność budujemy poprzez aktywności skierowane bezpośrednio do konsumentów, przykładowo są to loterie, konkursy, programy promujące zakup danego produktu. Dodatkowo Sofidel prowadzi kampanie marketingowe, których celem jest nie tylko budowanie świadomości marki Regina i jej promocja, lecz również zwiększanie rozpoznawalności marki. Pamięć o produkcie w połączeniu z jego jakością i zrównoważoną produkcją jest kluczem do utrwalania lojalności konsumentów. Nasze kampanie marketingowe to szereg przemyślanych działań, począwszy od reklamy, poprzez akcje konumenckie, a skończywszy na odpowiedniej ekspozycji naszych produktów na półkach w sklepach.

 

Jaki format sklepów jest dla marki najważniejszy? Jak istotna jest dystrybucja w sieciach drogeryjnych i co z mniejszymi niezależnymi sklepami?

 

Jesteśmy obecnie we wszystkich kanałach sprzedaży i wszystkie kanały dystrybucji są dla nas bardzo ważne. Patrząc na perspektywę rozwoju rynku najszybciej rozwijają się dyskonty i supermarkety. Jednak sieci drogeryjne są także ważnym dla nas kanałem sprzedaży i właśnie dlatego produkty Regina są dostępne w polskich sieciach drogeryjnych. Oczywiście wszystkie działania odbywają się przy odpowiednim wsparciu naszego działu sprzedaży.

 

Grupa Sofidel powstała z firmy założonej we Włoszech w 1966 roku. Obecnie jest jednym z wiodących producentów papieru do użytku higienicznego i domowego na świecie. Jej zakłady zlokalizowane są w 13 krajach. Poza Włochami są także w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Belgii, Niemczech, Szwecji, Polsce, na Węgrzech, w Grecji, Rumunii i USA. Ich zdolności produkcyjne to w sumie ponad milion ton rocznie. Grupa zatrudnia ponad 6,5 tys. pracowników, a jej sprzedaż netto w 2022 r. wyniosła ponad 2,8 mld euro. Najbardziej znaną marką Sofidela jest Regina, obecna na prawie wszystkich rynkach referencyjnych. Inne marki to: Sopalin, Le Trèfle, Hakle, Softis, Nalys, Cosynel, KittenSoft, Lycke, Nicky, Papernet.

 

 

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
13.02.2026 13:27
Bogusława Domańska, Mateusz Jeglejewski, Quiz Cosmetics (PPH BIM): Następuje atomizacja klienteli dla private label
Quiz Cosmetics

Model private label oparty na dużych, jednorazowych wolumenach traci dziś dominującą pozycję na rzecz mniejszych serii, testowania rynku i ścisłej współpracy producenta z marką. W rozmowie z Mateuszem Jeglejewskim, Dyrektorem Generalnym PPH BIM, oraz Bogusławą Domańską, Business Development & Marketing Manager, sprawdzamy, jak wysyp nowych marek kosmetycznych zmienia rentowność, planowanie mocy produkcyjnych i rolę producenta private label — oraz dlaczego w 2026 r. elastyczność i kompetencje doradcze mogą być ważniejsze niż sama skala.

Jeszcze kilka lat temu private label obsługiwał mniejszą liczbę klientów z dużymi wolumenami. Czy w 2026 r. model „więcej klientów – mniejsze serie” stanie się nową normą?

Mateusz Jeglejewski — Dyrektor Generalny PPH BIM: Tak — i powiedziałbym nawet, że to już się dzieje. Rynek kosmetyczny przeszedł z myślenia o dużych, jednorazowych wolumenach do modelu ciągłego testowania. Oczywiście wciąż są na rynku duże brandy i firmy, które z powodzeniem korzystają z private label i pracują na wysokich wolumenach, ale dziś widać wyraźnie, że marek jest więcej, a każda działa ostrożniej, etapami.

W 2026 r. producent private label musi być przygotowany na obsługę wielu klientów: z dużymi wolumenami, jak i z mniejszymi seriami.

Jak wysyp nowych marek kosmetycznych wpływa na rentowność i planowanie mocy produkcyjnych?

MJ: Z perspektywy biznesowej oznacza to większą presję na koszty pośrednie i planowanie. Rentowność coraz rzadziej wynika wyłącznie z wolumenu, a coraz częściej z jakości procesów, umiejętności przewidywania i elastycznego zarządzania mocami produkcyjnymi. Dlatego warto wychodzić nowym markom naprzeciw i oferować im możliwość startu z mniejszymi wolumenami.

Oczywiście ma to wpływ na cenę jednostkową, ale sama dostępność takiej opcji niesie ogromną wartość — pozwala markom wejść na rynek, a producentom budować relacje z klientami, którzy w przyszłości mogą się skalować. Kto tego nie opanuje, będzie miał problem ze stabilnością biznesu.

Czy te nowe marki private label oczekują wsparcia koncepcyjnego — insightów, trendów, storytellingu? Z czym do Was przychodzą?

Bogusława Domańska — Business Development & Marketing Manager: Zdecydowanie tak. Coraz rzadziej marka przychodzi z gotowym produktem — częściej mówi: zaproponuj nam coś, co pasuje do naszej marki albo wskaż kierunek, znając trendy i oczekiwania konsumentów. Wsparcie koncepcyjne, wiedza o trendach i zachowaniach konsumentów staje się naturalnym elementem współpracy z producentem.

image

Superdrug inwestuje 20 mln funtów w kosmetyki private label – chce konkurować z prestiżowymi markami

Dziś rynek jest ogromnie konkurencyjny — nie tylko lokalnie, ale także z powodu napływu produktów z Chin i innych rynków. Producenci, którzy potrafią doradzić, pokazać trendy i aktywnie wychodzić z propozycjami, stają się dla marki prawdziwym partnerem, zwiększając jej szanse na udany start i szybką reakcję na zmieniające się potrzeby rynku.

Poteoretyzujmy zatem: w jaki sposób zmienia się zarządzanie biznesem private label, gdy zamiast jednego klienta zamawiającego 20 tys. sztuk pojawia się dwóch klientów po 10 tys.? Czy to jest po prostu łatwa matematyka, podziel przez pół i gotowe?

MJ:  To nie jest proste dzielenie jednego zamówienia na dwa mniejsze. Dwa projekty oznaczają podwójną złożoność: inne receptury, opakowania, terminy i oczekiwania. W praktyce private label coraz bardziej przypomina firmę zarządzającą projektami niż klasyczną fabrykę. Bez uporządkowanych procesów i bardzo dobrej komunikacji z klientami ten model po prostu się nie spina.

Klient, który zamawia poniżej 20 tys. unitów to raczej drobna marka, z niewielką ofertą. Czy obserwujecie przesunięcie w stronę marek z bardzo wąskim portfolio?

BD: Tak, to wyraźny trend. Coraz więcej marek startuje z jednym lub kilkoma produktami, bardzo precyzyjnie odpowiadającymi na konkretną potrzebę konsumenta. To ważne, bo pozwala znaleźć swoją niszę i stać się w niej prawdziwym specjalistą. Osobiście bardziej przemawia do mnie taka marka — wyspecjalizowana, która dokładnie wie, co robi i potrafi pokazać wartość swojej oferty konsumentowi.

Jeśli tak, to podpowiedzmy innym: jak producenci private label powinni w 2026 r. wyceniać i konstruować oferty, aby małe serie były opłacalne?

MJ: Kluczem jest transparentność i etapowość. Małe serie zawsze będą droższe jednostkowo — i rynek zaczyna to coraz lepiej rozumieć. Dlatego w 2026 r. producenci private label muszą jasno komunikować strukturę oferty: które koszty są jednorazowe, a które powtarzalne. Przykładowo elementy takie jak wykrojniki czy dokumentacje to koszty startowe, ponoszone na początku współpracy, które przy kolejnych produkcjach nie obciążają już ceny jednostkowej produktu.

Takie podejście pozwala markom realnie zobaczyć zależność między pierwszą, droższą serią a kolejnymi, które wraz ze skalą stają się bardziej opłacalne. Jednocześnie producent zachowuje rentowność, a marka zyskuje poczucie kontroli i zrozumienia kosztów. To uczciwy, partnerski model, który sprzyja długofalowej współpracy, a nie jednorazowym projektom.

Czy wysyp tych nowych, zapewne niszowych marek to bardziej szansa, czy jednak ryzyko dla producentów private label? To brzmi jak groźba atomizacji rynku.

MJ: Jedno i drugie. Ryzyko wynika głównie z niestabilności zamówień — zdarza się, że kolejne serie pojawiają się później niż planowano lub w innych wolumenach niż zakładano. Dla producentów oznacza to konieczność elastycznego planowania mocy produkcyjnych i kontrolowania kosztów stałych, tak aby takie przesunięcia nie destabilizowały całego biznesu.

Z drugiej strony, pojawia się ogromna szansa. Wysyp nowych brandów to dostęp do kreatywnych konceptów, innowacyjnych produktów i odważnych strategii marketingowych. Dla producenta private label oznacza to możliwość budowania zdywersyfikowanego portfela klientów i skalowania marek.

image

Aldi chce konkurować z drogeriami? Dyskont zaprezentował kosmetyki na lato marki własnej

Kluczowa staje się też rola doradcza: producenci, którzy rozumieją trendy, potrafią wspierać marki w decyzjach produktowych i cenowych oraz łączyć elastyczność operacyjną z wiedzą o rynku, zamieniają potencjalne ryzyko w przewagę konkurencyjną.

Czy w 2026 r. przewagą konkurencyjną będzie zatem bardziej skala, czy elastyczność?

BD: Elastyczność — i to nie tylko w sensie produkcyjnym, ale przede wszystkim marketingowym i strategicznym. Duzi, stabilni partnerzy pozostają niezmienni, ale widzą w nas wtedy partnera, który ciągle opiniuje, doradza i wspiera rozwój ich portfolio. To buduje zaufanie i pokazuje, że producent private label nie jest tylko „fabryką”, ale aktywnym partnerem biznesowym. Z kolei elastyczność daje młodym markom możliwość testowania rynku, wprowadzania nowych konceptów i, jeśli projekt się sprawdzi, rozwijania kolejnych serii lub powrotu z nowymi pomysłami. Dzięki temu marki rosną razem z nami, budują dobre imię producenta i chętniej go polecają.

Producent, który potrafi reagować, doradzać i wychodzić z propozycjami zgodnymi z rynkiem, zyskuje realną przewagę konkurencyjną. To elastyczność marketingowa i strategiczna, a nie sama skala produkcyjna, będzie w 2026 r. największym atutem private label.

Czy dobrze zatem wnioskuję, że w warunkach rosnącej konkurencji między markami private label przestaje być czarnym pudełkiem, do którego wkłada się pomysł i wyjmuje produkt, a staje się partnerem strategicznym?

BD:  Zdecydowanie tak. Przy dzisiejszym poziomie konkurencji sama produkcja przestaje być wystarczającą wartością. Marki — szczególnie na początku swojej drogi — potrzebują partnera, który pomoże im przejść przez pierwsze 12–24 miesiące obecności na rynku, uporządkować ofertę i podejmować świadome decyzje produktowe. Producent private label, który rozumie nie tylko technologię, ale też realia sprzedaży, cen i oczekiwań konsumentów, realnie zwiększa szanse marki na przetrwanie i dalszy rozwój. 

Jednocześnie coraz ważniejsza staje się znajomość trendów — zarówno konsumenckich, jak i rynkowych. Jesteśmy bardzo blisko rynku, widzimy, jakie koncepty się powtarzają, które kierunki zyskują na znaczeniu i gdzie pojawiają się nowe potrzeby. Staramy się nie tylko odpowiadać na briefy klientów, ale też aktywnie wychodzić z propozycjami, inspirować i podpowiadać rozwiązania, które mają realne uzasadnienie rynkowe. To wszystko sprawia, że współpraca z private label coraz częściej ma charakter partnerski i długofalowy — oparty nie tylko na produkcji, ale na wspólnym budowaniu wartości marki.

Jakie kompetencje zdecydują w 2026 r. o tym, które firmy private label utrzymają rentowność i wzrost?

BD: Szczególnie istotne będą kompetencje marketingowe i głębokie rozumienie konsumenta. To pozwala być prawdziwym partnerem B2B na każdym etapie współpracy. Robimy wszystko, by wdrożyć w życie oczekiwania partnera i stworzyć produkty zgodne z jego wizją, a w razie potrzeby doradzamy najlepiej, jak potrafimy, wskazując kierunki zgodne z trendami i rynkiem.

MJ: Do tego dochodzi elastyczność operacyjna i infrastrukturalna. Firmy, które potrafią działać dwutorowo — stale rozwijać się i dopasowywać do dużych wolumenów, a jednocześnie pamiętać o młodych markach testujących rynek w mniejszych seriach czy limitowanych edycjach — zyskają przewagę konkurencyjną. Ważne jest, by procesy były zoptymalizowane, powtarzalne i elastyczne, tak aby reagować na zmiany w popycie, wolumenach i trendach, jednocześnie dając klientom poczucie wsparcia i partnerstwa.

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
30.01.2026 11:17
Karolina Starmach, Dela Cosmetics: Unijne regulacje są impulsem do innowacji kosmetycznych, a nie barierą rozwoju
Karolina Starmach, export manager w Dela Cosmeticsmat.pras.

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, w długiej perspektywie wzmacniając konkurencyjność europejskich – w tym też polskich – producentów – uważa Karolina Starmach, export manager w firmie Dela Cosmetics.

Przez pięć lat pracowała pani jako technolog, poznając branżę kosmetyczną od najdrobniejszych – i to dosłownie – podstaw. W jaki sposób dogłębna znajomość receptur i procesu produkcji wpływa dziś na rozmowy z zagranicznymi partnerami i budowanie zaufania do marki kosmetycznej? W czym takie doświadczenie pomaga?

Dogłębna znajomość receptur i procesów produkcyjnych realnie skraca dystans w rozmowach z zagranicznymi partnerami. Przez pięć lat pracy jako technolog nauczyłam się myśleć o produkcie nie tylko marketingowo, ale przede wszystkim procesowo i jakościowo. Dziś, jako export manager, mogę prowadzić rozmowy również na poziomie merytorycznym, co znacząco zwiększa wiarygodność firmy. W praktyce oznacza to, że partnerzy szybciej podejmują decyzje, bo widzą, że po drugiej stronie jest osoba, która rozumie ryzyka technologiczne, ograniczenia surowcowe i regulacyjne. To buduje zaufanie do producenta, a nie tylko do samego produktu. 

Unia Europejska regularnie wprowadza ograniczenia, dotyczące stosowania określonych składników. Jak te regulacje wpływają na konkurencyjność europejskich, w tym polskich, producentów kosmetyków na rynkach międzynarodowych? Czy producenci traktują te regulacje jako bariery w rozwoju czy jako impuls do ciągłych innowacji?

Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, a nie barierą rozwoju. Oczywiście wymagają one dużych nakładów pracy, ale w długiej perspektywie wzmacniają konkurencyjność europejskich producentów. Firmy działające w UE uczą się projektować produkty bardziej świadomie, bezpiecznie i przyszłościowo. Dzięki temu na rynkach międzynarodowych europejskie – w tym polskie – kosmetyki są postrzegane jako bardziej zaawansowane technologicznie i godne zaufania. To bardzo silny argument eksportowy. 

Zakazy i ograniczenia dotyczące składników często oznaczają konieczność reformulacji obecnych na rynku produktów. Jak firmy kosmetyczne mogą pogodzić rosnące koszty R&D z oczekiwaniami rynków zagranicznych, dotyczącymi ceny i jakości?

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Kluczowe jest jednak rozsądne zarządzanie tym procesem: projektowanie formulacji w taki sposób, aby były możliwie „odporne” na przyszłe zmiany regulacyjne oraz skalowalne na różne rynki. W ten sposób koszty R&D stają się inwestycją, która zwraca się w postaci dłuższego cyklu życia produktu i większej elastyczności eksportowej.  

image

Dorota i Wojciech Soszyńscy, Oceanic: Branża kosmetyczna nie wybacza zastoju [ROCZNIK WK 2025/26]

Czy doświadczenie technologiczne pomaga pani lepiej odpowiadać na pytania i obawy dystrybutorów dotyczące bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi przepisami? Czy wiedza techniczna i technologiczna pomaga w sprzedaży B2B?

Tak – i to w sposób fundamentalny. W sprzedaży B2B, szczególnie w eksporcie, decyzje nie są podejmowane wyłącznie na podstawie ceny czy estetyki produktu. Dystrybutorzy oczekują konkretnych, rzetelnych odpowiedzi dotyczących bezpieczeństwa, stabilności, skuteczności i zgodności z lokalnym prawem. Moje doświadczenie technologiczne pozwala prowadzić rozmowy na poziomie faktów, a nie ogólników. To znacząco przyspiesza proces sprzedaży i zwiększa zaufanie do producenta jako długoterminowego partnera. 

Dlaczego pani zdaniem eksport, czyli ekspansja zagraniczna, nie jest już opcją dla działalności, ale często staje się koniecznością dla producentów kosmetyków? Jak szukacie takich nowych rynków zbytu?

Rynek lokalny, nawet jeśli dynamiczny, nie jest dziś wystarczający, aby zapewnić stabilny rozwój producenta kosmetyków. Eksport przestał być dodatkiem do działalności – stał się jej naturalnym kierunkiem. Dla firm takich jak Dela Cosmetics, które oferują wysoką jakość i elastyczność produkcyjną, ekspansja zagraniczna jest logicznym krokiem. Nowych rynków nie szukamy przypadkowo – analizujemy ich potencjał regulacyjny, potrzeby konsumenckie i dojrzałość rynku private label. 

image

P-beauty Made in Poland może osiągnąć sukces [ROCZNIK WK 2025/26]

Czym firma powinna się kierować przy wyborze nowych rynków eksportowych: wielkością rynku, trendami konsumenckimi i modami, barierami regulacyjnymi czy dopasowaniem do DNA marki? 

Przy wyborze nowych rynków eksportowych najważniejsze jest dopasowanie do kompetencji producenta i DNA marki, a nie sama wielkość rynku czy chwilowe trendy konsumenckie. Duży, modny rynek może wyglądać atrakcyjnie w analizach, ale jeśli nie jest gotowy na oferowaną jakość, poziom cenowy lub model współpracy, bardzo szybko staje się kosztownym błędem strategicznym. 

Z perspektywy producenta kosmetyków kluczowe jest realistyczne spojrzenie na własne możliwości: zaplecze technologiczne, elastyczność produkcji, gotowość do adaptacji receptur oraz zdolność spełnienia lokalnych wymogów regulacyjnych. Rynek, który wymaga całkowitej zmiany portfolio lub modelu biznesowego, rzadko jest dobrym punktem startowym dla eksportu. W Dela Cosmetics nowe rynki analizujemy wielowymiarowo. Oczywiście bierzemy pod uwagę wielkość rynku i potencjał sprzedażowy, ale traktujemy je jako warunek konieczny, a nie decydujący. Znacznie ważniejsze są dojrzałość rynku private label, świadomość konsumentów, stabilność regulacyjna oraz dostęp do rzetelnych partnerów dystrybucyjnych. 

Co pomaga najlepiej w eksploracji nowych rynków? Targi, stowarzyszenia, eventy branżowe?

W eksploracji nowych rynków kluczową rolę odgrywają targi i bezpośrednie spotkania branżowe. To właśnie tam można szybko zweryfikować realne zainteresowanie produktem, poziom wiedzy potencjalnych partnerów oraz ich podejście do jakości i zgodności regulacyjnej. Żadne raporty czy analizy nie zastąpią rozmów twarzą w twarz, podczas których bardzo szybko widać, czy dana współpraca ma potencjał długoterminowy. Istotnym wsparciem są również stowarzyszenia branżowe i lokalne instytucje wspierające eksport, jednak traktujemy je jako narzędzie uzupełniające. Decydujące znaczenie ma zawsze praktyczna weryfikacja rynku – rozmowy, testowe projekty i stopniowe budowanie obecności, zamiast gwałtownej ekspansji bez zaplecza operacyjnego. 

Jak bardzo trzeba dziś dostosowywać produkt (pod kątem składu, komunikacji z rynkiem i konsumentem, opakowania) do lokalnych rynków? Czy i gdzie jest granica między adaptacją a utratą spójności, DNA marki?

Produkt musi być dostosowany do lokalnych rynków, szczególnie pod kątem składu i komunikacji, ale nie może tracić swojej tożsamości. Granica adaptacji przebiega tam, gdzie zmiany zaczynają rozmywać to, co stanowi o unikalności marki. 

Najlepsze efekty osiągają firmy, które potrafią zachować spójny rdzeń produktu, jednocześnie elastycznie reagując na lokalne potrzeby. To wymaga bardzo dobrej współpracy działów technologii, sprzedaży i marketingu. 

image

Diagnoza innowacyjności branży kosmetycznej. Co wynika z badania PZPK?

Jakie największe różnice regulacyjne zauważa Pani pomiędzy rynkiem UE a rynkami pozaeuropejskimi (np. Ameryki, Azja) i jak wpływają one na strategię eksportową firmy?

Największą różnicą jest brak jednolitości regulacyjnej poza UE. Podczas gdy Unia Europejska oferuje spójne ramy prawne, rynki takie jak USA czy Azja wymagają indywidualnego podejścia do każdego kraju, a czasem nawet regionu. To bezpośrednio wpływa na strategię eksportową – zmusza producentów do większej elastyczności technologicznej i bardzo dobrego przygotowania dokumentacyjnego. Firmy, które nie mają zaplecza technologicznego, często nie są w stanie skalować eksportu poza Europę. 

Jak Pani ocenia potencjał polskich marek kosmetycznych, jaką mają opinię na świecie? Co z perspektywy eksportu może okazać się największym wyzwaniem (a może i szansą?) w najbliższych latach? Czym polscy producenci mogą konkurować na świecie?

Polskie marki kosmetyczne mają bardzo duży, wciąż niewykorzystany potencjał eksportowy. Są coraz lepiej postrzegane jako producenci oferujący dobrą jakość, nowoczesne składy i rozsądny poziom cen. Największym wyzwaniem będzie dalsze różnicowanie się na tle globalnej konkurencji. Jednocześnie jest to ogromna szansa – polscy producenci mogą konkurować elastycznością, zapleczem technologicznym, szybkością reagowania na trendy i bardzo dobrą znajomością regulacji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. luty 2026 08:45