StoryEditor
Wywiady
06.02.2025 10:28

Natalia Basałaj, kancelaria Hansberry Tomkiel: Jak chronić design i oznaczenia markowych perfum?

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel / mat.prasowe

Jak najlepiej zabezpieczyć charakterystyczną nazwę, logo i opakowanie produktu przed imitacją przez konkurencję? O strategiach prawnych, stojących za skuteczną ochroną ikonicznych perfum, pisze Natalia Basałaj, radca prawny z kancelarii Hansberry Tomkiel Sp.k.

Współpracując z działem marketingu marki kosmetycznej usłyszałam kiedyś tezę, że „80 proc. ceny perfum to design flakonu”. Butelki perfum często są małymi dziełami sztuki. Stają się symbolem luksusu i elegancji. Niewiele osób może sobie pozwolić na suknię Christiana Diora czy garsonkę Chanel, ale markowe perfumy, jak Miss Dior czy Chanel No.5, są dostępne dla szerszego grona osób.

Luksusowe marki inwestują duże środki finansowe w intensywny marketing swoich produktów. Wiele osób szybko skojarzy reklamy perfum Miss Dior z Natalią Portman albo ostatnie spoty reklamowe perfum Chanel No.5 z Margot Robbie w roli głównej.

Najskuteczniejszą ochronę oznaczeń oraz designu perfum przed konkurencją zapewniają znaki towarowe i wzory przemysłowe.

ZNAKI TOWAROWE: nazwa, logo, ale i charakterystyczny design

Znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które identyfikuje przedsiębiorcę jako źródło określonych towarów, takie jak nazwa firmy, nazwa produktu czy serii produktów, logo, slogan reklamowy, a nawet charakterystyczny element wizualny, taki jak kształt butelki (znak towarowy 3D) czy kolory, elementy graficzne etykiety.

Najważniejszą funkcją znaku towarowego jest więc odróżnianie produktów danej firmy od konkurencji. Znak towarowy powinien umożliwić odbiorcy rozpoznanie, od kogo pochodzi dany produkt.

Prawo ochronne na znak towarowy zapewnia wyłączne prawo do używania oznaczenia w celach zarobkowych i zawodowych, zwiększa wartość marki, ułatwia dochodzenie roszczeń przeciwko konkurencji i pozwala na używanie symbolu ® w obrocie. Dodam, że „monopol” uprawnionego do znaku obejmuje konkretne wskazane w zgłoszeniu towary i obszar.

Zarejestrowanie np. flakonu perfum jako przestrzennego znaku towarowego posiada wiele zalet. Znak można przedłużać bezterminowo, opłacając go co 10 lat, podczas gdy wzór przemysłowy chroniony jest tylko przez 25 lat. Główna różnica polega jednak na tym, że znak towarowy identyfikuje markę, a wzór chroni estetykę produktu.

Przykłady strategii ochrony marki perfum w UE opartych na znakach towarowych:

YSL posiada prawa ochronne na następujące unijne znaki towarowe:

Seria powyższych unijnych znaków towarowych Yves Saint Laurent daje doskonałą ochronę zarówno nazwy, logo, jak i powszechnie znanego flakonu perfum. Odbiorcy bez problemu skojarzą sam flakon z perfumami „Opium” i YSL.

2. Włoski luksusowy dom mody Dolce & Gabbana posiada zarejestrowane następujące znaki towarowe, które mogą chronić perfumy „DEVOTION”, na terenie UE: 

- unijny znak towarowy słowny “DEVOTION” EUTM 001569417

- unijny znak towarowy słowny “DOLCE & GABBANA” EUTM 018858706

- unijny znak towarowy słowno – graficzny “” EUTM 000452359

- międzynarodowy znak towarowy słowny ze wskazaniem UE „DOLCE & GABBANA DEVOTION” IR 1650535

- graficzny unijny znak towarowy “” EUTM 017934860

- graficzny unijny znak towarowy “ ” EUTM 017934865.

Flakon perfum „Devotion” jest prosty. D&G skupiła się więc na silnej ochronie nazwy i logo marki oraz fantazyjnego zdobienia butelki. Odbiorcy bez problemu skojarzą serduszko z „D&G” w środku z luksusową marką.

3. Możliwe, że francuski dom mody Dior przygotowuje rebranding produktów z serii „Miss Dior” w UE. Oprócz zarejestrowanych w UE znaków towarowych słownych „Miss Dior” (EUTM 000326843) czy „Dior” (EUTM 000329201), które dają najsilniejszą ochronę, w trakcie są również procedury rejestracji innych międzynarodowych znaków, obejmujących terytorium UE (po zakończeniu okresu sprzeciwu, powinny one niedługo zostać zarejestrowane):

- międzynarodowy znak towarowy słowno – graficzny IR 1810661 

image
międzynarodowy znak towarowy słowno – graficzny IR 1810661 

- międzynarodowy znak towarowy typu wzór IR 1810662 

image
międzynarodowy znak towarowy typu wzór IR 1810662 

Co zrobić, jeśli planowany jest rebranding marki?

Wydaje się, że marka Christian Dior, prezentując kolejną odsłonę oznaczeń towarów z rodziny „Miss Dior”, dołącza do popularnego w branży kosmetycznej i modowej nurtu minimalizmu.

Jeśli firma posiada zarejestrowane znaki towarowe, np. słowny i logo, nowy design nie pozostanie całkowicie pozbawiony ochrony. Planując rebranding produktu, należy jednak zadbać o zgłoszenie najważniejszych nowych znaków lub wzorów do ochrony, chyba że różnią się one jedynie nieznacznie od pierwowzorów.

Renomowane znaki towarowe

Na marginesie warto dodać, że wspomniane powyżej oznaczenia i wzory z pewnością cieszą się renomą. Renomowane znaki towarowe pozwalają skuteczniej domagać się zaprzestania używania podobnych oznaczeń przez konkurentów, nawet w odniesieniu do niepodobnych towarów, a ryzyko wprowadzenia konsumentów w błąd oceniane jest jako wyższe. Nawet drobne zmiany w wyglądzie czy nazwie konkurenta mogą nie wystarczyć, by uniknąć naruszenia, ponieważ istnieje większe ryzyko, że konsumenci będą kojarzyć nowe oznaczenie z oryginalną marką.

WZORY PRZEMYSŁOWE - kształt flakonu pod ochroną prawną

Wzór przemysłowy to nowa, zewnętrzna postać określonego produktu. Wzory przemysłowe chronią unikalny wygląd produktu (czyli design), typu kształt butelki czy jej zdobienia albo innowacyjne detale opakowania. 

Rejestracja wzoru przemysłowego przyznaje jego właścicielowi wyłączne prawo do jego używania. Uprawniony może zakazać osobom trzecim bezprawnego używania wzoru (np. wytwarzania, oferowania, wprowadzania do obrotu, importu, eksportu).

W Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej zarejestrowane są m.in. następujące wzory - flakony perfum:

Nowe przepisy dotyczące unijnych wzorów przemysłowych – w maju 2025 r.

Jako ciekawostkę wskazuję, że od 1 maja 2025 zacznie obowiązywać część rozporządzenia UE nr 6/2002 w sprawie ochrony wzorów przemysłowych w Unii Europejskiej. Wspólnotowy wzór przemysłowy będzie nazywany unijnym wzorem przemysłowym. Możliwa będzie rejestracja wzorów niematerialnych, np. wirtualnych towarów, można będzie zakazać konkurentom reprodukcji wzorów technologią wydruków 3D.

Właściciel unijnego wzoru będzie mógł posługiwać się w obrocie w celu ostrzeżenia konkurencji (analogicznie do ® dla znaków towarowych) symbolem litery D w kółku - Ⓓ.

Dlaczego warto zastrzec znaki towarowe lub wzory przemysłowe?

Z mojego doświadczenia wynika, że posiadanie zarejestrowanych praw własności przemysłowej umożliwia skuteczne wezwanie konkurenta do zaprzestania naruszeń i zawarcie ugody jeszcze na etapie przedsądowym. Ułatwiają też dowodowo dochodzenie roszczeń na drodze sądowej, ze względu na domniemanie ważności praw własności przemysłowej.

Ochrona ww. praw pomaga w walce z podróbkami, zwłaszcza w branży perfumeryjnej. Dzięki odpowiednim świadectwom rejestracji można skutecznie usuwać nielegalne oferty na platformach takich jak Allegro czy Amazon.

Przykładem ciekawego sporu jest sprawa naruszenia znaku towarowego (charakterystycznego logo – monogramu) Chanel. Spółka Chanel wystąpiła o unieważnienie wzoru przemysłowego należącego do Zhou, Li Jing oraz GOLDEN ROSE 999, SRL. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej 9 lutego 2018 r. unieważnił poniższy wzór:

Ostatecznie Sąd UE w wyroku z 18 lipca 2017 r. o sygnaturze T-57/16 uznał, że kwestionowany wzór jest podobny do znaku towarowego Chanel i wskazał, że oceniając ryzyko wprowadzenia w błąd, należy ocenić jak taki wzór konkurenta będzie używany w obrocie: „centralna część zakwestionowanego wzoru składa się z dwóch elips podobnych do pojedynczej elipsy dostrzegalnej w monogramie Chanel. Różnice te mogą zostać niedostrzeżone przez poinformowanego użytkownika tym bardziej, że zakwestionowany wzór może być używany w pozycji obróconej o 90 stopni i w różnych rozmiarach”.

Jak zarejestrować znak towarowy lub wzór przemysłowy?

Sposób zgłoszenia znaku lub wzoru do ochrony zależy od terytorium, na którym mają one być rzeczywiście używane. Można chronić znak towarowy lub zarejestrować wzór w krajowym urzędzie patentowym, np. Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej, w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) w Alicante, uzyskując jednolitą ochronę na terenie całej UE, lub zgłosić międzynarodową rejestrację w Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO), wybierając konkretne kraje w UE i poza Europą.

Przed ostatecznym wyborem oznaczenia towaru i zgłoszeniem go do ochrony sugeruję sprawdzić, czy nie jest ono już używane w obrocie przez konkurentów oraz postarać się oszacować potencjalne ryzyko wniesienia sprzeciwu wobec zgłoszenia. Można zlecić przygotowanie raportu z badania zdolności rejestracyjnej znaku towarowego lub wzoru. Dzięki temu będzie możliwe sprawdzenie, czy dane oznaczenie nie zostało już zarejestrowane w odpowiednich urzędach, takich jak Urząd Patentowy RP, EUIPO czy WIPO, oraz oszacowanie ryzyka potencjalnych konfliktów.

Konkluzje

  • Perfumy to dochodowy produkt, który może znacząco zwiększyć przychody marki kosmetycznej lub modowej. Charakterystyczny flakon może być kluczem do sukcesu marketingowego.
  • Przedsiębiorca powinien opracować skuteczną strategię ochrony swoich praw własności przemysłowej, sprawnie zarządzać portfolio tych praw, monitorować rynek i szybko reagować na naruszenia. W razie naruszenia jego praw własności przemysłowej może dochodzić m.in. zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków, naprawienia szkody czy zwrotu bezprawnie uzyskanych korzyści.

Celem działań opisanych w niniejszym artykule jest skuteczna ochrona firm z branży kosmetycznej przed próbami naśladowania ich produktów, w tym perfum, przez konkurentów. Mam nadzieję, że powyższe wskazówki okażą się pomocne polskim markom kosmetycznym.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

 

Źródła:

1. art. 102 – 119, art. 105 ust. 5 oraz art. 120 oraz art. 1321 ust. 1 pkt 4, art. 164, art. 283 – 2861, art. 296 ustawy z 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (Dz.U.2023.1170);

2. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1001 z 14 czerwca 2017 r. w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej (Dz.Urz.UE.L154);

3. Rozporządzenie Rady (WE) 6/2002 z 12 grudnia 2001 r. w sprawie wzorów wspólnotowych (Dz.Urz.UE.L2002.3);

4. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/2822 z 23 października 2024 r. w sprawie zmiany rozporządzenia Rady (WE) nr 6/2002 w sprawie wzorów wspólnotowych i uchylenia rozporządzenia Komisji (WE) nr 2246/2002 (Dz.U.UE.L.2024.2822);

5. Wyrok Sądu UE z 18 lipca 2017 r. o sygnaturze T-57/16;

6. https://euipo.europa.eu/eSearch/ (dostęp: 5.02.2025).

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
04.09.2026 09:09
Bogdan Wójcik, PerfumeCraft: Regulacje? Nie hamują z definicji kreatywności.
Bogdan Wójcik, archiwum prywatne

Czy Polska ma szansę wypracować własny, rozpoznawalny język zapachowy i dołączyć do krajów kojarzonych nie tylko z produkcją kosmetyków, ale również z autorską sztuką perfumiarstwa? Wraz z pojawieniem się pierwszych absolwentów kierunku „Perfumiarstwo” na rynku mogą zacząć powstawać nowe niezależne projekty i marki. O tym, dlaczego kluczem nie powinno być kopiowanie francuskich czy włoskich wzorców, lecz poszukiwanie własnych historii, krajobrazów i olfaktorycznych skojarzeń, a także jak regulacje i ograniczenia surowcowe wpływają na kreatywność perfumiarzy, rozmawiamy z Bogdanem Wójcikiem, perfumiarzem, kreatorem marki PerfumeCraft.

Jakiego typu perfum i marek możemy spodziewać się na polskim rynku za 3–5 lat, kiedy pierwsi absolwenci kierunku „Perfumiarstwo”, na którym Pan sprawuje pieczę, zaczną wprowadzać własne projekty? Czy będzie to przede wszystkim rozwój segmentu niszowego i kraftowego, czy może powstaną zupełnie nowe modele biznesowe?

Już teraz widać bardzo dużą różnorodność pomysłów i sposobów ich realizacji, nawet jeśli początkowo tematyka jest podobna. I chyba właśnie to jest najciekawsze: osoby kreatywne potrafią przepuścić ten sam temat przez własne doświadczenia, wrażliwość i sposób patrzenia na świat, a potem opowiedzieć go zupełnie inaczej.

Myślę, że to jedna z najważniejszych rzeczy, które mogą wynikać z tych studiów. Nie chodzi tylko o warsztat, poznanie surowców czy nauczenie się budowania kompozycji. Chodzi też o to, żeby z czasem znaleźć własny zapachowy język. Można przecież dać kilku osobom dokładnie ten sam temat zapachowy, a każda z nich stworzy coś innego.

image

Akademia Górnośląska będzie kształcić perfumiarzy. Powstał pierwszy taki kierunek studiów w Polsce

Dlatego bardziej niż konkretnego modelu biznesowego spodziewałbym się pojawienia się twórców o bardzo różnych osobowościach i sposobach myślenia o perfumach. To może być najciekawszą zmianą na polskim rynku.

Czy uważa Pan, że polscy początkujący perfumiarze będą szukać własnego języka olfaktorycznego, czy raczej będą podążać za trendami wyznaczanymi przez zagraniczne marki niszowe? Jakie motywy, surowce lub historie mogą stać się charakterystyczne dla polskiego perfumiarstwa?

Zawsze jest tak, że początkujący perfumiarze, nawet jeśli mają własne pomysły, nie od razu potrafią je w pełni zrealizować. Na początku dużo łatwiej jest poruszać się w temacie, który już znamy, dlatego większość młodych twórców w jakimś stopniu podąża za aktualnymi trendami — czy to mainstreamowymi, czy niszowymi. To naturalny etap nauki.

Najciekawsze zaczyna się później, kiedy odkrywają swoje predyspozycje i zamiłowania. Myślę, że w przypadku polskich perfumiarzy ogromny potencjał leży właśnie w polskich wątkach zapachowych. Bliski Wschód ma niezwykle silną tradycję perfum orientalnych, Francja – podejście klasyczne, Włochy dobrze pracują z cytrusami, ziołami i tematyką śródziemnomorską. My również musimy znaleźć własną drogę. Nie chodzi o stworzenie katalogu obowiązkowych „polskich nut”, ale o opowiadanie tego, co jest nam rzeczywiście bliskie — naszych miejsc, roślin, krajobrazów, wspomnień i doświadczeń. Właśnie tam widzę największą szansę na powstanie czegoś charakterystycznego dla polskiego perfumiarstwa.

Dziś stworzenie zapachu jest coraz łatwiej dostępne technologicznie, ale zbudowanie wokół niego marki i znalezienie klienta to zupełnie inne wyzwanie. Jakie kompetencje, poza samą sztuką komponowania, będą decydowały o sukcesie absolwentów na rynku?

Na studiach poświęcamy temu sporo uwagi. Jest nawet osobny przedmiot dotyczący budowania własnej marki, bo od początku zakładamy, że samo komponowanie dobrych zapachów to jeszcze za mało, jeśli ktoś chce później samodzielnie funkcjonować na rynku.

Tak naprawdę działa to podobnie, jak w każdym innym biznesie. Trzeba znaleźć własną drogę, właściwą tylko dla siebie, a potem mieć bardzo dużo zaangażowania, konsekwencji i cierpliwości, żeby ją rozwijać. Można stworzyć świetny zapach, ale jeśli nie potrafimy go pokazać, opowiedzieć o nim i dotrzeć do odpowiednich ludzi, bardzo łatwo może pozostać niezauważony.

image

Bogdan Wójcik, PerfumeCraft: Polska nie istnieje w świadomości klienta światowego, bo nie wykreowała ani rozpoznawalnej marki, ani typowo polskiej nuty

Poza warsztatem ważne będą więc umiejętności budowania marki i podstawy biznesu. Perfumy są produktem bardzo emocjonalnym, dlatego znaczenie ma również stworzenie wokół nich świata, który jest spójny z samym zapachem i osobowością twórcy.

Uważam, że najważniejsze będzie jednak połączenie własnego pomysłu z konsekwencją i gotowością do naprawdę dużej pracy.

Czy pojawienie się większej liczby osób wykształconych w zakresie perfumiarstwa może realnie zmienić relację między polskimi markami a dużymi koncernami i zagranicznymi domami perfumeryjnymi? Czy widzi Pan szansę, że Polska zacznie być postrzegana nie tylko jako producent kosmetyków, ale również jako kraj tworzący własne, rozpoznawalne kompozycje?

Myślę, że w dłuższej perspektywie jest to właściwie nieuniknione. W latach dziewięćdziesiątych Polska straciła ciągłość swojego dziedzictwa perfumowego. Trochę zapomnieliśmy, że kiedyś mieliśmy własne marki i tworzyliśmy kompozycje rozpoznawalne również poza Polską. Dzisiaj zaczynamy to wszystko właściwie budować na nowo.

Przez wiele lat perfumy kojarzyły się przede wszystkim z krajami tradycyjnie perfumeryjnymi, takimi jak Francja czy Włochy. Później pojawiło się bardzo dużo ciekawych marek ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Dzisiaj natomiast coraz wyraźniej widać zainteresowanie zapachami z miejsc, które wcześniej nie były kojarzone z perfumiarstwem.

Dobrym przykładem są Korea Południowa, Japonia czy Tajlandia – kraje młode w perfumeryjnym biznesie, a mimo to coraz bardziej zauważalne na świecie. Przed nami jest więc jeszcze wiele krajów do odkrycia. Nie widzę powodu, dla którego Polska miałaby się wśród nich zgubić. 

Jak studenci reagują na konfrontację własnych pomysłów z ograniczeniami, które narzuca współczesny rynek – kosztami surowców, regulacjami bezpieczeństwa, wymogami IFRA czy ograniczeniami dotyczącymi określonych składników? Czy te regulacje będą, Pana zdaniem, hamować kreatywność, czy przeciwnie – wymuszą większą innowacyjność?

Dla niektórych osób na pewno te ograniczenia mogą być frustrujące, ale dużo zależy od tego, jak ktoś w ogóle podchodzi do perfumiarstwa. Ja lubię dzielić to podejście na dwa typy: rzemieślnicze i artystyczne.

Rzemieślnik jest zwykle mocniej przywiązany do konkretnych materiałów, swoich ulubionych składników i sposobu, w jaki nauczył się z nimi pracować. Jeśli nagle któregoś z nich nie może użyć albo może użyć go znacznie mniej, rzeczywiście może odczuwać to jako ograniczenie.

Artysta patrzy na to zupełnie inaczej. Jemu zazwyczaj mniej zależy na konkretnym materiale, a bardziej na tym, jaki efekt chce osiągnąć, co chce przekazać i jaką emocję wywołać. Jeśli jeden składnik odpada — szuka innej drogi.

Tym bardziej że dzisiaj mamy ogromne możliwości. Paleta współczesnego perfumiarza jest bardzo szeroka, cały czas pojawiają się nowe materiały i rozwiązania. Utrata jednego narzędzia nie musi więc oznaczać utraty możliwości stworzenia określonego efektu.

Dlatego nie traktowałbym regulacji jako czegoś, co z definicji hamuje kreatywność. Wszystko zależy od tego, czy ktoś jest bardziej przywiązany do konkretnego narzędzia, czy do tego, co chce za jego pomocą opowiedzieć.

Czy obserwuje Pan wśród studentów pomysły, które już dziś mogłyby stać się podstawą realnych marek perfumeryjnych? Co najbardziej Pana zaskoczyło w ich podejściu do zapachu i tworzenia własnych kompozycji?

Na razie zakończyliśmy dopiero pierwszą edycję studiów, więc jest jeszcze za wcześnie, żeby wyciągać daleko idące wnioski. Ale już teraz można powiedzieć, że największym zaskoczeniem jest wspomniana wcześniej różnorodność pomysłów i sposobów interpretowania nawet bardzo dobrze znanych tematów.

To ciekawe, jak kilka osób może dostać podobny punkt wyjścia, a każda z nich opowie go zupełnie inaczej. W tych różnicach zaczynają się już pojawiać zalążki indywidualnego stylu, który z czasem może stać się podstawą realnych projektów czy marek.

Jeśli miałby Pan wskazać jeden kierunek, który najmocniej zmieni polski rynek perfum w perspektywie najbliższych 5–10 lat, co by to było: personalizacja, perfumy niszowe, lokalne surowce i historie, nowe technologie, rozwój marek niezależnych czy może zupełnie inny trend?

Gdybym miał wskazać jeden najważniejszy kierunek, powiedziałbym, że naszym zadaniem nie jest stworzenie jak największej liczby nowych marek, tylko znalezienie własnej, polskiej drogi. Każdy z już obecnych na perfumowym rynku krajów ma swoją własną tradycję, własny język i ogromne doświadczenie. Jeśli będziemy ich wyłącznie naśladować, pozostaniemy w cieniu tych, których naśladujemy.

Dlatego dużo ważniejsze jest znalezienie własnych pomysłów, własnej wrażliwości i własnych historii, które rzeczywiście warto opowiedzieć zapachem. Mamy własną przyrodę, krajobrazy, wspomnienia, kulturę i cały zestaw skojarzeń, których nikt za nas nie opowie.

Jeżeli uda się z tego stworzyć coś charakterystycznego i autentycznego, coś, co zainteresuje również ludzi za granicą, wtedy polskie perfumiarstwo naprawdę może zostać zauważone. I chyba właśnie to byłoby dla mnie najważniejszą zmianą w perspektywie najbliższych 5–10 lat: nie więcej marek dla samej liczby, ale pojawienie się własnego, rozpoznawalnego polskiego stylu.

image

Zapachowy luksus czy trik z TikToka? Marki niszowe i arabskie zmieniają zasady gry na rynku perfum [RAPORT WK]

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
28.08.2026 11:20
Jerzy Szyda, Pol-Hun/General Fresh: Okres przejściowy rozwiązałby wiele problemów z PPWR
PPWR wchodzi w życie. Nowe obowiązki dla branży kosmetycznejShutterstock

PPWR w praktyce oznacza dziś dla firm nie tylko nowe obowiązki, ale przede wszystkim dodatkową pracę, koszty i problemy z przepływem danych w całym łańcuchu dostaw. O tym, jak nowe przepisy wyglądają z perspektywy producenta i dostawcy marek własnych, jakie problemy pojawiają się na styku producent–dostawca opakowań–sieć handlowa oraz dlaczego dodatkowy okres przejściowy mógłby ograniczyć koszty i ryzyko marnowania pełnowartościowych produktów, rozmawiamy z Jerzym Szydą, dyrektorem ds. kluczowych klientów i marki własnej w Pol-Hun.

 

image
Jerzy Szyda
archiwum prywatne
Które wymagania PPWR są obecnie największym problemem dla producentów opakowań i dlaczego właśnie te przepisy są najtrudniejsze do wdrożenia?

Z punktu widzenia podmiotu, który musi przygotować dokumentację opakowaniową dla swoich klientów, największym problemem są niekompletne dane, jakie otrzymujemy od swoich dostawców. Brakuje szczegółowego oznaczenia elementów składowych opakowań, specyfikacji materiałowych, projektów i przede wszystkim wyników z badań, zleconych prób opakowań. To powoduje, że wydłuża się czas na przygotowanie dokumentacji technicznej wymaganych przez Rozporządzenie PPWR rodzajów opakowań: jednostkowego, zbiorczego i transportowego.

Jak w praktyce wygląda dziś przygotowanie dokumentacji wymaganej przez PPWR? Czy dostawcy opakowań dysponują już badaniami, ocenami zgodności i deklaracjami zgodności, których oczekują od nich klienci?

Część dostawców opakowań do wdrożenia Rozporządzenia przygotowywała się na długo dniem wejścia w życie przepisów. Część rozpoczęła prace dopiero ponaglona przez zapytania, jakie były wysyłane do nich. Niestety obłożenia certyfikowanych laboratoriów dużą ilością zleceń spowodowały wydłużenie czasu na otrzymanie wyników badań. Producenci opakowań mieli i mają problem z przygotowaniem ocen i deklaracji zgodności. To z kolei przełożyło się na to, że moi klienci otrzymują dokumentację ratami, w miarę spływu materiałów od dostawców.

Wspomina Pan o setkach formularzy otrzymywanych od sieci handlowych i innych klientów. Jak duża jest skala tego obciążenia administracyjnego i ile dodatkowej pracy wymaga obecnie zebranie oraz weryfikacja tych danych?

Obsługując kluczowe sieci handlowe działające w Polsce, nie spotkałem się z dwoma takimi samymi kompletami dokumentów, jakie były przesłane do uzupełnienia. 

Przygotowanie danych wymagało dużego i dodatkowego zaangażowania działów w firmie oraz wielu dodatkowych godzin pracy poświęconych na ich rzetelne opracowanie i uzupełnienie w szablonach klientów.

Specyfikacje techniczne zawierające dane z naszego systemu najłatwiej jest opracować, ale jest to proces najbardziej czasochłonny.

W przypadku opakowania jednostkowego zapasu do odświeżacza w sprayu okazało się, że jest użytych 10 komponentów, które trzeba szczegółowo opisać, z jakiego tworzywa się składają, ile ważą, jakie mają wymiary itp.

Czy problemem jest również brak jednolitych standardów dotyczących danych, których oczekują poszczególni klienci? Jak bardzo różnią się między sobą wymagania sieci handlowych i innych odbiorców?

Myślę, że brak jednoznacznych zapisów w Rozporządzeniu spowodował różne oczekiwania klientów. Początkowo teoretycznie prosta definicja wytwórcy była interpretowana niejednoznacznie. Dziś sporadycznie właściciel marki własnej nie czuje się wytwórcą w świetle PPWR.

Długotrwałym procesem było uzgodnienie sposobu identyfikacji wszystkich elementów opakowań i przekonanie odbiorców, że przyjęta nomenklatura musi mieć źródło w naszych systemach informatycznych, a nie ich przyjętej wizji znakowania.

Obecnie skupiamy się na opracowaniu jednolitych danych klientów na opakowaniu jednostkowym, zbiorczym i transportowym i uzupełnianiu brakujących elementów np. kanału komunikacji elektronicznej, który został wskazany w Rozporządzeniu. 

Klienci — podobnie jak my — nie mieli i nie mają dodatkowych osób, które by się tematem zajęły. Robią to osoby, które najczęściej pracują w działach zakupów, sprzedaży i kontroli jakości. To powoduje, że bieżące zadania, czasami nowe wdrożenia produktów przekładane są na późniejsze terminy.

Sieci handlowe, podobnie jak inni odbiorcy marek własnych oczekują wielokrotnie danych, które są niezbędne do podania, ale np. w roku 2030, a dziś nie ma nawet jeszcze przyjętych kryteriów ich oceny. Nie skupiają się na minimalnym zakresie, jaki wskazały przepisy na bieżący rok: opracowanie dokumentacji opakowaniowych, ustalenie ról w łańcuchu dostaw, identyfikowalności opakowań, spełnienia limitów substancji np. stężenie metali ciężkich. Na szczęście pracuję w branży chemicznej i temat PFAS, istotny od tego roku w opakowaniach mających kontakt z żywnością mojej firmy nie dotyczy.

Jakie koszty generuje dostosowanie już istniejących zapasów opakowań i wyrobów gotowych do nowych wymogów? Czy można dziś oszacować, o ile może wzrosnąć koszt jednostkowy produktu?

Stany opakowań czy wyrobów gotowych z brakami wynikającymi z PPWR — np. brak właściwego oznaczenia wytwórcy lub części jego danych, brak numerów partii na wszystkich jednostkach opakowań — powinny być uzupełnianie o te dane. Trzeba takie materiały stickerować (ręcznie lub maszynowo naklejać etykiety, nalepki lub kody na towary, opakowania albo produkty) lub stemplować. To generuje dodatkowe koszty materiałów i robocizny, które nie były wliczone do kalkulacji cenowych i obniżają nasze marże. 

Co w praktyce stanie się z opakowaniami i wyrobami gotowymi wyprodukowanymi przed 12 sierpnia, ale wprowadzanymi do sprzedaży już po tej dacie? Czy przedsiębiorcy mają realną możliwość dostosowania takich zapasów bez ich utylizacji?

Dwa sposoby na uniknięcie utylizacji podałem wcześniej, tj. stickerowanie lub stemplowanie brakujących danych. Rozwiązaniem jest także dokument towarzyszący, w którym można zawrzeć brakujące dane.

Niestety tam, gdzie nie jest to możliwe, np. na małych opakowaniach w rodzaju torebek foliowych z bardzo cienkiego tworzywa, jedynym wyjściem będzie, niestety, utylizacja.

Czy brak okresu przejściowego i derogacji dla zapasów magazynowych może doprowadzić do realnego marnowania pełnowartościowych opakowań i produktów? Jak duża może być skala tego zjawiska?

O ocenę końcową skali tego zjawiska będę mógł się pokusić w końcu roku, gdy będziemy zamykać inwenturami magazyny.

Aktualnie dominujące jest przekonanie, że okres przejściowy wiele problemów by rozwiązał. Wyprzedane zostałyby bieżące stany opakowań i wyrobów gotowych, a następnie wdrożone zmiany w oznaczeniach i nadrukach.

Porównać można tę sytuację do tego, co działo się w przypadku przepisów o rozszerzonej liście alergenów w produktach kosmetycznych. Rozporządzenie Komisji (UE) z 2023 dotyczące alergenów zapachowych rozszerzyło listę publikowanych substancji z 26 do 80. Mieliśmy 3 letni okres przejściowy na wdrożenie tych przepisów. Zaczęły obowiązywać od 31 lipca 2026.

Był czas na zmiany dostosowania etykiet do przepisów i wyprzedaż gotowych produktów z magazynów. Poza tym produkty wprowadzone na rynek do końca lipca tego roku mogą zostać z niego wyprzedane do lipca 2028. W przypadku PPWR podobne rozwiązania byłyby bardzo przydatne.

PPWR ma ograniczać ilość odpadów opakowaniowych, tymczasem wskazuje Pan sytuacje, w których dostosowanie opakowania do nowych wymogów może oznaczać jego wyrzucenie. Czy w tym przypadku cele regulacji nie stoją w sprzeczności z praktyką jej wdrażania?

Cele PPWR rozłożone są w czasie i większość branży się z nimi zgadza. Zakładam, że kolejne etapy wdrażania nie będą budzić tak dużych emocji, jak start regulacji.

Największe obawy wynikają z sankcji, jakie proponowane są polskim projekcie ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100) wprowadzającym przepisy karne za recykling odpadów. 

Rozporządzenie PPWR mówi o tym, że kary mają być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające (art. 68), a jedna z propozycji za brak dokumentacji technicznej opakowania lub wprowadzenia do obrotu produktu niezgodnego z PPWR przewiduje kary od 10 000 do 2 000 000. Jaka będzie decyzja, zależeć będzie od decyzji urzędnika. Nakładać je mają Wojewódzcy Inspektorzy Ochrony Środowiska oraz Inspekcja Handlowa. 

Jak ocenia Pan poziom przygotowania polskich firm do PPWR? Które ogniwa łańcucha dostaw są obecnie najlepiej przygotowane, a gdzie występują największe braki kompetencyjne?

Jestem pozytywnie zaskoczony „powszechną mobilizacją” polskich i zagranicznych firm, jeśli chodzi o PPWR. Może nieco spóźnioną, ale nadrabiamy stracony czas. Podobnie jak KE, która w sierpniu wydała kolejne wyjaśnienia do Rozporządzenia. Pomocą w tematyce służy wiele podmiotów doradczych, z których usług firmy z każdego łańcucha dostaw korzystają.

Dzięki temu stan wiedzy ciągle się poprawia i trudno dziś wskazać sektory, w których braki kompetencyjne byłyby największe.

Problemem stają się zatory w agencjach opracowujących zmiany na opakowaniach, co skutkuje łańcuchem opóźnień na każdym etapie produkcji.  Na końcu mogą pojawiać się braki w dostępności produktów na półkach sklepowych.

Jakich zmian w interpretacji lub wdrażaniu PPWR oczekiwaliby Państwo od regulatorów i klientów, aby ograniczyć chaos, koszty oraz ryzyko milionowych sankcji? Czy Pana/Pani zdaniem potrzebne jest przesunięcie terminów lub wprowadzenie dodatkowych okresów przejściowych?

Brakuje ciągle jednoznacznych określeń niektórych elementów składowych, czy są produktem czy opakowaniem, a co za tym idzie czy będą podlegać opłatom opakowaniowym, czy też nie.

Wprowadzenie dodatkowego okresu przejściowego dałoby czas – poza rotacją opakowań bez obaw o sankcje - na przygotowanie systemów informatycznych do automatyzacji wielu procesów, wdrożenie zmian w dokumentacjach wewnętrznych i uporządkowania łańcucha dostaw.

Obawy budzą projektowane przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producentów (UC100) związane z centralizacją gospodarki odpadami i rządem wielkości podwyżki z tym związanych.

Koszty związane z wdrażaniem PPWR (badania, certyfikaty itp.) mogą także mieć wpływ na ceny opakowań, które z kolei przełożą się na ostateczne ceny proponowane naszym klientom. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
06. wrzesień 2026 11:09