StoryEditor
Wywiady
27.02.2012 01:43

Monika Wątorek, Coty Polska: Pięknie być sobą, po prostu

Monika Wątorek, szefowa teamu trenerów marek makijażowych i zapachowych Coty Polska / fot. GM Studio
Monika Wątorek, szefowa teamu trenerów marek makijażowych i zapachowych Coty Polska. Jedna z pierwszych wizażystek w Polsce. Uczennica Sergiusza Osmańskiego z prekursorskiego zespołu, który wprowadzał na polski rynek markę Margaret Astor. Zabiera nas w osobistą podróż w przeszłość. Opowiada o swojej pasji, o zawodzie makijażysty i o tym, dlaczego czasem więcej dostaje on od ludzi, niż może im dać.

Jesteś jedną z pierwszych osób, które w Polsce profesjonalnie zajmowały się wizażem. Pod skrzydłami Sergiusza Osmańskiego, dziś dyrektora artystycznego Sephory, tworzyliście zespół makijażystów Margaret Astor. Pierwszy tego typu w Polsce. Wówczas nikt nie znał pojęcia wizażysta...

Pamiętam te czasy doskonale. Był to jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu. Rodziło się wówczas coś zupełnie nowego, co było inspiracją dla innych i w czym mogłam czynnie brać udział. Przepiękne, naturalne, autentyczne, wypełnione masą pozytywnej energii! To było przeznaczenie, że znalazłam się w tym miejscu i w tym czasie, dziś jestem przekonana – tak się musiało stać.

Czy Sergiusz Osmański był Twoim mistrzem, ukształtował Cię zawodowo?

Oczywiście. Sergiusz mówił, że jestem samorodnym talentem. On dostrzegł we mnie to „coś” i dał mi szansę. Spotkałam się z nim po raz pierwszy 15 lat temu, kiedy przyjechałam do Warszawy ubiegać się o pracę i wziąć udział w czymś w rodzaju konkursu na wizażystę marki Margaret Astor. Byłam wtedy bardzo przestraszoną i niepewną siebie osobą, aczkolwiek czułam, że to jest właśnie ta droga, którą powinnam pójść. Więc pojechałam, mimo że pracowałam w Bydgoszczy, w zupełnie innej branży, mimo że naraziłam się na różnego rodzaju przykrości przez swoją „ucieczkę” do Warszawy. Pojechałam z pełną premedytacją i przekonaniem, że musi mi się udać. I udało się!

O Sergiuszu wcześniej czytałam tylko artykuły, widziałam jego twarz w różnych pismach i wydawał mi się postacią nieosiągalną, kimś kto jest wyjątkowy, niesamowity i na pewno inny od wielu ludzi. Tymczasem okazał się bardzo sympatycznym, bardzo fajnym człowiekiem, pełnym ciepła i chęci pomocy. Zresztą nie tylko mnie on inspirował, nie tylko mnie wypromował. W owym czasie my wszystkie, chyba kilkadziesiąt w Polsce, byłyśmy takimi jego „dziećmi”, które on wykształcił i posłał w drogę, w świat.

Wiesz jak Sergiusz wspomina pierwsze spotkanie z Tobą?... Kreatywna, odważna, twórcza a nie odtwórcza, pełna energii charakterystycznej dla samouków.

No widzisz, nie kłamałam (śmiech).

Mówi, że tą energią, otwartością, chęcią tworzenia go urzekłaś i byłaś jego „czarnym koniem” – dołączyłaś jako ostatnia do grupy najzdolniejszych dziewczyn. Co cię zainspirowało do tego, by na to spotkanie do niego pojechać? Po prostu poczułaś, że chcesz od teraz zajmować się robieniem makijaży?

Tak. Byłam zafascynowana samym sposobem upiększania poprzez make-up przede wszystkim siebie i koleżanek z najbliższego otoczenia (śmiech). Okazało się, że mam talent, lekką rękę, wyobraźnię, że umiem ze sobą łączyć kolory, a przede wszystkim, że sprawia mi to twórczą radość. Fantastyczny dla mnie w tym zawodzie był – do czego czasem tęsknię, bo już nie jestem aktywną makijażystką – krótki czas oczekiwania na efekt pracy. To jest raptem pół godziny i widzisz radość w oczach osoby, która przegląda się w lusterku i mówi: „Boże… to ja?! Nieprawdopodobne. Jak pani to uczyniła? Czy ja mogę panią wynająć na zawsze?”. To były takie momenty, które dały mi bardzo dużo radości, ale również czegoś, czego młoda kobieta potrzebuje, szczególnie taka jak ja wówczas – naprawdę w siebie nie wierzyłam, wydawało mi się, że jestem prowincjonalną dziewczyną, która niewiele potrafi – pewności siebie. Dostałam tę pewność siebie od ludzi.

Sergiusz, który wprowadzał mnie w tajniki zawodu wizażysty pozwolił mi iść za moim głosem intuicji. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mam coś zrobić inaczej. To jest wielka sztuka – nie tworzyć kopii siebie, nie podstawiać innych ludzi do określonego wzoru. Warto dać im swobodę podjęcia własnych decyzji. Gdy pozwoli się ludziom iść zgodnie z własnym sumieniem, również w pracy zawodowej, na ogół się na nich nie zawodzi. Odwdzięczają się za to, że się w nich uwierzyło, że nikt nie chce ich zmienić na siłę.

Pamiętasz dziewczyny, z którym pracowałaś w tym pierwszym zespole wizażystów? Sergiusz podał mi parę nazwisk.

Słucham (śmiech).

Asia Waszkuć…

Do dziś mamy kontakt!

Ilona Spychalska…

Do dziś mamy kontakt!

Ela Wojtas…

Doskonale pamiętam.

Ula Iwanik…

Och, z tą dziewczyną doskonale się imprezowało! (śmiech)

Danka…

Śmigielska z Olsztyna. Pamiętam doskonale.

Wspominacie sobie razem tamte czasy?

Zawsze, gdy uda nam się spotkać. A ile jest śmiechu!

To musiała być rzeczywiście grupa pozytywnie zakręconych ludzi.

Byliśmy najlepsi.

Po prostu. Bez fałszywej skromności.

A co tam! (śmiech) Tworzyliśmy team, z którego wchodzące na rynek inne marki czerpały przykład. Byliśmy inspiracją, pierwowzorem, zespołem, który działał sprawnie i z olbrzymimi sukcesami! To były czasy potężnych zwyżek sprzedaży i promocji marki w taki sposób, że dawała poczucie luksusu, była rozpoznawana i kochana. Dzięki nam. Dzięki innym czynnikom też, ale zespół wizażystów, wtedy bardzo liczny, codziennie pracował aktywnie podczas pokazów na różnego rodzaju eventach, targach, w sklepach. Margaret Astor uczestniczyła we wszystkim, co miało wymiar medialny. Nasza praca przyczyniła się do potężnego sukcesu tej marki.

Podobno na targach kosmetycznych ustawiały się do Was ogromne kolejki, dochodziło do bójek pomiędzy mężczyznami, którzy pełnili rolę „kolejkowych” i wstawiali się za swoimi partnerkami.

Tak właśnie było (śmiech). W owych czasach wizażysta był gwiazdą i częścią kolorowego świata fleszy i VIP-ów, do którego przeciętny człowiek nie miał dostępu. Organizowaliśmy różne wydarzenia bądź w nich partycypowaliśmy i dla wszystkich, którzy w nich uczestniczyli byliśmy namiastką tego świata, przepustką do czegoś nieznanego, tajemniczego i pożądanego. Kiedy patrzyłam z perspektywy sceny, na której pracowaliśmy, widziałam kolejki ciągnące się po horyzont, a do tego miałam świadomość, że kobiety, które siadają przede mną na krzesełku przestały kilka godzin tylko po to, abym im pomalowała rzęsy i usta, żebym z nimi przez chwilę porozmawiała i wypisała „receptę” na najodpowiedniejsze kosmetyki. Ludzie się przepychali, kłócili, panowie fotografowali swoje partnerki i każdy użyty do makijażu kosmetyk. To było coś nieprawdopodobnego!

A te historie o paniach, które przychodziły, żeby im tylko coś poprawić w makijażu zrobionym przez Was dwa-trzy dni wcześniej?

Wtedy jeszcze świadomość na temat demakijażu i pielęgnacji twarzy była – delikatnie mówiąc – na średnim poziomie (śmiech). Faktycznie panie pojawiały się dzień lub dwa dni później prosząc, żeby im tylko poprawić makijaż, bo spały i troszkę się odgniotły, albo rozmazały. Pamiętam nawet kilka sławnych osób, które tak czyniły, ale nie będę przytaczać żadnych nazwisk (śmiech).

Zastanawiam się, czy dziś jesteśmy w stanie tak się czymś zachwycić, entuzjazmować jak te dziewczyny stojące w kolejce po makijaż i jak Wy – spełniający ich marzenia o wielkim świecie.

Jest inaczej, ale to nie znaczy gorzej. Jest inaczej, bo musiało się tak stać, bo wtedy gdy marka Margaret Astor wchodziła do Polski to były początki wolnego rynku, wolnych mediów, dostępności do rzeczy materialnych. Społeczeństwo było zgłodniałe wszelkich nowości. Kobiety były niedoświadczone w zakresie pielęgnacji urody. Po kilkunastu latach to się musiało zmienić. Nie wydarzył się żaden kataklizm, który mógłby zahamować ten naturalny rozwój.

Dziś Polki jako konsumentki są niezwykle świadome, wyedukowane, polemizujące, zadające trafne pytania. Mają ogromne pojęcie o kosmetykach i ich możliwościach. Trzeba być dziś świetnym specjalistą, by być dla nich autorytetem. Zadanie jest znacznie trudniejsze, niż my mieliśmy wówczas. Ale entuzjazm, o który pytasz na szczęście jest. Dzisiejsze kobiety tak samo chcą być piękne, chcą wiedzieć jak najwięcej na temat swej urody i sposobów makijażu, szczególnie gdy vis a vis mają właściwą osobę do zadawania pytań.

Wchodząc na polski rynek marka Margaret Astor pozycjonowana była wizerunkowo wyżej, niż na świecie.

W sklepach nie było nic. Kiedy Margaret Astor pojawiła się w pełnym asortymencie, za polskie złotówki, a nie dolary – wcześniej była dostępna tylko w Peweksie – a na dodatek wspierała ją rzesza wizażystów, była rzeczywiście postrzegana bardzo luksusowo. To było naturalne zjawisko, odruch rynku, który musiał się zapełnić, potrzebował marek. Ten proces trochę trwał i też oczywiste było, że po pewnym czasie to bardzo wysokie pozycjonowanie będzie się leciutko obniżało, z racji chociażby tego, że konkurencja miała równe prawo wejść na ten rynek i również postawić swoje kosmetyki obok Margaret Astor. To nie oznacza, że produkt pod marką Astor stracił na jakości, jest ona nawet lepsza – bo przecież cały czas trwa technologiczny postęp – tylko wybór jest większy. I zmieniliśmy się jako konsumenci.

Podobno, gdy te kilkanaście lat temu pojawialiście się w sklepach, by przeprowadzić pokazy makijażu, to strzelały korki od szampana.

No tak (śmiech). To były wydarzenia ogłaszane w lokalnych mediach, pojawiali się dziennikarze, lokalne telewizje, przedstawiciele rozgłośni radiowych. Postawały relacje, programy, wywiady, zdjęcia. „Spójrz na siebie okiem wizażysty”, „Poznaj swoje piękno prawdziwe” – takimi tytułami opatrywane były artykuły w prasie i nasze zdjęcia. A gdy pojawiał się Sergiusz następował prawdziwy szał. Wszędzie błyskały flesze. Sklepy były udekorowane balonikami, wykładano – i to nie jest żart – dywaniki przed wejście (śmiech). Właściciele sklepów przygotowywali się na przyjęcie ekipy wizażystów, ale przede wszystkim chodziło o to, żeby konsument miał pewność, że tego dnia, w tym miejscu, dzieje się coś absolutnie wyjątkowego.

Jak oceniasz z tamtej perspektywy dzisiejszą współpracę z właścicielami sklepów kosmetycznych?

Wciąż, po tylu latach, w sklepach jest popyt na tego rodzaju wydarzenia, choć organizuje je większość firm kosmetycznych. Przeprowadzamy je nieco inaczej, łączymy np. promocje zapachów z promocjami kosmetyków kolorowych, bo okazuje się, że jedno dopełnia drugie. Wciąż można tworzyć coś ciekawego dla konsumentów, co zarazem przynosi korzyści punktowi sprzedaży.

Organizowaliśmy i będziemy organizować szkolenia i pokazy. Chciałabym jedynie, aby właściciele sklepów mieli większą świadomość, że skoro dostają od nas tego rodzaju narzędzia, to warto z nich korzystać i kształcić personel. Bardzo mi zależy, aby również pracownicy sklepów mogli się uczyć. Wiem, że często chcą, ale nie mogą, bo nie ma zezwolenia od właścicieli lub kierownictwa sklepu. W mojej opinii jest to największy błąd i największa krzywda jaką można zrobić własnym pracownikom, bo to że ich nie będzie kilka godzin w pracy, nijak się ma do tego, jaką korzyść ich wiedza ze szkolenia przynosi temu punktowi sprzedaży. Tylko wyedukowany personel jest w stanie sprzedawać kosmetyki właściwie i zatrzymać przy sklepie klienta wdzięcznego za poradę i polecenie właściwego produktu.

Kiedyś byłaś uczennicą mistrza, dziś jesteś mistrzem dla innych. Kierujesz zespołem trenerów marek beauty – makijażowych oraz zapachowych semiselektywnych i prestiżowych z portfolio Coty. Trenerzy z kolei kształcą makijażystów i konsultantów. Co starasz się przekazać ludziom ze swojego zespołu? Kim musi być wizażysta? Sprawnym rzemieślnikiem, artystą, a może terapeutą, który leczy duszę, choć dba o ciało?

Makijażysta jest terapeutą, powiernikiem, kimś, kto staje się bardzo szybko bliskim temu drugiemu człowiekowi. Na chwilę, później to uczucie znika, ale w danym momencie jest to relacja wręcz intymna, więc można sobie wyobrazić, ile potrzeba delikatności i… dobroci mieć w sobie, żeby kilkadziesiąt osób dziennie obdarować samymi pozytywnymi wibracjami. To jeden filar, a drugi – to profesjonalizm, umiejętności stricte związane z zawodem, czyli wykonywanie odpowiednich makijaży, dzięki znajomości technik, produktów, orientacji w kolorystyce.

Połączenie tego wszystkiego co wymieniłam daje potężną siłę, która w finale prowadzi również do sprzedaży produktu. Właściwego produktu. Tu nie chodzi o „wciskanie” czegokolwiek, tylko o to, by kupujący wyszedł ze sklepu z absolutnym przekonaniem, że jest to ten właściwy kosmetyk i cieszył się nim przez długie tygodnie, a potem wrócił po kolejny produkt i kolejną poradę. To się wydaje proste, ale jest piekielnie trudne. Do tego trzeba mieć bowiem odpowiednie uwarunkowania, pewien rys psychologiczny, skłonność do bycia otwartym wobec ludzi, do lubienia ich. Ktoś kto nie lubi ludzi nie powinien wykonywać tego zawodu, bo wcześniej czy później to wyjdzie, namnożą się problemy, będzie zmęczony i niezadowolony ze swojej pracy. Staram się rekrutować do swojego zespołu osoby, które mają odpowiednie predyspozycje. Nawet jeśli są niedoświadczone, brakuje im technicznych umiejętności, ale płynie z nich pozytywna energia, daję im szansę.

Warsztatu można się nauczyć, ale dobroć trzeba mieć w sobie...

Dokładnie tak. Nie jest łatwo oddać się w ręce drugiej, nieznajomej przecież osoby, zaufać jej. Bardzo często bliscy ludzie nie widzą nas w takim stanie au naturel, jak makijażysta. Proszę sobie to tylko wyobrazić! To jest uczucie i sytuacja porównywalna do wizyty u lekarza.

Pomyślałam o barierach związanych z dotykaniem drugiej osoby.

Słusznie. Są różni ludzie, nie zawsze z idealną cerą. Wygląd nie może ich dyskwalifikować, nie można odmówić im porady, nie wolno wytyczać żadnych granic. Pamiętam ze swojego doświadczenia sprzed wielu lat, jak przyszła do mnie pani bardzo mocno okaleczona po wypadku. Miała trwale zdeformowaną twarz, blizny po poparzeniach, trudne z punktu widzenia makijażysty do zakamuflowania. Kontakt z tą osobą to był moment mistyczny.

Myślałam: „Ona do mnie przyszła, naraziła się na moją reakcję i ludzi, którzy ją obserwują w sklepie. Przeszła samą siebie! Jaką musi mieć w sobie wielką odwagę, że udało jej się ten krok uczynić”. Była przepiękną od wewnątrz osobą, pogodzoną z pewnymi sytuacjami, które się w jej życiu wydarzyły, ale chcącą poczuć się jak inne kobiety. Chciała pomalować rzęsy, usta… Zaprzyjaźniłyśmy się i przychodziła na każdy pokaz. Chciałam ją spotykać za każdym razem. Ona dawała więcej mnie, niż ja jej. Takie momenty, emocje, pozostają w pamięci do końca życia. Są najpiękniejsze. Czy można chcieć coś więcej od zawodu, że wprowadza cię w taki stan?...

Czy masz swoją definicję piękna?

Nie. Nie ma definicji piękna. Wszyscy są piękni na swój sposób.

Zapytam inaczej. Co Cię w ludziach zachwyca?

Autentyczność, oryginalność, nietuzinkowość. Zachwyca mnie piękno, które nie podlega szablonom, nie jest nazwane, zmierzone, określone, tylko charakteryzuje się czymś wyjątkowym. To jest czasami taki drobiazg, mimika, zmrużenie powiek, rozszerzenie nozdrzy w specyficzny sposób. Fascynuje mnie właśnie ta indywidualność i odrębność. Uwielbiam to co jest inne, nieszablonowe, może nawet niepokojące. Każdy z nas ma w sobie coś takiego, co sprawia, że jest tym, kim jest. I to jest właśnie wspaniałe. Po prostu – jak pięknie być sobą! (śmiech)

Jak pięknie być sobą?

Ja pielęgnuję dziecko, które mam w sobie. Ufność, otwartość do świata i drugiego człowieka, jaką posiadają dzieci, jest najcenniejszym darem. Zapominamy o tym. W drodze dorastania, dojrzewania i zbierania doświadczeń ubieramy się w niepewność, ograniczenia, nieufność. Coraz bardziej się boimy, mniej chcemy, odgradzamy się. To nas gubi, sprowadza na manowce.

Ja...jak kocham to na zabój, tak samo jest z przyjaźniami, z pracą. Czerpię z życia, ile się da, nawet jak mnie kopie po kostkach. Zostawiam w sobie najlepsze wspomnienia, chwile, jestem o nie bogatsza. Myślę, że gdybyśmy mieli w sobie więcej dziecięcej spontaniczności, bylibyśmy dla siebie lepsi. Nie zamykajmy się tak szczelnie w tej dorosłości. Absolutna i stuprocentowa dorosłość to najgorszy stan, jaki człowiek może sam na siebie sprowadzić. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
12.06.2024 08:24
Daniel Przemęcki, Avon: Sercem naszej firmy jest społeczność kobiet, które łączy pasja do kosmetyków
Daniel Przemęcki, dyrektor marketingu Avon Polskafot. materiały prasowe Avon
Avon otworzył już ponad 60 sklepów w Turcji, a w Wielkiej Brytanii wprowadził swoje kosmetyki do sieci drogeryjnej Superdrug. Czy sklepy Avon powstaną także w Polsce? Jak zmienia się model działania firmy pod wpływem rozwoju e-commerce i czy konsultantki mają nadal być sercem jej działalności – o tym rozmawiamy z Danielem Przemęckim, dyrektorem marketingu Avon Polska.

Avon, budując lata temu sieć konsultantek, spełniał ważną społeczną misję – wiele kobiet, włączając się w ten biznes, uczyło się przedsiębiorczości, zakładało swoje pierwsze firmy, odważało się wyjść z domu, mogły zarabiać swoje pierwsze pieniądze. Świat bardzo się zmienił w ciągu tych 30 lat. Czy nadal można mówić o takiej misji? Czy ciągle macie poczucie, że mobilizujecie kobiety do aktywności i dajecie im wsparcie?

W Avon wierzymy w to, że lepszy świat dla kobiet to lepszy świat dla wszystkich. Firmie to motto przyświecało od zawsze, od jej założenia, i pozostaje aktualne do dzisiaj. Aktywnie wspieramy kobiety, pomagamy im zdobywać niezależność finansową, rozwijać nowe umiejętności i wykorzystywać ich potencjał. Ja jestem ojcem dwóch córek i to, że misja firmy jest właśnie taka, było dla mnie ważnym powodem dołączenia do Avon. Jako marketingowiec, chcę budować swoją pracą marki, które mają wyższy cel, a wsparcie kobiet jest bardzo bliskie mojemu sercu. 

To osobiste odniesienie jest piękne i budujące... Jak to wsparcie Avonu dla kobiet wygląda w praktyce?

Podejmujemy szereg działań, żeby tę misję realizować. Zacznę od informacji wewnętrznej – u nas w biurze obecna różnica w wynagrodzeniach pomiędzy mężczyznami a kobietami wynosi mniej niż 1 proc. i dalej dążymy do tego, żeby ją zmniejszać. Nasz zarząd cechuje parytet płci, co uważamy za jedną z kluczowych wartości, które stoją za firmą. Zarządem w Polsce po raz kolejny kieruje kobieta. To wszystko udowadnia, jak ważne są kobiety w naszej organizacji. Ma to oczywiście też związek z charakterem naszej działalności, bo Avon jest firmą kosmetyczną, ale przede wszystkim jest marką, która wspiera kobiety w tym, żeby odkrywały i podkreślały swoje piękno oraz siłę, którą w sobie mają. 

Mówiąc o wsparciu kobiet nie mogę pominąć naszych działań wspierających ich zdrowie i bezpieczeństwo. Bardzo aktywnie działamy na rzecz profilaktyki raka piersi i walki z przemocą. Nasze kampanie społeczne „Avon Kontra Rak Piersi” i „Avon Kontra Przemoc” są jednymi z najbardziej znanych w Polsce. Przekazaliśmy na nie już miliony złotych, a na świecie – miliony dolarów. Te fundusze pozwoliły nam dofinansować w Polsce ponad 70 tys. badań USG piersi w ramach akcji Gabinety z Różową Wstążką, dzięki czemu ułatwiliśmy dostęp do badań profilaktycznych kobietom, które nie mogły sobie na nie pozwolić. W 2022 r. wprowadziliśmy lekcje samobadania piersi do szkół podstawowych – to milowy krok w poszerzaniu wiedzy o profilaktyce. Stworzyliśmy też pierwszą i jedyną w Polsce aplikację przeciwprzemocową Avon Alert, z której skorzystało już 55 tys. Polek.

Wracając do wsparcia biznesowego, szczególnie dumni jesteśmy ze społeczności zbudowanej wokół Klubu Avon, czyli naszych konsultantek. Jej najbardziej wyjątkowym aspektem  jest to, że kobiety mają możliwość prowadzenia swojego własnego biznesu, co daje im szansę na osiągnięcie niezależności finansowej i realizowanie swoich marzeń. 

Wydaje nam się, że dzisiaj możliwość zarobkowania i samodzielnego dysponowania zarobionymi pieniędzmi to standard. Tymczasem to wcale nie jest takie oczywiste. W naszym ostatnim badaniu niemal 30 proc. Polek przyznało, że to, jak wydają pieniądze, jest zależne od ich partnerów, a 41 proc. polega na poradach innych w kwestiach finansowych. My wierzymy, że mamy moc, żeby te wskaźniki znacząco zmniejszyć i stale wspieramy kobiety, w tym, by wchodziły w rolę przedsiębiorczyń i rozwijały własny potencjał.

Jakie są to konkretnie działania? Konsultantki otrzymują szkolenia z zarządzania własną firmą, prawne, z zakresu finansów, wzmacniające ich kompetencje?

To szereg warsztatów i dedykowanych spotkań, które pomagają kobietom rozwijać umiejętności potrzebne do bycia profesjonalną konsultantką, przedsiębiorczynią i poszerzające ich wiedzę o kategorii kosmetycznej. Budujemy ich ekspertyzę wokół ich pasji, zamiłowania do kosmetyków i makijażu. Robimy to poprzez szkolenia poświęcone kategoriom i produktom, spotkania z ambasadorkami i ambasadorami marki, dostarczanie wiedzy o nowych trendach. Wspieramy rozwój konsultantek poprzez szkolenia z technik nawiązywania relacji, zdobywania klientów, budowania kanałów komunikacji i sprzedaży w mediach społecznościowych oraz prowadzenia biznesu w ogóle. A zaczynamy od całego cyklu szkoleń dotyczących pracy z Avon – z naszym katalogiem, korzystania z programów i narzędzi, które dostarczamy. Jeżeli w przyszłości ktoś chce się rozwijać w kierunku bycia menedżerką czy liderką i samodzielnie zarządzać zespołem w sprzedaży, również ma taką możliwość i otrzymuje do tego wspierające narzędzia.

Z iloma konsultantkami w Polsce pracuje obecnie Avon i czy ten model współpracy jest taki sam jak lata temu, czy zmienia się? Szczególnie mam na myśli e-commmerce. Jak rosnący udział internetu w sprzedaży kosmetyków wpłynął na biznes firmy?

Naszą społeczność tworzy prawie 150 tys. konsultantek w różnym wieku, z różnych środowisk i regionów. Co druga kobieta w Polsce była lub jest związana z Avon, czyli miała jakąś styczność z naszą marką. W 2023 r. przeszkoliliśmy ponad 80 tys. konsultantek oraz liderek. Te liczby pokazują, że sercem firmy dalej jest społeczność kobiet, które łączy pasja do kosmetyków. Są to zarówno fanki beauty, które kupują kosmetyki dla siebie i swoich znajomych, jak i przedsiębiorczynie  prowadzące swoje własne firmy, mając pełną decyzyjność w zakresie tego, w jakim modelu chcą się rozwijać i pozyskiwać klientów. 

Widzimy oczywiście, że internet jest kanałem, do którego przenosi się komunikacja i budowanie relacji. W związku z tym przygotowaliśmy szkolenia, jak w nim działać – jak budować swoje profile w social mediach, w jaki sposób pozyskiwać klientów w internecie, a także w jaki sposób budować swój zespół, jeśli ktoś już jest na poziomie lidera. 

Pandemia zmieniła sposób dystrybucji naszych produktów – można je kupować nie tylko bezpośrednio, ale także na avon.pl. Przede wszystkim zachęcamy konsultantki, by na naszej platformie otwierały swoje sklepy, do których mogą bezpośrednio kierować klientów. Dzięki temu mogą sprzedawać, wykorzystując całą wygodę e-commerce’u, który mocno się rozwinął i stanowi obecnie około 15 proc. rynku kosmetycznego. 

Podsumowując – sercem naszego biznesu jest sprzedaż bezpośrednia przez konsultantki i nadal tak będzie, bez nich nie bylibyśmy w stanie realizować swojej misji. Natomiast to, w jaki sposób wspieramy je, żeby swobodnie poruszały się w zmieniającym się świecie, ulega ciągłej ewolucji. 

Czy sprzedaż bezpośrednia nadal ma sens ekonomiczny zważywszy na tak powszechny dostęp do kosmetyków, potężną konkurencję wielu doświadczonych i nowych marek kosmetycznych oraz konkurencję ze strony internetu – nawet Avon już w ten sposób sprzedaje.

W sytuacji przesycenia rynku, całych regałów w drogeriach wypełnionych kosmetykami, wybranie tego właściwego jest bardzo trudne. Uważam więc, że ciągle istnieje duże, a może nawet coraz większe, zapotrzebowanie na sprzedaż opartą na rzetelnych informacjach i fachowym doradztwie. Pomimo, że otoczenie się zmienia, kanały internetowe bardzo się rozwinęły, to widzimy że konsultantki są w centrum naszego systemu sprzedaży i to pomaga nam nadal przyciągać nowych klientów oraz utrzymać lojalność już kupujących. To one, mając profesjonalną wiedzę o kosmetykach i możliwości indywidualnego podejścia do klienta, budują swoją sieć kontaktów i w ten sposób wiążą z marką kolejne pokolenia klientów. Młode osoby docierają do nowych, młodych konsumentów.

Rozwój sprzedaży online jest naturalnym następstwem rozwoju technologii, zmieniającego się świata i z tej drogi raczej już nie zawrócimy, a na pewno nie w najbliższym czasie. Trzeba więc te narzędzia oswajać i wykorzystywać z korzyścią dla siebie. Inspiracją dla nas są rzetelne influencerki, które nie tylko udzielają porad na swoich kanałach, ale też rekomendują produkty, co przekłada się później na decyzje zakupowe ich fanów. Podobnie nasze konsultantki cieszą się zaufaniem klientów, którzy doceniają ich profesjonalizm, pomoc w wyborze produktów oraz to, że zawsze są przez nie poinformowani o promocjach i najbardziej atrakcyjnych ofertach.

W moim przekonaniu, Avon jest prekursorem takiego autentycznego networkingu, który łączył różne środowiska na długo przed powstaniem internetu. Teraz rozwój technologii sprawił, że sposób nawiązywania relacji zmienił się, ewoluował. Jest hybrydowy. Może rzadziej spotykamy się bezpośrednio, ale pandemia pokazała, jak bardzo osobistych kontaktów nam brakowało i chętniej do nich wracamy.

Jeśli chodzi o sens ekonomiczny – fakt, możliwości tego, co dzisiaj można w Polsce robić drastycznie się zmieniły, pojawiły się atrakcyjne programy socjalne. Bycie konsultantką w dalszym ciągu daje jednak możliwości zarabiania. Stawiamy przede wszystkim na to, że jest to zarabianie przy okazji, na tym co jest pasją – w tym przypadku są to kosmetyki. Wysiłek, który trzeba włożyć w to, żeby być konsultantką nie jest duży. Każda kobieta ma w swoim otoczeniu znajome, a krąg osób, do których można dotrzeć dzięki social mediom bardzo się powiększa. W związku z tym pieniądze, które można z Avon zarobić, mając przy tym dostęp do nowości, testowania kosmetyków, w dalszym ciągu są atrakcyjne dla wielu kobiet w Polsce. 

Kto najczęściej jest konsultantką? Młode dziewczyny? Mamy, które chcą sobie dorobić opiekując się dziećmi? Czy raczej dojrzałe kobiety?  

Wiele konsultantek jest z nami od lat. Ich dzieci wyszły już z domu, więc mają więcej czasu i chętnie angażują się w nasze aktywności – ta grupa przeważa. Natomiast największy potencjał do pozyskiwania nowych konsultantek widzimy wśród osób młodych, które na przykład jeszcze studiują, mają dużą sieć kontaktów i dla nich jest to świetna okazja do tego, żeby zarabiać na swojej pasji i dzieleniu się wiedzą o kosmetykach. Jest to też waluta społeczna –  kiedy znamy się na czymś, co innych interesuje, jesteśmy traktowani jako fachowa i profesjonalna osoba. 

Również ścieżka liderska, menedżerska, którą Avon pomaga budować, może być atrakcyjna dla młodych kobiet, wchodzących w zawodowe życie. Najpierw jest to bowiem realizowanie pasji, a docelowo stawanie się pewnymi siebie profesjonalistkami. Start do kariery w różnych obszarach, bo trzeba pamiętać, że dziś ścieżki zawodowe ulegają częstszym zmianom niż to miało miejsce w przeszłości. To, że dziś wiążemy się z jedną branżą czy firmą nie oznacza, że zostaniemy w niej na lata. 

Czy sprzedaż, którą realizują konsultantki, jest większa w małych miastach i na wsiach? W takich miejscach dostęp do kosmetyków w stacjonarnych sklepach jest zdecydowanie mniejszy niż w dużych aglomeracjach. Wydaje się, że przez to jest łatwiej o budowanie własnej sieci sprzedaży.

Bez wątpienia sprzedaż w małych miastach i na wsiach jest istotnym segmentem naszego biznesu, bo – tak jak pani zauważyła – w tych społecznościach nasze konsultantki mają możliwość nawiązywania bliskich relacji z klientami, a to jest kluczowy element budowania lojalności i skutecznego rozwijania sprzedaży. Małe miasta i wsie to nie tylko miejsca, gdzie realizujemy sprzedaż, ale też obszary, gdzie społeczności oparte na zaufaniu i osobistych interakcjach mogą się rozwijać. Widzimy w nich ogromny potencjał ze względu na ich specyfikę, bo faktycznie jest tam mniejszy dostęp do oferty kosmetycznej, a mieszkańcy preferują bardziej osobiste podejście do zakupów.

Ja też lata temu przeprowadziłem się do mniejszej miejscowości i mam to poczucie, że idąc do sklepu znam, przynajmniej z widzenia, osobę, od której kupuję warzywa czy pieczywo w piekarni. W mniejszej miejscowości ma się poczucie, że osobiste relacje są istotniejsze. Przez to też, takie osoby bardziej ufają rekomendacjom swoich znajomych i sąsiadów, a dodatkowo czują, że wspierają tę osobę w jej małym biznesie.

Czy konsultantka sama decyduje komu i w jakim systemie sprzedaje kupione w Avon produkty? Może sprzedać je do drogerii, lokalnej hurtowni, albo np. sama założyć swój sklep z Waszymi produktami? 

Tak, współpracujące z nami konsultantki same zarządzają swoją działalnością. Mają pełną kontrolę nad tym, w jakim modelu będą rozwijać swoje firmy i w jaki sposób pozyskiwać klientów, bo na koniec dnia przecież ważne jest to, żeby być tam, gdzie są klienci. W związku z tym mogą korzystać z różnych kanałów sprzedaży, w tym z internetu. Mogą też otwierać swoje sklepy internetowe, w czym je wspieramy. 

Niektóre z nich prowadzą swoje sklepy detaliczne, drogerie, salony kosmetyczne, fryzjerskie, a nawet hurtownie. Wiele kobiet to już prężne przedsiębiorczynie i współpraca z Avon jest uzupełnieniem ich działalności. Jednak model typowej sprzedaży bezpośredniej przeważa, ponieważ on daje swobodę w tym, na ile można w sprzedaż się zaangażować, ile czasu na nią poświęcić, pozwala dopasować działalność do rytmu np. życia rodzinnego lub studiów. 

Pod koniec ubiegłego roku dyrektor generalna firmy zapowiedziała otwieranie sklepów stacjonarnych Avon. To było zaskakujące, bo w np. w Polsce firma zamknęła swój jedyny sklep i wyglądało na to, że jednak skupia się na sprzedaży bezpośredniej. 

Bardzo nam zależy na tym, aby mieć bliski kontakt z klientami, dlatego cały czas przyglądamy się trendom i zmianom zachowań konsumentów, a te w szczególności nastąpiły po pandemii. Później wzmocniła je wojna w Ukrainie i wysoka inflacja. Te wszystkie wydarzenia, w mojej ocenie, spowodowały, że zmiany konsumenckie stały się szybsze i przybrały na sile – są gwałtowne i od razu widoczne. 

Zaobserwowaliśmy także, że w związku z dużą konkurencją na rynku, o której rozmawialiśmy, rośnie zapotrzebowanie na osobiste poznawanie i testowanie produktów. Tymczasem to, że Avon działa w modelu sprzedaży bezpośredniej i naszych produktów nie można zobaczyć i dotknąć na półkach sklepowych, powoduje, że wielu konsumentów albo nie rozważa ich zakupu, albo nie ma poczucia, że są to produkty, które mają taką jakość, że warto poszukać konsultantki i je zamówić. Natomiast wśród osób, które naszych produktów próbowały, percepcja jakości diametralnie się zmienia i stają się regularnymi ich użytkownikami. Stało się więc dla nas istotne, aby nasze produkty fizycznie znalazły się w zasięgu jak największej liczby osób, aby można je było obejrzeć, dotknąć, powąchać. Stąd decyzja firmy o tym, aby zwiększyć dostęp do naszych produktów i projekty, które już dzieją się na świecie. 

Gdzie działają już sklepy Avonu i w jakim modelu?

W Turcji Avon otworzył już ponad 60 sklepów, żeby dać szerszy dostęp do produktów. Są to sklepy prowadzone w formie franczyzy przez osoby, które chcą z nami rozwijać markę. Natomiast w Wielkiej Brytanii wprowadziliśmy nasze produkty do wybranych drogerii Superdrug. Klienci mają możliwość kupienia w nich tylko wybranych kosmetyków z naszego asortymentu. Liczymy, że dostępność w znanej drogerii i przekonanie się o dobrej jakości, sprawi, że zainteresowanie marką wzrośnie. Tym samym, przełoży się też na zakupy u konsultantek, ponieważ nadal to one będą miały do dyspozycji pełną ofertę produktów oraz dostęp do wszystkich promocji. Będą też służyły bezpośrednią radą i ekspertyzą. Testujemy także otwieranie własnych salonów na różnych rynkach, ale pilotażowo działają tylko trzy takie punkty. 

Czy i kiedy możemy się spodziewać sklepów Avon w Polsce?

Analizujemy potencjał otwarcia sklepów, wyciągamy wnioski z różnych modeli, jak one się sprawdzają. Nie mogę w tym momencie ujawnić żadnych konkretnych planów ani dat. Mogę natomiast powiedzieć, że model sprzedaży bezpośredniej pozostaje kluczowym elementem naszej strategii. 

Gdybym więc chciała dziś otworzyć taki sklep w Polsce to nie mogę?

Możemy porozmawiać (śmiech). A na poważnie: sklep Avon można otworzyć i takie punkty czy wyspy handlowe prowadzą niektóre konsultantki. Natomiast nie jest to ustandaryzowany model, do którego chcielibyśmy dążyć, tylko oddolna inicjatywa danej osoby. 

Model w Turcji, o którym wspomniałem, choć franczyzowy, jest już ustrukturyzowany – określone jest jak powinien być zaaranżowany sklep, jak powinny wyglądać meble, zatowarowanie. Osoby go prowadzące dostają od firmy pełne wsparcie marketingowe i promocyjne, żeby móc rozwijać biznes. Natomiast w przypadku oddolnych inicjatyw, jakie obecnie powstają w Polsce, nie możemy zapewnić jednego standardu, sklep wygląda tak, jak prowadzi go konsultantka. 

Jak wspomniałem, nie mogę jeszcze powiedzieć, jaki model w Polsce wybierzemy, ale na pewno chcemy pojawić się stacjonarnie, w większej liczbie miejsc, aby klienci mogli poznać, przetestować nasze produkty i przekonać się do ich jakości, a zarazem przez to wspierać konsultantki w ich działaniach.

To bardzo ciekawe, myślę, że propozycja otwierania sklepów byłaby atrakcyjna dla przedsiębiorczych konsultantek, które współpracują z marką, świetnie ją znają. Zarazem jednak trzeba pamiętać, że w Polsce, w segmencie drogerii, twarda franczyza nie zaistniała, sieci działają nadal w modelu miękkiej franczyzy lub grup zakupowych. To co miało być twardą franczyzą przeszło w ajencję, a potem i tak skończyło się na sklepach własnych danej sieci. Model franczyzowy może być więc trudny do zrealizowania. Chyba, że od razu zaproponujecie konsultantkom twardą franczyzę lub ajencję na własnych warunkach. 

Dlatego tak wnikliwie obecnie analizujemy wszystkie możliwości i modele. Na podstawie testów i wniosków z nich wybierzemy te rozwiązania, które będą najlepiej dostosowane do polskiego rynku. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
05.05.2024 11:00
Cleo: Będę głośno mówić o problemie przemocy. Potrzebujemy edukacji w tym zakresie od najmłodszych lat
Cleo jest ambasadorką marki Avon, ale swoją popularność chce wykorzystać nie tylko do promowania jej produktów, ale także do wspierania kampanii Avon kontra przemocfot. materiały prasowe
Cleo została ambasadorką marki Avon. Zanim przyjęła tę propozycję, postawiła warunek, by ta współpraca miała głębszy sens. I tak się stało. Cleo włącza się w kampanię Avon przeciw przemocy. Nam opowiedziała, jak chce działać w tym zakresie. Nie zabrakło jednak też pytań o jej ulubione kosmetyki.

Ponad 400 kobiet rocznie umiera w Polsce w wyniku przemocy – jedne giną z rąk swoich oprawców, inne popełniają samobójstwo – to przerażające dane. Z pewnością potrzebujemy systemowych zmian. Jaką lekcję mamy do odrobienia?

Dane są zatrważające i przyznam szczerze, że wciąż jest to temat, o którym nie mówi się wystarczająco często i wystarczająco głośno. Dołączyłam do kampanii Avon po to, aby ten problem nagłaśniać i sprzeciwiać się przemocy. Nie mieści mi się w głowie, jak to możliwe, że w czasach zaawansowanych technologii, niesamowitego rozwoju na wielu poziomach – intelektualnym, ale też naszego dążenia do tego, abyśmy my ludzie stawali się coraz lepsi – kobiety cały czas są ofiarami przemocy.

Co powinno zmienić się w pierwszej kolejności? Bo problem powraca zazwyczaj wtedy, gdy wydarza się coś wstrząsającego i zaczynają o tym pisać media, ale on nie jest stałym tematem w debacie publicznej.

Przede wszystkim o tym trzeba mówić głośno i znacznie częściej. Myślę, że większość kobiet nawet nie zna miejsc, do których mogłyby się zgłosić po pomoc. Wiele z nich ukrywa swoje problemy, bo mają poczucie, że tej pomocy nie otrzymają. Edukacja ma tu ogromne znaczenie. Także dla tych, którzy są świadkami przemocy. Mogą pojawić się na naszej drodze osoby, którym trzeba będzie pomóc. Musimy wówczas wiedzieć co zrobić i jak dawać kobietom będącym w takiej sytuacji oparcie.

Przemoc może być fizyczna, ale też psychiczna, ekonomiczna. Wydzielanie pieniędzy, nagminne krytykowanie, chorobliwa zazdrość. W badaniach przeprowadzonych przez Avon co piąta Polka w wieku 18-32 lat twierdzi, że ich partner miał kontrolę nad jej wyglądem. 54 proc. respondentek było świadkami tego, jak mężczyźni wpływali na make-up ich koleżanek czy mam. „Mówiłem Ci, nie lubię, kiedy się malujesz”, „Czerwona szminka? Za kogo Ty się uważasz?”, „Dlaczego perfumujesz się do pracy? Na kim chcesz zrobić wrażenie?”

Jestem przerażona faktem, że podczas przesłuchań ofiarom przemocy zadaje się pytania typu: „A jak była pani ubrana?”. Byłam ubrana tak jak chciałam. Moje ciało jest moją świątynią i nawet gdybym chodziła w bieliźnie czy w kostiumie kąpielowym w centrum miasta, to nie oznacza to dawania pozwolenia na zrobienie mi krzywdy. Musimy więc cały czas budować tę świadomość, że to nie na ofierze przemocy ciąży odpowiedzialność. To nie osoba skrzywdzona powinna się tłumaczyć. I po prostu nie może być przyzwolenia na przemoc na żadnym poziomie, czy to przemoc fizyczną, czy psychiczną.

Czytaj także: Avon: Co szósta kobieta używała kosmetyków, by tuszować ślady przemocy domowej

Jak bardzo kobiety w show biznesie są narażone na przemoc?

Show biznes trochę przypomina taką piękną bajkę. Osoby w nim działające oceniane są na podstawie tego, co pokazują na zewnątrz. A za zamkniętymi drzwiami mogą dziać się różne rzeczy i myślę, że jeszcze trudniej o tym mówić, gdy prowadzi się życie, w którym wszystko powinno być perfekcyjne na potrzeby opinii publicznej.

Jak reagujesz na przemoc, kiedy jesteś jej świadkiem, albo widzisz, że ktoś jej doświadcza, ale o tym nie mówi?

Staram się zawsze mieć otwarte oczy i być czujna, jeśli mogę komuś pomóc. Od zawsze miałam też wbudowany taki wewnętrzny radar. Kiedy zdarzało mi się wychodzić z koleżankami do klubu, nigdy nie piłam alkoholu. Wiemy, jak bywa w takich miejscach, wystarczy wspomnieć o pigułkach gwałtu, które są dorzucane do drinków. Nie narażałam się więc na takie ryzyko i pilnowałam też innych. Mogę się bawić bez alkoholu, wolę mieć wszystko pod kontrolą.

Jak widzisz swoją rolę jako ambasadorki marki Avon? Jak realnie włączysz się w kampanię przeciw przemocy?

Ponieważ mam dość rozbudowane media społecznościowe i miliony obserwatorów, będę głośno mówić o problemie przemocy oraz naprowadzać osoby potrzebujące pomocy na miejsca i organizacje, w których mogą ją otrzymać. Mam też kontakt z młodymi osobami, nastolatkami – chciałabym do nich dotrzeć ze swoim przekazem. Uważam, że powinniśmy o tym edukować także w szkołach. Obok edukacji seksualnej, warto również wprowadzić tematy związane z przeciwdziałaniem przemocy i promowaniem empatycznego zachowania wobec drugiego człowieka, bo nie tylko kobiety są narażone na akty przemocy, ten problem dotyka również mężczyzn. Działałam jednak nie tylko w mediach społecznościowych, ale również poprzez moją twórczość. Napisałam kilka piosenek, które odwołują się do przemocy. A że pochodzę ze świata artystycznego i w ten sposób mogę wyrazić się poprzez muzykę, to tak staram się trafiać do moich słuchaczy.

Makijaż to dla Ciebie sceniczna maska, czy po prostu sposób na lekkie podkręcenie urody?

Makijaż dla mnie jest czymś o wiele więcej. To dla mnie wielka pasja, którą zgłębiam od liceum. To również czas dla mnie, gdzie mogę przede wszystkim zadbać o swoją cerę. Makijaż nie powinien być maską, a raczej podkreśleniem charakterystycznych cech naszej urody. Na scenie pozwala mi wyrażać siebie, dając nieskończone możliwości podkreślenia mojej scenicznej postaci.

Jak dbasz o swoją skórę na co dzień? 

O skórę dbam od zewnątrz i od wewnątrz. Zdrowe odżywianie oraz odpowiednie nawodnienie jest nieodłącznym rytuałem pielęgnacyjnym. Na co dzień staram się dbać o odpowiednie nawilżenie. Wieczorem dwuetapowe oczyszczanie skóry - olejek do demakijażu, następnie pianka oczyszczająca albo żel. Używam również toników kwasowych do złuszczania naskórka. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez serum z witaminą C oraz serum z niacynamidem. Moja skóra ma tendencje do przebarwień więc nigdzie się nie ruszam bez kremów z filtrem UV 50, które dobrze sprawdzają się pod makijażem. 

Jesteś fanką kosmetyków i Twoja kosmetyczka się nie dopina a kosmetyki wysypują z półek w łazience, czy raczej jesteś minimalistką, masz swoje ulubione kosmetyki i do nich wracasz?

Uwielbiam testować kosmetyki, więc moja kosmetyczka zawsze pęka w szwach. Mam kilka sprawdzonych produktów nie tylko wysokopółkowych, do których lubię wracać. Teraz jako ambasadorka Avon, poznaję nowości i bestsellery marki i jestem zachwycona ich jakością. Eksperymenty z makijażem sprawiają mi dużo przyjemności, więc te wszystkie kosmetyki traktuję trochę jak zestaw małego chemika, albo czarownicy która potrafi stworzyć make-up różnymi sposobami i technikami;) 

Bez jakich kosmetyków nie możesz się obejść, czy jest jakiś produkt bez którego nie ruszasz się z domu? 

Nie rozstaję się z puderniczką z lusterkiem. I koniecznie jakiś błyszczyk czy szminka nawilżająca. Ostatnio moją ulubioną jest nowa Hydramatic Shine od Avon z kwasem hialuronowym. Na co dzień noszę odcień Bronze, a gdy chcę podkreślić usta nieco mocniej – wybieram Coral.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
16. czerwiec 2024 10:54