StoryEditor
Wywiady
27.02.2012 01:43

Monika Wątorek, Coty Polska: Pięknie być sobą, po prostu

Monika Wątorek, szefowa teamu trenerów marek makijażowych i zapachowych Coty Polska / fot. GM Studio
Monika Wątorek, szefowa teamu trenerów marek makijażowych i zapachowych Coty Polska. Jedna z pierwszych wizażystek w Polsce. Uczennica Sergiusza Osmańskiego z prekursorskiego zespołu, który wprowadzał na polski rynek markę Margaret Astor. Zabiera nas w osobistą podróż w przeszłość. Opowiada o swojej pasji, o zawodzie makijażysty i o tym, dlaczego czasem więcej dostaje on od ludzi, niż może im dać.

Jesteś jedną z pierwszych osób, które w Polsce profesjonalnie zajmowały się wizażem. Pod skrzydłami Sergiusza Osmańskiego, dziś dyrektora artystycznego Sephory, tworzyliście zespół makijażystów Margaret Astor. Pierwszy tego typu w Polsce. Wówczas nikt nie znał pojęcia wizażysta...

Pamiętam te czasy doskonale. Był to jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu. Rodziło się wówczas coś zupełnie nowego, co było inspiracją dla innych i w czym mogłam czynnie brać udział. Przepiękne, naturalne, autentyczne, wypełnione masą pozytywnej energii! To było przeznaczenie, że znalazłam się w tym miejscu i w tym czasie, dziś jestem przekonana – tak się musiało stać.

Czy Sergiusz Osmański był Twoim mistrzem, ukształtował Cię zawodowo?

Oczywiście. Sergiusz mówił, że jestem samorodnym talentem. On dostrzegł we mnie to „coś” i dał mi szansę. Spotkałam się z nim po raz pierwszy 15 lat temu, kiedy przyjechałam do Warszawy ubiegać się o pracę i wziąć udział w czymś w rodzaju konkursu na wizażystę marki Margaret Astor. Byłam wtedy bardzo przestraszoną i niepewną siebie osobą, aczkolwiek czułam, że to jest właśnie ta droga, którą powinnam pójść. Więc pojechałam, mimo że pracowałam w Bydgoszczy, w zupełnie innej branży, mimo że naraziłam się na różnego rodzaju przykrości przez swoją „ucieczkę” do Warszawy. Pojechałam z pełną premedytacją i przekonaniem, że musi mi się udać. I udało się!

O Sergiuszu wcześniej czytałam tylko artykuły, widziałam jego twarz w różnych pismach i wydawał mi się postacią nieosiągalną, kimś kto jest wyjątkowy, niesamowity i na pewno inny od wielu ludzi. Tymczasem okazał się bardzo sympatycznym, bardzo fajnym człowiekiem, pełnym ciepła i chęci pomocy. Zresztą nie tylko mnie on inspirował, nie tylko mnie wypromował. W owym czasie my wszystkie, chyba kilkadziesiąt w Polsce, byłyśmy takimi jego „dziećmi”, które on wykształcił i posłał w drogę, w świat.

Wiesz jak Sergiusz wspomina pierwsze spotkanie z Tobą?... Kreatywna, odważna, twórcza a nie odtwórcza, pełna energii charakterystycznej dla samouków.

No widzisz, nie kłamałam (śmiech).

Mówi, że tą energią, otwartością, chęcią tworzenia go urzekłaś i byłaś jego „czarnym koniem” – dołączyłaś jako ostatnia do grupy najzdolniejszych dziewczyn. Co cię zainspirowało do tego, by na to spotkanie do niego pojechać? Po prostu poczułaś, że chcesz od teraz zajmować się robieniem makijaży?

Tak. Byłam zafascynowana samym sposobem upiększania poprzez make-up przede wszystkim siebie i koleżanek z najbliższego otoczenia (śmiech). Okazało się, że mam talent, lekką rękę, wyobraźnię, że umiem ze sobą łączyć kolory, a przede wszystkim, że sprawia mi to twórczą radość. Fantastyczny dla mnie w tym zawodzie był – do czego czasem tęsknię, bo już nie jestem aktywną makijażystką – krótki czas oczekiwania na efekt pracy. To jest raptem pół godziny i widzisz radość w oczach osoby, która przegląda się w lusterku i mówi: „Boże… to ja?! Nieprawdopodobne. Jak pani to uczyniła? Czy ja mogę panią wynająć na zawsze?”. To były takie momenty, które dały mi bardzo dużo radości, ale również czegoś, czego młoda kobieta potrzebuje, szczególnie taka jak ja wówczas – naprawdę w siebie nie wierzyłam, wydawało mi się, że jestem prowincjonalną dziewczyną, która niewiele potrafi – pewności siebie. Dostałam tę pewność siebie od ludzi.

Sergiusz, który wprowadzał mnie w tajniki zawodu wizażysty pozwolił mi iść za moim głosem intuicji. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mam coś zrobić inaczej. To jest wielka sztuka – nie tworzyć kopii siebie, nie podstawiać innych ludzi do określonego wzoru. Warto dać im swobodę podjęcia własnych decyzji. Gdy pozwoli się ludziom iść zgodnie z własnym sumieniem, również w pracy zawodowej, na ogół się na nich nie zawodzi. Odwdzięczają się za to, że się w nich uwierzyło, że nikt nie chce ich zmienić na siłę.

Pamiętasz dziewczyny, z którym pracowałaś w tym pierwszym zespole wizażystów? Sergiusz podał mi parę nazwisk.

Słucham (śmiech).

Asia Waszkuć…

Do dziś mamy kontakt!

Ilona Spychalska…

Do dziś mamy kontakt!

Ela Wojtas…

Doskonale pamiętam.

Ula Iwanik…

Och, z tą dziewczyną doskonale się imprezowało! (śmiech)

Danka…

Śmigielska z Olsztyna. Pamiętam doskonale.

Wspominacie sobie razem tamte czasy?

Zawsze, gdy uda nam się spotkać. A ile jest śmiechu!

To musiała być rzeczywiście grupa pozytywnie zakręconych ludzi.

Byliśmy najlepsi.

Po prostu. Bez fałszywej skromności.

A co tam! (śmiech) Tworzyliśmy team, z którego wchodzące na rynek inne marki czerpały przykład. Byliśmy inspiracją, pierwowzorem, zespołem, który działał sprawnie i z olbrzymimi sukcesami! To były czasy potężnych zwyżek sprzedaży i promocji marki w taki sposób, że dawała poczucie luksusu, była rozpoznawana i kochana. Dzięki nam. Dzięki innym czynnikom też, ale zespół wizażystów, wtedy bardzo liczny, codziennie pracował aktywnie podczas pokazów na różnego rodzaju eventach, targach, w sklepach. Margaret Astor uczestniczyła we wszystkim, co miało wymiar medialny. Nasza praca przyczyniła się do potężnego sukcesu tej marki.

Podobno na targach kosmetycznych ustawiały się do Was ogromne kolejki, dochodziło do bójek pomiędzy mężczyznami, którzy pełnili rolę „kolejkowych” i wstawiali się za swoimi partnerkami.

Tak właśnie było (śmiech). W owych czasach wizażysta był gwiazdą i częścią kolorowego świata fleszy i VIP-ów, do którego przeciętny człowiek nie miał dostępu. Organizowaliśmy różne wydarzenia bądź w nich partycypowaliśmy i dla wszystkich, którzy w nich uczestniczyli byliśmy namiastką tego świata, przepustką do czegoś nieznanego, tajemniczego i pożądanego. Kiedy patrzyłam z perspektywy sceny, na której pracowaliśmy, widziałam kolejki ciągnące się po horyzont, a do tego miałam świadomość, że kobiety, które siadają przede mną na krzesełku przestały kilka godzin tylko po to, abym im pomalowała rzęsy i usta, żebym z nimi przez chwilę porozmawiała i wypisała „receptę” na najodpowiedniejsze kosmetyki. Ludzie się przepychali, kłócili, panowie fotografowali swoje partnerki i każdy użyty do makijażu kosmetyk. To było coś nieprawdopodobnego!

A te historie o paniach, które przychodziły, żeby im tylko coś poprawić w makijażu zrobionym przez Was dwa-trzy dni wcześniej?

Wtedy jeszcze świadomość na temat demakijażu i pielęgnacji twarzy była – delikatnie mówiąc – na średnim poziomie (śmiech). Faktycznie panie pojawiały się dzień lub dwa dni później prosząc, żeby im tylko poprawić makijaż, bo spały i troszkę się odgniotły, albo rozmazały. Pamiętam nawet kilka sławnych osób, które tak czyniły, ale nie będę przytaczać żadnych nazwisk (śmiech).

Zastanawiam się, czy dziś jesteśmy w stanie tak się czymś zachwycić, entuzjazmować jak te dziewczyny stojące w kolejce po makijaż i jak Wy – spełniający ich marzenia o wielkim świecie.

Jest inaczej, ale to nie znaczy gorzej. Jest inaczej, bo musiało się tak stać, bo wtedy gdy marka Margaret Astor wchodziła do Polski to były początki wolnego rynku, wolnych mediów, dostępności do rzeczy materialnych. Społeczeństwo było zgłodniałe wszelkich nowości. Kobiety były niedoświadczone w zakresie pielęgnacji urody. Po kilkunastu latach to się musiało zmienić. Nie wydarzył się żaden kataklizm, który mógłby zahamować ten naturalny rozwój.

Dziś Polki jako konsumentki są niezwykle świadome, wyedukowane, polemizujące, zadające trafne pytania. Mają ogromne pojęcie o kosmetykach i ich możliwościach. Trzeba być dziś świetnym specjalistą, by być dla nich autorytetem. Zadanie jest znacznie trudniejsze, niż my mieliśmy wówczas. Ale entuzjazm, o który pytasz na szczęście jest. Dzisiejsze kobiety tak samo chcą być piękne, chcą wiedzieć jak najwięcej na temat swej urody i sposobów makijażu, szczególnie gdy vis a vis mają właściwą osobę do zadawania pytań.

Wchodząc na polski rynek marka Margaret Astor pozycjonowana była wizerunkowo wyżej, niż na świecie.

W sklepach nie było nic. Kiedy Margaret Astor pojawiła się w pełnym asortymencie, za polskie złotówki, a nie dolary – wcześniej była dostępna tylko w Peweksie – a na dodatek wspierała ją rzesza wizażystów, była rzeczywiście postrzegana bardzo luksusowo. To było naturalne zjawisko, odruch rynku, który musiał się zapełnić, potrzebował marek. Ten proces trochę trwał i też oczywiste było, że po pewnym czasie to bardzo wysokie pozycjonowanie będzie się leciutko obniżało, z racji chociażby tego, że konkurencja miała równe prawo wejść na ten rynek i również postawić swoje kosmetyki obok Margaret Astor. To nie oznacza, że produkt pod marką Astor stracił na jakości, jest ona nawet lepsza – bo przecież cały czas trwa technologiczny postęp – tylko wybór jest większy. I zmieniliśmy się jako konsumenci.

Podobno, gdy te kilkanaście lat temu pojawialiście się w sklepach, by przeprowadzić pokazy makijażu, to strzelały korki od szampana.

No tak (śmiech). To były wydarzenia ogłaszane w lokalnych mediach, pojawiali się dziennikarze, lokalne telewizje, przedstawiciele rozgłośni radiowych. Postawały relacje, programy, wywiady, zdjęcia. „Spójrz na siebie okiem wizażysty”, „Poznaj swoje piękno prawdziwe” – takimi tytułami opatrywane były artykuły w prasie i nasze zdjęcia. A gdy pojawiał się Sergiusz następował prawdziwy szał. Wszędzie błyskały flesze. Sklepy były udekorowane balonikami, wykładano – i to nie jest żart – dywaniki przed wejście (śmiech). Właściciele sklepów przygotowywali się na przyjęcie ekipy wizażystów, ale przede wszystkim chodziło o to, żeby konsument miał pewność, że tego dnia, w tym miejscu, dzieje się coś absolutnie wyjątkowego.

Jak oceniasz z tamtej perspektywy dzisiejszą współpracę z właścicielami sklepów kosmetycznych?

Wciąż, po tylu latach, w sklepach jest popyt na tego rodzaju wydarzenia, choć organizuje je większość firm kosmetycznych. Przeprowadzamy je nieco inaczej, łączymy np. promocje zapachów z promocjami kosmetyków kolorowych, bo okazuje się, że jedno dopełnia drugie. Wciąż można tworzyć coś ciekawego dla konsumentów, co zarazem przynosi korzyści punktowi sprzedaży.

Organizowaliśmy i będziemy organizować szkolenia i pokazy. Chciałabym jedynie, aby właściciele sklepów mieli większą świadomość, że skoro dostają od nas tego rodzaju narzędzia, to warto z nich korzystać i kształcić personel. Bardzo mi zależy, aby również pracownicy sklepów mogli się uczyć. Wiem, że często chcą, ale nie mogą, bo nie ma zezwolenia od właścicieli lub kierownictwa sklepu. W mojej opinii jest to największy błąd i największa krzywda jaką można zrobić własnym pracownikom, bo to że ich nie będzie kilka godzin w pracy, nijak się ma do tego, jaką korzyść ich wiedza ze szkolenia przynosi temu punktowi sprzedaży. Tylko wyedukowany personel jest w stanie sprzedawać kosmetyki właściwie i zatrzymać przy sklepie klienta wdzięcznego za poradę i polecenie właściwego produktu.

Kiedyś byłaś uczennicą mistrza, dziś jesteś mistrzem dla innych. Kierujesz zespołem trenerów marek beauty – makijażowych oraz zapachowych semiselektywnych i prestiżowych z portfolio Coty. Trenerzy z kolei kształcą makijażystów i konsultantów. Co starasz się przekazać ludziom ze swojego zespołu? Kim musi być wizażysta? Sprawnym rzemieślnikiem, artystą, a może terapeutą, który leczy duszę, choć dba o ciało?

Makijażysta jest terapeutą, powiernikiem, kimś, kto staje się bardzo szybko bliskim temu drugiemu człowiekowi. Na chwilę, później to uczucie znika, ale w danym momencie jest to relacja wręcz intymna, więc można sobie wyobrazić, ile potrzeba delikatności i… dobroci mieć w sobie, żeby kilkadziesiąt osób dziennie obdarować samymi pozytywnymi wibracjami. To jeden filar, a drugi – to profesjonalizm, umiejętności stricte związane z zawodem, czyli wykonywanie odpowiednich makijaży, dzięki znajomości technik, produktów, orientacji w kolorystyce.

Połączenie tego wszystkiego co wymieniłam daje potężną siłę, która w finale prowadzi również do sprzedaży produktu. Właściwego produktu. Tu nie chodzi o „wciskanie” czegokolwiek, tylko o to, by kupujący wyszedł ze sklepu z absolutnym przekonaniem, że jest to ten właściwy kosmetyk i cieszył się nim przez długie tygodnie, a potem wrócił po kolejny produkt i kolejną poradę. To się wydaje proste, ale jest piekielnie trudne. Do tego trzeba mieć bowiem odpowiednie uwarunkowania, pewien rys psychologiczny, skłonność do bycia otwartym wobec ludzi, do lubienia ich. Ktoś kto nie lubi ludzi nie powinien wykonywać tego zawodu, bo wcześniej czy później to wyjdzie, namnożą się problemy, będzie zmęczony i niezadowolony ze swojej pracy. Staram się rekrutować do swojego zespołu osoby, które mają odpowiednie predyspozycje. Nawet jeśli są niedoświadczone, brakuje im technicznych umiejętności, ale płynie z nich pozytywna energia, daję im szansę.

Warsztatu można się nauczyć, ale dobroć trzeba mieć w sobie...

Dokładnie tak. Nie jest łatwo oddać się w ręce drugiej, nieznajomej przecież osoby, zaufać jej. Bardzo często bliscy ludzie nie widzą nas w takim stanie au naturel, jak makijażysta. Proszę sobie to tylko wyobrazić! To jest uczucie i sytuacja porównywalna do wizyty u lekarza.

Pomyślałam o barierach związanych z dotykaniem drugiej osoby.

Słusznie. Są różni ludzie, nie zawsze z idealną cerą. Wygląd nie może ich dyskwalifikować, nie można odmówić im porady, nie wolno wytyczać żadnych granic. Pamiętam ze swojego doświadczenia sprzed wielu lat, jak przyszła do mnie pani bardzo mocno okaleczona po wypadku. Miała trwale zdeformowaną twarz, blizny po poparzeniach, trudne z punktu widzenia makijażysty do zakamuflowania. Kontakt z tą osobą to był moment mistyczny.

Myślałam: „Ona do mnie przyszła, naraziła się na moją reakcję i ludzi, którzy ją obserwują w sklepie. Przeszła samą siebie! Jaką musi mieć w sobie wielką odwagę, że udało jej się ten krok uczynić”. Była przepiękną od wewnątrz osobą, pogodzoną z pewnymi sytuacjami, które się w jej życiu wydarzyły, ale chcącą poczuć się jak inne kobiety. Chciała pomalować rzęsy, usta… Zaprzyjaźniłyśmy się i przychodziła na każdy pokaz. Chciałam ją spotykać za każdym razem. Ona dawała więcej mnie, niż ja jej. Takie momenty, emocje, pozostają w pamięci do końca życia. Są najpiękniejsze. Czy można chcieć coś więcej od zawodu, że wprowadza cię w taki stan?...

Czy masz swoją definicję piękna?

Nie. Nie ma definicji piękna. Wszyscy są piękni na swój sposób.

Zapytam inaczej. Co Cię w ludziach zachwyca?

Autentyczność, oryginalność, nietuzinkowość. Zachwyca mnie piękno, które nie podlega szablonom, nie jest nazwane, zmierzone, określone, tylko charakteryzuje się czymś wyjątkowym. To jest czasami taki drobiazg, mimika, zmrużenie powiek, rozszerzenie nozdrzy w specyficzny sposób. Fascynuje mnie właśnie ta indywidualność i odrębność. Uwielbiam to co jest inne, nieszablonowe, może nawet niepokojące. Każdy z nas ma w sobie coś takiego, co sprawia, że jest tym, kim jest. I to jest właśnie wspaniałe. Po prostu – jak pięknie być sobą! (śmiech)

Jak pięknie być sobą?

Ja pielęgnuję dziecko, które mam w sobie. Ufność, otwartość do świata i drugiego człowieka, jaką posiadają dzieci, jest najcenniejszym darem. Zapominamy o tym. W drodze dorastania, dojrzewania i zbierania doświadczeń ubieramy się w niepewność, ograniczenia, nieufność. Coraz bardziej się boimy, mniej chcemy, odgradzamy się. To nas gubi, sprowadza na manowce.

Ja...jak kocham to na zabój, tak samo jest z przyjaźniami, z pracą. Czerpię z życia, ile się da, nawet jak mnie kopie po kostkach. Zostawiam w sobie najlepsze wspomnienia, chwile, jestem o nie bogatsza. Myślę, że gdybyśmy mieli w sobie więcej dziecięcej spontaniczności, bylibyśmy dla siebie lepsi. Nie zamykajmy się tak szczelnie w tej dorosłości. Absolutna i stuprocentowa dorosłość to najgorszy stan, jaki człowiek może sam na siebie sprowadzić. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
29.10.2026 09:30
Kristina Smidstrup, Søstrene Grene: Nie będziemy w Polsce konkurować z drogeriami ... bezpośrednio
Kristina Smidstrup, Chief Product Officer w Søstrene Grenearchiwum prywatne

Jaką rolę odgrywają kosmetyki w świecie Søstrene Grene, kojarzonym z nordyckim wzornictwem, przystępnymi cenami i przyjemnością odkrywania? O tym Wiadomościom Kosmetycznym opowiada Kristina Smidstrup, Chief Product Officer, mówiąc o doborze produktów, standardach jakości i bezpieczeństwa oraz o tym, jak dostosowują ofertę do preferencji klientów na różnych rynkach.

Jak decydujecie, które kategorie i produkty kosmetyczne powinny znaleźć się w sklepach Søstrene Grene? Jakie są najważniejsze kryteria wyboru produktów do oferty?

W Søstrene Grene każda kategoria musi pasować do szerszego świata Anny i Clary [fikcyjne siostry, bohaterki komunikacji marketingowej sieci, zostały zainspirowane charakterami ciotek matki Mikkela Grene‘a. — przyp. red.]. Produkty kosmetyczne oceniamy według tych samych kryteriów co pozostałe elementy naszej oferty: estetyki, trafności, jakości, przystępnej ceny oraz tego, czy mogą inspirować naszych klientów.

Uważnie śledzimy trendy konsumenckie, ale same trendy nie wystarczą. Produkty muszą naturalnie wpisywać się w nasz świat estetycznego nordyckiego wzornictwa, kreatywności, dbania o siebie i codziennych chwil przyjemności. Estetyczne nordyckie wzornictwo oznacza dla nas styl zakorzeniony w duńskiej tradycji projektowej, wyróżniający się przemyślaną prostotą, funkcjonalnością i naturalnymi materiałami. Łączymy te nordyckie podstawy z kolorami, wzorami, rzemiosłem oraz inspiracjami z trendów i kultur z całego świata, tworząc charakterystyczną estetykę Søstrene Grene.

Szukamy produktów, które łączą atrakcyjność dla klientów z doskonałym stosunkiem jakości do ceny, a zarazem wspierają zmysłowe i inspirujące doświadczenie zakupowe, z którego znane jest Søstrene Grene. Ważne jest dla nas również to, czy produkt może dać poczucie odkrycia czegoś nieoczekiwanego i przyjemnego — to fundamentalny element naszej koncepcji.

Które kryteria są najważniejsze, kiedy wybieracie i weryfikujecie producentów swoich produktów kosmetycznych?

Jakość, bezpieczeństwo i zgodność z przepisami to bezwzględne wymagania wobec wszystkich sprzedawanych przez nas produktów, w tym kosmetyków. Wszystkie nasze kosmetyki są produkowane w Europie, głównie w Danii, a także w Polsce. Podlegają rygorystycznym unijnym przepisom dotyczącym kosmetyków, w tym wymogom w zakresie bezpieczeństwa produktów, badań i oznakowania.

image

Zobacz strefę beauty w Søstrene Grene; duńska sieć już w Polsce! [GALERIA]

W ścisłej współpracy z dostawcami mamy pełny dostęp do wymaganej dokumentacji. Ponadto nasze kosmetyki posiadają co najmniej jeden certyfikat lub oznaczenie, takie jak Nordic Swan Ecolabel, Asthma Allergy Nordic czy Vegan Trademark. Programy te określają surowe wymagania dotyczące między innymi ochrony zdrowia ludzi i środowiska.

Oprócz przestrzegania krajowych i międzynarodowych przepisów dostawcy muszą być w stanie zapewnić wolumeny potrzebne do zaopatrywania wszystkich naszych 428 sklepów i sklepów internetowych na 20 rynkach. Zdolność do zaspokojenia takiego popytu jest więc również jednym z kluczowych wymagań stawianych naszym partnerom.

Specyficzna, nordycka estetyka hygge, przystępne ceny i szczególne wymagania i oczekiwania konsumentów produktów wydają się trudne do pogodzenia...

Uważamy, że klienci nie powinni wybierać między pięknym wzornictwem, dobrą jakością a przystępną ceną. Koncentrujemy się na produktach, które oferują wartość dzięki przemyślanemu wzornictwu, użytecznym funkcjom i starannie dobranemu asortymentowi. Zamiast konkurować rozbudowaną ofertą, proponujemy wyselekcjonowany wybór odzwierciedlający nasze skandynawskie dziedzictwo projektowe i estetyczny świat marki.

Kosmetyki coraz częściej stają się częścią szerszego doświadczenia związanego ze stylem życia i domem, które są trzonem oferty produktowej sieci. Jak segment kosmetyczny wpisuje się w świat i misję marki?

Kosmetyki naturalnie wpisują się w naszą ambicję tworzenia małych chwil radości i inspiracji w codziennym życiu. Dla wielu współczesnych konsumentów kosmetyki nie dotyczą już wyłącznie wyglądu. Coraz mocniej wiążą się z dobrostanem, dbaniem o siebie, uważnością i osobistymi rytuałami. Tematy te są bliskie szerszemu światu Søstrene Grene, który skupia się na kreatywności, estetyce i odnajdywaniu radości w codziennych chwilach.

Dlatego postrzegamy kosmetyki jako rozszerzenie naszej oferty związanej ze stylem życia, obok takich kategorii jak dekoracje do domu, artykuły hobbystyczne, akcesoria wellness i kolekcje sezonowe. Nie chcemy ujawniać procentowego podziału naszej oferty na kategorie, ale kosmetyki są jedną z 15 kategorii tworzących całość świata Søstrene Grene.

Zatem jaką rolę, Twoim zdaniem, kosmetyki powinny odgrywać w doświadczeniu zakupowym w Søstrene Grene: uzupełnienia oferty związanej ze stylem życia, kategorii z własnymi ambicjami wzrostu, czy jedną i drugą?

Kosmetyki współtworzą holistyczny świat związany ze stylem życia, którego klienci mogą doświadczyć podczas wizyty w naszych sklepach. Jednocześnie widzimy atrakcyjne możliwości rozwoju, wynikające z rosnącego zainteresowania konsumentów dobrostanem, dbaniem o siebie i drobnymi codziennymi przyjemnościami.

image

Nowy gracz na polskim rynku drogeryjnym? Duński Normal może rzucić wyzwanie gigantom.

Patrząc w przyszłość, śledzimy trendy kosmetyczne, które naturalnie pasują do naszego świata i do tego, co chcemy oferować klientom. Zastanawiamy się, jak trafne produkty kosmetyczne mogą uzupełniać naszą ofertę. Skupiamy się na ich znaczeniu dla klientów i na starannym doborze, zamiast podążać za każdym trendem.

Søstrene Grene działa na coraz większej liczbie europejskich rynków. Czym różni się rola i wyniki kategorii kosmetycznej w poszczególnych krajach oraz w jakim stopniu lokalne preferencje konsumentów wpływają na asortyment?

Zainteresowanie kosmetykami i dbaniem o siebie jest duże na wszystkich rynkach, ale preferencje konsumentów naturalnie się różnią. Zazwyczaj utrzymujemy wspólny podstawowy asortyment we wszystkich krajach, aby zapewnić spójne doświadczenie marki i usprawnić proces zaopatrzenia. Jednocześnie stale monitorujemy lokalne trendy, opinie klientów i wyniki sprzedaży, a tam, gdzie jest to uzasadnione, wprowadzamy zmiany. Przykładowo, sprzedaż mydła bezzapachowego różni się między rynkami: we Francji stanowi ono 27% całkowitej sprzedaży mydła, a w Wielkiej Brytanii — 17%.

Na niektórych rynkach większym zainteresowaniem cieszą się produkty związane z dobrostanem, a na innych lepiej sprawdzają się artykuły na prezenty, akcesoria lub produkty inspirowane trendami. Zrozumienie tych różnic jest ważne, ale zawsze równoważymy lokalne potrzeby z zachowaniem wyrazistej i rozpoznawalnej tożsamości Søstrene Grene.

Czy w takim razie postrzegacie markę jako bezpośrednią konkurencję dla drogerii, sklepów kosmetycznych i perfumerii, czy jako odmienny sposób odkrywania i kupowania produktów kosmetycznych?

Uważamy, że oferujemy inne doświadczenie zakupowe, zamiast bezpośrednio konkurować ze specjalistycznymi sklepami kosmetycznymi. Klienci odwiedzają drogerie i perfumerie przede wszystkim wtedy, gdy szukają konkretnego produktu lub rozwiązania. W Søstrene Grene produkty kosmetyczne odkrywa się podczas szerszej, inspirującej podróży przez sklep.

Ta kategoria korzysta z atmosfery poszukiwania skarbów, która charakteryzuje również pozostałą część naszej oferty. Klienci mogą przyjść po dekoracje do domu, artykuły hobbystyczne lub prezenty, a przy okazji niespodziewanie odkryć kosmetyk, który przypadnie im do gustu. Nasza rola polega więc w mniejszym stopniu na byciu miejscem, do którego przychodzi się wyłącznie po kosmetyki, a bardziej na włączaniu ich w starannie dobrany świat związany ze stylem życia, w którym łączą się inspiracja, odkrywanie i przystępne ceny.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
19.10.2026 12:23
Paweł Wilk, swederm: Nasza aplikacja miała być intuicyjna i łatwa w obsłudze — i taka jest
Za stworzenie i całościową realizację aplikacji odpowiada Paweł Wilk, natomiast za opracowanie treści merytorycznych oraz zgodności z wiedzą kosmetologiczną — Paulina Czarnecka, kosmetolożka swederm.Swederm

Retinal należy do składników aktywnych, które wymagają odpowiedniego wprowadzenia do pielęgnacji i konsekwencji w stosowaniu. swederm rozwija ten proces o cyfrowe wsparcie – aplikację RETI•NAL, która łączy edukację, spersonalizowany harmonogram retynizacji, przypomnienia i monitoring reakcji skóry. O tym, jak powstawało rozwiązanie, czego oczekują użytkowniczki i jak aplikacja może zmieniać relację marki z klientką po zakupie, rozmawiamy z Pawłem Wilkiem ze swederm.

Jakie funkcjonalności aplikacji swederm RETI•NAL są najważniejsze z punktu widzenia użytkowniczek? W jaki sposób kalendarz retynizacji, przypomnienia czy dziennik skóry pomagają w świadomym i regularnym stosowaniu retinalu?

Rolą aplikacji jest wsparcie użytkowniczki we wprowadzaniu retinalu do swojej rutyny pielęgnacyjnej. W głowie osoby, która nie stosowała wcześniej retinalu, pojawia się masa pytań — jak dobrać odpowiednie stężenie, jaką metodę zastosować podczas aplikacji kremu z retinalem, kiedy zwiększyć częstotliwość, kiedy i czy przejść na wyższe stężenie, co zrobić, kiedy mam wrażenie, że coś jest nie tak? 

Najważniejsze są więc bieżące wsparcie oraz edukacja. Aplikacja, zadając proste pytania, sugeruje stężenie, dobiera metodę aplikacji, buduje harmonogram, okresowo kontroluje efekty stosowania i reaguje na problemy, jeśli takie się pojawią, a pod przyciskiem SOS podaje od ręki odpowiedzi na pytania, które wymagają pilnej odpowiedzi.

Konsumenci mają dziś na telefonach dziesiątki aplikacji. Jak swederm chce przekonać użytkowniczki, że aplikacja wspierająca proces retynizacji jest rzeczywiście przydatnym narzędziem, a nie kolejną aplikacją zajmującą miejsce w smartfonie?

To osobisty doradca w kwestii pielęgnacji — mówi nie tylko kiedy nałożyć retinal, ale również jakie kosmetyki stosować pomiędzy aplikacjami retinalu, żeby zadbać o skórę i jej barierę hydrolipidową, przypomina o kolejnych aplikacjach, doradzi, co zrobić, kiedy użytkowniczka pominie aplikację lub musi zrobić przerwę, np. z powodu wyjazdu na wakacje. Chcemy mieć go zawsze przy sobie, żeby mógł o nas zadbać. Żyjemy dzisiaj bardzo szybko, jesteśmy zabiegani, w tym pędzie łatwo zapomnieć o tym, że to akurat dzisiaj jest wieczór z retinalem. Aplikacja pomoże nam o tym pamiętać.

Projektując RETI•NAL przyjęliśmy jedną zasadę: aplikacja ma być intuicyjna i łatwa w obsłudze. Trzymaliśmy się przyzwyczajeń, które użytkowniczki znają z telefonu. Po otwarciu aplikacji pierwszy ekran mówi, co jest zaplanowane na ten dzień: wieczór z retinalem czy wieczór regeneracji bariery, którą metodą nałożyć retinal i co nałożyć rano. Wykonaną rutynę odhacza się jednym dotknięciem.

Podczas konfiguracji użytkowniczka odpowiada tylko na kilka krótkich pytań. Na tej podstawie aplikacja układa harmonogram, który stopniowo zwiększa częstotliwość aplikacji retinalu. Po każdym dwutygodniowym cyklu zadajemy trzy pytania kontrolne. Od odpowiedzi na nie zależy kolejny etap planu.

Jeśli aplikacja retinalu zostanie pominięta (aby tego uniknąć, stosujemy powiadomienia w telefonie), appka zapyta o to i podpowie, co zrobić. Jeśli potrzebna jest przerwa, na przykład na czas urlopu, wystarczy jedno tapnięcie palcem w ekran. Harmonogram sam się przesunie, a po powrocie aplikacja dobierze harmonogram w zależności od tego, jak długo trwała przerwa.

Zakładka Pomoc zbiera najczęstsze problemy: pieczenie, zaczerwienienie, łuszczenie, nadmiar produktu, wyjazd w słońce, zaplanowany zabieg. Odpowiadamy na każdą, maksymalnie przystępnym językiem. Appka działa na telefonach z Androidem oraz iOS. Powstała w React Native (Expo).

A co z accessibility?

Chcieliśmy zadbać także o osoby, które korzystają z ułatwień dostępu: tekst powiększa się razem z ustawieniami czcionki w telefonie, kontrast kolorów spełnia standard WCAG AA [Web Content Accessibility Guidelines w wersji 2.1 lub 2.2 na poziomie AA to międzynarodowy zestaw zaleceń dotyczących dostępności cyfrowej, którego celem jest ułatwienie korzystania ze stron internetowych, aplikacji i plików osobom z niepełnosprawnościami oraz seniorom. Poziom AA (średni z trzech: A, AA, AAA) uznawany jest za powszechny "złoty standard", który muszą spełniać nowoczesne serwisy — przyp. redakcji], wszystkie elementy mają opisy dla czytników ekranu, żadna informacja nie jest przekazywana samym kolorem, a przyciski mają duże pole dotyku.

image

Booksy zwolni około 20 proc. załogi. Firma przyspiesza wdrażanie AI

Co było największym wyzwaniem przy projektowaniu i wdrażaniu aplikacji swederm RETI•NAL? Jak udało się połączyć wiedzę kosmetologiczną z intuicyjnymi funkcjonalnościami, które mają ułatwiać codzienną pielęgnację?

Intuicyjność oraz łatwość obsługi — długo dopracowywaliśmy elementy związane z tymi obszarami. Aplikacja aż pęka w szwach od przystępnej wiedzy i ważnych informacji, a dużą ilość danych trudno jest przedstawić w sposób, który będzie przystępny. Jesteśmy zadowoleni z osiągniętego efektu. Jednocześnie słuchamy uwag naszych użytkowniczek, aby w kolejnych wersjach ulepszyć to, co wskazują — np. w najbliższej wersji poprawimy czytelność harmonogramu.

Drugim dużym wyzwaniem było uwzględnienie różnych scenariuszy przebiegu i zmian rutyny pielęgnacyjnej. Biorąc pod uwagę to, że każdy etap może przebiegać inaczej dla każdej z użytkowniczek, powstaje ogromna liczba różnych przebiegów całej rutyny. Można spokojnie powiedzieć, że każda z naszych użytkowniczek otrzymuje swój własny, spersonalizowany plan.

Aplikacja funkcjonuje na rynku dopiero od miesiąca. Jakie są Wasze pierwsze obserwacje dotyczące zainteresowania użytkowniczek? Które funkcjonalności wzbudzają największe zainteresowanie i jakie sygnały otrzymujecie od klientek?

Możemy się pochwalić, że większość osób, które zamówiły RETI•NAL, zdecydowała się też na instalację aplikacji. Cieszymy się, że tyle osób nam zaufało. Sygnały są w większości bardzo pozytywne! Otrzymujemy też dużą liczbę pytań związanych ze stosowaniem retinalu (np. czy można stosować samoopalacz lub maskę, czy można stosować retinal w okolicach oczu, czym oczyszczać twarz przed zastosowaniem retinalu),  i związanej z tym pielęgnacji skóry — to pokazuje, że warto dalej pracować nad sposobami, w jakie aplikacja przekazuje użytkowniczkom wiedzę.

image

Rossmann uruchamia „GPS” po drogerii. Aplikacja poprowadzi klienta do właściwej półki

Na ile aplikacja RETI•NAL jest dla swederm narzędziem edukacyjnym, a w jakim stopniu sposobem na budowanie długofalowych relacji z klientkami? 

Lubimy długofalowe relacje i przykładamy się do ich budowania. Zadowolona klientka nie tylko będzie chciała związać się z nami na długo, ale również znacznie chętniej sięgnie po inne produkty swederm, a także, co najważniejsze, znacznie chętniej poleci nas innym osobom. To bardzo cenna relacja, którą chcemy pielęgnować.

A jaką rolę w strategii marki odgrywa wspieranie użytkowniczek również po zakupie kosmetyku?

Aplikacja jest naszym sposobem na pokazanie klientkom, że chcemy być blisko nich także po zakupie. Wyrażamy to i poprzez edukację, i poprzez wsparcie — przy użyciu aplikacji oraz stały i łatwy kontakt z nami — w aplikacji, social mediach, czy przez tradycyjne kanały e-mail i telefon.

Planujecie rozwijać aplikację o kolejne funkcjonalności w nadchodzących miesiącach? 

Oczywiście! Chcemy przede wszystkim ułatwić planowanie rutyny pielęgnacyjnej i poprawić czytelność — żeby była jeszcze bardziej intuicyjna. Cały czas szukamy też sposobów na jeszcze bardziej przystępne dzielenie się wiedzą.

Czy RETI•NAL jest początkiem szerszego podejścia swederm do edukacji kosmetycznej i cyfrowego wsparcia klientek? Jak widzicie rolę tego typu rozwiązań w przyszłości marki?

Wiedza i wynikająca z niej świadomość w doborze pielęgnacji są z naszej perspektywy niezwykle ważne. W dzisiejszej rzeczywistości, w której każdy z nas musi wybierać spośród dziesiątek lub setek różnych kosmetyków, kluczowa jest umiejętność dobrania takich, które będą dobre dla naszej skóry. Nie chcemy eksperymentować na naszej skórze.

Wierzymy, że edukacja jest najlepszą drogą. Jako eksperci, chcemy przekazywać wiedzę naszym klientkom, a media cyfrowe są do tego najlepszą drogą — pozwalają dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Będziemy wkładać dużo wysiłku w to, żeby edukacja od swederm była zawsze przystępna, łatwa w odbiorze i maksymalnie wartościowa. To nasz obowiązek wobec wszystkich osób, które już nam zaufały lub chcą nam zaufać.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. listopad 2026 07:59