StoryEditor
Wywiady
01.04.2026 10:53

Sławomir Kołodziej, Kaufland: Nie chcemy konkurować o konsumenta z drogeriami

Sławomir Kołodziej, dyrektor Pionu Zakupu Food w Kaufland Polska, był gościem Forum Branży Kosmetycznej 2025 / FBK

Jaką rolę pełni kategoria kosmetyków i produktów drogeryjnych w ofercie sieci Kaufland? Czy kategoria ta mocno urosła na półkach sklepów i jakim zmianom ulegała przez ostatnie kilkanaście miesięcy? Jaki wpływ na te zmiany wywarły trendy rynkowe oraz niedawne zmiany konceptu kosmetycznych marek własnych sieci Kaufland? O tym rozmawiałam ze Sławomirem Kołodziejem, dyrektorem Pionu Zakupu Non Food w Kaufland Polska.

Którymi kategoriami produktów zarządza pan w Kauflandzie? 

Jestem odpowiedzialny za kategorię kosmetyków, chemię domową oraz dział baby care. Do tego dochodzi też kategoria fitness, a także wszelkie suplementy, OTC i produkty związane z częścią drogeryjno-apteczną.

Badania konsumenckie pokazują, że klienci kupują coraz mniej leków i preparatów bez recepty (OTC) oraz suplementów w aptekach, a częściej robią zakupy tego typu właśnie w drogeriach, dyskontach czy supermarketach. Czy te półki kosmetyczno-drogeryjne rozrosły się również w Kauflandzie w ostatnim czasie? 

Jeżeli chodzi o ustawienie asortymentu w markecie, to część drogeryjna jest stała – zajmujemy nadal tę samą powierzchnię. Jedyne co się zmienia to dobór asortymentu. Więc z perspektywy szerokości półek, wielkości modułów czy zabudów w sklepie to jest nadal taka sama przestrzeń w ciągu ostatnich lat. Mamy różne asortymenty w zależności od wielkości sklepów, ale nawet nasze mniejsze sklepy to nadal duże sklepy hipermarketowe z bogatą ofertą – zatem co do wielkości miejsca przeznaczonego na kategorie drogeryjne jesteśmy stosunkowo stali. 

To co ulega zmianie, to rozwijanie części przeznaczonej na suplementy diety, suplementy codzienne oraz część fitness. Te kategorie, przy których widzimy duży potencjał, dostają więcej miejsca. Duży potencjał widzimy też w części z kosmetykami do golenia, do pielęgnacji męskiej twarzy – to się u nas fantastycznie rozwija. Ale są też kategorie, które mniej performują. Dlatego obserwujemy, które kategorie w ramach części drogeryjnej możemy rozszerzyć, żeby zwiększyć sprzedaż z metra, z modułu, z półki.

Fizycznie więcej miejsca na kategorię drogeryjną mieć nie będziemy, nie rozszerzymy go. To co możemy – to zarządzić trendem, a więc wdrożyć go, rozszerzając konkretne kategorie. I to właśnie robimy. Natomiast co do zasady ani nie zmniejszamy fizycznego miejsca na część drogeryjną, ani też jej nie rozbudowujemy.

W jaki sposób poznajecie te aktualne trendy konsumenckie? Wystarczą dane ze sprzedaży w sklepach czy robicie dodatkowe badania?

Przede wszystkim korzystamy z danych instytucji, z którymi współpracujemy – GFK, Nielsen. Zamawiamy tam badania, ale czerpiemy również dużo wiedzy z trendów rynkowych, na które wskazują te instytucje – jesteśmy tu w stanie wychwycić zmiany na przestrzeni miesiąca. Mimo wszystko musimy pamiętać, że Kaufland jest dość stały w swoim zarządzaniu kategoriami. Możemy jednak dość szybko zaobserwować, czy coś się dzieje wartego uwagi w ramach kategorii lub formatów. 

Co istotne, operujemy przede wszystkim w kanale sprzedaży tradycyjnej. Zmiany w online zachodzą dużo szybciej, tam też szybciej można się dostosować z ofertą. Sprzedaż e-commerce, którą prowadzą na przykład drogerie czy sklepy internetowe z kosmetykami, umożliwia dużo szybszy czas reakcji na trendy. U nas stacjonarnie potrzeba więcej czasu na zmianę asortymentu na półkach – ten proces zmiany jest po prostu wolniejszy, niż w przypadku e-commerce.

Czy w Kauflandzie, patrząc na codzienne koszyki zakupowe klientów, dostrzegacie, że kupują oni więcej produktów kosmetycznych i drogeryjnych, niż kilka lat temu?

Mamy dzisiaj jako kanał hipermarketowy najlepsze dane i najlepsze wyniki w tej części kosmetycznej. Oczywiście nie chodzi nam o walkę o konsumenta z drogeriami. Natomiast naszą ambicją jest to, żeby klientowi który przychodzi do Kauflandu zaoferować pełną, szeroką ofertę produktów. Mam na myśli pełną ofertę w ramach one-stop shopping.

Oznacza to, że klient przychodząc do Kauflandu oprócz chleba i karkówki kupi też szampon, krem do twarzy, dezodorant.

Czyli wszystko, czego może potrzebować w gospodarstwie domowym, dla całej rodziny – w jednym sklepie?

Dokładnie tak. Biorąc to za podstawę budowania przez nas kategorii kosmetycznej musimy dać klientowi szeroki wybór. Jako Kaufland widzimy wzrost wykorzystania naszego potencjału sprzedaży. Co to oznacza? Jedno gospodarstwo domowe, jak wynika z danych GFK, wykonuje zakupy w różnych miejscach. Kaufland ma 261 sklepów – i potencjał tych 261 sklepów wykorzystujemy lepiej w części kosmetycznej, niż na przykład robią to obecnie dyskonty, mimo że to one mają większą ilość placówek. Parametr, na którym bazujemy, to potencjał kupującego. 

Ale też klient który przychodzi do Kauflandu jest inny – ma inne potrzeby, inny portfel niż ten, który wchodzi do Rossmanna czy Biedronki, Lidla…

No właśnie nie. 

Nie?

Widzimy, że tak naprawdę dziś do Biedronki chodzą wszyscy klienci. Nie jest tak, że mamy wyłączność na klientów – nasi klienci chodzą i do Biedronki, i do Rossmanna. Wiedząc o tym musimy dawać im odpowiednią ofertę, adresującą ich potrzeby tak, aby nie musieli chodzić do tych innych sklepów.

To prawda, że nie jesteśmy pierwszą destynacją przy zakupach kosmetycznych. Dla nas taką kategorią kluczową są produkty świeże, fresh – owoce, warzywa, lada – to wszystko jest dla nas tym sercem, które przyciąga klienta. A ta część kosmetyczna i drogeryjna “zamyka” koszyk z zakupami tak, żeby klient w jednym momencie klient mógł zaspokoić wszystkie swoje potrzeby – od pieczywa, warzyw, owoców przez część foodową, napojową i kończąc na części kosmetycznej. Więc pod tym względem to jest ważna dla nas kategoria.

Wspomniał pan o rosnącym w ostatnim czasie trendzie, jakim są kosmetyki dla mężczyzn. Co jeszcze ciekawego widzicie, jeśli chodzi o sprzedaż w części drogeryjnej?

Z naszych obserwacji wynika, że są takie cztery nowe, mocne kategorie. Przede wszystkim perfumy, następnie część pielęgnacji męskiej z mocnym naciskiem na golenie, pielęgnację twarzy oraz włosów. To są te mocne kategorie. W zeszłym roku bardzo mocno zmieniliśmy i przebudowaliśmy u nas kategorię męskiej pielęgnacji, dając klientom naprawdę szeroki wybór produktów.

Szybko wstrzeliliście się w potrzeby klienta, które nota bene są wskazywane przez analityków globalnie.

Dokładnie. Dla nas ważne było to, że my – przebudowując w zeszłym roku de facto całą tę kategorię – chcieliśmy zapewnić mężczyznom taki wybór, który będzie odpowiadał ich codziennym nawykom. Zwiększyliśmy i rozszerzyliśmy ofertę produktów, co przynosi dziś efekty. Pielęgnacja męska jest naszym olbrzymim potencjałem na przyszłość.

Brawo za szybką reakcję na trendy!

Kategorią która cały czas mocno się rozwija są zapachy. Jako Kaufland nie będziemy w tej dziedzinie specjalistami, nie będziemy więc rozszerzać miejsca na naszych półkach na perfumerię.

Czyli bardziej wykorzystacie popularność trendów, ustawiając wyspy z kosmetykami czy perfumami przed np. Wielkanocą czy innymi świętami?

Tak, od końca zeszłego roku prowadzimy takie działania, żeby dać coś klientowi oprócz stałej oferty. W Kauflandzie można znaleźć szampony, odżywki, pielęgnację – podstawowe produkty. Nie znajdziemy tu jednak tak szerokiej gamy produktów makijażowych jak w drogerii. To nie jest naszą ambicją, bo my nie jesteśmy trochę o tym. 

Natomiast to, z czym chcemy działać w kategorii make-up’owej czy perfumowej, to dawać klientom okazje – np. w postaci takich miejsc jak wyspa czy display. Na makijaż, na perfumy – czyli na coś, o czym nie myślimy w pierwszej kolejności, idąc na zakupy do Kauflandu. Bo przecież makijaż czy kosmetyki to domena drogerii. 

Bo jak już klient natknie się podczas zakupów na te wyspy z kosmetykami, to podejdzie, sprawdzi… 

Chcemy dawać klientom również fun z tych zakupów u nas.

Myślę, że producenci będą się, mówiąc może mało elegancko, bić o taką możliwość wystawienia swoich produktów u was, bo to bardzo fajna opcja szerszej prezentacji brandu.

Od pewnego czasu weszliśmy w działania in-out w Kauflandzie z producentami, gdzie dajemy im możliwość okresowego zaistnienia.

Jak pozyskujecie firmy do takich akcji? Rozmawiacie bezpośrednio z markami czy korzystacie z pomocy dystrybutorów?

Do tej pory rozmawialiśmy bezpośrednio. Natomiast docelowo w naszej perspektywie zarządzanie jednym indeksem, jednym dostawcą, będzie bardzo ciężkie. Więc pewnie w przyszłości będziemy myśleć o takim wsparciu.

Szczególnie wchodząc w kategorie bardziej specjalistyczne, choćby kosmetyki koreańskie?

Dokładnie. Będziemy więc musieli znaleźć kogoś, z kim będziemy mogli współpracować szeroko. Mając na przykład kilka indeksów od każdego producenta – to oznacza mnóstwo pracy.

Jest tych producentów wielu, to fakt. Co innego, gdybyście korzystali z oferty kosmetycznej jednego dużego producenta, typu Beiersdorf, Ziaja czy Bielenda… Ale jak rozumiem klienci chcą czegoś więcej, potrzebują różnorodności marek na półkach?

Wspomniała pani o Ziai. Fakt jest taki, że z roku na rok powiększamy ich obecność, wprowadzając praktycznie wszelkie nowości, które nam oferują. I z roku na rok – muszę przyznać – wzrost Ziai w Kauflandzie to ponad 100 procent.

Bo oni mają bardzo dobrą ofertę – sporo ciekawych linii produktowych i przystępne ceny. To chyba jedna z popularniejszych marek kosmetycznych wśród Polaków od wielu lat…

Pracujemy z Ziają od trzech lat, wcześniej nie mieliśmy tej marki u siebie – podobnie jak nie mieliśmy też Białego Jelenia, Oceanic z kosmetykami AA. Od trzech lat sukcesywnie wprowadzamy naszych polskich producentów do stałej oferty Kauflandu. Bo chcemy wspierać w ten sposób lokalność. 

Jako Kaufland jesteśmy nadal o szerokości oferty. Chcemy też budować stabilność i dawać klientowi przekonanie, że on po na przykład Ziaję przyjdzie do Kauflandu, że te produkty będą dostępne w ofercie. Klienta nie zaskoczy całkiem nowa oferta, nowe marki.

No właśnie, klienci nie lubią takich rewolucyjnych zmian na półkach, wywracania ich przyzwyczajeń do góry nogami…

…że przez rok coś było, a nagle nie ma – i nie wiadomo dlaczego. Oczywiście można nam zarzucić, że jesteśmy trochę wolni w zmianach asortymentowych. Ale wiemy, że mamy kilkaset tysięcy klientów, którzy przychodzą dokładnie po ten a nie inny produkt. 

Zmiany i nowości w ofercie są dobre, ale klient musi mieć tę swoją bazę produktów, po które może iść do sklepu w ciemno, i wiedzieć że one na półce będą…

Chcemy dawać klientom przejrzystość i powtarzalność w ofercie, a do tego atrakcyjność cenową. Myślę, że jako Kaufland pod względem atrakcyjności cenowej, w ilości działań i w pozycjonowaniu naszych cen jesteśmy dzisiaj numerem jeden. Dbamy przy tym o zachowanie szerokości oferty. Dajemy przy tym znać, że w Kauflandzie zawsze jest coś nowego, coś na in-out. Zawsze jest coś na chwilę, ale w fantastycznych promocjach i cenach.

Można podać przykład ostatnich świąt Bożego Narodzenia. W ramach zestawów kosmetycznych mieliśmy ponad 150 produktów, z czego 50 to były nowości – zarówno producenckie, jak i nowości od nowych dostawców, których zaproponowaliśmy. W efekcie byliśmy w stanie urosnąć w tej kategorii o ponad 20 proc. sprzedaży. To pokazuje, że jesteśmy gotowi na krok następny – na coś czego nie było do tej pory w ofercie, jak np. kalendarze adwentowe. Nie mieliśmy ich do tej pory, w tym roku będziemy ich poszukiwać. 

Czyli producenci mogą wam już podsyłać oferty na 2026? W ubiegłym roku to była bardzo popularna kategoria, chyba każdy producent kosmetyków wydał swoją wersję kalendarza adwentowego…

To z czym się dzisiaj mierzymy jako Kaufland to wyłącznościowe działania – są marki, które są wyłącznością w kanale drogeryjnym – na przykład tylko w Hebe czy tylko w Rossmannie. Ale musimy zrozumieć, że klient również jest w Kauflandzie, w hipermarkecie – i on by chętnie kosmetyk kupił. 

Jeśli chodzi o kosmetyki i część drogeryjną to Rossmann jest trochę takim dyskontem, który daje numerykę – sprzedaż dużych ilości. Natomiast my w Kauflandzie mamy duże przestrzenie ekspozycyjne, dużo miejsca i możliwości pokazania produktu. Zmieniamy się w ogóle, jeśli chodzi o komunikację z klientem. Teraz wszystkim partnerom na spotkaniach powtarzamy: otwórzmy się również na produkty, które dzisiaj są tylko w drogerii. Bo tutaj u nas też jest rynek, tu też klient czeka. Mówię oczywiście o produktach dostępnych cenowo. 

Są marki, które robią linie na wyłączność dla konkretnej drogerii. Podobnie bywa z dystrybutorami, którzy dzielą swoje linie produktowe pomiędzy retailerów – żeby nie musiały konkurować cenowo na półkach u 2-3 różnych sprzedawców. 

Ja jestem zwolennikiem wolnego rynku i dostępności. Jeżeli Kaufland chce kupić, to Kaufland powinien móc kupić.

A jak ktoś nie chce sprzedać, to niech nie sprzedaje. Kupicie gdzie indziej?

Dzisiaj mamy sytuację, że spływa do nas bardzo dużo ofert z rynku. Oprócz wspomnianej wcześniej lokalności, chcemy też dużo rzeczy kupować z rynków równoległych – mówię tu o produktach typowo make-upowych, których nie jesteśmy w stanie kupić w Polsce. Mamy na to klienta i musimy pamiętać, że ten klient w Kauflandzie również ma zasobny portfel.

Więc ja ze swojej strony mogę zachęcić, by spróbować dać nam ofertę na przykład na kalendarze. A wcześniej odwiedzić samemu Kaufland, zobaczyć jak klienci wchodzą do strefy drogeryjnej, zrozumieć jacy są. Zależy nam na merytorycznych rozmowach z firmami, które czują tę specyfikę naszej sieci, klienta, customer experience.

image

Sławomir Kołodziej, Kaufland: chcemy reagować, ale przede wszystkim budować trendy [FBK 2025]

Jak się mają kosmetyczne marki własne Kauflanda? Czy polski klient je zna i lubi? 

Wiodącą marką własną naszych produktów kosmetyczno-drogeryjnych oraz dla dzieci była do tej pory Bevola. Od drugiej połowy 2025 roku nastąpił podział i część baby care rozbudowujemy pod marką Kuniboo. Zaczynając od części kosmetycznej, czyli Bevoli, muszę podkreślić, że są to fantastyczne składy – bardzo dobre value za niskie money. Jest to strategia cenowa Kaufland.

Czyli tą marką chcecie powiedzieć klientom, że nie kupią nigdzie nic lepszego za jeszcze mniej, tak?

Na 100 procent. Nasza Bevola jest weryfikowana i dostosowywana pod względem jakości i składników do rynku niemieckiego – a tam spełnia normy jakości drogeryjne. Mówiąc krótko: w Niemczech nasza marka własna jakościowo równa się drogerii. A w Polsce ta jakość drogeryjna jest w cenie dyskontowej.

Przyznaję, że trochę mało mówimy o naszej Bevoli, mało komunikowaliśmy to na polskim rynku do tej pory.

Ale też dopiero w ostatnim czasie te marki własne zyskały uznanie polskiego klienta. Bo wcześniej różnie z tym bywało...

Niedawno zrealizowaliśmy transformację Bevoli na polskim rynku – był upgrade jakości opakowania. Można powiedzieć, że “napisaliśmy Bevolę po polsku” – i to dosłownie, bo wcześniej mieliśmy niemieckojęzyczne opisy produktów. W związku z tym nastąpiła zmiana w komunikowaniu produktu i jego wartości. Czyli w etykietach – z przodu i z tyłu, cała komunikacja jest po polsku. Taka mała, ale znacząca zmiana.

Podejrzewam, że z dekadę-dwie temu można było uznawać, że produkt z niemieckimi napisami jest na pewno lepszy, bo przecież ta legendarna “chemia z Niemiec” – proszek made in Germany lepiej prał, płyn do płukania pachniał mocniej…

Tak, klient w Polsce już w tym miejscu był i czekał na zmianę – bo tamten czas się skończył. Na poziomie organizacji długo się do takiej zmiany przygotowywaliśmy, żeby w efekcie dać klientowi jasne, przejrzyste informacje o produktach stojących na naszych półkach. Więc w 2025 roku przeszliśmy tę olbrzymią zmianę produktową, wymieniając praktycznie cały praktycznie asortyment, dając całą opowieść i claimy po polsku. 

Trzeba też zrozumieć, że nasza marka własna, Bevola, jest przede wszystkim o podstawowych potrzebach kosmetyczno-drogeryjnych – takich jak mydło, żel, szampon, odżywka, kremy do twarzy, płyny do kąpieli – ze składami top of the top i z naszą obietnicą fantastycznych cen dla konsumenta w Polsce. 

Teraz planujemy, jak to wszystko dobrze zakomunikować – top jakość i świetne ceny. Jeśli chodzi o markę Kuniboo, zmieniliśmy tam wiele – od producenta po całe podejście i jakość produktów, jest nowe opakowanie dostosowane do rynku polskiego. Obecnie jesteśmy w trakcie rygorystycznych badań produktu przez Instytut Matki i Dziecka.

Wierzymy, że jakość jest zupełnie inna. Wprowadzając nową markę na rynku chcemy dać klientowi narzędzie do inteligentnego oszczędzania. Kuniboo jest marką, która ma fantastyczną jakość i cenę. Chcemy przekazać konsumentowi, że u nas może kupować jakościowe produkty w niskich cenach, a rodziny i ich potrzeby są dla nas najważniejsze – to jest wpisane w naszą strategię działania.

Jak klienci reagują na zmiany w obrębie waszych marek własnych? Jak je odbierają?

Pierwszy raz przeprowadziliśmy kampanię telewizyjną Kuniboo – była to kampania o rodzinie, o tej pieluszce, o dziecku, bardzo komunikująca z naszymi wartościami. I był to pierwszy raz w naszej historii, kiedy weszliśmy w kampanię telewizyjną dla nowej marki własnej.

Praca nad tą marką dla polskiego rynku trwała dwa lata, bardzo zależało nam żeby zrobić to dobrze – w grę wchodziła zmiana layoutów i dostosowanie się do rynku polskiego. Jako Kaufland planujemy te rzeczy z olbrzymim wyprzedzeniem. Sukcesywnie chcemy wszystkie produkty pielęgnacyjne i akcesoria z Bevoli, związane z dzieckiem, przenosić na stronę marki Kaniboo – to się odbywa na bieżąco.

Jeśli chodzi o opinie konsumentów, to są one bardzo pozytywne – klienci nie spodziewali się tak dobrej jakościowo pieluszki. Nie oszukujmy się, jest to trudna kategoria, bardzo wydrenowana przez Pampersa i marki własne sieci. Dlatego trzeba dużych nakładów, ale też dużej stanowczości w prowadzeniu tej komunikacji.

Jest to też trudny rynek z uwagi na kurczącą się demograficznie grupę – tych najmłodszych konsumentów…

Demografii ani danych GUS nie oszukamy, więc w tej kwestii nie zrobimy za dużo. Natomiast my dalej mamy dużo możliwości do zmiany w naszym koncepcie marki własnej.

Jakie promocje sprawdzają się najlepiej, jeśli chodzi o kategorię kosmetyczną?

W święta i sezonowe okoliczności (na przykład walentynki czy Dzień Kobiet) dobrze sprawdzają się tematyczne zestawy. Chcielibyśmy, żeby w tym roku te zestawy były w Kauflandzie bardziej widoczne – chcemy dać klientom czasowe, fajne, trendy produkty. Takie, żeby klient mógł też wybrać coś z różnych przedziałów cenowych. To jedna rzecz.

Chcielibyśmy być takim miejscem dla klientów, na to trzeba trochę zapracować swoimi ofertami – żeby konsument mógł znaleźć u nas zawsze coś fajnego w ramach stałego asortymentu i ofert czasowych. 

Warto, bo nie jest to oczywiste…

Dostępnych jest u nas wiele ciekawych kosmetyków w ofercie, z topu zestawienia Nielsena. Ale czy klienci o tym wiedzą? 

Moim zdaniem nie.

No dokładnie. Trzeba klientom o tym powiedzieć. W tym roku planujemy dwie kampanie telewizyjne, gdzie będziemy chcieli komunikować do klientów, jak szeroką ofertę drogeryjną i kosmetyczną mamy. To jest dla Kauflandu duża zmiana – będziemy pierwszy raz tak szeroko to komunikować, jakie mamy u siebie produkty. Będziemy się skupiać przede wszystkim na tym, żeby edukować klientów o tym, co mogą znaleźć w Kauflandzie. Bo dzisiaj naprawdę tych marek jest dużo.

Wydaje mi się, że to będzie kluczem roku 2026 – takie wzmocnienie działań czasowych, telewizja i mocna komunikacja o szerokości asortymentu. Na tym będziemy chcieli w tym roku się skupić.

Od ilu lat zajmuje się pan kategorią drogeryjną w Kauflandzie?

Około 4-5 lat.

Czy z perspektywy tego czasu widać, że ludzie teraz kupuja więcej kosmetycznych produktów? Globalnie tak się dzieje, i zapewne też przekłada się to na Kaufland?

W tym czasie na półki Kaufland weszło Yope, be Bio, Ziaja, AA, Biały Jeleń – wprowadziliśmy więcej lokalności w ofercie. Wcześniej Kaufland mocniej opierał się na big suppliers, big brands.

Polski klient preferuje znane lokalne marki niż niemieckie no-name?

Dużą część półki stanowiła Bevola, która nie miała racji sprzedaży z niemieckim opisem, brakiem komunikacji. A z drugiej strony obok rośnie potentat typu Ziaja, który jest przejrzysty, jasny, do tego w porównywalnej cenie. Więc na pewno chcemy wspierać polskich, lokalnych producentów. 

Rynek hipermarketów się zmniejsza – ilościowo, ale też spadki sprzedaży w kanale hipermarketowym są widoczne praktycznie w każdym zestawieniu. Biorąc pod uwagę, że Kaufland w tym zestawieniu jednak rośnie, to jest to jasnym przekazem do producentów, że trzeba ich wspierać. Trzeba wspierać kanał hipermarketowy, bo w przeciwnym razie producentom pozostanie in-out w dyskoncie lub drogerii. Dyskont to siła numeryki.

Jak wygląda obecnie część suplementowa w Kauflandzie? To rosnąca kategoria – w drogeriach, w sklepach spożywczych…

Jako Kaufland w 2024 roku zmieniliśmy całościowo podejście do części fitnessowej i suplementowej – u nas to jest niejako w jednym miejscu. Na początek ponad 7-8 nowych producentów weszło do naszej oferty. Do tego zmieniliśmy całkowicie aranż przestrzeni, dobudowując o nowe produkty, tworząc nowe kategorie, dodatkowe wystawienia, wprowadzając sezonowość. Od 2025 roku wprowadziliśmy również akcje miesięczne “Moda na Fit”, gdzie komunikujemy szerokość asortymentu, ciekawe promocje. I już dzisiaj mogę zapowiedzieć, że przed nami nowi producenci, nowe miejsce, poszerzanie przestrzeni w Kauflandzie. 

Kategoria ta zdecydowanie u nas rośnie. Tylko za sam styczeń mieliśmy tu 170 proc. wzrostu. Natomiast cały zeszły rok to jest ponad 100 proc. Mówimy tu o suplementach, o proteinach, suplementach dla sportowców. Kategoria uległa dużemu odświeżeniu. Na pewno nie jest to już tylko wąski dział dla “hard userów” siłowni czy innych sportów.

No właśnie, to zainteresowanie zdrowiem, poprawą kondycji, lepszym odżywianiem, suplementacją – to także część globalnie widocznego trendu. Dział z kosmetykami rozszerza się, suplementy i produkty wellness wypierają kosmetyki kolorowe, do makijażu…

Prowadzimy takie nasze katalogi beauty – są trzy wydania w ciągu roku, gdzie komunikujemy szerszą ofertę. Dotyczą oferty online. Najbliższy będzie w połowie kwietnia, gdzie pokażemy naszą szerokość asortymentu, różne działania czasowe. I tam od ubiegłego roku zaczęliśmy prezentować tę część wellness – z kolagenem, witaminami, kreatyną…

Wszystko, co w jakiś sposób łączy się z dbaniem o siebie, z byciem beauty, byciem w dobrej kondycji psychiczno-fizycznej – coraz częściej łączymy ze sobą, dając polskiemu konsumentowi w sklepach stacjonarnych, najlepszą i najszerszą ofertę. 

To jest na pewno coś, czym możemy się pochwalić, bo też bardzo długo pracowaliśmy na to i dużo współprac tworzymy. Producenci przyznają, że jesteśmy najszybciej i najdynamiczniej zmieniającymi się konceptem w tej kategorii, dając klientom te najświeższe i najlepsze produkty.

Działacie bardzo dynamicznie w tej kategorii i widać, że naprawdę sporo się tu dzieje.

Mamy 261 marketów, więc znajomość naszej oferty jest mniejsza – bo to nie to samo, co 3 tysiące sklepów… Jednak w tych naszych marketach można dostać coś, czego nie znajdzie się w koszach w dyskoncie, prawda? Czyli na co dzień możesz przychodzić do nas po swój ulubiony kosmetyk czy ulubiony suplement. Nie ukrywam, że my ambicje mamy olbrzymie. Ten rok będzie czasem ugruntowywania naszej pozycję jako lidera, jeśli chodzi o ofertę suplementów.

Nie walczymy ceną, nie chcemy uczestniczyć w wojnach cenowych z dyskontami. Odróżnia nas to, że odeszliśmy od tradycyjnego pozycjonowania cenowego w tej kategorii. Dzisiaj nie patrzymy, jakie ceny mają inne sieci w rynku stacjonarnym, tylko pozycjonujemy się cenowo do internetu, do e-commerce‘u. I tam musimy być konkurencyjni. Więc jest cały czas musimy aktualizować nasze podejście: gdzie klient dany produkt kupuje? Jak go kupuje i za jaką cenę? Jeżeli klient patrzy na cenę w internecie, to my musimy być dokładnie w tym miejscu. Myślę, że w taką stronę będzie to szło: w przypadku kategorii mocno zakorzenionych w internecie pozycjonowanie cenowe będzie bardzo ważne. 

My jako Kaufland na pewno chcemy klientom dać tę możliwość, żeby nie musieli już jeździć do kolejnych sklepów, bo u nas kupią wszystko czego potrzebują.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
22.09.2026 17:28
Iwona Towalska, Unilever: Rola sieci będzie się zwiększać. Wygra nie jeden kanał, lecz najlepiej połączony ekosystem
Iwona Towlska, Head of Customer Strategy Planing Personal Care Unilevermat.prasowe

Wbrew tezie o eliminacji pośredników, rola sieci będzie się zwiększać z uwagi na konsolidację rynku oraz rosnącą dojrzałość modeli omnichannel. W Polsce już dziś mamy sieci, które świetnie łączą sklep fizyczny, aplikację, program lojalnościowy i retail media. Dla dostawców oznacza to przejście od tradycyjnych negocjacji handlowych do partnerstwa opartego na wspólnym celu i danych — mówi Iwona Towalska, Head of Customer Strategy Planning & NRM, Personal Care, Unilever Polska, panelistka tegorocznego Forum Branży Kosmetycznej 2026.

Jak wygląda obecnie i jak się zmienia istotność/waga poszczególnych kanałów dystrybucji w strategiach dostawców takich jak Unilever? Gdzie dzisiaj firmy szukają sprzedaży? 

Istotność kanałów wciąż mierzymy udziałami wartościowymi i wolumenowymi, ale środek ciężkości przesuwa się z pytania „gdzie sprzedajemy?" na „gdzie i jak konsument podejmuje decyzję?". Obserwujemy wyraźną polaryzację formatów – z jednej strony dyskonty i convenience, z drugiej wyspecjalizowane drogerie, stawiające na doświadczenie zakupowe. Jednocześnie rośnie znaczenie e-commerce i q-commerce jako kanałów uzupełniających, a retail media stają się nową warstwą komunikacji w momencie podejmowania decyzji zakupowej. To zmiana, która już się dzieje.

Jak zmienia się rynek i konsument, a także jakie czynniki najmocniej determinują tę zmianę? 

Fundamentem, który trzeba zrozumieć, zanim zaczniemy projektować kanały dotarcia, są makrosiły zmieniające sposób, w jaki żyjemy i kupujemy. To po pierwsze wellbeing, czyli rosnące znaczenie holistycznego podejścia do zdrowia i postrzegania kosmetyku jako elementu rytuału. Po drugie — zmieniający się styl życia, związany m.in. ze starzeniem się społeczeństwa, urbanizacją, presją kosztową, czy  tym, że więcej czasu spędzamy w domu. Niezwykle istotne są też cyfryzacja, podejście technology-first, napędzające hiperwygodę, wykorzystanie danych i personalizację, a także kryzys środowiskowy, który zwiększa presję na działanie, a jednocześnie wzmacnia sceptycyzm wobec claimów. To właśnie umiejętność adaptacji do tych sił będzie wyznaczać kierunki wzrostu i wskazywać, gdzie szukać punktów styku z konsumentem.

Czy już nie mówimy o kanałach, a raczej ekosystemach? 

Nie mówimy już tylko o kanałach sprzedaży, ale o całych ekosystemach, w których wspólnie z retailerami tworzymy doświadczenie konsumenta. W Personal Care lojalność buduje się nie tylko promocją. Ważne są przede wszystkim trzy rzeczy: spójność doświadczenia, komunikacja dopasowana do sytuacji i potrzeb konsumenta oraz wiarygodność marki. Marka i sieć handlowa pełnią różne, uzupełniające się role.

image

Forum Branży Kosmetycznej 2026. Spotkajmy się tam, gdzie powstaje przyszłość rynku beauty

Dla kupującego mniej istotne jest, czy dodatkowa korzyść pochodzi od producenta, czy od sieci. Liczy się to, czy całe doświadczenie odpowiada na jego potrzeby. Dlatego lojalność wobec marki i miejsca zakupu powstaje wspólnie, a nie należy wyłącznie do jednej strony.

Czy w perspektywie kilku lat rola pośredników (między marką a klientem) jakimi są sieci detaliczne, zostanie zminimalizowana/ ograniczona? Co je zastąpi? 

Wbrew tezie o eliminacji pośredników, rola sieci będzie się zwiększać z uwagi na konsolidację rynku oraz rosnącą dojrzałość modeli omnichannel. W Polsce już dziś  mamy sieci, które świetnie łączą sklep fizyczny, aplikację, program lojalnościowy i retail media. Dla dostawców oznacza to przejście od tradycyjnych negocjacji handlowych do partnerstwa opartego na wspólnym celu i danych.

Jakie formaty, koncepty, kanały będą zwycięzcami w obszarze kosmetycznym w ciągu kolejnych 5-10 lat?

Przejście „od kanałów do ekosystemów" to zmiana, która dopiero się kształtuje – jej kierunek jest wyraźny, jednak bez sztywnego punktu końcowego – dlatego wymaga działania krok po kroku. Warto nią zarządzać poprzez budowanie świadomości i zrozumienia, współtworzenie (co-design) z retailerami, rytm częstych, przyrostowych pilotaży i skalowanie success stories, a także adresowanie obaw, wynikających z krótkoterminowych celów i przywiązania do dotychczasowych modeli poprzez jasny plan i dane. Skorzysta na tym nie ten, kto ma najlepszy pomysł, lecz ten, kto skutecznie przeprowadzi przez zmianę ludzi – zarówno we własnej organizacji, jak i po stronie partnerów. 

Tradycyjne drogerie (jak Rossmann czy Hebe) stają się gigantami technologicznymi, dynamicznie rozwijając własne platformy reklamowe (Retail Media Networks). Jak pogodzić obecność i ekspansję marek w kanałach tj. własny e-commerce czy TikTok Shop, z budowaniem relacji z kluczowymi partnerami handlowymi offline? Czy te kanały ze sobą konkurują, czy udało Wam się wypracować model synergii, w którym nowości cyfrowe napędzają ruch w tradycyjnych drogeriach?

Te kanały konkurują ze sobą tylko wtedy, gdy zarządza się nimi w silosach. Punktem wyjścia zawsze jest konsument, nie kanał. Każdy kanał odpowiada na inną misję zakupową i odgrywa inną rolę w ekosystemie nabywcy, dlatego kluczowa jest synergia, a nie rywalizacja – czyli odpowiadanie na różne potrzeby poprzez odpowiednio dobrany asortyment, obsługę i doświadczenie.

Kiedy spojrzymy na to z perspektywy konsumenta, okazuje się, że kanały wcale nie konkurują o to samo. Do drogerii klient idzie po odkrywanie, testowanie i doświadczenie, do dyskontu po wygodę, z e-commerce korzysta ze względu na pełną ofertę i wiedzę opartą na danych, a w social commerce szuka inspiracji i nowości. Ta sama osoba korzysta ze wszystkich tych kanałów, tylko w różnych momentach i z różną intencją.

image

Drogeria Roku 2026. Twój gust ma głos! Wybierz najlepszą drogerię, perfumerię, koncept i strefę beauty w sieciach handlowych.

W tej układance kanały cyfrowe nie zabierają ruchu drogeriom, przeciwnie – mogą go napędzać. TikTok Shop czy własny e-commerce budują popyt, który konsument bardzo często realizuje tam, gdzie może produktu dotknąć, przetestować go i poczuć, czyli w kanale offline. Równolegle same sieci stają się coraz bardziej zaawansowane technologicznie, rozwijając własne Retail Media Networks. To otwiera nowe źródło wartości, jednak zyskuje ten, kto potrafi połączyć dane, wspólny pomiar i cele komercyjne oraz rozwijać retail media tak, by wzmacniać zaufanie.

I tu dochodzimy do sedna: doświadczenie, możliwość testowania i inspiracja to elementy, których nie da się w pełni zdigitalizować. Dlatego rola sieci nie maleje, lecz rośnie. 

Od lidera oczekuje się dziś prowadzenia organizacji przez nieustanną transformację. Jakich kompetencji będzie wymagać zarządzanie przyszłości? Która kompetencja lidera zdecyduje o tym, kto wygra w erze automatyzacji i pracy zespołów wspieranych przez AI?

Technologię można wdrożyć z dnia na dzień, jednak trwała zmiana zachowań i nawyków wymaga czasu, wsparcia i przestrzeni. Prawdziwą kompetencją przyszłości jest umiejętność prowadzenia organizacji przez nieustanną zmianę. Ze zmianą zawsze ma się do czynienia w kilku obszarach jednocześnie i są to: ludzie, procesy i automatyzacja. 

Wszystko zaczyna się od ludzi. Lider przyszłości jest przede wszystkim agentem zmiany, zaczyna od „dlaczego", buduje zaangażowanie i dba o odporność oraz dobrostan zespołu. Kompetencje, również cyfrowe i związane z AI, powinny być rozwijane w sposób ciągły, a nie jednorazowy.

Procesy są pomostem między strategią a egzekucją. Rolą lidera jest przeprojektowanie sposobu pracy tak, aby nadążał za tempem technologii – poprzez jasny podział ról, jedną wspólną wersję danych i rutyny „insight-to-action". 

Automatyzacja natomiast powinna wspierać człowieka. Technologia ma wzmacniać decyzje i kreatywność, przejmując skalę i powtarzalne zadania, a tym samym uwalniając czas na strategię i odważne decyzje. 

Zyskają liderzy, którzy potraktują transformację nie jako jednorazowy projekt a  jako stały sposób działania.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
17.09.2026 11:24
Tomasz Leśniak, Medica Group: Proces normalizacji sexual wellness jeszcze się nie zakończył.
Tomasz Leśniak (archiwum prywatne)

„Nie chcemy tylko dostarczać produktów. Chcemy wspólnie z retailerami budować kategorię, która odpowiada na realne potrzeby konsumentów i tworzy dla handlu nowy, rentowny obszar wzrostu" — mówi Tomasz Leśniak, CEO Medica-Group Sp. z o.o. O tym, jak zmienia się kategoria sexual wellness, co ją blokuje, a gdzie są niewykorzystane szanse rozwojowe, rozmawia z Wiadomościami Kosmetycznymi.

Czy wejście sexual wellness do mainstreamowych drogerii oznacza normalizację, czy „wygładzenie” produktu? Czy zmieniali Państwo produkt lub branding pod  oczekiwania sieci? 

Z perspektywy producenta widzę przede wszystkim realną normalizację tej kategorii. Sexual wellness coraz wyraźniej wychodzi z obszaru tabu i staje się częścią szerszej rozmowy o jakości życia, relacjach i zdrowiu intymnym. To naturalna ewolucja rynku: konsumenci są bardziej świadomi swoich potrzeb, a handel zaczyna za tą zmianą podążać. 

Nie oznacza to jednak, że produkt w kanale mainstreamowym może być komunikowany dokładnie tak samo, jak w kanale specjalistycznym. Drogeria ma inną przestrzeń ekspozycyjną, inną wrażliwość komunikacyjną i  znacznie szerszą grupę odbiorców. Dlatego dostosowanie języka, designu czy architektury opakowania uważam nie za „wygładzanie”, lecz za profesjonalne zarządzanie kategorią. Kluczowe jest, aby nie zgubić  funkcji i tożsamości produktu. 

W Medica-Group od lat rozwijamy portfolio tak, aby produkty intymne mogły funkcjonować również w  nowoczesnym retailu. Nasze wieloletnie doświadczenie obejmuje kosmetyki, suplementy diety, perfumy z feromonami i inne segmenty sexual wellness. Jeżeli partner handlowy wskazuje konkretne potrzeby dotyczące ekspozycji czy komunikacji, jesteśmy otwarci na dialog. Nie chodzi jednak o ukrywanie kategorii, lecz o nadanie jej formy adekwatnej do miejsca sprzedaży. Uważam, że prawdziwa normalizacja następuje właśnie wtedy, gdy produkt nie musi krzyczeć, że jest „erotyczny”, aby konsument rozumiał jego  przeznaczenie. 

Moje obserwacje dotyczące rynku są takie, że łatwiej znaleźć na półce produkt, który ma sprawić, że konsumentka będzie bardziej atrakcyjna dla kogoś, niż taki, który ma zwiększyć jej własną satysfakcję seksualną. Czy obserwują Państwo to również w praktyce biznesowej? Jak kupcy reagują na bezpośrednią komunikację o kobiecej przyjemności i własnym pożądaniu?

Przez wiele lat rynek rzeczywiście częściej komunikował kobiecą seksualność przez pryzmat atrakcyjności  dla partnera niż własnej przyjemności kobiety. To się jednak zmienia i uważam, że jest to jedna z najważniejszych zmian zachodzących obecnie w sexual wellness. Konsumentki coraz częściej poszukują produktów związanych z ich własnym komfortem, potrzebami, libido i satysfakcją. 

Dlatego Medica-Group od dawna buduje pełne linie skierowane bezpośrednio do kobiet. W naszym portfolio znajdują się m.in. Orgasm Max Cream for Women, Orgasm Power for Women oraz linia WinWoman, rozwijana w różnych formach produktowych. Nie traktujemy produktów dla kobiet jako dodatku do oferty  męskiej. To samodzielny, strategiczny segment naszego portfolio. 

A co z kupcami?

Po stronie kupców nadal widoczna jest pewna ostrożność wobec bardzo bezpośredniego języka. Naszą rolą  jako producenta jest więc dostarczenie partnerowi nie tylko produktu, ale również wiedzy: jak mówić o potrzebach kobiet w sposób nowoczesny, odpowiedzialny, zgodny z charakterem kanału i bez niepotrzebnej  sensacyjności. Chcemy przekazywać tę wiedzę partnerom B2B, szkolić ich zespoły i pomagać budować  komunikację, w której kobieca przyjemność jest naturalnym elementem zdrowia, komfortu i jakości życia, a nie tematem, który należy omijać.

Czy „sexual wellness” to realna zmiana myślenia, czy strategia marketingowa pozwalająca ominąć tabu? 

Dla mnie sexual wellness jest przede wszystkim realną zmianą sposobu myślenia. Sam język oczywiście ma  znaczenie: termin „sexual wellness” pozwala wyjść poza historyczne skojarzenie tej kategorii wyłącznie z sex-shopem i spojrzeć na nią szerzej — przez pryzmat komfortu intymnego, relacji, świadomości własnego  ciała, satysfakcji i jakości życia. Ale jeżeli za zmianą słownika nie idzie zmiana produktu, edukacji i podejścia  do konsumenta, pozostaje ona tylko zabiegiem marketingowym. 

To gdzie kończy się wellness, a zaczyna po prostu kosmetyczne „opakowanie” kategorii erotycznej w bardziej akceptowalny język?

Granica jest więc dość prosta: wellness nie może być eufemizmem służącym do ukrywania rzeczywistego  przeznaczenia produktu. Komunikacja powinna być transparentna, odpowiedzialna i adekwatna do kategorii.  Jednocześnie nie widzę powodu, aby seksualność przedstawiać językiem prowokacji, skoro może być  komunikowana tak samo profesjonalnie, jak pielęgnacja intymna, zdrowie hormonalne czy inne obszary związane ze zdrowiem i jakością życia. 

image

Rynek sexual wellness w Polsce w fazie przyspieszenia, start upy — strzyżcie uszami

Medica-Group od lat działa właśnie na styku tych światów. Naszym celem jest „odczarowywanie” kategorii:  bez infantylizacji i bez epatowania erotyką. Sexual wellness dojrzewa jako segment rynku wtedy, kiedy  zaczynamy mówić o nim rzeczowo — tak, jak o każdym innym obszarze konsumenckiego wellness. 

W badaniu, które przeprowadziłam na potrzeby artykułu w zeszłorocznym roczniku Wiadomości Kosmetycznych, spośród dużych sieci oferujących przynajmniej część kategorii sexual wellness aż 80 proc. nie odpowiedziało na pytanie o dane sprzedażowe, 8 proc. odmówiło ich udostępnienia, a tylko 2,3 proc. zadeklarowało, że takie dane w ogóle zbiera. Czy oznacza to, że rynek nadal nie traktuje tej kategorii jako pełnoprawnej kategorii FMCG/beauty? 

Nie interpretowałbym samej niechęci do udostępniania danych jako dowodu, że kategoria nie jest traktowana poważnie — sieci handlowe chronią dane sprzedażowe również w wielu innych segmentach. Natomiast fakt,  że wokół sexual wellness nadal pojawia się większa ostrożność komunikacyjna, pokazuje, że proces normalizacji jeszcze się nie zakończył. 

Z naszej perspektywy zmiana jest jednak wyraźna. Jeszcze kilka lat temu rozmowa z mainstreamowym  retailem bardzo często zaczynała się od pytania: „czy taka kategoria w ogóle pasuje do drogerii?”. Dzisiaj coraz częściej rozmawiamy o tym, jakie produkty wybrać, jak je wyeksponować, jak przeprowadzić pilotaż i jak zbudować rotację. To zasadnicza różnica. 

Misją Medica-Group jest przyspieszenie tego procesu. Chcemy, aby sexual wellness było traktowane jako pełnoprawny element nowoczesnego wellness — obok obszarów, które jeszcze niedawno również były  niszowe, a dziś są częścią głównego nurtu, takich jak longevity czy biohacking. Nie stawiałbym znaku  równości między tymi kategoriami w sensie medycznym; łączy je natomiast rosnące zainteresowanie konsumentów świadomym dbaniem o jakość życia. Właśnie w tym kontekście sexual wellness ma ogromną  przestrzeń do dalszego rozwoju. 

Z jakim oporem kupców spotykają się Państwo przy wprowadzaniu sexual wellness do tradycyjnych drogerii? Czego dotyczą największe obawy: reakcji klientów, komunikacji marketingowej, ekspozycji, wizerunku sieci czy odpowiedzialności za samą kategorię?

Największą barierą nie jest dziś, moim zdaniem, sprzeciw wobec samej kategorii. Częściej jest nią niepewność. Kupiec, który przez lata zarządzał klasycznym beauty, suplementami czy higieną osobistą, może nie mieć jeszcze wystarczających danych, aby ocenić potencjał rotacji sexual wellness. Pojawiają się  pytania o akceptację klientów, miejsce na półce, język komunikacji, szkolenie personelu i przede wszystkim  ryzyko zatowarowania. 

Proponujemy model współpracy oparty na rozwiązaniach, które istotnie ograniczają ryzyko po stronie retailera i ułatwiają podjęcie decyzji o wdrożeniu marki. Opracowaliśmy strategię wejścia obejmującą  selekcję najlepiej rokujących SKU, możliwość pilotażu w wybranych placówkach oraz pełne wsparcie  wdrożenia i sprzedaży. Nasze podejście zostało skonstruowane w taki sposób, aby partner mógł przetestować potencjał marki przy minimalnym zaangażowaniu i ograniczonym ryzyku handlowym. Dzięki temu możemy elastycznie dopasować model współpracy do skali, potrzeb i oczekiwań konkretnej sieci. 

Do tego dokładamy wiedzę produktową, materiały, wsparcie marketingowe i szkolenia personelu. Dzięki  wieloletniemu doświadczeniu wiemy, że w nowej kategorii sam produkt nie wystarcza. Trzeba pomóc partnerowi zrozumieć, komu go zaoferować, gdzie go ustawić i jak o nim mówić. Właśnie w ten sposób  chcemy budować bezpieczne wejście sexual wellness do retailu. 

Brzmi, jakby mainstream poszerzał grupę odbiorców. A może tylko przenosi zakupy z sex shopów i sklepów specjalistycznych? 

Jestem przekonany, że mainstream przede wszystkim poszerza rynek. Poszczególne kanały mają różne  grupy klientów, różny poziom zaufania i odpowiadają na inne sytuacje zakupowe. Klient specjalistycznego  sklepu internetowego często szuka bardzo szerokiego wyboru i konkretnego produktu. Klient drogerii może  natomiast odkryć kategorię przy okazji codziennych zakupów — obok kosmetyków, suplementów czy  produktów higieny intymnej. To zupełnie inna ścieżka zakupowa. 

image

Agata Ptak, Lula Pink: Estetyka sex shopowa nie sprzeda się w drogeriach [FBK 2025]

Dlatego obecność sexual wellness w drogerii nie musi oznaczać odebrania sprzedaży sex-shopom. Może oznaczać dotarcie do konsumenta, który wcześniej w ogóle nie wszedłby do sklepu specjalistycznego. Mainstream obniża psychologiczną barierę wejścia, zwiększa dostępność i pomaga normalizować kategorię.  W efekcie rośnie cały rynek. 

Z biznesowego punktu widzenia to ważna szansa dla retailerów. Wprowadzając dobrze dobraną ofertę sexual wellness, sieć może nie tylko zwiększyć wartość koszyka, ale również pozyskać nową potrzebę  zakupową wśród obecnych klientów i przyciągnąć nowych odbiorców. Właśnie dlatego patrzymy na tę  kategorię nie jako na migrację sprzedaży między kanałami, ale jako na tworzenie dodatkowego popytu. 

Gdyby miał Pan wystosować miniorędzie do kupców w sieciach drogeryjnych czy handlowych w ogóle, to co by Pan w nim zawarł?

Spójrzcie Państwo na sexual wellness nie jak na niszową kategorię, ale jak na kolejną przestrzeń do wzrostu sprzedaży, marży i pozyskania nowych klientów. 

Medica-Group ma wieloletnie doświadczenie na rynku kosmetyków i suplementów. Przez lata  zdobyliśmy szerokie kompetencje w sprzedaży detalicznej, produkcji i rozwijaniu marek oraz we współpracy  B2B z partnerami i dystrybutorami, także na rynkach zagranicznych. Nasze portfolio obejmuje m.in. markę PheroStrong oraz rozwijane od lat linie produktów intymnych. Produkty Medica-Group są obecne w  europejskich kanałach dystrybucji, a w 2026 roku linie PheroStrong Elixir i Orgasm Max Cream zostały  wyróżnione w konkursie Perły Rynku. 

Nie proponujemy Państwu po prostu kolejnych produktów na półkę. Proponujemy wspólne wejście w kategorię, która może generować dodatkowy obrót, atrakcyjną marżę i docierać do klientów, których część  tradycyjnego retailu wciąż nie zagospodarowała. 

Rozumiemy jednocześnie, że wdrożenie nowej kategorii może wiązać się z ostrożnością po stronie kupca. Dlatego opracowaliśmy model współpracy, który pozwala istotnie ograniczyć ryzyko handlowe — od selekcji  najlepiej rokujących SKU, przez możliwość rozpoczęcia od pilotażu, po elastyczne rozwiązania dopasowane  do skali i potrzeb konkretnej sieci. Zapewniamy wiedzę produktową, materiały sprzedażowe i marketingowe, próbki, szkolenia pracowników oraz bieżące wsparcie naszego zespołu. 

Chcemy być nie tylko dostawcą, ale partnerem odpowiedzialnym za rozwój kategorii razem z siecią. Model  jest prosty: minimalizujemy barierę wejścia i ryzyko po stronie retailera, a wspólnie maksymalizujemy  potencjał sprzedaży i zysku. Bazując na wieloletnim doświadczeniu w budowaniu tego rynku, wierzymy, że sexual wellness zasługuje na pełnoprawne miejsce w nowoczesnym handlu. Warto dać tej kategorii miejsce  na półce — i pozwolić klientom zdecydować o jej sukcesie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. wrzesień 2026 20:19