StoryEditor
Rynek i trendy
18.08.2019 00:00

Drogeryjne sieci chcą naturalnych kosmetyków

Jeszcze niedawno sieci drogeryjne, które wprowadzały na półki kosmetyki naturalne, uważały to za swoją przewagę konkurencyjną. Dziś każda z sieci ma naturalne produkty w ofercie. Większość zapowiada rozszerzenie tego asortymentu. Problemem pozostaje weryfikacja, co jest, a co nie jest kosmetykiem naturalnym. Czy same sieci, wybierając tylko certyfikowane kosmetyki, uporządkują ten rynek?

Sieci drogeryjne nie mogły zostać obojętne na pęd konsumentów ku naturze. Jedne szybciej, inne później zaczęły wprowadzać naturalne kosmetyki na półki. Wszystkie jednak to robią. Rossmann – największa sieć drogeryjna na naszym rynku, nie udziela informacji o swoich działaniach w tym zakresie. Wiadomo jednak, że już od dawna rozbudowuje asortyment o kosmetyki naturalne. Ostatnie przykłady nowości z tego segmentu wprowadzonych przez znane, masowe marki do Rossmanna to Soraya Plante (99 proc. składników naturalnych) i Botanical Flow firmy Delia Cosmetics (95 proc. składników naturalnych).

Sieć Hebe określa kosmetyki naturalne jako bardzo ważną część asortymentu. – Sukcesywnie ją rozwijamy. W ofercie znajduje się wiele uznanych i cenionych marek, z których część dostępna jest wyłącznie w naszej sieci. Dbamy o to, aby oferta Hebe była jak najbardziej kompleksowa – informuje biuro prasowe Hebe. Są to kosmetyki do twarzy, ciała i włosów, a nowością są kosmetyki do makijażu marek Ecocera, Felicea i Miya.

Patrząc na dzisiejsze trendy konsumenckie nazwa sieci drogerii Natura jest jak dar od losu, i jak mówi Grażyna Kułakowska, manager odpowiedzialna za kategorię pielęgnacji twarzy i kosmetyków naturalnych w tej sieci – zobowiązuje. – To wyjątkowo ważna dla nas kategoria, której dynamika sprzedaży jest coraz większa, niezmiennie ją rozszerzamy i uatrakcyjniamy – deklaruje. – Bazujemy głównie na popularnych, ogólnodostępnych markach, ale również tych pochodzących z niewielkich lokalnych manufaktur. Ostatnio wprowadziliśmy też naszą markę Botanic Skin Food, której powodzenie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania – dodaje.

Uwzględniając obecne trendy, dla sieci Natura jej nazwa jest jak dar od losu

Zdecydowanie w stronę kosmetyków naturalnych idzie sieć sklepów Kontigo. Zdecydowanie też wybiera drogę marek własnych, ograniczając asortyment kosmetyków masowych dostępnych wszędzie.

Ten kierunek wybiera też część sklepów drogeryjnych działających na tzw. rynku tradycyjnym. – Nie wszyscy właściciele drogerii się na to decydują, ale ci świadomi z przekonaniem wprowadzają kosmetyki naturalne, w tym niszowe marki do oferty. Ja osobiście również jestem zwolenniczką takich rozwiązań, ponieważ nie jesteśmy w stanie walczyć z drogeryjnymi gigantami taką samą ofertą ani ceną – mówi Teresa Stachnio, członek zarządu franczyzowej sieci drogerii Jasmin. – W drogeriach tradycyjnych nie ma też tak dużego przepływu klientów jak w marketach czy masowych sieciach drogeryjnych. Do nas przychodzą klienci poszukujący wyjątkowych produktów, wybranych tylko dla nich i w takiej specjalizacji upatruję dla nas szansy – dodaje Teresa Stachnio.

Ekspozycja kosmetyków naturalnych w drogerii Jasmin w Wałbrzychu

Kosmetyki naturalne stały się na tyle ważne, że sieci inwestują w specjalne ekspozycje, które mają je wyróżnić na tle innych produktów i podkreślić ich wyjątkowość. Zazwyczaj używają do tego materiałów i kolorów nawiązujących stylistyki eko, dominują drewno i zieleń. W sieci Kontigo są to nie tylko oznaczenia regałów, ale cała wydzielona sekcja z roślinami i wykładziną imitującą trawę. Drogerie Natura ofertę naturalnych produktów prezentują na wydzielonych regałach, informacje o kategorii pojawiają się na szczytach regałów i na podłodze, dodatkowo kosmetyki naturalne, organiczne i wegańskie oznaczane są wobblerami.

Alejka z kosmetykami naturalnymi w Kontigo w CH Avenida w Poznaniu

W sieci drogerii Jawa kosmetyki naturalne stanowią ok. 20 proc. kategorii pielęgnacyjnych. W całym asortymencie jest to niewiele ponad 3 proc. – Posiadamy produkty certyfikowane, naturalne oraz te, których opakowania i skład nawiązują do nurtu eko. Z tego też powodu nie zdecydowaliśmy się na wyznaczenie osobnej kategorii eko w naszych sklepach. Stosujemy oznaczenia, które pozwalają klientom zidentyfikować produkt z tej grupy asortymentowej w różnych kategoriach – mówi Edyta Kresińska, doradca zarządu ds. marketingu sieci Jawa.

Odpowiedzialność spoczywa na producentach

Problemem dla całego rynku kosmetycznego jest brak jasnej definicji kosmetyku naturalnego. Sieci drogeryjne różnie radzą sobie z tym problemem. Teresa Stachnio przyznaje, że sieć Jasmin nie weryfikuje dogłębnie składu kosmetyków. – Nie mamy zatrudnionych w sieci kosmetologów. To jest odpowiedzialność producentów, jeśli oferują swój kosmetyk jako naturalny, takim powinien on być. Z całą pewnością definicja naturalnego kosmetyku powinna być jasna i prawnie uregulowana, bo konsumenci nie mogą być wprowadzani w błąd – mówi.

Tego samego zdania jest Edyta Kresińska. – Zdecydowanie uważamy, że jednoznaczna definicja powinna powstać. Konsument szukający tego typu produktów nie powinien mieć wątpliwości, czy produkt, jaki wybiera jest faktycznie naturalny, czy tylko jest wpisany do tej grupy ze względu na zabiegi, jakie producent zastosował na poziomie chociażby kreacji opakowania – mówi.

Sieć Hebe deklaruje, że wśród kosmetyków naturalnych, które trafiają na jej półki są przede wszystkim produkty o zweryfikowanym składzie. – Potwierdzeniem naturalności produktów mogą być m.in. międzynarodowe certyfikaty, np. Ecocertu czy CosmeBIO. Certyfikaty przyznawane są na podstawie spełnienia wymogów danej organizacji. Z braku jednej definicji prawnej wymogi te mogą nieco się od siebie różnić. W przypadku Ecocert, aby kosmetyk otrzymał certyfikat, 95 proc. jego składu musi być pochodzenia naturalnego. Takim certyfikatem oznaczone są m.in. marki Marilu Bio, Feel Free, Only Bio, Vianek czy Natura Siberica. W ofercie posiadamy także kosmetyki odpowiednie dla wegan z międzynarodowymi oznaczeniami Vegan – informuje biuro prasowe sieci.

Ekspozycja kosmetyków naturalnych w drogerii Hebe w CH Wroclovia we Wrocławiu

W drogeriach Natura oferowane są kosmetyki naturalne, ale niekoniecznie certyfikowane. – Posiadanie certyfikatów nie jest warunkiem wprowadzenia produktu do naszej oferty – mówi Grażyna Kułakowska. – Na rynku są obecne i ciągle pojawiają się nowe kosmetyki o naprawdę dobrym, i co dla nas kluczowe, naturalnym składzie, choć nieposiadające certyfikatów. Każdy produkt poddajemy jednak wnikliwej analizie m.in. pod kątem naturalności jego komponentów. Samo opakowanie, pomimo, że dla każdego kosmetyku bardzo ważne, sugerujące naturalność, nie jest dla coraz bardziej świadomych i wyedukowanych klientów wyznacznikiem tej naturalności. Nasze klientki świetnie znają składniki stosowane w kosmetyce, doskonale radzą sobie z prawidłowym odczytem INCI – zapewnia.

Co mówią, a co robią konsumenci?

Czy sami konsumenci faktycznie potrafią odróżnić kosmetyki naturalne od tych, które wyglądają jak naturalne? Według sieci Hebe, wielu klientów ma szeroką wiedzę i z pełną świadomością wybiera kosmetyki.

Grażyna Kułakowska z sieci Natura uważa, że wyraźny podział na kosmetyki naturalne i w nurcie naturalnym jest potrzebny, ale dodaje, że duża część klientów rozumie różnicę między nimi. – Sądzę, że grupa ta będzie się sukcesywnie powiększać. Oczywiście są osoby przywiązane do swoich ulubionych marek i wrażliwe na reklamy, kupujące znane brandy, jednak konsumenci chcący korzystać z dobrodziejstw natury to grupa bardzo szybko rosnąca. Szeroko znane marki również dostrzegają ten trend i wprowadzają kosmetyki naturalne albo z dużą zawartością takich składników – mówi.

Edyta Kresińska przyznaje, że konsumenci pod wpływem ogólnych trendów rynkowych i mody na bycie eko, bardzo często pytają o produkty naturalne, ale nie oznacza to, że je kupują. – Dzieje się tak zwłaszcza w dużych miastach, gdzie to, czy produkt jest naturalny, ma większe znaczenie i klienci lepiej radzą sobie z identyfikacją takich kosmetyków oraz certyfikatów. Jednak nie zawsze przekłada się to na ostateczny wybór – podkreśla. – To może świadczyć o tym, że ostatecznie konsument nie ma w stu procentach pewności, że produkt wybrany przez niego jest ekologiczny. Albo wyższa cena produktów z tej kategorii wpływa na racjonalizm decyzji i ostatecznie kupuje tańszy kosmetyk, który nie jest eko, ale marki, do której ma zaufanie. Reasumując widzimy te deklaratywne zachowania konsumentek, ale póki co deklaracje nie przekładają się na wzrost udziału produktów ekologicznych w koszyku zakupowym – stwierdza Edyta Kresińska.

Teresa Stachnio mówi, że bywa różnie. – Powiedziałabym, że z kupującymi jest tak, jak z markami kosmetyków naturalnych – są tacy, którzy są w pełni świadomi i również używanie określonych kosmetyków to część filozofii ich życia. I są tacy, którzy oglądają produkt przy półce z każdej strony, czytają etykietę, skład, ale potem wkładają do koszyka produkt zupełnie innej, znanej marki – opowiada. – W naszych drogeriach bardzo dużo zależy też od tego, jak klient jest pokierowany przez sprzedawcę. Jeśli kosmetyk jest odpowiednio zaprezentowany – kupi go. Niezależnie od tego, z jakiego segmentu jest to produkt – dodaje Teresa Stachnio.

Szansa dla nowych marek

Menedżerowie reprezentujący sieci drogeryjne zapowiadają, że półka z kosmetykami naturalnymi będzie coraz większa. Deklarują również chęć współpracy z nowymi producentami. – Interesują nas kosmetyki o najlepszym składzie, w przyjaznej dla klienta cenie i praktycznie w każdej kategorii – zarówno artykułów pielęgnacyjnych, jak i higienicznych, a także środków czystości – tu też jest zapotrzebowanie na produkty bazujące na naturalnych ekstraktach i składnikach, bez substancji szkodliwych – mówi Grażyna Kułakowska.

Drogerie Hebe również mają miejsce na nowe produkty w tym segmencie. – Wprowadzamy wiele nowości i wspieramy rozwój obecnych już u nas marek. Poszukujemy przede wszystkim produktów wysokiej jakości ze składem zgodnym z oczekiwaniami klientów. Ekologiczne opakowania i wygląd to bardzo ważne elementy filozofii marek, ale na pierwszym miejscu jest naturalny skład produktów – informuje biuro prasowe Hebe.

Z ciekawym projektem rusza sieć Jasmin, dając szansę na wejście do masowej dystrybucji nawet „raczkującym” producentom kosmetyków naturalnych. – Zgłasza się do nas mnóstwo początkujących firm, często z interesującymi, ale zupełnie nieznanymi produktami. Postanowiliśmy otworzyć się na takie marki. Jest to dla nich szansa, by wejść szeroko do detalu – mówi Teresa Stachnio, członek zarządu sieci Jasmin. W ponad 30 wybranych drogeriach Jasmin zostaną wprowadzone specjalne ekspozytory na ekologiczne kosmetyki. Będzie to miejsce na zupełnie nowe, początkujące marki. Każda z nich zostanie opisana. – Jednorazowo do takiej akcji zaprosimy 8 do 10 firm. Zrobimy wszystko, co jest potrzebne, by ich produkty dobrze zaprezentować klientom i sprzedać, ale po kwartale będziemy weryfikować wyniki sprzedaży i z takiej akcji pozostawimy 2-3 firmy, w przypadku których obrót będzie na tyle zadowalający, żebyśmy mogli wprowadzić je do stałej sprzedaży – przedstawia koncepcję Teresa Stachnio. Produkty będą przyjmowane z prawem zwrotu.  

Testowanie nowej marki w drogerii Laboo w Galerii Siedleckiej w Siedlcach

Na co muszą zwrócić uwagę producenci kosmetyków naturalnych starający się o wejście do sieci drogeryjnych?

Grażyna Kułakowska, category manager kategorii pielęgnacja twarzy i kosmetyki naturalne, sieć drogerii Natura:

Najważniejszy jest dobry skład produktu – konsumenci szybko i bezbłędnie to weryfikują. Dobrze, kiedy ten wyjątkowy, naturalny skład włożony jest w atrakcyjne i ekologiczne opakowanie. Konsumenci, którzy szukają natury w kosmetykach, są coraz bardziej wyczuleni również na ekologiczne wykonanie opakowania, ono też musi być przyjazne dla środowiska. Ważna jest także niewygórowana cena – kosmetyków naturalnych poszukują różni klienci, dlatego każdy powinien móc znaleźć coś dla siebie w tej kategorii, niezależnie od zasobności portfela.

Edyta Kresińska, doradca zarządu ds. marketingu w sieć drogerii Jasmin:

Producenci powinni w dalszym ciągu inwestować w edukację konsumentów. Powinni również pracować nad strategią ceny. Wszyscy inwestujący w tę kategorię powinni dążyć do jasnego zdefiniowania, co jest kosmetykiem naturalnym.

Zbigniew Łebed, dyrektor handlowy w sieci drogerii Laboo:

Pojawiło się ostatnio mnóstwo firm z kosmetykami naturalnymi, ekologicznymi, wegańskimi. Jednak produkcja i dystrybucja wyczerpują ich finansowe zaplecze, a konsument sam z siebie nie sięga po produkt. Musi on najpierw zostać wypromowany, najlepiej w mediach społecznościowych, ale też w samych drogeriach, poprzez szkolenia dla personelu, przekazywanie próbek produktów. Trzeba budować znajomość brandu, pokazywać atrybuty produktu – bez tego nie ma szansy na sprzedaż. Młodym producentom i dystrybutorom kosmetyków naturalnych radziłbym, aby brali przykład od funkcjonującej od lat na rynku kosmetyków naturalnych firmy Sylveco. Moda na naturę jest faktem, ale nawet najfajniejsze produkty same się nie sprzedają. Komunikacja to trzy czwarte sukcesu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
23.09.2026 14:44
Dziewczynki mówią reklamą i mają „niedoskonałości” w wieku 10 lat; szokujący raport Fundacji Kosmos dla Dziewczynek
Dziewczynki mówią o pielęgnacji frazami z reklam: „niedoskonałości”, „dobre składy”, „kosmetyki do młodej skóry”. Jednocześnie rzadko widzą w sobie odbiorczynie ww. reklam.Fundacja Kosmos Dla Dziewczynek

Dziewczynki w wieku 10–12 lat mają coraz większą wiedzę o kosmetykach, markach i trendach, a pielęgnacja twarzy zajmuje części z nich od 10 minut do nawet godziny dziennie. Raport Fundacji Kosmos dla Dziewczynek pokazuje, że produkty beauty stają się nie tylko elementem codziennych rytuałów, ale także ważnym tematem relacji rówieśniczych, zakupów i sposobu myślenia o wyglądzie. Jednocześnie dzieci często posługują się językiem zaczerpniętym bezpośrednio z komunikacji marketingowej.

Raport „Dziewczyńskiej Debaty” Fundacji Kosmos dla Dziewczynek powstał na podstawie rozmów z 20 dziewczynkami w wieku 10–12 lat, które w maju 2026 r. spotkały się w Warszawie. Była to już czwarta edycja inicjatywy organizowanej przez fundację, tym razem we współpracy z Fundacją im. Stefana Batorego w ramach Programu Równych Praw, finansowanego przez Komisję Europejską. Temat kosmetyków wybrały same uczestniczki. W konsultacjach i ankiecie poprzedzających debatę wzięło udział 112 dziewczynek – właśnie kosmetyki otrzymały najwięcej wskazań. Wnioski nie są wynikiem reprezentatywnego badania rynku ani badania naukowego. Fundacja określa publikację jako raport partycypacyjny, którego celem jest przedstawienie perspektywy uczestniczek.

Kosmetyki jako codzienna kompetencja

Zebrane wypowiedzi pokazują, że część dziewczynek już w wieku 10–12 lat bardzo dobrze zna konkretne produkty, marki i trendy. Wiedzę zdobywają przede wszystkim w internecie – wymieniają YouTube, Pinterest, influencerki oraz media społecznościowe, ale także reklamy i promocje w drogeriach oraz rekomendacje koleżanek. Kosmetyki pojawiają się również w reklamach wyświetlanych podczas gier online, czasem wielokrotnie w trakcie jednej rozgrywki.

Szczególnie istotną kategorią okazuje się „skincare”, rozumiany nie jako podstawowa higiena, lecz wieloetapowa pielęgnacja twarzy. Dziewczynki mówią o tonikach, kremach czy maseczkach, stosowanych w określonej kolejności i o konkretnych porach dnia. Część z nich korzysta z produktów, które nie są przeznaczone dla ich grupy wiekowej. Wśród przykładów pojawiają się m.in. maseczki o działaniu ujędrniającym, atrakcyjnie opakowane produktami kierowanymi do młodszych konsumentek.

image

Beauty dla chłopców? Gen Alpha kupuje skincare, perfumy i kosmetyki premium

Deklarowany czas przeznaczany na pielęgnację wynosi od 10 minut do nawet godziny dziennie. Dziewczynki wskazywały zarówno na przedziały 10–20 minut, jak i około 30 minut czy 60 minut. Nie uwzględniały przy tym mycia się ani suszenia włosów. Dla części z nich jest to czas relaksu, przyjemności i „czasu dla siebie”. Jednocześnie podczas rozmowy o świecie bez kosmetyków pojawiła się perspektywa odzyskania tego czasu. Jedna z uczestniczek wskazywała, że bez pielęgnacji można byłoby zyskać około 20 minut przed wyjściem z domu.

Raport zwraca uwagę na szczególne znaczenie języka „dbania o siebie”. W komunikacji beauty pielęgnacja jest często przedstawiana jako forma troski o własny dobrostan. Dziewczynki przejmują ten sposób opisywania kosmetyków, choć jednocześnie część z nich sama podważa utożsamianie self-care z używaniem produktów. W debacie pojawiła się opinia, że dbanie o siebie może oznaczać również spacer, sport czy zdrowe jedzenie.

Marketing przenika język

Jednym z najważniejszych wątków raportu jest rozbieżność między deklarowaną świadomością reklam a rzeczywistym wpływem języka branży. Dziewczynki wiedzą, że reklama ma sprzedawać produkt. Potrafią również wskazać ryzyko związane z influencer marketingiem. Jednocześnie w swoich wypowiedziach wykorzystują sformułowania charakterystyczne dla komunikacji kosmetycznej: mówią o „dbaniu o siebie”, „niedoskonałościach”, „dobrej skórze”, „dobrych składach”, „sprawdzonych produktach” czy „kosmetykach do młodej skóry”.

Według autorek raportu pokazuje to, że przekaz marketingowy może oddziaływać nie tylko na wybory zakupowe, ale również na sposób opisywania własnego ciała i wyglądu. Szczególne znaczenie ma tu słowo „niedoskonałości”. Dziewczynki używają go w odniesieniu m.in. do krostek, pryszczy czy zmarszczek i łączą kosmetyki z ich zakrywaniem, korygowaniem lub poprawianiem.

Jednocześnie uczestniczki deklarują znajomość różnych kanonów piękna i przekonanie, że nie trzeba się malować, aby być atrakcyjną. W ich wypowiedziach współistnieją więc komunikaty o samoakceptacji oraz przekazy sugerujące możliwość poprawiania wyglądu. Z jednej strony „każdy jest piękny”, z drugiej – można ukrywać „niedoskonałości” i stawać się „lepszą wersją siebie”.

image

Skincare dla dzieci wymknął się spod kontroli? Ekspert apeluje do marek beauty

To napięcie jest widoczne również w podejściu do makijażu. Dziewczynki najczęściej wskazują, że powinno się po niego sięgać dopiero około 13–15 roku życia, choć jednocześnie część z nich przyznaje, że sama próbuje się malować już wcześniej. Makijaż jest postrzegany zarówno jako sposób upiększania i zakrywania problemów z cerą, jak i forma kreatywności, eksperymentowania czy wyrażania emocji.

Drogeria jako miejsce spotkań

Kosmetyki pełnią wśród badanych nie tylko funkcję produktową. Stają się również elementem relacji społecznych. Dziewczynki opowiadały o wspólnych nocowankach, podczas których nakładają sobie maseczki, kremy i wykonują makijaże. Wymieniają się informacjami o produktach, polecają sobie marki i obserwują nowości.

Istotnym miejscem jest także drogeria. Z wypowiedzi uczestniczek wynika, że wspólne chodzenie do popularnych sieci handlowych może być sposobem spędzania wolnego czasu – dziewczynki oglądają produkty, sprawdzają nowości i promocje, a następnie dokonują zakupów. Jedna z przywołanych przez fundację historii dotyczy dziewczynek, którym pracownice drogerii przechowują plecaki przy kasach.

Kosmetyki mogą więc działać jak rodzaj kompetencji społecznej. Znajomość produktów, marek i trendów ułatwia wejście do grupy i uczestniczenie w rozmowie. Brak zainteresowania kosmetykami nie musi jednak oznaczać wykluczenia – uczestniczki podkreślały, że możliwa jest przyjaźń między dziewczynkami, z których jedna się maluje, a druga nie. Jednocześnie temat może dzielić, m.in. ze względu na różnice w możliwościach zakupowych albo odmienne podejście do makijażu.

Wśród mechanizmów marketingowych szczególnie mocno zwracały uwagę na produkty typu mystery box i blind box, oparte na elemencie niespodzianki i ograniczonej dostępności. Dziewczynki potrafiły wskazać konkretne marki i kanały komunikacji skierowane do młodszych odbiorczyń. Znajomość influencerów i trendów jest przy tym często szczegółowa, nawet jeśli dana dziewczynka sama nie używa jeszcze określonych produktów.

Kto decyduje o zakupach?

Pierwsze kosmetyki dziewczynki najczęściej otrzymują od najbliższych – przede wszystkim od mam, ale także od ojców, innych członków rodziny czy w prezencie. Mamy są też pierwszym punktem odniesienia: dziewczynki obserwują ich makijaż, pielęgnację i zakupy.

Z czasem znaczenie rodzinnego autorytetu maleje. W procesie wyboru kosmetyków pojawiają się koleżanki, influencerki, osoby uznawane za ekspertki i eksperci oraz komunikaty marek. Internet staje się miejscem poszukiwania rekomendacji i odpowiedzi na pytania dotyczące produktów.

image

Drunk Elephant próbuje odzyskać dorosłych klientów. Dane pokazują, jak trudne będzie to zadanie

Uczestniczki mają przy tym świadomość problemu wiarygodności informacji. Wiedzą, że twórca internetowy może otrzymać wynagrodzenie za promocję produktu, a pozytywne opinie nie muszą oznaczać, że kosmetyk będzie odpowiedni dla każdego. Jedna z dziewczynek opisywała własną metodę weryfikowania informacji: sprawdzenie produktu, porównanie ceny i wyszukiwanie dodatkowych informacji w internecie. Inna zwracała uwagę na znaczenie opinii, ale jednocześnie zauważała, że różne typy skóry mogą różnie reagować na ten sam produkt.

Raport wskazuje jednak na ograniczoną obecność takich rozmów w domu i szkole. Dziewczynki deklarowały, że rzadko rozmawiają z dorosłymi o tym, czym właściwie jest pielęgnacja, od jakiego wieku warto stosować określone produkty, jak działa reklama i w jaki sposób wpływa na decyzje zakupowe.

Presja wyglądu i „niedoskonałości”

W wypowiedziach dziewczynek kosmetyki są związane nie tylko z atrakcyjnością, ale także ze wstydem, oceną i presją rówieśniczą. Pojawiał się wątek obawy przed wyśmianiem z powodu wyglądu, np. trądziku. Kosmetyk może w takiej sytuacji pełnić funkcję narzędzia pozwalającego ograniczyć ryzyko negatywnej oceny.

Jednocześnie dziewczynki potrafią dostrzec mechanizm stojący za tym zjawiskiem. W rozmowie o świecie bez kosmetyków wskazywały, że ludzie mogliby częściej pokazywać naturalny wygląd i mniej wstydzić się swoich twarzy. Pojawiały się również refleksje dotyczące „maski”, którą może tworzyć makijaż.

To właśnie hipotetyczny świat bez kosmetyków okazał się jednym z ciekawszych elementów debaty. Uczestniczki mówiły o większej akceptacji różnic, ograniczeniu presji dotyczącej wyglądu i możliwości zobaczenia ludzi „takimi, jacy są”. Jednocześnie większość z nich traktowała taki scenariusz jako eksperyment myślowy. Zakładały, że wcześniej czy później same zaczną używać kosmetyków, ponieważ obserwują starsze koleżanki i własne mamy.

Raport pokazuje więc grupę konsumentek, która znajduje się na styku kilku światów: dzieciństwa, presji rówieśniczej, mediów społecznościowych, rodzinnych wzorców oraz szybko rozwijającego się rynku beauty. 20 uczestniczek debaty nie reprezentuje całej populacji dziewczynek w Polsce, ale ich wypowiedzi pokazują, jak wcześnie zaczynają one funkcjonować w świecie marek, produktów i komunikacji kosmetycznej.

image

Gen Beta nadchodzi. To oni mogą być kolejną wielką grupą konsumentów beauty

Dla branży beauty wnioski są istotne również z perspektywy sposobu docierania do młodych odbiorczyń. Dziewczynki nie postrzegają siebie przede wszystkim jako odbiorczyń reklam, choć jednocześnie posługują się językiem marketingu, śledzą influencerki, rozpoznają produkty i marki oraz uczestniczą w zakupach. W ich przypadku granica między treścią rozrywkową, poradnikową, edukacyjną i reklamową może być trudna do jednoznacznego rozpoznania.

Raport Fundacji Kosmos dla Dziewczynek nie odpowiada na pytanie, jak powinien wyglądać marketing kosmetyczny kierowany do najmłodszych. Stawia natomiast szersze pytania o zakres komunikacji beauty docierającej do dzieci, edukację konsumencką, rolę dorosłych oraz odpowiedzialność branży za sposób przedstawiania pielęgnacji, wyglądu i samoakceptacji. W sytuacji, w której dziewczynki już w wieku 10–12 lat poświęcają na pielęgnację nawet 60 minut dziennie, znają konkretne marki i trendy oraz odwiedzają drogerie także jako formę spędzania czasu z rówieśniczkami, temat przestaje być wyłącznie kwestią przyszłych konsumentek. Staje się elementem ich obecnego środowiska społecznego i komunikacyjnego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.09.2026 09:07
Moc opakowania – budowanie przewagi w segmencie kosmetyków i chemii gospodarczej
materiał partnera

Mniej niż jedno na cztery opakowania wyróżnia się na półce – wynika z audytu przeprowadzonego w Polsce przez DS Smith, wiodącego producenta opakowań z tektury falistej dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej. Kategorie artykułów stają się trudniejsze do odróżnienia, a same produkty coraz łatwiej przeoczyć na półce. Co to oznacza i jak można temu zapobiec? Dowiedz się więcej podczas webinaru już 8 października 2026 roku!

Kategoria kosmetyków i chemii gospodarczej od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie. Z jednej strony powstało wiele nowych i niszowych marek, które oferują specjalistyczne produkty, wyróżniające się pod względem formuły i właściwości. Z drugiej strony coraz więcej sklepów inwestuje w rozwój marek własnych, tworząc szerokie portfolio produktów. Rynek jest rozdrobniony, konkurencja wśród marek jest duża, a walka o klienta wymaga nowego podejścia i strategii. 

Chociaż cena i jakość produktów wciąż odgrywają znaczącą rolę przy podejmowaniu decyzji zakupowych, to coraz mocniej walka rozgrywa się również na innych polach. Jak zwracają uwagę eksperci DS Smith, aż 74% produktów przebadanych podczas audytu było wystawionych
w opakowaniach typu SRP (Shelf Ready Packaging). Bardzo często właśnie to opakowanie zbiorcze jest pierwszym miejscem styku klienta z marką, co oznacza, że może ono znacząco przyciągać uwagę, jak również budować pozytywne doświadczenia z marką. Niestety, wyniki audytu pokazują, że marki niedostatecznie wykorzystują ten potencjał.

Niewykorzystany potencjał opakowań

Kiedyś rola opakowań zbiorczych sprowadzana była przede wszystkim do funkcji logistycznej, jednak na przestrzeni lat mocno się to zmieniło. Wpływ na to miały m.in. zmiany nawyków zakupowych konsumentów, rozwój nowych kanałów zakupowych i sposobów dystrybucji, czy czas rotacji produktów na półkach. Dziś odpowiednio zaprojektowane rozwiązania opakowaniowe zapewniają nie tylko bezpieczeństwo produktów w transporcie oraz w sklepie, ale przede wszystkim umożliwiają odpowiednią ekspozycję artykułów na półce sklepowej, pełne wykorzystanie funkcji brandingowej oraz dostarczenie niezbędnych informacji o produkcie. Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę, że czasami wystarczą niewielkie zmiany, aby wykorzystać pełen potencjał opakowań zbiorczych do tworzenia pierwszych, pozytywnych doświadczeń klienta oraz budowania świadomości marki w perspektywie długofalowej.

Chcesz wykorzystać moc opakowań? Zapisz się na webinar DS Smith 

Już 8 października 2026 obędzie się webinar organizowany przez DS Smith, który będzie skierowany między innymi do producentów, właścicieli marek, przedstawicieli sieci handlowych oraz osób odpowiedzialnych za rozwój produktów, zakupy, opakowania, logistykę i sprzedaż.

Podczas webinaru eksperci DS Smith opowiedzą m.in.:

  • jak opakowania mogą wpłynąć na optymalizację łańcucha dostaw oraz wzrost sprzedaży produktów,
  • jakie trendy konsumenckie wpływają na rynek, a tym samym na sprzedaż i dystrybucję produktów,
  • o wdrożeniu innowacyjnych rozwiązań opakowaniowych oraz ich przełożeniu na wyniki biznesowe.

Rejestracja na webinar daje natychmiastowy dostęp do raportu podsumowującego audyt DS Smith przeprowadzony w lipcu 2026 roku w polskich sklepach. Materiał prezentuje najważniejsze trendy, zmiany rynkowe i wyzwania związane z projektowaniem oraz doborem opakowań dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
23. wrzesień 2026 20:31