StoryEditor
Rynek i trendy
05.02.2018 00:00

Kosmetyki dla sportowców. Zwróć uwagę na ten trend!

Popyt na kosmetyki dla osób aktywnych fizycznie, regularnie uprawiających sport, również sporty ekstremalne, to jeden z globalnych trendów rozwoju branży kosmetycznej, na które wskazują największe agencje badawcze.

Wellness – styl życia będący receptą na dłuższe życie, młodszy wygląd oraz antidotum na pośpiech i stres. Szerokie pojęcie, pod którym kryje się zdrowa równowaga umysłu, ciała i ducha.  Coraz więcej osób jest jego zwolennikami. Za tym idzie powrót do aktywności fizycznej leżącej u podstaw zdrowia i dobrego samopoczucia (sport znalazł się także u podstaw obowiązującej obecnie piramidy żywieniowej). To zjawisko wpływa na inne dziedziny życia, produkty i usługi, które są dopasowywane do nowych potrzeb konsumentów. Również znajduje odzwierciedlenie w kosmetyce i kosmetologii.

39 proc. amerykańskich kobiet używających kosmetyków do makijażu jest sfrustrowanych tym, że nie są trwałe, rozmazują się, spływają z twarzy pod wpływem potu, gdy one uprawiają sport.

Jakie są perspektywy?

Aktywne piękno (active beauty, athleisure beauty, athbeauty) to jeden z najważniejszych trendów na rynkach kosmetycznych na całym świecie. Konsumenci chcą produktów komfortowych w użyciu, wygodnych w aplikacji, które będą odpowiednio działać i zachowywać się na skórze podczas ćwiczeń, korzystnie wpływać na kondycję ciała i wygląd. I nie tylko mowa tu o preparatach pielęgnacyjnych.  Np. 39 proc. amerykańskich kobiet używających kosmetyków do makijażu jest sfrustrowanych tym, że nie są trwałe, rozmazują się, spływają z twarzy pod wpływem potu, gdy one uprawiają sport. – Firmy mogą dostosowywać się do zainteresowania konsumentów zdrowym stylem życia poprzez oferowanie kosmetyków, których będą mogli używać podczas aktywności fizycznej – wskazują eksperci agencji badawczej Mintel w swoim raporcie poświęconym trendom na rynku kosmetycznym. Produkty dla osób aktywnych to rynek, który według nich będzie się rozwijał najbardziej dynamicznie.

 – W Stanach Zjednoczonych narodził się trend w modzie athletic & leisure – będący hybrydą stylu casual i sportowego. Jest już wart 44 mld dol. Active beauty – aktywne piękno, jest jego kolejną odsłoną. W Unii Europejskiej ponad 90 proc. ludzi deklaruje, że są aktywni fizycznie. W Polsce nieco ponad 60 proc. – to pokazuje, w jakim kierunku będziemy zmierzać i jakie perspektywy otwiera to przed firmami z różnych branż, również z kosmetycznej – mówi Dorota Kornaszewska-Skrzyszowska, prezes firmy BeBrave, która wprowadziła na polski rynek linię kosmetyków dla osób prowadzących aktwny styl życia. – Active beauty to nie może być jednak tylko marketing. To preparaty, które dają gwarancję, że naprawdę będą działać w trakcie szeroko rozumianej aktywności fizycznej i zmiennych warunków pogodowych – podkreśla.

Kosmetyki dla sportowców mają ułatwić trening. Powinny przygotować organizm do wzmożonego wysiłku fizycznego, a także zrelaksować mięśnie po ćwiczeniach. Ważna jest ochrona skóry przed zanieczyszczeniem powietrza, nadmiernym promieniowaniem UV, ale także uszkodzeniami mechanicznymi (preparaty przeciw otarciom i przyspieszające ich gojenie się). Wśród takich kosmetyków warto także wymienić relaksujące kosmetyki do kąpieli np. o dodatkowym działaniu przeciwzapalnym i detoksykującym, żele odświeżające i olejki do masażu, a także szereg innych produktów, dzięki którym podczas uprawiania sportu można nie tylko dobrze się czuć, ale i dobrze wyglądać. 

62 proc. Polaków przebadanych przez agencję TNS deklaruje, że przynajmniej raz w miesiącu go uprawia, w tym 30 proc. co najmniej trzy razy w tygodniu, a 20 proc. minimum raz w tygodniu.

Tusz do rzęs na ekstremalne warunki

Jak marki kosmetyczne realizują ideę active beauty w praktyce? Mintel przytacza kilka przykładów marek z różnych rejonów świata. Mineralne kosmetyki Sweat Cosmetics reklamują się jako „makijaż, który porusza się z Tobą”. Wodoodporny tusz do rzęs Eyeko Sport „pozostaje na rzęsach podczas treningu na siłowni, na pływalni, w pracy i podczas zabawy czy spotkań po pracy”, a wodoodporny eyeliner „nie rozmazuje się nawet w ekstremalnych warunkach”.

Maureen Kelly, twórczyni marki Tarte Cosmetics, założyła, że jej kosmetyki mają wyglądać jak druga skóra – twarz nawet na siłowni ma być naturalna, świeża, ma na niej nie być widać wysiłku. Nawilżający, rozświetlający fluid do twarzy w rozmiarze „podróżnym”, również przystosowany do noszenia w podręcznej torbie wegański dezodorant – to przykłady produktów, które promuje jako athleisure.

Marka Stowaway reklamuje się hasłem „Makijaż na podróż, siłownię i życie”. Kosmetyki są trwałe, w minirozmiarach, by nie zabierały miejsca, np. w treningowej torbie, a najlepiej nakładać je palcami, bez tych wszystkich kojarzących się z make-upem gąbeczek, pędzli i szczoteczek.

W Azji produkty athbeauty są pozycjonowane raczej jako ochronne niż typowo kosmetyczne. Mają chronić twarz i ciało przed promieniowaniem UV. Również brazylijskie firmy kosmetyczne Pink Cheeks i Lola Cosmetics wprowadziły kosmetyki dla biegaczy i pływaków chroniące ich włosy przed słońcem.

Włoska marka kosmetyków Leriem Sport opracowała produkty dla mężczyzn, którym zależy na wysokiej wydajności organizmu. W1 – Extreme Warm-Up to rozgrzewająca emulsja przygotowująca do uprawiania sportów w niskich temperaturach, w deszczu, na wietrze, we mgle. W2 Active Warm-Up – również ma działanie rozgrzewające, ale używa się go, gdy temperatury są umiarkowane. Up Fast to z kolei emulsja o działaniu przeciwzmęczeniowym, którą nakłada się na ciało po ćwiczeniach. Formuły preparatów są oparte na olejkach eterycznych i naturalnych substancjach. Nakłada się je, wykonując lekki masaż ciała. 

Marka Jeewin proponuje kosmetyki dla zwolenników sportów ekstremalnych, np. snowboardzistów, bobsleistów, uprawiających wspinaczkę. Przygotowują ciało do wysiłku fizycznego i mają regenerować po nim. Ich formuły są naturalne, bez konserwantów, a opakowania poddają się recyklingowi. 

Popularne w sieci

W Polsce kosmetyki dla sportowców to ciągle nisza. Na importowane produkty z tego segmentu można trafić w internecie, na stronach poświęconych aktywności fizycznej i w sklepach online z artykułami dla sportowców. Na rynku dostępne są kosmetyki marki Sportique, m.in. balsam o działaniu regeneracyjnym i przeciwzapalnym wspierający gojenie się ran i otarć, chłodzący krem, który może być stosowany na obolałe mięśnie, krem zapobiegający powstawaniu otarć podczas treningu z dodatkiem antybakteryjnych składników czy ochronna pomadka – wodoodporna i z filtrami UV, „idealna dla biegaczy, kolarzy i innych osób uprawiających dyscypliny sportowe na świeżym powietrzu”.

Pod znaną marką Sportsbalm (korzystają z niej zawodowi kolarze) można dostać szereg produktów podzielonych na specjalistyczne linie. Czerwona to preparaty rozgrzewające mięśnie i ścięgna, umożliwiające ich wydajne funkcjonowanie nawet w bardzo wilgotnych i zimnych warunkach. Żółta – pomaga w przygotowaniu i ochronie mięśni i ścięgien, a także w utrzymaniu ich optymalnej wydajności podczas uprawiania sportów w łagodnych i ciepłych warunkach pogodowych. Zielona linia wspomaga szybką regenerację organizmu po wysiłku. Produkty do pielęgnacji zmęczonych i wrażliwych mięśni są przeznaczone do stosowania w każdych warunkach pogodowych. Produkty z linii niebieskiej chronią skórę przed otarciami o odzież, jak również zapobiegają podrażnieniom, które mogą się zdarzyć podczas uprawiania sportu. Kosmetyki z tej linii chronią najbardziej narażone części ciała.

Marki, które chcą wykorzystać „aktywny” trend piękna, powinny bardzo wyraźnie informować, w jaki sposób ich kosmetyki realizuję tę ideę i czym różnią się od innych, tradycyjnych.

Warto stworzyć nową kategorię w drogerii

Producenci marek masowych zaczynają interesować się tą kategorią, a niektórzy polscy producenci nawet wyprzedzili trendy. Od kilu lat firma Floslek ma w swoim portfolio żele rozgrzewający i chłodzący Arnica Active. Preparaty przynoszą ulgę przeciążonym, naciągniętym i przetrenowanym mięśniom. Są polecane do stosowania przy obrzękach, stłuczeniach, skręceniach. Każdy z produktów zawiera 14 ekstraktów ziołowych o potwierdzonych właściwościach wspomagających krążenie oraz regenerujących skórę. – Zmienia się rola kosmetyków – dziś muszą spełniać szereg innych wymagań użytkowników. Powinny być nie tylko skuteczne, ale również przyjazne środowisku, wpisywać się w ideę higienicznego, zdrowego trybu życia. Powinny również gwarantować bezpieczeństwo uprawiania sportów na świeżym powietrzu, piękny wygląd podczas zajęć sportowych, zapewniać relaks – mówi Katarzyna Furmanek, prezes Laboratorium Kosmetycznego Floslek. 

Marka Ziaja w swojej linii Multimodeling proponuje m.in. żel o właściwościach rozgrzewających, idealny przed ćwiczeniami. Drugi w tej serii to żel chłodzący polecany do stosowania po ćwiczeniach. Oba preparaty wspomagają wyszczuplanie i redukcję cellulitu. 

Całą linię kosmetyków odpowiadających wymaganiom kobiet aktywnych zawodowo i fizycznie oferuje wspomniana już firma BeBrave. Żel rozgrzewająco-ochronny rozgrzewa mięśnie i stawy, poprawia ukrwienie, działa też lekko przeciwbólowo. Żel chłodząco-regenerujący schładza mięśnie i stawy, wspomaga drenaż limfatyczny, jest polecany przy zasinieniach, obrzękach, stanach zapalnych. Oba preparaty mają działanie antycellulitowe. Krem nawilżający do twarzy dodatkowo regeneruje i rozświetla skórę, niweluje podrażnienia i zaczerwienienia, zapobiega stanom zapalnym. To tylko przykłady, firma ma w ofercie szereg preparatów do pielęgnacji twarzy i ciała przygotowanych z myślą o osobach chcących połączyć aktywność fizyczną ze zdrowiem i urodą skóry. Do tej pory były one dostępne w internecie. Teraz właściciele Dorota i Jarosław Skrzyszowscy – pasjonaci sportu, wykształceni w tym kierunku – chcą je wprowadzić do drogerii. Rozmowy handlowe są w toku.

– Zachowania konsumentów i światowe trendy wskazują na to, że zdecydowanie warto stworzyć w drogerii kategorię kosmetyków dla osób aktywnych – przekonuje Dorota Kornaszewska-Skrzyszowska. Kosmetyki BeBrave testuje i promuje Angelika Cichocka, mistrzyni Europy w biegu na 1500 m. 

Trend aktywne piękno będzie napędzany przez innowacyjne produkty i rozwój technologii. Można oczekiwać, że marki będą się bawić temperaturą i tworzyć kosmetyki, które będą się uaktywniać pod wpływem ciepła, rozgrzanej skóry i mięśni. Poszukają także partnerów do analizy DNA, by tworzyć produkty spersonalizowane, idealnie dopasowane do potrzeb danej osoby.

Jak odnieść sukces?

Marki, które chcą wykorzystać „aktywny” trend piękna, powinny bardzo wyraźnie informować, w jaki sposób ich kosmetyki realizuję tę ideę i czym różnią się od innych, tradycyjnych – podkreślają eksperci Mintela. Wskazują, że należy zwrócić uwagę np. na takie właściwości produktów jak ich wielozadaniowość, wygodne i aseptyczne opakowania, trwałe i odpowiedniej wielkości. Ich działanie ochronne powinno być większe niż zwykłych produktów – powinny chronić przed zanieczyszczeniem środowiska, promieniowaniem UV, ale także promieniowaniem HEV emitowanym przez urządzenia, np. ekrany monitorów, komputerów, smarftonów, które występuje także w siłowaniach.

– Patrząc w przyszłość, zobaczymy wiele innych, nowych możliwości. Trend aktywne piękno będzie napędzany przez innowacyjne produkty i rozwój technologii. Można oczekiwać, że marki będą się bawić temperaturą i tworzyć kosmetyki, które będą się uaktywniać pod wpływem ciepła, rozgrzanej skóry i mięśni. Poszukają także partnerów do analizy DNA, by tworzyć produkty spersonalizowane, idealnie dopasowane do potrzeb danej osoby – przewidują analitycy firmy badawczej.

Z ubiegłorocznego badania „Aktywność fizyczna Polaków” agencji TNS wynika, że sportem interesuje się blisko dwie trzecie Polaków. 62 proc. badanych deklaruje, że przynajmniej raz w miesiącu go uprawia, w tym 30 proc. co najmniej trzy razy w tygodniu, a 20 proc. minimum raz w tygodniu. Najbardziej popularne dyscypliny to jazda na rowerze (31 proc.) i bieganie (29 proc.). Biega niemal tyle samo kobiet, co mężczyzn. Więcej młodszych, ale już 14 proc. to osoby po sześćdziesiątym roku życia. Już 7 proc. biegaczy bierze udział w masowych zawodach.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
10.08.2026 09:35
Summerween wkracza do beauty. Halloween zaczyna się już w środku lata
ChatGPT

Halloween coraz wcześniej wychodzi poza październikowy kalendarz, a wraz z nim przesuwa się sezonowość produktów kosmetycznych. Zjawisko określane jako „Summerween” łączy estetykę Halloween z letnimi kolorami, zapachami i aktywnościami. Dla branży beauty oznacza to przede wszystkim wcześniejsze premiery kolekcji limitowanych, rozwój sezonowych produktów do ciała i zapachów oraz nowe możliwości wykorzystania trendów takich jak summer goth czy dark manicure.

Halloween od kilku lat przestaje być wydarzeniem ograniczonym do ostatnich dni października. W handlu i mediach społecznościowych coraz wcześniej pojawiają się produkty, dekoracje i treści związane ze „spooky season”. Jednym z określeń opisujących to zjawisko jest Summerween – połączenie słów summer i Halloween. Termin został spopularyzowany przez serial animowany „Gravity Falls”, w którym mieszkańcy fikcyjnego miasteczka obchodzą Halloween również latem. Od początku lat 20. XXI wieku określenie zaczęło funkcjonować jako internetowy i handlowy trend, szczególnie na rynku amerykańskim.  

W 2026 r. Summerween coraz wyraźniej widoczny jest również w kategorii beauty. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wprowadzanie produktów z dyniami, duchami czy pajęczynami na opakowaniach. Trend przenosi się na kolorystykę makijażu, manicure, zapachy oraz kosmetyki do kąpieli i pielęgnacji ciała. W efekcie granica pomiędzy letnią a jesienną ofertą kosmetyczną staje się mniej wyraźna.

Halloween w środku lata

Summerween jest przede wszystkim przykładem postępującego wydłużania sezonów zakupowych. W tradycyjnym modelu Halloween rozpoczynało się wraz z nadejściem jesieni, a oferta kosmetyczna związana z tym wydarzeniem pojawiała się przede wszystkim we wrześniu i październiku. Obecnie pierwsze kolekcje mogą trafiać do sprzedaży już w czerwcu lub lipcu.

W 2026 r. dobrze ilustruje to przykład Lush. Marka uruchomiła swoją kolekcję halloweenową 2026 już w połowie lipca, określając ją bezpośrednio jako Summerween. W ofercie znalazły się m.in. kule do kąpieli, mydła, żele pod prysznic i zestawy prezentowe. Według informacji firmy w 2025 r. sprzedała ona globalnie ponad 3,2 mln produktów związanych z Halloween.  

Jeszcze wcześniej z sezonem zaczęła pracować Bath & Body Works. W 2025 r. marka uruchomiła swoją kolekcję Summerween online dla członków programu lojalnościowego 30 czerwca, a pełny asortyment – obejmujący ponad 70 produktów z kategorii body care i home fragrance – trafił do sklepów 7 lipca. Jednym z nowych zapachów był I Scream Float, wpisujący halloweenową estetykę w popularny kierunek gourmand.  

W 2026 r. Bath & Body Works ponownie przesunęło premierę. Kolekcja pojawiła się 29 czerwca i obejmowała m.in. produkty do mycia i pielęgnacji ciała, mgiełki zapachowe oraz mydła w płynie. Wśród zapachów znalazły się Vampire Blood i Ghoul Friend, a także kolejne produkty wykorzystujące motywy Halloween.  

Nie tylko dynia i pomarańcz

Z punktu widzenia branży kosmetycznej istotne jest jednak to, że Summerween nie oznacza prostego przeniesienia klasycznej estetyki Halloween na wcześniejszy termin. Trend łączy charakterystyczne dla święta motywy z letnią kolorystyką i sezonowymi kodami wizualnymi.

W dekoracjach widoczne są pastelowe duchy, różowe i fioletowe szkielety czy motywy łączące Halloween z plażą i tropikalnymi wzorami. Podobny mechanizm można zaobserwować w beauty. Klasyczne czernie, bordo i głębokie fiolety mogą być zestawiane z różem, neonami, błyskiem czy transparentnymi wykończeniami.  

Jednocześnie część konsumentów wybiera bardziej klasyczną, mroczną interpretację trendu. W 2026 r. jednym z wyraźnych kierunków w manicure jest tzw. summer goth. Czerń, black cherry, głębokie bordo i granat pojawiają się w środku lata zamiast typowych dla tego okresu pasteli, mlecznych róży czy jasnych chromów. Według obserwacji cytowanych przez Who What Wear takie zestawienia pojawiają się m.in. u Dua Lipy, Suki Waterhouse i innych rozpoznawalnych postaci świata mody i popkultury.  

Dla producentów lakierów i produktów do manicure jest to istotne, ponieważ Summerween może działać jako uzasadnienie dla całorocznej obecności ciemniejszych kolorów w ofercie. Nie muszą one być komunikowane wyłącznie jako produkty „jesienne” czy „halloweenowe”. Mogą funkcjonować jako element letniego stylu.

Manicure jako najbardziej widoczny nośnik trendu

To właśnie paznokcie są obecnie jednym z obszarów, w których Summerween najłatwiej przełożyć na produkt. Powód jest prosty: manicure pozwala wykorzystać sezonowy motyw bez konieczności zmiany całego wyglądu. Konsument może zdecydować się na czarny lakier, bordowy french, pajęczynę, małe duchy czy bardziej abstrakcyjny wzór, zachowując letni charakter stylizacji.

Magazyn Scratch wskazuje Summerween jako osobny kierunek nail artu, w którym klasyczne halloweenowe motywy zostają przeniesione do letniego otoczenia. Wśród przykładów pojawiają się m.in. duchy w strojach kąpielowych, motywy arbuzów czy zestawienia elementów kojarzonych z Halloween z wakacyjnymi symbolami.  

W 2026 r. trend jest dodatkowo wzmacniany przez szerszą popularność ciemnego manicure. Who What Wear zalicza summer goth do sześciu istotnych europejskich trendów paznokciowych tego lata. Jednocześnie obserwowane są efekty cat-eye, velvet nails, mismatched manicure oraz przezroczyste, żelkowe wykończenia.  

Dla rynku oznacza to możliwość łączenia dwóch trendów zamiast budowania osobnej, bardzo wąskiej kategorii Summerween. Produkty w kolorze czarnym, wiśniowym czy śliwkowym mogą być sprzedawane zarówno jako element letniego „goth glam”, jak i przygotowanie do Halloween.

Zapachy i body care korzystają z wcześniejszego sezonu

Drugim obszarem szczególnie podatnym na Summerween są zapachy oraz kosmetyki do pielęgnacji ciała. Wynika to z charakteru tych kategorii. Produkty zapachowe łatwo powiązać z określoną porą roku, nastrojem lub wydarzeniem, a limitowane edycje pozwalają producentom tworzyć kolejne punkty kontaktu z konsumentem.

Przykład Bath & Body Works pokazuje, że halloweenowa oferta nie musi oznaczać wyłącznie ciężkich, jesiennych kompozycji. W 2025 r. I Scream Float łączył motyw Halloween z gourmandowym profilem zapachowym, natomiast w kolejnych kolekcjach pojawiały się zestawienia owocowych, kwiatowych i słodkich nut z mroczną nazwą i oprawą wizualną.  

Jeszcze bardziej niszowy kierunek reprezentuje Black Phoenix Alchemy Lab. Marka perfumeryjna przygotowała w 2026 r. limitowaną serię Summerween inspirowaną makabrycznymi wersjami letnich słodyczy, wykorzystując m.in. motywy lodów, waty cukrowej czy deserów.  

To pokazuje szerszą zmianę w komunikacji sezonowej: „mroczny” produkt nie musi być pozycjonowany wyłącznie za pomocą jesiennych składników i zapachów. Można połączyć estetykę Halloween z typowo letnimi skojarzeniami – owocami, lodami, napojami, plażą czy nocnymi imprezami.

Dla producentów to także kwestia zarządzania sezonowością

Summerween może być atrakcyjny dla branży nie tylko jako kolejny trend komunikacyjny, ale również jako narzędzie zarządzania kalendarzem sprzedażowym. Wprowadzenie kolekcji halloweenowej wcześniej daje producentom więcej czasu na sprzedaż produktów limitowanych i pozwala wykorzystać zainteresowanie konsumentów jeszcze przed właściwym sezonem.

Jednocześnie wcześniejsza premiera zwiększa ryzyko kanibalizacji kolejnych kolekcji. Jeżeli produkty Halloween pojawiają się w czerwcu lub lipcu, marka musi zdecydować, jak długo utrzymywać je w sprzedaży i kiedy zastąpić je kolejną ofertą – jesienną, bożonarodzeniową lub inną sezonową. Dyskusje konsumenckie wokół wcześniejszych premier pokazują zresztą, że część odbiorców postrzega przyspieszanie sezonów jako pozytywną możliwość wcześniejszego zakupu, a część jako efekt nadmiernej komercjalizacji.  

image

Jak salony kosmetyczne mogą przygotować się na nadchodzące Halloween?

Z perspektywy retailerów istotne staje się również odpowiednie zatowarowanie. W przypadku produktów limitowanych wcześniejsze rozpoczęcie sprzedaży może zwiększać dostępność kolekcji, ale jednocześnie wydłuża okres, w którym należy zarządzać zapasem. Dla marek beauty oznacza to konieczność dokładniejszego prognozowania popytu i rozdzielenia oferty między produkty stricte halloweenowe a te, które mogą funkcjonować również poza wydarzeniem.

Trend, który może rozszerzyć sezon Halloween

Summerween nie jest jeszcze samodzielną kategorią produktową porównywalną z klasycznymi sezonami sprzedażowymi. Jest natomiast przykładem szerszej zmiany w sposobie funkcjonowania trendów beauty. Media społecznościowe skracają dystans między momentem pojawienia się estetyki a jej komercjalizacją, a konsumenci coraz częściej nie czekają na formalny początek sezonu.

W przypadku kosmetyków Summerween szczególnie dobrze łączy się z produktami o wysokiej częstotliwości zakupów i dużym potencjale wizualnym: lakierami do paznokci, makijażem kolorowym, mgiełkami zapachowymi, kosmetykami do kąpieli, produktami do ciała czy zestawami prezentowymi. Dodatkowym atutem jest możliwość tworzenia krótkich, limitowanych kolekcji bez konieczności całkowitego przebudowywania portfolio.

Dla producentów najważniejszym sygnałem nie musi być więc samo Halloween w lipcu. Bardziej istotna jest zmiana w postrzeganiu sezonowości. Summerween pokazuje, że kod estetyczny przypisany dotychczas do konkretnego miesiąca może zostać oderwany od kalendarza i połączony z innym kontekstem. W beauty oznacza to większą elastyczność w wykorzystaniu kolorów, zapachów, opakowań i limitowanych edycji – a także możliwość budowania popytu na produkty związane z Halloween na długo przed 31 października.  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
07.08.2026 12:43
Koniec solariów? Wielka Brytania rozważa radykalne zmiany
Solaria a zdrowie skóry. Eksperci obalają mity o ich korzyściach. (Fot. Shutterstock)Shutterstock

Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała solaria jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Wielka Brytania chce pójść w ślady innych krajów, rozważa całkowity zakaz działalność komercyjnych solariów. Eksperci ostrzegają przed negatywnymi skutkami oraz obalają mity dotyczące wątpliwych korzyści.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, sztuczne promieniowanie ultrafioletowe nie jest zdrowe dla naszej skóry. Dawki UV występujące podczas rekreacyjnego opalania się w solarium są nawet 12 razy wyższe niż w świetle słonecznym. Jak wskazują badania, ryzyko wystąpienia czerniaka wzrasta wraz z czasem spędzonym na korzystaniu z łóżek do opalania. 

Statystyki opublikowane przez ministerstwo pokazują, że częste korzystanie z solarium wiąże się ze wzrostem ryzyka wystąpienia czerniaka. Ilość sesji zwiększa prawdopodobieństwo choroby:

  • od 1 do 14 sesji ryzyko to 19 proc.
  • od 15 do 30 sesji ryzyko to 31 proc.
  • a przy 40 sesjach to 55 proc.

Ciemna strona solarium

Wizyta w solarium dla wielu konsumentów jest przyjemnym rytuałem. Czy taka forma opalania jest zdrowa? O szkodliwości tej usługi przypomina dermatolożka dr Ophelia Veraitch, która podkreśla, że WHO zakwalifikowało solaria w tej samej kategorii co papierosy i pluton. 

Analiza z 2021 roku obejmująca 14 tys. osób chorych na czerniaka — najgroźniejszą postać raka skóry — jednoznacznie wykazała zwiększone ryzyko zachorowania związane z korzystaniem z solarium. 

Warto dodać, że Brytyjski Komitet ds. Medycznych Aspektów Promieniowania w Środowisku (COMARE), działający przy Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej, poinformował w raporcie opublikowanym w ubiegłym miesiącu, że korzystanie z solarium przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka o 75 procent. Poza zwiększaniem ryzyka nowotworów solaria przyspieszają proces starzenia się skóry. Uszkadzają DNA komórek i prowadzą do rozpadu kolagenu.

W jakich krajach solarium jest zakazane? 

Brazylia, Iran i Australia już wcześniej zakazały działalności solariów.  Lekarz medycyny estetycznej dr Joseph Hkeik mówi, że takie rozwiązanie przyniosło bardzo dobre efekty w ograniczaniu liczby zachorowań na czerniaka. Podkreśla również, że reszta świata powinna wprowadzić taki zakaz. 

image

Doda ujawniła, że solarium doprowadziło ją do czerniaka. Branża beauty: to nagonka, ktoś jej za to zapłacił

- Ryzyko jest na tyle poważne, że w styczniu Brytyjskie Stowarzyszenie Dermatologów (British Association of Dermatologists — BAD) ogłosiło, iż popiera całkowity zakaz działalności komercyjnych solariów w Wielkiej Brytanii, powołując się na dobrze udokumentowany związek między korzystaniem z solarium a rakiem skóry oraz na niewystarczające egzekwowanie obowiązujących przepisów — mówi dermatolożka konsultantka dr Clare Kiely.

Solaria w social mediach. Niezdrowy marketing

Brytyjskie stowarzyszenie w czerwcu udostępniło raport “Comare”, w którym wskazano, że niektóre firmy świadczące usługi solaryjne w swoich reklamach rozpowszechniają dezinformacje.  

Fałszywe informacje i niepotwierdzone naukowo stwierdzenia o rzekomych korzyściach zdrowotnych ma wzmocnić treści publikowane w social mediach. Wielka Brytania rozważa zakaz działalności komercyjnych solarium, ale myśli również nad ograniczeniem reklamowania tego typu usług. 

Niektóre firmy oferujące usługi solaryjne mówią o nieprawdziwych korzyściach zdrowotnych tej usługi. Zastosowanie światła podczerwonego obok promieniowania UV ma wspomagać produkcję kolagenu. 

- To po prostu śmieszne. Promieniowanie UV wyrządza kolagenowi nieporównywalnie większe szkody niż jakiekolwiek korzyści, jakie mogłoby przynieść światło czerwone — komentuje specjalistka medycyny estetycznej dr Sophie Shotter

Pogarszająca się sytuacja branży solariów może być szansą biznesową dla sektora beauty. Salony kosmetyczne mogą wykorzystać ten trend, edukując klientów na temat zagrożeń związanych z opalaniem i rozwinąć ofertę bezpiecznych alternatyw. Takich jak: kosmetyki samoopalające, opalanie natryskowe czy produkty nadające skórze efekt opalenizny bez ekspozycji na promieniowanie UV.

A co z rzekomymi korzyściami?

Mimo wielu zagrożeń związanych z promieniowaniem UV,  klienci solarium często wskazują, że usługa poprawia im samopoczucie, łagodzi stany zapalne skóry oraz zwiększa poziom witaminy D. Czy faktycznie tak jest? 

Istnieją badania sugerujące, że ekspozycja na promieniowanie UV może ograniczać stan zapalny skóry i przynosić ulgę osobom cierpiącym na egzemę, łuszczycę czy trądzik. Oznacza to, że korzystanie z solarium może czasowo łagodzić objawy tych chorób, jednak nie oznacza to, że jest bezpieczną metodą leczenia.

- Każda opalenizna uzyskana pod wpływem słońca lub promieniowania UV jest oznaką uszkodzenia skóry. Ciemniejszy kolor skóry to mechanizm obronny organizmu przed dalszymi uszkodzeniami  — wyjaśnia dr Veraitch.

Światłoterapia jest wykorzystywana przez dermatologów, ale nie ma nic wspólnego z korzystaniem z solarium. Dr Clare Kiely wyjaśnia, że w terapii wykorzystuje się ściśle kontrolowane dawki promieniowania UVB pod nadzorem lekarza. Natomiast komercyjne solaria emitują głównie promieniowanie UVA, które wnika głębiej w skórę, a ekspozycja odbywa się bez kontroli medycznej. 

- To zupełnie inna sytuacja niż leczenie dermatologiczne — dodaje.

Z tego samego powodu solaria nie są dobrym źródłem witaminy D. Dr Veraitch wyjaśnia, że do jej produkcji organizm potrzebuje promieniowania UVB. Choć moda na opaleniznę nie przemija, coraz więcej dowodów wskazuje, że nie warto płacić za nią własnym zdrowiem.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
10. sierpień 2026 14:51