StoryEditor
Producenci
03.12.2019 00:00

Kosmetyki naturalne częścią filozofii życia współczesnych konsumentów – fakt czy deklaracje?

Polacy entuzjastycznie zareagowali na kosmetyki naturalne. Jeśli mają wybór sięgają właśnie po nie. Chcą mieć pewność, że produkty nie były testowane na zwierzętach. Coraz chętniej rezygnują z wszelkich zbędnych opakowań, bo nie jest im obojętny los planety. To, co jeszcze do niedawna było uznawane za radykalizm – staje się powszechne i branża kosmetyczna będzie musiała za tymi zmianami nadążyć. Takie wnioski płyną z debaty zorganizowanej przez „Wiadomości Kosmetyczne”, która odbyła się podczas 7. Forum Branży Kosmetycznej.

Zwrot ku ekologicznym produktom jest powszechny. Pokazały to analizy, które w połowie br. przeprowadziła firma Nielsen.  Ich wyniki zaskoczyły badaczy.

–  Myśleliśmy, że trend jest niszowy, a okazało się, że jest ogólnopolski, że 40 proc. Polaków bierze pod uwagę ekologię i naturalność w swoich wyborach. Byliśmy tym zaskoczeni – przyznała Beata Kaczorek, consumer and shopper director w firmie Nielsen Polska. Podkreśliła, że na tle innych zmian zachodzących na rynku kosmetycznym ten trend jest bardzo dynamiczny. – Za rok te dane z pewnością będą wyglądały zupełnie inaczej. Polacy mają już dużą świadomość ekologiczną i ona szybko rośnie, ale jest jeszcze potencjał, ponieważ w krajach Europy Zachodniej jest ona wyższa, np. we Francji już 80 proc. konsumentów chce kupować produkty ekologiczne – dodała Beata Kaczorek. Jej zdaniem dużą rolę w upowszechnieniu naturalnych produktów wśród polskich konsumentów odegrali detaliści. – Bardzo mocno zaangażowali się w ten trend. Jeszcze w marcu, kwietniu w sieciach nie było wydzielonych półek np. z ekologicznymi środkami czystości, a dziś już są. Znaczenie mają również zmiany w prawie i to, że problem chociażby zanieczyszczenia środowiska nie znika, tylko się nasila. Widać więc, że są czynniki, które wpływają na to, że ten trend nie przeminie, tylko będzie się rozwijał – zaznaczyła Beata Kaczorek.

Elżbieta Andrzejak, wiceprezes firmy Madonis, przyznała, że zapotrzebowanie na ekologiczne, naturalne produkty faktycznie przyszło od detalistów, którzy wsłuchali się w to, czego chcą dziś konsumenci. – Kupcy budują półki ekologiczne i rozmawiają ze swoimi dostawcami o tym, jakie produkty by na nich widzieli. Szukają ekologicznych środków czystości. Z takimi oczekiwaniami my się spotkaliśmy, wchodząc w dystrybucję – powiedziała Elżbieta Andrzejak. Czy polski rynek jest gotowy na takie produkty, czy inwestycja w nie jest ryzykowna? – Każdy biznes jest ryzykowny – odpowiedziała prezes Madonisu. – W przypadku ekologicznych produktów surowce są nieco droższe, musi być odpowiednie opakowanie i produkt musi być certyfikowany. Konsumenci nie wierzą w jakieś nieznane znaczki na produkcie. My udokumentowaliśmy ekologiczność marki certyfikatem Ecolabel, mamy również znak Viva! Bo to, co się obroni zawsze i wszędzie, to jest prawda – w wartościach, przekazie, komunikacie, który trafia do konsumenta – zaznaczyła.

Kosmetyki bez opakowań – to wkrótce będzie normalność

Do niedawna jednym z niszowych wydawał się być ruch zero waste – konsumentów, dla których priorytetem jest minimalizacja odpadów poprzez dążenie do odpowiedzialnej produkcji i konsumpcji, było niewielu. Dziś zero waste jest jednym z najwyraźniejszych trendów wpływających na branżę FMCG, w tym kosmetyczną. Potwierdziła to Małgorzata Gęca, współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste  i autorka bloga „Vademecum zero waste”.

Każdego dnia pojawiają się nowi ludzie, którzy dołączają do ruchu zero waste. To są ludzie, którzy chcą ograniczać niepotrzebne odpady, bo taka jest najkrótsza definicja zero waste. Dla nas najlepszym kosmetykiem jest taki, który w ogóle nie ma opakowania, i taki, który jest „zdrowy” dla planety. Dla nas ważne jest, żeby to, co trafia przez kanalizację do zbiorników wodnych, nie rozpuszczało rybom łusek – powiedziała. –  Mamy ogromną świadomość tego, jaki negatywny wpływ mają składniki opakowań i kosmetyków na środowisko i naprawdę tym się przejmujemy. Dlatego też często robimy kosmetyki sami, bo nie znajdujemy dla siebie oferty. Jest nas bardzo dużo. Dzieci, nastolatki za chwilę będą państwa klientami. Będą chcieli mniej i skromniejszych rzeczy, ale zgodnych z ich potrzebami etycznymi – Małgorzata Gęca zwróciła się do producentów kosmetyków przysłuchujących się dyskusji. – Rok temu kupowanie kosmetyków bez opakowań uznawane było za radykalizm, dziś to – powiedzmy – innowacja, a za rok to będzie po prostu normalność – stwierdziła Małgorzata Gęca.

Uczestnicy debaty podczas Forum Branży Kosmetycznej 2019, od lewej: Łukasz Barbacki, właściciel firmy Barbacki Consuling; Katarzyna Bochner, redaktor naczelna "Wiadomości Kosmetycznych" - moderatorzy,  Elżbieta Andrzejak, wiceprezes zarządu firmy Madonis; dr Anna Oborska, dyrektor generalna Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego; Agnieszka Grzywaczewska, koordynator projektu "Znak V"  w fundacji Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt Viva!; Beata Kaczorek, consumer and shopper director w firmie Nielsen; Magdalena Dąbrowska-Wcisło, współwłaścicielka firmy Temido i drogerii Endorphine; Małgorzata Gęca, współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste  

Nietestowane na zwierzętach – konsumenci chcą jasnej deklaracji

Branża kosmetyczna jest pod szczególną presją konsumencką. Firmy są oceniane również pod kątem etycznej działalności. Szczególnie drażliwym tematem są testy na zwierzętach. Konsumenci oczekują, że na opakowaniu kosmetyku będzie wyraźnie napisane, że nie był testowany na zwierzętach. – Nie możemy pisać na etykietach, że nie testujemy produktów na zwierzętach, choć taką informację bardzo chcieliby umieścić na produktach również nasi handlowcy. Jednak zgodnie z prawem o tym, co jest oczywiste, na etykietach pisać nie można i wykorzystywać tego jako przewagi konkurencyjnej – wyjaśniła Elżbieta Andrzejak.

Zgodnie z  unijnym prawem testy na zwierzętach są zakazane, w Polsce grożą za nie wysokie kary, o czym przypomniała Agnieszka Grzywaczewska z fundacji Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt Viva! – Trzeba podkreślić, że branża kosmetyczna jest jedyną, którą ten zakaz obowiązuje. Natomiast bardzo dużo testują na zwierzętach branże chemiczna i farmaceutyczna – dodała Agnieszka Grzywaczewska. – W wielu krajach nie ma zakazu testowania na zwierzętach, ale nie ma też nakazu. Firmy kosmetyczne tego nie robią. Natomiast nakaz testowania obwiązuje w Chinach, więc producent,  wchodząc na tamtejszy rynek, praktycznie zgadza się, że jego produkty będą testowane na zwierzętach – podkreśliła reprezentantka fundacji Viva!

Jak zauważył Łukasz Barbacki, moderujący dyskusję, Chiny to potężny rynek, gdzie jest bardzo duże zapotrzebowanie  na europejskie kosmetyki, więc może się zdarzyć, że biznes wygra z etyką. – To zależy od misji i wizji firmy, od tego, jaka chce być i jak chce być postrzegana – skomentowała Agnieszka Grzywaczewska. Dodała, że konsumenci są bardzo czuli na tym punkcie, śledzą pojawiające się w internecie listy firm testujących i nietestujących na zwierzętach. Nasila się także wegański trend i z branży spożywczej przenosi się na kosmetyczną. Rok do roku rośnie o 100 proc. liczba firm, które zgłaszają się do fundacji Viva!, by uzyskać potwierdzenie wegańskiej receptury kosmetyku. Takie produkty nie mogą zawierać żadnych substancji odzwierzęcych, ale także np. oleju palmowego. – Jeśli ktoś jest weganinem w odżywianiu, prędzej czy później zacznie używać wegańskich kosmetyków i nosić wegańskie ubrania. Bo to jest styl życia –  stwierdziła Agnieszka Grzywaczewska. Nie jest jednak łatwo być weganinem. – Przeciętny konsument nie jest w stanie sam, na podstawie etykiety i listy INCI ocenić, czy kosmetyk jest wegański, czy nie – podkreśliła.

Konsumenci nie wierzą na słowo

O wzroście sprzedaży kosmetyków zgodnych z wiodącymi trendami świadczą nie tylko analizy firm badawczych, ale i pozycje na paragonach w drogeriach. Jednak, żeby ocenić potencjał tego rynku, trzeba zdaniem praktyków najpierw określić, co jest, a co nie jest kosmetykiem naturalnym. – Zdecydowanie rośnie sprzedaż kosmetyków naturalnych, ale trzeba rozgraniczyć, co jest naprawdę kosmetykiem naturalnym, a co quasi-naturalnym. Nie ma żadnych regulacji, które określałyby, z jakim produktem naprawdę mamy do czynienia. Na szczęście rośnie świadomość samych konsumentów i to oni sami sprawdzają składy. Listy INCI nie są łatwe, ale jest mnóstwo pań, bo to jednak głównie kobiety kupują kosmetyki, które się w nich orientują. Posiłkują się zestawieniami, opracowaniami znalezionymi w internecie. Nie wierzą na słowo, nawet ekspedientkom w drogerii, czytają etykiety – podkreśliła Magdalena Dąbrowska-Wcisło, współwłaścicielka sieci drogerii Endorphine i hurtowni kosmetycznej Temido. Zaznaczyła zarazem, że wprowadzanie ekologicznych kosmetyków na rynek wcale nie jest łatwe. – Zwykle są to małe manufaktury, firmy bardzo skupione na produkcji, nie do końca wiedzą, jak wygląda proces dystrybucji i jak docierać do detalu. I prawda jest taka, że to my raczej wyszukujemy te produkty, testujemy je, analizujemy składy, a nie że ci producenci sami do nas przychodzą. Selekcjonując ofertę dokładnie sprawdzamy, czy jest to naprawdę kosmetyk naturalny, czy tylko go udaje – dodała.

Od czego zależy, czy ekologiczne start-upy utrzymają się na rynku? – Zawsze powtarzam takim początkującym producentom, że budowanie marki nie trwa dwa lata, żeby się bardzo nie spieszyli, żeby przykładali uwagę do jakości produktu, składu i opakowania. W ekologicznym produkcie to wszystko musi być spójne. Poza tym produkt naturalny wymaga czasu, obsługi, wiedzy, to nie jest produkt masowy, który możemy sprzedawać na niskiej marży – tłumaczyła Magdalena Dąbrowska-Wcisło.

Trzeba uporządkować chaos komunikacyjny

–  Panuje potworny chaos komunikacyjny, konsumenci nie rozumieją, co jest produktem ekologicznym, naturalnym – potwierdziła Beata Kaczorek z Nielsena. – Certyfikaty nie funkcjonują jeszcze powszechnie w obiegu publicznym i myślę, że jest to ogromne wyzwanie dla branży, która powinna edukować konsumentów – podkreśliła.

Nie ma przepisów definiujących, co to jest kosmetyk naturalny lub organiczny – przyznała dr Anna Oborska, dyrektor generalna Polskiego Stowarzyszenia Producentów Kosmetyków i Środków Czystości. Rozporządzenie kosmetyczne nr 1223 z 2009 r., czyli główny akt prawny, który reguluje funkcjonowanie branży na rynku, tego problemu nie dotyka. Tutaj jest po prostu definicja kosmetyku. Drugi akt prawny – rozporządzenie Komisji Europejskiej nr 655 z 2013 r. dużo precyzyjniej reguluje funkcjonowanie deklaracji marketingowych i m.in. na bazie tego rozporządzenia nie można używać na opakowaniach hasła „nietestowane na zwierzętach”. To są bardzo jasne wytyczne. Jeżeli kosmetyk nie zawiera składnika, który jest zakazany, to nie można na nim napisać, że go nie zawiera, bo to oczywistość, tak samo jak nietestowanie na zwierzętach.

– Zakaz jest i branża go przestrzega – podkreśliła Anna Oborska. – To rozporządzenie również nie definiuje jednak, jaki kosmetyk jest naturalny czy organiczny – przyznała. – Jest natomiast bardzo dobra i szczegółowa norma ISO 16128, nad którą branża kosmetyczna pracowała blisko 8 lat i która wskazuje, jak wyliczać procentowy udział składników naturalnych w produkcie. Nie jest ona aktem prawnym, ale jest dokumentem technicznym uznawanym globalnie, szczerze polecam odnoszenie się do niej. Można się na nią powołać, ponieważ znajdują się w niej bardzo jasne kryteria  – zaznaczyła dr Oborska. Stanowczo zaakcentowała, że nie ma na rynku mniej i bardziej bezpiecznych kosmetyków. – Nie można mówić, że kosmetyk, który jest deklarowany jako naturalny czy organiczny, ma bezpieczniejszy dla konsumenta skład czy działanie. Jeżeli produkt jest wprowadzony do obrotu na rynek na terenie Unii Europejskiej zgodnie z prawem, to jest bezpieczny. Jeżeli nie jest bezpieczny – to łamie prawo. Dotyczy to absolutnie wszystkich produktów – podsumowała Anna Oborska.

Przyszłość – długa droga do bycia eko

W Islandii konsumenci wymusili na producentach redukcję opakowań. Już 98 proc. past do zębów jest sprzedawanych bez opakowań kartonowych. – Uważam, że to może wydarzyć się w Polsce. Jesteśmy już w takim momencie, że połowa społeczeństwa mówi: „to jest dla mnie ważne”. Istotne jest też to, że ludzie wybierają pomiędzy produktami, które są na półce. Jeśli będą mieli dostęp do ekologicznych produktów w rozsądnej cenie, to zaczną wybierać kosmetyki, które są zgodne z ich przekonaniami – skomentowała Beata Kaczorek.

Co mogą zrobić producenci, żeby zbliżyć się do idei zero waste? – Mogą nie używać plastiku. Mogą zmniejszać opakowania oraz zastosować opakowania wielorazowego napełniania, zwrotne. Mogą produkować skoncentrowane kosmetyki – szampon może być kostką, która zastępuje trzy butelki szamponu – podpowiadała Małgorzata Gęca.  

Elżbieta Andrzejak zauważyła jednak, że z różnych względów jeszcze jesteśmy daleko od radykalnej zmiany w podejściu do opakowań – ich produkcji oraz postrzegania marketingowego. – Trudno mi sobie wyobrazić półkę w drogerii z kremami do twarzy, z których  nagle zniknęły wszystkie kartoniki. Myślę, że to nie będzie już i teraz.  Poza tym są ogromne problemy z dostępnością opakowań kosmetycznych do recyklingu. Trzeba też wziąć pod uwagę, że na tych samych maszynach do produkcji opakowań butelek PET czy HDPE nie można wyprodukować opakowań z recyklingu. Jest jeszcze bardzo długa droga przed branżą kosmetyczną – zaznaczyła.

Dr Anna Oborska przypomniała o wymaganiach prawnych, które dla producenta są na pierwszym miejscu. – Mając na względzie ekologię, co jest bardzo istotne, musimy jednak wybrać jakiś rozsądny środek, bo ten szampon w kostce sprzedawany w sklepie musi być odpowiednio oznakowany. To są   wymagania, które legislator nakłada na producenta, a on je musi spełnić – podkreśliła dr Anna Oborska. – Myślę, że jeśli nowe przepisy pojawią się w legislacji, to nie załamią trendu wzrostowego produktów naturalnych, bo cała Unia Europejska podąża w kierunku ekologii. Tylko we wszystkim wskazany jest rozsądek, bo trzeba pamiętać o wymaganiach prawnych i bezpieczeństwie konsumenta – podsumowała.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 12:50
Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek
Inglot w Too Good To Go. Kosmetyki w Paczkach NiespodziankachInglot

Too Good To Go rozszerza swoją ofertę o kosmetyki. Do aplikacji trafiły Paczki Niespodzianki przygotowane przez polską markę Inglot. W zestawach znajdują się m.in. końcówki kolekcji, ostatnie sztuki edycji limitowanych oraz produkty z uszkodzonymi opakowaniami. Ceny pakietów zaczynają się od 59,90 złotych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach
  • Co znajdzie się w paczkach Inglota?
  • Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go
  • Inglot stawia na własną produkcję

Too Good To Go kojarzy się przede wszystkim z ratowaniem niesprzedanej żywności. Model aplikacji, w którym użytkownicy mogą kupować w niższej cenie produkty, które w przeciwnym razie mogłyby się zmarnować, coraz częściej wychodzi jednak poza gastronomię. Teraz do grona partnerów platformy dołączył Inglot.

W ramach współpracy marka udostępniła w aplikacji Paczki Niespodzianki z kosmetykami do makijażu. Ich zawartość nie jest znana przed zakupem, a poszczególne zestawy mogą różnić się od siebie.

Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach

Użytkownicy Too Good To Go mogą znaleźć obecnie dwa rodzaje zestawów przygotowanych przez Inglot. Pierwszy to zestaw do makijażu twarzy, którego cena wynosi 59,90 złotych, przy gwarantowanej wartości produktów na poziomie co najmniej 120 złotych.

Drugi wariant obejmuje kosmetyki do makijażu ust. Kosztuje 69,90 złotych, podczas gdy wartość znajdujących się w nim produktów ma wynosić minimum 140 złotych.

Formuła jest charakterystyczna dla Paczek Niespodzianek Too Good To Go. Klient nie wybiera konkretnych produktów, ale kupuje zestaw o określonej wartości. To jednocześnie element zakupowej niespodzianki i sposób na zagospodarowanie produktów, które niekoniecznie znalazłyby już miejsce w regularnej sprzedaży.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Co znajdzie się w paczkach Inglota?

Jak wynika z informacji udostępnionych przez markę, w paczkach mogą znaleźć się końcówki kolekcji, ostatnie sztuki produktów z edycji limitowanych oraz kosmetyki, których opakowania mają drobne niedoskonałości.

Nie oznacza to jednak obniżonej jakości samego produktu. Jak podkreśla Inglot, ewentualne mankamenty dotyczą opakowań i nie wpływają na kosmetyk znajdujący się w środku.

To właśnie ten model może być interesujący z punktu widzenia branży kosmetycznej. Produkty wycofywane z regularnej oferty, pojedyncze sztuki czy końcówki serii nie muszą być automatycznie traktowane jako odpad. Mogą znaleźć odbiorców, jeśli zostaną zaoferowane w odpowiednim kanale i cenie.

Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go

Wejście Inglot do Too Good To Go pokazuje szerszy kierunek rozwoju modelu, który początkowo był kojarzony niemal wyłącznie z gastronomią. W przypadku kosmetyków mechanizm może działać nieco inaczej niż przy żywności, ale wspólnym mianownikiem pozostaje zagospodarowanie pełnowartościowych produktów, które z różnych powodów nie są już przeznaczone do standardowej sprzedaży.

W branży beauty dotyczy to m.in. produktów sezonowych, limitowanych kolekcji czy pojedynczych sztuk pozostających na magazynie. W przypadku kosmetyków kolorowych problem może być szczególnie widoczny ze względu na częste zmiany kolekcji i dużą liczbę wariantów kolorystycznych.

Dla konsumenta dodatkową zachętą jest cena. W przypadku zestawu do ust za 69,90 złotych deklarowana wartość produktów wynosi minimum 140 złotych. To oznacza, że użytkownik otrzymuje kosmetyki za około połowę ich wartości rynkowej, choć nie ma wpływu na dokładny skład paczki.

image

UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów

Inglot stawia na własną produkcję

W komunikacji dotyczącej współpracy Inglot zwraca uwagę również na skalę własnej produkcji. Ponad 70 proc. asortymentu marki ma wegańskie formuły, a 95 proc. kosmetyków powstaje w laboratoriach firmy w Przemyślu.

Paczki przygotowane w ramach współpracy z Too Good To Go są dostępne do wyczerpania zapasów. Nie jest to więc stała oferta sprzedażowa, ale dodatkowy kanał dystrybucji produktów, które nie trafiają już do regularnej ekspozycji lub sprzedaży.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. sierpień 2026 19:30