StoryEditor
Biznes
08.09.2020 00:00

Łukasz Barbacki: Spraw, żeby konsument zakochał się w Twojej marce. Inaczej nie masz szans

Nikt nie czeka na Wasz produkt i markę. Wszystko już jest i to w tysiącach odsłon. Nie dajcie się zwieść poczuciu, że rynek Was chce. Rynek zrobi wszystko, aby Wasza marka została pogrzebana. Rynek to dżungla i las deszczowy marek. Kontrowersyjne? Ale prawdziwe. To nie znaczy, że na nowe marki i produkty nie ma miejsca. Jest, ale marka musi mieć „to coś”. Dobra jakość to nie jest argument. „Mamy dobrą jakość” – tak może powiedzieć każdy. I każdy mówi.

Co roku na rynku pojawia się niezliczona liczba nowych marek kosmetycznych. Bariera wejścia jest tu relatywnie niska, wystarczy zwrócić się do jednej z wielu firm zajmujących się produkcją kontraktową i marka gotowa. Takich marek (produkowanych przez zewnętrzne firmy) jest bardzo dużo. Kolejnym źródłem nowości są firmy produkcyjne, których strategia polega na tworzeniu dużej ilości nowych marek pod parasolem jednego właściciela.

Przepis na nową markę jest w miarę prosty. Na ogół są to jedna lub dwie panie poszukujące dla siebie wyjątkowego kosmetyku (tak przy okazji, jeśli w takiej liczbie kosmetyków te panie nie mogły przez lata trafić na odpowiedni, to oznacza, że wymyślony przez nie specyfik nikomu nie jest potrzebny). Następnie musimy użyć odpowiednich słów: naturalny, ekologiczny, farmaceutyczny etc. Kolejnym niezwykle ważnym składnikiem są pieniądze (które często w kosmetycznych start-upach znikają równie szybko jak marzenia o wielkiej marce). Wizyta w firmie zajmującej się produkcją kontraktową i już rodzi się nowa marka.

W przypadku kosmetyki kolorowej i pełnego portfolio produktowego kapitał potrzebny do stworzenia nowej marki to kilkaset tysięcy do około miliona złotych netto (ale tak naprawdę górnej granicy nie ma i zależy ona tylko od zasobności i pomysłowości twórców). Jednak przy markach w segmentach „włosy” lub „pielęgnacja skóry” możemy startować z poziomu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Czyli, podsumowując, stworzenie nowej marki kosmetycznej jest w stosunku do innych biznesów łatwe, tanie i szybkie. Problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba te kosmetyki sprzedać. Oczywiście na tym etapie pomysłodawcy są jeszcze znieczuleni jednym z najczęściej używanych w branży słów, czyli: „jakość”. „Mamy wysoką jakość”, „Nasze kosmetyki są wysokiej jakości”, „Nasze składniki są wysokiej jakości”. Czy znacie państwo firmę, która mówi „Nasze kosmetyki są słabej jakości?”. Ja nie znam. Wszystkie firmy zapewniają o wysokiej jakości produktów. Problem w tym, że w marketingu to, co jest komunikowane przez wszystkich, nie ma żadnego znaczenia. To oczywistość. Nic szczególnego.

Czy konsumenci chcą kupować nowości?

Zadaniem mojej firmy jest wprowadzanie marek na rynki zagraniczne. Po latach pracy wystarczy czasami jedno spojrzenie na markę i półgodzinna rozmowa z właścicielami, aby wiedzieć, że zabieramy się do pracy mozolnej i z minimalną szansą na sukces lub fascynującej, przyjemnej i gwarantującej atrakcyjne wyniki. Trudno jest patrząc w oczy przekonanego o wyjątkowości swojej marki właściciela powiedzieć wprost, że świat nie czeka na takie produkty. Przecież już udało się je sprzedać w jednej z sieci handlowych za 10 000 złotych, więc konsumenci na nie czekali. Niestety, rzeczywistość rozwiewa marzenia. Jeśli kolejną markę tworzy duży producent, mający skuteczną dystrybucję, szansa na sprzedaż jest bardzo duża. Efekt skali pomoże, znajomości w hurcie i w detalu też, możliwość wzajemnego wsparcia marketingowego kilku marek też się przyda. Jeśli marka jest nikomu nieznana, nie dysponuje sporym budżetem marketingowym i nie ma w sobie wyjątkowości, będzie bardzo ciężko.

Czasem małe firmy szukają wspólnej dystrybucji z rozpoznawalnymi i mającymi swoje miejsce na rynku niekonkurencyjnymi markami. Czasem zatrudniają ludzi z doświadczeniem w sprzedaży i kontaktami, lecz to, że ktoś sprzedawał znany brand nie przełoży się wprost na nową, nieznaną markę. Spotkania z kupcami pewnie się odbędą, ale czy przesunięcie magazynowe do danego klienta się uda, tego nie wiemy. A w końcu, czy prawdziwa sprzedaż, czyli sprzedaż z półki do konsumenta ruszy tego nie wiemy już w ogóle. A przecież o to właśnie chodzi, aby konsument chciał kupić nowość.

Wbrew pozorom, pomimo deklarowanej przez konsumentów chęci kupowania nowości, większość z nich kupuje produkty, które zna, którym ufa i które zostały sprawdzone. Skłonienie ich do dokonania zmiany jest trudnym zadaniem.

Co powinna mieć nowa marka, aby zwiększyć szanse na sukces?

Może mieć dobre (zbudowane wcześniej) relacje z kupcami. Oto KAM pracujący w dużej, międzynarodowej korporacji zakłada swoją firmę i tworzy nową markę. Wykorzystuje wszelkie pozyskane w korporacji kontakty (ma przynajmniej numery telefonów do kupców i jest z nimi po imieniu) i tym systemem marka ma szanse pojawić się na półce. Przez ostatni rok pracy (wiedział, że odejdzie do swojej firmy) tworzył sobie krok po kroku grunt pod wprowadzenie nowej marki. Jako osoba pracująca w branży ma dostęp do danych rynkowych, wie gdzie produkty jego kategorii sprzedają się dobrze, a gdzie jest trochę gorzej. Zna warunki handlowe, na jakich pracuje się w sieciach, wie jakie działania marketingowe realnie wspierają sprzedaż, a jakie są tylko marnowaniem pieniędzy. Zbudowane przez lata doświadczenie, znajomości oraz dostęp do aktualnych danych na pewno pomogą nowej marce w szczęśliwym starcie. Czy marka przeżyje? To już zupełnie inna sprawa. Kiedy twórca marki usiądzie przed kupcem już nie jako przedstawiciel wielkiej, międzynarodowej korporacji, ale jako proszący o miejsce na półce „nowy” jego pozycja negocjacyjna będzie już zdecydowanie gorsza.

Może dysponować dużym budżetem marketingowym i rozsądnie (podkreślam: rozsądnie) nim gospodarować, budując świadomość i zainteresowanie marką w świecie wirtualnym.

Może dysponować ofertą z bardzo atrakcyjną marżą handlową. Niestety najczęściej właściciele nowych marek są zdziwieni, że sieci handlowe oczekują minimum 50 proc. upustu oraz innych dodatkowych nakładów.

Może być atrakcyjna. Tu jest najciekawszy punkt tej listy. Co to znaczy marka atrakcyjna? Czy jest wzorzec atrakcyjności? Co to znaczy, że ktoś lub coś jest atrakcyjne? Zdefiniowanie tego jest niestety niemożliwe, ale można obserwując rynek, wyciągnąć przydatne wnioski. Większość autorów boi się pisać wprost. Omija niebezpieczne i drażliwe tematy. Pisze aksamitnie. Nie wymienia konkretów. No to konkretnie. Przykłady marek atrakcyjnych? Takich, które wchodzą w rynki eksportowe w miarę łatwo? Proszę bardzo: Body Boom. Marka obecnie w rękach Bielendy. Przykład genialnej komunikacji do konsumentki. Sprzedaży poszerzonej o produkty z kompletnie innych kategorii (szlafroczki, skarpetki). Twórcy marki stworzyli magiczny, piękny świat, w którym miękko lądowały konsumentki. Sprzedawali po prostu peeling kawowy. Ale każdy najdrobniejszy element był dopracowany. Stworzyli dzieło.

Ministerstwo Dobrego Mydła. Po prostu prawdziwa marka. Sposób komunikacji, pakowania, podejścia do konsumenta. Pełna transparentność i uczciwość komunikacji. Konsumenci znakomicie reagują na markę i kontaktują się z nią, jak z dobrą znajomą. Marka zachowuje się jak sprawdzona i dobra koleżanka. Znakomite produkty, ręczna praca, dbałość o każdy detal tworzą przyciągające klientów otoczenie. Właścicielki pokazują swoje twarze, na stronie internetowej udostępniają numery telefonów komórkowych pozwalające na bezpośredni kontakt z nimi. Każdy etap produkcji prezentowany jest w mediach społecznościowych. Konsumenci zapraszani są na wirtualne wycieczki po zakładzie produkcyjnym. Manufaktura posiadająca GMP. Każdy składnik wybierany z taką starannością, jakby od tego zależało życie i zdrowie rodzin właścicielek. Pierwsze spotkanie z nimi i kilkusekundowe spojrzenie w oczy mówiło więcej niż 120 slajdowa prezentacja korporacyjna.

Podstawowy wniosek jest taki: to co wystarczało 10 lat temu, teraz na pewno nie wystarczy. Jeśli produkt ma znakomite składniki, wysoką jakość oraz dobrą cenę, to na pewno jest za mało, aby zdobyć rynek (lub rynki zagraniczne). Oczywiście, zgadzam się, że uda się zrobić jakąś sprzedaż. Ale ambicje właścicieli marek sięgają dalej niż jakieś wyniki, chcą sukcesu.

Bądź otwarty, obserwuj i wyciągaj wnioski

Wprowadzałem w ostatnim roku kilka polskich marek na rynki zagraniczne. Jednym z elementów tej pracy jest analiza konkurencji. Widziałem setki marek z całego świata. Te, które są obecne w wielu krajach, mają dobrze działającą dystrybucję, są czasem tworzone przez małe, rodzinne firmy. I takie marki mogą być ciekawym drogowskazem dla twórców nowych, polskich brandów. Trzeba się przyglądać jak prowadzona jest komunikacja, jakie treści są przekazywane konsumentom, jak wygląda polityka wsparcia promocyjnego.

Kolejnym, ważnym i widocznym dla odbiorcy elementem jest spójność. Jeśli informujemy, że nasza marka jest naturalna, ekologiczna to musi być to spójne nie tylko w przekazie, ale też w formie opakowania, działań z zakresu odpowiedzialności społecznej (często w ogóle ich nie ma) etc. Nie musimy wchodzić w nurt naturalny i ekologiczny, możemy wysyłać do konsumentów inny przekaz. Ważne, aby całość była spójna. I jeśli planujemy eksport, i chcemy budować markę międzynarodową, bardzo istotne jest, aby ta spójność była zachowana na wszystkich rynkach, na których marka będzie sprzedawana. Jeśli nasza praca kończy się na sprzedaniu towaru do dystrybutora i nie dbamy co dzieje się dalej, możemy być pewni, że nie uda nam się utrzymać spójności marki na kolejnych rynkach eksportowych.

Kolejny element to wizerunek. Trudno w to uwierzyć, ale spotykam na polskim rynku nowe marki kosmetyczne, które posługują się słabej jakości i brzydkimi zdjęciami produktów. W mediach społecznościowych, na stronie producenta, zdjęcia są po prostu okropne. Na zwróconą uwagę, producent zaczyna (częste w Polsce) obronę swojej pozycji i stara się udowodnić, że zdjęcia nie są takie złe. Obiecuje, że kiedyś poprawi. „Na razie mamy takie”. Tłumaczenie, że te nieprofesjonalne zdjęcia mogą znacząco i źle wpłynąć na ekspansję są traktowane jako czepianie się. Tymczasem to, jak marka (produkt) wygląda jest w obecnych czasach ekstremalnie ważne.

Warto przemyśleć pozycjonowanie cenowe. Należy pamiętać, że cena to też komunikat. Cena to sygnał dla konsumenta. Źle przygotowane pozycjonowanie cenowe (za wysoka lub za niska cena) jest częstą bolączką nowych marek.

Trendy. Trendy rynkowe to prądy oceaniczne pomagające lub przeszkadzające marce. Warto zastanowić się, w jakie trendy wpisuje się nasza marka. Warto to podkreślać w komunikacji do konsumenta. Trzeba uważnie sprawdzić, czy marka nie idzie pod prąd dużych trendów rynkowych. Można oczywiście przyjąć taką strategię, ale trzeba to zrobić z premedytacją i mieć przygotowane zasoby na uciążliwą żeglugę pod prąd. Zdecydowanie łatwiej i wygodniej jest wpasować się w kilka silnych trendów i korzystać z ich pomocy.

Komunikacja do konsumenta. Kiedy polecam moim klientom zakup słownika synonimów widzę zdziwione oczy. Komunikacja to sprawa kluczowa. Jeśli nasz produkt jest bliski ideałowi, wspaniały i genialny to dobrze. Teraz trzeba to jasno, sprawnie i skutecznie przekazać konsumentowi. Konsumentowi, który otrzymuje codziennie tysiące komunikatów i, który, aby nie oszaleć, ma założoną zaporę sieciową w mózgu na przekaz marketingowy. Nie chce, nie ma czasu czytać, słuchać i zastanawiać się nad tym, co my chcemy przekazać. Tworzenie prostego i skutecznego komunikatu to wielka sztuka. Musimy pamiętać, że odbiorca może dysponować małą wiedzą z zakresu kosmetyki i zbyt skomplikowany przekaz może być szkodliwy. Spotykam wiele marek, które mają w swoim portfolio dobre produkty. Ale spotykam niewiele marek, które potrafią o tym sprawnie i skutecznie poinformować. Które nawiązują prawdziwą relację z konsumentami. Bełkot marketingowy nadal w cenie.

Brak zrozumienia segmentacji rynku powoduje, że nowej firmie, produkującej kremy za około 200 złotych wydaje się, że są marką luksusową. Czasem z grzeczności, czasem z braku siły nie dementuję tego wziętego z księżyca przekonania. Luksusowa marka z kremami za 200 złotych do dziś śni mi się w koszmarnych snach.

Działania z zakresu odpowiedzialności społecznej. Pomijane często i lekceważone lub (ponownie) źle komunikowane są kolejnym atrybutem marek sukcesu. Konsument XXI wieku często wiąże się z marką nie dlatego, że jest jakościowa czy tania, wiąże się dlatego, że marka pasuje do jego światopoglądu. Troska o naturę, otoczenie, innych ludzi, dzielenie się zyskiem z potrzebującymi, staje się z roku na rok coraz bardziej istotne. Ten aspekt ma ścisłe powiązanie ze spójnością marki.

Pamiętam, jak wprowadzałem polską markę na rynek USA i argumentem przełamującym na naszą korzyść negocjacje były zainstalowane przez firmę (w Polsce) znakomite i nowoczesne oczyszczalnie ścieków. Po wyjściu z rozmów właściciel firmy przyznał mi rację, że umieszczenie tego slajdu w naszej prezentacji miało jednak sens. Kiedy walczyłem o ten slajd w trakcie przygotowania do działań eksportowych opór ze strony firmy był ogromny.

Transparentność. Konsument chce wiedzieć i widzieć. Chce wiedzieć, kto stoi za marką? Jak wygląda produkcja, dlaczego takie a nie inne składniki zostały wybrane? Gdzie odbywa się produkcja? Co dla marki jest ważne? Czym więcej wie konsument i czym głębiej może zajrzeć, tym bardziej czuje się związany z marką. Fabryki XXI wieku powinny mieć ściany ze szkła. Wszystko, co się w nich dzieje powinno być widoczne. Są oczywiście wyjątki, ale nie dotyczą branży kosmetycznej. Podobno tylko dwa procesy produkcyjne powinny być zawsze dla konsumenta niewidoczne. To parówki i polityka. Reszta ma być transparentna.

Mieszaj DNA. Jeśli jesteś właścicielem znanej marki (marek) o ugruntowanej pozycji, najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić to odważne mieszanie DNA marek. Nie powielaj tego co robisz od lat. Wprowadź do swojego portfolio kompletnie niepasujące marki, dające powiew świeżości i odmienności. Pozyskasz tym sposobem kompletnie odmiennych i nowych klientów. Naprawdę warto rozbić spójność pomiędzy markami ukrytymi pod wspólnym parasolem. Ale, aby to zrobić, nie możesz oddać nowej marki w ręce starego działu marketingu, bo szybko dojdzie do upodobnienia. Nowe, odmienne DNA marki to nowi odmienni ludzie, którzy się nią zajmą. Kosztowne? No pain no gain.

Stwórz emocjonującą legendę i zabierz konsumentów na swoją wyspę

Zbyt duża liczba informacji, informacje nieprawdziwe, manipulowanie faktami, kupowane masowo opinie, a dodatkowo plotący bzdury blogerzy i influencerzy, powodują, że konsument ma coraz mniejsze szanse na podejmowanie naprawdę racjonalnych decyzji zakupowych. Nawet jeśli odnosi on wrażenie, że dokonał logicznego wyboru jest to niestety tylko wrażenie. Wyboru dokonał kierując się danymi, jakie odszukał w sieci, swoimi przekonaniami i stereotypami, emocjami i sentymentem.

Podpowiedź dla nowych marek: twórzcie emocjonujące legendy oparte na marzeniach, strachu i nadziei lub budujące ego nabywcy. Pozwólcie mu uwierzyć, że Wasz produkt zapewni mu urodę, zdrowie, odsunie starość, podniesie pozycję społeczną (luksusowe kosmetyki za 200 złotych, produkowane od dwóch lat, mogą nie być wystarczająco wiarygodne), otoczy bezpieczeństwem dzieci, a co najważniejsze da złudne poczucie samodzielnego i mądrego wyboru. Pozwólcie konsumentowi, aby zakup Waszego produktu był deklaracją i manifestacją jego poglądów. Zbudujecie grupę do, której Wasza marka będzie zapraszać. Nie bójcie się prostej i jasnej komunikacji. Jeśli przyjrzycie się markom ze świata, które odniosły spektakularne sukcesy, zobaczycie, że nie jest to zasługa tylko jakości, składników, ceny i pojemności. Nieodzownym elementem jest dobrze i spójnie skonstruowana legenda, porywająca konsumenta na bezludną wyspę marki. Konsument ma być tak zakochany w Waszej marce, aby nawet przez moment nie pomyślał o opuszczeniu Waszej wyspy. Tu ma być jego raj i tu ma pozostać.

Porzuć wyświechtane slogany

Pamiętajcie, że tworząc nową markę wnosicie do świata kolejny, nikomu niepotrzebny produkt. Nikt nie czeka na Wasz produkt i markę. Wszystko już jest i to w tysiącach odsłon. Nie dajcie się zwieść poczuciu, że rynek Was chce. Rynek zrobi wszystko, aby Wasza marka została pogrzebana. Rynek to dżungla i las deszczowy marek. Nowe organizmy rosną na tych, które zginęły.

Musicie przekonać konsumenta, że warto podjąć trud i ryzyko, by sprawdzić nową markę (pomimo, że potrzeby, które zaspokaja i korzyści, które przynosi, już dawno są zaspokojone przez sprawdzone i budzące zaufanie konkurencyjne byty). Dlatego nie powtarzajcie opowieści o jakości, składnikach, regeneracji i całej tej kopiowanej tysiące razy historii. To nie ma żadnego znaczenia. Zbudujcie ciekawą i spójną opowieść opartą na czymś więcej niż wyświechtane argumenty.

Wyznaczcie odbiorców Waszej marki odważnie i odważnie pogódźcie się z tym, że nie będziecie dla wszystkich. Nie bądźcie trochę tacy i trochę tacy, bo skończy się to tym, że będziecie dla nikogo. Jeśli chcecie coś ukryć, pamiętajcie, że żyjemy w czasach kiedy bardzo trudno jest utrzymać coś w tajemnicy. Prędzej czy później prawda ujrzy światło dzienne i będzie bolało. Nawet jeśli Wasza marka nie jest odkryciem na miarę koła lub ognia (a zaryzykuję twierdzenie, że nie jest) ubierzcie ją najładniej jak potraficie. Zgodnie ze starym powiedzeniem aktorskim: co się nie dogra to się dowygląda.

No i na koniec nie zapominajcie, że warto wychodzić na rynki zagraniczne. Warto, można i jest na to sposób. A jaki to sposób, to już temat na kolejny artykuł.

Łukasz Barbacki, właściciel firmy doradczej wprowadzającej polskie marki na rynki zagraniczne barbacki-consulting.pl

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
01.04.2026 15:39
Cosmoprof 2026: triumf odporności branży i polska ofensywa w Bolonii
10816326
/ Marzena Szulc
10816327
/ Marzena Szulc
10816328
/ Marzena Szulc
10816329
/ Marzena Szulc
10816326
10816327
10816328
10816329
Gallery

Tegoroczna edycja Cosmoprof Worldwide Bologna potwierdziła swoją pozycję absolutnego centrum kosmetycznego uniwersum. Liczby z oficjalnego podsumowania mówią same za siebie: ponad 255 tys. profesjonalistów ze 150 krajów odwiedziło stoiska 3 104 wystawców z 68 państw. 57. edycja Cosmoprof przeszła do historii jako triumf odporności i innowacji, a Polska odegrała w tym spektaklu jedną z kluczowych ról.

Sektor kosmetyczny wykazuje nadzwyczajną odporność nawet w trudnym, stale ewoluującym kontekście geopolitycznym, potwierdzając swoją solidność i globalny impet. Wyniki tej edycji są dowodem na to, że przemysł kosmetyczny potrafi szybko reagować na każde wyzwanie, utrzymując wysoki poziom innowacyjności i konkurencyjności – ocenia Enrico Zannini, dyrektor zarządzający BolognaFiere Cosmoprof.

Polska w ścisłej czołówce: „Serce rosło z godziny na godzinę”

Polska reprezentacja na targach była bardzo mocna – blisko 170 firm uplasowało nasz kraj na trzecim miejscu pod względem liczebności wystawców. Polska jakość i technologia były widoczne na każdym kroku, a biało-czerwone Stoisko Narodowe stało się wizytówką, obok której nie dało się przejść obojętnie.

Polska zaprezentowała się nadzwyczajnie. Byliśmy trzecim krajem z największą reprezentacją. I co najważniejsze – było o nas głośno. Pytań o polskie firmy nie brakowało: o marki, o produkcję kontraktową, o segment make-up, ale też o partnerstwa strategiczne. Nie ukrywam – serce rosło z godziny na godzinę. Bo branża kosmetyczna w Polsce naprawdę na to zasługuje, budując swoją pozycję na solidnych fundamentach: jakości, nauki, technologii, doświadczenia. I dokonała czegoś, co jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się niemożliwe – głębokiej transformacji, która wyniosła ją do ścisłej czołówki gospodarki – wskazuje Justyna Żerańska, szefowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego

Polskie stoisko w Bolonii zostało przygotowane dzięki wsparciu Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz PAIH. – To była wizytówka, z której możemy być dumni – podkreśla dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Justyna Żerańska wskazuje też na konkretne dane, które legitymizują pozycję Polski jako lidera:

  • 5. kraj w UE pod względem wartości branży (~5,8 mld euro)
  • 9. eksporter kosmetyków na świecie (5. w UE).
  • blisko 9-krotny wzrost eksportu od momentu wejścia do UE
  • wzrost rynku o blisko 17 proc. w ostatnim okresie – to niemal trzykrotnie powyżej średniej unijnej!

Innowacje z pieczęcią sukcesu: Cosmoprof Awards 2026

Polskie firmy przyjechały do Bolonii nie tylko żeby się pokazać, ale i żeby wygrywać. Monika Świt-Popławska (Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego) z dumą wskazała na sukcesy naszych marek w prestiżowym konkursie Cosmoprof & Cosmopack Awards 2026.

Aż cztery polskie firmy znalazły się w gronie finalistów! To dla mnie potwierdzenie, że polska innowacyjność, design i jakość są doceniane na największych targach świata. Szczególnie cieszy fakt, że wśród wyróżnionych są nasze firmy członkowskie – wskazuje Monika Świt-Popławska w swoim komentarzu na LinkedIn.

Zwycięzcy i finaliści z Polski to obchodząca w tym roku 30-lecie marka ​Pierre Rene (Sea Shells Whisper Stone Candle), Bandi Cosmetics (linia pielęgnacyjna More Than Pause), Dax Cosmetics (linia Yoskine Longevity SPF 50+) oraz Aerosol Service (innowacyjne rozwiązanie Puro).

image

56. edycja Cosmoprof: Bolonia udowodniła, że jest centrum branży beauty [GALERIA]

Nowe tempo gry: K-beauty i C-beauty w natarciu

Targi Cosmoprof to także miejsce obserwacji umacniających się trendów i weryfikacji tempa zmian. Grzegorz Hryciuk, CEO firmy Gabona, zwrócił uwagę na niesamowitą dynamikę marek azjatyckich – głównie z Korei Południowej.

Minimum 17 tysięcy kroków dziennie przez cztery dni wystarczyło, żeby zobaczyć jedno: k-beauty naprawdę zmienia tempo gry! Koreańskie marki wchodzą do Europy szybciej, bo działają inaczej – sprawnie podejmują decyzje i są gotowe skalować od razu. Rynek przyspiesza – dziś wygrywa ten, kto działa błyskawicznie – podsumowuje na LinkedIn założyciel Gabony.

Z kolei Janina Karasek, New Business & Marketing Director w Primavera Parfum, wskazała na rosnącą specjalizację i networking.

Tegoroczna edycja utwierdziła mnie w przekonaniu, że to absolutny punkt odniesienia dla branży beauty. Widzę ogromną wartość jakościowego networkingu – mniej przypadkowych rozmów, więcej konkretnych spotkań. Zauważalna jest silna obecność Azji, w tym rosnące zainteresowanie segmentem C-beauty. Dla mnie to miejsce, gdzie strategia spotyka się z praktyką – podkreśla Janina Karasek.

Polskie stoiska: design i jakość, które przyciągają

Estetyka, przygotowanie do wydarzenia i profesjonalizm polskich wystawców były wskazywane przez wielu z nich. Katarzyna Kostrzyńska, Marketing Manager w Chantal, podsumowała to krótko:

Nasza branża kosmetyczna w Bolonii prezentuje się świetnie! Polski rynek jest po prostu nastawiony i przygotowany na to, aby klienta przyciągnąć, zaciekawić. Serce rośnie patrząc na to, jak prezentują się polskie firmy. polskie stoiska – wielu jest tu obecnych od lat, tak jak my. Ale pojawiają się też nowe polskie firmy, co jest dla nas jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem – podsumowuje szefowa marketingu z Chantal.

Następna edycja Cosmoprof Worldwide Bologna zaplanowana jest na 18-21 marca 2027 roku. Czy Polska utrzyma tempo i pozycję w pierwszej trójce wystawców? Wiele wskazuje na to, że apetyt naszych producentów i dystrybutorów dopiero się rozkręca. Sukces polskich wystawców w Bolonii to efekt transformacji naszego sektora beauty w stronę nowoczesnych technologii i nowych trendów. Rynek staje się coraz bardziej dynamiczny, co wymaga od polskich i europejskich graczy zwinności – w reakcji i działaniu – na poziomie marek południowokoreańskich, które opanowały tę strategię gry do perfekcji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
01.04.2026 10:53
Sławomir Kołodziej, Kaufland: Nie chcemy konkurować o konsumenta z drogeriami
Sławomir Kołodziej, dyrektor Pionu Zakupu Food w Kaufland Polska, był gościem Forum Branży Kosmetycznej 2025FBK

Jaką rolę pełni kategoria kosmetyków i produktów drogeryjnych w ofercie sieci Kaufland? Czy kategoria ta mocno urosła na półkach sklepów i jakim zmianom ulegała przez ostatnie kilkanaście miesięcy? Jaki wpływ na te zmiany wywarły trendy rynkowe oraz niedawne zmiany konceptu kosmetycznych marek własnych sieci Kaufland? O tym rozmawiałam ze Sławomirem Kołodziejem, dyrektorem Pionu Zakupu Food w Kaufland Polska.

Którymi kategoriami produktów zarządza pan w Kauflandzie? 

Jestem odpowiedzialny za kategorię kosmetyków, chemię domową oraz dział baby care. Do tego dochodzi też kategoria fitness, a także wszelkie suplementy, OTC i produkty związane z częścią drogeryjno-apteczną.

Badania konsumenckie pokazują, że klienci kupują coraz mniej leków i preparatów bez recepty (OTC) oraz suplementów w aptekach, a częściej robią zakupy tego typu właśnie w drogeriach, dyskontach czy supermarketach. Czy te półki kosmetyczno-drogeryjne rozrosły się również w Kauflandzie w ostatnim czasie? 

Jeżeli chodzi o ustawienie asortymentu w markecie, to część drogeryjna jest stała – zajmujemy nadal tę samą powierzchnię. Jedyne co się zmienia to dobór asortymentu. Więc z perspektywy szerokości półek, wielkości modułów czy zabudów w sklepie to jest nadal taka sama przestrzeń w ciągu ostatnich lat. Mamy różne asortymenty w zależności od wielkości sklepów, ale nawet nasze mniejsze sklepy to nadal duże sklepy hipermarketowe z bogatą ofertą – zatem co do wielkości miejsca przeznaczonego na kategorie drogeryjne jesteśmy stosunkowo stali. 

To co ulega zmianie, to rozwijanie części przeznaczonej na suplementy diety, suplementy codzienne oraz część fitness. Te kategorie, przy których widzimy duży potencjał, dostają więcej miejsca. Duży potencjał widzimy też w części z kosmetykami do golenia, do pielęgnacji męskiej twarzy – to się u nas fantastycznie rozwija. Ale są też kategorie, które mniej performują. Dlatego obserwujemy, które kategorie w ramach części drogeryjnej możemy rozszerzyć, żeby zwiększyć sprzedaż z metra, z modułu, z półki.

Fizycznie więcej miejsca na kategorię drogeryjną mieć nie będziemy, nie rozszerzymy go. To co możemy – to zarządzić trendem, a więc wdrożyć go, rozszerzając konkretne kategorie. I to właśnie robimy. Natomiast co do zasady ani nie zmniejszamy fizycznego miejsca na część drogeryjną, ani też jej nie rozbudowujemy.

W jaki sposób poznajecie te aktualne trendy konsumenckie? Wystarczą dane ze sprzedaży w sklepach czy robicie dodatkowe badania?

Przede wszystkim korzystamy z danych instytucji, z którymi współpracujemy – GFK, Nielsen. Zamawiamy tam badania, ale czerpiemy również dużo wiedzy z trendów rynkowych, na które wskazują te instytucje – jesteśmy tu w stanie wychwycić zmiany na przestrzeni miesiąca. Mimo wszystko musimy pamiętać, że Kaufland jest dość stały w swoim zarządzaniu kategoriami. Możemy jednak dość szybko zaobserwować, czy coś się dzieje wartego uwagi w ramach kategorii lub formatów. 

Co istotne, operujemy przede wszystkim w kanale sprzedaży tradycyjnej. Zmiany w online zachodzą dużo szybciej, tam też szybciej można się dostosować z ofertą. Sprzedaż e-commerce, którą prowadzą na przykład drogerie czy sklepy internetowe z kosmetykami, umożliwia dużo szybszy czas reakcji na trendy. U nas stacjonarnie potrzeba więcej czasu na zmianę asortymentu na półkach – ten proces zmiany jest po prostu wolniejszy, niż w przypadku e-commerce.

Czy w Kauflandzie, patrząc na codzienne koszyki zakupowe klientów, dostrzegacie, że kupują oni więcej produktów kosmetycznych i drogeryjnych, niż kilka lat temu?

Mamy dzisiaj jako kanał hipermarketowy najlepsze dane i najlepsze wyniki w tej części kosmetycznej. Oczywiście nie chodzi nam o walkę o konsumenta z drogeriami. Natomiast naszą ambicją jest to, żeby klientowi który przychodzi do Kauflandu zaoferować pełną, szeroką ofertę produktów. Mam na myśli pełną ofertę w ramach one-stop shopping.

Oznacza to, że klient przychodząc do Kauflandu oprócz chleba i karkówki kupi też szampon, krem do twarzy, dezodorant.

Czyli wszystko, czego może potrzebować w gospodarstwie domowym, dla całej rodziny – w jednym sklepie?

Dokładnie tak. Biorąc to za podstawę budowania przez nas kategorii kosmetycznej musimy dać klientowi szeroki wybór. Jako Kaufland widzimy wzrost wykorzystania naszego potencjału sprzedaży. Co to oznacza? Jedno gospodarstwo domowe, jak wynika z danych GFK, wykonuje zakupy w różnych miejscach. Kaufland ma 261 sklepów – i potencjał tych 261 sklepów wykorzystujemy lepiej w części kosmetycznej, niż na przykład robią to obecnie dyskonty, mimo że to one mają większą ilość placówek. Parametr, na którym bazujemy, to potencjał kupującego

Ale też klient który przychodzi do Kauflandu jest inny – ma inne potrzeby, inny portfel niż ten, który wchodzi do Rossmanna czy Biedronki, Lidla…

No właśnie nie. 

Nie?

Widzimy, że tak naprawdę dziś do Biedronki chodzą wszyscy klienci. Nie jest tak, że mamy wyłączność na klientów – nasi klienci chodzą i do Biedronki, i do Rossmanna. Wiedząc o tym musimy dawać im odpowiednią ofertę, adresującą ich potrzeby tak, aby nie musieli chodzić do tych innych sklepów.

To prawda, że nie jesteśmy pierwszą destynacją przy zakupach kosmetycznych. Dla nas taką kategorią kluczową są produkty świeże, fresh – owoce, warzywa, lada – to wszystko jest dla nas tym sercem, które przyciąga klienta. A ta część kosmetyczna i drogeryjna “zamyka” koszyk z zakupami tak, żeby klient w jednym momencie klient mógł zaspokoić wszystkie swoje potrzeby – od pieczywa, warzyw, owoców przez część foodową, napojową i kończąc na części kosmetycznej. Więc pod tym względem to jest ważna dla nas kategoria.

Wspomniał pan o rosnącym w ostatnim czasie trendzie, jakim są kosmetyki dla mężczyzn. Co jeszcze ciekawego widzicie, jeśli chodzi o sprzedaż w części drogeryjnej?

Z naszych obserwacji wynika, że są takie cztery nowe, mocne kategorie. Przede wszystkim perfumy, następnie część pielęgnacji męskiej z mocnym naciskiem na golenie, pielęgnację twarzy oraz włosów. To są te mocne kategorie. W zeszłym roku bardzo mocno zmieniliśmy i przebudowaliśmy u nas kategorię męskiej pielęgnacji, dając klientom naprawdę szeroki wybór produktów.

Szybko wstrzeliliście się w potrzeby klienta, które nota bene są wskazywane przez analityków globalnie.

Dokładnie. Dla nas ważne było to, że my – przebudowując w zeszłym roku de facto całą tę kategorię – chcieliśmy zapewnić mężczyznom taki wybór, który będzie odpowiadał ich codziennym nawykom. Zwiększyliśmy i rozszerzyliśmy ofertę produktów, co przynosi dziś efekty. Pielęgnacja męska jest naszym olbrzymim potencjałem na przyszłość.

Brawo za szybką reakcję na trendy!

Kategorią która cały czas mocno się rozwija są zapachy. Jako Kaufland nie będziemy w tej dziedzinie specjalistami, nie będziemy więc rozszerzać miejsca na naszych półkach na perfumerię.

Czyli bardziej wykorzystacie popularność trendów, ustawiając wyspy z kosmetykami czy perfumami przed np. Wielkanocą czy innymi świętami?

Tak, od końca zeszłego roku prowadzimy takie działania, żeby dać coś klientowi oprócz stałej oferty. W Kauflandzie można znaleźć szampony, odżywki, pielęgnację – podstawowe produkty. Nie znajdziemy tu jednak tak szerokiej gamy produktów makijażowych jak w drogerii. To nie jest naszą ambicją, bo my nie jesteśmy trochę o tym. 

Natomiast to, z czym chcemy działać w kategorii make-up’owej czy perfumowej, to dawać klientom okazje – np. w postaci takich miejsc jak wyspa czy display. Na makijaż, na perfumy – czyli na coś, o czym nie myślimy w pierwszej kolejności, idąc na zakupy do Kauflandu. Bo przecież makijaż czy kosmetyki to domena drogerii

Bo jak już klient natknie się podczas zakupów na te wyspy z kosmetykami, to podejdzie, sprawdzi… 

Chcemy dawać klientom również fun z tych zakupów u nas.

Myślę, że producenci będą się, mówiąc może mało elegancko, bić o taką możliwość wystawienia swoich produktów u was, bo to bardzo fajna opcja szerszej prezentacji brandu.

Od pewnego czasu weszliśmy w działania in-out w Kauflandzie z producentami, gdzie dajemy im możliwość okresowego zaistnienia.

Jak pozyskujecie firmy do takich akcji? Rozmawiacie bezpośrednio z markami czy korzystacie z pomocy dystrybutorów?

Do tej pory rozmawialiśmy bezpośrednio. Natomiast docelowo w naszej perspektywie zarządzanie jednym indeksem, jednym dostawcą, będzie bardzo ciężkie. Więc pewnie w przyszłości będziemy myśleć o takim wsparciu.

Szczególnie wchodząc w kategorie bardziej specjalistyczne, choćby kosmetyki koreańskie?

Dokładnie. Będziemy więc musieli znaleźć kogoś, z kim będziemy mogli współpracować szeroko. Mając na przykład kilka indeksów od każdego producenta – to oznacza mnóstwo pracy.

Jest tych producentów wielu, to fakt. Co innego, gdybyście korzystali z oferty kosmetycznej jednego dużego producenta, typu Beiersdorf, Ziaja czy Bielenda… Ale jak rozumiem klienci chcą czegoś więcej, potrzebują różnorodności marek na półkach?

Wspomniała pani o Ziai. Fakt jest taki, że z roku na rok powiększamy ich obecność, wprowadzając praktycznie wszelkie nowości, które nam oferują. I z roku na rok – muszę przyznać – wzrost Ziai w Kauflandzie to ponad 100 procent.

Bo oni mają bardzo dobrą ofertę – sporo ciekawych linii produktowych i przystępne ceny. To chyba jedna z popularniejszych marek kosmetycznych wśród Polaków od wielu lat…

Pracujemy z Ziają od trzech lat, wcześniej nie mieliśmy tej marki u siebie – podobnie jak nie mieliśmy też Białego Jelenia, Oceanic z kosmetykami AA. Od trzech lat sukcesywnie wprowadzamy naszych polskich producentów do stałej oferty Kauflandu. Bo chcemy wspierać w ten sposób lokalność. 

Jako Kaufland jesteśmy nadal o szerokości oferty. Chcemy też budować stabilność i dawać klientowi przekonanie, że on po na przykład Ziaję przyjdzie do Kauflandu, że te produkty będą dostępne w ofercie. Klienta nie zaskoczy całkiem nowa oferta, nowe marki.

No właśnie, klienci nie lubią takich rewolucyjnych zmian na półkach, wywracania ich przyzwyczajeń do góry nogami…

…że przez rok coś było, a nagle nie ma – i nie wiadomo dlaczego. Oczywiście można nam zarzucić, że jesteśmy trochę wolni w zmianach asortymentowych. Ale wiemy, że mamy kilkaset tysięcy klientów, którzy przychodzą dokładnie po ten a nie inny produkt. 

Zmiany i nowości w ofercie są dobre, ale klient musi mieć tę swoją bazę produktów, po które może iść do sklepu w ciemno, i wiedzieć że one na półce będą…

Chcemy dawać klientom przejrzystość i powtarzalność w ofercie, a do tego atrakcyjność cenową. Myślę, że jako Kaufland pod względem atrakcyjności cenowej, w ilości działań i w pozycjonowaniu naszych cen jesteśmy dzisiaj numerem jeden. Dbamy przy tym o zachowanie szerokości oferty. Dajemy przy tym znać, że w Kauflandzie zawsze jest coś nowego, coś na in-out. Zawsze jest coś na chwilę, ale w fantastycznych promocjach i cenach.

Można podać przykład ostatnich świąt Bożego Narodzenia. W ramach zestawów kosmetycznych mieliśmy ponad 150 produktów, z czego 50 to były nowości – zarówno producenckie, jak i nowości od nowych dostawców, których zaproponowaliśmy. W efekcie byliśmy w stanie urosnąć w tej kategorii o ponad 20 proc. sprzedaży. To pokazuje, że jesteśmy gotowi na krok następny – na coś czego nie było do tej pory w ofercie, jak np. kalendarze adwentowe. Nie mieliśmy ich do tej pory, w tym roku będziemy ich poszukiwać. 

Czyli producenci mogą wam już podsyłać oferty na 2026? W ubiegłym roku to była bardzo popularna kategoria, chyba każdy producent kosmetyków wydał swoją wersję kalendarza adwentowego…

To z czym się dzisiaj mierzymy jako Kaufland to wyłącznościowe działania – są marki, które są wyłącznością w kanale drogeryjnym – na przykład tylko w Hebe czy tylko w Rossmannie. Ale musimy zrozumieć, że klient również jest w Kauflandzie, w hipermarkecie – i on by chętnie kosmetyk kupił. 

Jeśli chodzi o kosmetyki i część drogeryjną to Rossmann jest trochę takim dyskontem, który daje numerykę – sprzedaż dużych ilości. Natomiast my w Kauflandzie mamy duże przestrzenie ekspozycyjne, dużo miejsca i możliwości pokazania produktu. Zmieniamy się w ogóle, jeśli chodzi o komunikację z klientem. Teraz wszystkim partnerom na spotkaniach powtarzamy: otwórzmy się również na produkty, które dzisiaj są tylko w drogerii. Bo tutaj u nas też jest rynek, tu też klient czeka. Mówię oczywiście o produktach dostępnych cenowo. 

Są marki, które robią linie na wyłączność dla konkretnej drogerii. Podobnie bywa z dystrybutorami, którzy dzielą swoje linie produktowe pomiędzy retailerów – żeby nie musiały konkurować cenowo na półkach u 2-3 różnych sprzedawców. 

Ja jestem zwolennikiem wolnego rynku i dostępności. Jeżeli Kaufland chce kupić, to Kaufland powinien móc kupić.

A jak ktoś nie chce sprzedać, to niech nie sprzedaje. Kupicie gdzie indziej?

Dzisiaj mamy sytuację, że spływa do nas bardzo dużo ofert z rynku. Oprócz wspomnianej wcześniej lokalności, chcemy też dużo rzeczy kupować z rynków równoległych – mówię tu o produktach typowo make-upowych, których nie jesteśmy w stanie kupić w Polsce. Mamy na to klienta i musimy pamiętać, że ten klient w Kauflandzie również ma zasobny portfel.

Więc ja ze swojej strony mogę zachęcić, by spróbować dać nam ofertę na przykład na kalendarze. A wcześniej odwiedzić samemu Kaufland, zobaczyć jak klienci wchodzą do strefy drogeryjnej, zrozumieć jacy są. Zależy nam na merytorycznych rozmowach z firmami, które czują tę specyfikę naszej sieci, klienta, customer experience.

image

Sławomir Kołodziej, Kaufland: chcemy reagować, ale przede wszystkim budować trendy [FBK 2025]

Jak się mają kosmetyczne marki własne Kauflanda? Czy polski klient je zna i lubi? 

Wiodącą marką własną naszych produktów kosmetyczno-drogeryjnych oraz dla dzieci była do tej pory Bevola. Od drugiej połowy 2025 roku nastąpił podział i część baby care rozbudowujemy pod marką Kuniboo. Zaczynając od części kosmetycznej, czyli Bevoli, muszę podkreślić, że są to fantastyczne składy – bardzo dobre value za niskie money. Jest to strategia cenowa Kaufland.

Czyli tą marką chcecie powiedzieć klientom, że nie kupią nigdzie nic lepszego za jeszcze mniej, tak?

Na 100 procent. Nasza Bevola jest weryfikowana i dostosowywana pod względem jakości i składników do rynku niemieckiego – a tam spełnia normy jakości drogeryjne. Mówiąc krótko: w Niemczech nasza marka własna jakościowo równa się drogerii. A w Polsce ta jakość drogeryjna jest w cenie dyskontowej.

Przyznaję, że trochę mało mówimy o naszej Bevoli, mało komunikowaliśmy to na polskim rynku do tej pory.

Ale też dopiero w ostatnim czasie te marki własne zyskały uznanie polskiego klienta. Bo wcześniej różnie z tym bywało...

Niedawno zrealizowaliśmy transformację Bevoli na polskim rynku – był upgrade jakości opakowania. Można powiedzieć, że “napisaliśmy Bevolę po polsku” – i to dosłownie, bo wcześniej mieliśmy niemieckojęzyczne opisy produktów. W związku z tym nastąpiła zmiana w komunikowaniu produktu i jego wartości. Czyli w etykietach – z przodu i z tyłu, cała komunikacja jest po polsku. Taka mała, ale znacząca zmiana.

Podejrzewam, że z dekadę-dwie temu można było uznawać, że produkt z niemieckimi napisami jest na pewno lepszy, bo przecież ta legendarna “chemia z Niemiec” – proszek made in Germany lepiej prał, płyn do płukania pachniał mocniej…

Tak, klient w Polsce już w tym miejscu był i czekał na zmianę – bo tamten czas się skończył. Na poziomie organizacji długo się do takiej zmiany przygotowywaliśmy, żeby w efekcie dać klientowi jasne, przejrzyste informacje o produktach stojących na naszych półkach. Więc w 2025 roku przeszliśmy tę olbrzymią zmianę produktową, wymieniając praktycznie cały praktycznie asortyment, dając całą opowieść i claimy po polsku

Trzeba też zrozumieć, że nasza marka własna, Bevola, jest przede wszystkim o podstawowych potrzebach kosmetyczno-drogeryjnych – takich jak mydło, żel, szampon, odżywka, kremy do twarzy, płyny do kąpieli – ze składami top of the top i z naszą obietnicą fantastycznych cen dla konsumenta w Polsce. 

Teraz planujemy, jak to wszystko dobrze zakomunikować – top jakość i świetne ceny. Jeśli chodzi o markę Kuniboo, zmieniliśmy tam wiele – od producenta po całe podejście i jakość produktów, jest nowe opakowanie dostosowane do rynku polskiego. Obecnie jesteśmy w trakcie rygorystycznych badań produktu przez Instytut Matki i Dziecka.

Wierzymy, że jakość jest zupełnie inna. Wprowadzając nową markę na rynku chcemy dać klientowi narzędzie do inteligentnego oszczędzania. Kuniboo jest marką, która ma fantastyczną jakość i cenę. Chcemy przekazać konsumentowi, że u nas może kupować jakościowe produkty w niskich cenach, a rodziny i ich potrzeby są dla nas najważniejsze – to jest wpisane w naszą strategię działania.

Jak klienci reagują na zmiany w obrębie waszych marek własnych? Jak je odbierają?

Pierwszy raz przeprowadziliśmy kampanię telewizyjną Kuniboo – była to kampania o rodzinie, o tej pieluszce, o dziecku, bardzo komunikująca z naszymi wartościami. I był to pierwszy raz w naszej historii, kiedy weszliśmy w kampanię telewizyjną dla nowej marki własnej.

Praca nad tą marką dla polskiego rynku trwała dwa lata, bardzo zależało nam żeby zrobić to dobrze – w grę wchodziła zmiana layoutów i dostosowanie się do rynku polskiego. Jako Kaufland planujemy te rzeczy z olbrzymim wyprzedzeniem. Sukcesywnie chcemy wszystkie produkty pielęgnacyjne i akcesoria z Bevoli, związane z dzieckiem, przenosić na stronę marki Kaniboo – to się odbywa na bieżąco.

Jeśli chodzi o opinie konsumentów, to są one bardzo pozytywne – klienci nie spodziewali się tak dobrej jakościowo pieluszki. Nie oszukujmy się, jest to trudna kategoria, bardzo wydrenowana przez Pampersa i marki własne sieci. Dlatego trzeba dużych nakładów, ale też dużej stanowczości w prowadzeniu tej komunikacji.

Jest to też trudny rynek z uwagi na kurczącą się demograficznie grupę – tych najmłodszych konsumentów…

Demografii ani danych GUS nie oszukamy, więc w tej kwestii nie zrobimy za dużo. Natomiast my dalej mamy dużo możliwości do zmiany w naszym koncepcie marki własnej.

Jakie promocje sprawdzają się najlepiej, jeśli chodzi o kategorię kosmetyczną?

W święta i sezonowe okoliczności (na przykład walentynki czy Dzień Kobiet) dobrze sprawdzają się tematyczne zestawy. Chcielibyśmy, żeby w tym roku te zestawy były w Kauflandzie bardziej widoczne – chcemy dać klientom czasowe, fajne, trendy produkty. Takie, żeby klient mógł też wybrać coś z różnych przedziałów cenowych. To jedna rzecz.

Chcielibyśmy być takim miejscem dla klientów, na to trzeba trochę zapracować swoimi ofertami – żeby konsument mógł znaleźć u nas zawsze coś fajnego w ramach stałego asortymentu i ofert czasowych. 

Warto, bo nie jest to oczywiste…

Dostępnych jest u nas wiele ciekawych kosmetyków w ofercie, z topu zestawienia Nielsena. Ale czy klienci o tym wiedzą? 

Moim zdaniem nie.

No dokładnie. Trzeba klientom o tym powiedzieć. W tym roku planujemy dwie kampanie telewizyjne, gdzie będziemy chcieli komunikować do klientów, jak szeroką ofertę drogeryjną i kosmetyczną mamy. To jest dla Kauflandu duża zmiana – będziemy pierwszy raz tak szeroko to komunikować, jakie mamy u siebie produkty. Będziemy się skupiać przede wszystkim na tym, żeby edukować klientów o tym, co mogą znaleźć w Kauflandzie. Bo dzisiaj naprawdę tych marek jest dużo.

Wydaje mi się, że to będzie kluczem roku 2026 – takie wzmocnienie działań czasowych, telewizja i mocna komunikacja o szerokości asortymentu. Na tym będziemy chcieli w tym roku się skupić.

Od ilu lat zajmuje się pan kategorią drogeryjną w Kauflandzie?

Około 4-5 lat.

Czy z perspektywy tego czasu widać, że ludzie teraz kupuja więcej kosmetycznych produktów? Globalnie tak się dzieje, i zapewne też przekłada się to na Kaufland?

W tym czasie na półki Kaufland weszło Yope, be Bio, Ziaja, AA, Biały Jeleń – wprowadziliśmy więcej lokalności w ofercie. Wcześniej Kaufland mocniej opierał się na big suppliers, big brands.

Polski klient preferuje znane lokalne marki niż niemieckie no-name?

Dużą część półki stanowiła Bevola, która nie miała racji sprzedaży z niemieckim opisem, brakiem komunikacji. A z drugiej strony obok rośnie potentat typu Ziaja, który jest przejrzysty, jasny, do tego w porównywalnej cenie. Więc na pewno chcemy wspierać polskich, lokalnych producentów. 

Rynek hipermarketów się zmniejsza – ilościowo, ale też spadki sprzedaży w kanale hipermarketowym są widoczne praktycznie w każdym zestawieniu. Biorąc pod uwagę, że Kaufland w tym zestawieniu jednak rośnie, to jest to jasnym przekazem do producentów, że trzeba ich wspierać. Trzeba wspierać kanał hipermarketowy, bo w przeciwnym razie producentom pozostanie in-out w dyskoncie lub drogerii. Dyskont to siła numeryki.

Jak wygląda obecnie część suplementowa w Kauflandzie? To rosnąca kategoria – w drogeriach, w sklepach spożywczych…

Jako Kaufland w 2024 roku zmieniliśmy całościowo podejście do części fitnessowej i suplementowej – u nas to jest niejako w jednym miejscu. Na początek ponad 7-8 nowych producentów weszło do naszej oferty. Do tego zmieniliśmy całkowicie aranż przestrzeni, dobudowując o nowe produkty, tworząc nowe kategorie, dodatkowe wystawienia, wprowadzając sezonowość. Od 2025 roku wprowadziliśmy również akcje miesięczne “Moda na Fit”, gdzie komunikujemy szerokość asortymentu, ciekawe promocje. I już dzisiaj mogę zapowiedzieć, że przed nami nowi producenci, nowe miejsce, poszerzanie przestrzeni w Kauflandzie. 

Kategoria ta zdecydowanie u nas rośnie. Tylko za sam styczeń mieliśmy tu 170 proc. wzrostu. Natomiast cały zeszły rok to jest ponad 100 proc. Mówimy tu o suplementach, o proteinach, suplementach dla sportowców. Kategoria uległa dużemu odświeżeniu. Na pewno nie jest to już tylko wąski dział dla “hard userów” siłowni czy innych sportów.

No właśnie, to zainteresowanie zdrowiem, poprawą kondycji, lepszym odżywianiem, suplementacją – to także część globalnie widocznego trendu. Dział z kosmetykami rozszerza się, suplementy i produkty wellness wypierają kosmetyki kolorowe, do makijażu…

Prowadzimy takie nasze katalogi beauty – są trzy wydania w ciągu roku, gdzie komunikujemy szerszą ofertę. Dotyczą oferty online. Najbliższy będzie w połowie kwietnia, gdzie pokażemy naszą szerokość asortymentu, różne działania czasowe. I tam od ubiegłego roku zaczęliśmy prezentować tę część wellness – z kolagenem, witaminami, kreatyną

Wszystko, co w jakiś sposób łączy się z dbaniem o siebie, z byciem beauty, byciem w dobrej kondycji psychiczno-fizycznej – coraz częściej łączymy ze sobą, dając polskiemu konsumentowi w sklepach stacjonarnych, najlepszą i najszerszą ofertę. 

To jest na pewno coś, czym możemy się pochwalić, bo też bardzo długo pracowaliśmy na to i dużo współprac tworzymy. Producenci przyznają, że jesteśmy najszybciej i najdynamiczniej zmieniającymi się konceptem w tej kategorii, dając klientom te najświeższe i najlepsze produkty.

Działacie bardzo dynamicznie w tej kategorii i widać, że naprawdę sporo się tu dzieje.

Mamy 261 marketów, więc znajomość naszej oferty jest mniejsza – bo to nie to samo, co 3 tysiące sklepów… Jednak w tych naszych marketach można dostać coś, czego nie znajdzie się w koszach w dyskoncie, prawda? Czyli na co dzień możesz przychodzić do nas po swój ulubiony kosmetyk czy ulubiony suplement. Nie ukrywam, że my ambicje mamy olbrzymie. Ten rok będzie czasem ugruntowywania naszej pozycję jako lidera, jeśli chodzi o ofertę suplementów.

Nie walczymy ceną, nie chcemy uczestniczyć w wojnach cenowych z dyskontami. Odróżnia nas to, że odeszliśmy od tradycyjnego pozycjonowania cenowego w tej kategorii. Dzisiaj nie patrzymy, jakie ceny mają inne sieci w rynku stacjonarnym, tylko pozycjonujemy się cenowo do internetu, do e-commerce‘u. I tam musimy być konkurencyjni. Więc jest cały czas musimy aktualizować nasze podejście: gdzie klient dany produkt kupuje? Jak go kupuje i za jaką cenę? Jeżeli klient patrzy na cenę w internecie, to my musimy być dokładnie w tym miejscu. Myślę, że w taką stronę będzie to szło: w przypadku kategorii mocno zakorzenionych w internecie pozycjonowanie cenowe będzie bardzo ważne. 

My jako Kaufland na pewno chcemy klientom dać tę możliwość, żeby nie musieli już jeździć do kolejnych sklepów, bo u nas kupią wszystko czego potrzebują.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. kwiecień 2026 04:16