StoryEditor
Salony beauty
27.11.2021 00:00

Michał Łenczyński: Beauty Razem wraca do gry. Jesteśmy silniejsi

Szykuje się bardzo trudna dla branży beauty zima. Problem segregacji sanitarnej, widmo częściowego lockdownu i kolejnej fali kryzysu. Już za miesiąc czeka nas prawdopodobnie najwyższa w historii podwyżka podatków i zagrożenie olbrzymią migracją w kierunku szarej strefy. To są trudności, którym musimy stawić czoła. W Beauty Razem musimy znaleźć odpowiedzi, wskazówki, rozwiązania. Przeżyłem osobisty kryzys, wypalenie i do tego otwarcie się przyznaję. Wyszedłem z niego dzięki nieoczekiwanemu wsparciu, często ze strony osób, których o to bym nie podejrzewał. Także najtwardszych krytyków tego, co robiłem. Dlatego wracam. Czuję, że to ma sens – mówi Michał Łenczyński, założyciel społeczności Beauty Razem.

W 2020 roku grupa wsparcia Beauty Razem zebrała wokół siebie 60 tys. profesjonalistów beauty. Przez 1,5 roku działalności dla sektora doprowadziła m.in. do wynegocjowania z rządem 1 mld zł z Tarcz, współtworzyła z MRPiT dzisiejsze wytyczne sanitarne dla branży i zapobiegła lockdownowi ubiegłej jesieni, co relacjonowaliśmy na łamach Wiadomości Kosmetycznych. Jej założyciel, Michał Łenczyński, błyskawicznie stał się pierwszą twarzą sektora usług fryzjersko-kosmetycznych w 200 ogólnopolskich i branżowych mediach oraz łącznikiem branży z władzami kraju. W październiku 2021 niespodziewanie zamknął przedsięwzięcie i wyjechał poza Europę. Wczoraj ogłosił powrót. Dla Wiadomości Kosmetycznych po raz pierwszy ujawnia kulisy zamknięcia, reaktywacji, plany na przyszłość oraz prognozy dla branży na najbliższe miesiące.

To było głośne odejście. Czy zapowiada Pan równie głośny powrót?

Zrezygnowałem z przytupem. Dziś pragnę wrócić z jeszcze większym. Setki osób codziennie pisze do mnie, że oczekują reaktywacji Beauty Razem. Teraz nareszcie sam w pełni czuję taką potrzebę w sercu. I siłę, by kontynuować to, co rozpoczęliśmy my wszyscy.

Reakcję branży przyjmę z pokorą. Jeśli ludzie nie zaakceptują prawdziwej twarzy Michała, zwykłego człowieka ze słabościami, trudno, pogodzę się z tym. Będę robił swoje. Być może od zera, ale będę próbował. Wierzę w ludzi. Mam cichą nadzieję, że będą łaskawi. (śmiech)

Na szczycie fali sukcesów żegna się pan z tysiącami ludzi, zamyka projekt i wyjeżdża z kraju. Obserwując z zewnątrz wyglądało to nielogicznie. Co było prawdziwą przyczyną?

To nie moje sukcesy, ale nas wszystkich. Jestem tylko jednym z 60 tysięcy.

Wystąpiło u mnie zwykłe, ludzkie zmęczenie materiału. Wypalenie i kryzys, do którego się otwarcie przyznaję. Od ponad roku wszyscy pracują, a dla mnie pomaganie z potrzeby serca stało się „pracą” na kilka etatów i uzależnieniem. Nie postawiłem żadnych granic, bo realizuję się w tym co robię. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że praca dla innych, odbywała się kosztem rodziny, przyjaciół i mnie samego. Konsumuje 110 proc. czasu, zarówno zespołu, jak i mojego. I nie jest wynagradzana.

Niech moja historia będzie przestrogą dla wszystkich pracoholików. Każdy wcześniej czy później musi przystopować, zanim spali się jak żywa pochodnia. Lecz po odpoczynku, warto z pełnym impetem wrócić do tego, co się kocha. Poczuć emocje, wsparcie ludzi. Wiatr w żaglach.

Jest Pan gotowy do powrotu po podróżach? Nietrudno domyślić się, że praca którą często nazywa Pan „rollercoasterem” i „wiecznym gaszeniem pożarów” stanie się codzienną rutyną.

Tak. Jestem gotowy, jak nigdy dotąd. Na dłuższy czas zmieniłem otoczenie. Istambuł na obu kontynentach i Barcelona to atomowe akumulatory. Pomogły mi zresetować się, odzyskać życiowy balans. Lecz dopiero miejsce, w którym to wszystko się zaczęło – Bergamo, Lombardia dopełniły całości.

To właśnie we włoskim San Pellegrino, prezydent Lech Wałęsa dołączył do Czytelników grupowej książki-cegiełki „Beauty. Niech kryzys stanie się impulsem”. Napisałem ją w trakcie lockdownu, by dodać nam wszystkim otuchy, inspirując się Członkami Grupy. Trafiła, w większości bezpłatnie, do 25 tys. Czytelników. Bardzo ich doceniam.

Zaproszenie na charytatywną galę Ambassador Day i do pobytu w prezydenckim hotelu było niespodziewane. Zdecydowałem się natychmiast i wsiadłem w samolot. Było warto. To wisienka na torcie. Ciepłe słowa noblisty potrafią dodać energii. Teraz wiem, że baterii wystarczy mi na kilka miesięcy. (śmiech)

Wycofał się Pan na 1,5 miesiąca, a jeszcze we wrześniu Beauty Razem pojawiło się na najważniejszych imprezach branżowych, a eksperci jako wykładowcy...

I wiem, że tym bardziej przerwa mogła zaskoczyć. W sposób stały będziemy obecni na żywo w przyszłości, bo reaktywujemy Grupę z pełnym impetem, z głową i planem. Po każdym dużym wydarzeniu będziemy organizować branżowe Beauty Afterparty, a w trakcie eventów chilloutowe strefy Beauty Meeting. To miejsca, gdzie spotykamy się na żywo, co jest bezcenne. Nieformalnie, bez stresu i zadęcia, w branżowym gronie. Pijemy kawę, robimy selfie, żartujemy, uczymy się, spędzamy wspólnie czas tak jak lubimy. Jestem zaskoczony, że rzadko pojawiają się „stoiska z niczym” czy „imprezy bez sprzedaży”. Mimo to, mogą cieszyć się powodzeniem. Wtedy, gdy powiemy wprost: to Uczestnicy są najważniejsi i to oni mają w tym swoją cząstkę.

Dopiero po 1,5 roku spotkał Pan na żywo członków grupy?

W większości. Wrześniowe konferencje były symbolicznym momentem w moim życiu. Tak naprawdę, to właśnie wtedy po raz pierwszy odkąd powstała Grupa, wyszedłem z gabinetu i spojrzałem ludziom w oczy. Nie prowadziłem live’ów widząc polubienia, ale prelekcje widząc twarze, wspaniałych ludzi z „krwi i kości”. Zobaczyłem setki uśmiechów, otoczyła mnie fala życzliwości. Nie wiem czym na nią zasłużyłem. Z trudem ukrywałem świeczki w oczach. Nie można z niczym porównać uczucia, gdy nieznający się ludzie zjeżdżają się ze wszystkich stron Polski, a nawet spoza Polski. Tylko i aż po to, by zamienić ze sobą kilka słów. To daje olbrzymiego energetycznego kopa. Wiarę, że to co się robi, ma sens.

Z gabinetu? Czy dobrze rozumiem, że grupa na Facebooku ma biuro?

Tak. Biuro, Pracowników, Współpracowników oraz całe zaplecze technologiczne i infrastrukturę. Dziś to ok. 6 etatów. Jeśli pyta Pani o biuro na działania stricte Grupy dla Branży, wydzieliłem tylko pół piętra naszej akademii w Krakowie, bo pracujemy w dużej części zdalnie. Zaczęło się w pierwszym lockdownie, bo nie mieliśmy co robić, później tak zostało.

Nie postrzegam Beauty Razem jako Grupę, ale szeroką inicjatywę wzajemnego wsparcia, którego najważniejszym podmiotem są ludzie. Niewiele grup dociera do 200 mediów z setką swoich Członków. Z niewieloma rozmawia wicepremier, czy Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. Także poprawki niewielu uchwala Senat, a interpelacje lądują na ławach Sejmu. Ale podkreślam, że to działalność wszystkich, nie moja. Chylę czoła przed każdym, kto zechciał się zaangażować myśląc o innych.

Na zakończenie jednego z branżowych wydarzeń otrzymał pan statuetkę „Człowieka Roku Branży Beauty 2020-2021” od organizatora.

Więc muszę zasłużyć na 2022. (śmiech) A serio, uważam że B2Beauty Trends Show doceniło w ten sposób nie mnie, ale nas wszystkich. Na ebonitowym podeście, tak naprawdę powinien być grawer 60 tys. nazwisk i umówmy się, że tak właśnie jest. Wszyscy mamy w Beauty Razem swój udział. Nie jest to w żadnym wypadku mój sukces, ale nasz wspólny. Bez innych żaden krok który wspólnie podjęliśmy, nie byłby możliwy. Podziękowania adresowane są do Grupy, czyli nas wszystkich.

Czy w trakcie nieobecności w kraju, nie oddalił się Pan jednak od problemów branży w Polsce?

Każdemu komu to przeszło przez myśl, zdradzę tajemnicę: nie byłem odseparowany od Polski ani branży. W świecie cyfrowym nie jest to możliwe. Przywróciłem tylko balans pomiędzy życiem prywatnym i pracą. Obserwowałem media i trendy. Odbyłem dziesiątki prywatnych rozmów. Regularnie kontaktowałem się także z zespołem w Polsce. Przede wszystkim często czytam wiadomości i komentarze osób z branży. Internet to dziś nasze lustro. Rozmowa prywatna, telefoniczna, video – tym bardziej.

Przeżyłem osobisty kryzys, wypalenie i do tego otwarcie się przyznaję. Wyszedłem z niego dzięki nieoczekiwanemu wsparciu, często ze strony osób, których o to bym nie podejrzewał. Także najtwardszych krytyków Beauty Razem. Dziś ponownie widzę, jak bardzo wartościowi są ludzie. Tęskniłem za nimi.

Błyskawicznie dotarł Pan do kluczowych osób w państwie i przekonywał do waszych racji. Ujawni Pan rąbka tajemnicy, jacy są naprawdę?

Proszę pozwolić, że szczerze i bezpośrednio: większość z nich zbankrutowałaby w ciągu tygodnia po otwarciu salonu kosmetycznego, czy jakiejkolwiek innej firmy. A dyktują nam warunki, na jakich mamy pracować, zatrudniać i prowadzić biznes. Oczywiście istnieją ludzie nieodklejeni od rzeczywistości, o których wypowiadam się pozytywnie, zawsze personalnie, publicznie. Ale ogół, od środka wygląda jeszcze bardziej karykaturalnie niż w mediach.

Jest jeden pozytyw. Osoby posiadające magiczny długopis z reguły wiedzą, że gdy będą podejmować decyzje samodzielnie i bez konsultacji, kraj czeka katastrofa. W konsekwencji, stracą swoje etaty. Są więc zdani na rekomendacje tych, którzy mają choć cień wiedzy o branżach, prawie i biznesie. Eksperci mogą podpowiedzieć dobre rozwiązania pod którymi podpisze się ktoś inny i odtrąbi sukces w telewizji. Niech odtrąbi, byle by przy okazji zrobił dla ludzi coś pożytecznego.

Miesiąc temu pisał Pan, że prowadzenie działań Beauty Razem pochłonęło znaczne środki Pana i akademii, którą Pan prowadzi.

To prawda i to drugie dno naszej przerwy. Start w marcu 2020 był spontanicznym odruchem nas wszystkich, dwa tygodnie przed pierwszym lockdownem. Nie było planu, królowała zasada „jakoś sobie poradzimy”. Założyłem Grupę, położyłem się spać, a kolejnego dnia pojawiło się 30 tys. spanikowanych osób. Gdy spytałem, czy Członkowie chcą bym ich reprezentował, w ciągu godziny kilka tysięcy twierdzących komentarzy rozładowało mi telefon.

Kilkadziesiąt tysięcy osób z dnia na dzień to duże zobowiązania. Z czym się wiązały?

To prawda. W ciągu chwili zostaliśmy z całym zespołem wtłoczeni między prezydenta, ministrów, posłów i setki mediów. W social media kilkadziesiąt tysięcy osób wołało o poradę, pomoc, wsparcie i prosiło o przekazanie i negocjację konkretnych postulatów. Działalność przypominała codzienne gaszenie pożarów w lockdownach. A między lockdownami przygniotło nas codzienne doradzanie, prawny rollercoaster, media, moderacja i rozwiązywanie problemów tysięcy osób.

1,5-miesięczna przygoda stała się dla nas 1,5-roczną pracą, bez budżetu. Mówiąc wprost i przyziemnie, ktoś musiał utrzymać projekt, przekierować i zatrudnić zespół. Lecz na pasku wypłat nie można wpisać „dziękuję” i dać lajka, a tak w większości nas nagradzano. Abym mógł płacić pensje, skonfigurowałem działalność jako CSR firmy. Na fundację, stowarzyszenie, czy związek zawodowy, nie było zgody. Także mojej. Wiem, że zrodziłoby to niepotrzebne konflikty, wojny o stanowiska zamiast pracy dla innych. Zresztą, przy takiej skali działalności, każda struktura NGO bez kilku milionów na koncie na start w ciągu chwili by zbankrutowała.

Finansowe zbilansowanie projektu okazało się problemem?

Tak, choć bardziej psychicznym. Z czasem narastało poczucie niedocenienia, które byliśmy w stanie wytrzymać 1,5 roku. O finansach co miesiąc pisałem bardzo transparentnie, co do grosza. Rzeczywistość pokazała, że tylko część Członków dorzuca się, za co jesteśmy im z zespołem bardzo wdzięczni. Na dziś jest to niestety niewystarczające. Pokrywa ok. 1/5 kosztów. Dlatego zmieniamy formułę. Chcemy funkcjonować dalej, w sposób trwały i ciągły.

Wiem, że do dziś mogliśmy liczyć na pomoc mniej niż 2 proc. Członków. Z drugiej strony wiem, że jeśli będą widzieć indywidualną korzyść dla siebie, chętniej nas wesprą. Wtedy dalsza działalność będzie możliwa. Na to liczę.

Skorzystali wszyscy, ale, jeśli dobrze rozumiem, tylko co pięćdziesiąta osoba wsparła finansowo Wasze działania.

Tak i przyjmuję to z pokorą. Jestem im za to wdzięczny. Nie dogodzi się wszystkim, ale część to doceni. Ludzie potrafią być wspaniali, bezinteresowni. Wielu z nas czuje potrzebę wspierania się, dbania o wspólne dobro, rozumie na czym polega wzajemność. Oczywiście większość z nas woli otrzymywać niż dawać. Jednak szklanka jest w części pełna i z tego się cieszę.

Czy z perspektywy czasu to dla Pana sukces, czy porażka?

Kryzys urodzaju (śmiech). Działalność Beauty Razem żywo opisujecie Państwo na łamach portalu. Każdy może wrócić do przeszłości, archiwum. Wiem że przyszłość, będzie jeszcze ciekawsza i będziecie mieli o czym pisać.

Niczego nie żałuję. Czuję się spełniony i wiem, że będę spełniał się nadal. Jeśli mógłbym cofnąć czas i przeżyć te wydarzenia ponownie, postąpiłbym dokładnie tak samo.

Lockdowny się kończą. Czy rola Beauty Razem kończy się wraz z nimi?

Wręcz przeciwnie i to było moim wielkim, pozytywnym zaskoczeniem. Okazało się, że Beauty Razem nie jest Grupą wsparcia na kryzys. Przede wszystkim jest Grupą na prosperity. Ma charakter ciągły i trwały. Zbudowaliśmy wzajemnie olbrzymie zaufanie.

Gdy po kryzysach przychodzi praca i prosperity, zaangażowanie i aktywność… Utrzymuje się lub rośnie. To właśnie pomiędzy lockdownami dołączyło 30 tys. kolejnych osób. Zmieniają się tylko tematy. Znika panika, zaczyna się branżowe doradztwo, w dużej mierze prawno-biznesowe.

Tutaj z resztą jest największa luka. Jako branża, jesteśmy genialni w zabiegach, bo mamy nawyk ciągłego kształcenia się i poznawania nowości. Natomiast wielu z nas czuje potrzebę uzupełnienia wiedzy biznesowej. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo to ważne.

Pana pierwszy wpis po powrocie wywołał falę pozytywnych komentarzy, a niektórzy nazwali to wręcz „powrotem smoka”. Dlaczego zaczął Pan od przeprosin?

Bezwarunkowych, bez tłumaczenia się, z przyjęciem na siebie jednoosobowo całej odpowiedzialności. Przeprosiłem za formę październikowego wpisu o rozstaniu i wsparciu finansowym. Wpis był zbyt bezpośredni, emocjonalny i należy przyznać się do błędu. Forma, w jakiej przekazałem prawdę, wielu zabolała. Zawsze uważałem się za szarego człowieka. Słyszę jednak, że od niektórych oczekuje się więcej. Jeśli także ode mnie, to po ludzku nie podołałem. Każdy człowiek popełnia błędy.

Byli wtedy tacy, którzy rzucili kamieniem. Zawsze będą. Mimo to, hejt przykryła lawina wsparcia, która bardzo mnie wzruszyła. Dostałem kilka tysięcy prywatnych wiadomości. Do dziś otrzymuję ponad setkę dziennie. Ludzi nie da się nie lubić. Mają w sobie nieskończone pokłady dobra.

Czy Beauty Razem wraca na dobre?

Tak. Widzę że restart przebiega pomyślnie. Jesteśmy projektem dojrzałym, o ugruntowanej pozycji. Członkowie Grupy stali się rozpoznawalną marką. Przyjmujemy teraz nową, przemyślaną formułę, która zapewni branży trwałość projektu. Pojawia się budżet, a nie tylko koszty. Otwieramy się też na nowych współpracowników i partnerów. Zreorganizowałem zespół. Chcę żeby wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku.

Stawiam dodatkowo granicę w dostępie do siebie, bo doba trwa tylko 24 godziny. Rekordowe 7,5 tys. próśb o prywatne porady tylko w ciągu jednego dnia, to zbyt mocne obciążenie. Będę po prostu odpowiadał tym, którzy nas wspierają. Skoncentrujemy się na wspieraniu osób, które nas doceniają, pomagają nam. To uczciwa wzajemność.

Czy ma Pan na myśli, że dalsze uczestnictwo w Beauty Razem będzie płatne?

Dla wszystkich obecnych Członków dorzucenie się będzie opcjonalne, bez żadnego przymusu. W publicznej grupie, którą znamy, wszystko pozostaje po staremu dla obecnych Członków. Nikt nie zostanie wykluczony i nikomu nie odmówimy pomocy w możliwym czasowo zakresie. Wystarczy aktywnie uczestniczyć w Grupie z wzajemnością doradzając innym, niekomercyjnie, szanować innych i respektować regulamin, jak dotąd. Dlatego obietnica braku opłat jest spełniona i tutaj nic się nie zmieni. Rozważamy jednak, czy nowi Członkowie przychodzący na gotowe, nie powinni dołożyć się na starcie. Tutaj zdecyduję nie ja, ale Grupa.

60 tysięcy osób będzie uczestniczyć bezpłatnie, skąd więc weźmiecie środki na działalność społeczną, edukację, lobbying, media i wspieranie dziesiątek tysięcy firm?

Powstaje prywatna Grupa VIP, „składkowa”. To dodatkowy, wewnętrzny, zamknięty i poufny krąg, niewidoczny dla klientek i dla nikogo z zewnątrz. Każdy pojedynczy Członek VIP jest poddany szczegółowej weryfikacji, aby wszyscy czuli się komfortowo i darzyli się jeszcze większym zaufaniem. W Grupie VIP dostępne jest rozszerzone wsparcie i szczegółowe informacje wewnętrzne. Stawiamy tu na edukację, zdradzamy kulisy i prognozy. Dzielimy się jeszcze bardziej wartościową wiedzą, ale już z Członkami VIP.

To nie jest nowość. Są setki płatnych grup zamkniętych, np. dla patronów w serwisach crowdfundingowych. Dziesiątki instruktorek tworzy grupy dla kursantek, w których uczestnictwo wymaga wykupienia kursów. Beauty Razem VIP możemy też porównać do „składek” stowarzyszeń. Każdy może obserwować działalność izb, czy związków. Ale tylko ich pełnoprawni członkowie płacący “składki” mogą mieć wiążący wpływ na ich działania.

Nie obawia się Pan, jak przyjmą to uczestnicy Grupy?

Dlaczego miałbym się obawiać? Wiele osób od ponad roku trąbi o abonamencie, subskrypcjach, więc to zrealizowaliśmy. Podnosiły się słuszne głosy, że osoby które nas wsparły, powinny mimo wszystko otrzymać więcej niż pozostali i być bardziej docenieni. To logiczne i tak właśnie będzie.

Dla tych, którzy chcą obserwować, w publicznej Grupie pozostaje po staremu i bez zobowiązań. A dla branży jako całości będziemy nadal prowadzić działania prawne, legislacyjne, medialne, wizerunkowe. A także edukacyjne i doradcze, w standardowej formie.

Jest książka „Plan B dla Beauty”, ale czy jest „Plan B dla Beauty Razem”, jeśli abonament VIP by nie wypalił?

Tak. Lecz przyjmiemy wtedy wsparcie od firm. Setka propozycji leży na biurku i dotychczas je odrzucaliśmy. Firmy są świadome olbrzymiego bilansu korzyści. Błyskawicznie budują rozpoznawalność i utrwalają pozycję graczy pierwszej ligi przed największym branżowym audytorium profesjonalistów. Wiedzą, że przekłada się to na sprzedaż. Ja natomiast wiem, że jeśli do współpracy z kimkolwiek dojdzie, to Członkowie Grupy mają korzystać na niej najwięcej. Abonament VIP jest nienaruszalny.

Być może firmy są dobrym kierunkiem? Beauty Razem miało potężne zasięgi.

Jest dla mnie coś, co jest znacznie ważniejsze. Priorytetowe. To komfort ludzi, którzy tworzą Beauty Razem. Nie tylko wiedza i wsparcie, ale też zachowanie starego, dobrego klimatu. Do wielu osób w Grupie mam stosunek osobisty, emocjonalny. Nie potrafię tego zmienić. Dlatego firmy to krok ostateczny i będziemy ich unikać tak długo jak to możliwe.

Drażni mnie słowo „zasięgi”, słowo-klucz naszych czasów. Często na insta-bankietach celebryci sprawdzają liczbę followersów i spędzają czas wyłącznie z osobami, które są dostatecznie popularne. Pusty stał się ten świat. Dla niektórych znaczysz tyle, ile Twoje zasięgi. A liczy się przecież to, czego nie zmierzymy żadnym wykresem. Zaufanie.

Na zasięg nigdy nie narzekaliśmy. Z reguły 2-3 miliony miesięcznie wyświetleń, czasem więcej. Przełożenie na 95 proc. salonów w Polsce. Nigdy nie kupowaliśmy reklam. Mimo to, Członkowie Grupy wyskakują z lodówki. (śmiech)

Jakie będą pierwsze kroki Beauty Razem po powrocie?

W „centrali” od pierwszych sekund widzimy, że mamy pełne ręce roboty. Zespół jest w stanie pełnej gotowości i każdy ma przydzielone zadania, aby mnie odciążyć. Chcę, aby projekt wsparcia VIP wystartował się przy możliwie niewielkim technicznym moim obciążeniu, ale z pełnym zaangażowaniem merytorycznym.

Jestem gotowy, by równolegle ponownie uruchomić badania rynkowe, relacje z mediami, parlamentem i rządem, zabezpieczając pożary, które mogą wybuchnąć. Ani ja, ani 6 osób nie zrobi niczego. Za to synergia 60 tys. serc może wszystko.

Statystyki zakażeń Covid-19 szybują, a rząd komunikuje możliwe kolejne obostrzenia. Co przyniosą najbliższe tygodnie i miesiące?

Szykuje się bardzo trudna dla branży zima, ujmując to delikatnie. Prawdopodobnie także wiosna. Widać gołym okiem serię wyzwań. Problem segregacji sanitarnej, widmo częściowego lockdownu i kolejnej fali kryzysu, galopującej inflacji, skutków konfliktu na granicy, czy możliwej serii ciosów wizerunkowych w branżę. To wszystko może stać się rzeczywistością.

Już za miesiąc czeka nas prawdopodobnie najwyższa w historii podwyżka podatków i zagrożenie olbrzymią migracją w kierunku szarej strefy. To są trudności, którym musimy stawić czoła my wszyscy. W Beauty Razem musimy znaleźć odpowiedzi, wskazówki, rozwiązania.

Czy polska branża beauty sprosta tym wyzwaniom?

Oczywiście, nie mam cienia wątpliwości. Często nie doceniamy siebie. Niepotrzebnie. Mamy powody by wyrzucić do kosza każdy narodowy kompleks. Na tle każdego kraju który odwiedziłem, wyróżnia nas nie tylko niesłychana umiejętność jednoczenia się, ale też pracowitość i unikalna na świecie przedsiębiorczość.

Jeśli kryzys porównalibyśmy do tafli wody, to 1,5 roku temu zostaliśmy rzuceni na środek oceanu. Mimo że nie potrafiliśmy pływać, dopłynęliśmy do brzegu. Nawet jeśli nie widać naszych wyrzeczeń, bo skrywają się pod wierzchołkiem góry lodowej, wiem że jesteśmy silni i zaprawieni w boju. Dlatego jeśli teraz ktokolwiek wrzuci nas na płytki basen, poradzimy sobie ponownie. Dowód naszej siły to nie moje słowa. Możemy powiedzieć na głos stojąc przed lustrem: swoją siłę udowodniliśmy sobie po prostu sami. Polacy są niesamowici. Polki - jeszcze bardziej!

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Salony beauty
26.01.2026 09:08
SCCS podda ocenie zalecenia uwzględniające ekspozycję fryzjerów na niebezpieczne substancje
Działania koncentrują się na zwiększeniu bezpieczeństwa produktów kosmetycznych, promowaniu stosowania środków ochrony indywidualnej, opracowaniu praktycznych wytycznych dla małych salonów fryzjerskich oraz na systematycznej poprawie warunków pracyShutterstock

30 października 2025 Komisja skierowała do Komitetu ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS) mandat w sprawie oceny zaleceń opracowanych przez partnerów społecznych sektora fryzjerskiego. Zalecenia te odnoszą się do specyficznej, znacząco wyższej w porównaniu z konsumentami, ekspozycji fryzjerów na substancje chemiczne zawarte w produktach kosmetycznych używanych w salonach fryzjerskich.

Zawodowa ekspozycja fryzjerów na substancje chemiczne przedmiotem oceny SCCS

Partnerzy społeczni Europejskiego Komitetu Dialogu Sektorowego ds. Usług Osobistych – Coiffure EU oraz UNI Europa – od wielu lat współpracują w ramach dialogu sektorowego na poziomie Unii Europejskiej. Celem tej współpracy jest poprawa jakości usług oraz warunków pracy w sektorze fryzjerskim w całej UE.

W 2012 r. partnerzy społeczni zawarli Europejskie Porozumienie Ramowe dotyczące ochrony zdrowia i bezpieczeństwa pracy w sektorze fryzjerskim, które zostało zaktualizowane w 2016 r. Dokument ten obejmuje m.in. działania związane z ochroną skóry i dróg oddechowych, ergonomią stanowisk pracy, zapobieganiem wypadkom oraz ogólnymi zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy. Partnerzy społeczni wystąpili również do Komisji Europejskiej z wnioskiem o przedstawienie Radzie projektu dyrektywy zgodnie z art. 155 Traktatu o funkcjonowaniu UE.

W 2019 r., uznając potrzebę innego podejścia, partnerzy społeczni przyjęli Wspólne Oświadczenie dotyczące autonomicznego wdrażania Porozumienia w sektorze fryzjerskim. Potwierdzili w nim swoje zobowiązanie do realizacji uzgodnionych działań oraz do stosowania odpowiednich narzędzi służących osiągnięciu założonych celów.

W dalszej kolejności służby Komisji Europejskiej oraz partnerzy społeczni uzgodnili Plan Działań wspierający autonomiczne wdrażanie Porozumienia (Ares(2019)3483613). Plan ten jest obecnie realizowany we współpracy ze służbami Komisji, EU-OSHA, CEN oraz innymi właściwymi instytucjami, a jego realizacja jest finansowana m.in. z grantów w ramach programów wspierających dialog społeczny. Działania koncentrują się na zwiększeniu bezpieczeństwa produktów kosmetycznych, promowaniu stosowania środków ochrony indywidualnej, opracowaniu praktycznych wytycznych dla małych salonów fryzjerskich oraz na systematycznej poprawie warunków pracy.

W ramach tych działań partnerzy społeczni opracowali zestaw zaleceń skierowanych do Komitetu ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS). Ich celem jest lepsze uwzględnienie specyficznej, zawodowej ekspozycji fryzjerów na substancje niebezpieczne obecne w produktach kosmetycznych. Zalecenia opierają się na aktualnych badaniach naukowych i mają pomóc w udoskonaleniu ocen ryzyka poprzez uwzględnienie faktu, że fryzjerzy są narażeni na te substancje znacznie częściej i w większym stopniu niż konsumenci.

30 października 2025 r. Komisja Europejska przekazała prośbę o ocenę tych zaleceń do komitetu SCCS. Wstępnej publikacji opinii Komitetu można spodziewać się pod koniec stycznia 2027 r.

Zakres mandatu SCCS obejmuje w szczególności następujące kwestie:

  • w jaki sposób SCCS uwzględnia ekspozycję użytkowników profesjonalnych, w szczególności fryzjerów, w Wytycznych dotyczących oceny bezpieczeństwa produktów kosmetycznych;
  • możliwość opracowania odrębnych scenariuszy narażenia dla fryzjerów na podstawie dostępnych danych dotyczących ich codziennego, zawodowego stosowania kosmetyków, a w przypadku braku takiej możliwości – określenie potrzebnych dodatkowych danych i badań;
  • warunki niezbędne do regularnego integrowania scenariuszy narażenia fryzjerów z oceną bezpieczeństwa odpowiednich składników kosmetycznych;
  • możliwość włączenia do Wytycznych zaleceń dotyczących prowadzenia systematycznych przeglądów literatury w celu pełniejszego uwzględniania danych dotyczących ludzi (klinicznych i epidemiologicznych);
  • warunki opracowania listy substancji priorytetowych wymagających dodatkowych obliczeń marginesu bezpieczeństwa (MoS) dla fryzjerów;
  • inne potencjalne kwestie naukowe budzące obawy w odniesieniu do stosowania produktów kosmetycznych przez użytkowników profesjonalnych i związanych z tym ocen bezpieczeństwa.

Znaczenie uwzględnienia ekspozycji zawodowej w ocenach bezpieczeństwa kosmetyków – dlaczego standardowe podejście konsumenckie nie wystarcza dla fryzjerów

Ocena zaleceń partnerów społecznych przez Komitet ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS) stanowi ważny krok w kierunku uwzględnienia specyfiki zawodowej ekspozycji fryzjerów na substancje chemiczne w kosmetykach.

Dzięki tym działaniom możliwe będzie lepsze dostosowanie oceny ryzyka do realiów pracy w salonach fryzjerskich, zwiększenie ochrony zdrowia pracowników oraz stworzenie bardziej precyzyjnych wytycznych dla producentów kosmetyków, a także Safety Assessorów w kontekście oceny bezpieczeństwa produktów profesjonalnych.

Wstępna opinia SCCS, spodziewana pod koniec stycznia 2027 r., może stać się podstawą do dalszych działań regulacyjnych w sektorze fryzjerskim.

Aleksandra Kondrusik

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
21.01.2026 12:27
Dlaczego branża beauty w Polsce pozostaje słabo uzwiązkowiona?
Pexels

Polska branża beauty – obejmująca salony fryzjerskie, kosmetyczne, stylizacji paznokci i makijażu – należy do sektorów o jednym z najniższych poziomów uzwiązkowienia w gospodarce. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego opartych na Badaniu Aktywności Ekonomicznej Ludności, do związków zawodowych należy ok. 12,7 proc. pracujących ogółem, przy czym w sektorze prywatnym odsetek ten spada do około 5 proc. Usługi osobiste, do których formalnie zalicza się branżę beauty, charakteryzują się jeszcze niższym poziomem zrzeszania, który w statystykach GUS pozostaje marginalny. Oznacza to, że branża funkcjonuje w dużej mierze poza klasycznym modelem reprezentacji pracowniczej, znanym z przemysłu czy sektora publicznego.

Jednym z kluczowych powodów tego stanu rzeczy jest struktura przedsiębiorstw działających w beauty. Z danych GUS oraz rejestru REGON wynika, że ponad 90proc. podmiotów w sekcji „fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne” to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób, a w praktyce często 1–2 osoby. W takiej skali trudno jest tworzyć formalne struktury związkowe, które wymagają nie tylko minimalnej liczby członków, ale również stabilności organizacyjnej i finansowej. Model ten znacząco różni się od dużych zakładów pracy, w których związki zawodowe historycznie odgrywały kluczową rolę negocjacyjną.

Drugim istotnym czynnikiem jest wysoki udział samozatrudnienia. Analizy PARP, Eurostatu oraz Instytutu Badań Strukturalnych wskazują, że w usługach osobistych udział osób pracujących na własny rachunek sięga około 45proc., a w niektórych segmentach beauty – takich jak stylizacja paznokci czy makijaż – bywa szacowany nawet wyżej. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą formalnie nie są pracownikami, co oznacza, że klasyczny model związkowy, oparty na relacji pracownik–pracodawca, w ich przypadku nie znajduje zastosowania. W efekcie znaczna część rynku pracy beauty pozostaje poza zasięgiem tradycyjnych narzędzi reprezentacji pracowniczej.

Na niski poziom zrzeszania wpływa również niska stabilność zatrudnienia i wysoka rotacja kadr. Dane GUS oraz OECD pokazują, że średni staż pracy w mikroprzedsiębiorstwach jest o 30–40proc. krótszy niż w dużych firmach, co oznacza, że pracownicy rzadziej wiążą się z jednym miejscem pracy na dłużej. W branży beauty, gdzie częste są zmiany salonów, praca dorywcza lub sezonowa oraz migracje do samozatrudnienia, perspektywa długofalowego angażowania się w działalność związkową jest ograniczona. Krótki horyzont zatrudnienia obniża motywację do inwestowania czasu i energii w struktury zbiorowe.

image

Neutralność płciowa w ogłoszeniach dla branży beauty? Ani to problem, ani utrudnienie.

Istotną barierą pozostaje także obawa przed konsekwencjami ze strony pracodawcy. Badania CBOS oraz raporty Państwowej Inspekcji Pracy dotyczące małych i średnich przedsiębiorstw wskazują, że ponad połowa pracowników MŚP postrzega działalność związkową jako potencjalne źródło konfliktu z właścicielem firmy. W małych salonach relacje mają charakter bezpośredni i personalny, a brak anonimowości sprawia, że pracownicy częściej obawiają się utraty pracy lub pogorszenia warunków współpracy niż w dużych organizacjach, gdzie relacje są bardziej sformalizowane.

Kolejnym czynnikiem jest silna kultura indywidualizmu zawodowego, która od lat kształtuje branżę beauty. Rynek opiera się na marce osobistej, własnej bazie klientek i aspiracji do prowadzenia własnego salonu. W tym kontekście dominują narracje przedsiębiorczości i samodzielności, a nie solidarności pracowniczej. Związki zawodowe są często postrzegane jako instytucje charakterystyczne dla przemysłu ciężkiego lub sektora publicznego, a nie dla dynamicznego rynku usług estetycznych.

Znaczenie ma również brak silnej, wyspecjalizowanej reprezentacji pracowniczej dla beauty. O ile funkcjonują organizacje branżowe, izby rzemieślnicze czy stowarzyszenia szkoleniowe, o tyle ich rola koncentruje się głównie na interesach przedsiębiorców, standardach usług lub edukacji zawodowej. Nie pełnią one funkcji negocjacyjnej w zakresie wynagrodzeń, czasu pracy czy form zatrudnienia, które są tradycyjną domeną związków zawodowych.

image

Popularność trendu wellness będzie rosnąć - do łask powróci m.in. parafina

W efekcie niskie uzwiązkowienie branży beauty w Polsce jest rezultatem kombinacji czynników strukturalnych i kulturowych: dominacji mikrofirm, wysokiego udziału samozatrudnienia, niestabilności zatrudnienia oraz indywidualistycznego modelu kariery. Dopóki rynek pozostanie silnie rozproszony, a podstawową formą pracy będzie jednoosobowa działalność lub niewielki salon, związki zawodowe prawdopodobnie pozostaną na jego marginesie, a ewentualne formy reprezentacji interesów pracujących będą przybierały alternatywne, mniej sformalizowane formy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. styczeń 2026 13:32