StoryEditor
Eksport
05.06.2018 00:00

Polskie kosmetyki wyrastają na światowego lidera

Średnie globalne tempo wzrostu rynku kosmetycznego w najbliższych latach sięgnie 4-6 proc. W podobnym tempie rozwija się polska branża kosmetyczna. Duży w tym udział sprzedaży eksportowej. Polskie produkty docierają do coraz odleglejszych zakątków świata. Polskie firmy cieszą się renomą wśród zagranicznych kontrahentów. Teraz – jak twierdzą sami przedsiębiorcy – czas na promocję polskich marek wśród konsumentów na eksportowych rynkach.  

Do 2021 r. wartość polskiego rynku kosmetycznego ma wynieść około 20 mld zł. Branża będzie umacniała swoją pozycję dzięki wzrostom sprzedaży i rozwojowi eksportu – wynika z danych zebranych przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego w „Raporcie o stanie branży kosmetycznej w Polsce 2017” opracowanym z okazji 15-lecia organizacji, przy współpracy z firmami Deloitte Polska i Polityką Insight. Przez ostatnich 15 lat polski rynek kosmetyczny stale notował wzrosty. Wartość rynku w cenach bieżących od 2002 do 2016 r. wzrosła z 9 mld do 16 mld zł. Spośród szóstki największych europejskich rynków kosmetycznych Polska rosła (pod uwagę wzięto realne ceny) najszybciej. To spektakularny skok branży. W tym samym czasie np. rynek francuski skurczył się o 0,19 proc., a włoski o 1,09 proc.

­– Polska branża kosmetyczna wyrasta na światowego lidera kosmetyków – mówi Katarzyna Olędzka, dyrektor marketingu firmy Verona Products Professional. Znajduje to potwierdzenie w liczbach. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2016 roku kosmetyki z Polski są eksportowane do ponad 160 krajów, w tym do tak odległych jak Meksyk, Indonezja czy Australia. Zdecydowanie najważniejszy dla krajowych firm jest jednak rynek wewnętrzny Unii Europejskiej. W latach 2004-2016 dodatni bilans Polski w handlu kosmetykami w Unii wzrósł prawie dziewięciokrotnie – z 231 mln zł do 2,04 mld zł. Głównymi kierunkami eksportowymi kosmetyków z Polski są Niemcy, Wielka Brytania i Rosja. W 2016 roku eksport do tych krajów wyniósł odpowiednio 1,77 mld zł, 1,59 mld zł i 1,38 mld zł.

Dwucyfrowe wzrosty

W dużej mierze swój dynamiczny rozwój polska branża kosmetyczna zawdzięcza właśnie sprzedaży eksportowej. Świat otworzył się na polskie kosmetyki, a producenci mierzący się z olbrzymią konkurencją na wewnętrznym rynku, skrupulatnie korzystają z nowych możliwości. – Kilka lat temu nasze obroty w eksporcie były bliskie zeru, a teraz stanowią 17 proc. sprzedaży. Jesteśmy obecni na blisko 40 światowych rynkach. Wartość sprzedaży realizowanej poza granicami Polski rośnie w naszej firmie w tempie około 30 proc. rocznie. To pokazuje, że mamy duży potencjał. Najważniejsze rynki dla naszej firmy to Daleki i Bliski Wschód – mówi Katarzyna Furmanek, współwłaścicielka Laboratorium Kosmetycznego Floslek.

Eksport stanowi około 15 proc. sprzedaży polskiej firmy Bielenda, jej produkty docierają już do 50 krajów. – Rozwijanie eksportu jest jednym z głównych założeń strategii naszej marki na przyszłe lata. Najbardziej interesujące dla nas kierunki to Bałkany, Bliski Wschód oraz niezmiennie od lat – Azja, w szczególności region południowo-wschodni – mówi Adrian Winiarz, export manager w firmie Bielenda Kosmetyki Naturalne. – Dla kobiet wywodzących się z tamtego regionu uroda jest bardzo ważnym elementem nie tylko danej sfery ich życia, ale stanowi wręcz o ich statusie społecznym i roli, jaką odgrywają w społeczeństwie. Jest tam bardzo szeroko rozwinięta branża chirurgii plastycznej. Sporą popularnością cieszą się także salony kosmetyczne, drogerie i perfumerie. Z naszą ofertą możemy więc nawiązywać współpracę zarówno na rynku profesjonalnym, jak też detalicznym – podkreśla.

Dywersyfikacja kontrahentów

Rozwój eksportu jest też priorytetowy dla krakowskiej firmy Hean specjalizującej się w kosmetykach do makijażu, które zostały zauważone na rynkach międzynarodowych. – Doświadczenie zebrane ze współpracy z dotychczasowymi partnerami zagranicznymi w ostatnich 2-3 latach oraz bezpośrednie poznanie potrzeb na innych rynkach geograficznych pozwoliły nam stworzyć elastyczną strategię rozwoju sprzedaży w wymiarze międzynarodowym – podkreśla Monika Latosińska, dyrektor ds. handlu i marketingu firmy Hean. Na razie eksport nie przekroczył 20 proc. całościowej sprzedaży firmy, ale cały czas słupki idą w górę. – Intensywny rozwój produktowy, wdrożenie innowacyjnych technologii, elastyczne podejście do projektów partnerów biznesowych – to wszystko wzmocniło naszą pozycję konkurencyjną w stosunku do firm, które mają mocno rozwinięty eksport. Mamy oczywiście jeszcze dużo wyzwań przed sobą w tym zakresie. Wszystkie kierunki zagraniczne są interesujące, w pierwszej kolejności planujemy wzmocnić naszą obecność w Europie i na Bliskim Wschodzie – dodaje Monika Latosińska. Podkreśla, że rozwój eksportu jest kosztowny, ale pozwala uzyskać rozmach rozwojowy firmy w wymiarze międzynarodowym oraz bezpiecznie różnicuje portfolio kontrahentów.

Eksport stanowi około 40 proc. sprzedaży ogólnej firmy Venita. – Nasza oferta jest adresowana głównie do klientów z krajów Unii Europejskiej i naszym celem jest umocnienie rozpoznawalności marki w tym regionie oraz zwiększenie sprzedaży w interesujących nas kategoriach produktowych, takich jak koloryzacja i pielęgnacja włosów – mówi Jarosław Pawelec, dyrektor eksportu firmy Venita.

Do większości krajów Unii Europejskiej, a także m.in. do Rosji, Turcji czy Szwajcarii swoje lakiery hybrydowe eksportuje firma Cosmo Group. – Eksport stanowi ważny element naszej działalności handlowej. Ciągle powiększamy sieć sprzedaży, a plany na 2018 r. przewidują dalszą ekspansję na rynki pozaeuropejskie – mówi Artur Vonau, dyrektor handlowy Cosmo Group.

Dziesiątki krajów w portfolio

Dla niektórych firm przygoda z eksportem trwa od lat. Dziś umacniają swoją pozycję za granicą i szukają nowych rejonów do zdobycia. Specjalizująca się w kosmetykach do makijażu firma Pierre René z Ustki już w 2006 r. wyszła ze swoją ofertą poza Polskę. – Od tego czasu nieustannie rozwijamy tę część naszej sprzedaży. Eksport stanowi dziś 40 proc. obrotu firmy. Jesteśmy obecni w 50 krajach całego świata, a nasz apetyt na rozwój jest coraz większy – podkreśla Jolanta Korniluk, dyrektor eksportu w Pierre René. – W czasach rosnącej konkurencji dążymy do utrzymania pozycji na rynku, przywiązując wagę do jakości oferowanych produktów i usług, a także zabiegając o stały kontakt z klientami. Idealne do tego celu okazują się targi branżowe, w szczególności najważniejsze targi kosmetyczne Cosmoprof w Bolonii – dodaje.

W przypadku firmy Verona Products Professional eksport to podstawa biznesu – stanowi prawie 70 proc. całego obrotu. – Nieustannie, od 2003 roku, stawiamy przede wszystkim na sprzedaż eksportową, dzięki czemu możemy poszczycić się współpracą z ponad 60 krajami na całym świecie. Nasze produkty są szeroko dostępne w Europie, mamy silną pozycję w północnej Afryce oraz w krajach Bliskiego Wschodu – mówi Katarzyna Olędzka z Verony. – Od niedawna intensywnie rozwijamy także sprzedaż na rynku krajowym. Otworzyliśmy w Warszawie nowy oddział, biuro handlowe. Naszym celem jest podwojenie obrotów poprzez rozwój asortymentu oraz równoległe pozyskanie nowych klientów, również z krajów, w których nadal nas nie ma. W najbliższym czasie będziemy stawiać na Azję: Indonezję, Tajwan, Malezję, chcemy wykorzystać potencjał tej części świata – zapowiada.

Na korzyści z przyłączenia do międzynarodowego koncernu Rohto-Mentholatum liczy firma Dax Cosmetics. Obecnie eksport stanowi ponad 10 proc. w całościowej sprzedaży firmy, potencjał rynków zagranicznych nie został do tej pory wykorzystany. – Nasz rozwój chcemy głównie opierać o rynki europejskie, bliskie logistycznie oraz kulturowo dla nas. Dodatkowo bycie częścią międzynarodowej grupy Rohto-Mentholatum niesie wiele pozytywnych rozwiązań i właśnie także w ramach grupy planujemy się rozwijać – zapowiada Anna Rygliszyn, dyrektor działu eksportu w Dax Cosmetics.

Szansa dla nowych firm

Szczególnie ciekawe jest obserwowanie strategii nowych, polskich firm, które wchodzą na rynek kosmetyczny. Często to małe przedsiębiorstwa, składające się z zaledwie kilkuosobowych zespołów. Trudno im się przebić z ofertą na bardzo konkurencyjnym i przeładowanym nowościami polskim rynku. Niektóre zaznaczają w kraju swoją obecność tylko symbolicznie, inne mocniej, ale od razu uderzają na rynki zagraniczne. Eksport już stanowi znaczną część sprzedaży marki Quiskin, która pojawiła się na rynku niespełna dwa lata temu. – Nasza polityka sprzedaży polega na otwieraniu tzw. National Distributors, czyli dystrybutorów narodowych, którzy w ramach umowy z marką reprezentują ją pod każdym względem na podległych im terytoriach, z reguły pokrywających się z granicą kraju. Tak też jest w Polsce – tłumaczy Marcin Małysz, współwłaściciel marki Quiskin. – Interesuje nas każdy kierunek sprzedaży, o ile proces legislacji w kraju docelowym nie jest mocno ograniczający. Z pewnością Afryka jest nowym, ciekawym kierunkiem – dodaje Marcin Małysz.

W 2017 roku eksport nie przekraczał 10 proc. sprzedaży w spółce Allverne (dziś Allvernum), która dostarczała swoje produkty do 10 krajów. Szybko się to zmieniło. Już w pierwszym kwartale tego roku udział ten wzrósł do 20 proc. sprzedaży ogółem. Firma, jak większość polskich producentów, mogła rozwinąć skrzydła dzięki dotacjom unijnym. – Intensywnie pracujemy nad rozwojem eksportu, jesteśmy beneficjentem programu „Go to brand”, który w znacznym stopniu to ułatwia. Każdy nowy rynek jest dla nas ważny. Nasi obecni odbiorcy to: Czechy, Węgry, Litwa, Estonia, Ukraina, Rosja, ale też Włochy, Grecja, Serbia, Azerbejdżan, Kanada. Trwają rozmowy z potencjalnymi zainteresowanymi z krajów Bliskiego Wschodu – mówi Urszula Pierzchała, prezes zarządu firmy Allvernum.

W tym roku po raz pierwszy na największych targach kosmetycznych we włoskiej Bolonii pokazała się młoda marka lakierów hybrydowych Provocater. Chodziło o pozyskanie dystrybutorów na światowe rynki. – Trwają poważne rozmowy – przyznaje Bartosz Jonas, współwłaściciel marki Provocater. – Eksport stanowi stosunkowo niewielką część naszej sprzedaży, ponieważ dotychczas skupialiśmy się głównie na rozwoju w Polsce. Produkty naszej marki można kupić w kilku krajach, ale w najbliższym czasie najprawdopodobniej rozszerzymy dystrybucję. W planach mamy m.in. Rosję, Włochy i Hiszpanię – zdradza Bartosz Jonas.

Swój sukces w Polsce zamierza przekuć na sukces na rynkach zagranicznych firma Reisbo działająca w segmencie kosmetyków naturalnych. – Stawiamy na rozwój – podkreśla Małgorzata Kawalec, export key account manager w firmie Resibo. – Nie selekcjonujemy klientów pod kątem geograficznym czy „łatwości wejścia”, ponieważ priorytetem jest dla nas współpraca z partnerami biznesowymi z całego świata, którzy będą rozumieli Resibo i wspólnie z nami będą tworzyć brand, rozpoznawalność i budować sukces na arenie międzynarodowej – dodaje.

Siła wspólnych działań

Od kilku lat branża kosmetyczna korzysta z dotacji na działania eksportowe i znakomicie wykorzystuje środki z kolejnych programów rządowych przeznaczone na promocję polskiej gospodarki na świecie. – Polski sektor kosmetyczny jest 6. potęgą kosmetyczną w Europie. To jest sukces wszystkich, ale przede wszystkim małych i średnich firm, które dominują w branży kosmetycznej – mówiła Elżbieta Bieńkowska, komisarz ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i MŚP w Komisji Europejskiej, podczas jubileuszowej konferencji Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. Dodała, że ogromne znaczenie ma to, że branża kosmetyczna zrzesza się w ramach krajowych organizacji, ale także na poziomie europejskim w takich organizacjach jak Cosmetics Europe. Faktycznie, przemysł kosmetyczny może być przykładem dla innych branż, jak skuteczne mogą być wspólne działania lobbingowe oraz jak można w ciągu kilku lat podnieść wartość marki „Polska” oraz marek swoich przedsiębiorstw. Doskonale było to widać podczas tegorocznych największych targów kosmetycznych na świecie Cosmoprof w Bolonii – oprawa graficzna nie pozostawiała wątpliwości, skąd wywodzą się firmy na najbardziej okazałych stoiskach i z bardzo ciekawą ofertą.

– Nasze rodzime marki rosną coraz bardziej w siłę i Cosmoprof pokazał, że jako Polska mamy
ogromny potencjał, wyczucie smaku i stajemy się bardzo ważnym graczem w branży kosmetycznej – stwierdza Beata Kawalec z Resibo.

– Zawsze podkreślamy siłę polskiego przemysłu kosmetycznego i olbrzymi skok jakościowy polskich kosmetyków w stosunku do produktów światowych potentatów kosmetycznych – mówi Monika Latosińska z firmy Hean. – Uznajemy zdrową konkurencję, rekomendujemy swoim dystrybutorom świetną jakość innych polskich kosmetyków w asortymencie, który nie stanowi bezpośredniej konkurencji i w zamian otrzymujemy podobne rekomendacje. Czasem pomagamy sobie wzajemnie, dzieląc się wiedzą i doświadczeniem w sprawach logistycznych, rejestracji na danych rynkach zagranicznych itd., bo teoria teorią, a realia handlowe czasem są odmienne – dodaje.

– Polskie kosmetyki spotykają się z bardzo dobrym odbiorem na świecie – mam na myśli przede wszystkim kontakty B2B, kontrahenci wiedzą, że przemysł kosmetyczny w Polsce jest wysoko rozwinięty. To jest wspólny sukces całej branży. Teraz nadchodzi czas na intensyfikację działań skierowanych do konsumenta, chodzi o to, by zwiększać rozpoznawalność marki – podsumowuje Adrian Winiarz z Bielendy.

Perspektywiczne kierunki

Czy polskim firmom kosmetycznym uda się utrzymać w kolejnych latach tak wysoką dynamikę sprzedaży na rynkach zagranicznych? Wielu uważa, że to zależy od dotacji. Bez zewnętrznych środków część firm prawdopodobnie będzie musiała się pożegnać z zagraniczną ekspansją. W jakie rynki warto inwestować? Zdaniem ekspertów motorem wzrostu kosmetyków pozostaną kraje azjatyckie, szczególnie rynek chiński. Coraz ważniejszy będzie rynek indyjski. Do najbardziej perspektywicznych rynków zaliczana jest Indonezja i najbardziej rozwinięte kraje afrykańskie, w tym Maroko, Tanzania czy RPA. W raporcie „Branża kosmetyczna” opracowanym w 2017 roku przez firmę badawczą Polityka Insight dla BZ WBK wśród rynków o sporym potencjale wymieniana jest część nowych krajów Unii Europejskiej oraz większość biedniejszych krajów afrykańskich, które jednak borykają się z niestabilnym otoczeniem ekonomicznym oraz konfliktami politycznymi. Najwolniej będą się rozwijały nasycone kosmetykami kraje wysoko rozwinięte, szczególnie europejskie, jak Francja, Włochy czy państwa skandynawskie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
10.09.2026 14:09
Chińskie perfumy ruszają na podbój świata. Eksport rośnie w tempie ponad 30 proc.
Zestaw Breeze & Bloom Perfume Duo SetFlower Knows

Kiedy podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie odwiedzający zatrzymywali się przy chińskich stoiskach, nie witały ich tanie kopie europejskich bestsellerów. Zamiast tego uderzał ich zapach świeżo parzonej herbaty, wilgotnego bambusa i rześkiej pomarańczy. Chińskie marki perfumeryjne coraz aktywniej wychodzą poza rynek krajowy. Rodzimi producenci próbują przy tym budować przewagę nie tylko ceną, ale przede wszystkim oryginalnymi kompozycjami i własnym językiem kulturowym.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki perfumeryjne były na światowych rynkach przede wszystkim ciekawostką. Dziś coraz częściej próbują konkurować o uwagę konsumentów w segmentach, w których od lat dominują firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednym z miejsc, w których widać tę zmianę, jest Esxence w Mediolanie – jedno z najważniejszych wydarzeń światowej branży perfumeryjnej. Chińskie stoiska przyciągały odwiedzających kompozycjami wykorzystującymi m.in. nuty herbaty, osmantusa i agarowca. Ponad 20 rodzimych chińskich marek perfumeryjnych zaprezentowało się również wspólnie podczas Paris-Shanghai Perfume Exhibition ledwie rok temu. Dla lokalnych producentów udział w międzynarodowych targach to jednak dopiero początek drogi. Znacznie trudniejszym zadaniem pozostaje zbudowanie rozpoznawalności i emocjonalnej więzi z konsumentami poza Chinami.

Nie tylko osmantus i herbata

Jednym z wyzwań związanych z międzynarodową ekspansją jest przełożenie chińskich skojarzeń kulturowych na język zrozumiały dla odbiorców z innych rynków. W Chinach jaśmin czy gardenia od dawna kojarzą się z elegancją i wyrafinowaniem, podobnie jak herbata, bambus, osmantus czy agarowiec mogą przywoływać określone elementy tradycyjnej estetyki. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny konsument będzie automatycznie interpretował te składniki w taki sam sposób.

Kilka najpopularniejszych chińskich marek perfumeryjnych

  • Melt Season – marka z Szanghaju, która zdobyła międzynarodową uwagę; w 2025 r. została nawet wskazana przez Jing Daily jako najważniejsza marka chińskiego boomu indie fragrance.  
  • Boitown – jeden z największych lokalnych graczy pod względem popularności konsumenckiej; w rankingu iiMedia 2025 zajęła pierwsze miejsce wśród chińskich marek perfum.
  • RECLASSIFIED – marka określana jako chiński odpowiednik „light niche fragrance”, rozwijająca także doświadczenia związane z komponowaniem zapachów.
  • Black Paw – marka wykorzystująca orientalne i kulturowe odniesienia w nowoczesnym, niszowym wydaniu.
  • ImSole – przykład nowej generacji chińskich marek, które bardzo dobrze wykorzystują kanały cyfrowe; w 2025 r. sprzedaż marki na Douyin wyniosła ok. 203 mln juanów, a więc ok. 80 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Documents – Awangardowa marka, w którą zainwestował fundusz L’Oréal. Słynie z surowego designu i bardzo odważnych, niszowych kompozycji (np. z nutami czosnku czy popiołu).
  • To Summer – Mistrzowie orientalnego minimalizmu i poetyckiego opowiadania o zapachach. Sprzedają estetykę, z którą łatwo rezonuje zachodni millenials.
  • Scent Library – Pionierzy przekładania chińskiej codzienności na zapachy (to oni spopularyzowali zapach kultowych chińskich cukierków White Rabbit czy lokalnych napojów).

Dlatego część chińskich producentów zmienia sposób opowiadania o swoich produktach. Zamiast wymagać od odbiorcy znajomości chińskiej kultury, marki próbują odwoływać się do uniwersalnych emocji i wspomnień. Przykładem jest zapach „Summer Juice”, którego inspiracją była popularna w Chinach pomarańczowa oranżada Arctic Ocean. Kompozycję oparto na nutach pomarańczy i czerwonej pomarańczy. Na TikToku zainteresowanie zapachem wykazywali także europejscy konsumenci, którzy niekoniecznie znali historię stojącą za produktem. Dla nich istotniejsze były świeżość cytrusowej kompozycji i skojarzenie z chłodnym, gazowanym napojem podczas upalnego lata.

To podejście wskazuje na szerszą zmianę w strategii chińskich marek. Ich celem nie musi być bezpośrednie tłumaczenie zagranicznym konsumentom chińskich symboli kulturowych. Zamiast tego próbują tworzyć doświadczenia zapachowe, które są zrozumiałe niezależnie od pochodzenia odbiorcy, a dopiero później pozwalają odkrywać stojącą za nimi historię. Równolegle rozwijany jest drugi kierunek – budowanie bardziej wyrazistej tożsamości opartej na charakterystycznych dla Chin składnikach i estetyce. Oba modele mają wspólny cel: stworzenie dialogu z globalnym konsumentem, a nie jedynie dostosowanie chińskiego produktu do zachodnich gustów.

Eksport perfum rośnie o ponad 30 proc.

Rosnące ambicje marek znajdują odzwierciedlenie w danych handlowych. Według danych General Administration of Customs of China w pierwszej połowie 2026 r. wartość eksportu perfum i wód toaletowych z Chin wyniosła 2,502 mld juanów, czyli około 349 mln dolarów, i była o 31,05 proc. wyższa niż rok wcześniej. W całym 2025 r. eksport tej kategorii sięgnął 4,577 mld juanów i zwiększył się o 26,22 proc. rok do roku.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W ciągu pięciu lat wartość chińskiego eksportu perfum wzrosła z około 140 mln dolarów w 2020 r. do 640 mln dolarów w 2025 r. Oznacza to skumulowaną roczną stopę wzrostu przekraczającą 34 proc. Perfumy są przy tym częścią znacznie większego strumienia eksportowego chińskiej branży beauty.

W pierwszej połowie 2026 r. Chiny wyeksportowały 932,3 tys. ton produktów z kategorii beauty, kosmetyków i środków myjących, o 33,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość tego eksportu zwiększyła się o 28,4 proc., osiągając 4,577 mld dolarów. Jeżeli spojrzeć na Chiny nie tylko jako producenta, ale jako potencjalnego konkurenta dla zachodnich marek perfumeryjnych, ważniejsze od obecnego udziału jest jednak tempo wzrostu i zmiana modelu eksportowego.

Chińskie firmy nadal mają relatywnie niski udział w wartościowym światowym handlu – dodatkowo średnia wartość eksportowanych przez Chiny perfum wynosiła w 2025 r. zaledwie 6893 dolarów za tonę, wobec 43 207 dolarów średnio na świecie, co pokazuje różnicę w strukturze i pozycjonowaniu eksportu. Jednocześnie wzrost o ponad 25 proc. w ciągu roku sugeruje, że chińscy producenci stopniowo przesuwają się z roli dostawców dużych wolumenów w kierunku budowania własnej obecności na rynkach zagranicznych. To właśnie rozwój rodzimych marek premium i niszowych w kolejnych latach zwiększać wartość chińskiego eksportu szybciej niż jego wolumen. 

Dane pokazują więc, że zagraniczna ekspansja chińskich firm kosmetycznych nie ogranicza się do pojedynczych marek próbujących wejść do europejskich perfumerii. Obejmuje coraz większą część krajowego łańcucha wartości – od produkcji i składników po gotowe produkty konsumenckie.

Według Yan Jiangying, przewodniczącej China Association of Fragrance Flavor and Cosmetic Industries, za wzrostem zainteresowania chińskimi produktami stoją trzy czynniki: większa pewność kulturowa rodzimych przedsiębiorstw, rozwój przemysłowych i technologicznych możliwości produkcji oraz rosnące zainteresowanie orientalnymi nutami zapachowymi.

Chińskie marki szukają własnej niszy

Potencjał dalszej ekspansji jest związany m.in. z rosnącym popytem na produkty beauty w Azji Południowo-Wschodniej, Brazylii i na Bliskim Wschodzie. Chińscy producenci korzystają również z rozbudowanego krajowego zaplecza produkcyjnego i kompletnego łańcucha dostaw, co ułatwia rozwój marek i zwiększanie skali działalności.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama przewaga produkcyjna nie wystarczy do zbudowania globalnej marki. Zhang Yi, CEO i główny analityk iMedia Research, wskazuje, że chińskie przedsiębiorstwa nie powinny koncentrować się na zastępowaniu zagranicznych produktów tańszymi odpowiednikami. Ich przewagą mają być większa oryginalność, jakość oraz specjalizacja w niszowych segmentach.

To istotna zmiana z punktu widzenia światowego rynku perfumeryjnego. Chińskie firmy coraz częściej próbują przejść od roli producenta do roli właściciela marki, koncepcji i produktu. W tym modelu znaczenie mają nie tylko receptury, ale również storytelling, identyfikacja wizualna, media społecznościowe i umiejętność dopasowania komunikacji do lokalnych regulacji.

Kolejnym etapem ekspansji będzie zatem nie tyle zwiększanie liczby eksportowanych flakonów, ile budowanie marek, które będą rozpoznawalne poza Chinami. Dla globalnego rynku perfumeryjnego oznacza to pojawienie się kolejnego źródła konkurencji – firm dysponujących dużym zapleczem produkcyjnym, ale jednocześnie próbujących stworzyć własną, rozpoznawalną narrację zapachową. Herbata, osmantus i agarowiec mogą być jej najbardziej charakterystycznymi składnikami, ale równie skutecznym punktem wyjścia może okazać się uniwersalne wspomnienie zimnego, pomarańczowego napoju w upalny dzień.

Jedwabny czy piżmowy szlak?

Dla importera kluczowe powinno być jednak nie samo „chińskie pochodzenie”, lecz jakość marki, jej potencjał premium i gotowość do spełnienia europejskich wymogów. Chiński rynek nadal jest zdominowany przez międzynarodowych graczy, a wiele rodzimych marek pozostaje na wczesnym etapie skalowania – według analiz branżowych niewiele z nich przekraczało 100 mln juanów sprzedaży.  

Z drugiej strony właśnie ten etap rozwoju może być atrakcyjny dla polskich dystrybutorów: można pozyskać markę przed jej szerokim wejściem do Europy, ale trzeba dokładnie zweryfikować dokumentację produktu, zgodność z regulacjami UE, stabilność dostaw, zdolność produkcyjną oraz prawa do dystrybucji. Warto też pamiętać, że perfumy wymagają doświadczenia offline – konsument musi móc zapach przetestować – dlatego model selektywnej dystrybucji + e-commerce + ekspozycja w wybranych perfumeriach/drogeriach może być dla takich marek skuteczniejszy niż masowe wprowadzenie do całej sieci. Chińskie doświadczenia pokazują bowiem, że rozwój zapachu odbywa się równocześnie online i offline, a inwestorzy tacy jak L’Oréal czy Estée Lauder już dostrzegają potencjał lokalnych marek. 

I nie dziwota, bo aktualnie przez chiński rynek przelewa się trend na guochao, co można przetłumaczyć jako „chiński szyk” (China Chic) lub „narodowy trend”. To potężne zjawisko kulturowo-biznesowe polega na wplataniu tradycyjnych chińskich motywów, estetyki i mitologii do nowoczesnych produktów konsumenckich. Jest to również odpowiedź na dekady dominacji zachodnich marek. Kiedyś chiński konsument kupował produkty z Europy czy USA, by poczuć luksus i prestiż. Dzisiaj, zwłaszcza wśród pokolenia Z i milenialsów, największym powodem do dumy jest noszenie, używanie i promowanie tego, co rodzime – pod warunkiem, że jest świetnie zaprojektowane i nowoczesne.

Ikony trendu Guochao:

  • Florasis (Hua Xizi): Marka kosmetyczna, której palety cieni i szminki to dosłownie płaskorzeźby przedstawiające chińskie legendy, smoki czy feniksy. Zdetronizowali wiele zachodnich gigantów na lokalnym rynku, a dziś z sukcesem wchodzą do Europy i USA.
  • Li-Ning: Chińska marka sportowa, która z producenta tanich dresów przeobraziła się w ikonę globalnego streetwearu. Ich pokazy na New York Fashion Week, pełne nawiązań do taoizmu i chińskiej typografii, zdefiniowały na nowo azjatycką modę.
  • Chicecream (Zhong Xue Gao): Marka lodów premium z Szanghaju, która stworzyła lody w kształcie tradycyjnych chińskich dachówek, używając unikalnych lokalnych smaków (np. jaśminu czy czarnego sezamu) i sprzedając je w cenach wyższych niż zachodni giganci tacy jak Häagen-Dazs.

Guochao to nie cepelia. To kaligrafia przeniesiona na streetwear, starożytne receptury medycyny chińskiej użyte w zaawansowanych technologicznie kosmetykach czy motywy z Zakazanego Miasta na luksusowych flakonach perfum. Klienci kupują lokalne produkty z dumą, ale są bezlitośni, jeśli jakość kuleje. Marka nie przetrwa tylko dlatego, że jest chińska – musi oferować realną wartość (tzw. premiumization). Młodzi Chińczycy z pokolenia Z dorastali w kraju będącym gospodarczą i technologiczną potęgą. Nie pamiętają czasów, gdy chińskie oznaczało „tanie i gorsze”. Zamiast tego widzą marki, które jakością dorównują zachodnim, ale znacznie lepiej rozumieją ich lokalną tożsamość.

Może się więc okazać niebawem, że „chińszczyzna” przestanie być pejoratywnym określeniem na tani import z Shein czy Alibaby.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
08.09.2026 21:38
Polski rynek kosmetyczny urósł do 6,4 mld euro. Awans w rankingu eksporterów [RAPORT PZPK]
Nowa strategia marek beauty: retail + digitalShutterstock

Wartość polskiego rynku kosmetycznego wzrosła w 2025 roku o 9,3 proc., do 6,4 mld euro. Polska utrzymała pozycję piątego największego rynku w Unii Europejskiej, a w światowym rankingu eksporterów kosmetyków awansowała na ósme miejsce. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i Fundacja WiseEuropa przedstawili trzecią edycję raportu „Kosmetyczna Polska”.

Wartość krajowego rynku kosmetycznego zwiększyła się z 5,9 do 6,4 mld euro w 2025 r.. Jak wynika z danych przedstawionych przez PZPK, wzrost o 9,3 proc. był drugim najwyższym w Unii Europejskiej i niemal dwukrotnie przewyższał dynamikę całego unijnego rynku, która wyniosła 4,8 proc. Polska odpowiada już za 7 proc. wartości rynku kosmetycznego UE.

image

Koniec rytuałów? Jeden kosmetyk chce zastąpić trzy. Skinimalizm i hybrydyzacja zmieniają rynek beauty [RAPORT WK]

Obok wzrostu sprzedaży i eksportu autorzy raportu wskazują jednak na wyzwania związane z konkurencją spoza Europy, kosztami i nowymi regulacjami.

Polski rynek kosmetyków rośnie szybciej niż unijny

W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc., podczas gdy w całej Unii Europejskiej wzrosła o 46 proc. W latach 2015–2025 średnie roczne tempo wzrostu wynosiło w Polsce 6,4 proc., wobec 3,9 proc. w UE. Według komunikatu towarzyszącego premierze raportu wzrost w 2025 roku napędzały przede wszystkim większy wolumen sprzedaży i rosnące wydatki konsumentów.

– Branża kosmetyczna w Polsce – różnorodna, kreatywna, tak sprawnie mobilizująca się do wysiłku – przestała być rynkiem, o którym mówi się głównie w kategoriach potencjału. Ten potencjał już się materializuje. Od lat zajmujemy pozycję piątego rynku kosmetycznego w Unii Europejskiej. Od 2025 r. odpowiadamy za 7% unijnego rynku. Tempo naszego wzrostu wyraźnie przewyższyło średnią europejską. To znakomita pozycja, którą musimy umieć utrzymać w coraz bardziej wymagającym otoczeniu konkurencyjnym – mówi Justyna Żerańska, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Eksport kosmetyków przekroczył 6,5 mld euro

Wartość eksportu kosmetyków z Polski przekroczyła w 2025 roku rekordowe 6,5 mld euro, przy imporcie wynoszącym około 4,3 mld euro. Sprzedaż zagraniczna wzrosła o 16,7 proc. rok do roku, wyraźnie szybciej niż cały polski eksport.

Polska awansowała z dziewiątego na ósme miejsce wśród największych eksporterów kosmetyków na świecie. Jej udział w globalnym eksporcie tej kategorii zwiększył się do 4,3 proc.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

Kosmetyki odpowiadają już za 1,8 proc. całego polskiego eksportu. Dla porównania średnia światowa wynosi 0,7 proc., co pokazuje znaczenie tej kategorii w strukturze polskiej sprzedaży zagranicznej.

Specjalizacja eksportowa obejmuje kilka segmentów. Jak wskazuje PZPK, Polska zajmuje czołowe pozycje w Unii Europejskiej m.in. w eksporcie produktów do higieny jamy ustnej, kosmetyków do golenia, dezodorantów oraz produktów do pielęgnacji skóry i włosów.

1389 producentów kosmetyków. Ponad 91 proc. to mikrofirmy

W 2025 roku w rejestrze REGON figurowało 1389 przedsiębiorstw prowadzących działalność w zakresie produkcji kosmetyków. To o 69 więcej niż rok wcześniej i o 57 proc. więcej niż w 2015 roku.

Za niemal cały ubiegłoroczny przyrost liczby firm odpowiadały mikroprzedsiębiorstwa. Podmioty zatrudniające do dziewięciu osób stanowiły 91,1 proc. wszystkich przedsiębiorstw w sektorze.

image
W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc.
PZPK/Wise Europe

Konkurencja, koszty i regulacje wyzwaniem dla branży

W komunikacie towarzyszącym raportowi PZPK wskazuje, że sektor korzysta z rosnącej siły nabywczej konsumentów, popularności produktów premium i większej świadomości pielęgnacyjnej. Jednocześnie mierzy się z nasilającą się konkurencją producentów spoza Europy, zmianami w łańcuchach dostaw, presją kosztową oraz kumulacją nowych regulacji.

– Utrzymanie przewag w takim momencie będzie wymagało jeszcze większych nakładów na inwestycje i znacznie bardziej przewidywalnego otoczenia regulacyjnego. Raport „Kosmetyczna Polska 2026” ma być jednym z narzędzi prowadzenia debaty pomiędzy przedsiębiorcami i administracją, która powinna docenić znaczenie sektora kosmetycznego dla polskiej gospodarki – dodaje Paweł Chrościcki, prezes Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego i SVP CB Continental Europe/Managing Director Coty Central Eastern Europe.

image

Konsument beauty chce wartości, a nie tylko niskiej ceny. Raport McKinsey

Trzecia edycja raportu „Kosmetyczna Polska”, przygotowana przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego wraz z Fundacją WiseEuropa, jest dostępna na stronie Kosmetyczni.pl w zakładce Baza wiedzy.

Źródło: informacja prasowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego z 8 września 2026 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
10. wrzesień 2026 20:21