StoryEditor
Rynek i trendy
17.01.2020 00:00

Ponad 40 proc. Polaków uważa, że ekologia to tymczasowa moda

Tematem ekologii interesuje się jedynie 32 proc. Polaków. Są to głównie kobiety i osoby w wieku powyżej 25 lat. Szczególnie niskie zainteresowanie widać wśród młodych osób, odpowiednio 24 proc. wśród nastolatków i 14 proc. w grupie 19-24 lata. W efekcie aż 44 proc. polskich konsumentów uważa, że ekologia to tymczasowa moda, która wkrótce minie. Równocześnie 34 proc. chętniej kupuje produkty lub usługi marki, która działa proekologicznie i jest przyjazna środowisku – wynika z badania „Green Generation” przygotowanego przez Mobile Institute we współpracy z Izbą Gospodarki Elektronicznej.

Polacy raczej nie śledzą informacji o stanie środowiska. Tematem tym interesuje się jedynie 32 proc. badanych. Szczególnie niskie zainteresowanie widać wśród młodych osób, odpowiednio 24 proc. wśród nastolatków i 14 proc. w grupie 19-24 lata. Informacje dotyczące stanu i zmian środowiska naturalnego śledzi też jedynie 23 proc. mężczyzn w porównaniu do 43 proc. kobiet – pokazało badanie „Green Generation” przygotowane przez Mobile Institute we współpracy z Izbą Gospodarki Elektronicznej.

W efekcie, według 44 proc. badanych Polska nie jest obszarem zagrożonym ekologicznie, a 47 proc. neguje również globalne zmiany klimatyczne. Dodatkowo, 44 proc. jest zdania, że ekologia to tymczasowa moda, która wkrótce minie.

Zagodkowe „zero weste” i „slow life”

Znajomość znaczenia pojęcia „minimalizm” potwierdza 31 proc. badanych Polaków. Natomiast pojęcie „slow life” jest zaś znane 23 proc. internautów. Po wyjaśnieniu obydwu pojęć („minimalizmu” jako „uwolnienia się jednostki od przymusu konsumowania coraz większej liczby produktów”, a "slow life” jako "życia bardziej zrównoważonego, znaczącego i doceniającego obecną chwilę”) okazało się, że obie te idee nie są Polakom zbyt bliskie. W skali 1-6, ich bliskość ocenili na 3,81 oraz 3,79. Dość niska popularność i akceptacja idei „slow life” w Polsce skutkuje tym, że jej zasady nie są wprowadzane w życie. Życie zgodnie z nimi zadeklarowało 32 proc. badanych. Widać zatem, że Polska jest obszarem, gdzie konsumpcja różnych dóbr będzie raczej rosnąć niż spadać.

Inicjatywa „zero waste" jest znana co 5. badanemu. Po jego wyjaśnieniu (jako styl życia związany z minimalizacją wytwarzania odpadów, ograniczaniem konsumpcjonizmu oraz ponownym wykorzystywaniem przedmiotów) jest dość dobrze odbierana przez Polaków. Połowa badanych wskazała, że bardzo im się podoba. Nie rozumie jej zaś 19 proc., a 31 proc. zadeklarowało, że im się wcale nie podoba

Wiedzę o tzw. dyrektywie plastikowej, uchwalonej przez Parlament Europejski, w myśl której, najpóźniej do 2023 roku wszystkie butelki plastikowe będą musiały być wykonane w minimum 25 proc. z materiału pochodzącego z recyklingu, a w 2030 roku - w 30 proc., ma 24 proc. polskich internautów. Z większą świadomością mamy do czynienia wśród kobiet (32 proc.), osób w wieku 25-44 lata, mieszkańców dużych miast i wsi oraz rodziców, wśród których postanowienia dyrektywy zna 53 proc.

Po wyjaśnieniu koncepcji, dyrektywa przypadła do gustu 45 proc. badanym. 18 proc. wskazało na to, że nie rozumie celu jej działania, a 37 proc. wydało negatywny werdykt odnośnie takiego działania Unii. Osoby, które mają do przepisu nastawienie negatywne wskazują, że: utrudni on życie, nic nie da, albo jest wręcz wymysłem państw bogatych, które wzbogaciły się na nieprzestrzeganiu ekologii, a teraz narzucają innym jak postępować.

O „pakiecie odpadowym”, który ma zobowiązać kraje Unii Europejskiej, m.in. Polskę już od 2025 do odzyskiwania 50 proc. tworzyw sztucznych, a do 2030 – 55 proc., wie 21 proc. badanych internautów. Częściej są to kobiety, osoby w wieku 25+ lat (dwukrotnie większa znajomość niż wśród młodszych) oraz rodzice (46 proc.).

Ocena pakietu, po krótkim opisaniu koncepcji, jest podobna jak dyrektywy plastikowej. 46 proc. polskich internautów jest zdania, że to bardzo dobry pomysł, ale 54 proc. deklaruje niezrozumienie albo negatywną ocenę pomysłu. Najbardziej entuzjastycznie do nowego przepisu nastawione są kobiety, osoby w wieku 25-34 lata, rodzice i mieszkańcy dużych miast 200-500 tys. mieszkańców (65 proc.). Osoby, którym nie podoba się wspomniana koncepcja, wskazują na to, że to bardzo wysokie wymagania, a także, że „w Polsce to nie przejdzie”.

Ekologia w kraju i w domu 

Polskę pod kątem ekologii na tle innych krajów w skali 1-6 (gdzie 1 to najgorsza możliwa ocena, a 6 – najlepsza) badani internauci oceniają na 3,81. Ocena jest znacząco niższa w przypadku kobiet i osób w wieku 25-34 lata, a więc tych, którzy wykazują większe zainteresowanie tematem stanu i ochrony środowiska. Jednocześnie, dość negatywnie nasz kraj pod kątem ekologii ocenia też grupa wiekowa 18-24 lata, która generalnie jest dość mało zainteresowana tym tematem. Lepsze oceny dają Polsce przedstawiciele najstarszej grupy wiekowej. Motywuje to głównie tym, że widzą jak wiele się zmieniło w ciągu ostatnich dziesięcioleci.

Patrząc na miejsce zamieszkania, warto zauważyć, że złe noty wystawili Polsce mieszkańcy wsi (3,5). Gorzej także oceniają działania Polski rodzice. Gorsze oceny badani uzasadniają tym, że: mamy małą świadomość stanu środowiska, nie ma edukacji w tym zakresie, wciąż ogrzewamy węglem, nie segregujemy śmieci, mało się mówi w Polsce o ekologii, nie ma wystarczających działań, np. na rzecz czystości powietrza, Polska nie dba o recykling, wycinamy drzewa na obszarach chronionych.

Samych siebie, pod kątem ekologicznego życia, Polacy oceniają nieco lepiej niż kraj – na 3,99 (w skali 1-6). Kobiety oceniają się na 3,84, podczas gdy mniej zainteresowani tematem zmian środowiska panowie – na 4,1. Z drugiej strony młodzież, która według wskaźników z badania też niezbyt interesuje się tematem ekologii, jest wobec siebie dość krytyczna, wystawiając sobie ocenę 3,63. Bardzo krytycznie ocenili się także mieszkańcy wsi i średnich miast.

Proekologiczne działania Polaków

Polacy uważają, że działając wspólnie, jesteśmy w stanie wpłynąć na stan środowiska i odwrócić nadciągającą katastrofę ekologiczną. W skali 1-6 wpływ poszczególnych „zwykłych” osób na stan środowiska oceniamy na 4,12. Największą sprawczość wskazują osoby w wieku 25-34 lata, a także mieszkańcy małych miast. Niepokojące są wskazania najmłodszych badanych, które są znacznie niższe niż pozostałych grup. Podobnie dzieje się w przypadku mieszkańców wsi, którzy też rzadziej uważają, że poszczególne jednostki mogą wpływać na stan środowiska.

Najpopularniejszy w Polsce obszar proekologiczny to działania na rzecz minimalizacji i segregowania śmieci. Podejmuje je aż 3/4 badanych. Jednak także podczas zakupów konsumenci zaczynają zwracać uwagę na ekologię. 80 proc. badanych nie podobają się nieekologiczne praktyki sklepów. Dotyczy to zwłaszcza e-commerce. To co razi to nieoptymalne pakowanie przesyłek – w folię, w zbyt duże kartony, ze zbyt dużą ilością, często nieekologicznych, wypełniaczy.

Ekologia na zakupach

Do kupowania ekologicznych produktów przyznaje się 68 proc. badanych, ale dotyczy to przeważnie 1-2 kategorii zakupowych. Najwięcej, bo jedna czwarta badanych kupuje ekologiczną żywność, a 16 proc.ekologiczne kosmetyki. Na produkty dla dzieci wskazało o 2 p.p. mniej polskich konsumentów. Kobiety wskazały na więcej kategorii, podobnie jak osoby starsze. W przypadku osób w wieku 18-24 lata niemal połowa (49 proc.) deklaruje, że nie bierze pod uwagę ekologiczności produktów w żadnej z zaproponowanych kategorii.

Jedynie 33 proc. Polaków czyta etykiety na produktach przed ich zakupem. W tej grupie znalazło się aż 47 proc. kobiet i tylko 23 proc. mężczyzn. Biorąc pod uwagę wyniki w podziale na wiek badanych, kolejny raz najmniej zaangażowaną grupą okazują się młodzi konsumenci. W przypadku osób w wieku 18-24 lata wskaźnik pozytywnych odpowiedzi wyniósł zaledwie 12 proc. Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, czytanie etykiet charakteryzuje przede wszystkim badanych z dużych miast, od 200 do 500 tys. mieszkańców (46 proc. wskazań). Czytanie etykiet jest też znacznie częstsze wśrod osób, które posiadają dzieci (65 proc.).

Wśród polskich konsumentów, którzy deklarują czytanie etykiet produktów przed ich zakupem najwięcej, bo 54 proc. robi to w przypadku produktów spożywczych. Na kolejnym miejscu znalazły się kosmetyki (33 proc.), a podium zamykają środki czyszczące (24 proc.). 19 proc. osób czytających etykiety deklaruje zaznajamianie się z nimi w przypadku wszystkich produktów. W tym wypadku zachowanie to dotyczy częściej mężczyzn (28 proc.), najmłodszej grupy badanych (38 proc.) oraz osób z miast 100-200 tys. mieszkańców (33 proc.).

Zaledwie 34 proc. polskich internautów chętniej kupuje produkty lub usługi marki, która działa proekologicznie, jest przyjazna środowisku. Dla pozostałych 66 proc. nie ma to znaczenia w procesie zakupowym. Ponownie, większość tych - mniej wyczulonych na postawy ekologiczne marek osób - stanowią mężczyźni (74 proc.), młode osoby w wieku 18-24 lata (85 proc.), czyli grupy generalnie mniej zainteresowane ekologią. W tej grupie znalazło się również aż 86 proc. badanych z najmniejszych miast, poniżej 20 tys. mieszkańców. Proekologiczna postawa marki wpłynie zaś na chęć zakupu produktu bądź usługi aż 66 proc. rodziców.

19 proc. polskich internautów zna jakiś eko-certyfikat. Zdecydowanie częściej wiadomymi konsumentami w tym zakresie są kobiety (27 proc.), osoby z najstarszej grupy wiekowej (31 proc.) oraz osoby z miast 20-50 tys. mieszkańców (27 proc.). Znajomość certyfikatów ekologicznych dotyczy również w większym stopniu osób posiadających dzieci (40 proc. rodziców).

Okazuje się, że najbardziej rozpoznawalnym eko-certyfikatem jest Zielony listek - czyli ekoliść. Wskazało na niego 34 proc. osób, które deklarują znajomość certyfikatów ekologicznych. 3 p.p. mniej wskazań uzyskał certyfikat BIO. Panie częściej rozpoznają certyfikowany kosmetyk naturalny eko (31 proc. vs 12 proc.), a panowie oznaczenie Recycled (31 proc. vs 15 proc.). The Eu flower, czyli europejska stokrotka rozpoznawana jest przede wszystkim wśród najmłodszych badanych, poniżej 18-go roku życia. Na najwięcej różnorodnych certyfikatów wskazali badani z miast 100-200 tys. mieszkańców.

Mobile Instytute spytał też Polaków o to, jakie podmioty według nich mają największy wpływ na na poprawę stanu środowiska. Okazuje się, że zaraz po rządach i instytucjach państwowych są to firmy i marki. Niemalże co 4 czwarty badany właśnie od nich oczekuje wsparcia. W wyniku tych oczekiwań 34 proc. polskich internautów chętniej kupuje produkty lub usługi marki, która działa proekologicznie i jest przyjazna środowisku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
06.09.2026 23:21
Plastikowe cyrkonie wracają. Viralowy trend na whimsy napędza sprzedaż, ale rodzi pytania o odpady
Influencerki prześcigają się w okryształkowywaniu... wszystkiego.@meredithduxbury

Różowe opakowania, kryształki, plastikowe cyrkonie i maksymalizm zamiast estetyki „clean girl” – w 2026 roku branża beauty obserwuje kolejną odsłonę nostalgii za estetyką Y2K. Trend bedazzlingu, czyli ozdabiania przedmiotów błyszczącymi aplikacjami, wychodzi poza manicure i trafia na opakowania kosmetyków, lusterka, balsamy do ust i akcesoria. Dane ze sprzedaży pokazują gwałtowny wzrost popytu na kamyczki, choć popularność jednorazowych dekoracji może oznaczać również nowe wyzwania środowiskowe.

Jeszcze kilka lat temu dominującym kodem wizualnym branży beauty był minimalizm. Neutralne kolory, proste opakowania, estetyka „clean girl” i pielęgnacja przedstawiana jako element codziennej optymalizacji stopniowo wypierają jednak bardziej ekspresyjne formy. W 2026 roku coraz wyraźniej widoczny jest zwrot w kierunku maksymalizmu, nostalgii i świadomego dekorowania przedmiotów, które nie musi pełnić żadnej praktycznej funkcji.

Jednym z najbardziej widocznych przejawów tego zjawiska jest bedazzling – ozdabianie przedmiotów plastikowymi kryształkami i cyrkoniami. Błyszczące aplikacje pojawiają się już nie tylko na paznokciach czy ubraniach, ale także na opakowaniach kosmetyków, balsamach do ust, kompaktach, lusterkach, flakonach perfum, etui telefonów i innych przedmiotach codziennego użytku.

Trend wpisuje się w szersze zjawisko określane w internecie mianem „whimsymaxxing”, czyli celowego wprowadzania do codzienności elementów nadmiaru, zabawy i estetycznej bezużyteczności. Dla branży kosmetycznej oznacza to kolejny sygnał, że konsumenci coraz częściej oczekują od produktów nie tylko skuteczności, ale również możliwości wizualnej ekspresji i personalizacji.

Co to jest whimsy?

Młode pokolenia coraz wyraźniej zwracają się ku estetyce określanej jako „whimsy” i idei „whimsical life”, rozumianej jako świadome wprowadzanie do codzienności fantazji, spontaniczności, humoru i drobnych, pozornie niepotrzebnych przyjemności - „cieszmy się z małych rzeczy”. Nie chodzi przy tym o odcięcie się od rzeczywistości, lecz raczej o odpowiedź na funkcjonowanie w świecie naznaczonym presją, niepewnością i kolejnymi kryzysami.

Po okresie dominacji minimalizmu, kultu produktywności i estetyki powagi generacje Z i Alpha coraz chętniej wybierają kolor, ekspresję i zabawę. Trend jest widoczny zarówno w modzie – w postaci pastelowych ubrań, haftowanych aplikacji, nostalgicznych spinek w kształcie motyli czy stylizacji inspirowanych bajkami i vintage – jak i we wnętrzach, gdzie klasyczną funkcjonalność zastępują fantazyjne formy, nietypowe lampy oraz odważne zestawienia wzorów i faktur.

Podobne zjawisko obserwować można w internecie, gdzie popularność zdobywają absurdalne memy oraz estetyki takie jak fairycore czy clowncore, napędzane przede wszystkim przez viralowe treści w mediach społecznościowych.

Kylie Jenner i przyspieszenie trendu

Choć Kylie Jenner nie stworzyła trendu ozdabiania przedmiotów cyrkoniami, jej aktywność w mediach społecznościowych znacząco przyczyniła się do jego popularyzacji. Estetyka „kamyczkowa” była już obecna na TikToku i Instagramie wraz z powrotem stylu Y2K, kryształowych zdobień paznokci oraz trendu DIY. Wiosną 2026 roku media beauty wskazywały manicure z cyrkoniami jako jeden z rosnących trendów, a sama Jenner prezentowała podobne stylizacje m.in. podczas Coachelli.

Momentem szczególnego przyspieszenia była jednak jej 29. impreza urodzinowa. Utrzymana w różowej, księżniczkowej estetyce oprawa wydarzenia obejmowała tiary, pióra i torty pokryte kolorowymi cyrkoniami. Kluczowe z punktu widzenia mechaniki trendu okazało się to, że estetykę można było stosunkowo łatwo i tanio skopiować.

Kylie Jenner pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci na styku celebrity, mediów społecznościowych i biznesu kosmetycznego. Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 380 mln użytkowników, a równolegle prowadzi własny biznes beauty. W przypadku trendu bedazzlingu istotna jest jednak przede wszystkim niska bariera wejścia – konsument nie musi kupować luksusowego produktu, aby uczestniczyć w estetyce promowanej przez celebrytkę. Wystarczy niedroga paczka samoprzylepnych kryształków.

Prawie 300 tys. sztuk miesięcznie

Skalę rosnącego zainteresowania pokazują dane sprzedażowe. ASINSIGHT, firma monitorująca sprzedaż na amerykańskim Amazonie, szacuje, że 50 najpopularniejszych ofert związanych z hasłem „rhinestones” sprzedało w lipcu 2026 roku łącznie około 296,3 tys. sztuk. Dla porównania, w sierpniu 2025 roku było to 87,5 tys. sztuk.

Oznacza to wzrost o około 239 proc. w porównaniu z poziomem odnotowanym rok wcześniej.

Podobną dynamikę widać w kategorii „bedazzling”. W lipcu 2026 roku sprzedaż 50 najpopularniejszych ofert związanych z tym hasłem wyniosła około 294,3 tys. sztuk, podczas gdy w sierpniu 2025 roku było to 64,4 tys. sztuk. To wzrost rzędu 357 proc.

Dane te pokazują, że trend przestał być wyłącznie niszową estetyką funkcjonującą w mediach społecznościowych. Cyrkonie i zestawy do samodzielnego dekorowania stają się produktem masowym, a ich zastosowanie coraz częściej przenika do kategorii związanych z kosmetykami i akcesoriami beauty.

Dla producentów oznacza to potencjał rozwoju produktów bazujących na personalizacji. Konsument może kupić identyczny kosmetyk jak tysiące innych osób, ale poprzez samodzielne ozdobienie opakowania nadać mu indywidualny charakter. To odpowiada jednemu z istotnych napięć współczesnej konsumpcji – potrzebie jednoczesnego przynależenia do trendu i wyróżnienia się w jego ramach.

Od „clean girl” do estetyki nadmiaru

Popularność bedazzlingu można również interpretować jako reakcję na wieloletnią dominację minimalizmu. W ostatnich latach branża beauty intensywnie promowała uproszczone rutyny, naturalność, neutralną kolorystykę oraz wizerunek konsumenta, który świadomie optymalizuje każdy element swojej pielęgnacji.

Obecny zwrot idzie w przeciwnym kierunku. Maksymalizm nie musi być funkcjonalny, a dekoracja nie wymaga uzasadnienia. W tym sensie „whimsymaxxing” jest kontynuacją wcześniejszych cykli kulturowych – od kolorowego maksymalizmu lat 90., przez estetykę Y2K, po kryształowe zdobienia charakterystyczne dla popkultury początku XXI wieku.

Dla sektora kosmetycznego jest to kolejny dowód na skracanie cykli trendowych przez media społecznościowe. Estetyka nie musi już przechodzić tradycyjnej drogi od projektantów i magazynów modowych do masowego odbiorcy. Wystarczy kilka wiralowych publikacji, aktywność dużego influencera oraz produkt dostępny w niskiej cenie, aby trend w krótkim czasie przełożył się na realny popyt.

Plastikowy koszt błyszczącego trendu

Wzrost popularności cyrkonii rodzi jednak pytania o środowiskowy koszt tej formy konsumpcji. Plastikowe cyrkonie i dekoracyjne kryształki są zwykle niewielkie, trudne do odzyskania i recyklingu. W przeciwieństwie do płaskich naklejek trójwymiarowe elementy mogą odklejać się w wyniku tarcia, kontaktu z wodą lub codziennego użytkowania.

image
Twitter

Pojedyncze elementy łatwo trafiają do odpadów lub kanalizacji, a ich niewielki rozmiar praktycznie uniemożliwia skuteczne odzyskanie. Problem wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą drobnych elementów plastikowych przedostających się do środowiska. Amerykańska National Oceanic and Atmospheric Administration wskazuje, że ponad 700 gatunków zwierząt udokumentowano jako organizmy, które połknęły plastik, co może prowadzić m.in. do blokad i obrażeń wewnętrznych.

W przypadku branży beauty pytanie dotyczy również trwałości trendu. Estetyka oparta na ciągłym dekorowaniu nowych przedmiotów może napędzać dodatkową konsumpcję: nowe kryształki do nowego kubka, opakowania kosmetyku czy akcesorium. Szczególnie problematyczne są dekoracje tworzone wyłącznie na potrzeby pojedynczego zdjęcia lub filmu publikowanego w mediach społecznościowych.

Dla marek kosmetycznych bedazzling jest więc jednocześnie sygnałem rosnącego znaczenia personalizacji i ostrzeżeniem przed kolejną falą jednorazowej konsumpcji. Dane sprzedażowe pokazują wyraźnie, że konsumenci są gotowi kupować produkty umożliwiające szybkie uczestnictwo w trendzie. Długofalowym wyzwaniem pozostaje jednak znalezienie form personalizacji, które pozwolą połączyć efekt wizualny z trwałością i ograniczeniem ilości odpadów.

Błyszcząca estetyka może być jednym z symboli beauty w 2026 roku, ale dla branży istotniejsze od samego trendu pozostaje pytanie, jak długo konsumenci będą chcieli kupować dekoracje, które równie szybko jak pojawiają się w ich mediach społecznościowych, znikają później w koszu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
04.09.2026 15:56
Sinsay stanie się marketplacem. Będzie sprzedawał kosmetyki
Sinsay Plus ma przyciągać klientów częściej niż tylko na zakupy (fot. Shutterstock)Shutterstock

Sinsay otwiera swój e-commerce na zewnętrznych sprzedawców. Jedną z pierwszych rozwijanych kategorii mają być kosmetyki. W 2027 roku oferta platformy ma przekroczyć 100 tys. produktów. Dane Fulfilio pokazują, że decyzja LPP wpisuje się w szerszy trend: chociaż w całym e-commerce znaczenie marketplace’ów lekko słabnie, w segmencie urody i kosmetyków nadal wyraźnie rośnie.

Należący do Grupy LPP Sinsay uruchamia marketplace i po raz pierwszy otwiera swoją platformę sprzedażową na zewnętrznych partnerów. Nowy model ma pozwolić marce poszerzyć asortyment bez ograniczania się do własnych produktów. Wśród kategorii, które mają być rozwijane w pierwszej kolejności, znalazły się kosmetyki, a także zabawki, obuwie, artykuły do domu i akcesoria.

Marketplace Sinsay ma działać w modelu zamkniętym

Oznacza to, że Sinsay będzie wybierać partnerów i kontrolować jakość wprowadzanej oferty. Do platformy mają dołączać zarówno duże marki i producenci, jak i wyspecjalizowani dystrybutorzy oraz sklepy internetowe. Według zapowiedzi spółki liczba dostępnych produktów ma przekroczyć 100 tys. w 2027 roku. Część zamówień ma być wówczas realizowana również z magazynów LPP przez LPP Logistics.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Kosmetyki rosną na marketplace’ach szybciej niż cały e-commerce

Wejście Sinsay w model marketplace jest szczególnie interesujące z perspektywy branży kosmetycznej. Z raportu Fulfilio „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że beauty zachowuje się inaczej niż cały polski e-commerce.

W ujęciu ogólnorynkowym 21 proc. e-sklepów odnotowało w ostatnich 12 miesiącach spadek udziału marketplace’ów w sprzedaży online. Wzrost wskazało 17 proc. badanych, a 62 proc. nie zauważyło istotnych zmian.

W kategorii uroda i kosmetyki proporcje są odwrotne: 27 proc. firm deklaruje wzrost udziału platform sprzedażowych, a tylko 9 proc. jego spadek.

– Branża beauty jest dobrym przykładem kategorii, w której marketplace i własny sklep mogą pełnić różne role. Z naszego raportu „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że w segmencie uroda i kosmetyki tak samo silną pozycję mają Allegro i własne sklepy internetowe – z obu kanałów korzysta po 43% firm z tej kategorii. Beauty wyróżnia się też na tle całego rynku, jeśli spojrzymy na zmianę udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online - mówi Arkadiusz Filipowski, prezes zarządu Fulfilio.

image

Sinsay uruchamia marketplace. Oferta ma przekroczyć 100 tys. produktów

Ogółem 21% e-commerce’ów wskazało, że w ostatnich 12 miesiącach udział platform sprzedażowych w ich sprzedaży online spadł, a 17% mówi o wzroście. - W kategorii uroda i kosmetyki proporcje wyglądają inaczej – 27% firm deklaruje wzrost udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online, a 9% wskazuje spadek. To pokazuje, że w beauty platformy nadal mają przestrzeń do wzrostu dodaje Filipowski. 

Sinsay chce zbudować ekosystem zakupowy

Marketplace ma pomóc przekształcić Sinsay z sieci kojarzonej przede wszystkim z modą w wielokategorialne miejsce zakupów dla całej rodziny. Kosmetyki mogą mieć w tym modelu szczególne znaczenie: są kupowane regularnie, dobrze uzupełniają ofertę modową i lifestylową oraz pozwalają zwiększać częstotliwość kontaktu klienta z platformą.

– Uruchomienie marketplace’u przez Sinsay dobrze wpisuje się w ten trend. Duże marki handlowe coraz częściej chcą budować nie tylko sklep, ale cały ekosystem zakupowy, w którym klient może kupić modę, kosmetyki, akcesoria czy produkty do domu w jednym miejscu. Widać to także szerzej na rynku. Rośnie znaczenie marketplace’ów branżowych i specjalistycznych, np. budowlanych, motoryzacyjnych czy lifestyle’owych – komentuje Arkadiusz Filipowski.

Przykładami takiego kierunku są m.in. platformy marketplace rozwijane przez sieci handlowe, takie jak Castorama czy Kaufland, a wcześniej także projekt VeloMarket, który był pozycjonowany jako marketplace z ofertą zielonych produktów i zdrowego stylu życia.

image

Google się zmienia. Kto wygrywa SEO w e-commerce w 2026 roku?

Dla producentów i dystrybutorów kosmetyków pojawia się zatem kolejny kanał dotarcia do konsumentów – i to do klientów, którzy niekoniecznie rozpoczynają zakupy od poszukiwania kosmetyków. Produkt beauty może zostać dodany do koszyka przy okazji zakupu odzieży, wyposażenia domu, akcesoriów lub produktów dla dzieci.

To jednocześnie kolejny sygnał, że marki modowe, sieci spożywcze i platformy wielokategorialne coraz mocniej konkurują z tradycyjnymi drogeriami oraz perfumeriami o część kosmetycznego koszyka.

Marketplace daje zasięg, własny sklep – dane i lojalność

Rozwój marketplace’ów nie oznacza, że marki kosmetyczne powinny rezygnować z własnego e-commerce. Dane Fulfilio pokazują, że w beauty Allegro i własne sklepy mają dokładnie taki sam zasięg wśród sprzedawców – z obu rozwiązań korzysta po 43 proc. firm z tej kategorii.

Marketplace zapewnia szybki dostęp do dużej grupy klientów i pozwala przetestować popyt bez budowania całej infrastruktury sprzedażowej. Własny sklep daje natomiast większą kontrolę nad marżą, prezentacją produktu, danymi konsumentów oraz komunikacją po zakupie.

image

TOP 10 września 2025: Sinsay buduje marketplace, Perły Rynku 2025 rozdane, Rossmann kłania się młodym

– Dla marek kosmetycznych obecność na takim marketplace może być szansą na dodatkowy zasięg i dotarcie do klienta, który nie szuka wyłącznie kosmetyków, ale kupuje przy okazji inne kategorie. Jednocześnie nie powinno to zastępować własnego sklepu. W beauty bardzo ważne są zaufanie, prezentacja produktu, skład, opinie, obsługa posprzedażowa i powtarzalność zakupów. Dlatego marketplace może wspierać sprzedaż, ale przewagę długoterminową nadal buduje się poprzez własną markę, relację z klientem i dobrze prowadzony kanał własny – podkreśla prezes Fulfilio.

Hybrydowa sprzedaż zamiast uzależnienia od jednej platformy

Z całego badania wynika, że ryzyko uzależnienia sprzedaży od marketplace’ów jest dobrze rozpoznawane przez polskie firmy. Jako średnie ocenia je 77 proc. badanych, jako wysokie – 16 proc., a jako niskie jedynie 7 proc. Tymczasem wśród sprzedawców obecnych na platformach najważniejszym graczem pozostaje Allegro, wskazywane przez 54 proc. firm.

Równolegle rośnie znaczenie własnych sklepów.

image

Paradoks polskiego e-commerce: Allegro daje skalę, ale to własny sklep przynosi największe zyski [RAPORT]

Wzrost ich udziału w sprzedaży internetowej deklaruje 28 proc. firm prowadzących taki kanał, a spadek – 11 proc. Najczęściej wykorzystywanym źródłem ruchu jest e-mail marketing, wskazywany przez 53 proc. respondentów. Ponad połowa sklepów korzysta również z programów lojalnościowych.

W praktyce najbardziej dojrzałym rozwiązaniem staje się model hybrydowy, w którym marketplace odpowiada przede wszystkim za pozyskiwanie nowych klientów i skalowanie sprzedaży, natomiast własny sklep służy budowaniu lojalności, wartości klienta oraz powtarzalności zakupów. Taki model wymaga jednak sprawnego zarządzania cenami, zapasami, dostawami i zwrotami we wszystkich kanałach.

 

Metodyka badania:Badanie „Własny sklep czy marketplace. Strategie sprzedaży e-commerce w Polsce” zostało zlecone przez Fulfilio i przeprowadzone na panelu Ariadna. Wzięło w nim udział 249 przedstawicieli polskich sklepów internetowych odpowiedzialnych za sprzedaż online, rozwój e-commerce, marketplace, marketing lub operacje. Badanie przeprowadzono metodą CAWI w dniach 4–16 marca 2026 roku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. wrzesień 2026 22:44