StoryEditor
Prawo
03.01.2022 00:00

UOKiK powinien się przyjrzeć influencerom-pseudoekspertom

Branża kosmetyczna od dawna ma narzędzia pozwalające jej zachować odpowiednie standardy współpracy z influencerami – uważa Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego. Organizacja nie widzi potrzeby wprowadzania twardych regulacji w tym obszarze. Działania UOKiK uznaje jednak za potrzebne. – Jako branża bardzo cieszymy się, że nadzór zaczął przyglądać się praktykom influencerów. Szczególnie warto zwrócić uwagę na rozrastającą się wśród influencerów grupa „pseudoekspertów” – komentuje dla wiadomoscikosmetyczne.pl Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Związku.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął w ubiegłym roku działania mające na celu zapobiec kryptoreklamie w mediach społecznościowych. We wrześniu prezes UOKiK poinformował, że rozpoczyna postępowanie wyjaśniające, w którym sprawdzi współpracę influencerów z markami i agencjami reklamowymi. Tę reakcję wywołały niejasne, zdaniem urzędu, zasady promowania produktów przez influencerów i brak informacji, że są to działania reklamowe.   

Czytaj więcej: UOKiK bierze na cel inflencerów i współpracujące z nimi marki  

Pod koniec roku media zelektryzowała wiadomość, że prezes UOKiK rozpoczął konkretne działania w sprawie czworga influencerów Julii Kuczyńskiej „Maffashion”, Marleny Sojki „Marley”, Marcina Dubiela „MD” oraz Marka Kruszela „Kruszwila”, którzy nie udzielili wymaganych informacji na temat współpracy z markami. – Nie wykluczamy kolejnych tego rodzaju działań – zarówno względem przedsiębiorców, którzy nie udzielają informacji w postępowaniu dotyczącym kryptoreklamy, jak i tzw. scamu – zapowiedział wówczas Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. A kary mogą być bardzo dotkliwe, bo za nieudzielenie informacji żądanych przez prezesa UOKiK w toku postępowania wyjaśniającego lub za przekazanie informacji wprowadzających w błąd grozi kara aż do 50 mln euro.

Czytaj: Pierwsze postępowania UOKiK przeciwko influencerom  

POTĘŻNE INWESTYCJE W TWORCÓW INTERNETOWYCH

Dla branży kosmetycznej influencer marketing jest obecnie najważniejszym narzędziem promocyjnym. Według działu analiz Brand24, tylko w listopadzie 2021 roku marki kosmetyczne zainwestowały ponad 5 milionów złotych netto w wynagrodzenia dla influencerów w ramach prowadzonych działań marketingowych. Najwięcej wydają na influencerów marki drogeryjne, bo aż 76,8 proc. wszystkich budżetów reklamowych.

Czytaj: Ile firmy kosmetyczne wydają na influencerów?  

Dane z rocznego raportu marketingowego Nielsena z 2021 r. pokazują, że marketerzy planują zwiększyć wydatki na media społecznościowe i wydać więcej niż na jakikolwiek inny kanał, w tym na wideo online i podcasty.

Czytaj: Wydatki na influencerów będą rosły

ZASADY WSPÓŁPRACY Z INFLUENCERAMI SĄ BRANŻY DOBRZE ZNANE

Blanka Chmurzyńska Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, przyznaje, że współpraca z influencerami w branży kosmetycznej to dziś codzienność.  

–  Producenci często korzystają z tej formy reklamy, bo marketing rekomendacji jest niewątpliwie jedną z najbardziej skutecznych metod promocji produktów – mówi. Zaznacza, że dobre praktyki współpracy z influencerami powinny być znane firmom od lat.  –  W Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego projekty takie jak „Etyczna komunikacja” i „Dobre Praktyki Reklamy Kosmetyków” realizowane są od ponad 12 lat. To jeden z obszarów, w których nasz sektor bardzo się angażuje i aktywnie działa na rzecz samoregulacji – przypomina.

Podkreśla, że branża kosmetyczna już teraz posiada szereg narzędzi, które podnoszą standardy w obszarze influencer marketingu. Jednym z nich jest KARTA I ZASADY PRZEWODNIE ODPOWIEDZIALNEJ REKLAMY I KOMUNIKACJI MARKETINGOWEJ STOWARZYSZENIA COSMETICS EUROPE. Związek jest jej sygnatariuszem. – Aktywnie pracowaliśmy przy tworzeniu tego dokumentu, jak też przy ostatniej aktualizacji w czerwcu 2020 r., w której zaadresowano problem dynamicznie rozwijającego się środowiska cyfrowego, w tym influencer marketingu właśnie. Od strony branżowej problem wydaje się być dobrze zagospodarowany. Karta wprowadza definicję influencera i influencer marketingu oraz – co najważniejsze – określa zasady i odpowiedzialności przy takiej współpracy w systemie branżowej samoregulacji. Nie widzimy potrzeby twardych regulacji w tym obszarze – podkreśla szefowa Związku.

W Karcie i zasadach przewodnich odpowiedzialnej reklamy i komunikacji marketingowej Stowarzyszenia Cosmetics Europe, w rozdziale dotyczącym rekomendacji influencerów, czytamy:

Treści tworzone przez influencerów są oglądane i śledzone przez wielu konsumentów i często stanowią integralną część codziennego życia, a także ważne źródło informacji. Ważne jest rozróżnienie między prawdziwymi, bezstronnymi opiniami wyrażanymi przez influencerów, a opiniami, które mają charakter marketingowy. Szczegółowe wytyczne można znaleźć w EASA Best Practice Recommendation on influencer marketing [Zalecenie EASA dotyczące najlepszych praktyk w zakresie influencer marketingu] (2018 r.).

Komunikat przekazywany przez influencera nie powinien być wykorzystywany przez sprzedawcę jako ukryty sposób reklamowania produktu kosmetycznego.

Komunikat taki może zostać uznany za reklamę, za którą odpowiedzialny jest sprzedawca i która podlega przepisom dotyczącym reklamy, jeżeli sprzedawca produktu kosmetycznego:

a) zapłacił influencerowi lub dokonał z nim innych wzajemnych uzgodnień; i/lub

b) miał „kontrolę” redakcyjną nad treścią, która może polegać jedynie na ostatecznym zatwierdzeniu komunikatu; i/lub

c) celowo zamieścił link, wyraził aprobatę, uwzględnił, rozpowszechniał lub promował bezpłatny komunikat influencera w celach reklamowych w swoich komunikatach marketingowych.

W takim przypadku zastosowanie będą miały ogólne wymagania dotyczące reklamy, w tym m.in.:

• konieczność zamieszczenia wyraźnej informacji o tym, że jest to reklama,

• zakaz wprowadzania w błąd (np. przedstawienie stosownych dowodów).

1. Dokonanie zapłaty/wzajemnych uzgodnień lub istotne powiązanie zdefiniowane jest jako sytuacja, w której:

• influencer otrzymuje określoną kwotę pieniędzy za stworzenie i/lub zamieszczenie treści,

• istnieją inne rodzaje relacji handlowych z influencerem, w tym otrzymywanie zapłaty za występowanie w charakterze ambasadora marki,

• influencer otrzymuje za darmo produkt kosmetyczny, który lansuje,

• influencer otrzymuje za darmo produkty kosmetyczne, prezenty, usługi itp.,

• influencer ma powiązania biznesowe, powiązania rodzinne lub inne bliskie powiązania ze sprzedawcą, który jest znany reklamodawcy, chyba że zostanie udowodnione inaczej.

Jest to więc niemal dokładnie to, czego wymaga od marek współpracujących z influencerami UOKIK. Publikowane treści, które są reklamą i promocją dla produktów czy usług, ponieważ twórca opublikował je na zlecenie i pobrał za to wynagrodzenie (niekoniecznie finansowe), muszą być wyraźnie oznaczane w zrozumiały dla konsumenta sposób.

DZIAŁANIA UOKiK SĄ POTRZEBNE

Blanka Chmurzyńska-Brown uważa jednak, że pomimo samoregulacji, jakie narzuca sobie branża kosmetyczna w zakresie influencer marketingu, działania UOKiK są potrzebne.

Jako branża bardzo cieszymy się, że nadzór zaczął przyglądać się praktykom influencerów. Bo, jak wielu z nas wie – współpraca z nimi to miecz obosieczny. Z jednej strony generuje rzeszę nowych potencjalnych klientów, ale z drugiej to najliczniejsza grupa szerząca zbyt dobrze nam znane mity konsumenckie – stwierdza.  – W materiałach dotyczących. naszej branży często widać zupełne niezrozumienie sposobu oceny bezpieczeństwa zarówno samych składników, jak i produktu gotowego. Szerzone są niepełne lub nieprawdziwe informacje na temat składników, zupełnie pomijana jest kwestia różnic pomiędzy ryzykiem i zagrożeniem, która w toksykologii ma ogromne znaczenie. W ten sposób nierzadko influencerzy wzbudzają w konsumentach nieuzasadniony strach. Mamy nadzieję, że większa kontrola skłoni to środowisko do lepszego weryfikowania swoich treści, opierania ich na faktach i nauce – zaznacza.

Również przedstawiciele firm i marek kosmetycznych uważają, że aktywność UOKiK przyczyni się do uregulowania działań promocyjnych i reklamowych w blogosferze.  

– Wiarygodność przekazu reklamowego jest istotna nie tylko z perspektywy branży beauty, powinno to dotyczyć całego rynku i wszystkich działań reklamowych. W przypadku mediów tradycyjnych zasady te są określone i respektowane przez marketerów. Zasady współpracy pomiędzy markami i influencerami powinny być uregulowane, aby odbiorcy mediów społecznościowych mieli jasny komunikat czy jest to współpraca Influencera z daną marką czy na przykład przegląd produktów z danej kategorii. Musimy też pamiętać, że coraz częściej influencerzy  dbają o swój wizerunek w sieci i komunikując się ze swoimi odbiorcami współpracują tylko z markami, których produkty sprawdzili, przetestowali i na podstawie tego wyrażają zgodę na to, aby je zarekomendować. Odpowiedzialność za odpowiednie oznaczenie materiałów powinny ponosić obie strony – komentuje Jolanta Górska, manager ds. mediów i PR w firmie Eurus. 

Treści tworzone przez influencerów są w obecnych czasach oglądane przez tysiące osób, będąc ważnym źródłem informacji o produktach czy usługach, mają także ogromny wpływ na decyzje zakupowe społeczności skupionej wokół profilu tej osoby. Regulacje dotyczące współpracy z influencerami uznajemy za porządek wynikający z postępu i dynamiki wzrostu tworzonych i reklamowanych w internecie treści. Odbiorca treści powinien być świadomy, że promocja odbywa się na zasadach współpracy reklamowej, a kodeks dobrych praktyk dla influencerów pomoże rozwiać wiele wątpliwości, dotyczących na przykład współpracy barterowej. Oznaczanie współprac może pozytywnie wpłynąć na autentyczność oraz transparentność działań zarówno po stronie influencera, jak i współpracującej z nim marki, na co jako NEONAIL i NEO MAKE UP bardzo zwracamy uwagę – mówi Agnieszka Dobrowolska, communication & digital manager w firmie Cosmo Group.  

PSEUDOEKSPERCI SZKODZĄ CAŁEJ BRANŻY

Według dyrektor Blanki Chmurzyńskiej-Brown, istotnym zjawiskiem, któremu nadzór powinien się przyjrzeć, jest rozrastająca się wśród influencerów grupa „pseudoekspertów”.

Osoby podające się np. za kosmetologów czy lekarzy, które bez odpowiedniej wiedzy szerzą niestworzone teorie, podważają bezpieczeństwo dostępnych na rynku produktów, a za zaprzestanie swych działań wobec danej marki żądają umów o współpracy. Na szczęście, jak widzimy po ostatnich wyrokach sądowych – zwłaszcza w głośnej sprawie jednego z youtuberów – i ten wątek powoli jest regulowany – dodaje.

Czytaj: Sąd utrzymał wyrok dla youtubera Kacpra L za zniesławienie Skin79 

Branżową odpowiedzią między innymi na ten  problem był relaunch portalu Kosmopedia.org. Konsumenci mogą tu sprawdzić mity, z którymi spotykają się w sieci, zweryfikować informacje o składnikach i poczytać o bieżących branżowych zagadnieniach. Portal otrzymał niedawno patronat UOKiK, a wkrótce zadebiutuje także jako aplikacja mobilna, z bazą blisko 30 tys. składników dostępną w każdym telefonie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
18.09.2026 14:39
Aldi vs. Clé de Peau Beauté: poszło o dupe kultowego produktu
Po lewej produkt Lacura, po prawej produkt Clé de Peau Beauté.City News Service Shanghai

Shiseido China pozwało Aldi China w związku z kosmetykiem własnej marki Lacura. Japoński koncern zarzuca niemieckiemu dyskonterowi nieuczciwą konkurencję, wskazując na podobieństwo opakowania i designu produktu do bazy pod makijaż marki premium Clé de Peau Beauté. Rozprawa przed sądem w Szanghaju ma odbyć się 5 listopada 2026 r.

Sprawa została wniesiona przez Shiseido (China) Investment Co. Ltd. do Sądu Ludowego Nowego Obszaru Pudong w Szanghaju. Pozwanym jest Aldi (China) Investment Co. Ltd., a także producent kontraktowy kosmetyku – Cors Cosmetics (Shanghai) Co. Ltd. – oraz operator sklepu Aldi, w którym produkt jest sprzedawany, czyli Aldi Commercial (Shanghai) Co. Ltd.

Przedmiotem sporu jest rozświetlająca baza pod makijaż Lacura Soft-Light Radiant Isolation Cream. Według informacji przytaczanych przez chińskie media, Shiseido wskazuje na podobieństwo z produktem swojej luksusowej marki Clé de Peau Beauté. W materiałach porównawczych publikowanych w mediach społecznościowych zwracano uwagę m.in. na czarną tubę ze złotym zamknięciem oraz sposób wykorzystania złotej i białej typografii. Nie chodzi przy tym o identyczność znaków towarowych. Lacura jest odrębną marką własną Aldi, dlatego Shiseido zdecydowało się na dochodzenie roszczeń w związku z nieuczciwą konkurencją, a nie bezpośrednim naruszeniem znaku towarowego.

24,9 juana kontra 540 juanów

Jednym z kluczowych elementów postępowania będzie ustalenie, czy podobieństwo produktów może prowadzić do pomyłki konsumentów. Różnica cen między kosmetykami jest przy tym bardzo duża. Produkt Lacura kosztuje 24,9 juana, czyli około 3,71 dol., podczas gdy oficjalna cena bazy Clé de Peau Beauté wynosi 540 juanów. Oznacza to, że kosmetyk Aldi kosztuje około 21,7 razy mniej niż produkt marki premium.

Jak wskazują cytowani przez chińskie media prawnicy, Aldi może argumentować, że tak znacząca różnica cenowa pozwala przeciętnym konsumentom bez trudu odróżnić oba produkty. Z drugiej strony Shiseido może próbować wykazać, że określone elementy opakowania i identyfikacji wizualnej wykorzystują rozpoznawalność oraz wartość handlową marki Clé de Peau Beauté.

image

Fałszywe kosmetyki K-beauty wygenerowały straty ponad 15 mln dolarów w dziewięć miesięcy

Spór wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą produktów marek własnych dyskontów i granicy między inspirowaniem się rozwiązaniami obecnymi na rynku a kopiowaniem elementów mogących mieć znaczenie dla rozpoznawalności produktu. W przypadku kosmetyków kwestia ta ma szczególne znaczenie, ponieważ opakowanie, kolorystyka, kształt flakonu czy tuby oraz typografia są istotnymi elementami identyfikacji produktu na półce.

Lacura jako filar strategii Aldi

Lacura jest główną marką Aldi w kategorii beauty i personal care. Niemiecki dyskonter wykorzystuje marki własne jako jeden z podstawowych elementów modelu biznesowego. Według publicznie dostępnych informacji produkty private label stanowią ponad 90 proc. asortymentu sklepów Aldi. Sieć posiada ponad 10 tys. sklepów na świecie i działa w ponad 10 krajach.

Aldi rozpoczęło działalność w Chinach w 2017 r. poprzez handel transgraniczny, a w 2019 r. otworzyło pierwsze sklepy stacjonarne w Szanghaju. Na chińskim rynku strategia marek własnych pozwala dyskontowi konkurować ceną, a jednocześnie rozwijać produkty w wielu kategoriach konsumenckich.

Porównania produktów Aldi z ofertą znanych marek pojawiały się w Chinach również poza segmentem kosmetycznym. Konsumenci zestawiali m.in. herbatę oolong Xunlu z butelkowaną herbatą Suntory, pluszowe zabawki kosztujące około 10–20 juanów z produktami Jellycat, a część odzieży sportowej z popularną linią Ebb marki Lululemon. W kategorii beauty niektóre produkty do kąpieli i pielęgnacji ciała Lacura porównywano natomiast wizualnie z kosmetykami australijskiej marki Aesop.

Kolejne spory o marki własne

Postępowanie w Chinach nie jest pierwszym przypadkiem, w którym produkty marek własnych Aldi stały się przedmiotem sporu dotyczącego własności intelektualnej. W 2019 r. brytyjski sąd uznał, że paleta do konturowania Lacura naruszała prawa autorskie ze względu na podobieństwo do produktu marki Charlotte Tilbury.

image

Guardian: Tanie perfumy podbijają brytyjski rynek – co druga osoba kupiła zapachowy „dupe”

W Australii pod koniec 2024 r. sąd federalny uznał z kolei, że opakowanie konkretnego produktu dla dzieci z linii MAMIA Baby Bellies Puffs naruszało prawa autorskie do opakowania Baby Bellies Puffs. W maju 2025 r. firma Mondelez International pozwała Aldi w USA, zarzucając sieci, że opakowania kilku produktów typu ciastka i krakersy naśladują wygląd m.in. Oreo, Chips Ahoy!, Ritz, Nutter Butter i Nilla Wafers. Postępowanie pozostaje w toku.

Sprawa Shiseido przeciwko Aldi będzie więc kolejnym testem granic, w jakich globalny dyskonter może rozwijać atrakcyjne cenowo marki własne, wykorzystując rozwiązania wizualne znane konsumentom z produktów markowych. O tym, czy w przypadku Lacura doszło do nieuczciwej konkurencji, zdecyduje sąd w Szanghaju.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
17.09.2026 12:32
Niebezpieczne kosmetyki nadal trafiają do klientów Amazona i Temu. W składzie rtęć
Kosmetyki z rtęcią wracają do sprzedaży. Problemem są marketplace‘y (fot. Shutterstock)Shutterstock

Mimo obowiązującego od lat zakazu produkty do rozjaśniania skóry zawierające rtęć nadal można znaleźć na dużych platformach e-commerce. Reuters zidentyfikował ponad 20 takich produktów oferowanych m.in. na Amazonie, Temu i TikTok Shop. Żaden z nich nie deklarował jednak obecności rtęci w składzie, a Reuters nie potwierdził niezależnie jej zawartości.

W tym artykule przeczytasz:

  • Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami
  • Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry
  • Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy
  • Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami
  • Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Zakaz stosowania rtęci w kosmetykach obowiązuje w wielu krajach od lat, ale nie wyeliminował z rynku wszystkich produktów zawierających ten toksyczny metal. Jak wynika z analizy Reuters, kremy i inne produkty do rozjaśniania skóry, które znalazły się wcześniej na listach produktów zakazanych, nadal były dostępne na platformach należących do największych graczy e-commerce.

Dziennikarze Reuters znaleźli ponad 20 produktów na Amazonie, Temu i amerykańskim TikTok Shop, a także na należących do Amazona platformach w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Indiach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Analizę przeprowadzono według stanu na 1 września 2026 roku.

Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami

Problemem jest nie tylko samo oferowanie nielegalnych kosmetyków, ale także sposób, w jaki sprzedawcy próbują omijać systemy kontroli platform.

Reuters znalazł przypadki produktów, które po usunięciu z oferty pojawiały się ponownie pod inną nazwą lub za pośrednictwem innego sprzedawcy. W jednym z przypadków krem "Chandni”, wcześniej wskazany przez amerykańską FDA jako zawierający rtęć, był sprzedawany na Amazonie w Indiach jako "Beauty Brightening Cream”. Na zdjęciu produktu prawidłowa nazwa została dodatkowo zamazana.

Co istotne, żaden z produktów analizowanych przez Reuters nie wymieniał rtęci w składzie. Dziennikarze nie byli również w stanie niezależnie potwierdzić obecności toksycznego składnika we wszystkich znalezionych produktach. Ich identyfikacja opierała się na wcześniejszych listach produktów, wynikach badań i publicznie dostępnych informacjach.

image

Prawo się rzekło, PPWR u płota. Nowe obowiązki, koszty starych stocków i problem fragmentacji

Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry

Produkty rozjaśniające skórę są częścią wartego miliardy dolarów rynku kosmetycznego, szczególnie popularnego w niektórych krajach Azji, Afryki i na Karaibach.

Jak wskazuje cytowany przez Reuters Winston Morgan, toksykolog z University of East London, rtęć może dawać efekt rozjaśnienia skóry w ciągu kilku dni, szybciej niż legalne składniki, takie jak kwas kojowy czy arbutyna. Jest również stosunkowo tania i łatwa do zastosowania w formulacjach.

To właśnie szybkość działania i cena mogą sprawiać, że produkty zawierające rtęć nadal znajdują nabywców. Reuters przywołuje badanie Boston University z 2021 roku, według którego kosmetyki rozjaśniające zawierające kwas kojowy kosztowały średnio 24,89 dolara za uncję, podczas gdy produkty zawierające rtęć znalezione przez dziennikarzy w USA kosztowały około 6,50 dolara za uncję.

Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy

Skala problemu jest szczególnie istotna ze względu na toksyczność rtęci. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że nie istnieje znany bezpieczny poziom ekspozycji na rtęć. Metal może negatywnie wpływać m.in. na nerki, mózg i układ nerwowy.

W 2013 roku przyjęto Konwencję z Minamaty, której stronami jest ponad 150 państw. Dokument ma ograniczać m.in. produkcję, import i sprzedaż produktów zawierających rtęć.

W USA FDA ogranicza zawartość rtęci w kosmetykach do maksymalnie 1 części na milion (ppm). Reuters przypomina jednak, że organy regulacyjne w USA i Wielkiej Brytanii znajdowały wcześniej produkty do rozjaśniania skóry zawierające znacznie wyższe stężenia tego metalu.

image

Pakistan: toksyczne poziomy rtęci w kremach wybielających

Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami

Reuters zwrócił się do platform, na których znaleziono produkty. Amazon, Temu i TikTok podkreśliły, że sprzedaż wskazanych kosmetyków jest zabroniona i że podejmują działania mające na celu ich usunięcie oraz ukaranie sprzedawców.

Amazon poinformował o stosowaniu m.in. weryfikacji sprzedawców, wymaganiu dokumentacji potwierdzającej zgodność produktów oraz – w niektórych przypadkach – wyników badań laboratoryjnych przed dopuszczeniem produktu do sprzedaży. Firma deklaruje również współpracę z organami regulacyjnymi i aktualizowanie list produktów objętych zakazami.

TikTok wskazał, że jego zasady zabraniają produktów mających na celu wybielanie, rozjaśnianie skóry lub redukcję poziomu melaniny. Temu również zadeklarowało usuwanie ofert, które naruszają przepisy lub zasady platformy.

Jednocześnie Reuters podaje, że większość znalezionych przez dziennikarzy produktów nadal znajdowała się na platformach 1 września, mimo że wcześniej została zidentyfikowana jako potencjalnie nielegalna.

Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Problem zwraca uwagę na trudność kontrolowania produktów sprzedawanych za pośrednictwem marketplace‘ów. Sprzedawca może znajdować się w innym kraju niż konsument, produkt może być oferowany pod zmienioną nazwą, a jego skład nie zawsze odpowiada informacjom zamieszczonym w ofercie.

WHO potwierdziła Reuters, że kosmetyki rozjaśniające skórę zawierające rtęć nadal są sprzedawane za pośrednictwem internetowych i transgranicznych platform e-commerce, co utrudnia nadzór i egzekwowanie przepisów. Organizacja wskazuje na potrzebę większej współpracy pomiędzy rządami, platformami i sprzedawcami.

Przykładem działań regulatorów jest Francja. 28 sierpnia francuskie władze wydały komunikat dotyczący wycofania kremu Advanced Beauty Cream – Pearl Shine – Parley Goldie, który wcześniej został znaleziony przez Reuters w sprzedaży. Według francuskich urzędników rtęć jest regularnie wykrywana w produktach przeznaczonych do rozjaśniania skóry, a jej obecność ma na celu blokowanie syntezy melaniny.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. wrzesień 2026 15:42