StoryEditor
Prawo
03.01.2022 00:00

UOKiK powinien się przyjrzeć influencerom-pseudoekspertom

Branża kosmetyczna od dawna ma narzędzia pozwalające jej zachować odpowiednie standardy współpracy z influencerami – uważa Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego. Organizacja nie widzi potrzeby wprowadzania twardych regulacji w tym obszarze. Działania UOKiK uznaje jednak za potrzebne. – Jako branża bardzo cieszymy się, że nadzór zaczął przyglądać się praktykom influencerów. Szczególnie warto zwrócić uwagę na rozrastającą się wśród influencerów grupa „pseudoekspertów” – komentuje dla wiadomoscikosmetyczne.pl Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Związku.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął w ubiegłym roku działania mające na celu zapobiec kryptoreklamie w mediach społecznościowych. We wrześniu prezes UOKiK poinformował, że rozpoczyna postępowanie wyjaśniające, w którym sprawdzi współpracę influencerów z markami i agencjami reklamowymi. Tę reakcję wywołały niejasne, zdaniem urzędu, zasady promowania produktów przez influencerów i brak informacji, że są to działania reklamowe.   

Czytaj więcej: UOKiK bierze na cel inflencerów i współpracujące z nimi marki  

Pod koniec roku media zelektryzowała wiadomość, że prezes UOKiK rozpoczął konkretne działania w sprawie czworga influencerów Julii Kuczyńskiej „Maffashion”, Marleny Sojki „Marley”, Marcina Dubiela „MD” oraz Marka Kruszela „Kruszwila”, którzy nie udzielili wymaganych informacji na temat współpracy z markami. – Nie wykluczamy kolejnych tego rodzaju działań – zarówno względem przedsiębiorców, którzy nie udzielają informacji w postępowaniu dotyczącym kryptoreklamy, jak i tzw. scamu – zapowiedział wówczas Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. A kary mogą być bardzo dotkliwe, bo za nieudzielenie informacji żądanych przez prezesa UOKiK w toku postępowania wyjaśniającego lub za przekazanie informacji wprowadzających w błąd grozi kara aż do 50 mln euro.

Czytaj: Pierwsze postępowania UOKiK przeciwko influencerom  

POTĘŻNE INWESTYCJE W TWORCÓW INTERNETOWYCH

Dla branży kosmetycznej influencer marketing jest obecnie najważniejszym narzędziem promocyjnym. Według działu analiz Brand24, tylko w listopadzie 2021 roku marki kosmetyczne zainwestowały ponad 5 milionów złotych netto w wynagrodzenia dla influencerów w ramach prowadzonych działań marketingowych. Najwięcej wydają na influencerów marki drogeryjne, bo aż 76,8 proc. wszystkich budżetów reklamowych.

Czytaj: Ile firmy kosmetyczne wydają na influencerów?  

Dane z rocznego raportu marketingowego Nielsena z 2021 r. pokazują, że marketerzy planują zwiększyć wydatki na media społecznościowe i wydać więcej niż na jakikolwiek inny kanał, w tym na wideo online i podcasty.

Czytaj: Wydatki na influencerów będą rosły

ZASADY WSPÓŁPRACY Z INFLUENCERAMI SĄ BRANŻY DOBRZE ZNANE

Blanka Chmurzyńska Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, przyznaje, że współpraca z influencerami w branży kosmetycznej to dziś codzienność.  

–  Producenci często korzystają z tej formy reklamy, bo marketing rekomendacji jest niewątpliwie jedną z najbardziej skutecznych metod promocji produktów – mówi. Zaznacza, że dobre praktyki współpracy z influencerami powinny być znane firmom od lat.  –  W Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego projekty takie jak „Etyczna komunikacja” i „Dobre Praktyki Reklamy Kosmetyków” realizowane są od ponad 12 lat. To jeden z obszarów, w których nasz sektor bardzo się angażuje i aktywnie działa na rzecz samoregulacji – przypomina.

Podkreśla, że branża kosmetyczna już teraz posiada szereg narzędzi, które podnoszą standardy w obszarze influencer marketingu. Jednym z nich jest KARTA I ZASADY PRZEWODNIE ODPOWIEDZIALNEJ REKLAMY I KOMUNIKACJI MARKETINGOWEJ STOWARZYSZENIA COSMETICS EUROPE. Związek jest jej sygnatariuszem. – Aktywnie pracowaliśmy przy tworzeniu tego dokumentu, jak też przy ostatniej aktualizacji w czerwcu 2020 r., w której zaadresowano problem dynamicznie rozwijającego się środowiska cyfrowego, w tym influencer marketingu właśnie. Od strony branżowej problem wydaje się być dobrze zagospodarowany. Karta wprowadza definicję influencera i influencer marketingu oraz – co najważniejsze – określa zasady i odpowiedzialności przy takiej współpracy w systemie branżowej samoregulacji. Nie widzimy potrzeby twardych regulacji w tym obszarze – podkreśla szefowa Związku.

W Karcie i zasadach przewodnich odpowiedzialnej reklamy i komunikacji marketingowej Stowarzyszenia Cosmetics Europe, w rozdziale dotyczącym rekomendacji influencerów, czytamy:

Treści tworzone przez influencerów są oglądane i śledzone przez wielu konsumentów i często stanowią integralną część codziennego życia, a także ważne źródło informacji. Ważne jest rozróżnienie między prawdziwymi, bezstronnymi opiniami wyrażanymi przez influencerów, a opiniami, które mają charakter marketingowy. Szczegółowe wytyczne można znaleźć w EASA Best Practice Recommendation on influencer marketing [Zalecenie EASA dotyczące najlepszych praktyk w zakresie influencer marketingu] (2018 r.).

Komunikat przekazywany przez influencera nie powinien być wykorzystywany przez sprzedawcę jako ukryty sposób reklamowania produktu kosmetycznego.

Komunikat taki może zostać uznany za reklamę, za którą odpowiedzialny jest sprzedawca i która podlega przepisom dotyczącym reklamy, jeżeli sprzedawca produktu kosmetycznego:

a) zapłacił influencerowi lub dokonał z nim innych wzajemnych uzgodnień; i/lub

b) miał „kontrolę” redakcyjną nad treścią, która może polegać jedynie na ostatecznym zatwierdzeniu komunikatu; i/lub

c) celowo zamieścił link, wyraził aprobatę, uwzględnił, rozpowszechniał lub promował bezpłatny komunikat influencera w celach reklamowych w swoich komunikatach marketingowych.

W takim przypadku zastosowanie będą miały ogólne wymagania dotyczące reklamy, w tym m.in.:

• konieczność zamieszczenia wyraźnej informacji o tym, że jest to reklama,

• zakaz wprowadzania w błąd (np. przedstawienie stosownych dowodów).

1. Dokonanie zapłaty/wzajemnych uzgodnień lub istotne powiązanie zdefiniowane jest jako sytuacja, w której:

• influencer otrzymuje określoną kwotę pieniędzy za stworzenie i/lub zamieszczenie treści,

• istnieją inne rodzaje relacji handlowych z influencerem, w tym otrzymywanie zapłaty za występowanie w charakterze ambasadora marki,

• influencer otrzymuje za darmo produkt kosmetyczny, który lansuje,

• influencer otrzymuje za darmo produkty kosmetyczne, prezenty, usługi itp.,

• influencer ma powiązania biznesowe, powiązania rodzinne lub inne bliskie powiązania ze sprzedawcą, który jest znany reklamodawcy, chyba że zostanie udowodnione inaczej.

Jest to więc niemal dokładnie to, czego wymaga od marek współpracujących z influencerami UOKIK. Publikowane treści, które są reklamą i promocją dla produktów czy usług, ponieważ twórca opublikował je na zlecenie i pobrał za to wynagrodzenie (niekoniecznie finansowe), muszą być wyraźnie oznaczane w zrozumiały dla konsumenta sposób.

DZIAŁANIA UOKiK SĄ POTRZEBNE

Blanka Chmurzyńska-Brown uważa jednak, że pomimo samoregulacji, jakie narzuca sobie branża kosmetyczna w zakresie influencer marketingu, działania UOKiK są potrzebne.

– Jako branża bardzo cieszymy się, że nadzór zaczął przyglądać się praktykom influencerów. Bo, jak wielu z nas wie – współpraca z nimi to miecz obosieczny. Z jednej strony generuje rzeszę nowych potencjalnych klientów, ale z drugiej to najliczniejsza grupa szerząca zbyt dobrze nam znane mity konsumenckie – stwierdza.  – W materiałach dotyczących. naszej branży często widać zupełne niezrozumienie sposobu oceny bezpieczeństwa zarówno samych składników, jak i produktu gotowego. Szerzone są niepełne lub nieprawdziwe informacje na temat składników, zupełnie pomijana jest kwestia różnic pomiędzy ryzykiem i zagrożeniem, która w toksykologii ma ogromne znaczenie. W ten sposób nierzadko influencerzy wzbudzają w konsumentach nieuzasadniony strach. Mamy nadzieję, że większa kontrola skłoni to środowisko do lepszego weryfikowania swoich treści, opierania ich na faktach i nauce – zaznacza.

Również przedstawiciele firm i marek kosmetycznych uważają, że aktywność UOKiK przyczyni się do uregulowania działań promocyjnych i reklamowych w blogosferze.  

– Wiarygodność przekazu reklamowego jest istotna nie tylko z perspektywy branży beauty, powinno to dotyczyć całego rynku i wszystkich działań reklamowych. W przypadku mediów tradycyjnych zasady te są określone i respektowane przez marketerów. Zasady współpracy pomiędzy markami i influencerami powinny być uregulowane, aby odbiorcy mediów społecznościowych mieli jasny komunikat czy jest to współpraca Influencera z daną marką czy na przykład przegląd produktów z danej kategorii. Musimy też pamiętać, że coraz częściej influencerzy  dbają o swój wizerunek w sieci i komunikując się ze swoimi odbiorcami współpracują tylko z markami, których produkty sprawdzili, przetestowali i na podstawie tego wyrażają zgodę na to, aby je zarekomendować. Odpowiedzialność za odpowiednie oznaczenie materiałów powinny ponosić obie strony – komentuje Jolanta Górska, manager ds. mediów i PR w firmie Eurus. 

– Treści tworzone przez influencerów są w obecnych czasach oglądane przez tysiące osób, będąc ważnym źródłem informacji o produktach czy usługach, mają także ogromny wpływ na decyzje zakupowe społeczności skupionej wokół profilu tej osoby. Regulacje dotyczące współpracy z influencerami uznajemy za porządek wynikający z postępu i dynamiki wzrostu tworzonych i reklamowanych w internecie treści. Odbiorca treści powinien być świadomy, że promocja odbywa się na zasadach współpracy reklamowej, a kodeks dobrych praktyk dla influencerów pomoże rozwiać wiele wątpliwości, dotyczących na przykład współpracy barterowej. Oznaczanie współprac może pozytywnie wpłynąć na autentyczność oraz transparentność działań zarówno po stronie influencera, jak i współpracującej z nim marki, na co jako NEONAIL i NEO MAKE UP bardzo zwracamy uwagę – mówi Agnieszka Dobrowolska, communication & digital manager w firmie Cosmo Group.  

PSEUDOEKSPERCI SZKODZĄ CAŁEJ BRANŻY

Według dyrektor Blanki Chmurzyńskiej-Brown, istotnym zjawiskiem, któremu nadzór powinien się przyjrzeć, jest rozrastająca się wśród influencerów grupa „pseudoekspertów”.

– Osoby podające się np. za kosmetologów czy lekarzy, które bez odpowiedniej wiedzy szerzą niestworzone teorie, podważają bezpieczeństwo dostępnych na rynku produktów, a za zaprzestanie swych działań wobec danej marki żądają umów o współpracy. Na szczęście, jak widzimy po ostatnich wyrokach sądowych – zwłaszcza w głośnej sprawie jednego z youtuberów – i ten wątek powoli jest regulowany – dodaje.

Czytaj: Sąd utrzymał wyrok dla youtubera Kacpra L za zniesławienie Skin79 

Branżową odpowiedzią między innymi na ten  problem był relaunch portalu Kosmopedia.org. Konsumenci mogą tu sprawdzić mity, z którymi spotykają się w sieci, zweryfikować informacje o składnikach i poczytać o bieżących branżowych zagadnieniach. Portal otrzymał niedawno patronat UOKiK, a wkrótce zadebiutuje także jako aplikacja mobilna, z bazą blisko 30 tys. składników dostępną w każdym telefonie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.09.2026 14:49
Koniec z „eko” bez dowodów. Nowe zasady zielonych claimów coraz bliżej branży kosmetycznej
Anna Shvets

Dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikowania środowiskowych cech produktów. Dla branży kosmetycznej oznacza to konieczność weryfikacji claimów na opakowaniach, stronach internetowych, w e-commerce i reklamach. W Polsce przepisy mają zacząć obowiązywać 27 września 2027 r. – o rok później niż przewiduje unijny termin.

„Ekologiczny”, „zielony”, „przyjazny dla środowiska”, „neutralny klimatycznie” czy „zero waste” – tego rodzaju określenia coraz częściej pojawiają się w komunikacji marek kosmetycznych. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825, przyjęta 28 lutego 2024 r., zmienia jednak zasady wykorzystywania takich przekazów. Jej przepisy zmieniają dyrektywy 2005/29/WE dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych oraz 2011/83/UE dotyczącą praw konsumentów. Państwa członkowskie powinny były dokonać transpozycji do 27 marca 2026 r., a unijne przepisy mają być stosowane od 27 września 2026 r.

Polska implementacja jest już na końcowym etapie parlamentarnym. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę zmieniającą ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawę o prawach konsumenta. 24 września Senat przyjął ją bez poprawek. W toku prac parlamentarnych zmieniono termin wejścia ustawy w życie z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. (⁠Sejm)

Skala greenwashingu

Za zaostrzeniem przepisów stoją konkretne dane. Według Komisji Europejskiej analiza przeprowadzona w 2020 r. wykazała, że 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych przekazywało informacje niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie było popartych dowodami. W innym badaniu, obejmującym 344 deklaracje dotyczące zrównoważonego rozwoju, organy ochrony konsumentów uznały w 57,5 proc. przypadków, że przedsiębiorcy nie przedstawili wystarczających informacji pozwalających ocenić prawdziwość deklaracji.

Problem jest szczególnie istotny dla kategorii kosmetycznej i produktów higieny osobistej. W unijnym przeglądzie z 2020 r. kosmetyki i produkty personal care stanowiły 17 proc. analizowanych przypadków dotyczących potencjalnie wprowadzających w błąd deklaracji dotyczących zrównoważonego rozwoju.

image

L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier

Nowe przepisy wprowadzają do katalogu tzw. czarnych praktyk kolejne zachowania, które będą zakazane niezależnie od kontekstu. Jednym z nich jest stosowanie ogólnych twierdzeń środowiskowych bez możliwości wykazania odpowiedniej, uznanej efektywności środowiskowej. Dotyczy to m.in. określeń takich jak „eko”, „zielony”, „ekologiczny” czy „przyjazny dla środowiska”. Co istotne, deklaracja środowiskowa może być przekazem nie tylko tekstowym. Unijna definicja obejmuje także ilustracje, grafiki, symbole, oznakowania, nazwy marek, przedsiębiorstw i produktów, jeżeli sugerują korzystny wpływ na środowisko.

W praktyce nie oznacza to automatycznego zakazu każdego użycia słowa „eko”. Problemem będzie ogólne twierdzenie, którego przedsiębiorca nie jest w stanie poprzeć odpowiednimi dowodami. Dyrektywa przewiduje bowiem możliwość przedstawienia konkretnego uzasadnienia na tym samym nośniku. Przykładowo ogólne określenie dotyczące „przyjaznego dla klimatu opakowania” różni się od precyzyjnej informacji o tym, że 100 proc. energii wykorzystanej do produkcji opakowania pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Opakowanie, reklama i e-commerce pod lupą

Szczególne znaczenie dla kosmetyków będzie miała regulacja dotycząca oznakowań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się dowolnymi, własnymi „zielonymi” symbolami sugerującymi certyfikowaną ekologiczność produktu. Dyrektywa przewiduje, że takie oznaczenia powinny być oparte na systemie certyfikacji albo ustanowione przez organ publiczny.

Ograniczenia obejmą także deklaracje dotyczące neutralności klimatycznej. Dyrektywa wprost zakazuje twierdzeń, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na klimat, jeżeli takie przekazy opierają się na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych poza łańcuchem wartości produktu. Dotyczy to m.in. komunikatów typu „climate neutral”, „carbon neutral”, „climate compensated” czy „reduced climate impact”.

Osobną kategorię stanowią deklaracje dotyczące przyszłych celów środowiskowych. Komunikat w rodzaju „do 2030 r. osiągniemy neutralność klimatyczną” będzie musiał opierać się na jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i możliwych do zweryfikowania zobowiązaniach, zawartych w szczegółowym i realistycznym planie. Plan powinien obejmować m.in. mierzalne i określone w czasie cele oraz środki potrzebne do ich realizacji, a jego wykonanie ma być regularnie weryfikowane przez niezależnego eksperta.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność spojrzenia na komunikację szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczego hasła na opakowaniu. Audytu będą wymagały również strony internetowe, karty produktów w e-commerce, materiały reklamowe, kampanie w mediach społecznościowych, komunikacja korporacyjna oraz symbole i oznaczenia wykorzystywane przy produktach.

– Nowe przepisy dotyczące komunikacji to dla branży kosmetycznej znacznie więcej niż kwestia zmiany kilku haseł na opakowaniu. Firmy będą musiały z jeszcze większą ostrożnością oceniać treści, które wykorzystują w komunikacji marketingowej, a same komunikaty projektować precyzyjnie, tak aby konsumenci mieli jasność, czego one dotyczą – tłumaczy Magdalena Turowska, regulatory affairs managerka w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Jak dodaje, deklaracja środowiskowa powinna mieć konkretne i adekwatne uzasadnienie, które przedsiębiorca będzie w stanie wykazać i obronić. W praktyce oznacza to konieczność współpracy działów marketingu, regulatory, prawnych, ESG i osób odpowiedzialnych za opakowania oraz e-commerce.

Istotne będą również nowe zasady dotyczące praktyk wprowadzających w błąd. Dyrektywa obejmuje nie tylko bezpośrednio fałszywe deklaracje, lecz także komunikaty dotyczące cech środowiskowych, społecznych i aspektów gospodarki o obiegu zamkniętym, takich jak trwałość, naprawialność czy możliwość recyklingu. Regulacja obejmuje również eksponowanie korzyści, które nie wynikają z rzeczywistych cech produktu, a także przedstawianie jako przewagi środowiskowej cechy, która jest w rzeczywistości obowiązkowym wymogiem prawnym.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Z punktu widzenia firm kosmetycznych kluczowe będzie więc nie tylko to, co marka komunikuje, ale również czego dotyczy claim, na jakich danych się opiera i czy zakres deklaracji odpowiada rzeczywistej właściwości produktu. Przedsiębiorcy powinni już teraz przejrzeć stosowane oznaczenia, claims i materiały marketingowe oraz sprawdzić, czy dla każdego komunikatu istnieje odpowiednia dokumentacja potwierdzająca jego prawdziwość. Unijna dyrektywa ustanawia ramy ochrony przed greenwashingiem, a szczegółowe zasady uzasadniania deklaracji środowiskowych mają być dodatkowo rozwijane w kolejnych regulacjach.

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę podejścia do komunikacji środowiskowej: od atrakcyjnego, ogólnego hasła w kierunku precyzyjnego claimu, którego zakres można jednoznacznie określić, a podstawę – udokumentować. Przy 27 września 2027 r. jako dacie przewidzianego w polskiej ustawie wejścia przepisów w życie firmy zyskują dodatkowy rok, ale kierunek zmian jest już określony.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. wrzesień 2026 01:07