StoryEditor
Producenci
20.01.2017 00:00

Wojciech de Lubicz Szeliski, Pierre René: Kosmetyki to serce naszego biznesu

Pierre René to polska firma kosmetyczna znana najbardziej z produktów do makijażu. Ponad 20 lat temu założył ją Henryk de Lubicz Szeliski. Dziś jego dzieło kontynuują synowie – Wojciech i Łukasz. Sercem grupy Lubicz – bo w jej skład wchodzą dziś także hotele i apartamenty – są niezmiennie kosmetyki – Pierre René Professional, Miyo, Medic. Przez ostatnie dwa lata tylko w tej części biznesu firma zwiększyła obroty o ponad 50 procent. Wojciech de Lubicz Szeliski, prezes zarządu Pierre René, opowiada o początkach swojej przygody z kosmetykami, rozwoju firmy i przyszłości, w której panować będzie kolor i natura. 

Co Pana fascynuje?

Kolory. Podobno od najmłodszych lat zbierałem kwiaty na łące. Robiłem bukiety dla babci. Dziś ma 92 lata i niezmiennie twierdzi, że jestem jej najukochańszym wnuczkiem (śmiech). I że znam się na kwiatach i na kolorach. Faktycznie czuję kolory, wiem, jak je łączyć, nie musiałem się tego uczyć, to jest we mnie.  

Jednym słowem nie ma Pan problemu z kolorem łososiowym?

Nie. Nie jest mi też obcy pudrowy pomarańcz (śmiech). Dostrzegam tzw. kolory balansujące, w przypadku których trudno jest określić dokładny odcień. Cieszę się, że moja córka też ma ten dar. Ma wyobraźnię i pięknie rysuje.

Jak to wszystko się zaczęło? Od kiedy zajmuje się Pan kosmetykami?

Gdy miałem 18 lat, ojciec zabierał mnie na pierwsze rozmowy biznesowe. Byłem jego sekretarzem i tłumaczem, bo w młodym wieku znałem już kilka języków. Zawsze prowadziłem firmową korespondencję. Gdy byłem na studiach, wracałem po wykładach i wysyłałem odpowiedzi na zapytania handlowe, robiłem zamówienia, zajmowałem się biurem. Byliśmy tylko ojciec i ja. Teraz zatrudniamy 520 osób w całej grupie Lubicz. Fabryka kosmetyków Pierre René to nasza firma-matka. Produkujemy kosmetyki od ponad 20 lat. Druga gałąź to hotele – pięciogwiazdkowy hotel Grand Lubicz Uzdrowisko Ustka i czterogwiazdkowy Lubicz Wellness & SPA. Zajmujemy się też deweloperką, budujemy apartamenty nad morzem.

Znam ten biznes od podszewki, dlatego łatwiej mi teraz nad wszystkim panować i rozumieć. Wszedłem do firmy jako prawa ręka ojca. Później dołączył do nas mój młodszy brat Łukasz. Brat zajmuje się przede wszystkim hotelarstwem, a ja kosmetykami, ale w praktyce nasze biznesy się przenikają.

Czy kosmetyki do makijażu są nadal Pana największą pasją, czy hotelarstwo zajmuje pomału ich miejsce?

Nie, jednak kosmetyki są mi dużo bliższe. Branżę kosmetyczną cechuje nieustanna zmiana. Jest dużo trudniejsza niż hotelarska, ale i bardziej dynamiczna. Wymaga większej atencji, interesowania się trendami. Branża hotelarska jest spokojniejsza. Trzeba zapewnić wysoki standard usług i go pilnować. Gdybym zajmował się tylko hotelami, chyba bym się nudził (śmiech).

Wspomniał Pan, że zatrudniacie ponad 500 osób. Czy mimo to ma Pan poczucie, że nadal jest to firma rodzinna?

Oczywiście. Zarówno jeśli chodzi o kosmetyczne Pierre René czy o nasze hotele, otrzymujemy bardzo pozytywne komentarze od klientów. Podkreślają, że czuć tu tę rękę gospodarza, że panuje u nas rodzinna atmosfera i że jest zupełnie inny nadzór niż w sieciowych hotelach. To tak jak w drogeriach – jeśli nie ma na miejscu właściciela, podejście do klienta jest proceduralne. Natomiast tam, gdzie biznes ma charakter rodzinny, klient jest „dopieszczony”, sprzedaż opiera się w dużej mierze na relacjach.

Czy to oznacza, że codziennie robi Pan obchód po fabryce, hotelach, bo musi Pan osobiście dopilnować każdego szczegółu, czy jednak jest Pan w stanie zaufać załodze?

Dobre zarządzanie to jest umiejętność delegowania zadań. Jednak problem polega na tym, żeby dobrać tych kompetentnych ludzi wokół siebie. Żeby walczyli za firmę jak za swoją własną. U nas ludzie pracują dość długo. Już podczas rozmów kwalifikacyjnych z menedżerami zastrzegamy, że trzeba niekiedy roku, dwóch lat, żeby zrozumieć firmę i móc samodzielnie na danym stanowisku pracować oraz rozwijać obszar, za który się odpowiada. Więc… ufam ludziom, ale codziennie robię obchód (śmiech).

Jakimi ludźmi lubi się Pan otaczać? Jakie cechy szczególnie ceni Pan w zawodowych kontaktach?

Przede wszystkim muszą to być osoby o otwartych umysłach. Ale nie mam jednego wzorca, którym się kieruję. Jeśli chodzi o pracowników, ważne są umiejętności, ale też muszą być odpowiednie fluidy, żebyśmy się dobrze czuli we wzajemnych relacjach. Podobnie jest w przypadku partnerów biznesowych. Czasem teoretycznie wszystko jest w porządku, ale nie nadajemy na tych samych falach i nic z zamierzonej współpracy nie wychodzi. A czasem już od pierwszego uściśnięcia dłoni wiadomo, że będziemy współpracować.

Podobno dużo Pan podróżuje?

Tak, z racji imprez targowych jeżdżę praktycznie po całym świecie. Pierre René ma 45 aktywnych krajów w portfolio, średnio miesięcznie wysyłamy kosmetyki do 20 państw. Jakbym miał odwiedzić wszystkich dystrybutorów, zajęłoby to dwa miesiące. Będę musiał nadrobić zaległości, bo niektórzy są obrażeni, że jeszcze nigdy u nich nie byłem. Staram się jednak teraz łączyć wyjazdy biznesowe z odpoczynkiem.

Wiem, że podczas tych podróży zawsze szuka Pan twórczej inspiracji i wnikliwie obserwuje architekturę, wystrój hoteli.

To prawda. Wybieram hotele w stylu, który najbardziej lubię, a jest to cosmopolitan minimalist. Szczególnie można go spotkać w stolicach państw. Jest świeży, lekki i nowoczesny. Używając ekskluzywnych materiałów, można uzyskać wytworność i poczucie, że jesteśmy w elitarnym miejscu, a jednocześnie nie przygnębia nas duch art déco czy ludwikowski.

Mieszka Pan od dziecka w Ustce?

Tak urodziłem się tutaj, jestem rodowitym ustrzaninem.

Angażuje się Pan w działalność samorządową?

Nie, nie próbuję. Wizje władz są inne niż moje, bardziej zachowawcze, bojaźliwe. Jesteśmy największym pracodawcą w Ustce, nasz hotel przyciąga tłumy turystów, którzy robią zakupy w lokalnych sklepach, zostawiają pieniądze w restauracjach. Z samej opłaty uzdrowiskowej, którą odprowadzamy, wpływają potężne pieniądze do lokalnego budżetu, ale nie czujemy wsparcia. Myślę, że powinno się to w przyszłości zmienić. Bo jeśli przychodzi inwestor z otwartą głową, to trzeba o niego dbać, a nie utrudniać mu działanie.

Słyszę trochę goryczy. Ma Pan własną wizję Ustki?

Miasto ma znakomite perspektywy rozwoju, ale wszystko musi być dalekosiężnie przemyślane i realizowane w zdecydowanie większym formacie. Ustka się zmienia, ale idzie to wolno i opornie.

Kiedy spotykaliśmy się rok temu, byliście niedługo po otwarciu hotelu-uzdrowiska i trudnym okresie, w którym wszystkie siły i środki były zaangażowane w jego budowę. Jak dzisiaj idzie ta część biznesu?

Biznesplan jest trzykrotnie przekroczony. Hotel Grand Lubicz Uzdrowisko Ustka ma tysiąc miejsc noclegowych i pełne obłożenie przez cały rok. Zbiera znakomite opinie wśród klientów. Uruchomiliśmy strefę Medical Resort, coraz więcej osób przychodzi na kąpiele borowinowe, w wodzie termalnej, pracujemy ciągle nad nowymi nośnikami i recepturami zabiegów oraz produktów, które mają przywracać ludziom zdrowie i ducha. Również nasz drugi hotel, mniejszy, na 150 miejsc, już w listopadzie miał zrobiony rekordowy wynik, a jeszcze przed nami był grudzień.

Widzę, że obrał Pan nie tylko kierunek makijaż, ale także natura i zdrowie?

Ustka została uznana za najczystsze uzdrowisko w niezależnych badaniach. Ten kierunek rozwoju naszej firmy jest więc oczywisty Zamierzamy wprowadzić produkty z borowiny, aloesu, naturalne glinki. Będą podstawą zabiegów w naszych hotelach, ale także uruchomimy ich sprzedaż. Tak jak wspomniałem, mamy dystrybutorów w 45 krajach na świecie, a w Polsce dostarczamy nasze kosmetyki do trzech tysięcy najlepszych drogerii. Nasi klienci dopytują, kiedy je wprowadzimy, bo pierwsze dermokosmetyki funkcjonują już na rynku pod serią Medic i cieszą się dużym zainteresowaniem. Na pewno widzimy, że nie kosmetyki chemiczne, ale w stu procentach naturalne mają przyszłość i tym będziemy się zajmować. Interesują nas również produkty z pogranicza kosmetologii i farmacji.

Macie zaplecze, żeby takie produkty wytwarzać?

Jak najbardziej, jesteśmy po rozbudowie fabryki, możemy powiększyć produkcję o 1000 mkw. Magazyn zwiększył się o 700 miejsc paletowych. Myślę, że to na 2-3 lata nam wystarczy. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, dysponujemy jeszcze działką o powierzchni 5 tys. mkw. bezpośrednio przy firmie, więc możemy dobudowywać kolejne moduły. Mamy też 20 hektarów plantacji z borowinami oraz opatentowane inne błota, bardziej skuteczne niż klasyczna borowina.

Nasza inwestycja w Uzdrowisko Ustka była spowodowana tym, że chcieliśmy przeczekać, aż minie wojna cenowa na rynku kosmetycznym. Widać, że niektórzy trochę się wykrwawili, a my tym czasem możemy spinać uzdrowisko w jeden biznes z kosmetykami. Możemy tu organizować konferencje, zapraszać gości zagranicznych, prowadzić szkolenia, mamy własny salon wzorcowy. Doprowadziliśmy do takiej sytuacji, że już nic nie musimy. Mamy własny kapitał i pełne bezpieczeństwo finansowe. Mimo że kosmetyki są dochodowe i rozwijamy tę część biznesu, to jednak branża hotelarska notuje rekordowy wzrost, po części z powodu arabskiej wiosny jest ogromny napływ turystów nad polskie morze.

Czy to był udany rok dla kosmetycznej części biznesu, czyli Pierre René?

To był drugi rok, kiedy osiągnęliśmy dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Dwa lata temu było to 30 proc., w tym roku około 25 proc. Pracował na to ten sam zespół, osiągnęliśmy dużo większe zyski, wyraźnie poprawiamy więc efektywność. To jest nasza siła. Myślę, że nowościami i całą ofertą przez ostatnie dwa lata udowodniliśmy, że należymy do liczących się producentów w kategorii makijażu w Polsce i nie tylko. Polski rynek jest tak trudny i konkurencyjny, że jeśli tutaj odnosi się duże sukcesy, to na pewno z podniesioną głową można wchodzić na każdy rynek zagraniczny.

Nasze plany na ten rok to agresywny marketing. O Pierre René Professional będzie głośno. Będziemy inwestować w markę i wzmacniać jej rozpoznawalność. Przygotowujemy się do kampanii reklamowych, również telewizyjnej.

Remodeling przeszła nasza młodzieżowa marka Miyo. Nastąpił bardzo duży rozwój asortymentu, wprowadziliśmy wiele nowości i promocji. Rozpoczęliśmy współpracę ze znaną blogerką Alex Mandostyle, która przyniosła świetne rezultaty.

Jesteśmy także po odnowieniu marki My Secret, którą sprzedajemy w drogeriach Natura od kilku lat. Był to całkowity remodeling marki, łącznie w wymianą szaf, trudna i kosztowna operacja, ale już widzimy efekty w cyfrach. Myślę, że wspólnie z Naturą o co najmniej 50 proc. zwiększymy sprzedaż.

Zajmując się kosmetykami do makijażu, trzeba cały czas być czujnym, obserwować trendy i na wiele miesięcy do przodu planować nowości. Niektóre kolory są bardzo ciekawe, ale nie wiadomo, czy klientka odważy się ich użyć i czy je kupi. Żeby odnosić sukcesy, trzeba umieć dokonywać właściwych wyborów.

Skoro o trendach mowa, co będzie działo się w makijażu w tym roku? Nastąpi jakiś gwałtowny zwrot, przełom?

Nie, nie widać przełomu. Modne są stonowane, przybrudzone i chłodne kolory. Cały czas na topie jest makijaż nude, teraz w zimnej tonacji.

Firma kosmetyczna, hotele, firma deweloperska. Jak spędza Pan wolny czas? Jeżeli go Pan ma.

Wierzę w słońce. Ono daje energię, optymizm. Czuję jego dobroczynne działanie. Mieszkamy nad morzem, więc po pracy czy w weekendy można zawsze wyskoczyć na plażę. Wielu naszych klientów mówi, że żyjemy tu jak na wczasach. Prawda jest jednak taka, że w ubiegłym roku byłem nad morzem   zaledwie kilka razy. Mam jednak mocne postanowienie, że to się zmieni. W końcu leżąc na leżaku, też można myśleć o strategicznych sprawach (śmiech).

Rozmawiała Katarzyna Bochner

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
30.09.2026 14:46
Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje szczoteczki CameraJet
Dyson

Dyson wszedł we wrześniu na rynek produktów do higieny jamy ustnej z zaawansowaną technologicznie szczoteczką CameraJet. Debiut urządzenia za 419,99 funta zbiegł się jednak z problemami technicznymi. Firma zidentyfikowała wadliwą partię elementów odpowiadających za działanie strumienia wody, a część produktów trafiła do klientów z usterkami. Dyson odseparował objęte problemem zapasy i zaoferował posiadaczom wadliwych urządzeń pełny zwrot pieniędzy.

Dyson, firma kojarzona przede wszystkim z odkurzaczami, suszarkami i urządzeniami do stylizacji włosów, 1 września 2026 r. oficjalnie wszedł w nową kategorię: produkty do higieny jamy ustnej. Debiutująca szczoteczka CameraJet jest pierwszym urządzeniem tego typu w portfolio firmy. Jej cena na rynku brytyjskim wynosi 419,99 funta, natomiast w Stanach Zjednoczonych – 499 dolarów. W Polsce szczoteczkę można zakupić za ok. 2 tysiące złotych.

Produkt ma łączyć funkcję szczoteczki elektrycznej z technologią czyszczenia przestrzeni międzyzębowych za pomocą strumienia płynu. Urządzenie wyposażono także w kamerę oraz system sztucznej inteligencji, który w czasie rzeczywistym analizuje przestrzenie między zębami i uruchamia skierowany w nie strumień.

Sześć lat prac nad szczoteczką

CameraJet jest efektem około sześciu lat prac badawczo-rozwojowych. Dyson pozycjonuje higienę jamy ustnej jako kolejny strategiczny obszar rozwoju firmy, po sukcesie urządzeń do pielęgnacji włosów. Szczoteczka wykorzystuje dwurzędowe włosie oraz dyszę wodną. Kamera z systemem Gap Optical Targeting ma działać podobnie do endoskopu i umożliwiać precyzyjne lokalizowanie przestrzeni wymagających dodatkowego oczyszczenia. Zastosowany obiektyw makro ma rozdzielczość 100 tys. pikseli.

System wykorzystuje uczenie maszynowe do wykrywania, śledzenia i przewidywania położenia przestrzeni między zębami w czasie rzeczywistym. Algorytm może następnie uruchomić impuls strumienia płynu w kierunku wykrytego obszaru. Skala oprogramowania jest znacząca jak na urządzenie konsumenckie. CameraJet wykorzystuje około 16 mln linii kodu, a system uczenia maszynowego został wytrenowany z wykorzystaniem 470 tys. obrazów stomatologicznych zgromadzonych podczas prac rozwojowych. Dyson zamierza rozwijać wokół tej technologii całą kategorię produktów do higieny jamy ustnej. Firma wcześniej informowała, że planuje m.in. wprowadzenie własnej pasty do zębów, w tym produktu niepieniącego się.

Problem z elementem odpowiedzialnym za strumień wody

Krótko po premierze CameraJet zaczęły pojawiać się jednak informacje o problemach z działaniem urządzenia. Użytkownicy publikowali w mediach społecznościowych relacje o szczoteczkach, które zwalniały, przestawały działać lub wyłączały się po krótkim czasie użytkowania. W jednej z dyskusji na Reddicie użytkownik opisał, że urządzenie przestało reagować już po pierwszym użyciu, a w komorze baterii znalazł wodę. Kolejni uczestnicy dyskusji potwierdzali występowanie podobnych problemów.

21 września Dyson oficjalnie przyznał, że niewielka liczba urządzeń z pierwszych partii produkcyjnych doświadczyła problemu z komponentem. Firma poinformowała jednocześnie o niedoborach produktu wynikających zarówno z wysokiego popytu, jak i zwiększania mocy produkcyjnych. W późniejszym komunikacie, przekazanym Bloomberg News, producent doprecyzował źródło problemu. Jak wyjaśnił rzecznik firmy, jedna partia produkcyjna przewodów odpowiadających za strumień wody miała problem procesowy, który mógł prowadzić do przeciekania wody i pogorszenia działania części urządzeń.

Woda mogła przedostawać się do wnętrza szczoteczki, potencjalnie wpływając na jej działanie. Dyson zdecydował się odizolować zapasy pochodzące z partii objętych problemem. Skutkiem była czasowa niedostępność CameraJet w części kanałów sprzedaży. Firma zapewnia obecnie, że urządzenie znajduje się w pełnej produkcji, a dostawy do partnerów handlowych zostały wznowione.

Problemy pojawiły się już po premierze

Kłopoty z CameraJet były widoczne także w sprzedaży detalicznej. Według informacji przytaczanych przez Bloomberg część dużych sprzedawców, w tym amerykański Best Buy, usunęła produkt ze swoich stron internetowych niedługo po premierze. Opóźnienia dotyczyły również dostaw do klientów i sklepów. Dyson deklaruje, że w przypadku urządzeń objętych problemem zapewnia klientom pełny zwrot pieniędzy. Wcześniej niektórzy użytkownicy mieli otrzymywać propozycję wymiany baterii.

image

Jacek Kraj, Polkard Bis: Gadżety nie mogą nas odrywać od tego, co jest najważniejsze w higienie jamy ustnej

Jedna z osób cytowanych przez Bloomberg opisywała, że jej pierwsze urządzenie przestało działać po około 20 sekundach. Wymieniona szczoteczka działała około minuty, po czym również zaczęła regularnie przerywać pracę. Użytkownik relacjonował następnie wielotygodniowy kontakt z działem obsługi klienta w sprawie zwrotu pieniędzy. Dyson przeprosił klientów, których dotknął problem, i zadeklarował dalsze wsparcie. Jak stwierdził jeden z użytkowników Instagrama, "500 dolarów za mycie zębów przez sztuczną inteligencję? Przesiąkanie wody [do środka] to najmniejszy z ich [klientów] problemów."

Dyson chce zbudować kolejną kategorię

Problemy z pierwszym urządzeniem do higieny jamy ustnej pojawiają się w momencie, gdy Dyson próbuje rozszerzyć działalność poza dotychczasowe główne segmenty. Firma ma za sobą zarówno nieudane wejścia w nowe kategorie, jak i sukcesy. Produkcja pralek została zakończona w 2005 r., natomiast projekt samochodu elektrycznego porzucono w 2019 r. Z kolei wejście w urządzenia do pielęgnacji włosów okazało się istotnym sukcesem. Dyson wprowadził suszarkę Supersonic w 2016 r., a następnie rozwijał portfolio urządzeń do stylizacji włosów.

Według danych przytaczanych przez Bloomberg w 2023 r. urządzenia do stylizacji włosów odpowiadały za około 30 proc. działalności Dysona w Stanach Zjednoczonych. Firma rozwija także inne kategorie produktów, m.in. przenośne urządzenia chłodzące. Wejście w segment higieny jamy ustnej ma być kolejnym etapem dywersyfikacji. CameraJet pokazuje przy tym, jak Dyson próbuje przenieść charakterystyczną dla swoich produktów strategię – połączenie wzornictwa, zaawansowanej elektroniki, oprogramowania i wysokiej ceny – na rynek produktów związanych z higieną jamy ustnej.

W przypadku pierwszej szczoteczki firma musi jednak jednocześnie rozwiązać problem jakościowy, który pojawił się już na początku komercyjnego debiutu. Odseparowanie wadliwej partii i wznowienie produkcji mają umożliwić dalsze skalowanie sprzedaży urządzenia na globalnym rynku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
30.09.2026 09:43
Skóra gotowa na każdy dzień. PERFECTA wprowadza linię Active Filler
Materiał Partnera

Szybki efekt czy pielęgnacja, która pracuje na kondycję skóry w dłuższej perspektywie? Coraz częściej oczekujemy od kosmetyków jednego i drugiego. Nowa linia PERFECTA Active Filler została stworzona właśnie wokół tej idei. Ma odpowiadać na potrzeby skóry tu i teraz, a jednocześnie wspierać jej jędrność, elastyczność i regenerację przy regularnym stosowaniu.

Życie nie zawsze zostawia przestrzeń na rozbudowane rytuały pielęgnacyjne. Są za to poranki w biegu, długie dni, krótsze noce i momenty, kiedy zależy nam, żeby skóra po prostu wyglądała dobrze: była nawilżona, gładsza i bardziej wypoczęta.

To właśnie codzienność stała się punktem wyjścia do stworzenia PERFECTA Active Filler. Zamiast opowiadać o zatrzymywaniu czasu, marka koncentruje się na pielęgnacji dopasowanej do tempa naszego życia. Takiej, która łączy widoczny efekt po aplikacji z działaniem wspierającym dobrą kondycję skóry przy regularnym stosowaniu.

Trzy poziomy pielęgnacji w jednym systemie

Sercem linii jest FILL-UP SYSTEM, który porządkuje działanie kosmetyków wokół trzech potrzeb skóry.

HYDRO FILL odpowiada za intensywne nawilżenie i wygładzenie. DERMA FILL wspiera jędrność i elastyczność, a REPAIR FILL procesy regeneracyjne i utrzymanie skóry w dobrej kondycji. To trzy kierunki, które mają odpowiadać zarówno na potrzebę szybkiego efektu, jak i bardziej długofalowej pielęgnacji.

image
Serum Booster Wypełniające z 3X HYALURON PGA, czyli połączeniem trzech form kwasu hialuronowego z kwasem poliglutaminowym, PDRN oraz KAPSUŁKAMI GLOW, które dodają cerze świeżości i blasku.
Materiał Partnera

Za systemem stoją dwa kluczowe rozwiązania składnikowe. HYALURON PGA łączy kwas hialuronowy z PGA. Pierwszy pomaga intensywnie nawilżać skórę, drugi tworzy na jej powierzchni film ograniczający utratę wilgoci i wzmacniający efekt nawilżenia. W rezultacie skóra staje się gładsza, bardziej miękka i zyskuje naturalnie pełniejszy wygląd.

Drugim istotnym składnikiem jest PDRN, wspierający procesy odnowy i regeneracji skóry oraz pomagający poprawić jej kondycję, strukturę, jędrność i elastyczność.

Od serum po SPF 50 – cztery kroki Active Filler

Portfolio PERFECTA Active Filler zostało zbudowane tak, aby stworzyć kompletną, ale nieskomplikowaną rutynę.

Jej najbardziej skoncentrowanym elementem jest Serum Booster Wypełniające z 3X HYALURON PGA, czyli połączeniem trzech form kwasu hialuronowego z kwasem poliglutaminowym, PDRN oraz KAPSUŁKAMI GLOW, które dodają cerze świeżości i blasku. Lekka formuła szybko się wchłania, pozostawiając skórę intensywnie nawilżoną i wyraźnie gładszą.

Na dzień powstał Krem Wypełniający Super Lekki SPF 50, który łączy pielęgnację z wysoką ochroną przeciwsłoneczną i ochroną przed fotostarzeniem. Wieczorem rutynę uzupełnia bogatszy Krem Intensywnie Wypełniający z HYALURON PGA, PDRN i KAPSUŁKAMI GLOW. Skóra po jego aplikacji staje się natychmiast gładsza, bardziej nawilżona i wizualnie „wypełniona”, a przy regularnym stosowaniu odzyskuje jędrność, sprężystość i młodszy wygląd.

image
Na dzień powstał Krem Wypełniający Super Lekki SPF 50, który łączy pielęgnację z wysoką ochroną przeciwsłoneczną i ochroną przed fotostarzeniem.
Materiał Partnera

Dopełnieniem linii jest Wypełniający Krem pod Oczy i na Górną Powiekę, który nawilża i wygładza delikatną skórę tej okolicy oraz pomaga redukować oznaki zmęczenia, w tym cienie i opuchnięcia.

Pielęgnacja wpisana w prawdziwe życie

Active Filler rozwija kierunek komunikacyjny PERFECTA oparty na haśle „Gotowa na życie”. W tym ujęciu pielęgnacja nie ma zatrzymywać czasu ani konkurować z codziennością. Ma odpowiadać na zmieniające się potrzeby skóry - od szybkiego nawilżenia i wygładzenia po regularne wsparcie jej regeneracji, jędrności i elastyczności.

Bo życie ma swoje tempo. Dobra pielęgnacja powinna za nim nadążać.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. wrzesień 2026 17:43