StoryEditor
Eksport
19.06.2020 00:00

Co dalej z eksportem polskich kosmetyków?

Co drugi polski kosmetyk trafia na eksport. A właściwie trafiał, bo światowa pandemia koronawirusa wiele zmieniła w kosmetycznym biznesie. Czy polskim firmom uda się pokonać trudności i utrzymać pozycję na światowych rynkach? Sprawdził to Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego w badaniu "Branża kosmetyczna vs. COVID" – 19.

Co drugi kosmetyk produkowany w Polsce trafia na eksport. Pod tym względem zajmujemy 6. miejsce w Europie
i 5. w Unii. Regularnie podbijamy nowe rynki potwierdzając, że polskie produkty wyróżnia jakość, wieloletnia tradycja, inwestycje w badania i rozwój, które w połączeniu z konkurencyjną ofertą cenową oraz elastycznością
i profesjonalizmem w biznesie, stanowią dużą przewagę konkurencyjną. Czy marcowo-kwietniowy lockdown światowej gospodarki odbił się na eksporcie polskich kosmetyków?  

Jeszcze na początku tego roku rozwój eksportu w polskiej branży kosmetycznej był niepodważalny. Potwierdza to Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH), która przyznaje, że rodzima branża rozwijała się w ostatnich latach bardzo dynamicznie, a polskie firmy coraz śmielej i prężniej wkraczały na arenę międzynarodową. Dowodem na to były przykłady udanych ekspansji z końca ubiegłego roku na rynek węgierski, koreański, tajwański, indonezyjski czy malezyjski.

Lockdown światowej gospodarki sprawił jednak, że elastyczna i dynamicznie reagująca na zmiany rynkowe polska branża kosmetyczna zderzyła się z szeregiem problemów. Najpierw bardzo odczuwalny był brak etanolu skażonego, niezbędnego do produkcji żeli antybakteryjnych czy środków biobójczych, na których produkcję przestawiło się odpowiednio ponad 31 proc. i 11 proc. firm. Następnie we znaki dało się firmom zamknięcie granic, całkowite wstrzymanie ruchu turystycznego i obostrzenia w wywozie części produktów za granicę, a później – przerwy w dostawach surowców, opakowań czy problemy w transporcie komponentów i produktów gotowych.

źródło: badanie "Branża kosmetyczna vs. COVID", Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego

Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego (KosmetyczniPL) zauważa, że sytuacja, z jaką mierzyliśmy się w marcu, pokazała przede wszystkim słabość unijnego jednolitego rynku wewnętrznego:

- Z jednej strony doskonale rozumieliśmy fakt, że rynki państw członkowskich zamykają się zaabsorbowane dbaniem o bezpieczeństwo swoich obywateli. Jednak to, co było siłą rynku wspólnotowego jeszcze dwa miesiące wcześniej, w obliczu pandemii stało się jego słabością. Odczuły to szczególnie mocno np. międzynarodowe firmy, działające w europejskich łańcuchach dostaw, które nie mogły przez jakiś czas transportować części swoich produktów np. żeli antybakteryjnych pomiędzy swoimi fabrykami w różnych częściach kontynentu. Wnioski, jakie powinniśmy z tej lekcji wyciągnąć, pokazują, że kraje UE powinny zagwarantować sprawne zarządzanie granicami dla osób i towarów oraz utrzymać funkcjonowanie jednolitego rynku wewnętrznego nawet w obliczu pandemii - mówi.

Trudności nadeszły też ze strony urzędów. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego oraz PAIH zaobserwowały, że Państwowa Inspekcja Sanitarna wstrzymała wydawanie certyfikatu lub zaświadczenia dla celów eksportu o stosowaniu przez zakład produkcyjny Dobrej Praktyki Produkcji (GMP):

– Wstrzymanie wydawania tych dokumentów może doprowadzić do załamania się eksportu polskich kosmetyków na wielu liczących się rynkach. Związek już odnotował sygnały o zablokowaniu eksportu produktów z Polski na rynki niektórych krajów trzecich. W szczególności w Chinach, Izraelu oraz Iranie, gdzie zaświadczenia o wpisie do wykazu zakładów nie są wystarczającym dokumentem na potwierdzenie stosowania przez przedsiębiorcę Dobrej Praktyki Produkcji – podkreśla dr Ewa Starzyk, dyrektor ds. naukowych i legislacyjnych, Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

źródło: badanie "Branża kosmetyczna vs. COVID", Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego

Blisko połowa badanych przez KosmetycznychPL firm prognozuje, że powrót na niektóre z dotychczas eksplorowanych rynków może być utrudniony. Obawy te najczęściej wyrażają firmy małe (58 proc.) i największe (mające powyżej 50 mln euro obrotów – 60 proc.) oraz te, które przeznaczają na eksport nie więcej niż 1/3 swoich produktów (65 proc.). 20 proc. badanych przedsiębiorstw liczy na szybki powrót do sytuacji sprzed pandemii. A 14 proc. uważa, że odbudowa eksportu będzie możliwa tylko przy pomocy agend rządowych, gwarancji finansowych i ubezpieczeń. Warto zauważyć, że na odbudowę eksportu przy pomocy tych ostatnich narzędzi najczęściej liczą firmy średnie (26 proc.).

- To, co odróżnia kryzys związany z pandemią od innych tego typu zawirowań, to na pewno nieprzewidywalność. Nie wiemy, jak zarządzać planami produkcji, zaopatrzenia czy zatrudnienia, bo nie wiadomo, co się wydarzy w najbliższych kilku miesiącach. Nie możemy tego odtworzyć na podstawie podobnych sytuacji z przeszłości. Wszyscy obawiają się też obniżenia możliwości zakupowych konsumentów, ale według niektórych naszych ekspertów nie należy tym straszyć, bo może przerodzić się to w tzw. samospełniającą się przepowiednię. Oczywiście pomiędzy marcem, a majem konsumenci wydawali mniej, ale był to proces naturalny, związany z zamknięciem nas w domach. W czerwcu liczymy, że sytuacja wróci już do normy, ale można zapomnieć o tak szybkich przyrostach jakie miały miejsce w ostatnich kilku latach – podkreśla Blanka Chmurzyńska-Brown.

Podobnego zdania jest Katarzyna Furmanek, prezes Laboratorium Kosmetycznego Floslek, które jest dziś obecne w blisko 50 krajach świata – od Ameryki Północnej, przez Europę, północną Afrykę po Azję:

–  W tej chwili trudno nam jest ocenić  precyzyjnie, jak pandemia i lockdown wpłyną na eksport polskich kosmetyków. Pamiętajmy, że w kwietniu i maju realizowaliśmy zlecenia pochodzące jeszcze z okresu  przed  epidemią, ze stycznia i lutego, które dość optymistycznie nastawiały nas do możliwego do realizacji wyniku
w roku bieżącym. Obecnie widzimy już, że klienci z krajów i regionów o mocno rozwiniętej turystyce, jak Egipt, Turcja czy Daleki Wschód, chcą  przesuwać zaplanowane wcześniej  dostawy i zamówienia na okres późniejszy, bo w obliczu braku odwiedzających obawiają  się zmniejszonego  popytu na kosmetyki. Niektóre rynki, jak Iran, wciąż pozostają dla nas zamknięte. Liczymy się także z tym, że część produktów, pochodzących z zamówień już zrealizowanych lub tych w drodze, będzie przez naszych dystrybutorów magazynowana i sprzedawana w późniejszym okresie, co może się przełożyć na wolumen zamówień w kolejnych kwartałach. Czas na pierwsze, realne podsumowania przyjdzie na koniec lata, bo dziś ciężko jest ocenić, jak sytuacja rozwinie się w poszczególnych krajach -
mówi Katarzyna Furmanek.

Które segmenty rynku dobrze radzą sobie eksportowo w kryzysie?

Grupą, która na pewno najsilniej odczuła spadki sprzedaży, jest tzw. „kolorówka” – kosmetyki do makijażu i produkty sezonowe. Firmy kosmetyczne spodziewają się, że jak zawsze w kryzysie nastąpi przesunięcie w stronę kosmetyków tańszych i marek selektywnych. Przewiduje się, że największe problemy mogą mieć z kolei marki z półki średniej i wyższej, z nie do końca zdefiniowanym segmentem rynku i słabą historią produktu. Marki własne powinny się rozwijać bez większych zmian, a kosmetyka profesjonalna może znacząco rozwinąć się w stronę zabiegów domowych. Dla niektórych firm, pandemia koronawirusa była okazją do zbudowania relacji na nowych rynkach – np. producent chusteczek nawilżanaych – Luba, dzięki kooperacji z PAIH, wszedł na nowy dla siebie grecki rynek.

Azja wciąż mocna, na Zachodzie widać spowolnienie

Producenci kosmetyków zgodnie przyznają, że Azja szybko poradziła sobie z kryzysem i obecnie kooperacja z tym rynkiem wygląda obiecująco. Firmy odnotowują wiele nowych zapytań ze strony tamtejszych kontrahentów, nawiązują tez nowe relacje m.in. w regionie południowo-wschodnim. Marka Inglot rozpoczęła na przykład sprzedaż w modelu cross-border na platformie online Tmall.

Obiecującym kierunkiem pozostaje Afryka, gdzie rynki właśnie się kształtują. Ci, którzy odważnie wkroczą na tamten teren i zbudują dziś swoją pozycję, mogą tam zostać na dłużej. Wymaga to jednak dużych nakładów wiedzy, finansów i doświadczenia. Firmy zwracają także uwagę, że budowanie nowych relacji z partnerami w Europie idzie zdecydowanie wolniej niż przed pandemią. I chociaż możemy się pochwalić na tym polu sukcesami - nowymi kontraktami polskich firm w Grecji, czy rozszerzaniem współpracy z retailerami, jak w przypadku firmy dr Irena Eris, która wzmocniła kooperację z siecią perfumerii Douglas, wchodząc online do Austrii.

Brak imprez targowych dużym utrudnieniem

Dotychczas kontrakty firm kosmetycznych niejednokrotnie były efektem udziału w misjach handlowych czy międzynarodowych tragach, gdzie organizowano stoiska narodowe. Dlatego jednym z dużych utrudnień jest odwołanie tegorocznych imprez targowych m.in. Cosmoprof Bologna, które dla wielu polskich firm były nie tylko okazją do prezentacji nowości produktowych, lecz także znalezienia partnerów biznesowych i kanałów sprzedaży na najbliższe miesiące. Dziś konieczne jest wypracowanie nowych rozwiązań, które będą możliwe do realizacji i finansowania przez rząd w miejsce dotychczasowych imprez targowych. Takim rozwiązaniem może być np. cyfrowy eksport, działania w digitalu. Jesienią planowana jest druga edycja WeCosmoprof, targów online, które w tym roku zastąpią tradycyjną, offlinową formę wydarzenia Cosmoprof Bologna. W pierwszej, zakończonej niedawno, udział wzięło 2829 wystawców z 70 krajów, a Polska zajęła 5. miejsce pod względem liczby wystawców, zaraz po Włoszech, Chinach, Korei, Francji.

Polska branża kosmetyczna musi mocno i wyraźnie zaistnieć na tym i innych wydarzeniach, ale nie uda się
to bez wsparcia Ministerstw Rozwoju. Widzimy, że nasza europejska i światowa konkurencja nie czeka na rozwój wydarzeń, tylko szybko podejmuje nowe wyzwania. My również nie możemy stać w miejscu. Problemem dziś jest także sposób rozliczania przyznanego firmom kosmetycznym finansowania wydarzeń przez PARP, o czym także rozmawiamy z Ministerstwem Rozwoju
– zauważa dr Justyna Żerańska, manager ds. projektów legislacyjnych w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Polski sektor kosmetyczny stara się wspierać także Polska Agencja Inwestycji i Handlu, przenosząc część aktywności do kanałów online. Organizowane są m.in. webinaria poświęcone możliwościom wejścia na dany rynek, omawiane perspektywy eCommerce dla branży.

Jak podkreślają firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego rozwój eksportu to gwarancja utrzymania silniej pozycji polskiego sektora kosmetycznego na arenie międzynarodowej. Impuls eksportowy
to również szansa dla polskich producentów kosmetyków, aby zminimalizować ekonomiczne skutki pandemii w kraju i zmienić obecną koniunkturę. Zatrzymanie eksportu byłoby gigantycznym krokiem do tyłu, na który dziś nie możemy sobie pozwolić. Dlatego firmy kosmetyczne liczą na dobrą i partnerską współpracę z rządem w tym zakresie.

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego skupia blisko 200 firm, w tym producentów i dystrybutorów kosmetyków, laboratoria, firmy doradcze i ośrodki dydaktyczne, a także ich partnerów około branżowych – dostawców opakowań i surowców. Reprezentuje i wspiera cele strategiczne przedsiębiorców wyłącznie branży kosmetycznej. Od ponad 18 lat jest aktywnym głosem sektora w procesie stanowienia prawa. Skutecznie współpracuje na co dzień z instytucjami administracji polskiej i europejskiej, a razem z firmami członkowskimi wypracowuje i wdraża rozwiązania, które prowadzą do rozwoju polskiego rynku kosmetycznego. 

Związek należy do Cosmetics Europe – europejskiej organizacji branżowej i Konfederacji Lewiatan – najbardziej wpływowej organizacji pracodawców w Polsce. Angażuje się też w działania budujące pozycję sektora za granicą – wspiera promocję eksportu polskich kosmetyków, buduje sieć partnerstw i wspólnie z partnerami znosi bariery w handlu międzynarodowym. Organizacja pełni również funkcję platformy wymiany doświadczeń – edukuje i szkoli firmy, podnosząc jakość całego sektora. Od 13 lat prowadzi też projekt społeczny Fundacja Piękniejsze Życie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
10.09.2026 14:09
Chińskie perfumy ruszają na podbój świata. Eksport rośnie w tempie ponad 30 proc.
Zestaw Breeze & Bloom Perfume Duo SetFlower Knows

Kiedy podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie odwiedzający zatrzymywali się przy chińskich stoiskach, nie witały ich tanie kopie europejskich bestsellerów. Zamiast tego uderzał ich zapach świeżo parzonej herbaty, wilgotnego bambusa i rześkiej pomarańczy. Chińskie marki perfumeryjne coraz aktywniej wychodzą poza rynek krajowy. Rodzimi producenci próbują przy tym budować przewagę nie tylko ceną, ale przede wszystkim oryginalnymi kompozycjami i własnym językiem kulturowym.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki perfumeryjne były na światowych rynkach przede wszystkim ciekawostką. Dziś coraz częściej próbują konkurować o uwagę konsumentów w segmentach, w których od lat dominują firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednym z miejsc, w których widać tę zmianę, jest Esxence w Mediolanie – jedno z najważniejszych wydarzeń światowej branży perfumeryjnej. Chińskie stoiska przyciągały odwiedzających kompozycjami wykorzystującymi m.in. nuty herbaty, osmantusa i agarowca. Ponad 20 rodzimych chińskich marek perfumeryjnych zaprezentowało się również wspólnie podczas Paris-Shanghai Perfume Exhibition ledwie rok temu. Dla lokalnych producentów udział w międzynarodowych targach to jednak dopiero początek drogi. Znacznie trudniejszym zadaniem pozostaje zbudowanie rozpoznawalności i emocjonalnej więzi z konsumentami poza Chinami.

Nie tylko osmantus i herbata

Jednym z wyzwań związanych z międzynarodową ekspansją jest przełożenie chińskich skojarzeń kulturowych na język zrozumiały dla odbiorców z innych rynków. W Chinach jaśmin czy gardenia od dawna kojarzą się z elegancją i wyrafinowaniem, podobnie jak herbata, bambus, osmantus czy agarowiec mogą przywoływać określone elementy tradycyjnej estetyki. Nie oznacza to jednak, że zagraniczny konsument będzie automatycznie interpretował te składniki w taki sam sposób.

Kilka najpopularniejszych chińskich marek perfumeryjnych

  • Melt Season – marka z Szanghaju, która zdobyła międzynarodową uwagę; w 2025 r. została nawet wskazana przez Jing Daily jako najważniejsza marka chińskiego boomu indie fragrance.  
  • Boitown – jeden z największych lokalnych graczy pod względem popularności konsumenckiej; w rankingu iiMedia 2025 zajęła pierwsze miejsce wśród chińskich marek perfum.
  • RECLASSIFIED – marka określana jako chiński odpowiednik „light niche fragrance”, rozwijająca także doświadczenia związane z komponowaniem zapachów.
  • Black Paw – marka wykorzystująca orientalne i kulturowe odniesienia w nowoczesnym, niszowym wydaniu.
  • ImSole – przykład nowej generacji chińskich marek, które bardzo dobrze wykorzystują kanały cyfrowe; w 2025 r. sprzedaż marki na Douyin wyniosła ok. 203 mln juanów, a więc ok. 80 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Documents – Awangardowa marka, w którą zainwestował fundusz L’Oréal. Słynie z surowego designu i bardzo odważnych, niszowych kompozycji (np. z nutami czosnku czy popiołu).
  • To Summer – Mistrzowie orientalnego minimalizmu i poetyckiego opowiadania o zapachach. Sprzedają estetykę, z którą łatwo rezonuje zachodni millenials.
  • Scent Library – Pionierzy przekładania chińskiej codzienności na zapachy (to oni spopularyzowali zapach kultowych chińskich cukierków White Rabbit czy lokalnych napojów).

Dlatego część chińskich producentów zmienia sposób opowiadania o swoich produktach. Zamiast wymagać od odbiorcy znajomości chińskiej kultury, marki próbują odwoływać się do uniwersalnych emocji i wspomnień. Przykładem jest zapach „Summer Juice”, którego inspiracją była popularna w Chinach pomarańczowa oranżada Arctic Ocean. Kompozycję oparto na nutach pomarańczy i czerwonej pomarańczy. Na TikToku zainteresowanie zapachem wykazywali także europejscy konsumenci, którzy niekoniecznie znali historię stojącą za produktem. Dla nich istotniejsze były świeżość cytrusowej kompozycji i skojarzenie z chłodnym, gazowanym napojem podczas upalnego lata.

To podejście wskazuje na szerszą zmianę w strategii chińskich marek. Ich celem nie musi być bezpośrednie tłumaczenie zagranicznym konsumentom chińskich symboli kulturowych. Zamiast tego próbują tworzyć doświadczenia zapachowe, które są zrozumiałe niezależnie od pochodzenia odbiorcy, a dopiero później pozwalają odkrywać stojącą za nimi historię. Równolegle rozwijany jest drugi kierunek – budowanie bardziej wyrazistej tożsamości opartej na charakterystycznych dla Chin składnikach i estetyce. Oba modele mają wspólny cel: stworzenie dialogu z globalnym konsumentem, a nie jedynie dostosowanie chińskiego produktu do zachodnich gustów.

Eksport perfum rośnie o ponad 30 proc.

Rosnące ambicje marek znajdują odzwierciedlenie w danych handlowych. Według danych General Administration of Customs of China w pierwszej połowie 2026 r. wartość eksportu perfum i wód toaletowych z Chin wyniosła 2,502 mld juanów, czyli około 349 mln dolarów, i była o 31,05 proc. wyższa niż rok wcześniej. W całym 2025 r. eksport tej kategorii sięgnął 4,577 mld juanów i zwiększył się o 26,22 proc. rok do roku.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W ciągu pięciu lat wartość chińskiego eksportu perfum wzrosła z około 140 mln dolarów w 2020 r. do 640 mln dolarów w 2025 r. Oznacza to skumulowaną roczną stopę wzrostu przekraczającą 34 proc. Perfumy są przy tym częścią znacznie większego strumienia eksportowego chińskiej branży beauty.

W pierwszej połowie 2026 r. Chiny wyeksportowały 932,3 tys. ton produktów z kategorii beauty, kosmetyków i środków myjących, o 33,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość tego eksportu zwiększyła się o 28,4 proc., osiągając 4,577 mld dolarów. Jeżeli spojrzeć na Chiny nie tylko jako producenta, ale jako potencjalnego konkurenta dla zachodnich marek perfumeryjnych, ważniejsze od obecnego udziału jest jednak tempo wzrostu i zmiana modelu eksportowego.

Chińskie firmy nadal mają relatywnie niski udział w wartościowym światowym handlu – dodatkowo średnia wartość eksportowanych przez Chiny perfum wynosiła w 2025 r. zaledwie 6893 dolarów za tonę, wobec 43 207 dolarów średnio na świecie, co pokazuje różnicę w strukturze i pozycjonowaniu eksportu. Jednocześnie wzrost o ponad 25 proc. w ciągu roku sugeruje, że chińscy producenci stopniowo przesuwają się z roli dostawców dużych wolumenów w kierunku budowania własnej obecności na rynkach zagranicznych. To właśnie rozwój rodzimych marek premium i niszowych w kolejnych latach zwiększać wartość chińskiego eksportu szybciej niż jego wolumen. 

Dane pokazują więc, że zagraniczna ekspansja chińskich firm kosmetycznych nie ogranicza się do pojedynczych marek próbujących wejść do europejskich perfumerii. Obejmuje coraz większą część krajowego łańcucha wartości – od produkcji i składników po gotowe produkty konsumenckie.

Według Yan Jiangying, przewodniczącej China Association of Fragrance Flavor and Cosmetic Industries, za wzrostem zainteresowania chińskimi produktami stoją trzy czynniki: większa pewność kulturowa rodzimych przedsiębiorstw, rozwój przemysłowych i technologicznych możliwości produkcji oraz rosnące zainteresowanie orientalnymi nutami zapachowymi.

Chińskie marki szukają własnej niszy

Potencjał dalszej ekspansji jest związany m.in. z rosnącym popytem na produkty beauty w Azji Południowo-Wschodniej, Brazylii i na Bliskim Wschodzie. Chińscy producenci korzystają również z rozbudowanego krajowego zaplecza produkcyjnego i kompletnego łańcucha dostaw, co ułatwia rozwój marek i zwiększanie skali działalności.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama przewaga produkcyjna nie wystarczy do zbudowania globalnej marki. Zhang Yi, CEO i główny analityk iMedia Research, wskazuje, że chińskie przedsiębiorstwa nie powinny koncentrować się na zastępowaniu zagranicznych produktów tańszymi odpowiednikami. Ich przewagą mają być większa oryginalność, jakość oraz specjalizacja w niszowych segmentach.

To istotna zmiana z punktu widzenia światowego rynku perfumeryjnego. Chińskie firmy coraz częściej próbują przejść od roli producenta do roli właściciela marki, koncepcji i produktu. W tym modelu znaczenie mają nie tylko receptury, ale również storytelling, identyfikacja wizualna, media społecznościowe i umiejętność dopasowania komunikacji do lokalnych regulacji.

Kolejnym etapem ekspansji będzie zatem nie tyle zwiększanie liczby eksportowanych flakonów, ile budowanie marek, które będą rozpoznawalne poza Chinami. Dla globalnego rynku perfumeryjnego oznacza to pojawienie się kolejnego źródła konkurencji – firm dysponujących dużym zapleczem produkcyjnym, ale jednocześnie próbujących stworzyć własną, rozpoznawalną narrację zapachową. Herbata, osmantus i agarowiec mogą być jej najbardziej charakterystycznymi składnikami, ale równie skutecznym punktem wyjścia może okazać się uniwersalne wspomnienie zimnego, pomarańczowego napoju w upalny dzień.

Jedwabny czy piżmowy szlak?

Dla importera kluczowe powinno być jednak nie samo „chińskie pochodzenie”, lecz jakość marki, jej potencjał premium i gotowość do spełnienia europejskich wymogów. Chiński rynek nadal jest zdominowany przez międzynarodowych graczy, a wiele rodzimych marek pozostaje na wczesnym etapie skalowania – według analiz branżowych niewiele z nich przekraczało 100 mln juanów sprzedaży.  

Z drugiej strony właśnie ten etap rozwoju może być atrakcyjny dla polskich dystrybutorów: można pozyskać markę przed jej szerokim wejściem do Europy, ale trzeba dokładnie zweryfikować dokumentację produktu, zgodność z regulacjami UE, stabilność dostaw, zdolność produkcyjną oraz prawa do dystrybucji. Warto też pamiętać, że perfumy wymagają doświadczenia offline – konsument musi móc zapach przetestować – dlatego model selektywnej dystrybucji + e-commerce + ekspozycja w wybranych perfumeriach/drogeriach może być dla takich marek skuteczniejszy niż masowe wprowadzenie do całej sieci. Chińskie doświadczenia pokazują bowiem, że rozwój zapachu odbywa się równocześnie online i offline, a inwestorzy tacy jak L’Oréal czy Estée Lauder już dostrzegają potencjał lokalnych marek. 

I nie dziwota, bo aktualnie przez chiński rynek przelewa się trend na guochao, co można przetłumaczyć jako „chiński szyk” (China Chic) lub „narodowy trend”. To potężne zjawisko kulturowo-biznesowe polega na wplataniu tradycyjnych chińskich motywów, estetyki i mitologii do nowoczesnych produktów konsumenckich. Jest to również odpowiedź na dekady dominacji zachodnich marek. Kiedyś chiński konsument kupował produkty z Europy czy USA, by poczuć luksus i prestiż. Dzisiaj, zwłaszcza wśród pokolenia Z i milenialsów, największym powodem do dumy jest noszenie, używanie i promowanie tego, co rodzime – pod warunkiem, że jest świetnie zaprojektowane i nowoczesne.

Ikony trendu Guochao:

  • Florasis (Hua Xizi): Marka kosmetyczna, której palety cieni i szminki to dosłownie płaskorzeźby przedstawiające chińskie legendy, smoki czy feniksy. Zdetronizowali wiele zachodnich gigantów na lokalnym rynku, a dziś z sukcesem wchodzą do Europy i USA.
  • Li-Ning: Chińska marka sportowa, która z producenta tanich dresów przeobraziła się w ikonę globalnego streetwearu. Ich pokazy na New York Fashion Week, pełne nawiązań do taoizmu i chińskiej typografii, zdefiniowały na nowo azjatycką modę.
  • Chicecream (Zhong Xue Gao): Marka lodów premium z Szanghaju, która stworzyła lody w kształcie tradycyjnych chińskich dachówek, używając unikalnych lokalnych smaków (np. jaśminu czy czarnego sezamu) i sprzedając je w cenach wyższych niż zachodni giganci tacy jak Häagen-Dazs.

Guochao to nie cepelia. To kaligrafia przeniesiona na streetwear, starożytne receptury medycyny chińskiej użyte w zaawansowanych technologicznie kosmetykach czy motywy z Zakazanego Miasta na luksusowych flakonach perfum. Klienci kupują lokalne produkty z dumą, ale są bezlitośni, jeśli jakość kuleje. Marka nie przetrwa tylko dlatego, że jest chińska – musi oferować realną wartość (tzw. premiumization). Młodzi Chińczycy z pokolenia Z dorastali w kraju będącym gospodarczą i technologiczną potęgą. Nie pamiętają czasów, gdy chińskie oznaczało „tanie i gorsze”. Zamiast tego widzą marki, które jakością dorównują zachodnim, ale znacznie lepiej rozumieją ich lokalną tożsamość.

Może się więc okazać niebawem, że „chińszczyzna” przestanie być pejoratywnym określeniem na tani import z Shein czy Alibaby.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
08.09.2026 21:38
Polski rynek kosmetyczny urósł do 6,4 mld euro. Awans w rankingu eksporterów [RAPORT PZPK]
Nowa strategia marek beauty: retail + digitalShutterstock

Wartość polskiego rynku kosmetycznego wzrosła w 2025 roku o 9,3 proc., do 6,4 mld euro. Polska utrzymała pozycję piątego największego rynku w Unii Europejskiej, a w światowym rankingu eksporterów kosmetyków awansowała na ósme miejsce. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i Fundacja WiseEuropa przedstawili trzecią edycję raportu „Kosmetyczna Polska”.

Wartość krajowego rynku kosmetycznego zwiększyła się z 5,9 do 6,4 mld euro w 2025 r.. Jak wynika z danych przedstawionych przez PZPK, wzrost o 9,3 proc. był drugim najwyższym w Unii Europejskiej i niemal dwukrotnie przewyższał dynamikę całego unijnego rynku, która wyniosła 4,8 proc. Polska odpowiada już za 7 proc. wartości rynku kosmetycznego UE.

image

Koniec rytuałów? Jeden kosmetyk chce zastąpić trzy. Skinimalizm i hybrydyzacja zmieniają rynek beauty [RAPORT WK]

Obok wzrostu sprzedaży i eksportu autorzy raportu wskazują jednak na wyzwania związane z konkurencją spoza Europy, kosztami i nowymi regulacjami.

Polski rynek kosmetyków rośnie szybciej niż unijny

W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc., podczas gdy w całej Unii Europejskiej wzrosła o 46 proc. W latach 2015–2025 średnie roczne tempo wzrostu wynosiło w Polsce 6,4 proc., wobec 3,9 proc. w UE. Według komunikatu towarzyszącego premierze raportu wzrost w 2025 roku napędzały przede wszystkim większy wolumen sprzedaży i rosnące wydatki konsumentów.

– Branża kosmetyczna w Polsce – różnorodna, kreatywna, tak sprawnie mobilizująca się do wysiłku – przestała być rynkiem, o którym mówi się głównie w kategoriach potencjału. Ten potencjał już się materializuje. Od lat zajmujemy pozycję piątego rynku kosmetycznego w Unii Europejskiej. Od 2025 r. odpowiadamy za 7% unijnego rynku. Tempo naszego wzrostu wyraźnie przewyższyło średnią europejską. To znakomita pozycja, którą musimy umieć utrzymać w coraz bardziej wymagającym otoczeniu konkurencyjnym – mówi Justyna Żerańska, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Eksport kosmetyków przekroczył 6,5 mld euro

Wartość eksportu kosmetyków z Polski przekroczyła w 2025 roku rekordowe 6,5 mld euro, przy imporcie wynoszącym około 4,3 mld euro. Sprzedaż zagraniczna wzrosła o 16,7 proc. rok do roku, wyraźnie szybciej niż cały polski eksport.

Polska awansowała z dziewiątego na ósme miejsce wśród największych eksporterów kosmetyków na świecie. Jej udział w globalnym eksporcie tej kategorii zwiększył się do 4,3 proc.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

Kosmetyki odpowiadają już za 1,8 proc. całego polskiego eksportu. Dla porównania średnia światowa wynosi 0,7 proc., co pokazuje znaczenie tej kategorii w strukturze polskiej sprzedaży zagranicznej.

Specjalizacja eksportowa obejmuje kilka segmentów. Jak wskazuje PZPK, Polska zajmuje czołowe pozycje w Unii Europejskiej m.in. w eksporcie produktów do higieny jamy ustnej, kosmetyków do golenia, dezodorantów oraz produktów do pielęgnacji skóry i włosów.

1389 producentów kosmetyków. Ponad 91 proc. to mikrofirmy

W 2025 roku w rejestrze REGON figurowało 1389 przedsiębiorstw prowadzących działalność w zakresie produkcji kosmetyków. To o 69 więcej niż rok wcześniej i o 57 proc. więcej niż w 2015 roku.

Za niemal cały ubiegłoroczny przyrost liczby firm odpowiadały mikroprzedsiębiorstwa. Podmioty zatrudniające do dziewięciu osób stanowiły 91,1 proc. wszystkich przedsiębiorstw w sektorze.

image
W ciągu dekady wartość rynku kosmetycznego w Polsce zwiększyła się o 85 proc.
PZPK/Wise Europe

Konkurencja, koszty i regulacje wyzwaniem dla branży

W komunikacie towarzyszącym raportowi PZPK wskazuje, że sektor korzysta z rosnącej siły nabywczej konsumentów, popularności produktów premium i większej świadomości pielęgnacyjnej. Jednocześnie mierzy się z nasilającą się konkurencją producentów spoza Europy, zmianami w łańcuchach dostaw, presją kosztową oraz kumulacją nowych regulacji.

– Utrzymanie przewag w takim momencie będzie wymagało jeszcze większych nakładów na inwestycje i znacznie bardziej przewidywalnego otoczenia regulacyjnego. Raport „Kosmetyczna Polska 2026” ma być jednym z narzędzi prowadzenia debaty pomiędzy przedsiębiorcami i administracją, która powinna docenić znaczenie sektora kosmetycznego dla polskiej gospodarki – dodaje Paweł Chrościcki, prezes Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego i SVP CB Continental Europe/Managing Director Coty Central Eastern Europe.

image

Konsument beauty chce wartości, a nie tylko niskiej ceny. Raport McKinsey

Trzecia edycja raportu „Kosmetyczna Polska”, przygotowana przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego wraz z Fundacją WiseEuropa, jest dostępna na stronie Kosmetyczni.pl w zakładce Baza wiedzy.

Źródło: informacja prasowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego z 8 września 2026 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. wrzesień 2026 00:56