StoryEditor
Eksport
19.06.2020 00:00

Co dalej z eksportem polskich kosmetyków?

Co drugi polski kosmetyk trafia na eksport. A właściwie trafiał, bo światowa pandemia koronawirusa wiele zmieniła w kosmetycznym biznesie. Czy polskim firmom uda się pokonać trudności i utrzymać pozycję na światowych rynkach? Sprawdził to Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego w badaniu "Branża kosmetyczna vs. COVID" – 19.

Co drugi kosmetyk produkowany w Polsce trafia na eksport. Pod tym względem zajmujemy 6. miejsce w Europie
i 5. w Unii. Regularnie podbijamy nowe rynki potwierdzając, że polskie produkty wyróżnia jakość, wieloletnia tradycja, inwestycje w badania i rozwój, które w połączeniu z konkurencyjną ofertą cenową oraz elastycznością
i profesjonalizmem w biznesie, stanowią dużą przewagę konkurencyjną. Czy marcowo-kwietniowy lockdown światowej gospodarki odbił się na eksporcie polskich kosmetyków?  

Jeszcze na początku tego roku rozwój eksportu w polskiej branży kosmetycznej był niepodważalny. Potwierdza to Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH), która przyznaje, że rodzima branża rozwijała się w ostatnich latach bardzo dynamicznie, a polskie firmy coraz śmielej i prężniej wkraczały na arenę międzynarodową. Dowodem na to były przykłady udanych ekspansji z końca ubiegłego roku na rynek węgierski, koreański, tajwański, indonezyjski czy malezyjski.

Lockdown światowej gospodarki sprawił jednak, że elastyczna i dynamicznie reagująca na zmiany rynkowe polska branża kosmetyczna zderzyła się z szeregiem problemów. Najpierw bardzo odczuwalny był brak etanolu skażonego, niezbędnego do produkcji żeli antybakteryjnych czy środków biobójczych, na których produkcję przestawiło się odpowiednio ponad 31 proc. i 11 proc. firm. Następnie we znaki dało się firmom zamknięcie granic, całkowite wstrzymanie ruchu turystycznego i obostrzenia w wywozie części produktów za granicę, a później – przerwy w dostawach surowców, opakowań czy problemy w transporcie komponentów i produktów gotowych.

źródło: badanie "Branża kosmetyczna vs. COVID", Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego

Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego (KosmetyczniPL) zauważa, że sytuacja, z jaką mierzyliśmy się w marcu, pokazała przede wszystkim słabość unijnego jednolitego rynku wewnętrznego:

- Z jednej strony doskonale rozumieliśmy fakt, że rynki państw członkowskich zamykają się zaabsorbowane dbaniem o bezpieczeństwo swoich obywateli. Jednak to, co było siłą rynku wspólnotowego jeszcze dwa miesiące wcześniej, w obliczu pandemii stało się jego słabością. Odczuły to szczególnie mocno np. międzynarodowe firmy, działające w europejskich łańcuchach dostaw, które nie mogły przez jakiś czas transportować części swoich produktów np. żeli antybakteryjnych pomiędzy swoimi fabrykami w różnych częściach kontynentu. Wnioski, jakie powinniśmy z tej lekcji wyciągnąć, pokazują, że kraje UE powinny zagwarantować sprawne zarządzanie granicami dla osób i towarów oraz utrzymać funkcjonowanie jednolitego rynku wewnętrznego nawet w obliczu pandemii - mówi.

Trudności nadeszły też ze strony urzędów. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego oraz PAIH zaobserwowały, że Państwowa Inspekcja Sanitarna wstrzymała wydawanie certyfikatu lub zaświadczenia dla celów eksportu o stosowaniu przez zakład produkcyjny Dobrej Praktyki Produkcji (GMP):

– Wstrzymanie wydawania tych dokumentów może doprowadzić do załamania się eksportu polskich kosmetyków na wielu liczących się rynkach. Związek już odnotował sygnały o zablokowaniu eksportu produktów z Polski na rynki niektórych krajów trzecich. W szczególności w Chinach, Izraelu oraz Iranie, gdzie zaświadczenia o wpisie do wykazu zakładów nie są wystarczającym dokumentem na potwierdzenie stosowania przez przedsiębiorcę Dobrej Praktyki Produkcji – podkreśla dr Ewa Starzyk, dyrektor ds. naukowych i legislacyjnych, Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

źródło: badanie "Branża kosmetyczna vs. COVID", Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego

Blisko połowa badanych przez KosmetycznychPL firm prognozuje, że powrót na niektóre z dotychczas eksplorowanych rynków może być utrudniony. Obawy te najczęściej wyrażają firmy małe (58 proc.) i największe (mające powyżej 50 mln euro obrotów – 60 proc.) oraz te, które przeznaczają na eksport nie więcej niż 1/3 swoich produktów (65 proc.). 20 proc. badanych przedsiębiorstw liczy na szybki powrót do sytuacji sprzed pandemii. A 14 proc. uważa, że odbudowa eksportu będzie możliwa tylko przy pomocy agend rządowych, gwarancji finansowych i ubezpieczeń. Warto zauważyć, że na odbudowę eksportu przy pomocy tych ostatnich narzędzi najczęściej liczą firmy średnie (26 proc.).

- To, co odróżnia kryzys związany z pandemią od innych tego typu zawirowań, to na pewno nieprzewidywalność. Nie wiemy, jak zarządzać planami produkcji, zaopatrzenia czy zatrudnienia, bo nie wiadomo, co się wydarzy w najbliższych kilku miesiącach. Nie możemy tego odtworzyć na podstawie podobnych sytuacji z przeszłości. Wszyscy obawiają się też obniżenia możliwości zakupowych konsumentów, ale według niektórych naszych ekspertów nie należy tym straszyć, bo może przerodzić się to w tzw. samospełniającą się przepowiednię. Oczywiście pomiędzy marcem, a majem konsumenci wydawali mniej, ale był to proces naturalny, związany z zamknięciem nas w domach. W czerwcu liczymy, że sytuacja wróci już do normy, ale można zapomnieć o tak szybkich przyrostach jakie miały miejsce w ostatnich kilku latach – podkreśla Blanka Chmurzyńska-Brown.

Podobnego zdania jest Katarzyna Furmanek, prezes Laboratorium Kosmetycznego Floslek, które jest dziś obecne w blisko 50 krajach świata – od Ameryki Północnej, przez Europę, północną Afrykę po Azję:

–  W tej chwili trudno nam jest ocenić  precyzyjnie, jak pandemia i lockdown wpłyną na eksport polskich kosmetyków. Pamiętajmy, że w kwietniu i maju realizowaliśmy zlecenia pochodzące jeszcze z okresu  przed  epidemią, ze stycznia i lutego, które dość optymistycznie nastawiały nas do możliwego do realizacji wyniku
w roku bieżącym. Obecnie widzimy już, że klienci z krajów i regionów o mocno rozwiniętej turystyce, jak Egipt, Turcja czy Daleki Wschód, chcą  przesuwać zaplanowane wcześniej  dostawy i zamówienia na okres późniejszy, bo w obliczu braku odwiedzających obawiają  się zmniejszonego  popytu na kosmetyki. Niektóre rynki, jak Iran, wciąż pozostają dla nas zamknięte. Liczymy się także z tym, że część produktów, pochodzących z zamówień już zrealizowanych lub tych w drodze, będzie przez naszych dystrybutorów magazynowana i sprzedawana w późniejszym okresie, co może się przełożyć na wolumen zamówień w kolejnych kwartałach. Czas na pierwsze, realne podsumowania przyjdzie na koniec lata, bo dziś ciężko jest ocenić, jak sytuacja rozwinie się w poszczególnych krajach -
mówi Katarzyna Furmanek.

Które segmenty rynku dobrze radzą sobie eksportowo w kryzysie?

Grupą, która na pewno najsilniej odczuła spadki sprzedaży, jest tzw. „kolorówka” – kosmetyki do makijażu i produkty sezonowe. Firmy kosmetyczne spodziewają się, że jak zawsze w kryzysie nastąpi przesunięcie w stronę kosmetyków tańszych i marek selektywnych. Przewiduje się, że największe problemy mogą mieć z kolei marki z półki średniej i wyższej, z nie do końca zdefiniowanym segmentem rynku i słabą historią produktu. Marki własne powinny się rozwijać bez większych zmian, a kosmetyka profesjonalna może znacząco rozwinąć się w stronę zabiegów domowych. Dla niektórych firm, pandemia koronawirusa była okazją do zbudowania relacji na nowych rynkach – np. producent chusteczek nawilżanaych – Luba, dzięki kooperacji z PAIH, wszedł na nowy dla siebie grecki rynek.

Azja wciąż mocna, na Zachodzie widać spowolnienie

Producenci kosmetyków zgodnie przyznają, że Azja szybko poradziła sobie z kryzysem i obecnie kooperacja z tym rynkiem wygląda obiecująco. Firmy odnotowują wiele nowych zapytań ze strony tamtejszych kontrahentów, nawiązują tez nowe relacje m.in. w regionie południowo-wschodnim. Marka Inglot rozpoczęła na przykład sprzedaż w modelu cross-border na platformie online Tmall.

Obiecującym kierunkiem pozostaje Afryka, gdzie rynki właśnie się kształtują. Ci, którzy odważnie wkroczą na tamten teren i zbudują dziś swoją pozycję, mogą tam zostać na dłużej. Wymaga to jednak dużych nakładów wiedzy, finansów i doświadczenia. Firmy zwracają także uwagę, że budowanie nowych relacji z partnerami w Europie idzie zdecydowanie wolniej niż przed pandemią. I chociaż możemy się pochwalić na tym polu sukcesami - nowymi kontraktami polskich firm w Grecji, czy rozszerzaniem współpracy z retailerami, jak w przypadku firmy dr Irena Eris, która wzmocniła kooperację z siecią perfumerii Douglas, wchodząc online do Austrii.

Brak imprez targowych dużym utrudnieniem

Dotychczas kontrakty firm kosmetycznych niejednokrotnie były efektem udziału w misjach handlowych czy międzynarodowych tragach, gdzie organizowano stoiska narodowe. Dlatego jednym z dużych utrudnień jest odwołanie tegorocznych imprez targowych m.in. Cosmoprof Bologna, które dla wielu polskich firm były nie tylko okazją do prezentacji nowości produktowych, lecz także znalezienia partnerów biznesowych i kanałów sprzedaży na najbliższe miesiące. Dziś konieczne jest wypracowanie nowych rozwiązań, które będą możliwe do realizacji i finansowania przez rząd w miejsce dotychczasowych imprez targowych. Takim rozwiązaniem może być np. cyfrowy eksport, działania w digitalu. Jesienią planowana jest druga edycja WeCosmoprof, targów online, które w tym roku zastąpią tradycyjną, offlinową formę wydarzenia Cosmoprof Bologna. W pierwszej, zakończonej niedawno, udział wzięło 2829 wystawców z 70 krajów, a Polska zajęła 5. miejsce pod względem liczby wystawców, zaraz po Włoszech, Chinach, Korei, Francji.

Polska branża kosmetyczna musi mocno i wyraźnie zaistnieć na tym i innych wydarzeniach, ale nie uda się
to bez wsparcia Ministerstw Rozwoju. Widzimy, że nasza europejska i światowa konkurencja nie czeka na rozwój wydarzeń, tylko szybko podejmuje nowe wyzwania. My również nie możemy stać w miejscu. Problemem dziś jest także sposób rozliczania przyznanego firmom kosmetycznym finansowania wydarzeń przez PARP, o czym także rozmawiamy z Ministerstwem Rozwoju
– zauważa dr Justyna Żerańska, manager ds. projektów legislacyjnych w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Polski sektor kosmetyczny stara się wspierać także Polska Agencja Inwestycji i Handlu, przenosząc część aktywności do kanałów online. Organizowane są m.in. webinaria poświęcone możliwościom wejścia na dany rynek, omawiane perspektywy eCommerce dla branży.

Jak podkreślają firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego rozwój eksportu to gwarancja utrzymania silniej pozycji polskiego sektora kosmetycznego na arenie międzynarodowej. Impuls eksportowy
to również szansa dla polskich producentów kosmetyków, aby zminimalizować ekonomiczne skutki pandemii w kraju i zmienić obecną koniunkturę. Zatrzymanie eksportu byłoby gigantycznym krokiem do tyłu, na który dziś nie możemy sobie pozwolić. Dlatego firmy kosmetyczne liczą na dobrą i partnerską współpracę z rządem w tym zakresie.

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego skupia blisko 200 firm, w tym producentów i dystrybutorów kosmetyków, laboratoria, firmy doradcze i ośrodki dydaktyczne, a także ich partnerów około branżowych – dostawców opakowań i surowców. Reprezentuje i wspiera cele strategiczne przedsiębiorców wyłącznie branży kosmetycznej. Od ponad 18 lat jest aktywnym głosem sektora w procesie stanowienia prawa. Skutecznie współpracuje na co dzień z instytucjami administracji polskiej i europejskiej, a razem z firmami członkowskimi wypracowuje i wdraża rozwiązania, które prowadzą do rozwoju polskiego rynku kosmetycznego. 

Związek należy do Cosmetics Europe – europejskiej organizacji branżowej i Konfederacji Lewiatan – najbardziej wpływowej organizacji pracodawców w Polsce. Angażuje się też w działania budujące pozycję sektora za granicą – wspiera promocję eksportu polskich kosmetyków, buduje sieć partnerstw i wspólnie z partnerami znosi bariery w handlu międzynarodowym. Organizacja pełni również funkcję platformy wymiany doświadczeń – edukuje i szkoli firmy, podnosząc jakość całego sektora. Od 13 lat prowadzi też projekt społeczny Fundacja Piękniejsze Życie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
02.01.2026 14:49
Bułgaria wchodzi do strefy euro. Co to oznacza dla eksportu kosmetyków?
Kolejny rynek eksportowy przeszedł na euro.DALL-E

Bułgaria stała się 1 stycznia 2026 r. 21. państwem strefy euro, rezygnując z lewa – waluty używanej od końca XIX wieku. Kraj liczy ok. 6,4 mln mieszkańców i jest najbiedniejszym członkiem Unia Europejska, do której należy od 2007 r. Rząd argumentuje, że przyjęcie euro ma wzmocnić integrację gospodarczą, poprawić stabilność finansową oraz ułatwić handel zagraniczny. Jednocześnie inflacja konsumencka w Bułgarii wynosi obecnie ok. 3,6 proc., co podsyca obawy społeczne związane z możliwym wzrostem cen po zmianie waluty.

Nastroje społeczne wokół euro są podzielone. Według najnowszego badania Eurobarometru 49 proc. Bułgarów sprzeciwia się przyjęciu wspólnej waluty. Obawy nie są bezpodstawne: ceny żywności w listopadzie wzrosły o 5 proc. rok do roku, czyli ponad dwukrotnie więcej niż średnia w strefie euro, jak podaje bułgarski Narodowy Instytut Statystyczny. W praktyce już teraz część sprzedawców raportuje nieformalną „konwersję cen”, w której kwoty w lewach są zaokrąglane w górę po przeliczeniu na euro.

Z perspektywy handlu zagranicznego Komisja Europejska wskazuje jednak na konkretne korzyści. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen podkreśliła, że wejście do strefy euro zwiększy przejrzystość rynku, konkurencyjność oraz ułatwi wymianę handlową. Dla eksporterów oznacza to eliminację ryzyka kursowego pomiędzy lewem a euro, brak kosztów przewalutowania oraz uproszczenie rozliczeń finansowych z bułgarskimi kontrahentami.

W kontekście eksportu kosmetyków do Bułgarii zmiana waluty może mieć wymierny, choć niejednoznaczny wpływ. Z jednej strony rozliczenia w euro obniżą koszty transakcyjne i bariery administracyjne dla producentów z innych krajów UE, w tym z Polski. Ułatwione może być także planowanie cen i marż w długim terminie. Z drugiej strony, jeśli obawy inflacyjne się zmaterializują, realna siła nabywcza bułgarskich konsumentów może krótkoterminowo osłabnąć, co szczególnie dotknie segment kosmetyków średniopółkowych i premium.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje niestabilność polityczna. Bułgaria stoi u progu ósmych wyborów parlamentarnych w ciągu pięciu lat, a problemy organizacyjne – takie jak niedobory euro w obiegu czy czasowe zakłócenia w bankomatach – już są sygnalizowane przez sektor handlowy. W średnim i długim horyzoncie przyjęcie euro powinno jednak sprzyjać integracji Bułgarii z jednolitym rynkiem UE. Dla eksporterów kosmetyków oznacza to rynek bardziej przewidywalny regulacyjnie i finansowo, choć wymagający ostrożności cenowej w pierwszych miesiącach po zmianie waluty.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
22.12.2025 15:42
USA obniżają dodatkowe cła na import kosmetyków ze Szwajcarii do 15 proc.
Decyzja obowiązuje z mocą wsteczną od 14 listopada 2025 r. i obejmuje m.in. kosmetyki, które znalazły się wśród kategorii produktów objętych nowymi zasadami. Best Image 888/Shutterstock

Stany Zjednoczone obniżyły dodatkowe cła na import towarów ze Szwajcarii do poziomu maksymalnie 15 proc., obejmując zmianą m.in. kosmetyki. Nowy pułap taryfowy obowiązuje z mocą wsteczną od 14 listopada 2025 r. i zastępuje wcześniejsze dodatkowe opłaty sięgające nawet 39 proc. wartości importu. Decyzja dotyczy wybranych kategorii produktów przemysłowych i konsumenckich pochodzących ze Szwajcarii, które były objęte podwyższonymi stawkami w ramach wcześniejszych regulacji handlowych wprowadzonych przez Stany Zjednoczone.

Zgodnie z przekazanymi informacjami, nowe zasady utrzymują dotychczasowe wyłączenia dla produktów farmaceutycznych i niektórych chemikaliów, a jednocześnie znoszą ogólne dodatkowe cła na kolejne grupy towarów. Oprócz kosmetyków na liście znalazły się m.in. wyroby z gumy oraz leki generyczne. Pełny wykaz produktów objętych obniżką stawek ma zostać opublikowany w oficjalnym dzienniku rządowym, jakim jest US Federal Register.

Nie ulegają zmianie sektorowe cła amerykańskie nakładane na podstawie sekcji 232, które dotyczą wybranych branż strategicznych. Jednocześnie administracja USA zapowiedziała, że ewentualne przyszłe taryfy na import szwajcarskich produktów farmaceutycznych również będą ograniczone do maksymalnego poziomu 15 proc.. Oznacza to formalne wprowadzenie górnego limitu obciążeń celnych dla tej kategorii, niezależnie od potencjalnych decyzji regulacyjnych w kolejnych latach.

Po stronie europejskiej Szwajcaria zobowiązała się do obniżenia ceł na wybrane produkty rolne importowane ze Stanów Zjednoczonych. Porozumienie ma charakter dwustronny i obejmuje także mechanizm korekty rozliczeń celnych. Importerzy działający po obu stronach Atlantyku będą mogli składać wnioski o zwrot nadpłaconych należności celnych za okres od 14 listopada 2025 r., co w praktyce oznacza możliwość odzyskania różnicy pomiędzy wcześniejszymi stawkami a nowym limitem 15 proc..

Z perspektywy sektora kosmetycznego obniżenie ceł oznacza bezpośrednią redukcję kosztów importu na rynek amerykański oraz poprawę konkurencyjności szwajcarskich dostawców. Przy wcześniejszych dodatkowych taryfach sięgających 39 proc. różnica kosztowa względem producentów z Unii Europejskiej była znacząca; nowy pułap 15 proc. przywraca bardziej wyrównane warunki handlowe. Dla firm eksportujących kosmetyki do USA zmiana ta może mieć mierzalny wpływ na marże, ceny hurtowe oraz decyzje dotyczące dalszej obecności na rynku amerykańskim.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
08. styczeń 2026 20:40