StoryEditor
Eksport
19.06.2020 00:00

Co dalej z eksportem polskich kosmetyków?

Co drugi polski kosmetyk trafia na eksport. A właściwie trafiał, bo światowa pandemia koronawirusa wiele zmieniła w kosmetycznym biznesie. Czy polskim firmom uda się pokonać trudności i utrzymać pozycję na światowych rynkach? Sprawdził to Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego w badaniu "Branża kosmetyczna vs. COVID" – 19.

Co drugi kosmetyk produkowany w Polsce trafia na eksport. Pod tym względem zajmujemy 6. miejsce w Europie
i 5. w Unii. Regularnie podbijamy nowe rynki potwierdzając, że polskie produkty wyróżnia jakość, wieloletnia tradycja, inwestycje w badania i rozwój, które w połączeniu z konkurencyjną ofertą cenową oraz elastycznością
i profesjonalizmem w biznesie, stanowią dużą przewagę konkurencyjną. Czy marcowo-kwietniowy lockdown światowej gospodarki odbił się na eksporcie polskich kosmetyków?  

Jeszcze na początku tego roku rozwój eksportu w polskiej branży kosmetycznej był niepodważalny. Potwierdza to Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH), która przyznaje, że rodzima branża rozwijała się w ostatnich latach bardzo dynamicznie, a polskie firmy coraz śmielej i prężniej wkraczały na arenę międzynarodową. Dowodem na to były przykłady udanych ekspansji z końca ubiegłego roku na rynek węgierski, koreański, tajwański, indonezyjski czy malezyjski.

Lockdown światowej gospodarki sprawił jednak, że elastyczna i dynamicznie reagująca na zmiany rynkowe polska branża kosmetyczna zderzyła się z szeregiem problemów. Najpierw bardzo odczuwalny był brak etanolu skażonego, niezbędnego do produkcji żeli antybakteryjnych czy środków biobójczych, na których produkcję przestawiło się odpowiednio ponad 31 proc. i 11 proc. firm. Następnie we znaki dało się firmom zamknięcie granic, całkowite wstrzymanie ruchu turystycznego i obostrzenia w wywozie części produktów za granicę, a później – przerwy w dostawach surowców, opakowań czy problemy w transporcie komponentów i produktów gotowych.

źródło: badanie "Branża kosmetyczna vs. COVID", Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego

Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego (KosmetyczniPL) zauważa, że sytuacja, z jaką mierzyliśmy się w marcu, pokazała przede wszystkim słabość unijnego jednolitego rynku wewnętrznego:

- Z jednej strony doskonale rozumieliśmy fakt, że rynki państw członkowskich zamykają się zaabsorbowane dbaniem o bezpieczeństwo swoich obywateli. Jednak to, co było siłą rynku wspólnotowego jeszcze dwa miesiące wcześniej, w obliczu pandemii stało się jego słabością. Odczuły to szczególnie mocno np. międzynarodowe firmy, działające w europejskich łańcuchach dostaw, które nie mogły przez jakiś czas transportować części swoich produktów np. żeli antybakteryjnych pomiędzy swoimi fabrykami w różnych częściach kontynentu. Wnioski, jakie powinniśmy z tej lekcji wyciągnąć, pokazują, że kraje UE powinny zagwarantować sprawne zarządzanie granicami dla osób i towarów oraz utrzymać funkcjonowanie jednolitego rynku wewnętrznego nawet w obliczu pandemii - mówi.

Trudności nadeszły też ze strony urzędów. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego oraz PAIH zaobserwowały, że Państwowa Inspekcja Sanitarna wstrzymała wydawanie certyfikatu lub zaświadczenia dla celów eksportu o stosowaniu przez zakład produkcyjny Dobrej Praktyki Produkcji (GMP):

– Wstrzymanie wydawania tych dokumentów może doprowadzić do załamania się eksportu polskich kosmetyków na wielu liczących się rynkach. Związek już odnotował sygnały o zablokowaniu eksportu produktów z Polski na rynki niektórych krajów trzecich. W szczególności w Chinach, Izraelu oraz Iranie, gdzie zaświadczenia o wpisie do wykazu zakładów nie są wystarczającym dokumentem na potwierdzenie stosowania przez przedsiębiorcę Dobrej Praktyki Produkcji – podkreśla dr Ewa Starzyk, dyrektor ds. naukowych i legislacyjnych, Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

źródło: badanie "Branża kosmetyczna vs. COVID", Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego

Blisko połowa badanych przez KosmetycznychPL firm prognozuje, że powrót na niektóre z dotychczas eksplorowanych rynków może być utrudniony. Obawy te najczęściej wyrażają firmy małe (58 proc.) i największe (mające powyżej 50 mln euro obrotów – 60 proc.) oraz te, które przeznaczają na eksport nie więcej niż 1/3 swoich produktów (65 proc.). 20 proc. badanych przedsiębiorstw liczy na szybki powrót do sytuacji sprzed pandemii. A 14 proc. uważa, że odbudowa eksportu będzie możliwa tylko przy pomocy agend rządowych, gwarancji finansowych i ubezpieczeń. Warto zauważyć, że na odbudowę eksportu przy pomocy tych ostatnich narzędzi najczęściej liczą firmy średnie (26 proc.).

- To, co odróżnia kryzys związany z pandemią od innych tego typu zawirowań, to na pewno nieprzewidywalność. Nie wiemy, jak zarządzać planami produkcji, zaopatrzenia czy zatrudnienia, bo nie wiadomo, co się wydarzy w najbliższych kilku miesiącach. Nie możemy tego odtworzyć na podstawie podobnych sytuacji z przeszłości. Wszyscy obawiają się też obniżenia możliwości zakupowych konsumentów, ale według niektórych naszych ekspertów nie należy tym straszyć, bo może przerodzić się to w tzw. samospełniającą się przepowiednię. Oczywiście pomiędzy marcem, a majem konsumenci wydawali mniej, ale był to proces naturalny, związany z zamknięciem nas w domach. W czerwcu liczymy, że sytuacja wróci już do normy, ale można zapomnieć o tak szybkich przyrostach jakie miały miejsce w ostatnich kilku latach – podkreśla Blanka Chmurzyńska-Brown.

Podobnego zdania jest Katarzyna Furmanek, prezes Laboratorium Kosmetycznego Floslek, które jest dziś obecne w blisko 50 krajach świata – od Ameryki Północnej, przez Europę, północną Afrykę po Azję:

–  W tej chwili trudno nam jest ocenić  precyzyjnie, jak pandemia i lockdown wpłyną na eksport polskich kosmetyków. Pamiętajmy, że w kwietniu i maju realizowaliśmy zlecenia pochodzące jeszcze z okresu  przed  epidemią, ze stycznia i lutego, które dość optymistycznie nastawiały nas do możliwego do realizacji wyniku
w roku bieżącym. Obecnie widzimy już, że klienci z krajów i regionów o mocno rozwiniętej turystyce, jak Egipt, Turcja czy Daleki Wschód, chcą  przesuwać zaplanowane wcześniej  dostawy i zamówienia na okres późniejszy, bo w obliczu braku odwiedzających obawiają  się zmniejszonego  popytu na kosmetyki. Niektóre rynki, jak Iran, wciąż pozostają dla nas zamknięte. Liczymy się także z tym, że część produktów, pochodzących z zamówień już zrealizowanych lub tych w drodze, będzie przez naszych dystrybutorów magazynowana i sprzedawana w późniejszym okresie, co może się przełożyć na wolumen zamówień w kolejnych kwartałach. Czas na pierwsze, realne podsumowania przyjdzie na koniec lata, bo dziś ciężko jest ocenić, jak sytuacja rozwinie się w poszczególnych krajach -
mówi Katarzyna Furmanek.

Które segmenty rynku dobrze radzą sobie eksportowo w kryzysie?

Grupą, która na pewno najsilniej odczuła spadki sprzedaży, jest tzw. „kolorówka” – kosmetyki do makijażu i produkty sezonowe. Firmy kosmetyczne spodziewają się, że jak zawsze w kryzysie nastąpi przesunięcie w stronę kosmetyków tańszych i marek selektywnych. Przewiduje się, że największe problemy mogą mieć z kolei marki z półki średniej i wyższej, z nie do końca zdefiniowanym segmentem rynku i słabą historią produktu. Marki własne powinny się rozwijać bez większych zmian, a kosmetyka profesjonalna może znacząco rozwinąć się w stronę zabiegów domowych. Dla niektórych firm, pandemia koronawirusa była okazją do zbudowania relacji na nowych rynkach – np. producent chusteczek nawilżanaych – Luba, dzięki kooperacji z PAIH, wszedł na nowy dla siebie grecki rynek.

Azja wciąż mocna, na Zachodzie widać spowolnienie

Producenci kosmetyków zgodnie przyznają, że Azja szybko poradziła sobie z kryzysem i obecnie kooperacja z tym rynkiem wygląda obiecująco. Firmy odnotowują wiele nowych zapytań ze strony tamtejszych kontrahentów, nawiązują tez nowe relacje m.in. w regionie południowo-wschodnim. Marka Inglot rozpoczęła na przykład sprzedaż w modelu cross-border na platformie online Tmall.

Obiecującym kierunkiem pozostaje Afryka, gdzie rynki właśnie się kształtują. Ci, którzy odważnie wkroczą na tamten teren i zbudują dziś swoją pozycję, mogą tam zostać na dłużej. Wymaga to jednak dużych nakładów wiedzy, finansów i doświadczenia. Firmy zwracają także uwagę, że budowanie nowych relacji z partnerami w Europie idzie zdecydowanie wolniej niż przed pandemią. I chociaż możemy się pochwalić na tym polu sukcesami - nowymi kontraktami polskich firm w Grecji, czy rozszerzaniem współpracy z retailerami, jak w przypadku firmy dr Irena Eris, która wzmocniła kooperację z siecią perfumerii Douglas, wchodząc online do Austrii.

Brak imprez targowych dużym utrudnieniem

Dotychczas kontrakty firm kosmetycznych niejednokrotnie były efektem udziału w misjach handlowych czy międzynarodowych tragach, gdzie organizowano stoiska narodowe. Dlatego jednym z dużych utrudnień jest odwołanie tegorocznych imprez targowych m.in. Cosmoprof Bologna, które dla wielu polskich firm były nie tylko okazją do prezentacji nowości produktowych, lecz także znalezienia partnerów biznesowych i kanałów sprzedaży na najbliższe miesiące. Dziś konieczne jest wypracowanie nowych rozwiązań, które będą możliwe do realizacji i finansowania przez rząd w miejsce dotychczasowych imprez targowych. Takim rozwiązaniem może być np. cyfrowy eksport, działania w digitalu. Jesienią planowana jest druga edycja WeCosmoprof, targów online, które w tym roku zastąpią tradycyjną, offlinową formę wydarzenia Cosmoprof Bologna. W pierwszej, zakończonej niedawno, udział wzięło 2829 wystawców z 70 krajów, a Polska zajęła 5. miejsce pod względem liczby wystawców, zaraz po Włoszech, Chinach, Korei, Francji.

Polska branża kosmetyczna musi mocno i wyraźnie zaistnieć na tym i innych wydarzeniach, ale nie uda się
to bez wsparcia Ministerstw Rozwoju. Widzimy, że nasza europejska i światowa konkurencja nie czeka na rozwój wydarzeń, tylko szybko podejmuje nowe wyzwania. My również nie możemy stać w miejscu. Problemem dziś jest także sposób rozliczania przyznanego firmom kosmetycznym finansowania wydarzeń przez PARP, o czym także rozmawiamy z Ministerstwem Rozwoju
– zauważa dr Justyna Żerańska, manager ds. projektów legislacyjnych w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Polski sektor kosmetyczny stara się wspierać także Polska Agencja Inwestycji i Handlu, przenosząc część aktywności do kanałów online. Organizowane są m.in. webinaria poświęcone możliwościom wejścia na dany rynek, omawiane perspektywy eCommerce dla branży.

Jak podkreślają firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego rozwój eksportu to gwarancja utrzymania silniej pozycji polskiego sektora kosmetycznego na arenie międzynarodowej. Impuls eksportowy
to również szansa dla polskich producentów kosmetyków, aby zminimalizować ekonomiczne skutki pandemii w kraju i zmienić obecną koniunkturę. Zatrzymanie eksportu byłoby gigantycznym krokiem do tyłu, na który dziś nie możemy sobie pozwolić. Dlatego firmy kosmetyczne liczą na dobrą i partnerską współpracę z rządem w tym zakresie.

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego skupia blisko 200 firm, w tym producentów i dystrybutorów kosmetyków, laboratoria, firmy doradcze i ośrodki dydaktyczne, a także ich partnerów około branżowych – dostawców opakowań i surowców. Reprezentuje i wspiera cele strategiczne przedsiębiorców wyłącznie branży kosmetycznej. Od ponad 18 lat jest aktywnym głosem sektora w procesie stanowienia prawa. Skutecznie współpracuje na co dzień z instytucjami administracji polskiej i europejskiej, a razem z firmami członkowskimi wypracowuje i wdraża rozwiązania, które prowadzą do rozwoju polskiego rynku kosmetycznego. 

Związek należy do Cosmetics Europe – europejskiej organizacji branżowej i Konfederacji Lewiatan – najbardziej wpływowej organizacji pracodawców w Polsce. Angażuje się też w działania budujące pozycję sektora za granicą – wspiera promocję eksportu polskich kosmetyków, buduje sieć partnerstw i wspólnie z partnerami znosi bariery w handlu międzynarodowym. Organizacja pełni również funkcję platformy wymiany doświadczeń – edukuje i szkoli firmy, podnosząc jakość całego sektora. Od 13 lat prowadzi też projekt społeczny Fundacja Piękniejsze Życie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.07.2026 13:01
Pełne półki mimo wojny. Jak kryzys na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek beauty?
Ulta Beauty w Dubai Mallwiadomoscikosmetyczne.pl

Jeszcze zanim światowe media zaczęły informować o zakłóceniach w transporcie przez Cieśninę Ormuz i rosnących kosztach surowców po eskalacji konfliktu między USA a Iranem, Dubaj żył swoim rytmem. W centrach handlowych trudno było dostrzec jakiekolwiek oznaki kryzysu. W Sephorze tłumy klientów testowały nowe zapachy, koreańskie kosmetyki zajmowały coraz więcej miejsca na półkach, a luksusowe marki prezentowały kolejne premiery. To właśnie ten kontrast najlepiej pokazuje specyfikę rynku beauty na Bliskim Wschodzie. Regionu, który jednocześnie pozostaje niezwykle odporny jako rynek konsumencki i wyjątkowo wrażliwy jako globalny węzeł logistyczny.

W tym artykule przeczytasz:

  • Wojna na Bliskim Wschodzie nie zatrzymała sprzedaży, ale uderzyła w zaplecze rynku
  • Nawet krem do twarzy zależy od ropy
  • Kiko, Shiseido i e.l.f. już liczą straty
  • Hermes zaliczył wielki spadek
  • Bliski Wschód wciąż pozostaje rynkiem, którego nikt nie chce stracić
  • Dubaj nadal jest witryną światowego beauty
  • Największy test dopiero przed branżą

Podczas pobytu w Dubaju odwiedziłam kilka największych drogerii i perfumerii. Pierwsze wrażenie? Gdyby nie doniesienia serwisów informacyjnych, trudno byłoby uwierzyć, że region znajduje się w centrum jednego z najpoważniejszych kryzysów geopolitycznych ostatnich lat.

Nie brakowało premier produktowych, półki były pełne, a konsumenci – zarówno mieszkańcy Emiratów, jak i turyści (choć w nieco mniej licznej grupie), nadal kupowali kosmetyki premium i luksusowe zapachy. To jednak tylko jedna strona medalu.

Wojna na Bliskim Wschodzie nie zatrzymała sprzedaży, ale uderzyła w zaplecze rynku

Konflikt między USA a Iranem nie zachwiał popytem na kosmetyki w Zatoce Perskiej, ale bardzo mocno wpłynął na funkcjonowanie całego łańcucha dostaw.

Jak opisuje Reuters, blokada Cieśniny Ormuz spowodowała gwałtowny wzrost kosztów transportu, wydłużenie czasu dostaw oraz problemy z dostępnością kontenerów. Dla branży kosmetycznej oznacza to wyższe ceny praktycznie każdego elementu produktu, od surowców po opakowania.

To szczególnie istotne, ponieważ przez Cieśninę Ormuz przebiega jeden z najważniejszych światowych szlaków transportowych.

 

image
Sephora w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl

 

Nawet krem do twarzy zależy od ropy

Na pierwszy rzut oka kosmetyki i geopolityka wydają się odległymi światami. W rzeczywistości są ze sobą silnie powiązane.

Wzrost cen ropy przekłada się bezpośrednio na ceny tworzyw sztucznych wykorzystywanych do produkcji opakowań kosmetycznych, takich jak PET, polipropylen czy polietylen. Drożeją również oleje roślinne stosowane w recepturach oraz aluminium wykorzystywane do produkcji opakowań.

Nawet jeśli konsument w Dubaju nadal widzi pełne półki, producent w Europie czy Azji płaci dziś znacznie więcej za wyprodukowanie tego samego kremu lub szamponu.

image

Zmiana zachowań konsumentów uderza w rynek beauty. Douglas obniża swe prognozy

Kiko, Shiseido i e.l.f. już liczą straty

Rosnące koszty nie są już jedynie teoretycznym zagrożeniem.

Portal Reuters podaje, że Kiko Milano szacuje dodatkowe wydatki logistyczne na około 1,5 mln euro w skali roku. Firma wskazuje przede wszystkim na opóźnienia dostaw oraz wzrost cen komponentów i opakowań.

Z kolei Shiseido uwzględniło już wpływ wojny na poziomie około 32 mln dolarów, natomiast e.l.f. Beauty spodziewa się kosztów rzędu 15–20 mln dolarów związanych z droższym transportem i paliwem.

 

image
Ulta Beauty w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl
image
Ulta Beauty
wiadomoscikosmetyczne.pl

 

Hermes zaliczył wielki spadek 

Parę miesięcy temu pisaliśmy na naszym portalu o pokaźnych spadkach wyników grupy LVMH, w tym marki Hermès . 

Spadek liczby turystów negatywnie wpłynął na sprzedaż w sklepach koncesyjnych na lotniskach oraz w regionie Bliskiego Wschodu. Jak tłumaczył wtedy dyrektor finansowy Eric du Halgouet – W styczniu i lutym odnotowaliśmy bardzo dobre, dwucyfrowe wzrosty, natomiast marzec przyniósł gwałtowne zatrzymanie sprzedaży – 

Dodał, że sprzedaż w luksusowych centrach handlowych w Dubaju i innych kluczowych lokalizacjach w regionie Zatoki spadła w marcu aż o 40 proc. (było to chwilę po eskalacji konfliktu). 

W całym kwartale sprzedaż na Bliskim Wschodzie spadła o 6 proc. (w ujęciu porównywalnym), do 160 mln euro, wobec 185 mln euro rok wcześniej. Choć region ten odpowiada jedynie za 4,4 proc. przychodów grupy, był najszybciej rosnącym rynkiem Hermès w 2025 roku.

 

image
Drogerie w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl
image
Tom Ford Beauty w Dubai Mall
wiadomoscikosmetyczne.pl

 

Bliski Wschód wciąż pozostaje rynkiem, którego nikt nie chce stracić

Paradoks polega na tym, że mimo napiętej sytuacji geopolitycznej region pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków beauty na świecie.

To właśnie tutaj sprzedaż luksusowych perfum należy do najwyższych globalnie, konsumenci są otwarci na innowacje, a segment premium rozwija się szybciej niż w wielu krajach Europy.

Producenci robią wszystko, aby utrzymać dostawy do regionu. Niektórzy przewożą towary drogą lotniczą, inni kierują je do portu w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej, skąd produkty transportowane są ciężarówkami zamiast przez porty Zatoki Perskiej.

To kosztowniejsze rozwiązania, ale dla wielu marek utrzymanie obecności na tym rynku jest ważniejsze niż krótkoterminowa rentowność.

image

Luksus pod presją. Hermès odczuwa skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie

Dubaj nadal jest witryną światowego beauty

Spacerując po dubajskich centrach handlowych trudno odnieść wrażenie, że branża znajduje się pod presją.

Na półkach widać praktycznie wszystkie najważniejsze światowe marki, od Diora i Chanel, przez Huda Beauty, aż po coraz liczniejsze marki koreańskie i niszowe brandy arabskie. Premier nie brakuje, ekspozycje są rozbudowane, a sklepy pozostają pełne klientów.

Dubaj nadal pełni rolę globalnego showroomu dla branży kosmetycznej. Marki nie mogą pozwolić sobie na ograniczenie swojej obecności właśnie tutaj.

Największy test dopiero przed branżą

Największym wyzwaniem nie jest dziś sam popyt, lecz odporność całego ekosystemu dostaw.

Jak podkreślają analitycy cytowani przez Reuters, jeśli zakłócenia transportowe utrzymają się dłużej, wyższe koszty będą stopniowo przenoszone na kolejne ogniwa łańcucha wartości m.in. producentów opakowań, fabryki kontraktowe, właścicieli marek i detalistów.

Na razie konsumenci w Dubaju niemal tego nie odczuwają. Jednak pełne półki w centrach handlowych nie oznaczają, że rynek funkcjonuje jak dawniej. Za kulisami branża beauty przechodzi dziś jeden z najpoważniejszych testów odporności od czasu pandemii. Konflikt pokazał, jak bardzo globalny przemysł kosmetyczny uzależniony jest od stabilnych szlaków handlowych i jak szybko wydarzenia geopolityczne mogą przełożyć się na koszt produkcji pozornie prostych produktów – od plastikowego słoiczka po gotowy krem. To lekcja, z której wnioski będą wyciągać nie tylko producenci, ale również retailerzy i inwestorzy planujący rozwój na jednym z najbardziej perspektywicznych rynków beauty świata.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
24.04.2026 10:34
Kosmetyki mogą zdrożeć. Winne rosnące koszty surowców z Chin
Rosnące koszty zmieniają strukturę rynku beautyShutterstock

Wzrost cen surowców powiązanych z ropą naftową zaczyna przekładać się na wyższe ceny eksportowe z Chin, co może przyspieszyć globalną inflację — również w branży kosmetycznej. Dane rynkowe wskazują, że producenci stopniowo przenoszą rosnące koszty na odbiorców.

W tym artykule przeczytasz:

  • Koniec okresu "tanich” dostaw z Chin
  • Surowce petrochemiczne pod presją
  • Czy marki przeniosą koszty na konsumentów?
  • Inflacja może przyspieszyć
  • Konsumenci jeszcze tego nie odczuli
  • Co to oznacza dla branży beauty?

Koniec okresu "tanich” dostaw z Chin

Po kilku latach spadków ceny eksportowe z Chin zaczynają rosnąć. W marcu odnotowano wyraźne podwyżki w wielu kategoriach dóbr konsumpcyjnych, co przerywa trend, który dotychczas pomagał ograniczać inflację na rynkach globalnych.

Zmiana ta jest związana m.in. z rosnącymi kosztami surowców petrochemicznych, będących podstawą produkcji wielu komponentów wykorzystywanych również w branży kosmetycznej m.in. w opakowaniach i składnikach formuł.

Surowce petrochemiczne pod presją

Najsilniej rosną koszty materiałów takich jak plastik, włókna syntetyczne czy chemikalia pochodzące z ropy. W praktyce oznacza to wzrost cen produktów wykorzystujących te komponenty.

W kontekście rynku beauty szczególne znaczenie mają opakowania z tworzyw sztucznych oraz składniki bazujące na pochodnych ropy, które stanowią istotny element kosztowy produkcji kosmetyków.

image

Potęga C-beauty: od fabryki świata do globalnych brandów [ANALIZA]

Czy marki przeniosą koszty na konsumentów?

Wzrost kosztów nie ogranicza się do jednego segmentu. Producenci mierzą się jednocześnie z drożejącymi surowcami, metalami i komponentami elektronicznymi, co dodatkowo zwiększa presję cenową w całym łańcuchu dostaw.

Dla marek kosmetycznych oznacza to rosnące koszty produkcji, logistyki i pakowania — a w konsekwencji potencjalną konieczność rewizji cen końcowych.

Inflacja może przyspieszyć

Dotychczas spadające ceny eksportowe z Chin działały jako bufor ograniczający inflację w gospodarkach rozwiniętych. Obecnie efekt ten zaczyna słabnąć.

Analitycy wskazują, że w 2026 roku inflacja w głównych gospodarkach może ponownie przekroczyć poziom 3 proc., co oznacza odwrócenie wcześniejszego trendu stabilizacji cen.

image

Chiny i Japonia jako nowy motor wzrostu w globalnej perfumerii niszowej [ROCZNIK WK 2025/26]

Konsumenci jeszcze tego nie odczuli

Na razie wzrost cen eksportowych nie w pełni przełożył się na ceny dla konsumentów. Wiele produktów dostępnych obecnie na rynku zostało zamówionych wcześniej, przy niższych kosztach produkcji.

Jednak w kolejnych miesiącach, wraz z realizacją nowych zamówień, presja cenowa może stać się bardziej widoczna.

Co to oznacza dla branży beauty?

Choć część analityków wskazuje, że Chiny mogą częściowo amortyzować globalny wzrost cen, wiele zależy od dalszego rozwoju sytuacji geopolitycznej i kosztów energii.

Dla producentów i detalistów to sygnał, że okres względnej stabilności kosztowej może się kończyć. W najbliższych miesiącach kluczowe będzie to, w jakim stopniu rosnące wydatki uda się zrównoważyć i czy ostatecznie trafią one do konsumenta.

 

Źródło: Fashion Network

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. lipiec 2026 18:09