StoryEditor
Biznes
10.02.2025 15:11

Jak wygląda biznes urodowy bez różowych okularów? Realia rynku usług kosmetycznych w Polsce

Według statystyk społeczeństwo się bogaci, czuje potrzebę dbania o wygląd, a liczba firm z sektora usług beauty stale rośnie. Czy salon kosmetyczny to idealny przepis na biznes?

Wygląd to nie tylko pozory

Przez ostatnie kilka lat uśredniona sytuacja ekonomiczna Polaków poprawiła się dzięki wzrostom płacy minimalnej i średniego wynagrodzenia oraz stabilizacji inflacji. – Dynamiczny rozwój tej branży [kosmetycznej – przyp. red.] ewidentnie świadczy o bogaceniu się społeczeństwa. Normalnym zjawiskiem jest, że wraz ze wzrostem dochodu coraz większa jego część jest kierowana na zakup usług – tłumaczy prof. Jacek Tomkiewicz, dziekan Kolegium Finansów i Ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego. Krótko mówiąc: możemy już nie tylko skupiać się na niezbędnych wydatkach, ale także zaspokoić indywidualne potrzeby utożsamiane z bardziej świadomym stylem życia.

image
Envato elements
Rozwój branży usług kosmetycznych zaistniał nie tylko dzięki czynnikom ekonomicznym, ale także zmianom społecznym. Według badań instytutu Galderma 75 proc. kobiet i mężczyzn uważa, że atrakcyjny wygląd pomaga w życiu. Dodatkowo dla większości Polaków (81 proc.) wygląd twarzy jest ważny, przy czym wynik ten jest wyższy wśród kobiet (89 proc.) niż wśród mężczyzn (73 proc.). Powstał więc idealny grunt pod pojawienie się nie tylko szerokiej oferty zabiegów i produktów kosmetycznych, ale także prężnego rozwoju salonów i klinik, w których możemy stać się piękniejsi. 

Odbicie po lockdownie

Kiedy w 2020 r. rząd wprowadzał kolejne obostrzenia, w tym wyłączenie pracy dla firm z branży usług beauty i spa, posłuch zyskały ponure wizje kryzysu ciągnącego się przez długie lata. Tymczasem już w 2022 r. branża odnotowała znaczący wzrost i można powiedzieć, że pandemiczny spadek był jedynie tymczasowym zakłóceniem stabilnego rozwoju. – Liczba salonów systematycznie rośnie, począwszy od 2012 r., co też jest oznaką coraz większej inwestycji w siebie i w wygląd Polek i Polaków, a także rosnącego zapotrzebowania na tego typu usługi – dodaje Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet. Według danych raportu firmy polski rynek usług beauty urósł w 2024 r. o 8 procent.

Według raportu dla branży beauty przygotowanego przez Booksy numerem jeden pośród rezerwowanych usług w salonach kosmetycznych pozostaje manicure hybrydowy. Znacząco zwiększyło się zainteresowanie zabiegami medycyny estetycznej (botoks, powiększanie ust), zaawansowaną koloryzacją włosów (multi-tone) oraz przedłużanie rzęs metodą 2D. Nieustającą popularnością cieszą się również inne zabiegi związane z oprawą oka, jak henna, laminacja rzęs, regulacja brwi. Większość wymienionych zabiegów wymaga odnowienia co kilka tygodni, więc zadowolony klient zapewnia salonowi regularny przychód.

Elastyczność biznesu

Osoby wchodzące na rynek pracy mogą postrzegać karierę w usługach urodowych jako sposób na szybki i łatwy zarobek – w końcu jeśli podaż wciąż wzrasta, a popyt nadal nie został zaspokojony, czy można tu popełnić błąd? Kuszącym czynnikiem może być też spory wybór form zatrudnienia – każdy znajdzie dogodny dla siebie punkt startowy w zależności od  dostępnego kapitału i ambicji biznesowej: zatrudnienie w cudzej firmie, samodzielną działalność mobilną lub otwarcie salonu. Każda z tych form ma jednak określone ryzyka i ograniczenia, z których można nie zdawać sobie sprawy wcześniej.

image
Justyna Selonke, mistrzyni fryzjerstwa
Nikola Wierzbicka-Mróz
Założenie firmy i praca na swój rachunek to kuszący wariant ze względu na wysokość zarobków. Jednak mnóstwo zależy od posiadanej wizji i gotowości podjęcia większej odpowiedzialności niż tylko za jakość wykonanych usług. – W swoim salonie dużo czasu spędzam nie na świadczeniu usług, w których czuję się ekspertką, ale na sprawach, których muszę uczyć się na bieżąco: księgowości, marketingu w social media, współpracy z kontrahentami i podwykonawcami, dbania o dobrostan pracowników – mówi Justyna Selonke, fryzjerka z tytułem zawodowym mistrza, założycielka trójmiejskiego salonu Just Hair. – Ponadto jak każdy profesjonalista muszę być na bieżąco z innowacjami w świecie fryzjerstwa, trendami, nowościami kosmetycznymi. Przy ogromie obowiązków nietrudno jest popełnić błąd, który przyniesie poważne konsekwencje dla biznesu i relacji z klientami – dodaje.

Według portalu Mam Biznes koszty otwarcia salonu kosmetycznego mogą wynieść od 50 do nawet 200 tysięcy złotych, w zależności od lokalizacji, wielkości gabinetu, liczby personelu, oferty usług i potrzebnego do ich przeprowadzenia sprzętu. Na tym jednak nie koniec – koszty stałe, takie jak wynajem lokalu czy media, z roku na rok wzrastają, co musi wpłynąć choćby na strategie cenowe czy zakres godzin pracy. Własny gabinet to zobowiązanie na lata, wymagające determinacji, skrupulatnego planowania i cierpliwości. Jeśli salon zatrudnia pracowników, musi również uwzględnić sezonowość usług przy planowaniu wynagrodzeń.

Osoby rozpoczynające swoją ścieżkę zawodową w branży beauty często decydują się na mniejsze przedsięwzięcie, czyli usługi mobilne. Klienci zapracowani czy rodzice małych dzieci doceniają tę formę ze względu na oszczędność własnego czasu. Jednak mobilne usługi wiążą się dla świadczących je osób z pewnymi niedogodnościami, takimi jak czas i koszty dojazdu lub ograniczona oferta zabiegowa. Z własnego doświadczenia wiem, że ten tryb pracy najlepiej sprawdza się osobom kontaktowym, opanowanym i otwartym na zmienne warunki pracy. W przeciwnym wypadku praca może stać się źródłem frustracji i nadmiernego stresu.

Konkurencja nie śpi

Wraz ze wzrostem popytu i podaży usług rośnie konkurencja między salonami, prowadzona w nie zawsze uczciwy sposób.  – Jednym z najbardziej szkodliwych działań w tej branży jest dumping cenowy, czyli obniżanie cen poniżej kosztów, aby pozbyć się konkurencji. Choć na początku może to być korzystne dla klientów, w dłuższej perspektywie często prowadzi do powstania monopolu i wzrostu cen – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy. – Dlatego firmy mogą zgłaszać takie przypadki i dochodzić swoich praw – dodaje.

image
Engin Akyurt via Unsplash

Często obserwuję, jak salony kopiują między sobą różne taktyki marketingowe i sprzedażowe, co moim zdaniem nie ma prawa przynieść długotrwałych rezultatów. Aby zbudować relację z klientem w warunkach ostrej rywalizacji, trzeba znaleźć swój wyróżnik. Sama postawiłam na usługi z użyciem naturalnych, przyjaznych środowisku kosmetyków. Dzieląc się wiedzą o zdrowiu i pielęgnacji włosów daję klientom poczucie, że są w dobrych rękach – podsumowuje Justyna Selonke.

Przedsiębiorczość nie zastąpi solidnej edukacji

Dun & Bradstreet w swoim opracowaniu zauważa, że problemem jest niedobór rąk do pracy w branży, biorący się głównie z nieodpowiednich kwalifikacji pracowników. Coraz częściej można spotkać osoby, które dokonują przebranżowienia z innego zawodu do profesji urodowych, jednak korzystają one z bogatej oferty szybkich kursów na rynku komercyjnym, które nie zapewniają gruntownej wiedzy i kompetencji jak po szkole zawodowej czy technikum. Skutkuje to dużą rotacją personelu, a jednocześnie utrudnia klientom znalezienie wytrawnego specjalisty w swojej dziedzinie. 

W Polsce szkoły branżowe traktuje się jako edukację wybieraną w ostateczności, jeśli uczeń nie dostanie się do średniej szkoły ogólnokształcącej. Tymczasem solidny fach w ręku i znajomość rzemiosła można z powodzeniem kształtować już na etapie nauki szkolnej i dać absolwentom przewagę na konkurencyjnym rynku. Wraz z latami doświadczenia mogą również zdobyć tytuł zawodowy czeladnika, a następnie mistrza – stwierdza Justyna Selonke.

Branża usług urodowych ma nieustający potencjał wzrostowy, jednak coraz liczniejsza konkurencja utrudnia zaistnienie i zdobycie solidnej pozycji na rynku. Świadomy wybór docelowej klienteli, dopasowanej do niej oferty i zakresu cen to niezbędny element udanego pomysłu na salon. Ponadto znajomość nie tylko zagadnień branżowych, ale także biznesowych i marketingowych również będzie odgrywała kluczową rolę w stabilnym rozwoju. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
17.08.2026 15:54
Verona Products Professional z wnioskiem o upadłość. Spółka miała 27,2 mln zł zobowiązań
Agata Grysiak

Verona Products Professional, właściciel m.in. marki Ingrid, znajduje się w kolejnym etapie kryzysu finansowego. Po rozpoczętej we wrześniu 2023 r. restrukturyzacji spółka 7 maja 2026 r. złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości. Sąd Rejonowy w Płocku ustanowił następnie tymczasowego nadzorcę sądowego. Według ostatnich dostępnych danych finansowych zobowiązania firmy wynosiły 27,2 mln zł, przy przychodach na poziomie 52,6 mln zł.

Verona Products Professional sp. z o.o. działa na polskim rynku od 2003 r. Spółka, zarejestrowana pod numerem KRS 0000167637 i NIP 8371658005, zajmuje się produkcją wyrobów kosmetycznych i toaletowych. Jej portfolio obejmuje m.in. marki Ingrid Cosmetics, Vollare, Revia oraz Vittorio Bellucci. Siedziba przedsiębiorstwa znajduje się w Andrzejowie Duranowskim w województwie mazowieckim. 

Problemy finansowe Verona Products Professional nie są nowe. Już 1 września 2023 r. w sprawie spółki pojawiło się obwieszczenie dotyczące ustalenia dnia układowego. W tym samym miesiącu VPP znalazła się na 5. miejscu zestawienia najbardziej zadłużonych firm, wobec których rozpoczęto postępowania restrukturyzacyjne. Wartość jej zobowiązań wynosiła wówczas 27,2 mln zł.  Według danych MGBI we wrześniu 2023 r. postępowania restrukturyzacyjne rozpoczęły się w 347 firmach, a 228 przedsiębiorstw rozpoczęło starania o ich wszczęcie. VPP należała więc do największych pod względem zadłużenia podmiotów obejmowanych wówczas procesem restrukturyzacyjnym. MGBI zastrzega przy tym, że prezentowane wartości zobowiązań bazują na najnowszych dostępnych wówczas sprawozdaniach i mogą różnić się od ich późniejszej rzeczywistej wartości. 

image

Revers i Verona Products Professional w czołówce zakwestionowanych do 2024 r. przez Safety Gate polskich produktów kosmetycznych [ANALIZA]

Kolejny etap rozpoczął się 4 grudnia 2023 r., kiedy dłużnik złożył wniosek restrukturyzacyjny. Sprawa została wpisana do repertorium Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy pod sygnaturą WA1M/GRz/257/2023. W 2024 r. wierzyciele przyjęli układ, a do sądu skierowano wniosek o jego zatwierdzenie. 

Restrukturyzacja nie doprowadziła jednak do trwałego rozwiązania problemów. W 2026 r. w rejestrach pojawiły się kolejne czynności dotyczące postępowania. 7 maja 2026 r. Verona Products Professional złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości, który został zarejestrowany przez Sąd Rejonowy w Płocku w sprawie o sygnaturze PL1P/GU/260/2026. 

Sąd zabezpieczył majątek spółki

Istotnym wydarzeniem było postanowienie z 15 czerwca 2026 r. Sąd Rejonowy w Płocku, V Wydział Gospodarczy ds. Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych, ustanowił wówczas tymczasowego nadzorcę sądowego. Funkcję tę powierzono Monice Wróblewskiej.

Oznaczało to jednocześnie ograniczenie swobody zarządu. Spółka zachowała możliwość wykonywania czynności zwykłego zarządu, natomiast działania wykraczające poza ten zakres wymagały zgody tymczasowego nadzorcy sądowego. 17 czerwca 2026 r. sąd opublikował sprostowanie wcześniejszego postanowienia, korygując nazwę dłużnika. Na tym etapie kluczowe jest rozróżnienie między złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości a samym ogłoszeniem upadłości. Dostępne informacje wskazują, że VPP znajduje się w postępowaniu dotyczącym wniosku o upadłość; nie należy więc utożsamiać decyzji o złożeniu wniosku z prawomocnym ogłoszeniem upadłości spółki. W rejestrze KRPU widnieje obecnie 10 obwieszczeń dotyczących VPP, w tym dotyczących postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. 

27,2 mln zł zobowiązań przy 52,6 mln zł przychodów

Skala problemów finansowych spółki najlepiej widoczna jest w danych ze sprawozdań finansowych. W 2022 r. Verona Products Professional osiągnęła 52,6 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, wobec 40,4 mln zł w 2021 r. i 42,4 mln zł w 2020 r. Oznaczało to wzrost sprzedaży o około 30 proc. w ujęciu rok do roku. 

image

Verona Products Professional ponownie otwiera sklep online

Jednocześnie wynik finansowy pozostawał niewielki w relacji do skali działalności. W 2022 r. spółka wypracowała 242,4 tys. zł zysku netto, przy 242,4 tys. zł zysku brutto. Marża netto wyniosła zaledwie około 0,46 proc. 

Znacznie bardziej niepokojące były dane bilansowe. Zobowiązania i rezerwy na zobowiązania wyniosły w 2022 r. 27,2 mln zł, podczas gdy aktywa miały wartość 33,8 mln zł, a kapitał własny 6,6 mln zł. Oznaczało to zadłużenie odpowiadające około 80 proc. aktywów. W 2021 r. zobowiązania wynosiły 25,2 mln zł, a w 2020 r. 21,6 mln zł. W ciągu dwóch lat wzrosły więc o około 5,5 mln zł, czyli o ponad 25 proc. 

Szczególnie istotna była struktura zobowiązań. W 2022 r. zobowiązania krótkoterminowe sięgały 20,7 mln zł, a długoterminowe około 5,3 mln zł. Wskaźnik bieżącej płynności wynosił 1,23, podczas gdy wskaźnik zadłużenia netto do EBITDA osiągnął 4,52. Dane te pokazują, że mimo generowania ponad 50 mln zł sprzedaży spółka działała przy stosunkowo niewielkiej poduszce kapitałowej. 

Kryzys widać było także w relacjach z pracownikami

Sygnały dotyczące problemów VPP pojawiały się również poza dokumentami finansowymi. Na profilu firmy w serwisie GoWork znajduje się 858 opinii, a średnia ocena wynosi 3,8/5 na podstawie 581 ocen. Należy jednak zaznaczyć, że GoWork informuje, iż nie weryfikuje każdej opinii przed publikacją, dlatego wpisów użytkowników nie można traktować jako niezależnego źródła potwierdzającego sytuację finansową przedsiębiorstwa. 

W lipcu 2026 r. pojawiły się tam wpisy dotyczące opóźnień w wypłatach. Jeden z użytkowników twierdził, że 11 lipca pracownicy nadal nie otrzymali wynagrodzenia za marzec. Inny wpis z 24 lipca odnosił się bezpośrednio do oczekiwania na informacje dotyczące postępowania upadłościowego. Są to jednak relacje zamieszczane przez użytkowników serwisu i powinny być traktowane jako sygnały, a nie zweryfikowane dane dotyczące całej organizacji. 

Ingrid i zmiana strategii sprzedaży

Problemy właściciela marki Ingrid zbiegły się w czasie ze zmianami w jej obecności w handlu detalicznym. W sierpniu 2024 r. pojawiły się informacje o pustych szafach Ingrid w części sklepów Rossmann. Personel niektórych placówek informował o możliwym zakończeniu współpracy, natomiast rzecznik Rossmanna zaprzeczał, jakoby sieć wycofywała markę ze sprzedaży.  W tym samym okresie VPP znajdowała się już w restrukturyzacji. Jak informował wówczas branżowy portal, układ z wierzycielami został przyjęty, a do sądu trafił wniosek o jego zatwierdzenie. 

image

Ingrid u nas już nie będzie – mówi personel Rossmanna. Sieć zaprzecza. Co się dzieje z marką należącą do VPP?

W grudniu 2025 r. spółka próbowała natomiast wzmacniać sprzedaż bezpośrednią. 4 grudnia 2025 r. uruchomiła ponownie sklep internetowy, tym razem skoncentrowany przede wszystkim na marce Ingrid. Wcześniej VPP prowadziła multibrandowy sklep GoodSoul.eu, obejmujący wszystkie najważniejsze marki z portfolio. Pod koniec 2023 r. serwis zaczął przekierowywać użytkowników do monobrandowego sklepu Ingrid, co wskazywało na zmianę strategii e-commerce. Biedronki serię zapachów, która spotkała się z krytyką części konsumentek dotyczącą podobieństwa do wcześniejszych produktów. Firma zaprzeczała zarzutom dotyczącym sposobu komunikowania zmian w portfolio. 

image

Ingrid wprowadza do Biedronki serię zapachów: konsumentki zarzucają marce gaslighting

Kolejny etap dla producenta kosmetyków

Historia Verona Products Professional pokazuje, że pomiędzy pierwszymi działaniami restrukturyzacyjnymi a wnioskiem o upadłość minęły niespełna 3 lata. We wrześniu 2023 r. spółka miała około 27,2 mln zł zobowiązań i znalazła się w pierwszej piątce najbardziej zadłużonych przedsiębiorstw rozpoczynających wówczas restrukturyzację. W maju 2026 r. sama złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości, a w czerwcu sąd ustanowił tymczasowego nadzorcę mającego zabezpieczyć jej majątek. 

Dla rynku kosmetycznego oznacza to nie tylko problem pojedynczego producenta, lecz także niepewność dotyczącą dalszego funkcjonowania marek znajdujących się w jego portfolio. Ostateczne znaczenie dla wierzycieli, pracowników, kontrahentów i dystrybutorów będzie miało rozstrzygnięcie sądu w sprawie wniosku złożonego 7 maja 2026 r. oraz dalszy sposób prowadzenia postępowania. W dniu publikacji, tj. 17 sierpnia 2026 r., dostępne rejestry potwierdzają przede wszystkim trwające postępowanie w sprawie wniosku o upadłość i ustanowienie tymczasowego nadzorcy, a nie prawomocne zakończenie działalności spółki w wyniku ogłoszenia upadłości. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Eksport
17.08.2026 14:47
USA utrzymuje cła na przesyłki do 800 dolarów. Koniec de minimis uderza w e-commerce beauty
Prezydent Donald Trump chce wyrównać bilans handlowy USA z UEefaktor/AI

Amerykański Court of International Trade podtrzymał decyzję administracji Donalda Trumpa o zawieszeniu zasady de minimis, która pozwalała na bezcłowy import przesyłek o wartości do 800 dolarów. Orzeczenie oznacza, że firmy sprzedające kosmetyki bezpośrednio amerykańskim konsumentom nadal muszą uwzględniać dodatkowe koszty importowe. Do końca 2025 r. zawieszenie przyniosło już ponad 1 mld dolarów wpływów z ceł.

Amerykański Court of International Trade odrzucił pozew kwestionujący decyzję prezydenta Donalda Trumpa o zawieszeniu zwolnienia celnego de minimis. Trzyosobowy skład sądu uznał, że prezydent miał podstawę prawną do zniesienia preferencji na mocy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA). Oznacza to, że administracja może nadal pobierać cła od przesyłek o wartości 800 dolarów lub niższej.

Decyzja ma znaczenie przede wszystkim dla transgranicznego handlu internetowego. Zasada de minimis przez lata umożliwiała wprowadzanie na rynek USA kwalifikujących się towarów o niskiej wartości bez konieczności uiszczania ceł. Mechanizm był szczególnie istotny dla modeli sprzedaży, w których pojedyncze zamówienia były wysyłane bezpośrednio z zagranicy do konsumentów w Stanach Zjednoczonych.

Ponad 1 mld dolarów wpływów

Zniesienie zwolnienia zaczęło przynosić wymierne efekty fiskalne. Do końca 2025 r. zawieszenie de minimis wygenerowało ponad 1 mld dolarów wpływów z ceł. Dla administracji Trumpa jest to jeden z argumentów przemawiających za utrzymaniem nowych zasad.

Prezydent od początku przedstawiał de minimis jako lukę w amerykańskim systemie handlowym. Wskazywał, że mechanizm pozwalał zagranicznym przedsiębiorstwom na omijanie części obciążeń importowych, a także mógł być wykorzystywany do przemytu nielegalnych produktów.

image

Miliardy dolarów do odzyskania: L‘Oréal, Bausch + Lomb i Sol de Janeiro walczą z USA o zwrot ceł

Trump z zadowoleniem przyjął najnowsze orzeczenie sądu, określając je jako zwycięstwo w sprawie jednej z najbardziej problematycznych – w jego ocenie – luk w amerykańskiej polityce celnej.

Sąd rozróżnił dwie decyzje administracji

Sprawa ma również wymiar prawny. Pozew przeciwko administracji złożyła w maju 2025 r. firma Detroit Axle, dystrybutor części samochodowych z Michigan. Przedsiębiorstwo argumentowało, że prezydent nie miał wystarczających kompetencji, aby wykorzystać IEEPA do usunięcia zwolnienia de minimis.

Problem wynikał z wcześniejszego zastosowania tej samej ustawy przez Trumpa do wprowadzenia szerokich taryf określanych jako „Liberation Day tariffs”. W lutym Sąd Najwyższy USA uznał, że IEEPA nie daje prezydentowi wystarczającej podstawy do nakładania tak szeroko zakrojonych ceł bez zgody Kongresu.

Court of International Trade uznał jednak, że sytuacja w przypadku de minimis jest odmienna. Zdaniem sędziów zawieszenie zwolnienia nie stanowi ani wykonywania przez prezydenta władzy nad budżetem, ani wykonywania kompetencji ustawodawczych zastrzeżonych dla Kongresu.

W praktyce oznacza to, że najnowsze orzeczenie nie przywraca automatycznie wcześniejszych zasad. Zawieszenie de minimis pozostaje w mocy, a przedsiębiorcy muszą uwzględniać jego konsekwencje w kosztach importu.

Beauty traci preferencyjny model sprzedaży

Dla sektora kosmetycznego znaczenie zmian jest szczególne. Transgraniczny e-commerce umożliwiał markom z różnych części świata sprzedaż produktów amerykańskim konsumentom bez konieczności budowania od początku rozbudowanej infrastruktury dystrybucyjnej w USA.

image

Cła Trumpa jednak niezgodne z prawem? Jak postanowienie Sądu Najwyższego wpłynie na branżę kosmetyczną?

Model oparty na de minimis był atrakcyjny zwłaszcza przy zamówieniach o niewielkiej wartości. Firma mogła wysłać pojedynczą paczkę bezpośrednio do konsumenta, zamiast importować większą partię produktów do USA, ponosić koszty odprawy celnej i utrzymywania zapasów w amerykańskim magazynie.

Zmiana zwiększa tzw. landed cost, czyli całkowity koszt produktu ponoszony do momentu jego dostarczenia na rynek docelowy. W przypadku kosmetyków o stosunkowo niskiej cenie jednostkowej dodatkowa opłata celna może mieć istotny wpływ na marżę.

Konsekwencje mogą obejmować podwyżki cen detalicznych, ograniczenie promocji, zmianę wielkości minimalnego zamówienia albo przeniesienie części kosztów na konsumenta.

Shein i Temu jako przykład skali

Zniesienie de minimis szczególnie mocno dotyka modele biznesowe rozwijane przez platformy e-commerce, takie jak Shein i Temu. Firmy te wykorzystywały wysyłkę pojedynczych, relatywnie tanich paczek bezpośrednio do amerykańskich konsumentów.

W niektórych modelach przedsiębiorstwa korzystały także z magazynów zlokalizowanych w Kanadzie i Meksyku. Towary trafiały następnie do USA w postaci pojedynczych przesyłek, co pozwalało korzystać z preferencyjnego traktowania importu niezależnie od kraju produkcji towaru.

Dla rynku beauty mechanizm ten był istotny zarówno dla dużych platform, jak i mniejszych marek prowadzących sprzedaż D2C (direct-to-consumer). Zniesienie zwolnienia zmniejsza przewagę kosztową tego modelu.

Kongres planuje definitywny koniec zwolnienia

Orzeczenie sądu nie jest jedynym czynnikiem determinującym przyszłość de minimis. Kongres USA oddzielnie przegłosował rozwiązania zakładające trwałe wyeliminowanie zwolnienia od 2027 r.

Oznacza to, że nawet gdyby obecne rozwiązania administracji zostały w przyszłości zakwestionowane, amerykański rynek zmierza w kierunku trwałego odejścia od bezcłowego traktowania niskowartościowych przesyłek.

image

Cła Trumpa: francuski sektor kosmetyczny szykuje się na utratę 10 tys. miejsc pracy

Dla zagranicznych marek kosmetycznych oznacza to konieczność ponownej kalkulacji modelu wejścia na rynek USA. Dotyczy to przede wszystkim firm, które dotychczas opierały sprzedaż na wysyłce pojedynczych zamówień z Europy lub Azji bezpośrednio do konsumentów.

Magazyn w USA zamiast wysyłki pojedynczych paczek?

W nowych warunkach część przedsiębiorstw może rozważać zmianę modelu logistycznego. Jedną z możliwości jest import większych partii produktów do USA, ich odprawa celna i dalsza dystrybucja z lokalnego magazynu.

Takie rozwiązanie może zwiększać koszty związane z magazynowaniem, zapasami i logistyką, ale jednocześnie pozwala ograniczyć zależność od przesyłek transgranicznych. Dla marek o odpowiednio dużej sprzedaży może się okazać bardziej efektywne kosztowo niż wysyłanie każdego zamówienia z zagranicy.

Firmy będą musiały również analizować ceny, marże, kanały fulfilmentu oraz lokalizację zapasów. W przypadku produktów beauty znaczenie może mieć także struktura asortymentu – szczególnie udział produktów o niskiej wartości jednostkowej.

Zniesienie de minimis zmienia więc nie tylko sposób naliczania ceł. Może wpłynąć na całą architekturę transgranicznego e-commerce: od ustalania cen i strategii promocyjnych, przez wybór operatora logistycznego, po decyzje o budowie lokalnej sieci dystrybucji w USA.

image

Francuski przemysł kosmetyczny ostrzega: nowe cła USA mogą kosztować 300 mln euro rocznie i 5 tys. miejsc pracy

Dla sektora kosmetycznego najważniejsza jest przy tym perspektywa czasowa. Obecne zawieszenie już obowiązuje, przyniosło ponad 1 mld dolarów wpływów z ceł, a od 2027 r. planowane jest ustawowe, trwałe zakończenie obowiązywania zwolnienia. Dla marek międzynarodowych oznacza to, że model sprzedaży oparty na tanich, bezpośrednich przesyłkach do amerykańskiego konsumenta może w najbliższych latach stać się zdecydowanie mniej opłacalny.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. sierpień 2026 22:15