StoryEditor
Prawo
20.03.2026 13:12

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Coraz więcej konsumentów wybiera kosmetyki tworzone w duchu odpowiedzialnej produkcji i troski o planetę. Określenia „eko”, „bio” czy „naturalny” nie są już tylko reklamowym hasłem – stały się symbolem stylu życia. Dlatego wielu klientów chętnie zapłaci więcej za produkty, które są zgodne z ich wartościami. Nic dziwnego, że producenci kosmetyków szybko dostrzegli potencjał „zielonej” komunikacji. Co się zmieni się w walce z greenwashingiem w 2026 roku – dla Rocznika Wiadomości Kosmetycznych 2025/26 przeanalizowała Natalia Basałaj, radca prawny w Kancelarii Hansberry Tomkiel.

Producenci kosmetyków coraz częściej wykorzystują nazwy, kolory i motywy roślinne, które kojarzą się z naturą. Wystarczy spojrzeć na marki takie jak OnlyBio, Make Me Bio, BioDerma, BeBio Cosmetics czy Bio Up – to przykłady (głównie polskich) przedsiębiorców, którzy budują swoją tożsamość wokół idei bliskości z naturą. Zanim jednak przedsiębiorca zdecyduje się na nazwę, logo, design etykiety lub hasło inspirowane ekologią warto pamiętać, że prawo w tym obszarze bywa bardziej restrykcyjne, niż się wydaje.

Czy greenwashing to eko-ściema?

Greenwashing, czyli tzw. eko-ściema, to praktyka, w której przedsiębiorca udaje, że działa ekologicznie, podczas gdy w rzeczywistości robi niewiele (albo wręcz szkodzi środowisku). Takie „zielone kłamstwo” może polegać na stosowaniu nieuczciwych praktyk rynkowych, które wprowadzają konsumentów w błąd co do cech produktu lub jego wpływu na środowisko. Działania te, obok czynów nieuczciwej konkurencji, mogą stanowić naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Zgodnie z orzecznictwem może to być nawet działanie jednorazowe, niepowtarzalne i nieregularne (np. pojedyncze oświadczenie czy informacja). Przykładem może być kampania marketingowa, oparta na pseudoekologicznych hasłach czy też rozpowszechnianie materiałów reklamowych w postaci ulotek, których treść sugeruje proekologiczny charakter produktu.

Natomiast czynem nieuczciwej konkurencji jest między innymi takie oznaczenie towarów lub usług albo jego brak, które może wprowadzić klientów w błąd co do np. jego pochodzenia, jakości, składników, sposobu wykonania, możliwości zastosowania lub innych istotnych cech towarów albo usług. Na przykład wtedy, gdy producent plastikowych opakowań pomija fakt, że jest to plastik, a jednocześnie zapewnia o ekologiczności swojego produktu.

Czynem nieuczciwej konkurencji będzie także reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi – gdy producent kosmetyków reklamuje swoje produkty jako „całkowicie biodegradowalne” i „przyjazne środowisku”, podczas gdy skład chemiczny produktów nie spełnia tych deklaracji, m.in. gdy w większości użyto składników syntetycznych, a nie naturalnych.

W prawie nie istnieje oficjalna definicja kosmetyków „naturalnych” czy „organicznych”, dlatego producenci używają tych określeń w różny sposób. Może się więc zdarzyć, że produkt reklamowany jako „100% naturalny” czy „przyjazny dla środowiska” będzie zawierał składniki o wątpliwym pochodzeniu ekologicznym czy nawet syntetyczne, a jego proces produkcji wcale nie musi być neutralny dla środowiska.

Co grozi za stosowanie greenwashingu?

Polskie prawo chroni konsumentów przed wprowadzającymi w błąd reklamami, w tym greenwashingiem. Na podstawie ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, prezes UOKiK może:

  • nałożyć na przedsiębiorcę karę do 10 proc. jego rocznego obrotu,
  • nałożyć karę do 2 mln zł na osobę pełniącą funkcję kierowniczą lub wchodzącą w skład organu zarządzającego przedsiębiorcy, jeżeli osoba ta, w ramach sprawowania swojej funkcji w czasie trwania stwierdzonego naruszenia, umyślnie dopuściła przez swoje działanie lub zaniechanie do naruszenia przez przedsiębiorcę zakazów stosowania niedozwolonych postanowień wzorców umów lub zakazu praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów. Jeżeli przedsiębiorca podlega nadzorowi organu właściwego dla rynku finansowego (w szczególności bankowego, kredytowego, pożyczkowego, emerytalnego, ubezpieczeniowego lub kapitałowego, etc.), kara dla menedżera może wynieść do 5 mln zł,
  • nakazać przedsiębiorcy zaprzestanie nieuczciwej praktyki,
  • zobowiązać przedsiębiorcę do usunięcia jej skutków (np. sprostowania reklamy),
  • opublikować decyzję na koszt przedsiębiorcy.

Greenwashing pod lupą: przykłady z praktyki urzędów

Włoski urząd ds. ochrony konkurencji (AGCM) stanowczo reaguje na greenwashing. 

W lutym 2025 r. AGCM nałożył jedną z pierwszych w UE kar za greenwashing na General Logistics Systems (GLS) w wysokości 8 mln euro za wprowadzające w błąd działania w ramach programu środowiskowego „Climate Protect”. Program, który miał podkreślać ekologiczny wizerunek grupy, okazał się nieprzejrzysty, niewiarygodny i źle komunikowany. Klienci i partnerzy GLS byli zmuszani do płacenia za certyfikaty kompensacji emisji CO₂, podczas gdy rzeczywisty wkład przedsiębiorców był mniejszy niż pobrane opłaty. Dochodziło do sytuacji, w których komunikaty i certyfikaty były mylące, co stanowiło nieuczciwą praktykę handlową naruszającą przepisy chroniące konsumentów. 

4 sierpnia 2025 roku AGCM ukarał Infinite Styles Services Co. Ltd grzywną 1 mln euro za wprowadzające w błąd informacje o ochronie środowiska w promocji odzieży Shein. Komunikaty w sekcjach #SHEINTHEKNOW, evoluSHEIN i Odpowiedzialność Społeczna były niejasne lub fałszywe, m.in. w kwestii recyklingu, „zielonych włókien” i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Twierdzenia mogły sugerować, że kolekcje są w pełni zrównoważone, co nie odpowiadało rzeczywistości, a deklarowane cele klimatyczne były sprzeczne z faktycznym wzrostem emisji spółki w 2023–2024. Urząd zaznaczył, że Shein ma szczególną odpowiedzialność ze względu na działalność w wysoce zanieczyszczającym sektorze szybkiej mody. 

W Polsce Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nie nałożył jeszcze kar za greenwashing, ale sytuacja może się wkrótce zmienić. Prezes UOKiK coraz częściej analizuje przekazy reklamowe pod kątem nadużywania haseł ekologicznych. Do niedawna prowadzone były jedynie postępowania wyjaśniające, jednak 29 lipca 2025 roku po raz pierwszy postawiono zarzuty czterem dużym podmiotom z branży e-commerce i logistycznej:

  • Allegro – obietnica sadzenia drzew była uzależniona od dodatkowych warunków, a faktycznie drzewa sadzono niezależnie od decyzji klientów.
  • DHL – promowało dostawy do automatów jako „eko”, mimo że większość floty stanowią pojazdy spalinowe, a energia w Polsce wciąż pochodzi głównie z węgla.
  • DPD – używało sloganów „Zero emissions” i „zielona flota”, które UOKiK uznał za wprowadzające w błąd.
  • InPost – mimo haseł o „zeroemisyjnym e-commerce” korzysta głównie z pojazdów spalinowych; zarzuty obejmują też tzw. ecoshaming – budowanie presji na konsumentach, by wybierali rzekomo bardziej ekologiczne opcje.

Obecnie trwają kolejne postępowania wyjaśniające, szczególnie w branżach wysokoemisyjnych, takich jak kosmetyczna i modowa. Działania prezesa UOKiK wpisują się w szerszy trend unijnych inicjatyw przeciwko greenwashingowi i mogą być inspirowane skutecznymi przykładami z Włoch.

Nowe przepisy UE – koniec z niejasnymi eko-obietnicami

Unijna Dyrektywa ds. greenwashingu ma na celu ochronę konsumentów przed nieuczciwymi praktykami w obszarze reklamy ekologicznej i ogranicza stosowanie wprowadzających w błąd twierdzeń ekologicznych oraz zapewnia jednolite, ogólnoeuropejskie standardy informacyjne.  

W unijnych przepisach wskazano 12 nowych praktyk handlowych uznawanych za nieuczciwe w każdych okolicznościach, tzw. lista czarnych praktyk dotyczących wyłącznie stosunków przedsiębiorców z konsumentami. 

Dla branży kosmetycznej istotne jest, że za działanie wprowadzające w błąd uznano m.in. oznaczanie produktu jako „zielonego” lub „zrównoważonego” bez stosownego certyfikatu, podawanie nieprawdziwych informacji o głównych cechach produktów, w tym o właściwościach środowiskowych czy społecznych, a także o aspektach związanych z obiegiem zamkniętym, takich jak trwałość, możliwość naprawy lub zdatność do recyklingu.

Wprowadzono definicje kluczowych pojęć, takich jak twierdzenie dotyczące ekologiczności, oznakowanie związane ze zrównoważonym rozwojem, system certyfikacji, uznana wysoka efektywność ekologiczna, trwałość produktu oraz materiał eksploatacyjny.

Za nieuczciwe wprost uznano formułowanie twierdzeń dotyczących przyszłej efektywności ekologicznej produktów kosmetycznych bez jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i weryfikowalnych zobowiązań, określonych w szczegółowym, realistycznym planie działania. Plan taki powinien zawierać wymierne cele czasowe, odpowiednie przydzielenie zasobów oraz regularną weryfikację przez niezależnego eksperta, a jego wyniki powinny być udostępniane konsumentom.

Państwa członkowskie mają czas do 27 marca 2026 roku na transpozycję tej Dyrektywy do swoich przepisów krajowych, a nowe przepisy powinny wejść w życie nie później niż 27 września 2026 roku. 

image

Branża kosmetyczna apeluje o okres przejściowy przed wejściem w życie nowych przepisów anty-greenwashingowych UE

W Polsce opublikowano dotychczas jedynie ogólne założenia projektu ustawy, mającej dostosować prawo krajowe do wspomnianej Dyrektywy. Na podstawie samych założeń trudno ocenić, w jaki sposób unijne przepisy zostaną wdrożone w Polsce, np. czy, podobnie jak w Niemczech czy Hiszpanii, zostanie rozszerzona tzw. „czarna lista” oraz, czy nowe przepisy zdążą wejść w życie w wyznaczonym terminie. Jednak zmiany mają charakter ewolucyjny, a nie rewolucyjny. Przedsiębiorcy już teraz powinni liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi za greenwashing.

Rewolucją byłoby przyjęcie Dyrektywy o Zielonych Oświadczeniach (Green Claims Directive), która wprowadziłaby obowiązek niezależnej weryfikacji i ujednoliconą prezentację deklaracji ekologicznych, np. w formie linku lub kodu QR na opakowaniu. Choć prace nad nią są zawieszone, nowy projekt może wkrótce się pojawić. Ostatecznie skuteczność nowych regulacji pokaże praktyka.

Czy to już koniec eko-ściemy?

  • Zielone oznaczenia, w tym znaki towarowe, slogany reklamowe oraz inne symbole sugerujące proekologiczność, muszą być zgodne z prawdą i nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd. 
  • Od 2026 roku zaczną obowiązywać nowe unijne regulacje przeciwdziałające tzw. greenwashingowi, które zaostrzą wymogi dotyczące wiarygodności i weryfikowalności ekologicznych deklaracji.

W branży kosmetycznej, a także modowej, można spodziewać się wzrostu liczby sporów dotyczących komunikacji środowiskowej – zarówno pomiędzy konkurentami, jak i z organami nadzoru, w tym Prezesem UOKiK. Przedsiębiorcy będą musieli oprzeć wszelkie „zielone” twierdzenia na rzetelnych, mierzalnych i weryfikowalnych danych oraz  niezależnej certyfikacji. 

W praktyce oznacza to koniec swobodnego posługiwania się określeniami typu eco, natural, green czy przyjazny dla środowiska bez poparcia ich dowodami. Niezastosowanie się do nowych wymogów może skutkować poważnymi konsekwencjami prawnymi, w tym odmową rejestracji lub unieważnieniem znaku towarowego, karami finansowymi sięgającymi 10 proc. rocznego obrotu, a także roszczeniami cywilnymi.

W kontekście nadchodzących regulacji warto już teraz przeanalizować strategię komunikacji marketingowej oraz oznakowania produktów kosmetycznych, aby upewnić się, że nie wprowadzają one konsumentów w błąd. 

Przedsiębiorcy powinni w tym celu:

  • przejrzeć hasła marketingowe, takie jak „eko”, „bio” czy „green”, i upewnić się, że są zgodne z prawem;
  • zweryfikować oznakowanie produktów i opakowań oraz przeprowadzić audyt portfolio znaków towarowych w celu weryfikacji czy spełniają unijne standardy;
  • uporządkować dokumentację, w tym dowody, certyfikaty i deklaracje środowiskowe potwierdzające rzetelność twierdzeń;
  • przeszkolić zespoły marketingowe w zakresie uczciwej komunikacji ekologicznej i interpretacji obecnych oraz nadchodzących wymogów prawnych.

Kompleksowe podejście do proekologicznego marketingu pozwoli branży kosmetycznej nie tylko działać zgodnie z prawem, ale też wykorzystać transparentność i odpowiedzialność środowiskową do budowania zaufania i lojalności wśród konsumentów oraz wartości marki.

Artykuł ukazał się pierwotnie w grudniu 2025 w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.09.2026 14:49
Koniec z „eko” bez dowodów. Nowe zasady zielonych claimów coraz bliżej branży kosmetycznej
Anna Shvets

Dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikowania środowiskowych cech produktów. Dla branży kosmetycznej oznacza to konieczność weryfikacji claimów na opakowaniach, stronach internetowych, w e-commerce i reklamach. W Polsce przepisy mają zacząć obowiązywać 27 września 2027 r. – o rok później niż przewiduje unijny termin.

„Ekologiczny”, „zielony”, „przyjazny dla środowiska”, „neutralny klimatycznie” czy „zero waste” – tego rodzaju określenia coraz częściej pojawiają się w komunikacji marek kosmetycznych. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825, przyjęta 28 lutego 2024 r., zmienia jednak zasady wykorzystywania takich przekazów. Jej przepisy zmieniają dyrektywy 2005/29/WE dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych oraz 2011/83/UE dotyczącą praw konsumentów. Państwa członkowskie powinny były dokonać transpozycji do 27 marca 2026 r., a unijne przepisy mają być stosowane od 27 września 2026 r.

Polska implementacja jest już na końcowym etapie parlamentarnym. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę zmieniającą ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawę o prawach konsumenta. 24 września Senat przyjął ją bez poprawek. W toku prac parlamentarnych zmieniono termin wejścia ustawy w życie z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. (⁠Sejm)

Skala greenwashingu

Za zaostrzeniem przepisów stoją konkretne dane. Według Komisji Europejskiej analiza przeprowadzona w 2020 r. wykazała, że 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych przekazywało informacje niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie było popartych dowodami. W innym badaniu, obejmującym 344 deklaracje dotyczące zrównoważonego rozwoju, organy ochrony konsumentów uznały w 57,5 proc. przypadków, że przedsiębiorcy nie przedstawili wystarczających informacji pozwalających ocenić prawdziwość deklaracji.

Problem jest szczególnie istotny dla kategorii kosmetycznej i produktów higieny osobistej. W unijnym przeglądzie z 2020 r. kosmetyki i produkty personal care stanowiły 17 proc. analizowanych przypadków dotyczących potencjalnie wprowadzających w błąd deklaracji dotyczących zrównoważonego rozwoju.

image

L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier

Nowe przepisy wprowadzają do katalogu tzw. czarnych praktyk kolejne zachowania, które będą zakazane niezależnie od kontekstu. Jednym z nich jest stosowanie ogólnych twierdzeń środowiskowych bez możliwości wykazania odpowiedniej, uznanej efektywności środowiskowej. Dotyczy to m.in. określeń takich jak „eko”, „zielony”, „ekologiczny” czy „przyjazny dla środowiska”. Co istotne, deklaracja środowiskowa może być przekazem nie tylko tekstowym. Unijna definicja obejmuje także ilustracje, grafiki, symbole, oznakowania, nazwy marek, przedsiębiorstw i produktów, jeżeli sugerują korzystny wpływ na środowisko.

W praktyce nie oznacza to automatycznego zakazu każdego użycia słowa „eko”. Problemem będzie ogólne twierdzenie, którego przedsiębiorca nie jest w stanie poprzeć odpowiednimi dowodami. Dyrektywa przewiduje bowiem możliwość przedstawienia konkretnego uzasadnienia na tym samym nośniku. Przykładowo ogólne określenie dotyczące „przyjaznego dla klimatu opakowania” różni się od precyzyjnej informacji o tym, że 100 proc. energii wykorzystanej do produkcji opakowania pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Opakowanie, reklama i e-commerce pod lupą

Szczególne znaczenie dla kosmetyków będzie miała regulacja dotycząca oznakowań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się dowolnymi, własnymi „zielonymi” symbolami sugerującymi certyfikowaną ekologiczność produktu. Dyrektywa przewiduje, że takie oznaczenia powinny być oparte na systemie certyfikacji albo ustanowione przez organ publiczny.

Ograniczenia obejmą także deklaracje dotyczące neutralności klimatycznej. Dyrektywa wprost zakazuje twierdzeń, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na klimat, jeżeli takie przekazy opierają się na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych poza łańcuchem wartości produktu. Dotyczy to m.in. komunikatów typu „climate neutral”, „carbon neutral”, „climate compensated” czy „reduced climate impact”.

Osobną kategorię stanowią deklaracje dotyczące przyszłych celów środowiskowych. Komunikat w rodzaju „do 2030 r. osiągniemy neutralność klimatyczną” będzie musiał opierać się na jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i możliwych do zweryfikowania zobowiązaniach, zawartych w szczegółowym i realistycznym planie. Plan powinien obejmować m.in. mierzalne i określone w czasie cele oraz środki potrzebne do ich realizacji, a jego wykonanie ma być regularnie weryfikowane przez niezależnego eksperta.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność spojrzenia na komunikację szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczego hasła na opakowaniu. Audytu będą wymagały również strony internetowe, karty produktów w e-commerce, materiały reklamowe, kampanie w mediach społecznościowych, komunikacja korporacyjna oraz symbole i oznaczenia wykorzystywane przy produktach.

– Nowe przepisy dotyczące komunikacji to dla branży kosmetycznej znacznie więcej niż kwestia zmiany kilku haseł na opakowaniu. Firmy będą musiały z jeszcze większą ostrożnością oceniać treści, które wykorzystują w komunikacji marketingowej, a same komunikaty projektować precyzyjnie, tak aby konsumenci mieli jasność, czego one dotyczą – tłumaczy Magdalena Turowska, regulatory affairs managerka w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Jak dodaje, deklaracja środowiskowa powinna mieć konkretne i adekwatne uzasadnienie, które przedsiębiorca będzie w stanie wykazać i obronić. W praktyce oznacza to konieczność współpracy działów marketingu, regulatory, prawnych, ESG i osób odpowiedzialnych za opakowania oraz e-commerce.

Istotne będą również nowe zasady dotyczące praktyk wprowadzających w błąd. Dyrektywa obejmuje nie tylko bezpośrednio fałszywe deklaracje, lecz także komunikaty dotyczące cech środowiskowych, społecznych i aspektów gospodarki o obiegu zamkniętym, takich jak trwałość, naprawialność czy możliwość recyklingu. Regulacja obejmuje również eksponowanie korzyści, które nie wynikają z rzeczywistych cech produktu, a także przedstawianie jako przewagi środowiskowej cechy, która jest w rzeczywistości obowiązkowym wymogiem prawnym.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Z punktu widzenia firm kosmetycznych kluczowe będzie więc nie tylko to, co marka komunikuje, ale również czego dotyczy claim, na jakich danych się opiera i czy zakres deklaracji odpowiada rzeczywistej właściwości produktu. Przedsiębiorcy powinni już teraz przejrzeć stosowane oznaczenia, claims i materiały marketingowe oraz sprawdzić, czy dla każdego komunikatu istnieje odpowiednia dokumentacja potwierdzająca jego prawdziwość. Unijna dyrektywa ustanawia ramy ochrony przed greenwashingiem, a szczegółowe zasady uzasadniania deklaracji środowiskowych mają być dodatkowo rozwijane w kolejnych regulacjach.

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę podejścia do komunikacji środowiskowej: od atrakcyjnego, ogólnego hasła w kierunku precyzyjnego claimu, którego zakres można jednoznacznie określić, a podstawę – udokumentować. Przy 27 września 2027 r. jako dacie przewidzianego w polskiej ustawie wejścia przepisów w życie firmy zyskują dodatkowy rok, ale kierunek zmian jest już określony.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. wrzesień 2026 14:40