StoryEditor
Prawo
07.06.2023 00:00

Lekarze kontra kosmetolodzy. Trwa walka o zabiegi powiększania ust i nie tylko  

Według kosmetologów lista procedur medycznych utworzona przez środowiska lekarskie wyklucza kosmetologów z wykonywania szeregu zabiegów, do których są uprawnieni / fot. shutterstock
Już nie tylko powiększanie ust, czy zabiegi mezoterapii mogą utracić kosmetolodzy, ale nawet wykonywanie peelingów czy maseczek – tego chcą środowiska lekarskie tworząc listę zabiegów medycznych. Kosmetolodzy biją na alarm i zbierają podpisy pod petycją skierowaną do Sejmu RP.  

Zabiegi z zakresu medycyny estetycznej może wykonywać lekarz internista, ale nie może ich wykonywać kosmetolog, bo nie ma do tego uprawnień – taką optykę przedstawił w rozmowie z Money.pl Michał Gajda, adwokat i pełnomocnik Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych. Chodzi tu także o najpopularniejsze zabiegi z wykorzystaniem kwasu hialuronowego, nici liftingujących czy nawet silniejsze peelingi i maseczki. Za chwilę ich wykonywanie w gabinetach kosmetycznych może zostać zakazane ustawą. Absolutnie nie zgadzają się na to kosmetolodzy i zbierają podpisy pod własną petycją skierowaną do Sejmu RP. Jak twierdzą, ich opinię, udział w konsultacjach w Ministerstwie Zdrowia, a także kompetencje – kompletnie zlekceważono.

Definicja „świadczenia zdrowotnego”

Według adwokata Michał Gajdy, rozmówcy Money.pl, w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad zmianą przepisów dotyczących wykonywania zabiegów z zakresu medycyny estetycznej i to MZ było inicjatorem tych prac. Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych, które reprezentuje mec. Gajda, 14 marca 2023 r. zgłosiło petycję mającą na celu zmianę definicji „świadczenia zdrowotnego” zawartej w art. 2 ust. 1 pkt 10 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (t.j. Dz. U. z 2022 r. poz. 633 z późn. zm.) poprzez dodanie, że obejmuje ona także działania służące „przywracaniu lub poprawie fizycznego lub psychicznego samopoczucia oraz społecznego funkcjonowania pacjenta, poprzez zmianę jego wyglądu, wiążące się z ingerencją w tkanki ludzkie” , co powoduje włączenie do niej zabiegów medycyny estetycznej.

– Jesteśmy w trakcie prac i konsultacji, do których zostali zaproszeni przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej, Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych, a także później powstałej Koalicji Lekarzy, zrzeszającej największe autorytety lekarskie w dziedzinie medycyny estetycznej. Obecnie zakończyliśmy pracę nad listą procedur medycznych w medycynie estetycznej. Przedstawiliśmy je ministerstwu i czekamy teraz na ruch ministerstwa – powiedział Michał Gajda.

Co zawiera lista „procedur medycznych”?

Mecenas Gajda dodał, że „lista ta ma na celu określenie konkretnych zabiegów, które są obecnie wykonywane przez osoby nieposiadające prawa wykonywania zawodu”.

– Chodzi tutaj o podawanie implantów płynnych, czyli są to najpopularniejsze zabiegi z wykorzystaniem kwasu hialuronowego, który jest takim implantem. Chodzi o wszelkiego rodzaju zabiegi z nićmi liftingującymi, które są mało inwazyjnym, ale jednak liftingiem skóry. Chodzi o niektóre rodzaje zabiegów, silniejsze peelingi, maseczki, które z uwagi na ryzyko powstania ewentualnych powikłań czy  inwazyjność samych zabiegów zgodnie z prawem powinny być wykonywane wyłącznie przez lekarzy ze względu na bezpieczeństwo pacjentów – doprecyzował.

Internista tak, kosmetolog nie?   

Na dociekania dziennikarki prowadzącej rozmowę, czy zabiegi z zakresu medycyny estetycznej może wykonywać każdy lekarz, również internista, odpowiedział, że tak.

– Zabieg może wykonywać osoba posiadająca prawo wykonywania zawodu lekarza czy lekarza dentysty. Każdy lekarz po studiach jest przygotowany do udzielania świadczeń zdrowotnych. W przypadku wyższych dziedzin medycyny mamy dodatkowe szkolenia specjalizacyjne – specjalizację 1 i 2 stopnia. Natomiast każdy lekarz po studiach, po odbyciu stażu podyplomowego, po zdaniu państwowych egzaminów, po uzyskaniu kwalifikacji prawa do wykonywania zawodu lekarza jest przygotowany i posiada uprawnienia – to jest najważniejsze, ma uprawnienia – do tego żeby wykonywać wszelkiego rodzaju świadczenia zdrowotne – uzasadniał pełnomocnik Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych.

Jego zdaniem lekarz internista ma większą wiedzę niż osoby z wykształceniem w zakresie kosmetologii.

Zawód kosmetologa obejmuje procedury kosmetyczne a nie zdrowotne. Zawód kosmetologa jest zawodem uzupełniającym zawód lekarza. Lekarz wkracza w momencie, kiedy uprawnienia kosmetologa się kończą – stwierdził.

Dziennikarka podkreśliła, że zabiegi które trafiły na listę procedur medycznych są bardzo popularne i kosmetolodzy stracą klientów – alarmuje w tej sprawie cała branża beauty. Według mecenasa Gajdy nie jest to żaden argument w dyskusji o procedurach medycznych.

– Tutaj punktem wyjściowym powinien być pacjent, jego zdrowie i bezpieczeństwo. Nie możemy kierować się interesem żadnej grupy zawodowej. Powikłania z zabiegów z zakresu medycyny estetycznej wykonanych nieprawidłowo potrafią być bardzo poważne. Tak się utarło, że te zabiegi są mało inwazyjne i są porównywane do zabiegów kosmetycznych. Natomiast czym innym jest zabieg kosmetyczny, a czym innym zabieg medyczny. Jeśli chodzi o te najpopularniejsze zabiegi również dochodzi do bardzo poważnych powikłań wynikających m.in. z braku aseptyki czy wymaganej sterylności w gabinetach kosmetycznych, czy braku uprawnień co do podejmowania procedur medycznych w postaci rozpoznawania i leczenia powikłań, do czego uprawniony jest tylko i wyłącznie lekarz – stwierdził Gajda. Cała rozmowa tutaj: Cios w branżę beauty

Czy lekarze będą też robić tatuaże?

Stowarzyszenia reprezentujące kosmetologów od kilku miesięcy biją na alarm, że lekarze dążą de facto do wykluczenia ich z rynku, choć kosmetolog to zawód poparty kierunkowymi, 5-letnimi studiami i przygotowujący absolwentów do wykonywania zabiegów, których wykonywania obecnie chce im się zakazać. Dodają, że lekarzom również zdarzają się źle wykonane zabiegi, powikłania po nich, nieprzestrzeganie procedur. Dyskusja na ten temat rozgorzała pod wywiadem z mecenasem Gajdą i w mediach społecznościowych. Oto niektóre z komentarzy:

~ Ku ogólnej informacji, próg punktowy kwalifikujący do przyjęcia w roku akademickim 2022/2023 na farmację, to 150 pkt, a na Kosmetologię 183 pkt., na biotechnologię 189 pkt. Jak widać na kosmetologię nieuków nie biorą. Dane z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

~ Kosmetolodzy studiują na Akademiach Medycznych. Kosmetologia jest bardzo obszerną, interdyscyplinarną dziedziną łączącą w sobie zakres wiedzy z nauk medycznych, farmaceutycznych, chemicznych i biologicznych. Zajmuje się poprawą estetyki twarzy i ciała oraz stanowi metodę pomocniczą w zmniejszaniu objawów niektórych chorób i defektów skóry oraz jej przydatków. Obejmuje także profilaktykę chorób skóry i zmian skórnych oraz przedwczesnego pojawiania się zewnętrznych oznak starzenia. Zajmuje się także zagadnieniami związanymi z zabiegami upiększającymi oraz składem i właściwościami preparatów kosmetycznych. Studia kosmetologiczne TRWAJĄ 5 LAT lat i obejmują wiedzę z takich dziedzin jak: wiedza kosmetologiczna, wiedza z zakresu właściwości preparatów kosmetycznych oraz mechanizmów ich działania, wybrane zagadnienia z dermatologii i medycyny estetycznej, wiedza z zakresu chemii ogólnej, biochemii, chemii kosmetycznej, receptury wyrobów kosmetycznych, ich składu, działania i metod ich produkcji, wiedza medyczna z zakresu anatomii, fizjologii, toksykologii i podstaw fizjoterapii, wybrane zagadnienia z biofizyki w odniesieniu do kosmetologii, umiejętność rozpoznawania schorzeń, będących przeciwwskazaniem do wykonywania zabiegów kosmetycznych, umiejętność obsługiwania aparatów i urządzeń stosowanych w kosmetyce, wiedza z zakresu marketingu, ekonomii, zarządzania i organizacji przedsiębiorstw. Opis kierunku pochodzi z jednej ze stron uniwersytetu medycznego. Dlatego polecam nie mylić magistrów kosmetologii z kosmetyczkami.

Właśnie! Niech rozszerzą im materiał na studiach kosmetologicznych o to co trzeba i jaki problem? A nie, najlepiej odebrać ludziom pracę i zamknąć świetnie prosperujące firmy.

~ Najlepsze jest to, że nigdy nie mogły tego robić. Program studiów kosmetologicznych NIGDY nie obejmował zabiegów z iniekcjami czy silnymi laserami. Panie samozwańczo chwyciły za igły, bo przecież „ na uniwersytecie to miały anatomię” a teraz kwik, że ktoś chce coś odebrać. Nikt nic nie odbiera, tylko w końcu będzie jasno napisane co kto mógł i może. Poza tym wszystkie legalne preparaty mają zastrzeżenie „wyłącznie do użytku lekarskiego” – sam producent zawęża grono odbiorców bo jest świadomy ile mogą krzywdy wyrządzić niepowołane ręce. Kosmetolog nie ma problemu żeby wstrzykiwać podróby z hurtowni internetowych, bo stąd biorą preparaty. Tak inwazyjne zabiegi mogą robić osoby uprawnione, które umieją leczyć powikłania. Kosmetologom chodzi tylko o kasę, a jak coś się dzieje to nie odbierają telefonu, każą „masować i samo przejdzie” wtedy już klienta nie znają a powikłania niech leczy lekarz. Ja spartolę a niech ktoś inny się z tym męczy. I jeszcze ten argument, że lekarzom chodzi o kasę. No tak bo kosmetyczka to robi dla idei.

~ Kosmetolożki trzymają igły w rękach od dawna, wykonywały przekłuwanie uszu, makijaż permanentny, przebijały fachowo krosty i niewielkie kaszaki. Kosmetologia kiedyś nie polegała również na stosowaniu zaawansowanych technologii laserowych, fal radiowych i innych nowoczesnych zdobyczy, to zawód gdzie trzeba być na bieżąco z najnowszymi procedurami upiększającymi, do których należy np. mezoterapia, lipoliza iniekcyjna. To po co kobiety pójdą w XXI wieku do kosmetologa jak ten już nawet maseczki i peelingu nie może robić? Zwykle maseczki i peelingi chemiczne kobiety kupią sobie w drogerii. Ten zawód w tym momencie staje się zbędny, a jak widać po ilości i jakości gabinetów do tej pory świetnie funkcjonował. Niestety o powikłaniach, które się dzieją w gabinetach lekarskich, niewiele się mówi i pisze, bo zwykle zamożni lekarze, często z koneksjami straszą swoimi prawnikami zwykłą Kowalską, no chyba że by była celebrytką, to może udałoby się nagłośnić sprawę, lub doszłoby do śmierci pacjenta, ale to w przypadku tych zabiegów raczej się nie zdarza. Wystarczy spojrzeć na powikłania po chirurgii plastycznej i nie mówię o tureckich klinikach, jak mało p tym słychać, a widzimy w programach fuszerki chirurgii plastycznej, których dokonali wykształceni lekarze, zdjęcia na grupach poświęconych tej tematyce. I co? Lekarzom też zdarzają się powikłania, pomyłki i fuszerki.

„Złośliwi” pytają, czy lekarze zajmą się również robieniem tatuaży, bo to przecież zabieg inwazyjny, w którym dochodzi do przerwania ciągłości naskórka.

Brak zrozumienia czym zajmuje się kosmetolog i lekceważenie środowiska

Kosmetolodzy stoją na stanowisku, że proponowana nowa definicja świadczenia zdrowotnego jest wadliwa, nieprecyzyjna i opiera się na błędnych przesłankach. Jak napisali w petycji skierowanej do Sejmu RP, „jej wprowadzenie prowadzić będzie w praktyce do wykluczenia z rynku kwalifikowanej, dedykowanej grupy zawodowej: specjalistów – kosmetologów – tj. osób posiadających odpowiednie wykształcenie oraz przygotowanie, zdobywane w toku kształcenia akademickiego, na poziomie licencjackim, magisterskim, a także doktorskim”. Są oburzeni tym, jak ich potraktowano nie uwzględniając uwag i zastrzeżeń, które zgłaszali już na początku 2022 r. do  pierwotnie opracowanej listy procedur i będąc w stałym kontakcie z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, a także z zespołami lekarzy zajmującymi się sprawą. Podczas spotkań roboczych obiecano kosmetologom stworzenie racjonalnej listy procedur z podziałem na takie zabiegi, które wykonywać może wyłącznie lekarz, jak i takie, do których wykonywania uprawniony jest również kosmetolog. Tak się nie stało.

„Spotkania roboczych zespołów eksperckich utworzonych podczas prac w Ministerstwie Zdrowia odbyły się przy całkowitym braku woli dyskusji oraz przyjęcia racjonalnych argumentów kosmetologów – pomimo, że argumenty te wspierają także przedstawiciele lekarzy, w tym lekarze-parlamentarzyści.

Wniesienie petycji Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych budzi największe zdziwienie i sprzeciw kosmetologów, gdyż zaproponowane brzmienie świadczenia zdrowotnego stanowi wyraz zupełnego zlekceważenia miesięcy starań co do wspólnych prac, pism, wystąpień, a przede wszystkim – kompletne zignorowanie objętego pracami Ministerstwa Rozwoju i Technologii projektu ustawy o zawodzie kosmetologa! – czytamy w petycji wystosowanej przez Apel Koalicji dla Bezpieczeństwa i Rozwoju Kosmetologii.

Oto pełny tekst petycji kosmetologów, którą można podpisać tutaj: PETYCJA

Jedyne w czym zgadzają się obie strony – i lekarze i kosmetolodzy –  jest to, że nie było dostatecznej kontroli nad „szarą strefą” usług kosmetologicznych i z pogranicza medycyny estetycznej – zabiegi wykonują także osoby, które poza kursami online nie mają do tego żadnego przygotowania. Wielu podkreśla, że branża beauty, nie mając wsparcia legislatora w tym zakresie powinna była dążyć do samoregulacji i eliminować z rynku osoby, które nie mają ukończonych studiów kosmetologicznych. Z drugiej strony – nikt nie kwapił się, by kosmetologom pomóc. O uregulowanie ustawy o zawodzie kosmetologa, która już dawno nie przytaje do dzisiejszych realiów zabiegają od wielu lat. Pisaliśmy o tym tutaj: Ministerstwo Zdrowia włączy się w prace nad ustawą o zawodzie kosmetologa  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
18.09.2026 14:39
Aldi vs. Clé de Peau Beauté: poszło o dupe kultowego produktu
Po lewej produkt Lacura, po prawej produkt Clé de Peau Beauté.City News Service Shanghai

Shiseido China pozwało Aldi China w związku z kosmetykiem własnej marki Lacura. Japoński koncern zarzuca niemieckiemu dyskonterowi nieuczciwą konkurencję, wskazując na podobieństwo opakowania i designu produktu do bazy pod makijaż marki premium Clé de Peau Beauté. Rozprawa przed sądem w Szanghaju ma odbyć się 5 listopada 2026 r.

Sprawa została wniesiona przez Shiseido (China) Investment Co. Ltd. do Sądu Ludowego Nowego Obszaru Pudong w Szanghaju. Pozwanym jest Aldi (China) Investment Co. Ltd., a także producent kontraktowy kosmetyku – Cors Cosmetics (Shanghai) Co. Ltd. – oraz operator sklepu Aldi, w którym produkt jest sprzedawany, czyli Aldi Commercial (Shanghai) Co. Ltd.

Przedmiotem sporu jest rozświetlająca baza pod makijaż Lacura Soft-Light Radiant Isolation Cream. Według informacji przytaczanych przez chińskie media, Shiseido wskazuje na podobieństwo z produktem swojej luksusowej marki Clé de Peau Beauté. W materiałach porównawczych publikowanych w mediach społecznościowych zwracano uwagę m.in. na czarną tubę ze złotym zamknięciem oraz sposób wykorzystania złotej i białej typografii. Nie chodzi przy tym o identyczność znaków towarowych. Lacura jest odrębną marką własną Aldi, dlatego Shiseido zdecydowało się na dochodzenie roszczeń w związku z nieuczciwą konkurencją, a nie bezpośrednim naruszeniem znaku towarowego.

24,9 juana kontra 540 juanów

Jednym z kluczowych elementów postępowania będzie ustalenie, czy podobieństwo produktów może prowadzić do pomyłki konsumentów. Różnica cen między kosmetykami jest przy tym bardzo duża. Produkt Lacura kosztuje 24,9 juana, czyli około 3,71 dol., podczas gdy oficjalna cena bazy Clé de Peau Beauté wynosi 540 juanów. Oznacza to, że kosmetyk Aldi kosztuje około 21,7 razy mniej niż produkt marki premium.

Jak wskazują cytowani przez chińskie media prawnicy, Aldi może argumentować, że tak znacząca różnica cenowa pozwala przeciętnym konsumentom bez trudu odróżnić oba produkty. Z drugiej strony Shiseido może próbować wykazać, że określone elementy opakowania i identyfikacji wizualnej wykorzystują rozpoznawalność oraz wartość handlową marki Clé de Peau Beauté.

image

Fałszywe kosmetyki K-beauty wygenerowały straty ponad 15 mln dolarów w dziewięć miesięcy

Spór wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą produktów marek własnych dyskontów i granicy między inspirowaniem się rozwiązaniami obecnymi na rynku a kopiowaniem elementów mogących mieć znaczenie dla rozpoznawalności produktu. W przypadku kosmetyków kwestia ta ma szczególne znaczenie, ponieważ opakowanie, kolorystyka, kształt flakonu czy tuby oraz typografia są istotnymi elementami identyfikacji produktu na półce.

Lacura jako filar strategii Aldi

Lacura jest główną marką Aldi w kategorii beauty i personal care. Niemiecki dyskonter wykorzystuje marki własne jako jeden z podstawowych elementów modelu biznesowego. Według publicznie dostępnych informacji produkty private label stanowią ponad 90 proc. asortymentu sklepów Aldi. Sieć posiada ponad 10 tys. sklepów na świecie i działa w ponad 10 krajach.

Aldi rozpoczęło działalność w Chinach w 2017 r. poprzez handel transgraniczny, a w 2019 r. otworzyło pierwsze sklepy stacjonarne w Szanghaju. Na chińskim rynku strategia marek własnych pozwala dyskontowi konkurować ceną, a jednocześnie rozwijać produkty w wielu kategoriach konsumenckich.

Porównania produktów Aldi z ofertą znanych marek pojawiały się w Chinach również poza segmentem kosmetycznym. Konsumenci zestawiali m.in. herbatę oolong Xunlu z butelkowaną herbatą Suntory, pluszowe zabawki kosztujące około 10–20 juanów z produktami Jellycat, a część odzieży sportowej z popularną linią Ebb marki Lululemon. W kategorii beauty niektóre produkty do kąpieli i pielęgnacji ciała Lacura porównywano natomiast wizualnie z kosmetykami australijskiej marki Aesop.

Kolejne spory o marki własne

Postępowanie w Chinach nie jest pierwszym przypadkiem, w którym produkty marek własnych Aldi stały się przedmiotem sporu dotyczącego własności intelektualnej. W 2019 r. brytyjski sąd uznał, że paleta do konturowania Lacura naruszała prawa autorskie ze względu na podobieństwo do produktu marki Charlotte Tilbury.

image

Guardian: Tanie perfumy podbijają brytyjski rynek – co druga osoba kupiła zapachowy „dupe”

W Australii pod koniec 2024 r. sąd federalny uznał z kolei, że opakowanie konkretnego produktu dla dzieci z linii MAMIA Baby Bellies Puffs naruszało prawa autorskie do opakowania Baby Bellies Puffs. W maju 2025 r. firma Mondelez International pozwała Aldi w USA, zarzucając sieci, że opakowania kilku produktów typu ciastka i krakersy naśladują wygląd m.in. Oreo, Chips Ahoy!, Ritz, Nutter Butter i Nilla Wafers. Postępowanie pozostaje w toku.

Sprawa Shiseido przeciwko Aldi będzie więc kolejnym testem granic, w jakich globalny dyskonter może rozwijać atrakcyjne cenowo marki własne, wykorzystując rozwiązania wizualne znane konsumentom z produktów markowych. O tym, czy w przypadku Lacura doszło do nieuczciwej konkurencji, zdecyduje sąd w Szanghaju.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
17.09.2026 12:32
Niebezpieczne kosmetyki nadal trafiają do klientów Amazona i Temu. W składzie rtęć
Kosmetyki z rtęcią wracają do sprzedaży. Problemem są marketplace‘y (fot. Shutterstock)Shutterstock

Mimo obowiązującego od lat zakazu produkty do rozjaśniania skóry zawierające rtęć nadal można znaleźć na dużych platformach e-commerce. Reuters zidentyfikował ponad 20 takich produktów oferowanych m.in. na Amazonie, Temu i TikTok Shop. Żaden z nich nie deklarował jednak obecności rtęci w składzie, a Reuters nie potwierdził niezależnie jej zawartości.

W tym artykule przeczytasz:

  • Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami
  • Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry
  • Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy
  • Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami
  • Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Zakaz stosowania rtęci w kosmetykach obowiązuje w wielu krajach od lat, ale nie wyeliminował z rynku wszystkich produktów zawierających ten toksyczny metal. Jak wynika z analizy Reuters, kremy i inne produkty do rozjaśniania skóry, które znalazły się wcześniej na listach produktów zakazanych, nadal były dostępne na platformach należących do największych graczy e-commerce.

Dziennikarze Reuters znaleźli ponad 20 produktów na Amazonie, Temu i amerykańskim TikTok Shop, a także na należących do Amazona platformach w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Indiach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Analizę przeprowadzono według stanu na 1 września 2026 roku.

Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami

Problemem jest nie tylko samo oferowanie nielegalnych kosmetyków, ale także sposób, w jaki sprzedawcy próbują omijać systemy kontroli platform.

Reuters znalazł przypadki produktów, które po usunięciu z oferty pojawiały się ponownie pod inną nazwą lub za pośrednictwem innego sprzedawcy. W jednym z przypadków krem "Chandni”, wcześniej wskazany przez amerykańską FDA jako zawierający rtęć, był sprzedawany na Amazonie w Indiach jako "Beauty Brightening Cream”. Na zdjęciu produktu prawidłowa nazwa została dodatkowo zamazana.

Co istotne, żaden z produktów analizowanych przez Reuters nie wymieniał rtęci w składzie. Dziennikarze nie byli również w stanie niezależnie potwierdzić obecności toksycznego składnika we wszystkich znalezionych produktach. Ich identyfikacja opierała się na wcześniejszych listach produktów, wynikach badań i publicznie dostępnych informacjach.

image

Prawo się rzekło, PPWR u płota. Nowe obowiązki, koszty starych stocków i problem fragmentacji

Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry

Produkty rozjaśniające skórę są częścią wartego miliardy dolarów rynku kosmetycznego, szczególnie popularnego w niektórych krajach Azji, Afryki i na Karaibach.

Jak wskazuje cytowany przez Reuters Winston Morgan, toksykolog z University of East London, rtęć może dawać efekt rozjaśnienia skóry w ciągu kilku dni, szybciej niż legalne składniki, takie jak kwas kojowy czy arbutyna. Jest również stosunkowo tania i łatwa do zastosowania w formulacjach.

To właśnie szybkość działania i cena mogą sprawiać, że produkty zawierające rtęć nadal znajdują nabywców. Reuters przywołuje badanie Boston University z 2021 roku, według którego kosmetyki rozjaśniające zawierające kwas kojowy kosztowały średnio 24,89 dolara za uncję, podczas gdy produkty zawierające rtęć znalezione przez dziennikarzy w USA kosztowały około 6,50 dolara za uncję.

Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy

Skala problemu jest szczególnie istotna ze względu na toksyczność rtęci. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że nie istnieje znany bezpieczny poziom ekspozycji na rtęć. Metal może negatywnie wpływać m.in. na nerki, mózg i układ nerwowy.

W 2013 roku przyjęto Konwencję z Minamaty, której stronami jest ponad 150 państw. Dokument ma ograniczać m.in. produkcję, import i sprzedaż produktów zawierających rtęć.

W USA FDA ogranicza zawartość rtęci w kosmetykach do maksymalnie 1 części na milion (ppm). Reuters przypomina jednak, że organy regulacyjne w USA i Wielkiej Brytanii znajdowały wcześniej produkty do rozjaśniania skóry zawierające znacznie wyższe stężenia tego metalu.

image

Pakistan: toksyczne poziomy rtęci w kremach wybielających

Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami

Reuters zwrócił się do platform, na których znaleziono produkty. Amazon, Temu i TikTok podkreśliły, że sprzedaż wskazanych kosmetyków jest zabroniona i że podejmują działania mające na celu ich usunięcie oraz ukaranie sprzedawców.

Amazon poinformował o stosowaniu m.in. weryfikacji sprzedawców, wymaganiu dokumentacji potwierdzającej zgodność produktów oraz – w niektórych przypadkach – wyników badań laboratoryjnych przed dopuszczeniem produktu do sprzedaży. Firma deklaruje również współpracę z organami regulacyjnymi i aktualizowanie list produktów objętych zakazami.

TikTok wskazał, że jego zasady zabraniają produktów mających na celu wybielanie, rozjaśnianie skóry lub redukcję poziomu melaniny. Temu również zadeklarowało usuwanie ofert, które naruszają przepisy lub zasady platformy.

Jednocześnie Reuters podaje, że większość znalezionych przez dziennikarzy produktów nadal znajdowała się na platformach 1 września, mimo że wcześniej została zidentyfikowana jako potencjalnie nielegalna.

Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Problem zwraca uwagę na trudność kontrolowania produktów sprzedawanych za pośrednictwem marketplace‘ów. Sprzedawca może znajdować się w innym kraju niż konsument, produkt może być oferowany pod zmienioną nazwą, a jego skład nie zawsze odpowiada informacjom zamieszczonym w ofercie.

WHO potwierdziła Reuters, że kosmetyki rozjaśniające skórę zawierające rtęć nadal są sprzedawane za pośrednictwem internetowych i transgranicznych platform e-commerce, co utrudnia nadzór i egzekwowanie przepisów. Organizacja wskazuje na potrzebę większej współpracy pomiędzy rządami, platformami i sprzedawcami.

Przykładem działań regulatorów jest Francja. 28 sierpnia francuskie władze wydały komunikat dotyczący wycofania kremu Advanced Beauty Cream – Pearl Shine – Parley Goldie, który wcześniej został znaleziony przez Reuters w sprzedaży. Według francuskich urzędników rtęć jest regularnie wykrywana w produktach przeznaczonych do rozjaśniania skóry, a jej obecność ma na celu blokowanie syntezy melaniny.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
19. wrzesień 2026 15:40