StoryEditor
Prawo
07.06.2023 00:00

Lekarze kontra kosmetolodzy. Trwa walka o zabiegi powiększania ust i nie tylko  

Według kosmetologów lista procedur medycznych utworzona przez środowiska lekarskie wyklucza kosmetologów z wykonywania szeregu zabiegów, do których są uprawnieni / fot. shutterstock
Już nie tylko powiększanie ust, czy zabiegi mezoterapii mogą utracić kosmetolodzy, ale nawet wykonywanie peelingów czy maseczek – tego chcą środowiska lekarskie tworząc listę zabiegów medycznych. Kosmetolodzy biją na alarm i zbierają podpisy pod petycją skierowaną do Sejmu RP.  

Zabiegi z zakresu medycyny estetycznej może wykonywać lekarz internista, ale nie może ich wykonywać kosmetolog, bo nie ma do tego uprawnień – taką optykę przedstawił w rozmowie z Money.pl Michał Gajda, adwokat i pełnomocnik Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych. Chodzi tu także o najpopularniejsze zabiegi z wykorzystaniem kwasu hialuronowego, nici liftingujących czy nawet silniejsze peelingi i maseczki. Za chwilę ich wykonywanie w gabinetach kosmetycznych może zostać zakazane ustawą. Absolutnie nie zgadzają się na to kosmetolodzy i zbierają podpisy pod własną petycją skierowaną do Sejmu RP. Jak twierdzą, ich opinię, udział w konsultacjach w Ministerstwie Zdrowia, a także kompetencje – kompletnie zlekceważono.

Definicja „świadczenia zdrowotnego”

Według adwokata Michał Gajdy, rozmówcy Money.pl, w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad zmianą przepisów dotyczących wykonywania zabiegów z zakresu medycyny estetycznej i to MZ było inicjatorem tych prac. Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych, które reprezentuje mec. Gajda, 14 marca 2023 r. zgłosiło petycję mającą na celu zmianę definicji „świadczenia zdrowotnego” zawartej w art. 2 ust. 1 pkt 10 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (t.j. Dz. U. z 2022 r. poz. 633 z późn. zm.) poprzez dodanie, że obejmuje ona także działania służące „przywracaniu lub poprawie fizycznego lub psychicznego samopoczucia oraz społecznego funkcjonowania pacjenta, poprzez zmianę jego wyglądu, wiążące się z ingerencją w tkanki ludzkie” , co powoduje włączenie do niej zabiegów medycyny estetycznej.

– Jesteśmy w trakcie prac i konsultacji, do których zostali zaproszeni przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej, Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych, a także później powstałej Koalicji Lekarzy, zrzeszającej największe autorytety lekarskie w dziedzinie medycyny estetycznej. Obecnie zakończyliśmy pracę nad listą procedur medycznych w medycynie estetycznej. Przedstawiliśmy je ministerstwu i czekamy teraz na ruch ministerstwa – powiedział Michał Gajda.

Co zawiera lista „procedur medycznych”?

Mecenas Gajda dodał, że „lista ta ma na celu określenie konkretnych zabiegów, które są obecnie wykonywane przez osoby nieposiadające prawa wykonywania zawodu”.

– Chodzi tutaj o podawanie implantów płynnych, czyli są to najpopularniejsze zabiegi z wykorzystaniem kwasu hialuronowego, który jest takim implantem. Chodzi o wszelkiego rodzaju zabiegi z nićmi liftingującymi, które są mało inwazyjnym, ale jednak liftingiem skóry. Chodzi o niektóre rodzaje zabiegów, silniejsze peelingi, maseczki, które z uwagi na ryzyko powstania ewentualnych powikłań czy  inwazyjność samych zabiegów zgodnie z prawem powinny być wykonywane wyłącznie przez lekarzy ze względu na bezpieczeństwo pacjentów – doprecyzował.

Internista tak, kosmetolog nie?   

Na dociekania dziennikarki prowadzącej rozmowę, czy zabiegi z zakresu medycyny estetycznej może wykonywać każdy lekarz, również internista, odpowiedział, że tak.

– Zabieg może wykonywać osoba posiadająca prawo wykonywania zawodu lekarza czy lekarza dentysty. Każdy lekarz po studiach jest przygotowany do udzielania świadczeń zdrowotnych. W przypadku wyższych dziedzin medycyny mamy dodatkowe szkolenia specjalizacyjne – specjalizację 1 i 2 stopnia. Natomiast każdy lekarz po studiach, po odbyciu stażu podyplomowego, po zdaniu państwowych egzaminów, po uzyskaniu kwalifikacji prawa do wykonywania zawodu lekarza jest przygotowany i posiada uprawnienia – to jest najważniejsze, ma uprawnienia – do tego żeby wykonywać wszelkiego rodzaju świadczenia zdrowotne – uzasadniał pełnomocnik Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych.

Jego zdaniem lekarz internista ma większą wiedzę niż osoby z wykształceniem w zakresie kosmetologii.

Zawód kosmetologa obejmuje procedury kosmetyczne a nie zdrowotne. Zawód kosmetologa jest zawodem uzupełniającym zawód lekarza. Lekarz wkracza w momencie, kiedy uprawnienia kosmetologa się kończą – stwierdził.

Dziennikarka podkreśliła, że zabiegi które trafiły na listę procedur medycznych są bardzo popularne i kosmetolodzy stracą klientów – alarmuje w tej sprawie cała branża beauty. Według mecenasa Gajdy nie jest to żaden argument w dyskusji o procedurach medycznych.

– Tutaj punktem wyjściowym powinien być pacjent, jego zdrowie i bezpieczeństwo. Nie możemy kierować się interesem żadnej grupy zawodowej. Powikłania z zabiegów z zakresu medycyny estetycznej wykonanych nieprawidłowo potrafią być bardzo poważne. Tak się utarło, że te zabiegi są mało inwazyjne i są porównywane do zabiegów kosmetycznych. Natomiast czym innym jest zabieg kosmetyczny, a czym innym zabieg medyczny. Jeśli chodzi o te najpopularniejsze zabiegi również dochodzi do bardzo poważnych powikłań wynikających m.in. z braku aseptyki czy wymaganej sterylności w gabinetach kosmetycznych, czy braku uprawnień co do podejmowania procedur medycznych w postaci rozpoznawania i leczenia powikłań, do czego uprawniony jest tylko i wyłącznie lekarz – stwierdził Gajda. Cała rozmowa tutaj: Cios w branżę beauty

Czy lekarze będą też robić tatuaże?

Stowarzyszenia reprezentujące kosmetologów od kilku miesięcy biją na alarm, że lekarze dążą de facto do wykluczenia ich z rynku, choć kosmetolog to zawód poparty kierunkowymi, 5-letnimi studiami i przygotowujący absolwentów do wykonywania zabiegów, których wykonywania obecnie chce im się zakazać. Dodają, że lekarzom również zdarzają się źle wykonane zabiegi, powikłania po nich, nieprzestrzeganie procedur. Dyskusja na ten temat rozgorzała pod wywiadem z mecenasem Gajdą i w mediach społecznościowych. Oto niektóre z komentarzy:

~ Ku ogólnej informacji, próg punktowy kwalifikujący do przyjęcia w roku akademickim 2022/2023 na farmację, to 150 pkt, a na Kosmetologię 183 pkt., na biotechnologię 189 pkt. Jak widać na kosmetologię nieuków nie biorą. Dane z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

~ Kosmetolodzy studiują na Akademiach Medycznych. Kosmetologia jest bardzo obszerną, interdyscyplinarną dziedziną łączącą w sobie zakres wiedzy z nauk medycznych, farmaceutycznych, chemicznych i biologicznych. Zajmuje się poprawą estetyki twarzy i ciała oraz stanowi metodę pomocniczą w zmniejszaniu objawów niektórych chorób i defektów skóry oraz jej przydatków. Obejmuje także profilaktykę chorób skóry i zmian skórnych oraz przedwczesnego pojawiania się zewnętrznych oznak starzenia. Zajmuje się także zagadnieniami związanymi z zabiegami upiększającymi oraz składem i właściwościami preparatów kosmetycznych. Studia kosmetologiczne TRWAJĄ 5 LAT lat i obejmują wiedzę z takich dziedzin jak: wiedza kosmetologiczna, wiedza z zakresu właściwości preparatów kosmetycznych oraz mechanizmów ich działania, wybrane zagadnienia z dermatologii i medycyny estetycznej, wiedza z zakresu chemii ogólnej, biochemii, chemii kosmetycznej, receptury wyrobów kosmetycznych, ich składu, działania i metod ich produkcji, wiedza medyczna z zakresu anatomii, fizjologii, toksykologii i podstaw fizjoterapii, wybrane zagadnienia z biofizyki w odniesieniu do kosmetologii, umiejętność rozpoznawania schorzeń, będących przeciwwskazaniem do wykonywania zabiegów kosmetycznych, umiejętność obsługiwania aparatów i urządzeń stosowanych w kosmetyce, wiedza z zakresu marketingu, ekonomii, zarządzania i organizacji przedsiębiorstw. Opis kierunku pochodzi z jednej ze stron uniwersytetu medycznego. Dlatego polecam nie mylić magistrów kosmetologii z kosmetyczkami.

Właśnie! Niech rozszerzą im materiał na studiach kosmetologicznych o to co trzeba i jaki problem? A nie, najlepiej odebrać ludziom pracę i zamknąć świetnie prosperujące firmy.

~ Najlepsze jest to, że nigdy nie mogły tego robić. Program studiów kosmetologicznych NIGDY nie obejmował zabiegów z iniekcjami czy silnymi laserami. Panie samozwańczo chwyciły za igły, bo przecież „ na uniwersytecie to miały anatomię” a teraz kwik, że ktoś chce coś odebrać. Nikt nic nie odbiera, tylko w końcu będzie jasno napisane co kto mógł i może. Poza tym wszystkie legalne preparaty mają zastrzeżenie „wyłącznie do użytku lekarskiego” – sam producent zawęża grono odbiorców bo jest świadomy ile mogą krzywdy wyrządzić niepowołane ręce. Kosmetolog nie ma problemu żeby wstrzykiwać podróby z hurtowni internetowych, bo stąd biorą preparaty. Tak inwazyjne zabiegi mogą robić osoby uprawnione, które umieją leczyć powikłania. Kosmetologom chodzi tylko o kasę, a jak coś się dzieje to nie odbierają telefonu, każą „masować i samo przejdzie” wtedy już klienta nie znają a powikłania niech leczy lekarz. Ja spartolę a niech ktoś inny się z tym męczy. I jeszcze ten argument, że lekarzom chodzi o kasę. No tak bo kosmetyczka to robi dla idei.

~ Kosmetolożki trzymają igły w rękach od dawna, wykonywały przekłuwanie uszu, makijaż permanentny, przebijały fachowo krosty i niewielkie kaszaki. Kosmetologia kiedyś nie polegała również na stosowaniu zaawansowanych technologii laserowych, fal radiowych i innych nowoczesnych zdobyczy, to zawód gdzie trzeba być na bieżąco z najnowszymi procedurami upiększającymi, do których należy np. mezoterapia, lipoliza iniekcyjna. To po co kobiety pójdą w XXI wieku do kosmetologa jak ten już nawet maseczki i peelingu nie może robić? Zwykle maseczki i peelingi chemiczne kobiety kupią sobie w drogerii. Ten zawód w tym momencie staje się zbędny, a jak widać po ilości i jakości gabinetów do tej pory świetnie funkcjonował. Niestety o powikłaniach, które się dzieją w gabinetach lekarskich, niewiele się mówi i pisze, bo zwykle zamożni lekarze, często z koneksjami straszą swoimi prawnikami zwykłą Kowalską, no chyba że by była celebrytką, to może udałoby się nagłośnić sprawę, lub doszłoby do śmierci pacjenta, ale to w przypadku tych zabiegów raczej się nie zdarza. Wystarczy spojrzeć na powikłania po chirurgii plastycznej i nie mówię o tureckich klinikach, jak mało p tym słychać, a widzimy w programach fuszerki chirurgii plastycznej, których dokonali wykształceni lekarze, zdjęcia na grupach poświęconych tej tematyce. I co? Lekarzom też zdarzają się powikłania, pomyłki i fuszerki.

„Złośliwi” pytają, czy lekarze zajmą się również robieniem tatuaży, bo to przecież zabieg inwazyjny, w którym dochodzi do przerwania ciągłości naskórka.

Brak zrozumienia czym zajmuje się kosmetolog i lekceważenie środowiska

Kosmetolodzy stoją na stanowisku, że proponowana nowa definicja świadczenia zdrowotnego jest wadliwa, nieprecyzyjna i opiera się na błędnych przesłankach. Jak napisali w petycji skierowanej do Sejmu RP, „jej wprowadzenie prowadzić będzie w praktyce do wykluczenia z rynku kwalifikowanej, dedykowanej grupy zawodowej: specjalistów – kosmetologów – tj. osób posiadających odpowiednie wykształcenie oraz przygotowanie, zdobywane w toku kształcenia akademickiego, na poziomie licencjackim, magisterskim, a także doktorskim”. Są oburzeni tym, jak ich potraktowano nie uwzględniając uwag i zastrzeżeń, które zgłaszali już na początku 2022 r. do  pierwotnie opracowanej listy procedur i będąc w stałym kontakcie z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, a także z zespołami lekarzy zajmującymi się sprawą. Podczas spotkań roboczych obiecano kosmetologom stworzenie racjonalnej listy procedur z podziałem na takie zabiegi, które wykonywać może wyłącznie lekarz, jak i takie, do których wykonywania uprawniony jest również kosmetolog. Tak się nie stało.

„Spotkania roboczych zespołów eksperckich utworzonych podczas prac w Ministerstwie Zdrowia odbyły się przy całkowitym braku woli dyskusji oraz przyjęcia racjonalnych argumentów kosmetologów – pomimo, że argumenty te wspierają także przedstawiciele lekarzy, w tym lekarze-parlamentarzyści.

Wniesienie petycji Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych budzi największe zdziwienie i sprzeciw kosmetologów, gdyż zaproponowane brzmienie świadczenia zdrowotnego stanowi wyraz zupełnego zlekceważenia miesięcy starań co do wspólnych prac, pism, wystąpień, a przede wszystkim – kompletne zignorowanie objętego pracami Ministerstwa Rozwoju i Technologii projektu ustawy o zawodzie kosmetologa! – czytamy w petycji wystosowanej przez Apel Koalicji dla Bezpieczeństwa i Rozwoju Kosmetologii.

Oto pełny tekst petycji kosmetologów, którą można podpisać tutaj: PETYCJA

Jedyne w czym zgadzają się obie strony – i lekarze i kosmetolodzy –  jest to, że nie było dostatecznej kontroli nad „szarą strefą” usług kosmetologicznych i z pogranicza medycyny estetycznej – zabiegi wykonują także osoby, które poza kursami online nie mają do tego żadnego przygotowania. Wielu podkreśla, że branża beauty, nie mając wsparcia legislatora w tym zakresie powinna była dążyć do samoregulacji i eliminować z rynku osoby, które nie mają ukończonych studiów kosmetologicznych. Z drugiej strony – nikt nie kwapił się, by kosmetologom pomóc. O uregulowanie ustawy o zawodzie kosmetologa, która już dawno nie przytaje do dzisiejszych realiów zabiegają od wielu lat. Pisaliśmy o tym tutaj: Ministerstwo Zdrowia włączy się w prace nad ustawą o zawodzie kosmetologa  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
31.08.2026 14:32
Unijny zakaz mikroplastików wymusza kolejne reformulacje. Producenci kosmetyków muszą zmienić nie tylko składniki, ale i strategię.
Shutterstock

Unijne ograniczenia dotyczące celowo dodawanych mikroplastików w kosmetykach są wdrażane etapami, a kolejne terminy graniczne przypadają na lata 2027, 2029 i 2035. Dla producentów oznacza to konieczność zastępowania syntetycznych polimerów alternatywami pochodzenia biologicznego. Problem w tym, że zmiana surowców może nie wystarczyć. Eksperci wskazują, że wraz z reformulacją produktów branża kosmetyczna będzie musiała również modernizować procesy technologiczne i sposób produkcji emulsji.

Unia Europejska stopniowo zaostrza ograniczenia dotyczące mikroplastików celowo dodawanych do produktów, w tym kosmetyków. Przepisy, których wdrażanie rozpoczęło się w październiku 2023 roku, dotyczą syntetycznych cząstek polimerowych (SPM – synthetic polymer microparticles), czyli stałych cząstek polimerów syntetycznych o wielkości poniżej 5 mm.

Celem regulacji jest ograniczenie przedostawania się trwałych mikroplastików do środowiska. Zakres przepisów jest jednak znacznie szerszy niż popularne plastikowe mikrogranulki peelingujące czy brokat. Obejmuje również polimery syntetyczne celowo stosowane po to, aby nadać produktowi określone właściwości, m.in. odpowiednią teksturę, kolor czy zdolność tworzenia filmu na skórze.

W praktyce ograniczenia mogą dotyczyć między innymi kopolimerów filmotwórczych wykorzystywanych w wodoodpornych filtrach przeciwsłonecznych i tuszach do rzęs, nylonów stosowanych dla uzyskania odpowiedniej tekstury w pudrach prasowanych i podkładach, a także mikrokapsułek zapachowych.

Kolejne terminy: 2027, 2029 i 2035

Przepisy przewidują okresy przejściowe, których długość zależy od kategorii produktu. Najbliższy istotny termin dla branży kosmetycznej przypada na październik 2027 roku – wtedy ograniczenia obejmą produkty spłukiwane, takie jak żele do mycia twarzy czy żele pod prysznic.

image

Mikroplastiki w REACH — co się zmienia?

Produkty pozostające na skórze, w tym formulacje wykorzystujące kapsułkowane substancje zapachowe, mają więcej czasu – ich okres przejściowy trwa do października 2029 roku. Najdłuższy harmonogram dostosowawczy dotyczy kosmetyków kolorowych, produktów do ust i paznokci. W ich przypadku termin graniczny przypada na 2035 rok.

Choć harmonogram daje producentom kilka lat na dostosowanie portfolio, eksperci zwracają uwagę, że proces reformulacji może być bardziej skomplikowany, niż wynikałoby to z samej konieczności wymiany jednego składnika na inny.

– Ograniczenia dotyczą syntetycznych polimerów stosowanych dla uzyskania określonej tekstury sensorycznej, efektu kryjącego czy mikroenkapsulacji. Wymaga to przejścia na alternatywy, takie jak celuloza, krzemionka czy naturalne matryce lipidowe – wskazuje w wypowiedzi dla Personal Care Insights Dave Palmer, manager techniczny w Micropore Technologies.

Naturalne alternatywy trudniejsze w produkcji

Zastąpienie syntetycznych polimerów surowcami pochodzenia biologicznego rodzi nowe problemy technologiczne. Jak podkreśla ekspert, producenci muszą zachować jednocześnie odpowiednią reologię produktu, właściwości sensoryczne, stabilność podczas przechowywania oraz skuteczność substancji aktywnych.

Bioalternatywy są bowiem bardziej wrażliwe na warunki procesu produkcyjnego niż ich syntetyczne odpowiedniki. Mogą charakteryzować się niższą odpornością na ścinanie, innym napięciem międzyfazowym i odmienną dynamiką przepływu.

Tradycyjna produkcja emulsji kosmetycznych opiera się zazwyczaj na intensywnym mieszaniu i homogenizacji z wykorzystaniem dużych sił mechanicznych. Metody te dobrze sprawdzają się w przypadku trwałych i przewidywalnych polimerów syntetycznych. Problem pojawia się jednak przy delikatniejszych materiałach biologicznych.

image

Brokat – aktualizacja przewodnika przypadków Borderline przez ECHA

Wraz ze skalowaniem produkcji z poziomu laboratoryjnego do przemysłowych zbiorników wzrasta bowiem intensywność naprężeń ścinających. Może to prowadzić do uszkadzania naturalnych mikrokapsułek, zmiany wielkości cząstek, a w konsekwencji do nieprzewidywalnego uwalniania substancji aktywnych.

Dodatkowym wyzwaniem jest naturalna zmienność surowców biologicznych. Materiały pochodzenia roślinnego mogą różnić się między partiami w zależności od warunków uprawy, co utrudnia standaryzację procesu.

Mniej agresywne mieszanie zamiast homogenizacji

Jednym z rozwiązań może być zastosowanie technologii niskiego ścinania, w tym emulgowania membranowego. W takim procesie faza olejowa jest przepuszczana przez membranę z jednolitymi porami, co pozwala tworzyć krople o bardziej powtarzalnej wielkości bez intensywnego mechanicznego rozrywania materiału.

Jednorodność wielkości cząstek ma kluczowe znaczenie dla stabilności gotowej emulsji. Duże różnice między kroplami mogą prowadzić z czasem do ich łączenia się, a następnie do kremowania, sedymentacji lub rozwarstwienia produktu.

W przypadku składników enkapsulowanych kontrolowana wielkość cząstek wpływa również na grubość ścianek kapsułek i ich odporność mechaniczną, co przekłada się na bardziej przewidywalne uwalnianie substancji aktywnych lub kompozycji zapachowych podczas aplikacji.

image

Nie wszystko brokat co się świeci. Krajobraz branży po zakazie używania mikroplastików

Modernizacja technologii może mieć przy tym znaczenie nie tylko dla jakości formulacji, ale również dla kosztów operacyjnych. Technologie niskiego ścinania mogą ograniczać zużycie energii, zmniejszać straty surowców wynikające z nieudanych partii produkcyjnych i ułatwiać skalowanie procesu.

Reformulacja to wyścig z czasem

Producenci muszą również uwzględnić czas potrzebny na testowanie nowych receptur. Standardowe badania stabilności mogą trwać około trzech miesięcy dla jednej iteracji formulacji, dlatego nieudane próby na późnym etapie rozwoju produktu mogą istotnie zagrozić harmonogramowi dostosowania do regulacji.

W perspektywie zbliżającego się terminu 2027 roku kluczowe staje się więc nie tylko znalezienie surowców zastępujących mikroplastiki. Coraz większego znaczenia nabiera pytanie, czy istniejące linie technologiczne są w stanie przetwarzać nowe, bardziej wrażliwe materiały bez pogorszenia jakości gotowego kosmetyku.

Unijne ograniczenia mogą tym samym stać się dla branży impulsem do szerszej modernizacji procesów produkcyjnych. Wymiana składników będzie tylko pierwszym etapem transformacji – kolejnym może być przebudowa technologii, na których przez lata opierała się produkcja kosmetyków.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
28.08.2026 14:04
Givaudan, Firmenich i IFF pod lupą indyjskiego regulatora. Drugie postępowanie antymonopolowe
Domeckol via Pixabay

Indyjskie organy antymonopolowe wszczęły kolejne postępowanie dotyczące największych globalnych producentów zapachów. Givaudan, Firmenich i International Flavors & Fragrances są podejrzewane o uzgadnianie cen na indyjskim rynku perfumeryjnym od 2024 r. Sprawa jest już drugim postępowaniem dotyczącym tych firm w Indiach i wpisuje się w szersze działania regulatorów antymonopolowych w Europie i Szwajcarii.

Jak wynika z dokumentu indyjskiej Competition Commission of India (CCI), do którego dotarła agencja Reuters, nowe postępowanie dotyczy „domniemanego kartelizowania” indyjskiego sektora zapachowego przez trzy międzynarodowe koncerny: szwajcarski Givaudan, amerykański International Flavors & Fragrances (IFF) oraz Firmenich, który od 2023 r. jest częścią grupy DSM-Firmenich, powstałej w wyniku połączenia Firmenich z holenderskim DSM.

Dokument CCI datowany jest na 22 lipca 2026 r. Według źródła Reuters sprawa dotyczy potencjalnego uzgadniania cen, które miało mieć miejsce od 2024 r. Postępowanie jest już drugim dochodzeniem indyjskiego regulatora dotyczącym tych przedsiębiorstw. Wcześniejsze obejmuje zarzuty dotyczące zawierania porozumień ograniczających wzajemne podkupywanie pracowników, czyli tzw. no-poach agreements.

Raport śledczy został wycofany

Postępowanie cenowe trwa już około 2 lat. Z wewnętrznego dokumentu CCI wynika, że zespoły regulatora przygotowały raport z ustaleniami i przekazały go zainteresowanym przedsiębiorstwom w lutym 2026 r.

Dokument został jednak wycofany w lipcu. Givaudan i IFF zgłosiły zastrzeżenia dotyczące sposobu zabezpieczenia informacji stanowiących ich tajemnicę handlową. CCI uznała, że dane wrażliwe biznesowo nie zostały odpowiednio zanonimizowane, dlatego raport musi zostać przygotowany ponownie.

image

dsm-firmenich zapłaci 33 mln dolarów; finał sprawy zapachowego kartelu

Procedura może dodatkowo wydłużyć postępowanie. Indyjski prawnik antymonopolowy Gautam Shahi z Dua Associates ocenił w rozmowie z Reuters, że sytuacja może być problemem również z punktu widzenia systemowego, ponieważ utrata lub niewłaściwe ujawnienie wrażliwych danych handlowych może mieć wpływ na konkurencję na rynku.

Indyjskie przepisy przewidują, że szczegółowe informacje dotyczące spraw związanych z podejrzeniem zmów cenowych nie są ujawniane publicznie w trakcie trwania dochodzenia. Oznacza to, że na obecnym etapie nie są znane szczegółowe ustalenia CCI dotyczące mechanizmu potencjalnej koordynacji cen ani zakresu produktów objętych postępowaniem.

Kolejne dochodzenia w Europie i Szwajcarii

Indyjskie postępowanie nie jest odosobnionym przypadkiem. W 2023 r. organy antymonopolowe Szwajcarii i Wielkiej Brytanii informowały o prowadzonych dochodzeniach dotyczących trzech koncernów. Również Komisja Europejska potwierdziła, że analizuje potencjalną „możliwą zmowę” dotyczącą dostaw zapachów i ich składników, choć nie wskazała oficjalnie konkretnych przedsiębiorstw objętych działaniami.

Firmy mierzą się więc z równoległym zainteresowaniem organów konkurencji na kilku kluczowych rynkach. Jednocześnie przedsiębiorstwa deklarowały współpracę z regulatorami prowadzącymi globalne postępowania dotyczące potencjalnych praktyk kartelowych.

Rynek wart 2,5 mld dolarów

Postępowanie prowadzone przez CCI ma miejsce na dynamicznie rosnącym rynku. Według danych Grand View Research wartość indyjskiego rynku komponentów smakowych i zapachowych wyniosła w 2024 r. około 2,5 mld dolarów. Prognoza zakłada, że do 2033 r. wzrośnie ona do 5 mld dolarów.

Oznacza to podwojenie wartości rynku w ciągu dziewięciu lat. Wzrost znaczenia Indii jako rynku dla producentów składników zapachowych zwiększa jednocześnie znaczenie postępowań dotyczących zasad konkurencji.

Dla globalnych producentów konsekwencje takich dochodzeń mogą wykraczać poza pojedynczy rynek. Ewentualne potwierdzenie praktyk ograniczających konkurencję może skutkować dalszymi postępowaniami lub działaniami regulatorów w innych jurysdykcjach, zwłaszcza że podobne zarzuty dotyczące cen i relacji między największymi producentami zapachów pojawiały się już poza Indiami.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
01. wrzesień 2026 03:48