StoryEditor
Prawo
10.03.2021 00:00

Polska najbardziej przeregulowanym rynkiem aptecznym w Europie

W Europie funkcjonują obecnie dwa przeciwstawne modele organizacji rynku aptecznego – otwartyi zamknięty. Zdecydowana większość zmian legislacyjnych w Europie idzie w kierunku liberalizacji rynków z korzyścią dla pacjentów. Kilka krajów, w tym Polska, dąży jednak do ich zamykania. Problem w tym, że im więcej regulacji, a rynek bardziej zamknięty, tym niższy poziom dostępności i usług dla pacjentów – powiedział mec. Marcin Tomasik z kancelarii TJSP, przedstawiciel ZPA PharmaNET podczas konferencji Europejskiej Federacji Sieci Aptecznych (EFPC) „Opieka farmaceutyczna – poza pandemią”.

– W Europie Środkowo-Wschodniej nie ma dominującego modelu organizacji rynków aptecznych, niemniej cztery państwa, w tym Polska, podąża bezprecedensową ścieżką zacieśniania regulacji. A im więcej regulacji, tym gorzej dla pacjentów – dowodził w swojej prezentacji mec. Marcin Tomasik z kancelarii TJSP, przedstawiciel ZPA PharmaNET podczas konferencji Europejskiej Federacji Sieci Aptecznych (EFPC) „Opieka farmaceutyczna – poza pandemią”.

Wykazał, że Europa nie jest monolitem legislacyjnym pod względem organizacji rynków aptecznych, liczby
i zasad funkcjonowania aptek. Prawodawstwo europejskie jest w tym zakresie bardzo zróżnicowane
oraz uwarunkowane historycznie i kulturowo. Nie ma więc wyraźnego schematu rozwoju rynku aptecznego.

Jedne państwa, jak Wielka Brytania, Irlandia, Holandia, Szwajcaria, Norwegia, Szwecja, to wdług prelegenta przykłady rynków liberalnych, z tendencję do ich otwierania w celu poprawy dostępności do leków i usług aptecznych. W innych krajach, jak w Hiszpanii, Austrii czy Francji, utrzymuje się wysoki poziom ingerencji państwa w rynek.

– Jednak nawet tam, gdzie rynek apteczny jest ściśle regulowany, występuje najczęściej jeden lub dwa typy obostrzeń, z licznymi wyjątkami. Tymczasem w czterech państwach Europy Środkowo-Wschodniej, tj. w Polsce, na Węgrzech oraz w Łotwie i Estonii, w ciągu ostatniej dekady wprowadzono aż cztery typy obostrzeń łącznie – powiedział mec. Marcin Tomasik.

W swojej prelekcji, podczas panelu zatytułowanego „Regulacje i innowacje” wykazał, że w ostatnich latach obraz rynku aptecznego w regionie uległ istotnej zmianie. Część krajów zdecydowała się zliberalizować regulacje dotyczące kształtu i wielkości rynku aptecznego – np. Czechy, Rumunia, Słowacja, Serbia – podczas gdy inne obrały ostry kurs, wprowadzając liczne ograniczenia o charakterze ilościowym, własnościowym, demograficznym i geograficznym.

– Na Węgrzech i Łotwie ten kierunek jest kontynuowany od mniej więcej dekady, podczas gdy w Polsce i Estonii restrykcyjne regulacje rynków aptecznych pojawiły się dopiero w kilku ostatnich latach. Sytuacja, gdy aż cztery typy ograniczeń rynkowych występują jednocześnie, rodzi pytania o zasadność i możliwe skutki takiego przeregulowania – przestrzegał przedstawiciel ZPA PharmaNET.

Zakaz jakiejkolwiek komunikacji z pacjentem 

Jego wystąpienie pokazało też, że ewenementem w regionie jest obowiązujący tylko w Polsce całkowity zakaz reklamy aptek, który przybrał formę zakazu jakiejkolwiek komunikacji apteki czy farmaceuty z pacjentami.

– Tak surowe ograniczenia aktywności informacyjnej aptek – przypomnijmy, że w połączeniu z bardzo szerokimi restrykcjami ilościowo-własnościowymi – nie obowiązują nigdzie w Europie. Zasadnym wydaje się więc pytanie, czy wprowadzenie aż tylu obostrzeń jednocześnie jest uzasadnione i proporcjonalne – mówił mec. Tomasik.

Podał przykład Irlandii, gdzie w 1996 roku wprowadzono system, który ograniczał powstawanie nowych aptek. Głównymi beneficjentami regulacji ograniczających rynek stały się już działające apteki, ale nie pacjenci, dla których dostęp do placówek, jakość serwisu oraz ceny samych leków uległy pogorszeniu. W rezultacie już w 2002 roku ponownie zliberalizowano rynek, znosząc wprowadzone wcześniej restrykcje.

Przykład Irlandii pokazuje, że otwarty model organizacji rynku aptecznego jest pacjentocentryczny, podczas gdy system zamknięty stawia w centrum uwagi interes i komfort aptekarza – zwrócił uwagę prawnik.

Przeregulowany rynek nie sprzyja innowacjom  

Powołał się też na przeprowadzone przez Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET badanie, z którego wynika, że rynki apteczne Europy Środkowo-Wschodniej, na których dominuje tendencja liberalna, są jednocześnie dużo bardziej otwarte na wprowadzanie innowacyjnych usług dla pacjentów. Czechy i Rumunia najwięcej nowych usług w aptekach. Farmaceuci z tych krajów szczepią, udzielają wsparcia w rzucaniu palenia, diagnozują niektóre schorzenia i wykonują podstawowe badania profilaktyczne.

O ile przedstawiciele rynku we wszystkich analizowanych państwach zadeklarowali chęć wprowadzenia usług dodatkowych w podobnym zakresie (62,5 proc. respondentów wskazało gotowość do wprowadzenia wszystkich, a 37,5 proc. części usług, na których świadczenie w aptekach wyraziłby zgodę regulator), o tyle nie każdy będzie miał taką możliwość ze względu na stosunek rządu do nowych usług.

– Na rynku aptecznym, który jest zamknięty, zasadniczo tylko  państwo  inicjuje  świadczenie  określonych usług propacjenckich w aptekach. Przeregulowany rynek nie będzie więc innowacyjny. Niektórzy respondenci wprost wskazywali, że ograniczenia na rynku – inne niż rygorystyczne wymogi, co do kwalifikacji świadczących usługi – przekładają się na gorszą obsługę pacjentów – mówił mec. Marcin Tomasik.   

Widać to także w Europie Zachodniej, gdzie otwarty rynek brytyjskich czy holenderskich aptek ma znacznie więcej do zaoferowania pacjentom pod względem ilości i jakości dodatkowych usług świadczonych w aptekach niż zamknięty rynek w Niemczech czy Francji.

W dyskusji panelowej poruszono także kwestię barier, jakie mogą pojawić się przy wprowadzaniu nowych usług, w tym szczepień, w aptekach. Ján Kyselovič z Uniwersytetu w Bratysławie przekonywał, że jedną z nich są niedobory kadrowe farmaceutów w aptekach. Innym wątkiem były bariery prawne, które mogą skutecznie uniemożliwić informowanie pacjentów o nowych usługach.

Przykładowo, obecnie w Polsce trwa dyskusja nad wprowadzeniem nowych świadczeń opieki farmaceutycznej oraz usług w aptekach. Z drugiej strony apteki mają faktyczny zakaz informowania o tym pacjentów.

– To oczywisty paradoks i jaskrawy przykład przeregulowania. Polski przykład daje innym państwom ważną lekcję dotyczącą konieczności uwzględnienia długofalowych skutków przy wprowadzaniu dalszych ograniczeń prawnych pod pozorem korzyści dla rynku i samych pacjentów – argumentował w dyskusji panelowej przedstawiciel ZPA PharmaNET.

Konferencja Europejskiej Federacji Sieci Aptecznych (EFPC) „Opieka farmaceutyczna - poza pandemią” odbyła się 10 marca równolegle w Bukareszcie i Pradze.  Podczas połączeń online głos zabierali eksperci z Brukseli, Słowenii, Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
27.01.2026 12:15
Branża kosmetyczna apeluje o okres przejściowy przed wejściem w życie nowych przepisów anty-greenwashingowych UE
Greenwashing ma być ukrócony przez nowe przepisy.fot. Shutterstock

Organizacje branżowe reprezentujące sektor kosmetyczny w Europie apelują do Komisji Europejskiej o wprowadzenie okresu przejściowego przed wejściem w życie nowych przepisów anty-greenwashingowych. Nowe wymogi zaczną obowiązywać we wrześniu w ramach dyrektywy Empowering Consumers for the Green Transition (ECGT), której celem jest ograniczenie wprowadzających w błąd deklaracji środowiskowych i zapewnienie konsumentom bardziej rzetelnych informacji o produktach.

Wspólne stanowisko w tej sprawie przedstawił sojusz 18 europejskich organizacji biznesowych, w tym International Natural and Organic Cosmetics Association (Natrue). Sygnatariusze wskazują, że objęcie nowymi zasadami produktów już znajdujących się w obrocie mogłoby prowadzić do niepotrzebnych strat, zwiększenia ilości odpadów oraz znaczących kosztów po stronie producentów i dystrybutorów.

Kluczowym postulatem branży jest wprowadzenie tzw. klauzuli „grandfathering”, która pozwoliłaby na dalszą sprzedaż kosmetyków legalnie wprowadzonych na rynek przed datą stosowania nowych przepisów. Grandfathering clause (klauzula praw nabytych lub klauzula ochrony istniejących stanów) to mechanizm prawny, który pozwala stosować stare zasady do sytuacji powstałych przed wejściem w życie nowych przepisów. Zdaniem organizacji, brak takiego rozwiązania grozi poważną niepewnością prawną, co – jak podkreśla dyrektor generalny Natrue, dr Mark Smith, w wypowiedzi dla Personal Care Insights – może skłonić część firm do całkowitej rezygnacji z komunikowania aspektów zrównoważonego rozwoju, aby uniknąć ryzyka sankcji prawnych i reputacyjnych.

Dyrektywa ECGT obejmuje „niewyczerpującą [tematu] listę” potencjalnych oświadczeń środowiskowych, co dodatkowo komplikuje sytuację przedsiębiorstw. Komisja Europejska w swoich wytycznych wskazuje możliwe środki dostosowawcze, takie jak naklejki na opakowaniach lub dodatkowe informacje w punktach sprzedaży, jednak – zdaniem przedstawicieli branży – rozwiązania te nie zawsze są praktyczne w przypadku kosmetyków.

image

Bolt, Tchibo i Zara. Ciąg dalszy wojny z greenwashingiem. Co się zmieni w zielonym marketingu w 2026?

Szczególnie narażone na skutki nowych regulacji są małe i średnie przedsiębiorstwa, które licznie działają w segmencie kosmetyków naturalnych i organicznych. Według Natrue, ograniczona skala działalności oznacza dla MŚP większe trudności logistyczne oraz mniejszą zdolność do absorpcji kosztów związanych z oceną zgodności produktów, ich wycofywaniem z rynku lub koniecznością zmiany oznakowania.

Choć organizacje branżowe popierają nadrzędny cel dyrektywy, jakim jest walka z greenwashingiem, zwracają uwagę na praktyczne problemy związane z produktami już znajdującymi się w magazynach, kanałach dystrybucji i na półkach sklepowych. Wspólne stanowisko ostrzega, że działania korygujące – takie jak ponowne etykietowanie lub przepakowywanie – mogą nie tylko generować dodatkowe koszty, ale także prowadzić do zakłóceń w łańcuchach dostaw i wzrostu ilości odpadów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
27.01.2026 09:33
UE aktualizuje prawo dt. detergentów: zakaz testów na zwierzętach... z wyjątkami
(fot. Shutterstock)Shutterstock

Unia Europejska przyjęła znowelizowane Rozporządzenie w sprawie detergentów, które po raz pierwszy w unijnym prawie chemicznym od 2013 roku wprowadza wyraźny zakaz testów na zwierzętach dla detergentów i substancji powierzchniowo czynnych. To pierwszy taki krok od momentu objęcia pełnym zakazem kosmetyków i ich składników ponad dekadę temu. Regulacja stanowi istotny sygnał polityczny, ale jej realny wpływ zależy od relacji z innymi obowiązującymi przepisami.

Zgodnie z nowymi zasadami nie będą dopuszczalne nowe eksperymenty na zwierzętach prowadzone wyłącznie na potrzeby spełnienia wymogów bezpieczeństwa detergentów. Producenci mają korzystać wyłącznie z metod alternatywnych, w tym badań in vitro, modelowania komputerowego oraz analiz opartych na istniejących danych.

Dodatkowo regulacja wprowadza cyfrowe paszporty produktów, które mają zwiększyć dostępność informacji o składnikach, oraz zaostrzone wymogi biodegradowalności, ukierunkowane na ochronę wód powierzchniowych. Po zatwierdzeniu przez Radę, tekst musi jeszcze zostać zatwierdzony na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. Po ostatecznym przyjęciu nowe przepisy zaczną obowiązywać trzy i pół roku po wejściu w życie rozporządzenia, co otwiera realne okno na dostosowanie techniczne i dokumentacyjne przez sektor.

Istotnym elementem reformy jest także formalne uznanie metod nietestujących na zwierzętach, takich jak badania na ludzkich komórkach i tkankach, symulacje komputerowe oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji. Komisja Europejska została zobowiązana do walidacji i aktywnego promowania tych rozwiązań, co w praktyce ma przyspieszyć ich wdrażanie i ograniczyć zależność od klasycznych testów toksykologicznych.

image

Hackernoon: AI zmienia sposób, w jaki konsumenci wybierają detergenty do prania

Jednocześnie nowe rozporządzenie nie eliminuje wszystkich ryzyk. Kluczową luką pozostaje system REACH, który nadal może wymagać testów na zwierzętach dla składników detergentów, jeśli uzna się, że metody alternatywne są niewystarczające. Oznacza to, że – podobnie jak w przypadku kosmetyków – składniki używane w detergentach mogą nadal podlegać badaniom na zwierzętach w celu spełnienia ogólnych obowiązków bezpieczeństwa chemicznego.

Dodatkowo regulacja przewiduje derogacje dla składników uznanych za „niezbędne”, co tworzy kolejne scenariusze dopuszczające eksperymenty. Tymczasem badania opinii publicznej konsekwentnie pokazują, że konsumenci sprzeciwiają się testom na zwierzętach w przypadku produktów gospodarstwa domowego, a na rynku dostępna jest już szeroka pula bezpiecznych substancji. W tym kontekście nowelizacja stanowi ważny, lecz niepełny krok – przełomowy na poziomie deklaracji, ale ograniczony w praktycznym zasięgu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
29. styczeń 2026 05:48