StoryEditor
Prawo
07.05.2020 00:00

Pomiar temperatury ciała pracowników. Czy to zgodne z RODO?

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych wydał oświadczenie, w którym odnosi się do budzącego kontrowersje pomysły sprawdzania temperatur pracowników w celu zapobiegania rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2.

Szef UODO podkreśla, że w sytuacji kiedy będzie dokonywany np. pomiar temperatury ciała danej osoby, czy też będą gromadzone dane dotyczące jej stanu zdrowia, a następnie informacje te będą utrwalane, przekazywane i gromadzone, wówczas będzie następowało przetwarzanie szczególnej kategorii danych osobowych.

Niemniej jednak, w ocenie prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, przepisy o ochronie danych osobowych nie sprzeciwiają się przetwarzaniu danych pracowników i gości w zakresie np. mierzenia temperatury czy wdrażania kwestionariusza z objawami chorobowymi.

- RODO w swoim art. 9 ust. 2 lit. i) wskazuje, że szczególne kategorie danych (dotyczące zdrowia) można przetwarzać, gdy jest to niezbędne ze względów związanych z interesem publicznym w dziedzinie zdrowia publicznego, takich jak ochrona przed poważnymi transgranicznymi zagrożeniami zdrowotnymi, jeżeli wynika to z przepisów prawa. Przepis ten koresponduje zatem z regulacjami krajowymi z dziedziny walki z pandemią COVID-19.  Zgodnie z art. 17 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 374), tzw. specustawy, Główny Inspektor Sanitarny posiada uprawnienia, aby oddziaływać na inne podmioty oraz na zmiany w obowiązujących przepisach, a także wskazywać na przyjmowanie właściwych rozwiązań - czytamy w oświadczeniu.

Prezes UODO podkreśla, że specustawa daje szereg możliwości realizowania zadań przez Głównego Inspektora Sanitarnego, który ustala ogólne kierunki działania organów służb sanitarnych.

- Na podstawie nowych przepisów posiada on również uprawnienia do wprowadzania dodatkowych rozwiązań – mając na uwadze konieczność uregulowania pewnych kwestii oraz podjęcia niezbędnych działań związanych ze zwalczaniem epidemii. W ocenie Prezesa art. 17 specustawy nie wyklucza możliwości wprowadzenia przez pracodawców, czy przedsiębiorców ww. rozwiązań mających na celu zwalczanie COVID-19. W związku z tym, jeżeli inspektor sanitarny uzna, że niezbędne jest przyjęcie rozwiązania w postaci mierzenia temperatury pracownikom i tzw. gościom wchodzącym na teren zakładu pracy czy też pozyskiwania od pracowników oświadczeń dotyczących ich stanu zdrowia, może skorzystać z właściwego dla niego środka prawnego, w efekcie czego na zakład pracy nałożony zostanie obowiązek w postaci decyzji o dokonywaniu pomiaru temperatury czy też zbieraniu oświadczeń pracowników dotyczących ich stanu zdrowia. Służby sanitarne mogą również podjąć decyzję o konieczności dokonywania pomiarów temperatury ciała interesantów, którzy wchodzą do budynku w celu załatwienia sprawy - twierdzi prezes UODO.

W jego ocenie "wszystkie działania, jakie będzie podejmował inspektor sanitarny oraz podmioty, na które będzie on oddziaływał, będą wynikały z przepisów prawa, które regulują jego działania oraz z ww. decyzji, wytycznych oraz zaleceń, czyli uprawnień wynikających ze specustawy". Środki te "będą stanowiły podstawę prawną tych działań, w tym podstawę do przetwarzania danych osobowych dotyczących stanu zdrowia".

- W kwestii dotyczącej podejmowania działań związanych z przeciwdziałaniem COVID-19 w miejscu pracy, należy zaznaczyć, że podstawą legalizującą przetwarzanie danych dotyczących zdrowia w sektorze zatrudnienia, a zatem w relacji pracodawca-pracownik oraz w relacji z podmiotem publicznym, nie może być art. 9 ust. 2 lit. a) RODO, tj. zgoda osoby, której daje dotyczą. Wynika to wprost z ogólnego rozporządzenia o ochronie danych, które wskazuje, że zgoda nie powinna stanowić ważnej podstawy prawnej przetwarzania danych osobowych w szczególnej sytuacji, w której istnieje wyraźny brak równowagi między osobą, której dane dotyczą, a administratorem, w szczególności gdy administrator jest organem publicznym i dlatego jest mało prawdopodobne, by w tej konkretnej sytuacji zgodę wyrażono dobrowolnie we wszystkich przypadkach. W relacji pracodawca-pracownik również występuje nierówność tych dwóch podmiotów - tłumaczy prezes UODO.

I dodaje:

-  Pracodawca nie może także nakazać pracownikom i tzw. gościom wchodzącym na teren zakładu pracy dokonywania pomiaru temperatury. W każdym przypadku musi wykazać podstawę prawną, która dawałaby takie uprawnienie. Podkreślenia wymaga, że przepisy prawa nie regulują, jaka wysokość temperatury daje podstawę do stwierdzenia, że pracownik jest chory bądź zarażony wirusem COVID-19. Dlatego też to służby sanitarne, a nie pracodawca, podejmując określone działania wskazują w konkretnych przypadkach na przyjmowanie właściwych rozwiązań.

W oświadczeniu prezesa UODO znalazło się również nawiązanie do kwestii związanych z realizacją obowiązku informacyjnego. Organ podkreśla, że administrator ma obowiązek w klauzuli informacyjnej przekazać osobom, których dane osobowe przetwarza wszelkie niezbędne informacje w tym zakresie.

- Treść klauzuli informacyjnej powinna zawierać elementy, na które wskazuje RODO oraz zostać przekazana tym osobom. Obowiązek informacyjny powinien zostać spełniony przez administratora w taki sposób, aby osoba, której dane dotyczą mogła się zapoznać bezpośrednio ze wszystkimi informacjami. Klauzula może być zawarta np. w kwestionariuszu, jak również może być dostępna w zakładzie pracy, czy w urzędzie, np. w recepcji, na tablicy ogłoszeń lub na stronie internetowej. Niemniej jednak osoba, której dane dotyczą, powinna zostać poinformowana o podstawowych kwestiach związanych z przetwarzaniem jej danych osobowych (dane administratora, cel przetwarzania, podstawa prawna, zakres danych) najpóźniej w momencie zbierania danych, a następnie ewentualnie odesłana do pełnej treści klauzuli, która znajduje się w ww. miejscach - zaznacza prezes UODO.

W oświadczeniu szefa UODO znalazła się wskazówka, że "przepisy o ochronie danych osobowych nie przeciwstawiają się podejmowanym działaniom związanym z przeciwdziałaniem COVID-19". Podkreślono też, że "podejmowanie rozwiązania przez przedsiębiorców, pracodawców i inne podmioty będą legalne, jedynie w sytuacji, jeżeli administrator będzie realizował je na podstawie przepisów prawa – zgodnie z zasadą legalności określoną w art. 5 ust. 1 RODO".

- W przedmiotowej sprawie podstaw prawnych należy niewątpliwie doszukiwać się w rozwiązaniach wyznaczanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego - podpowiada prezes UODO.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
18.09.2026 14:39
Aldi vs. Clé de Peau Beauté: poszło o dupe kultowego produktu
Po lewej produkt Lacura, po prawej produkt Clé de Peau Beauté.City News Service Shanghai

Shiseido China pozwało Aldi China w związku z kosmetykiem własnej marki Lacura. Japoński koncern zarzuca niemieckiemu dyskonterowi nieuczciwą konkurencję, wskazując na podobieństwo opakowania i designu produktu do bazy pod makijaż marki premium Clé de Peau Beauté. Rozprawa przed sądem w Szanghaju ma odbyć się 5 listopada 2026 r.

Sprawa została wniesiona przez Shiseido (China) Investment Co. Ltd. do Sądu Ludowego Nowego Obszaru Pudong w Szanghaju. Pozwanym jest Aldi (China) Investment Co. Ltd., a także producent kontraktowy kosmetyku – Cors Cosmetics (Shanghai) Co. Ltd. – oraz operator sklepu Aldi, w którym produkt jest sprzedawany, czyli Aldi Commercial (Shanghai) Co. Ltd.

Przedmiotem sporu jest rozświetlająca baza pod makijaż Lacura Soft-Light Radiant Isolation Cream. Według informacji przytaczanych przez chińskie media, Shiseido wskazuje na podobieństwo z produktem swojej luksusowej marki Clé de Peau Beauté. W materiałach porównawczych publikowanych w mediach społecznościowych zwracano uwagę m.in. na czarną tubę ze złotym zamknięciem oraz sposób wykorzystania złotej i białej typografii. Nie chodzi przy tym o identyczność znaków towarowych. Lacura jest odrębną marką własną Aldi, dlatego Shiseido zdecydowało się na dochodzenie roszczeń w związku z nieuczciwą konkurencją, a nie bezpośrednim naruszeniem znaku towarowego.

24,9 juana kontra 540 juanów

Jednym z kluczowych elementów postępowania będzie ustalenie, czy podobieństwo produktów może prowadzić do pomyłki konsumentów. Różnica cen między kosmetykami jest przy tym bardzo duża. Produkt Lacura kosztuje 24,9 juana, czyli około 3,71 dol., podczas gdy oficjalna cena bazy Clé de Peau Beauté wynosi 540 juanów. Oznacza to, że kosmetyk Aldi kosztuje około 21,7 razy mniej niż produkt marki premium.

Jak wskazują cytowani przez chińskie media prawnicy, Aldi może argumentować, że tak znacząca różnica cenowa pozwala przeciętnym konsumentom bez trudu odróżnić oba produkty. Z drugiej strony Shiseido może próbować wykazać, że określone elementy opakowania i identyfikacji wizualnej wykorzystują rozpoznawalność oraz wartość handlową marki Clé de Peau Beauté.

image

Fałszywe kosmetyki K-beauty wygenerowały straty ponad 15 mln dolarów w dziewięć miesięcy

Spór wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą produktów marek własnych dyskontów i granicy między inspirowaniem się rozwiązaniami obecnymi na rynku a kopiowaniem elementów mogących mieć znaczenie dla rozpoznawalności produktu. W przypadku kosmetyków kwestia ta ma szczególne znaczenie, ponieważ opakowanie, kolorystyka, kształt flakonu czy tuby oraz typografia są istotnymi elementami identyfikacji produktu na półce.

Lacura jako filar strategii Aldi

Lacura jest główną marką Aldi w kategorii beauty i personal care. Niemiecki dyskonter wykorzystuje marki własne jako jeden z podstawowych elementów modelu biznesowego. Według publicznie dostępnych informacji produkty private label stanowią ponad 90 proc. asortymentu sklepów Aldi. Sieć posiada ponad 10 tys. sklepów na świecie i działa w ponad 10 krajach.

Aldi rozpoczęło działalność w Chinach w 2017 r. poprzez handel transgraniczny, a w 2019 r. otworzyło pierwsze sklepy stacjonarne w Szanghaju. Na chińskim rynku strategia marek własnych pozwala dyskontowi konkurować ceną, a jednocześnie rozwijać produkty w wielu kategoriach konsumenckich.

Porównania produktów Aldi z ofertą znanych marek pojawiały się w Chinach również poza segmentem kosmetycznym. Konsumenci zestawiali m.in. herbatę oolong Xunlu z butelkowaną herbatą Suntory, pluszowe zabawki kosztujące około 10–20 juanów z produktami Jellycat, a część odzieży sportowej z popularną linią Ebb marki Lululemon. W kategorii beauty niektóre produkty do kąpieli i pielęgnacji ciała Lacura porównywano natomiast wizualnie z kosmetykami australijskiej marki Aesop.

Kolejne spory o marki własne

Postępowanie w Chinach nie jest pierwszym przypadkiem, w którym produkty marek własnych Aldi stały się przedmiotem sporu dotyczącego własności intelektualnej. W 2019 r. brytyjski sąd uznał, że paleta do konturowania Lacura naruszała prawa autorskie ze względu na podobieństwo do produktu marki Charlotte Tilbury.

image

Guardian: Tanie perfumy podbijają brytyjski rynek – co druga osoba kupiła zapachowy „dupe”

W Australii pod koniec 2024 r. sąd federalny uznał z kolei, że opakowanie konkretnego produktu dla dzieci z linii MAMIA Baby Bellies Puffs naruszało prawa autorskie do opakowania Baby Bellies Puffs. W maju 2025 r. firma Mondelez International pozwała Aldi w USA, zarzucając sieci, że opakowania kilku produktów typu ciastka i krakersy naśladują wygląd m.in. Oreo, Chips Ahoy!, Ritz, Nutter Butter i Nilla Wafers. Postępowanie pozostaje w toku.

Sprawa Shiseido przeciwko Aldi będzie więc kolejnym testem granic, w jakich globalny dyskonter może rozwijać atrakcyjne cenowo marki własne, wykorzystując rozwiązania wizualne znane konsumentom z produktów markowych. O tym, czy w przypadku Lacura doszło do nieuczciwej konkurencji, zdecyduje sąd w Szanghaju.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
17.09.2026 12:32
Niebezpieczne kosmetyki nadal trafiają do klientów Amazona i Temu. W składzie rtęć
Kosmetyki z rtęcią wracają do sprzedaży. Problemem są marketplace‘y (fot. Shutterstock)Shutterstock

Mimo obowiązującego od lat zakazu produkty do rozjaśniania skóry zawierające rtęć nadal można znaleźć na dużych platformach e-commerce. Reuters zidentyfikował ponad 20 takich produktów oferowanych m.in. na Amazonie, Temu i TikTok Shop. Żaden z nich nie deklarował jednak obecności rtęci w składzie, a Reuters nie potwierdził niezależnie jej zawartości.

W tym artykule przeczytasz:

  • Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami
  • Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry
  • Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy
  • Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami
  • Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Zakaz stosowania rtęci w kosmetykach obowiązuje w wielu krajach od lat, ale nie wyeliminował z rynku wszystkich produktów zawierających ten toksyczny metal. Jak wynika z analizy Reuters, kremy i inne produkty do rozjaśniania skóry, które znalazły się wcześniej na listach produktów zakazanych, nadal były dostępne na platformach należących do największych graczy e-commerce.

Dziennikarze Reuters znaleźli ponad 20 produktów na Amazonie, Temu i amerykańskim TikTok Shop, a także na należących do Amazona platformach w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Indiach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Analizę przeprowadzono według stanu na 1 września 2026 roku.

Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami

Problemem jest nie tylko samo oferowanie nielegalnych kosmetyków, ale także sposób, w jaki sprzedawcy próbują omijać systemy kontroli platform.

Reuters znalazł przypadki produktów, które po usunięciu z oferty pojawiały się ponownie pod inną nazwą lub za pośrednictwem innego sprzedawcy. W jednym z przypadków krem "Chandni”, wcześniej wskazany przez amerykańską FDA jako zawierający rtęć, był sprzedawany na Amazonie w Indiach jako "Beauty Brightening Cream”. Na zdjęciu produktu prawidłowa nazwa została dodatkowo zamazana.

Co istotne, żaden z produktów analizowanych przez Reuters nie wymieniał rtęci w składzie. Dziennikarze nie byli również w stanie niezależnie potwierdzić obecności toksycznego składnika we wszystkich znalezionych produktach. Ich identyfikacja opierała się na wcześniejszych listach produktów, wynikach badań i publicznie dostępnych informacjach.

image

Prawo się rzekło, PPWR u płota. Nowe obowiązki, koszty starych stocków i problem fragmentacji

Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry

Produkty rozjaśniające skórę są częścią wartego miliardy dolarów rynku kosmetycznego, szczególnie popularnego w niektórych krajach Azji, Afryki i na Karaibach.

Jak wskazuje cytowany przez Reuters Winston Morgan, toksykolog z University of East London, rtęć może dawać efekt rozjaśnienia skóry w ciągu kilku dni, szybciej niż legalne składniki, takie jak kwas kojowy czy arbutyna. Jest również stosunkowo tania i łatwa do zastosowania w formulacjach.

To właśnie szybkość działania i cena mogą sprawiać, że produkty zawierające rtęć nadal znajdują nabywców. Reuters przywołuje badanie Boston University z 2021 roku, według którego kosmetyki rozjaśniające zawierające kwas kojowy kosztowały średnio 24,89 dolara za uncję, podczas gdy produkty zawierające rtęć znalezione przez dziennikarzy w USA kosztowały około 6,50 dolara za uncję.

Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy

Skala problemu jest szczególnie istotna ze względu na toksyczność rtęci. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że nie istnieje znany bezpieczny poziom ekspozycji na rtęć. Metal może negatywnie wpływać m.in. na nerki, mózg i układ nerwowy.

W 2013 roku przyjęto Konwencję z Minamaty, której stronami jest ponad 150 państw. Dokument ma ograniczać m.in. produkcję, import i sprzedaż produktów zawierających rtęć.

W USA FDA ogranicza zawartość rtęci w kosmetykach do maksymalnie 1 części na milion (ppm). Reuters przypomina jednak, że organy regulacyjne w USA i Wielkiej Brytanii znajdowały wcześniej produkty do rozjaśniania skóry zawierające znacznie wyższe stężenia tego metalu.

image

Pakistan: toksyczne poziomy rtęci w kremach wybielających

Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami

Reuters zwrócił się do platform, na których znaleziono produkty. Amazon, Temu i TikTok podkreśliły, że sprzedaż wskazanych kosmetyków jest zabroniona i że podejmują działania mające na celu ich usunięcie oraz ukaranie sprzedawców.

Amazon poinformował o stosowaniu m.in. weryfikacji sprzedawców, wymaganiu dokumentacji potwierdzającej zgodność produktów oraz – w niektórych przypadkach – wyników badań laboratoryjnych przed dopuszczeniem produktu do sprzedaży. Firma deklaruje również współpracę z organami regulacyjnymi i aktualizowanie list produktów objętych zakazami.

TikTok wskazał, że jego zasady zabraniają produktów mających na celu wybielanie, rozjaśnianie skóry lub redukcję poziomu melaniny. Temu również zadeklarowało usuwanie ofert, które naruszają przepisy lub zasady platformy.

Jednocześnie Reuters podaje, że większość znalezionych przez dziennikarzy produktów nadal znajdowała się na platformach 1 września, mimo że wcześniej została zidentyfikowana jako potencjalnie nielegalna.

Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Problem zwraca uwagę na trudność kontrolowania produktów sprzedawanych za pośrednictwem marketplace‘ów. Sprzedawca może znajdować się w innym kraju niż konsument, produkt może być oferowany pod zmienioną nazwą, a jego skład nie zawsze odpowiada informacjom zamieszczonym w ofercie.

WHO potwierdziła Reuters, że kosmetyki rozjaśniające skórę zawierające rtęć nadal są sprzedawane za pośrednictwem internetowych i transgranicznych platform e-commerce, co utrudnia nadzór i egzekwowanie przepisów. Organizacja wskazuje na potrzebę większej współpracy pomiędzy rządami, platformami i sprzedawcami.

Przykładem działań regulatorów jest Francja. 28 sierpnia francuskie władze wydały komunikat dotyczący wycofania kremu Advanced Beauty Cream – Pearl Shine – Parley Goldie, który wcześniej został znaleziony przez Reuters w sprzedaży. Według francuskich urzędników rtęć jest regularnie wykrywana w produktach przeznaczonych do rozjaśniania skóry, a jej obecność ma na celu blokowanie syntezy melaniny.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. wrzesień 2026 11:44