StoryEditor
Rynek i trendy
24.08.2018 00:00

[RAPORT] Chciałbym wypróbować krem, zanim go kupię

–   Na miejscu właścicieli drogerii wprowadziłbym testery do wszelkich możliwych kosmetyków, a szczególnie nowości. Możliwość dotknięcia, powąchania, wypróbowania produktu to dziś największa przewaga drogerii stacjonarnej nad sprzedażą internetową – mówi Marek Borowiński, specjalista od zwiększania sprzedaży oraz visual merchandisingu i psychologii koloru.

Jak mówić o nowym produkcie, żeby zwrócić na niego uwagę?

Przede wszystkim trzeba w ogóle mówić. Część marek nie wykorzystuje okazji, żeby zwrócić uwagę na swoje produkty, a przecież nowością jest również zmieniony skład, inna pojemność czy opakowanie. Jeśli nie powiemy konsumentowi, że wprowadziliśmy nowy produkt lub go udoskonaliliśmy, nie będzie o tym wiedział. Po drugie – mówić prosto i zrozumiale, nie posługiwać się językiem branżowym. Jeśli przekaz jest skomplikowany, konsument nie będzie się zagłębiał w niuanse. Wybierze ten produkt, którego działanie szybciej zrozumie. To dotyczy szczególnie branży FMCG. Skuteczny marketing opiera się dziś na prostocie przekazu – spójrz choćby na Instagram. Całą robotę robi tu atrakcyjne zdjęcie opatrzone dobrze dobranymi hasztagami. Szybko i na temat.

Czyli nie chcemy się wysilać, nie jesteśmy dociekliwi?

Jesteśmy, ale bez przesady. To pierwsze zetknięcie się z produktem jest ważne, abyśmy w ogóle zrozumieli, z czym mamy do czynienia, żeby nam się chciało dalej zgłębiać temat. Ja na przykład większości reklam kremów nie rozumiem.

Też miewam z tym problem.

Widzisz, a jesteś kobietą – masz z natury łatwiej. Mężczyźni nie będą się zagłębiać w niuanse dotyczące działania kosmetyków. To nadal nie jest nasze naturalne środowisko.

Wróćmy do nowości, czy to one kręcą dziś rynkiem?

Odniosę się do bliskiej kosmetykom branży mody. W niej 25 proc. konsumentów ślepo podąża za nowościami i trendami. Ponad 50 proc. to ci bardziej zachowawczy, którzy decydują się na zakup w tzw. drugiej fazie, kiedy nowość przyjmie się już na rynku. Wydaje mi się, że z kosmetykami jest podobnie – jeśli trafiliśmy na dobry produkt,  którego działanie nam odpowiada, to po co szukać innego.

O, i tu mówisz jak typowy mężczyzna, to znaczy taki, który jawi się w badaniach marketingowych. Gdy ma swój ulubiony kosmetyk i markę, to potrafi być jej wierny przez lata. Z kobietami jest trochę inaczej.

Fakt, nie jesteśmy tak zanurzeni w świecie kosmetyków jak kobiety, ale każdy, kto spojrzy na społeczeństwo jako całość, zobaczy, że odchodzi się od konsumpcjonizmu. Chcemy dobrze wyglądać, chcemy być modni i wysportowani, ale przede wszystkim chcemy mieć czas i intersujące życie. Spójrzmy, co stało się na rynku pracy – dziś młodzi ludzie uważają, że praca jest dla nich, a nie oni dla pracy. Oni wyraźnie wyznaczają granicę. Mają swój prywatny czas i chcą go spędzać w interesujący sposób. To też zmienia nawyki i podejście do zakupów. Zamiast posiadania kolejnej rzeczy wiele osób woli odłożyć pieniądze na podróże. Zamiast chodzenia po sklepach, wolą spacer z psem, dobrą książkę, sport. Mówi się o energii wymiany – ludzie chcą się czymś dzielić ze sobą, zamiast kupować. 

To w takim razie duże wyzwanie dla tych, którzy żyją ze sprzedaży.

Czyli praktycznie dla wszystkich. Co ciekawe odpowiedzialność nie spoczywa tu przede wszystkim na sklepie czy sprzedawcy. Dzisiaj sklepy pełnią funkcję –  naukowo to zabrzmi – wywoływania impulsu przypomnieniowego w ramach tego, co marka ze swoim produktem zrobiła wcześniej. A wcześniej musi sporo zainwestować w to, żeby konsument poczuł  obietnicę, że dostanie doskonały produkt. Zainwestować na różnych płaszczyznach – w reklamy, w media społecznościowe, w próbki produktów – i z wykorzystaniem wszelkich narzędzi sensorycznych. Kiedy klient wchodzi do drogerii i przebiega wzrokiem po setkach produktów, wyłapuje te, z którymi się zetknął, z którymi miał dobre doświadczenia i które zapamiętał.

Testery do perfum to za mało. Warto je wprowadzić we wszystkich kategoriach. Tutaj ekspozycja w Drogerii Polskiej "Aurora" w Sokołowie Podlaskim. fot. T.Boguta/Fotobunkier

To problem dla nowych firm, które nie mają pieniędzy na marketing i reklamę.

I których właściciele czy szefowie po prostu założyli, że jest dobra koniunktura oraz przestrzeń na nowe produkty. Niestety nie do końca. Rynek jest nasycony. Jest wiele produktów podobnych do siebie, marek, które działają w tej samej kategorii cenowej i właściwie niczym się nie wyróżniają. A uwagę konsumentów przyciąga to, co inne, innowacyjne, co ma swoją historię i pozwala użytkownikowi poczuć się wyjątkowo. Wprowadzając markę na rynek, trzeba szukać dla niej osobowości i kontrastu w stosunku do tego, co już jest na półkach.

Skoro o półkach i o tysiącach produktów mowa – co zrobić już na miejscu, w drogerii, żeby klient kupował więcej?

Trzeba zadbać o tzw. doświadczenia sensoryczne. Ja na przykład chciałbym móc zawsze powąchać krem, zanim go kupię, bo lubię męskie, morskie nuty, nie lubię słodkich. Chciałbym też sprawdzić jego konsystencję, bo nie znoszę, jak się „lepi”. Przecież możliwość dotknięcia, powąchania, wypróbowania produktu to dziś największa przewaga drogerii stacjonarnej nad sprzedażą internetową. Na miejscu właścicieli drogerii wprowadziłbym testery we wszystkich kategoriach kosmetyków, w których to tylko możliwe, nie tylko w perfumach czy kosmetykach do makijażu, gdzie jest to tradycją. U podstaw marketingu leży wzbudzenie zainteresowania, wywołanie potrzeby posiadania. Jeśli chcemy sprzedawać więcej, zarabiać więcej, musimy szukać wszelkich możliwości, żeby zwrócić uwagę konsumenta na ofertę naszego sklepu. Liczy się też efekt nowości. Wygrywają ci, którzy innowacyjne rozwiązania wprowadzają jako pierwsi.

A sama ekspozycja, rozmieszczenie produktów w drogerii? Przyjęło się, że na końcówki regałów trafia to, na co chcemy zwrócić szczególną uwagę.

Tak, końcówki regałów działają dobrze, podobnie jak tzw. regał nachodzeniowy, czyli znajdujący się na końcu alejki na wprost idącego. To najcenniejsze miejsce, bo klient zawsze ma je na linii wzroku, podczas gdy każda półka po prawej czy po lewej stronie walczy o jego uwagę. My, ludzie, mamy widzenie stereoskopowe, charakterystyczne dla drapieżników. Podczas zakupów też „polujemy” i naszą uwagę szczególnie przyciągają rzeczy, które są umieszczone na wprost nas.

Co możemy jeszcze zrobić, żeby zwrócić uwagę na produkty, na których nam szczególnie zależy, choćby na nowości właśnie?

Najprościej i tanim kosztem można zastosować dodatkowe źródła światła. Drogerie są zazwyczaj oświetlone dość intensywnym i równomiernym światem, które nie pozycjonuje żadnych kategorii czy produktów. Wystarczy lekko przygasić określoną przestrzeń, np. sam pas alejki, a dodać halogeny, doświetlając regały, żeby wprowadzić różnorodność i zwrócić uwagę konsumenta na produkty. Klienci znają ten kod choćby ze sklepów odzieżowych. Wystarczy wejść do sklepu znanej sieciówki, zmrużyć lekko oczy i od razu widzimy, że światło jest zróżnicowane. Cała uwaga jest skupiona na produktach.  Światło jest środkiem wyrazu plastycznego, dodaje głębi, przykuwa uwagę. Warto wziąć to pod uwagę.

Coraz więcej kosmetyków można wypróbować w perfumeriach Sephora. Tutaj ekspozycja w salonie w warszawskiej Galerii Mokotow. fot. K.Bochner/WiadomościKosmetyczne

A kolor?

Oczywiście ma ogromne znaczenie. Najsilniej pobudza czerwień – nią warto oznaczać nowości, miejsca promocyjne. Do takich celów świetne połączenia to też czerwony z żółtym, żółty z czarnym.  One „podrażniają” oko, nie da się ich nie zauważyć. Natomiast nie sprawdzą się w tej roli zieleń czy niebieski kolor odbijające krótsze fale świetlne.

Wobblery przy półce – przyciągają uwagę, czy rozpraszają?

Jak najbardziej przyciągają uwagę. Wszystko, co jest umieszczone prostopadle do półki, po prawej, czy po lewej stronie, przyciąga wzrok. „Hit sprzedaży”, „nowość” „super cena” – może to być dowolne hasło, które przeczytam, patrząc na wprost, nie rozglądając się na boki.  Ma szansę mnie zatrzymać, nawet jeśli nie planowałem zakupów.

Wiem, że to się branży nie spodoba, ale na wszelkich konferencjach marketingowych podkreśla się dziś, że marek i produktów jest za dużo na rynku, w każdej kategorii. Konsumenci gubią się w nich, nie potrafią ich wartościować, mają kłopot z podejmowaniem decyzji. Wszelkie oznaczenia porządkujące asortyment, ułatwiające poruszanie się po drogerii i dokonanie wyboru są więc wskazane.

Kto osiągnie sukces?

Ten, kto w dobie odchodzenia od konsumpcjonizmu, zainteresuje klienta swoimi produktami w taki sposób, że nie będzie on czuł się poddawany technikom czy socjotechnikom sprzedaży. I ten, kto będzie umiał mówić do ludzi ich językiem. Trzeba pamiętać, że na rynek jako konsumenci wchodzą młodzi ludzie, wychowani na internecie, w kulturze obrazkowej, którzy przyswajają tylko proste treści i jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, nie są przystosowani do logicznego łączenia faktów. Mają już inaczej rozwinięte mózgi. W związku z tym trzeba szukać innych, prostych, a zarazem intrygujących sposobów komunikacji z nimi. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że za jakiś czas nastąpi era wideoetykiet, które naklejone na produkt, będą opowiadały, jak dany kosmetyk działa. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Katarzyna Warzecha, Gabona: K-Beauty zmienia tradycyjne kategorie kosmetyczne. Na czym polega jej siła? [FBK 2026]
Katarzyna Warzecha, Gabonawiadomoscikosmetyczne.pl

K-Beauty przestało być niszowym trendem i coraz mocniej wpływa na ofertę marek kosmetycznych. Koreańskie podejście do pielęgnacji, wielofunkcyjne formuły, innowacyjne opakowania i nowe spojrzenie na makijaż inspirują również europejskich producentów. O tym, jak przenosić te rozwiązania na polski rynek i dlaczego kluczowe pozostaje dopasowanie oferty do lokalnego konsumenta, mówiła Katarzyna Warzecha, General Manager w Gabona, podczas Forum Branży Kosmetycznej 2026.

W tym artykule przeczytasz:

  • K-Beauty wychodzi poza niszę
  • Najpierw pielęgnacja, później makijaż
  • Wielofunkcyjność wymaga jasnej komunikacji
  • Europejskie marki inspirują się Koreą
  • Lokalny konsument wyznacza granice trendu

K-Beauty wychodzi poza niszę

Koreańskie kosmetyki coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność na rynku, a ich znaczenie wykracza poza zainteresowanie pojedynczymi produktami czy sezonowymi trendami. K-Beauty staje się kategorią, która realnie sprzedaje się i wpływa na kierunki rozwoju branży. Jej siła wynika między innymi z wielofunkcyjności produktów oraz podejścia do pielęgnacji, które nie ogranicza się do tradycyjnego podziału na kosmetyki dla kobiet i mężczyzn.

– K-Beauty przestało być niszową ciekawostką. Stało się kategorią, która dobrze się sprzedaje i wyznacza trendy. Między innymi dzięki multifunkcjonalności i zdjęciu ograniczeń, które na polskim rynku były, na przykład, związane z genderowaniem, gdyż K-beauty nie ma płci – podkreślała Katarzyna Warzecha podczas debaty „Hybrid Beauty. Trendy, które zmieniają tradycyjne kategorie kosmetyczne”.

Najpierw pielęgnacja, później makijaż

Jedną z cech wyróżniających koreańskie podejście do urody jest traktowanie pielęgnacji jako podstawy całego efektu. Makijaż nie stanowi odrębnego etapu, lecz uzupełnia pracę nad kondycją skóry.

– Tu liczy się, żeby ta "baza”, skóra, była zadbana. Dopiero do tego dochodzi makijaż – mówiła Warzecha.

Podobne podejście widać w produktach do makijażu, które coraz częściej łączą funkcje upiększające z pielęgnacyjnymi. Przykładem jest kategoria produktów do ust, na którą koreańskie marki zwracają szczególną uwagę.

– K-Beauty bardzo skupia się na ustach. W Korei usta są ważniejsze od oczu. I faktycznie te usta są ogrywane tam na wiele sposobów. To, co jest innego w tych markach, to to, że wszystkie konsystencje są pielęgnujące. Nawet tinty matowe w tych markach odżywiają i nawilżają – wskazywała przedstawicielka Gabona.

image

Łukasz Matyński, Media Choice: Sama świadomość marki nie zapełni koszyka klienta [FBK 2026]

Wielofunkcyjność wymaga jasnej komunikacji

Łączenie kilku właściwości w jednym kosmetyku to kolejny ważny element strategii produktowej. Sama liczba deklarowanych korzyści nie przesądza jednak o sukcesie. Z perspektywy marketingowej istotne pozostaje wskazanie jednej, najważniejszej obietnicy, którą konsument zrozumie już w miejscu sprzedaży.

– Nawet jeżeli mamy produkty multifunkcjonalne, to na koniec dnia marketer powinien wybrać korzyść kluczową, którą można zakomunikować już przy półce. Na koniec dnia klient jest tak wyedukowany, że nie oczekuje jednego efektu, tylko tego, że produkt, którego szuka, będzie obładowany wartościami – zaznaczyła Warzecha.

Europejskie marki inspirują się Koreą

Wpływ K-Beauty jest widoczny nie tylko w rosnącym zainteresowaniu koreańskimi produktami. Z koreańskich rozwiązań korzystają również marki europejskie, które próbują przenieść na własne produkty elementy charakterystyczne dla tego segmentu.

– Ten trend koreański jest tak silny, że europejskie marki starają się w niego wbić. Wiele marek czerpie z tego, co jest najlepszego w K-Beauty, czyli między innymi szybkość innowacji czy opakowania, które są inne i ciekawe – mówiła przedstawicielka Gabona.

Wśród przykładów wskazała markę colorgram, której tinty do ust mają opakowania inspirowane piankami marshmallow. Takie rozwiązania pokazują, że konkurencja nie dotyczy wyłącznie składu i działania kosmetyku. Znaczenie ma również forma produktu, sposób jego prezentacji i wyróżnienie go na półce.

image

Bartosz Woźnicki, Inglot: P-beauty to nie mrzonka, ale wykreowanie tego trendu wymaga wsparcia rządu [FBK 2026]

Lokalny konsument wyznacza granice trendu

Koreańskie kosmetyki mogą inspirować producentów, ale nie wszystkie rozwiązania sprawdzą się na każdym rynku. Różnice dotyczą między innymi oczekiwań wobec efektów pielęgnacji, preferencji kolorystycznych i podejścia do wyglądu skóry.

– Istotny jest dobór asortymentu tak, żeby pasował do lokalnego odbiorcy. W Azji popularne jest rozjaśnienie cery, co niekoniecznie by się u nas przyjęło. Kolorystykę trzeba dopasować do lokalnego rynku – podkreślała Warzecha.

Oznacza to konieczność selekcji asortymentu, a nie bezpośredniego kopiowania oferty popularnej w Korei. Produkt, który odnosi sukces na jednym rynku, może wymagać innej gamy kolorystycznej lub odmiennego sposobu komunikacji w Polsce.

K-Beauty pokazuje tym samym, jak zmieniają się granice tradycyjnych kategorii kosmetycznych. Pielęgnacja łączy się z makijażem, jeden produkt może odpowiadać na kilka potrzeb, a inspiracje z rynków azjatyckich wpływają na działania europejskich marek. Ostatecznie o powodzeniu tych rozwiązań decyduje jednak to, czy producent potrafi przełożyć globalny trend na konkretną potrzebę lokalnego konsumenta.

O Forum Branży Kosmetycznej

Forum Branży Kosmetycznej to biznesowe wydarzenie dla branży kosmetycznej łączące konferencję, przestrzeń wystawienniczą i networking. Skupia się na dostarczaniu wiedzy na temat rynku kosmetycznego, wiodących kategorii, trendów, konsumenckich, rozwoju kanałów sprzedaży oraz wyzwań stojących przed branżą. FBK pod skrzydłami Wiadomości Kosmetycznych organizowane jest przez Wydawnictwo Gospodarcze, wydawcę biznesowych portali wiadomoscikosmetyczne.pl i wiadomoscihandlowe.pl oraz magazynu „Wiadomości Handlowe”.

 

image
Wiadomości Kosmetyczne
Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Łukasz Bobiński, L’Oréal: Premiumizacja i doświadczenie napędzają rynek beauty. Co dalej z luksusem? [FBK 2026]
Łukasz Bobiński, Chief Growth Officer Lux Division L‘Orealwiadomoscikosmetyczne.pl

Polski rynek kosmetyków premium rozwija się w tempie dwucyfrowym, a konsumenci coraz wyraźniej poszukują produktów, które zapewniają nie tylko jakość, lecz także wyjątkowe doświadczenie. O kierunkach wzrostu sektora beauty, zmianach na rynku luksusowym i wyzwaniach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji mówił Łukasz Bobiński, Chief Growth Officer Lux Division w L’Oréal, podczas Forum Branży Kosmetycznej 2026.

W tym artykule przeczytasz:

  • Kosmetyki premium napędzają wzrost rynku
  • Rynek luksusowy się polaryzuje
  • Więcej selektywnych perfumerii w Polsce
  • Starzenie się społeczeństwa i wpływ AI

Kosmetyki premium napędzają wzrost rynku

Niepewność gospodarcza nie przekreśla perspektyw rozwoju branży kosmetycznej. Zdaniem Łukasza Bobińskiego beauty pozostaje kategorią, w której decyzje zakupowe w dużym stopniu wynikają z emocji. To właśnie ten aspekt, w połączeniu z rosnącym zainteresowaniem produktami premium, może wspierać dalszy rozwój rynku.

– Ja uważam, że tak naprawdę przed branżą beauty jest cały czas optymistyczna perspektywa. Wierzymy, że beauty jest kategorią, którą kupujemy emocjami. Jeżeli chodzi o kategorię kosmetyków premium, to w Polsce rozwija się ona dwucyfrowo, więc ta dynamika jest i będziemy ją utrzymywać. Wierzę, że ta premiumizacja to jest coś, co będzie się przyczyniało do jakościowego wzrostu sektora – podkreślał przedstawiciel L’Oréal.

Premiumizacja oznacza dla branży szansę na budowanie wartości nie tylko przez zwiększanie sprzedaży, ale również przez rozwijanie oferty odpowiadającej na wyższe oczekiwania klientów. Istotne pozostaje przy tym uzasadnienie ceny. Konsumenci muszą dostrzegać wartość, która wykracza poza sam produkt.

Rynek luksusowy się polaryzuje

Segment kosmetyków luksusowych przez lata uchodził za stosunkowo odporny na kryzysy. Obecne otoczenie rynkowe stawia jednak przed nim nowe wyzwania. Jak zauważył Łukasz Bobiński, zmienia się zarówno struktura wydatków konsumentów, jak i sposób, w jaki wchodzą oni w świat luksusu.

– Klienci chcieli i dalej będą chcieli płacić za doświadczenie. Widzimy, że społeczeństwo się polaryzuje i rozkład pieniędzy w nim również. W samej kategorii luksusowej przyrosty są największe w segmencie ultra-luxury – mówił.

Oznacza to, że szczególnie dynamicznie rozwija się najwyższy poziom rynku luksusowego. Jednocześnie nie znika zainteresowanie konsumentów, którzy aspirują do tej kategorii, ale dysponują mniejszym budżetem. Marki muszą więc odpowiadać na potrzeby różnych grup: zarówno klientów gotowych wydawać coraz więcej na najbardziej ekskluzywne produkty, jak i tych, którzy dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z luksusem.

– Mamy też większą aspiracyjność. Konsumenci chcą wejść do tej kategorii. Stąd produkty z tej kategorii również o niższej cenie – wskazywał Bobiński.

image

Katarzyna Waszek, NielsenIQ: Są wartości, które skłaniają Polaków do większych wydatków na kosmetyki [FBK 2026]

Więcej selektywnych perfumerii w Polsce

Jednym z obszarów, w których L’Oréal dostrzega potencjał dalszego rozwoju, jest rozbudowa sieci selektywnej dystrybucji. W przypadku kosmetyków luksusowych znaczenie ma bowiem nie tylko dostępność produktu, lecz także miejsce zakupu i związane z nim doświadczenie.

– Widzimy duży potencjał w tym, żeby pokryć Polskę jeszcze bardziej selektywnymi perfumeriami – zapowiedział przedstawiciel L’Oréal.

Starzenie się społeczeństwa i wpływ AI

Podczas debaty poruszono również temat starzenia się społeczeństwa. Zmiany demograficzne będą istotnym kontekstem dla rozwoju branży beauty.

Za jedno z najważniejszych wyzwań nadchodzących lat uznał natomiast rozwój sztucznej inteligencji i jego konsekwencje dla sektora kosmetycznego.

– Największym wyzwaniem na najbliższe lata będzie zrozumienie wpływu AI na branżę kosmetyczną i wpływu tych zmian – podsumował.

Obok premiumizacji i zmieniających się oczekiwań klientów branża będzie musiała zmierzyć się także z technologiczną transformacją. Dla producentów i sprzedawców kluczowe stanie się zrozumienie, w jaki sposób AI wpłynie na funkcjonowanie rynku i relacje z konsumentami.

 

image
Wiadomości Kosmetyczne
Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
15. październik 2026 21:15