StoryEditor
E-commerce
11.04.2022 00:00

Monika Słapczyńska, Orientana: Jak działać na światowych platformach e-commerce i które wybrać? Poradnik dla branży

– Na globalnym rynku jest mnóstwo platform sprzedażowych i każdego dnia pojawią się nowe. Warto wejść na platformę ze swoimi produktami, dopóki rynek nie jest jeszcze nasycony – mówi Monika Słapczyńska, global e-commerce specialist w firmie Orientana, a ta rozmowa to prawdziwe kompendium wiedzy dla tych, którzy nie wiedzą, z jakimi platformami warto współpracować, jakie czyhają na nich pułapki, jak opanować listingi, rozliczenia i logistykę i gdzie mogą szukać pomocy. 

Internet od kilku lat umacnia się jako kanał sprzedaży. Ostatnie dwa lata to jednak potężne przyspieszenie e-commerce. Jak przekłada się to na liczby?

Przełomowy dla światowego e-commerce był rok 2020. W czasie pandemii wszyscy zaczęliśmy i kupować dużo więcej przez internet. Dzięki temu, mimo globalnego kryzysu, wiele marek odnotowało spore wzrosty sprzedaży. Równocześnie firmy musiały bardzo szybko szukać nowych rozwiązań, aby usprawnić sprzedaż, a także kolejnych możliwości dystrybucji towarów, np. przez platformy e-commerce czy marketplace.

Na podstawie badań Digital Commerce 360 można zauważyć, że pandemia w ciągu ostatnich dwóch lat spowodowała wzrost zysku o  218,53 miliarda dolarów, w tym w 2020 r. – o 102,08 mld dolarów oraz o 116,45 mld dolarów w 2021 r. Podsumowując, kryzys związany z wirusem spowodował ogromny wzrost rynku e-commerce. Dynamika jest oszałamiająca! Moim zdaniem ostatnie dwa lata przyczyniły się dużo bardziej do wzrostu rynku e-commerce na świecie niż poprzednich 10 lat.

W 2021 r. u amerykańskich sprzedawców klienci internetowi wydali  870,78 miliardów dolarów. Jest to wzrost o 14,2 proc. porównując z 762,68 miliardami dolarów w 2020 roku. Szacunkowo, gdyby nie pandemia, nie zostałby osiągnięty taki próg aż do 2023 roku. Wg Digital Commerce 360, prognozowana na 2021 r. sprzedaż kształtowałaby się bowiem na poziomie tylko 754,33 mld dolarów.

Warto zauważyć, że wysokie wartości sprzedaży przez internet zostały osiągnięte podczas światowego kryzysu i trudnego czasu dla milionów ludzi na świecie. Mieliśmy tu do czynienia nie tylko z pandemią ale również inflacją. Jak wynika z danych ADOBE, klienci w ciągu ostatnich dwóch lat zapłacili 32 mld dolarów więcej za te same towary. Mimo to, w tym momencie e-commerce jest i tak bardzo szybko rozwijającym się kanałem sprzedaży.

Wspomniała Pani o platformach sprzedażowych, które miały potężny udział w tych trendach. Wydaje mi się, że naszej świadomości jest tych platform kilka – kojarzymy te największe. Czy to rzeczywiście one rządzą e-commerce?

Na świecie jest ogromna liczba platform sprzedażowych. Prawie każdy kraj ma swoją lokalną platformę – jedną lub najczęściej więcej, które w szybkim tempie się rozwijają. Na podstawie danych z 2020 r. ponad połowa największych marketplace’ów – 52 ze 100 – na świecie ma siedzibę w Ameryce Północnej następna jest Azja (22), a dopiero na trzecim miejscu Europa (19).

TOP 3 największych platform na każdym kontynencie:

Ameryka Północnej – Amazon, eBay czy Wish

Azja – Tmall, Koala, Alibaba

Europa – Cdiscount, eMag, Allegro

Tych platform jest oczywiście dużo więcej natomiast ja mówię o przykładowych, które są znane większości osób choćby ze słyszenia. .

Na pewno rozwój platform przyspieszyła pandemia, gdyż w Polsce w 2020 roku wzrost sprzedaży online był o około 35 proc. wyższy w stosunku do roku poprzedniego. Z każdym rokiem jest większy, co pokazuje ogromny potencjał tego kanału. Dane te potwierdza fakt, że w 2020 r. zarejestrowano w Polsce aż 12 tys. nowych sklepów internetowych, przez co na początku 2021 r. łączna liczba e-sklepów wyniosła już 44,5 tys.

Kto przede wszystkim korzysta z platform internetowych? Czy da się wskazać grupy konsumentów, którzy są szczególnie aktywni w tym obszarze?

Tak, oczywiście. Mamy na przykład dane, które pokazują, że uaktywnili się tzw. dojrzali konsumenci. Z platform zakupowych zaczęli korzystać w większym stopniu niż wcześniej kupujący w wieku 45-54 lata – jest to wzrost o 9 pkt. procentowych, do 45 proc. w 2020 r. oraz w konsumenci w wieku 55-64 lata – wzrost o 6 pkt. procentowych, do 25 proc. w 2020 r.

Dodatkowo warto zauważyć, że w kanale internetowym zwiększyła się liczba zamówień z obszarów wiejskich. Wśród tej grupy konsumentów notowany jest wzrost kupujących przez platformy online aż do 39 proc. w 2020 roku – jest to 6 proc. więcej niż w roku 2019.

Wracając do rynku globalnego – udział marketplace’ów w e-sprzedaży na dzień dzisiejszy na świecie wynosi 62 proc. Jest to duża wartość, która pokazuje, że ta forma sprzedaży ma ogromny potencjał.

Porozmawiajmy o tym, jak robi się biznes w e-commerce. Jakie są największe bariery wejścia na platformy zagraniczne?

Bardzo dobre pytanie. Ciekawym aspektem wchodzenia na marketplace’y są utrudnienia, które nie do końca nazwałabym barierami. Są to bardziej wymogi, które trzeba spełnić, wziąć pod uwagę, gdy chce się zacząć przygodę z nową platformą.

Pierwszy wymóg to po prostu  znajomość platformy. Koniecznie trzeba dokładnie zapoznać się z funkcjonowaniem danej platformy. Należy poznać jej interfejs, zrozumieć konto sprzedawcy i zasady listingu produktów. Warto również zdobyć kontakt do osoby, która może pomóc na początku drogi. Taki „support” bezpośrednio od pracowników platformy jest bezcenny i znacznie skraca czas wejścia.

Niektóre platformy e-commerce mają specjalnie powołane osoby/zespoły do opieki nad nowym klientem tzw. „on-boarding specialists”. Opiekują się one wybranym klientem podczas wprowadzania oferty na platformę …ale uwaga! Ta opieka jest tylko na początku – np. przez pierwsze 3 do 6 miesięcy. Warto z niej skorzystać, gdyż wtedy taki specjalista z platformy bardzo pomaga przy wprowadzeniu oferty, a praktycznie robi to za nas: przygotowuje listing, ustawia promocje, przekazuje kupony rabatowe na kampanie, rozmawia z działem marketingu danej platformy w naszym imieniu, itp. Czasami takie osoby to całe zespoły wewnętrze danej platformy – taka sytuacja ma miejsce w przypadku eMag, albo firmy/agencje zewnętrzne współpracujące z daną platformą – tutaj przykładową platformą jest Cdiscount z Francji, która współpracuje z zewnętrzną agencją Octopia. Każda platforma jest inna i może funkcjonować w trochę inny sposób, na innych zasadach.

Drugim, sporym wyzwaniem jest język opisu naszej oferty, którego wymaga dany rynek, najczęściej jest to lokalny język, np. francuski, rumuński czy włoski. Trzeba pamiętać, że bywa tak, że nasza oferta nie może pozostać w języku angielskim na danej platformie (!). Rozwiązaniem tej kwestii jest automatyczne tłumaczenie dostępne na platformie albo w internecie. Oczywiście można skorzystać z biura tłumaczeń. Jest to najbardziej profesjonalna, ale też najdroższa opcja.

Niektóre platformy, szczególnie te  mniejsze, bezpośrednio angażują się i pomagają w tłumaczeniu. Ja skorzystałam z takiej pomocy osób odpowiedzialnych za wdrożenie nowych sprzedawców na danej platformie i z bezpłatnego tłumaczenia tekstu. Wiem już, że warto podczas procesu on-boardingu (wdrożenia) dowiedzieć się, na ile przypisana osoba do kontaktu pomoże nam w tłumaczeniu i przez jaki okres będzie dedykowana nowej marce. Warto pamiętać, że takie osoby mają kilkudziesięciu klientów do wdrożenia i czasami po prostu nie mają czasu na usługę full service. Stąd warto od razu pytać i ustalać zakres pomocy. Jak wspomniałam okres on-boardingu to z reguły 3 miesiące, stąd warto w tym czasie dodać jak najwięcej produktów oraz jak najwięcej funkcji skonfigurować w tym czasie.

Kolejnym wyzwaniem są kwestie podatkowo-administracyjne. Trzeba dokładnie zapoznać się z informacjami, warunkami handlowymi, podatkami oraz z prawem, jakie obowiązuje w danym kraju. Jest to ważne, żeby nie mieć problemów związanych z finansami.

Tutaj dołączyłabym jeszcze kwestie rozliczeń. Jak wiemy, Polska nie należy do strefy EUR. Płatności klientów np. z Niemiec, Francji czy Włoch dokonane w lokalnej walucie EUR w większości przypadków muszą trafiać na konta bankowe w strefie EUR. W innym przypadku będą przewalutowane i trafią jako PLN na nasze konta firmowe w polskich bankach. Wtedy trochę tracimy na labilnym ostatnio kursie wymianie do PLN i spreadzie walutowym.  Dlatego warto rozważyć założenie konta w którymś z krajów ze strefy euro, aby ominąć kwestie przewalutowania. Jest to jednak żmudny proces. Nasza firma ma konto w Santander Hiszpania, więc wiem, ile pracy i czasu wymaga takie działanie. Alternatywnie rekomenduję rozważyć któryś z dostępnych systemów płatności on-line/portfeli wirtualnych np.: payoneer, skrill, revolut, square, wise, tipalti.

Następna bariera, to koszty wysyłek. W niektórych przypadkach można wykorzystać opcję fulfillment, czyli magazyn platformy e-commerce w danym kraju. Jest to bardzo fajna funkcja i warto z niej skorzystać. Wówczas cały serwis związany z przygotowaniem, pakowaniem i wysyłką do klienta prowadzi za nas platforma. Oczywiście pobierana jest opłata serwisowa, ale i tak wypada korzystnie. Jest to o tyle istotne, że zdarza się – co w przypadku kosmetyków jest w zasadzie powszechne – że koszty samej wysyłki z Polski do danego kraju są zbliżone do wartości produktu np. 15-20 EUR.

Kolejne wyzwanie, które może zrazić potencjalnych sprzedawców, jest związane z integracją platform e-commerce z programem do obsługi zamówień np. BaseLinker. Nie jest łatwo pokonać tę przeszkodę, ale najważniejsze to się nie poddawać i korzystać z pomocy ekspertów. Są osoby, które są specjalistami i mają niezbędną wiedzę dedykowaną do takich działań. Ewentualnie, jeśli ktoś jest ambitny i ma w sobie dużo samozaparcia, może skorzystać z Internetu, samouczków, YouTube i tu poszukać pomocy lub instrukcji.

Które kraje ocenia Pani jako szczególnie warte zainteresowania w dłuższej perspektywie czasowej pod względem potencjału kanału e-commerce?

Skupię się na Europie. W mojej opinii kraje, które są warte zainteresowania i już teraz mają duży potencjał sprzedaży on-line oraz mocne zasięgowe platformy e-commerce to: Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Rumunia i Francja. Są to rynki, które bardzo prężenie rozwijają się w e-commerce. Każdy z nich posiada jedną lub więcej platform sprzedażowych.

Rumunia i Węgry to absolutnie eMag (https://www.emag.ro/ i https://www.emag.hu/) – warto wejść na ten rynek przez tę platformę. Uważam, że jest bardzo przyjazna dla sprzedawcy ponieważ oferuje kompleksowe wsparcie przez 3 miesiące dzięki dedykowanemu opiekunowi klienta. Moja rada – wtedy warto dodać jak najwięcej produktów, gdyż można uzyskać pomoc w tłumaczeniu. Platforma ta jest bardzo intuicyjna, a wiele rzeczy można zrobić dzięki plikom w formacie Excel. Jest tu też sporo możliwości reklamy. Sama platforma proponuje wiele akcji marketingowych. Dzięki takim udogodnieniom jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla początkujących sprzedawców.

Wielka Brytania daje szerokie możliwości jeśli chodzi o marketplace’y. Jest tu bardzo duża liczba platform i tylko w zależności od tego, czego dokładnie oczekujemy, możemy wybrać idealną dla nas.

Na podstawie własnego doświadczenia polecam też Fruugo (https://www.fruugo.co.uk/). Jest to fajna platforma, bo dzięki niej można sprzedawać na kilku rynkach jednocześnie. Zauważyłam, że klienci, którzy tu kupują, są nie tylko z UK. Wysyłamy produkty także do Szwecji, Holandii i wielu innych krajów. Muszę również wspomnieć, że platforma ta jest dość trudna, jeśli chodzi o obsługę.

Z perspektywy sprzedaży w Wielkiej Brytanii mogę też polecić platformę OnBuy (www.onbuy.com). Ta platforma odnotowuje wysokie wzrosty sprzedaży i przyrost klientów. Interfes jest tu ciekawy i przejrzysty dla klienta, a oprócz zdjęć produktów można wstawiać także filmy. Branża kosmetyczna jeszcze nie pojawiła się na tej platformie masowo.

Jeśli chodzi o Niemcy to wart uwagi jest Kaufland.de (https://www.kaufland.de/) – druga największa platforma sprzedażowa w Niemczach po Amazon. W przypadku tego marketplace’u trzeba mieć na uwadze fakt, że jest on kojarzony głównie z branżą spożywczą. Branża kosmetyczna musi trochę poczekać aż będzie tzw. „traffic” a w koszyku transakcyjnym pojawią się masowo kosmetyki. Trzeba dołożyć dodatkowych starań, takich jak reklama, darmowa wysyłka, aby zacząć generować sprzedaż. Z jednej strony to jeszcze nie jest dobry moment dla kategorii kosmetyków na mocną penetrację tej platformy. Z drugiej strony  , właśnie teraz jest jeszcze przestrzeń, aby tam wejść, zbudować dobrą ofertę i być gotowym, kiedy już ruch będzie naprawdę duży.

Moim zdaniem ta platforma ma ogromny potencjał. Analogicznie było w przypadku Amazon, kilka lat wcześniej (4-5 lata), kiedy kategoria kosmetyczna w Unii Europejskiej nie miała takiego wolumenu obrotów jak teraz. Obecnie wejść skutecznie do kategorii kosmetycznej na Amazon jest naprawdę trudno, ze względu na wysoki poziom konkurencyjności. Zatem, podsumowując, naprawdę warto już budować swój przyczółek na Kaufland, ale należy uzbroić się w cierpliwość.

Włochy i Francja są to bardzo ciekawe kraje z dużym potencjałem. Z moich obserwacji wynika, że są tam bardzo świadomi konsumenci, którzy dokładnie wiedzą czego szukają. Jeśli chodzi o e-commerce to możliwości sprzedażowe są duże. Ja wykorzystuję ePrice (Włochy) i Cdiscount (Francja), które dla ułatwienia łączy razem IMN (International Marketplace Network). Do IMN można również podłączyć Kaufland.de oraz eMag Rumunia, co jest ciekawym i praktycznym rozwiązaniem.

Co może Pani powiedzieć o e-konsumentach na innych rynkach? Czy jesteśmy jako kupujący w internecie do siebie podobni?

Z mojego doświadczenia wynika, że są różnice w preferencjach zakupowych konsumentów w Polsce i na innych rynkach. Jest też różne zapotrzebowanie na dane kategorie produktów. Dla przykładu, na rynku Wielkiej Brytanii sprzedają się przede wszystkim kosmetyki do włosów – henny, szampony, odżywki, terapie. Może to być np. związane z mocno kosmopolitycznym charakterem tego kraju i sporą diasporą mieszkańców z innych krajów, takich jak np. Indie, gdzie naturalna pielęgnacja włosów jest bardzo ważna i ma długą tradycję.  

Oczywiście wszystko zależy od pozycjonowania danej marki. Różnica nie wynika tylko z preferencji zakupowych w danym kraju, ale również z tego, że oferta i płatne reklamy są inaczej przygotowane. Warto skonsultować ten obszar ze specjalistami danego rynku, np. zapytać lokalną influencerkę albo blogerkę kosmetyczną lub też wpisać w wyszukiwarkę danej platformy nazwy kategorii produktów i zobaczyć co się pojawia. Im więcej fraz wyskoczy tym lepiej. Im wyżej na liście tym lepiej.

Bardzo wiele powiedziała Pani już o wyzwaniach w obsłudze  platform handlowych. Co uznałaby Pani za szczególnie trudne w sprzedaży przez ten kanał?   

Największym wyzywaniem jest rozwój sprzedaży, przebicie się i wyróżnienie wśród innych sprzedawców i dobre zbalansowanie oczekiwań sprzedażowych do poziomu koniecznej inwestycji oraz omówione już przeze mnie kwestie techniczno-logistyczne.

Konkurencja jest ogromna, gdyż na platformach zagranicznych można spotkać różne marki z całego świata. W związku z tym nie jest łatwo dotrzeć z nowymi produktami do konsumentów, którzy mają już swoje ulubione marki i kosmetyki.

Na globalnym rynku jest mnóstwo platform sprzedażowych i każdego dnia pojawią się nowe. Ważne jest to, że niektóre nowe platformy mogą mieć początkowo ograniczony ruch w danej kategorii produktową np. właśnie w kosmetykach. Dlatego warto dać sobie czas, ale jednocześnie trzeba trzymać rękę na pulsie i wejść na platformę ze swoimi produktami, dopóki rynek nie jest jeszcze aż tak nasycony.

Czy może Pani jeszcze rozszerzyć temat logistyki, która wydaje się szczególnie wymagająca w przypadku zamówień online i przesyłek kierowanych do indywidualnych klientów. Czy wymagane jest magazynowanie produktów na danym rynku? 

Jak wspomniałam logistyka faktycznie jest ogromnym wyzywaniem, tym bardziej gdy obsługuje się kilka lub więcej platform jednocześnie. Najlepszym rozwiązaniem jest, gdy platforma ma własny magazyn w danym kraju. Tak dzieje się w przypadku eMag Rumunia. Wyzwaniem jest wówczas stały monitoring stanów magazynowych, ale jest to i tak dużo lepsza i łatwiejsza forma obsługi zamówień. Skraca czas realizacji zamówienia, gwarantuje większe bezpieczeństwo dostawy, a ewentualne zwroty są obsługiwane przez magazyn platformy. Niestety nie każdy marketplace ma taką możliwość. Najczęściej trzeba obsługiwać globalne zamówienia z magazynu centralnego. Jest to bardziej wymagająca forma współpracy, ponieważ należy własnoręcznie przeprocesować całe zamówienie, przygotować dokumenty sprzedaży oraz transport. Oczywiście dla ułatwienia można integrować platformy ze specjalnymi programami, np. Baselinker’em i wtedy jest dużo prościej, ale i tak trzeba mieć wszystko cały czas pod kontrolą, ponieważ zdarzają się różne sytuacje wymagające szybkiej reakcji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
24.08.2026 15:22
Mary Kay zmienia strategię? MLM od różowych Cadillaców stawia na e-commerce.
Mary Kay

Mary Kay przyspiesza cyfrową transformację modelu sprzedaży bezpośredniej. Firma rozwija platformę My Shop, wdraża narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję i buduje globalną społeczność konsultantek tworzących treści w mediach społecznościowych. W 2026 r. My Shop jest stopniowo wprowadzany na kolejne rynki, a firma modernizuje zaplecze technologiczne, nie rezygnując z kluczowej roli niezależnych konsultantek kosmetycznych.

Mary Kay rozwija model sprzedaży, który przez ponad 60 lat opierał się przede wszystkim na bezpośredniej relacji między konsumentem a niezależnym konsultantem. Dziś firma próbuje połączyć ten model z e-commerce, zakupami mobilnymi, mediami społecznościowymi i personalizacją opartą na sztucznej inteligencji. Skala zmian jest znacząca: w ramach globalnej transformacji technologicznej Mary Kay przeniosła już ponad 95 proc. własnych aplikacji do zintegrowanych platform SaaS lub środowiska chmurowego. Firma zamknęła także pięć centrów danych na świecie.

My Shop ma połączyć konsultanta z e-commerce

Jednym z najważniejszych elementów transformacji jest Mary Kay My Shop. Platforma została uruchomiona w 2025 r. w Stanach Zjednoczonych i Niemczech, a w 2026 r. rozszerzono ją na Kanadę, Meksyk i Hiszpanię. Kolejne rynki mają być dołączane etapami. My Shop tworzy dla niezależnych konsultantek spersonalizowane sklepy internetowe, zintegrowane z systemami e-commerce, płatności, realizacji zamówień i mediami społecznościowymi.

Dla Mary Kay oznacza to odejście od postrzegania sprzedaży bezpośredniej jako kanału wyłącznie offline. Konsultantka może kontaktować się z klientem osobiście, przez sklep internetowy albo media społecznościowe, a poszczególne punkty kontaktu mają zostać połączone w jeden model sprzedażowy.

image

Konsultantki beauty jako influencerki. Mary Kay rusza z globalnym programem

Firma wskazuje przy tym, że zakupy mobilne odpowiadają już za ponad 62 proc. sprzedaży kosmetyków na kluczowych rynkach. W tej sytuacji rozwój infrastruktury cyfrowej staje się nie tylko dodatkowym kanałem sprzedaży, ale elementem koniecznym do utrzymania konkurencyjności modelu direct selling.

AI ma ułatwić dobór kosmetyków

Drugim filarem transformacji jest wykorzystanie sztucznej inteligencji do personalizacji doświadczenia zakupowego. Mary Kay rozwija AI-powered Foundation Finder – narzędzie działające na urządzeniach mobilnych, które analizuje obraz twarzy klienta i w ciągu kilku sekund rekomenduje odpowiedni odcień podkładu.

Technologia wykorzystuje precyzyjne wykrywanie 151 punktów charakterystycznych twarzy. Narzędzie zostało zaprojektowane jako rozwiązanie internetowe, a nie osobna aplikacja, dzięki czemu może być zintegrowane z procesem zakupowym oraz stronami internetowymi niezależnych konsultantek.

AI ma wspierać także szerszą strategię personalizacji. Mary Kay podkreśla, że technologia nie ma zastępować konsultantek, lecz zwiększać ich możliwości – m.in. ułatwiając rekomendowanie produktów i skracając drogę między zainteresowaniem kosmetykiem a zakupem.

36 odcieni podkładu i ponad 3000 punktów danych

Transformacji cyfrowej towarzyszą zmiany w ofercie produktowej. W maju 2026 r. Mary Kay wprowadziła nową wersję TimeWise 3D Foundation. Podkład jest dostępny w 36 odcieniach, w dwóch wykończeniach: matowym i rozświetlającym. Do opracowania gamy wykorzystano technologię IntelliMatch, opartą na ponad 3000 punktów danych dotyczących rzeczywistych odcieni skóry.

image

Światowa Federacja Stowarzyszeń Sprzedaży Bezpośredniej: USA króluje w rankingach przychodów w sektorze MLM

W niezależnych badaniach konsumenckich 87 proc. badanych uznało, że skóra wygląda naturalnie, 86 proc. wskazało na natychmiastowo wygładzone wykończenie, a 82 proc. oceniło dopasowanie odcienia jako bezproblemowe. Produkt jest dostępny zarówno za pośrednictwem konsultantek, jak i na stronie internetowej Mary Kay.

73 twórców w 15 rynkach

Mary Kay rozwija również strategię social-first. W marcu 2026 r. firma uruchomiła pilotażowy program Global Social Squad, którego celem jest przekształcenie części niezależnych konsultantek w twórczynie cyfrowe i ambasadorki marki.

Pierwsza edycja objęła 73 konsultantki z 15 rynków i czterech regionów świata: Ameryki Północnej, Azji i Pacyfiku, Ameryki Łacińskiej oraz Europy. Uczestniczki otrzymują m.in. szkolenia, możliwość udziału w wyzwaniach contentowych i dostęp do programów rozwojowych. Mary Kay zakłada możliwość rozszerzenia programu na pełną skalę od 2027 r.

Model ma odpowiadać na zmianę sposobu odkrywania produktów kosmetycznych. Media społecznościowe coraz częściej pełnią funkcję zarówno kanału inspiracji, jak i punktu wejścia do zakupów. Dla Mary Kay oznacza to możliwość wykorzystania istniejącej sieci konsultantek nie tylko jako sprzedawczyń, ale również jako twórczyń treści i lokalnych przewodniczek po świecie marki.

Cyfryzacja nie oznacza rezygnacji z direct selling

Strategia Mary Kay zakłada więc nie tyle zastąpienie sprzedaży bezpośredniej e-commerce, ile jej cyfrową przebudowę. Konsultantka pozostaje centralnym elementem modelu, ale otrzymuje narzędzia pozwalające prowadzić biznes w większej liczbie kanałów jednocześnie.

„Technologia sama w sobie nie napędza zmiany – robią to ludzie” – podkreśla James Whatley, Chief Information Officer Mary Kay, wskazując, że celem transformacji jest połączenie obsługi klienta charakterystycznej dla konsultantek z narzędziami e-commerce, CRM, analityką, automatyzacją i AI.

image

Network Magazyn: MLMy kosmetyczne działające na polskim rynku przeżywają historyczne wzloty i upadki

Transformacja obejmuje również obszar opakowań i zrównoważonego rozwoju. W raporcie za 2026 r. Mary Kay wskazuje m.in. na redukcję wykorzystania tworzyw sztucznych, zwiększanie udziału materiałów z recyklingu oraz rozwój opakowań nadających się do recyklingu. Przykładem jest opakowanie TimeWise Targeted-Action Toning Lotion zawierające 94 proc. tworzywa post-consumer recycled (PCR). Firma deklaruje także, że 100 proc. kartonów produktowych w obu Amerykach i Europie jest przygotowanych do recyklingu, a globalnym celem jest osiągnięcie do 2030 r. poziomu 90 proc. certyfikowanych kartonów produktowych.

Mary Kay działa obecnie na 40 rynkach. W 2026 r. firma została po raz czwarty z rzędu uznana przez Euromonitor za światową markę nr 1 w kategorii sprzedaży bezpośredniej kosmetyków do pielęgnacji skóry i kosmetyków kolorowych. Dla firmy cyfrowa transformacja jest więc próbą odpowiedzi na zmianę zachowań konsumentów bez porzucania podstawowego modelu biznesowego. My Shop ma przenieść relację konsultant–klient do e-commerce, Foundation Finder wykorzystuje AI do personalizacji, a Global Social Squad ma zwiększyć obecność marki w kanałach społecznościowych. Kolejnym testem będzie skala: czy połączenie technologii z siecią konsultantek pozwoli Mary Kay dotrzeć do młodszych konsumentów i jednocześnie zwiększyć produktywność tradycyjnego modelu direct selling.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
11.08.2026 13:02
Quo vadis, Amazon: 15 mln fałszywych produktów zablokowanych, klienci reagują
shutterstock

Amazon w ciągu ostatniego roku zablokował wejście do swojego marketplace’u ponad 15 mln podrabianych produktów i podjął działania wobec ponad 32 tys. podmiotów zaangażowanych w handel falsyfikatami. Jednocześnie firma deklaruje, że 99 proc. naruszających prawo ofert jest wykrywanych, zanim zobaczy je klient. Dane pokazują jednak, że skala problemu pozostaje znacząca, a wraz z rozwojem sztucznej inteligencji zmieniają się także metody wykrywania oraz prezentowania nieuczciwych ofert.

Marketplace pod presją podróbek

Problem podróbek w handlu internetowym nie jest nowy, jednak skala działalności największych marketplace’ów sprawia, że jego znaczenie systematycznie rośnie. Amazon pozostaje jednym z najważniejszych kanałów sprzedaży internetowej na świecie, a jego model biznesowy w dużej mierze opiera się na zewnętrznych sprzedawcach.

Około 60 proc. sprzedaży towarów na Amazonie pochodzi obecnie od sprzedawców zewnętrznych, a nie bezpośrednio od platformy. Wśród nich znajdują się zarówno duże, legalnie działające przedsiębiorstwa, jak i podmioty wykorzystujące marketplace do sprzedaży podróbek, produktów o niejasnym pochodzeniu czy towarów wprowadzających konsumentów w błąd.

image

Dropshipperzy podrabianych kosmetyków na Amazonie obchodzą obostrzenia za pomocą... losowych ciągów liter

Skala rynku sprawia, że Amazon jest jednocześnie atrakcyjnym miejscem dla legalnego handlu i celem dla podmiotów próbujących wykorzystać jego zasięg. W lutym Amazon wyprzedził Walmart pod względem sprzedaży, stając się największą pod tym względem firmą na świecie.

Do walki z podróbkami Amazon powołał Counterfeit Crimes Unit (CCU), jednostkę skupiającą m.in. byłych prokuratorów, funkcjonariuszy policji, śledczych i analityków danych. W ciągu ostatniego roku CCU miała doprowadzić do przejęcia lub zablokowania ponad 15 mln podrabianych produktów na całym świecie. To ponad dwukrotnie więcej niż w 2023 r.

Według Rohana Oommena, wiceprezesa Amazon odpowiedzialnego za Customer & Partner Trust, działania przeciwko podróbkom nie ograniczają się do usuwania pojedynczych ofert. Firma stara się identyfikować całe sieci stojące za nielegalnym obrotem i współpracować z organami ścigania.

CCU działa obecnie w ponad 12 krajach. W ciągu ostatniego roku Amazon podjął działania przeciwko ponad 32 tys. podmiotów zaangażowanych w działalność związaną z podróbkami. W ramach współpracy z organami ścigania dochodziło m.in. do zabezpieczania środków finansowych, przeprowadzania nalotów na miejsca produkcji oraz postępowań cywilnych i karnych.

99 proc. ofert ma być wykrywanych zanim zrobi to klient

Amazon podkreśla, że większość podróbek jest zatrzymywana jeszcze zanim trafią one przed oczy konsumenta. Według danych przedstawionych przez Oommena CNBC News firma wykrywa 99 proc. ofert naruszających prawa przed ich wyświetleniem klientom.

Jednocześnie Amazon podaje, że 99,9 proc. klientów kupujących za pośrednictwem platformy nigdy nie zgłasza problemu z autentycznością produktu. Reklamacje dotyczące autentyczności mają stanowić mniej niż 0,01 proc. wszystkich sprzedawanych produktów.

Dane te pokazują jednak dwie strony problemu. Z jednej strony ogromna większość transakcji odbywa się bez zgłoszeń dotyczących podróbek. Z drugiej – nawet niewielki odsetek przy skali Amazona oznacza potencjalnie znaczną liczbę problematycznych ofert i produktów.

Dodatkowym wyzwaniem jest sposób funkcjonowania części sprzedawców zewnętrznych. Niektóre podmioty wykorzystują marki o nazwach pozornie pozbawionych znaczenia, często składających się z 5–9 liter, z przewagą spółgłosek, zapisywanych wielkimi literami. Nazwy takie jak SUNHZMCKP, MLKXCVB czy EHEYCIGA stały się przykładem zjawiska określanego jako pseudo-marki.

image

EUIPO: połowa Polaków i Polek ma problem z odróżnieniem podrobionego produktu od oryginału

Nie jest to przypadkowa cecha. Sprzedawca chcący skorzystać z Amazon Brand Registry musi posiadać znak towarowy. Rejestracja wyjątkowo nietypowej nazwy może być łatwiejsza, ponieważ istnieje mniejsze ryzyko konfliktu z już zarejestrowanymi oznaczeniami.

W efekcie powstaje mechanizm, w którym marka może być tworzona przede wszystkim po to, aby uzyskać dostęp do infrastruktury marketplace’u. Jeżeli konto zostanie usunięte, podmiot może próbować rozpocząć działalność pod kolejną nazwą.

Fałszywe recenzje zwiększają problem

Podróbki nie są jedynym problemem związanym z wiarygodnością zakupów internetowych. Kolejnym są opinie o produktach, które mają pomóc konsumentowi ocenić jakość oferty.

Według danych brytyjskiej firmy badawczej TruthEngine około 50 proc. internetowych recenzji może być fałszywych. Część opinii jest opłacana przez firmy, inne mogą być generowane automatycznie przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji.

Dla marketplace’ów oznacza to konieczność weryfikowania nie tylko samego produktu i sprzedawcy, ale również informacji wykorzystywanych do budowania reputacji oferty. Pięciogwiazdkowa ocena nie musi już oznaczać niezależnego doświadczenia klienta.

Problem dotyczy więc całego łańcucha informacji: od nazwy marki i deklarowanego pochodzenia, przez opis produktu, aż po recenzje.

Konsumenci tworzą własne filtry

Skala problemu doprowadziła również do powstania zewnętrznych narzędzi mających ułatwiać konsumentom filtrowanie ofert. Jednym z nich jest Knockoff – rozszerzenie przeglądarkowe stworzone przez amerykańskiego programistę Josha Pigforda.

Narzędzie analizuje m.in. stosunek spółgłosek do samogłosek w nazwie marki i sposób ich zestawienia. W uproszczeniu sprawdza, czy nazwa przypomina rzeczywistą markę, czy raczej losowo wygenerowane hasło.

image

Estée Lauder pozywa Walmart. Spór o podróbki kosmetyków ujawnia ryzyka e-commerce wartego biliony dolarów

Knockoff działa na Amazonie i pozwala użytkownikowi określić poziom filtrowania. Podejrzane oferty mogą być oznaczane, wyszarzane albo całkowicie ukrywane. Rozszerzenie może również blokować produkty sponsorowane, czyli oferty, których sprzedawcy zapłacili platformie za lepszą widoczność.

Popularność narzędzia pokazuje skalę zapotrzebowania na dodatkowe mechanizmy weryfikacyjne. W ciągu pierwszych 48 godzin post informujący o uruchomieniu Knockoffa osiągnął na platformie X 25 mln wyświetleń. Rozszerzenie miało następnie około 100 tys. aktywnych użytkowników dziennie.

Jednocześnie rozwiązanie nie jest wolne od błędów. Twórca otrzymuje zgłoszenia dotyczące legalnych marek, które zostały błędnie zakwalifikowane jako podejrzane. Konieczna jest więc ręczna weryfikacja i ciągłe dostosowywanie algorytmu.

AI po obu stronach konfliktu

Sztuczna inteligencja staje się kolejnym polem walki między platformami a podmiotami próbującymi je obchodzić. Amazon wskazuje AI jako jedno z kluczowych narzędzi wykorzystywanych do wykrywania nadużyć. Jednocześnie technologia jest coraz częściej wykorzystywana przez samych sprzedawców, m.in. do generowania opisów, recenzji i innych elementów komunikacji.

Według Oommena jest to swoista „gra w kotka i myszkę”. Metody wykorzystywane przez nieuczciwych sprzedawców zmieniają się, dlatego systemy wykrywania również muszą być stale rozwijane.

image

Brytyjska organizacja Which?: ponad 65 proc. kosmetyków sprzedawanych online to „prawdopodobne podróbki”

Amazon rozszerzył ostatnio działalność Counterfeit Crimes Unit także w Indiach, współpracując z lokalnymi organami ścigania. Firma podkreśla, że samo usunięcie sprzedawcy z jednej platformy nie rozwiązuje problemu, ponieważ może on przenieść działalność do innego marketplace’u.

Z tego względu Amazon opowiada się raczej za wymianą informacji pomiędzy platformami i organami państwowymi niż za stworzeniem jednego krajowego rejestru podmiotów zablokowanych za handel podróbkami. Oszuści mogą bowiem zmieniać tożsamość, konta i modele działania.

AI wykrywa również fałszywe deklaracje pochodzenia

Najnowsze badania wskazują, że sztuczna inteligencja może wykrywać także inne rodzaje wprowadzających w błąd informacji. Badacze z Center for Law and the Economy przy Columbia Law School przetestowali narzędzia zakupowe Amazona i Walmartu, w tym Alexę oraz chatbota Sparky.

Testy dotyczyły deklaracji „Made in USA”. Badacze sprawdzali, czy systemy AI potrafią rozpoznać sytuację, w której widoczna na stronie produktu informacja o amerykańskim pochodzeniu jest sprzeczna z innymi danymi dotyczącymi kraju produkcji.

Oba narzędzia miały być zdolne do wykrywania takich rozbieżności. Jednocześnie badanie wykazało, że sama zdolność technologiczna nie musi oznaczać automatycznej interwencji platformy.

To istotna kwestia w kontekście regulacji dotyczących oznaczenia „Made in USA”. Federal Trade Commission wymaga, aby produkty opisywane w ten sposób były w całości lub niemal w całości wytwarzane w Stanach Zjednoczonych. Komisja zwracała już uwagę Amazona i Walmartu na problem fałszywych deklaracji składanych przez sprzedawców zewnętrznych.

Badacze zwracają tym samym uwagę na rosnącą różnicę pomiędzy możliwością wykrycia nieprawidłowości a decyzją o podjęciu działania. AI może rozpoznać sprzeczność w informacji, ale ostateczna reakcja pozostaje kwestią polityki platformy, odpowiedzialności prawnej i interesów biznesowych.

Wiarygodność jako nowy koszt marketplace’ów

Problem podróbek, fałszywych recenzji i nieprawdziwych deklaracji pochodzenia wskazuje na szersze wyzwanie dla handlu internetowego. Przy modelu, w którym około 60 proc. sprzedaży towarów Amazona pochodzi od zewnętrznych sprzedawców, platforma musi jednocześnie zapewnić szeroki wybór produktów i kontrolować jakość informacji prezentowanych klientom.

Skala działań antyfraudowych jest przy tym znacząca: ponad 15 mln zablokowanych podróbek, ponad 32 tys. podmiotów objętych działaniami i ponad 12 krajów, w których działa Counterfeit Crimes Unit. Jednocześnie 99 proc. wykrywanych ofert naruszających prawo ma być blokowanych przed kontaktem z klientem, a skargi dotyczące autentyczności obejmują mniej niż 0,01 proc. sprzedawanych produktów.

image

Fałszywe kosmetyki K-beauty wygenerowały straty ponad 15 mln dolarów w dziewięć miesięcy

Dane te pokazują, że problem nie został rozwiązany, mimo inwestycji w automatyzację, analizę danych i AI. Dla marketplace’ów oznacza to konieczność nie tylko wykrywania podróbek, ale również budowania systemów, które pozwolą konsumentom ocenić wiarygodność sprzedawcy, produktu, opinii i deklaracji marketingowych.

Wraz z rozwojem narzędzi generatywnej AI granica między prawdziwą a zmanipulowaną informacją może być coraz trudniejsza do rozpoznania bez wsparcia technologicznego. W konsekwencji walka z podróbkami przestaje być wyłącznie kwestią ochrony znaków towarowych. Staje się elementem szerszej strategii zarządzania zaufaniem do całego kanału e-commerce.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
29. sierpień 2026 22:09