StoryEditor
Drogerie
21.02.2020 00:00

Dirk Rossmann: sukces firmy w Polsce zawdzięczamy wyłącznie polskim menedżerom [WYWIAD]

Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób, mając 12 lat, zarabiałem swoje pierwsze pieniądze – mówi 73-letni dziś Dirk Rossmann – twórca drogeryjnego imperium. W Polsce pojawił się 29 listopada 2019 r. na premierze swojej autobiograficznej książki „…i wtedy wspiąłem się na drzewo”. Publikujemy zapis rozmowy Dirka Rossmanna z dziennikarzami z tego dnia.

To rzadka sytuacja, kiedy biznesmen miliarder wydaje książkę o swoim życiu, jeszcze rzadziej osobiście pojawia się na spotkaniach autorskich i rozmawia z czytelnikami.

Wiem, że niewielu zamożnych ludzi pokazuje się publicznie, udziela wywiadów  w telewizji, rozmawia z publicznością i to z różnych powodów – są nieśmiali, boją się porwania… Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest tak naprawdę próba skorygowania obrazu ludzi bogatych w Niemczech. Chciałem pokazać, że ludzie zamożni nie różnią się za bardzo od innych. Wprawdzie mamy więcej pieniędzy, ale myślimy tak samo i w wielu kwestiach jesteśmy bardzo podobni. Mam świadomość, że ludzie bogaci  ponoszą wielką odpowiedzialność za swoich współpracowników w przedsiębiorstwach. I muszą być gotowi jej sprostać.

Napisał Pan książkę, nie odżegnuje się od kolejnej, ale już zdementował Pan informacje, że powstanie film na podstawie tej autobiografii.

Kiedy moja autobiografia ukazała się w Niemczech, kilku zaprzyjaźnionych reżyserów odezwało się z pytaniem, czy byłaby możliwa produkcja filmowa na jej podstawie. Wystarczyło jednak jedno groźne spojrzenie mojej żony, abym wiedział, że nic z tego nie będzie (śmiech). Z autobiografią jest tak, że jeśli chce się być w niej szczerym, to dotyka ona nie tylko samego bohatera, ale i jego rodzinę – w moim przypadku żonę i synów. Chciałem być szczery w książce, ale jestem przekonany, że film nie zagwarantowałby mojej rodzinie intymności życia codziennego. Dlatego mojej autobiografii filmowej nie będzie.

Powiedział Pan: „W interesach i w biznesie nie kieruję się kalkulacjami, rozumem i przewidywaniem, ale emocjami i intuicją”. Jak to jest możliwe?

Myślę, że jedno i drugie jest bardzo ważne. Pieniądze są oczywiście istotne i trzeba umieć chłodno kalkulować – a mówię to z punktu widzenia człowieka, który był bardzo zadłużony, ale intuicja w moim życiu też ma wielkie znaczenie.

Kiedy Dirk Rossmann zarobił swoje pierwsze pieniądze?

Swoje pierwsze kieszonkowe zarobiłem, mając 12 lat. Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób zarabiałem swoje pierwsze pieniądze. Wydaje się, że byłem bardzo pracowity od najmłodszych lat, ale mój młodszy syn powiedział ostatnio: „Papa jest właściwie najbardziej leniwy w całej rodzinie”. Jednak potem dodał „Ale ma takie pomysły, które zawsze popychają naszą firmę do przodu, więc ma szczęście” (śmiech).

Mógł Pan zostać aptekarzem albo przejąć sieć cukierni, które już przynosiły zyski, ale zdecydował się rozwijać własną firmę. Dlaczego?

Nie chciałem przejmować gotowych projektów i robić czegoś, co już było gotowe. Chciałem odcisnąć piętno na swoim projekcie i to mi się udało. Na pewno nie byłem najsprytniejszy ani najinteligentniejszy ze wszystkich. Byłem po prostu pierwszy. W domu tak naprawdę nie było dużo pieniędzy. Mieliśmy mały sklep drogeryjny, a wtedy wszystkie drogerie w Niemczech funkcjonowały na takiej zasadzie jak dzisiaj apteki. Zamawiało się produkty przy ladzie i były one przez ekspedientkę podawane. W roku 1971 zniesiono w Niemczech urzędową regulację cen kosmetyków i produktów drogeryjnych i to pozwoliło mi zrealizować ideę samoobsługowych drogerii w Niemczech. Od pierwszego dnia pomysł okazał się absolutną rewelacją.

Dlaczego ta samoobsługowa drogeria jest tak ważna dla klientów?

Po prostu dzielimy się z nimi pracą. My kładziemy produkty na półkę, a klienci je sobie biorą. Podzielona praca powoduje, że koszty są obniżane i dzięki temu cena końcowa produktu dla klienta może być niższa. Gdybyśmy sprzedawali te produkty zza lady, sprzedawców musiałoby być w naszych drogeriach 10 razy więcej, niż jest.

Chcę podkreślić, że kluczowe było uwolnienie cen. Umożliwiło ono wprowadzenie dyskontów drogeryjnych w Niemczech i obniżenie cen kosmetyków.

Kiedy wprowadził Pan marki własne?

Przełom nastąpił pod koniec lat 90. Wszyscy znali takie marki jak Pampers czy Persil, one były dostępne wszędzie, ale ci, którzy spróbowali naszej marki własnej i przekonali się do tego produktu, musieli wrócić do naszego sklepu, aby ją kupić. To pokryło się z początkiem ekspansji drogerii na rynku polskim czy węgierskim, gdzie klienci w nowych krajach, w których zaistnieliśmy, mogli się przekonać, że te produkty nie tylko są tanie, ale są też świetnej jakości.

Upadek muru berlińskiego i historyczne przemiany. Jaki to był moment w Pana życiu?

Urodziłem się w roku 1946, więc sam wojny nie przeżyłem, ale pewna odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, zawsze na mnie ciążyła. Nie mam dobrego wykształcenia, byłem samoukiem, ale zawsze  interesowałem się historią. Wychowując się w systemie podziału, tak gospodarczego, jak i społecznego, odczułem, że rok 1989 i rok 1990, gdy wiele się działo w Europie, również za sprawą Lecha Wałęsy, to był ten ważny moment, kiedy przyszedł mój czas. Wiedziałem, że muszę działać bardzo szybko, bo tak naprawdę tylko ten pierwszy odniesie sukces na nowych rynkach: w Czechach, na Węgrzech czy w Polsce. Dlatego podejmowałem takie kroki. Wtedy w Niemczech trudno było znaleźć dobrych menedżerów, ale i tak się udało.

To zderzenie z polskim managementem w tamtych czasach nie było takie łatwe. Myślenie Pana firmy a mentalność twórców Rossmanna w Polsce były odmienne. Jak się porozumieliście w początkach działania firmy w Polsce?

Przez pierwszych 5-6 lat było naprawdę trudno. Przeżywaliśmy prawdziwy szok kulturowy – ludzie w Polsce żyli według planu i pracowali według planu. Przełożeni wydawali polecenia, rozkazy, a ich współpracownicy musieli się im podporządkować. Ale już w roku 1990 mogliśmy wypracować przekonanie, że w Niemczech udało nam się wiele osiągnąć dzięki temu, że ludzie współpracowali ze sobą, odnosili się do siebie z szacunkiem i poważali nawzajem nie tylko swoje działania, ale dawali miejsce, możliwość realizowania swoich pomysłów innym. W niemieckich firmach menedżerowie szanowali zawsze swoich współpracowników i myślę, że przestawienie myślenia Polaków i poprawienie relacji w firmie umożliwiło nasz sukces na polskim rynku.

Wyraża się Pan bardzo pozytywnie o polskich menedżerach.

Mieliśmy szczęście, że spotkaliśmy wtedy wyjątkowo inteligentnego człowieka – Marcina Grabarę, do którego dołączył później Marek Maruszak i już w roku 1997-1998 wiedzieliśmy, że  Rossmann Niemcy może się wycofać z zaangażowania w prowadzenie działań firmy w Polsce i oni mogą je przejąć. Cały sukces firmy w Polsce zawdzięczamy wyłącznie polskim menedżerom, oczywiście kierownictwo firmy liczy dzisiaj więcej fantastycznych zaangażowanych osób, ale mamy pełną świadomość, że to ich niezwykle inteligentne działania doprowadziły do dzisiejszego sukcesu firmy.

Ma Pan dobre zdanie nie tylko o polskich menedżerach.

Nie chcę, abyście pomyśleli, że prawię niezasłużone komplementy i chcę się podlizać, ale obserwując rozwój wydarzeń nie tylko w naszej firmie, ale we wszystkich innych sektorach, jestem absolutnie zdumiony i podziwiam naród polski za to, czego dokonał w ostatnich latach. Widzę, jak rozwinęła się polska gospodarka i polskie miasta, możemy mówić, że naród polski jest jednym z najlepiej rozwijających się na świecie w ostatnich latach.

Jakie porażki były Pana udziałem?

W zasadzie to nigdy nie myślę w kategoriach porażki. Mam pełną świadomość, że życie każdego z nas składa się z lepszych i gorszych momentów: kiedy wszystko idzie świetnie i kiedy musimy odpierać ciosy, które życie nam wymierza. Tak myślę o tym trudnym czasie, który kiedyś przemija i który nas wzmacnia, pozostawia nas bardziej pewnymi siebie i mocniejszymi. Każdy powinien przyjmować życie – z jego ciemnymi i jasnymi stronami –  jako coś naturalnego i normalnego.

Jakim jest Pan szefem i jaka kultura pracy obowiązuje w firmie Rossmann?

Nie mogę  się wypowiedzieć ogólnie, jakie zwyczaje panują w całej sieci firmy Rossmann. Myślę, że panowie Maruszak i Grabara lepiej mogą opowiedzieć, jak to wygląda w Polsce, ale czuję, że w sumie kierujemy się tymi samymi lub podobnymi zasadami. Bo przekaz firmy Rossmann brzmi: „Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy możemy popełniać błędy, ale jeżeli będziemy działać razem, to możemy osiągnąć niezwykłe rzeczy”. Dzięki temu tysiące ludzi pracuje dla firmy Rossmann z uśmiechem na ustach. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że sprawia im radość działanie w tej koncepcji wspólnoty.

Ja też jestem człowiekiem, który się myli, popełnia błędy i wierzy mocno w to, że wspólnie można osiągnąć bardzo wiele. W życiu mam dwie zasady, którymi się kieruję: najważniejsza jest dla mnie szczerość, która według mnie jest podstawą wszelkich związków międzyludzkich – małżeństwa, przyjaźni, całego naszego życia. I z tej szczerości wynika druga ważna dla mnie rzecz – zaufanie, bo szczerość tworzy zaufanie. W atmosferze szczerości i zaufania można osiągnąć bardzo dużo.

Pomimo zbudowania imperium drogeryjnego żyje Pan bardzo skromnie.

No nie tak skromnie (śmiech). Ale rzeczywiście lubię grać w szachy, to moje ulubione zajęcie w czasie wolnym, a do tego nie trzeba być milionerem (śmiech). Lubię grać w karty, w tenisa, wędrować po górach. W roku czytam 30-40 książek i staram się wybierać te nie najgłupsze. Oczywiście, jak gdzieś wyjeżdżam, to nie śpię w najtańszym hotelu, jak latam samolotem, to raczej też nie klasą ekonomiczną, ale jak kupię samochód, to jeżdżę nim przez 8 lat. Nie przywiązuję wagi do ubrań, ale wiem, że żyje mi się lepiej niż milionom czy miliardom ludzi na ziemi i jestem za to bardzo wdzięczny.

Nie ma dla mnie znaczenia, jak zamożni są ludzie, z którymi się przyjaźnię. Musimy po prostu nadawać na tych samych falach. Tacy są moi przyjaciele z miejscowości, w której mieszkam.  Zawodowo zajmują się innymi dziedzinami, ale to z nimi gram w szachy czy w tenisa albo dyskutuję o różnych sprawach.

Jest Pan ojcem dwóch synów. Od jakich stanowisk zaczynali w Pana firmie? Od razu w zarządzie czy nieco niżej w strukturze?

Muszę krótko wyjaśnić – byłem żonaty cztery lata, a potem przez kolejne cztery lata byłem sam. Od 37 lat jestem żonaty z moją żoną Alice. Z pierwszego małżeństwa pochodzi mój pierwszy syn Daniel, który dziś ma 43 lata, natomiast drugi Raoul jest 34-latkiem. Obaj pracowali tylko w strukturach naszej firmy. Raoul odebrał bardzo dobre wykształcenie – studiował w Londynie i jest biegły w sprawach gospodarczych. Obecnie jako prezes odpowiada globalnie za koncern. Moja rodzina jest moim największym szczęściem i jestem za nią bardzo wdzięczny. Jestem przekonany, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i uważam, że w domu najważniejsi są ludzie. Ludzie, którym mogę pokazać, że są dla mnie ważni i którzy pokazują, że jestem ważny dla nich. Życie samotnika nie wchodzi w moim przypadku w rachubę, muszę żyć w jakiejś wspólnocie, blisko ludzi, którzy są dla mnie istotni.

Wracając do spraw biznesowych. W którą stronę będzie Rossmann szedł ze swoją strategią rozwoju? Czy chińscy współwłaściciele będą dążyć do rozwoju sieci detalicznej w kierunku supermarketów, a nie drogerii?

Struktura jest taka, że Rossmann i A.S. Watson mają po 50 proc. udziałów i to oznacza, że mogą w równym stopniu decydować o rozwoju firmy. Do tej pory wyglądało to tak, że Rossmann Deutschland decydował o kształcie i rozwoju firmy w Polsce, a Watson decydował o działaniach sieci w Czechach i na Węgrzech.

Jeśli się zestawi wyniki na rynku polskim, czeskim i węgierskim, można zobaczyć, że rynek polski wypada najlepiej. W związku z tym Chińczycy powiedzieli: „Skoro tak dobrze wam idzie, to może Rossmann Deutschland zaopiekuje się też pozostałymi rynkami Europy Środkowej?”. I się na to zgodziliśmy.

Co prawda nie osiągamy tak dobrych rezultatów w Czechach i na Węgrzech jak w Polsce, ale radzimy sobie dobrze i współwłaściciele nie wtrącają się de facto do naszych działań. Zostawili w spokoju pewne decyzje dotyczące Niemiec i Polski, i myślę, że panowie Maruszak i Grabara potwierdzą, że jak się człowieka zostawi w spokoju, to pracuje najlepiej i najwięcej osiąga. Dodam jeszcze, że ze swojej strony zrobimy wszystko, aby miłość Polaków do sklepów Rossmann trwała i żebyście mogli się tą więzią cieszyć.

Czy Rossmann zamierza rozwijać się dalej na wschód w kierunku Rosji, Ukrainy i Białorusi?

To pytanie wprowadza mnie w pewne zakłopotanie, ale spróbuję odpowiedzieć na nie tak szczerze i równocześnie delikatnie, jak tylko można. Bardzo ważne jest dla nas, aby miejsca, w których inwestujemy, funkcjonowały na zasadzie państwa prawa. To jest ważne dla wszystkich przedsiębiorców, żeby kraje, w których otwieramy swoje filie, były krajami postępującymi zgodnie z obowiązującym prawem. A tam, gdzie to nie do końca jeszcze funkcjonuje, jesteśmy bardzo ostrożni w podejmowaniu takich decyzji.

Potęga Rossmanna powstała we współpracy z partnerami biznesowymi. Czy w biznesie jest miejsce na przyjaźń?

Jak wspominałem, w życiu stawiam na szczerość i zaufanie. Z partnerami biznesowymi nie zawsze mamy wspólny interes i nie zawsze mamy wspólny cel. Bo na przykład większa sprzedaż marek własnych oznacza mniejszą sprzedaż produktów innych marek. Musimy jednak pamiętać, że dzięki sieci Rossmann obroty firm, z którymi współpracujemy, również wzrosły, więc korzyść jest po obu stronach. Nawet jeśli jeden z partnerów ponosi straty na jakimś polu współdziałania, to musimy się szanować, być zawsze szczerzy i mieć dla siebie zrozumienie.

Czego można Panu życzyć?

Jak się ma 73 lata, to żyje się inaczej, niż jak się ma 50, 40 czy 30 lat. Każdy rok życia w zdrowiu jest na wagę złota i tylko tego mogę sobie życzyć – zdrowia dla siebie i dla moich bliskich. Jestem blisko związany z moją żoną –   zależy mi na jej samopoczuciu. Jeśli ona będzie w jakiś sposób cierpiała, to i mnie nie będzie dobrze. Niech wszyscy, którzy cieszą się moją miłością i obdarzają mnie swoją, będą po prostu zdrowi.

Pierwszy sklep pod szyldem sieci Rossmann w Polsce został otwarty 23 maja 1993 r. w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej. 30 stycznia 2015 r. otwarto tysięczną drogerię w Złotych Tarasach w Warszawie.

Globalne obroty Rossmanna w 2020 r. wyniosły ponad 10 mld euro (wzrost o 5,7 proc. rok do roku), pod szyldem sieci działa ponad 4 tys. drogerii, firma zatrudnia ponad 56 tys. osób. Najważniejszym rynkiem dla Rossmanna jest Polska. Rossmann prowadzi u nas blisko 1400 drogerii w 533 miastach, zatrudnia  19 tys. pracowników. Codziennie w drogeriach Rossmann robi zakupy ok. 800 tys. Polaków, co daje sieci 28,7 proc. udziału w rynku drogeryjnym.  Rossmann Polska generuje obroty sięgające blisko 10 mld zł rocznie, osiąga ok. miliard zysku i jest  drugą firmą w branży handlowej w Polsce pod względem wpłacanego do budżetu państwa podatku CIT.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
18.05.2026 10:18
The Rich Supplements i premiera Laverne: "Nowoczesne perfumy arabskie to dziś konkurencja dla Coty czy L’Oréal"
Flagowy zapach nowej linii, Sense, powstawał przez ponad rok. Georgina osobiście testowała i oceniała ponad 740 różnych próbek i receptur, aby odnaleźć swoje idealne nuty zapachowe.Aurelia Obrochta/WK

Rewolucja w segmencie zapachów masowych i premium staje się faktem. Podczas oficjalnej premiery nowej linii zapachów saudyjskiej marki Laverne, stworzonej we współpracy z globalną ikoną Georginą Rodriguez, rozmawialiśmy z przedstawicielami firmy The Rich Supplements – wyłącznego dystrybutora brandu w Polsce. Jak arabskie perfumy nowej generacji podbijają rodzime sieci drogerii, dlaczego rynkowi giganci powinni czuć presję i jak zarządzać asortymentem w ponad 750 lokalizacjach stacjonarnych, by uniknąć wewnętrznej konkurencji?

Strategia sieciowa i ponad 750 lokalizacji w Polsce

W jakich sieciach handlowych mają Państwo obecnie dystrybucję swoich marek perfumeryjnych? 

Jako spółka The Rich Supplements od samego początku opieramy naszą strategię na bliskiej współpracy z dużymi sieciami handlowymi. Nie specjalizujemy się w sprzedaży do mniejszych, rozproszonych sklepów niezależnych – nasz fokus to wyłącznie kluczowi gracze rynkowi.

Dzisiaj współpracujemy z największymi sieciami drogerii w kraju. Jesteśmy obecni w Hebe, Drogeriach Natura, Super-Pharm oraz w ich nowym koncepcie premium Skin & Beauty by Super-Pharm. Dodatkowo wprowadziliśmy nasze produkty do mniejszej, ale niezwykle dla nas istotnej sieci Drogerie Jawa. To strategiczny ruch, ponieważ Jawa dociera do całkowicie innego konsumenta – klienta z mniejszych miejscowości, który często nie ma bezpośredniego dostępu do dużych centrów handlowych i placówek Hebe czy Super-Pharm. To dla nas bardzo ważny moment dywersyfikacji geograficznej.

Czyli mówimy o szerokim dotarciu do konsumentów w całej Polsce, nie tylko w Warszawie i największych miastach?

Dokładnie tak. Dzisiaj jako dystrybutor pokrywamy już ponad 750 lokalizacji stacjonarnych w ramach tych czterech struktur sieciowych. Na półkach znajduje się obecnie ponad 150 aktywnych indeksów produktowych, a około 30 kolejnych czeka na premierę w najbliższych dostawach. Szacujemy, że w perspektywie najbliższych dwóch miesięcy nasze portfolio na polskim rynku wzrośnie do około 200 produktów. 

Warto podkreślić, że mimo obecnej, wymagającej sytuacji geopolitycznej, jako dystrybutor kładziemy ogromny nacisk na logistykę i pełne zachowanie ciągłości dostaw.

Nowe oblicze perfum arabskich

Jak Państwa zdaniem ten trend na perfumy arabskie będzie rozwijał się dalej? Sieci handlowe obecnie mocno się na niego otwierają.

Dostrzegamy ogromny boom na perfumerię arabską i, co najważniejsze, ten trend doskonale widzą same sieci handlowe. Kupcy chcą nowych marek, pragną poszerzać asortyment i docierać do nowych, młodych grup klientów. Dzięki temu, że portfolio The Rich Supplements jest mocno zdywersyfikowane, możemy precyzyjnie zaspokajać skrajnie różne potrzeby – kobiet, mężczyzn, osób w różnym wieku i z różnych regionów Polski.

Naszym zdaniem trend na perfumy arabskie w Europie to dopiero początek. Jako spółka wybiegamy mocno w przód – mamy już rozpisane precyzyjne plany w perspektywie dwu- i trzyletniej. Chcemy rozwijać zupełnie nowe kategorie produktowe, których teraz oczywiście nie chcemy jeszcze zdradzać.

image

Gulf Orchid, czyli nowa marka perfum arabskich w Polsce. Czy zdyskontuje sukces Lattafy?

Patrząc na rynki Bliskiego Wschodu, a w szczególności na Arabię Saudyjską, skąd pochodzi marka Laverne, widzimy wielką nowoczesność. To brand o całkowicie świeżym podejściu do klienta. Produkty są bardzo komercyjne, skrojone pod europejskie gusta. Naszym zdaniem to nie jest już tylko konkurencja dla innych marek arabskich – to bezpośrednia konkurencja dla globalnych koncernów, takich jak Coty czy L‘Oréal. Zapachy Laverne są niezwykle owocowe, kwiatowe, świeże i bardzo kobiece. W Arabii Saudyjskiej tkwi ogromny potencjał marek, które jeszcze nie pojawiły się w Europie. Mogę zdradzić, że w ciągu najbliższych 3-4 miesięcy wprowadzimy na polski rynek kilka kolejnych brandów na wyłączność – kontrakty zostały już podpisane.

Czy posiadają Państwo na miejscu, czyli na Bliskim Wschodzie, swoich ludzi, którzy wyszukują te perełki rynkowe?

Nie, cały research i proces biznesowy prowadzimy całkowicie samodzielnie. Nie korzystamy z zewnętrznych skautów. Jeździmy na kluczowe targi międzynarodowe, ale przede wszystkim sami wyszukujemy interesujące nas brandy, bezpośrednio inicjujemy kontakt z właścicielami, jeździmy na spotkania i negocjujemy warunki.

Nasz zespół w Polsce bardzo dynamicznie się rozrasta. Obecnie mocno koncentrujemy się na marketingu, ponieważ uważamy, że jako dystrybutor musimy mocno wyróżniać się na rynku i brać pełną odpowiedzialność za produkt na półce. Naszym zadaniem jest wspieranie sieci handlowych. Prowadzimy silną komunikację zasięgową, ale też kładziemy duży nacisk na edukację.

Na czym polega ta edukacja konsumenta?

Chcemy odczarować mit perfum arabskich. Wielu Polakom wciąż kojarzą się one z dawnym stylem: ciężkimi, oudowymi, przytłaczającymi nutami. Dzisiaj nowoczesna perfumeria arabska to zapachy na wskroś europejskie, inspirowane zachodnim stylem życia, idealnie dopasowane do naszych nosów oraz właściwości skóry. Dodatkowo oferujemy atrakcyjny stosunek jakości do ceny. W cenie jednego flakonu od globalnego projektanta u nas konsument może kupić dwa lub trzy ulubione zapachy arabskie. Dzięki temu klient nie musi ograniczać się do jednego flakonu – może żonglować zapachami w zależności od nastroju, dnia tygodnia, pogody czy konkretnej okazji.

Ważnym elementem naszej strategii sprzedaży jest również to, że doprowadziliśmy do sytuacji, w której współpracujące z nami sieci handlowe ze sobą nie konkurują. Zadbaliśmy o całkowity brak pokrywania się asortymentu w ujęciu stacjonarnym. Każda sieć ma dedykowaną, osobną linię produktową. Przykładowo: omawiana dziś marka Laverne jest dostępna w sprzedaży stacjonarnej tylko i wyłącznie w sieci Hebe. Inne nasze marki dystrybuujemy odpowiednio do Natury, Jawy czy Super-Pharmu.

Globalny hit w Hebe: Georgina Rodriguez współtwórczynią sukcesu Laverne

Przejdźmy do najnowszej premiery. Marka Laverne wprowadza linię stworzoną we współpracy z Georginą Rodriguez. Jak udało się pozyskać taką gwiazdę do współpracy, i jak wyglądał ten proces od kulis?

Georgina Rodriguez – prywatnie narzeczona Cristiano Ronaldo – jest bardzo mocno i autentycznie związana z marką Laverne od przeszło półtora roku. Jest oficjalną, globalną ambasadorką brandu, ale jej rola wykracza daleko poza tradycyjny kontrakt reklamowy. Ona realnie uczestniczy w procesie laboratoryjnym i kreatywnym tworzenia kompozycji zapachowych.

Flagowy zapach nowej linii, Sense, powstawał przez ponad rok. Georgina osobiście testowała i oceniała ponad 740 różnych próbek i receptur, aby odnaleźć swoje idealne nuty zapachowe. Sense to niezwykle zmysłowa, ultra-kobieca kompozycja oparta na świeżym jaśminie, soczystej bergamotce oraz bogatych akordach owocowo-kwiatowych.

Czy te zapachy można już kupić w Polsce?

Tak, cała linia trafiła już oficjalnie do sprzedaży stacjonarnej i online – jest dostępna na wyłączność w Hebe. Zaangażowanie Georginy Rodriguez to kluczowy motor napędowy tej marki – konsumenci na całym świecie i w Polsce widzą, że to produkt autentyczny, współtworzony przez ikonę stylu, a nie tylko sygnowany jej nazwiskiem. 

Biorąc pod uwagę jakość kompozycji oraz potężne wsparcie marketingowe, widzimy w marce Laverne gigantyczny potencjał sprzedażowy na polskim rynku i jesteśmy przekonani, że trwale zmieni ona układ sił w segmencie zapachów masstige.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
15.05.2026 11:57
Beata Wronowska, Glovo: Współpraca z Super-Pharm pokazuje, że q-commerce to przyszłość sektora beauty
mat.pras. Glovo

Współpraca Glovo z Super-Pharm to jeden z najgłośniejszych roll-outów w polskim sektorze q-commerce ostatnich miesięcy. O tym, jak integracja 72 lokalizacji zmienia nawyki zakupowe Polaków, dlaczego kategoria beauty rośnie w aplikacji o 60 proc. rocznie i w jaki sposób błyskawiczne dostawy domykają strategię omnichannel jednego z liderów rynku drogerii rozmawiamy z Beatą Wronowską, Retail Manager w Glovo Poland.

Współpraca Glovo z Super-Pharm to jeden z najgłośniejszych roll-outów w polskim sektorze q-commerce ostatnich miesięcy. Z perspektywy Glovo, dlaczego ta synergia jest tak istotna dla realizacji waszej strategii multicategory?

To kluczowy krok w umacnianiu naszej pozycji lidera segmentu delivery w Polsce. Strategia Glovo opiera się na dostarczaniu użytkownikom wszystkiego, czego potrzebują w ciągu kilkudziesięciu minut. Już co czwarte zamówienie w naszej aplikacji pochodzi z kategorii innych niż gastronomia, takich jak beauty, home & deco czy produkty dla zwierząt. Włączenie do naszego portfolio Super-Pharm, czyli partnera o tak silnej pozycji rynkowej, pozwala nam zaoferować „cyfrową półkę” dostępną „na już”, co idealnie wpisuje się w globalny trend wzrostu kategorii beauty w Glovo, który wynosi około 60 proc. rok do roku.

Wspomniała Pani o „cyfrowej półce”. Jak integracja z Super-Pharm wspiera budowanie prawdziwego doświadczenia omnichannel u tego detalisty?

Dla Super-Pharm współpraca z nami to naturalne rozwinięcie kanału e-commerce w odpowiedzi na potrzebę błyskawicznej dostawy. Kluczowym elementem tej strategii omnichannelowej jest spójność: ceny w aplikacji są identyczne z tymi na półkach sklepowych, wliczając w to wszystkie promocje. Co więcej, klienci mogą zbierać punkty w ramach programu lojalnościowego Klub Super-Pharm również za zakupy przez Glovo. Dzięki temu zacieramy granice między zakupami stacjonarnymi a online, eliminując barierę planowania zakupów. To domknięcie ekosystemu, w którym klient nie musi wybierać między ceną, lojalnością a wygodą. 

Przyjrzyjmy się skali operacyjnej. Jak wyglądał proces wdrażania sieci i jaki zasięg ma obecnie ta usługa?

Roll-out, który rozpoczął się we wrześniu 2025 roku, objął imponującą liczbę 72 lokalizacji w 26 miastach w Polsce. Usługa dostępna jest w największych aglomeracjach, jak Warszawa z 21 lokalizacjami, Kraków czy Trójmiasto, po mniejsze ośrodki, jak Ostrołęka czy Koszalin. To logistyczne wyzwanie pozwoliło nam udostępnić ofertę Super-Pharm milionom klientów w modelu, który skraca proces zakupowy do czasu porównywalnego z szybką wizytą w pobliskim sklepie. Różnica polega na tym, że nasi użytkownicy całkowicie omijają uciążliwe etapy, takie jak stanie w korkach, szukanie miejsca parkingowego czy oczekiwanie w kolejkach do kas w centrach handlowych. W wielu przypadkach zamówienie trafia pod drzwi w kilkadziesiąt minut, czyli szybciej, niż zajęłoby nam samo dotarcie do drogerii i powrót do domu.

image

Kosmetyk z dostawą w pół godziny? Pierwszy kosmetyczny q-commerce w Polsce wystartował!

Co konkretnie Polacy wrzucają do swoich wirtualnych koszyków w Super-Pharm? Czy dane sprzedażowe potwierdzają tezę o „zakupach ratunkowych”?

Analiza koszyków wyraźnie pokazuje, że nasi użytkownicy traktują Glovo jako kompleksowy kanał zakupów beauty & health na każdą okazję. Trzon sprzedaży stanowią kategorie urody oraz daily essentials, czyli produkty codziennej pielęgnacji. Klienci najchętniej wybierają produkty do pielęgnacji twarzy - tu bestsellerami są maski kolagenowe i w płachcie oraz peelingi, włosów oraz artykuły do makijażu. Taka struktura koszyka potwierdza, że usługa idealnie sprawdza się w sytuacjach „uzupełniających”, na przykład gdy nagle zabraknie nam ulubionego kremu czy pieluszek dla dziecka. Widzimy to zwłaszcza w godzinach szczytu między 9:00 a 10:00 oraz w okolicach południa, co sugeruje potrzebę natychmiastowego rozwiązania problemu w trakcie dnia pracy. 

Oczywiście w tym modelu zakupy mają też często charakter „ratunkowy”. Odnotowujemy wtedy wysoki wolumen produktów tzw. need-based, takich jak artykuły opatrunkowe, higieniczne czy testy diagnostyczne i ciążowe. 

Asortyment dostępny w Glovo jest bardzo szeroki. Ile jednostek SKU może realnie zamówić użytkownik?

Udostępniamy użytkownikom dostęp do około 13 000 produktów, co obejmuje niemal całą ofertę stacjonarną drogerii. Są to nie tylko produkty pierwszej potrzeby, ale także dermokosmetyki, kosmetyki koreańskie czy wiralowe hity, jak arabskie perfumy. Dzięki temu Glovo staje się najbardziej kompleksowym kanałem zakupu produktów z sektora health & beauty online, odpowiadając na potrzeby konsumentów, którzy chcą mieć dostęp do najnowszych trendów bez wychodzenia z domu i stania w kolejkach.

Jakie są dalsze perspektywy rozwoju tej współpracy w kontekście dynamicznie rosnącego rynku e-commerce w Polsce?

Potencjał jest ogromny. Wartość polskiego segmentu urody i higieny osobistej w 2024 roku sięgnęła 27,1 mld zł, a udział e-commerce w tej kategorii stale rośnie. Współpraca z Super-Pharm pokazuje, że zakupy q-commerce to przyszłość sektora. Widzimy to szczególnie w okresach szczytów sprzedażowych, takich jak Dzień Matki czy Boże Narodzenie, kiedy liczba zamówień w kategorii upominkowej potrafi wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie. Naszym celem jest dalsza optymalizacja tych procesów, by Super-Pharm w Glovo był synonimem wygody i szybkości.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
19. maj 2026 05:22