StoryEditor
Drogerie
21.12.2021 00:00

Drogerie Noel: Rodzinny biznes i rodzinny sukces [WYWIAD]

Sieć drogerii Noel założyli ponad 30 lat temu Elżbieta i Grzegorz Nowiccy i choć nadal są aktywni w dużej mierze stery przejęła obecnie ich córka Ewa, która od dziecka jest zaangażowana w rozwój rodzinnej firmy. W tej chwili funkcjonuje 10 sklepów stacjonarnych pod szyldem Noel, które znajdują się w promieniu 60 km od Łowicza. Ewa Nowicka, dyrektor handlowy sieci, opowiedziała nam o klientach, rozwoju e-commerce, czekających w nowym roku wyzwaniach i planach na przyszłość.

Jak wygląda obecnie prowadzenie biznesu, jaki jest teraz czas w handlu?

Obserwujemy duży wzrost koszyka zakupowego, a widać to najbardziej w obszarze produktów premium. Zawsze staramy się, żeby we wszystkich kategoriach były dostępne taki propozycje. Nawet, gdy klient za pierwszym razem nie jest przygotowany czy nastawiony np. na zakup droższego kremu, to bardzo często późnej po niego wraca i nie jest już skłonny do obniżania półki.

Tu od razu chcę zaznaczyć, że u nas pułap cenowy, który klasyfikujemy jako premium, jest trochę niższy niż w powszechnym rozumieniu. Są to np. podkłady i kremy powyżej 100 zł, szampony za 30 zł, tusze do rzęs za 50 zł i perfumy powyżej 250 zł.

Widzimy, że na rynku zaczyna się problem z dostępnością surowców i produktów. Dopiero teraz widać pierwsze konsekwencje pandemii u producentów. Zauważyłam to przy okazji świątecznych zamówień, bardzo wiele produktów jest dostępnych w malej ilości lub bardzo trudno jest je zdobyć.

Cały czas rozwijamy się jako sieć i nawiązujemy współpracę z nowymi markami. Jeśli chodzi o samą sprzedaż, to jest dobrze. Nie odczuwamy kryzysu, a listopad był naprawdę dobry.

Działacie Państwo głównie w mniejszych miejscowościach. Co mogłaby Pani powiedzieć o Waszych klientach?

Z całą pewnością nasi klienci potrzebują porady i na to jesteśmy nastawieni od początku działalności Noel. Nawet te osoby, które są klientami drogerii sieciowych przychodzą do nas, gdy chcą kupić nowy krem czy podkład, ponieważ zdają sobie sprawę, że nasze konsultantki mają większą wiedzę i są nastawione na doradztwo.

Myślę, że klient w mniejszym mieście jest bardziej praktyczny i zwraca uwagę na to, żeby kosmetyk był skuteczny, nie podąża tak mocno za trendami. Jest również lojalny. Gdy nie mamy w danym momencie w ofercie jakiegoś produktu i informujemy klienta, że będzie dostępny za dzień czy dwa, to mamy pewność, że po niego wróci. Nie pomyśli nawet, żeby iść do dużej sieciówki czy zamówić go w internecie. Wie, że u nas zostanie świetnie obsłużony, doradzimy mu, damy sporo próbek.

Na decyzje zakupowe naszych klientów wpływ ma tzw. „poczta pantoflowa” fachowo mówiąc „marketing szeptany”. Pomimo tego, że działamy w mniejszych miastach, liczących do 50 tysięcy mieszkańców, to wciąż mamy nowych, stałych klientów, którzy trafiają do nas dzięki poleceniu i już z nami zostają.

Wiem, że ważne są dla Państwa dobre i trwałe relacje z pracownikami. Jak je zbudowaliście?

Mamy świetny, wykwalifikowany personel, a średnia długość zatrudnienia w naszej sieci to 15 lat. Nasza firma istnieje już od 32 lat i mamy też takich pracowników, którzy są z nami np. od 24 lat. Są to wciąż osoby młode, ponieważ pracują u nas od początku rozpoczęcia swojej drogi zawodowej. Pracownice naszych drogerii to prawdziwe ekspertki i pasjonatki kosmetyków oraz dbania o urodę.

Mam głębokie przekonanie, że, podobnie jak w przypadku relacji z klientami, najważniejsza jest życzliwość i wzajemny szacunek. Wtedy można wiele wspólnie zdziałać. My skupiamy się na tym, żeby wyposażyć naszych pracowników w odpowiednie narzędzia i dać im możliwość czerpania profitów ze sprzedaży. Robimy konkursy odsprzedażowe – jest ich od 5 do 10 miesięcznie. Niektóre wiążą się z otrzymaniem produktów lub kard prepaid, mogą to być też vouchery czy bilety. Sądzę, że jest to bardzo motywujące.

Pandemia trochę nas przystopowała, jeśli chodzi o szkolenia, ale staramy się nadal organizować około sześciu szkoleń w roku, w tym jedno dotyczące technik sprzedaży. Najważniejsze jest jednak to o czym powiedziałam na samym początku, ale istotna jest również wzajemna cierpliwość. To często się przydaje (śmiech).

Jak w tej chwili wygląda współpraca z markami, producentami?

Czas pandemii, w szczególności dla firm specjalizujących się w kosmetykach kolorowych, był trudny. Pojawiły się więc oszczędności w różnych obszarach, jak np. szkolenia. Część firm zdecydowała się jednak na szkolenia online, co pozwoliło z nich zupełnie nie rezygnować, ale dało pewne oszczędności. My korzystaliśmy również z takiej formy poszerzania wiedzy. Dystrybutorzy odwiedzali nas przez cały okres pandemii, ale szkolenia stacjonarne nie powróciły i wątpię, żeby wróciły. To trwały, negatywny efekt pandemii.

Co przede wszystkim kupują Wasi klienci?

Na pewno nasi klienci uwielbiają perfumy, a w szczególności reklamowane nowości. Od kilku, powiedzmy 3 lat, obserwuję też odejście od klasyków na rzecz innych zapachów. Klienci przychodzą do nas po odrobinę luksusu. Zwracają również uwagę na to czy produkt jest polski. Nie widzę u nas tak popularnego wszędzie trendu na kosmetyki naturalne. Rzadko zdarzają się pytania o skład produktu, czy opakowanie nadające się do recyklingu. Jak już wspomniałam, dla naszych klientów liczy się to, żeby produkt był skuteczny i spełniał swoją rolę.

A gdybym zapytała o konkretne kategorie. Jak np. wygląda u Państwa półka z kosmetykami dla dzieci?

Bardzo duże znaczenie ma marka, gdy produkt jest licencjonowany, np. przez Disneya, to sprzedaż jest bardzo dobra niezależnie od ceny. Być może to jest zjawisko występujące tylko u nas, ale ja obserwuję także w tej kategorii odwrót od klasycznych, zawsze popularnych marek. Nie są one już tak często wybierane, za to klienci chętnie sięgają po nowych, mniej jeszcze znanych producentów.

Wzrosło również zainteresowanie produktami do higieny ust dla dzieci. Zauważyliśmy to pierwszy raz na początku 2010 roku, wtedy np. popularne stały się płyny do płukania ust dla dzieci. Teraz ten trend wraca i widzimy też wzrost sprzedaży dziecięcych szczoteczek elektrycznych. Tutaj również prym wiodą produkty licencjonowane. Popularnością cieszą się także nawilżane chusteczki.

A jakimi klientami są mężczyźni?

Męska pielęgnacja z roku na rok rośnie w siłę, ale wielu mężczyzn kupuje dla siebie po prostu damskie kosmetyki z półki premium. Kremy i inne produkty dla mężczyzn również sprzedają się coraz lepiej. Bardzo mnie cieszy, że panowie dbają o siebie i odchodzi się od stereotypu kupowania żelu trzy w jednym.

Półka produktów dla mężczyzn nadal nie ugina się od nadmiaru, ale wynika to chyba z tego, że nie ma przeciwwskazań, żeby sięgali po te kosmetyki, które nie są wprost dedykowane mężczyznom. Jako właścicielka sklepów, nie uważam, żeby rozszerzenie oferty dla panów było niezbędne. Ci, którzy chcą dbać o siebie z pewnością znajdą dla siebie kosmetyki wśród dostępnej oferty i sięgną po produkty unisex lub po prostu damskie. Myślę, że dziś nie stanowi to dla nich problemu, a kosmetyk nie musi mieć napisu „men”, żeby mężczyzna chciał go kupić.

Jak wygląda Pani praca i prowadzenie biznesu rodzinnego?

Moja praca w naszej firmie polega głównie na poszukiwaniu nowych sposobów na rozwój biznesu. Kilka lat temu rozpoczęliśmy sprzedaż internetową i ten projekt cały czas się rozwija. Jesteśmy obecnie na 3 platformach i lada moment wchodzimy na czwartą. Cały czas obserwujemy wzrosty sprzedaży i, choć trudno obecnie porównywać to z czasami lockdownów, to udało nam się zanotować wzrost również w okresie letnim.

Zaczęliśmy też zajmować się sprzedażą hurtową dla firm, instytucji, hoteli czy restauracji, to jest obszar, dzięki któremu możemy podnieść swoje obroty, a nie kosztuje to nas aż tak wiele zachodu. Ja bezpośrednio zajmuję się przede wszystkim markami premium oraz współpracą z nowymi producentami.

A czy może Pani zdradzić w takim razie, na co zwraca Pani uwagę w przypadku nowej marki, co decyduje o tym, że znajdzie się na półkach drogerii Noel?

Na pewno firma czy marka musi mieć dobrze przemyślaną i ułożoną strategię marketingową. Dobrze, aby produkt był choć trochę znany, a jeżeli dopiero raczkuje to, żeby posiadał atrakcyjną i przejrzystą stronę internetową lub profil na Facebooku czy na Instagramie. Jeżeli rozmawiamy z polskimi markami, to jednak wybieramy te, które nie pozycjonują się jako massmarketowe i nie planują być obecne w dużych sieciach, albo jeśli są obecne w sieciówkach to chcą z nam współpracować oferując konkurencyjne ceny. Mimo najlepszych chęci nie zawsze udaje się wypromować dany produkt, ale wtedy możemy umówić się na komis.

Miejsce na półce jest ograniczone i trzeba podchodzić do tego w rozsądny sposób. Musimy mieć produkty również marek globalnych, takich jak L’Oréal, Schwarzkopf czy Nivea, ponieważ klienci bardzo często je kupują. To taka podstawa produktowa.

Przeczytaj również: Prowadzenie drogerii może być misją i dawać innym radość [WYWIAD]

Czy klienci często Panią zaskakują? To znaczy czy zdarza się tak, że Pani sądzi, że jakiś produkt będzie hitem, a później okazuje się, że słabo się on sprzedaje?

Tak zdarza się, ale bardzo rzadko. Częściej zaskakują mnie w drugą stronę, np. umawiam się z firmą na komis, bo sądzę, że moi klienci nie są gotowi na taki produkt, po czym okazuje się, że sprzedaż szaleje, a ja muszę robić dodatkowe zamówienie. Gdy dany kosmetyk zupełnie nie przypada do gustu klientom jest to zazwyczaj kwestia nieodpowiedniego lub w ogóle braku marketingu ze strony marki. To, że umieścimy produkt na półce w naszej sieci nie oznacza, że sam się sprzeda. Jeśli chodzi o pozostałe kwestie to uważam, że coraz lepiej można dojść do porozumienia na linii sklep-producent. Zawsze można wymienić asortyment na taki, który będzie bardziej pasował do naszych punktów i lepiej się sprzeda. Współpraca bardzo dobrze się układa i coraz lepiej się rozumiemy.

Jak w tej chwil radzi sobie i funkcjonuje u Państwa kanał e-commerce?

Pewnie tak jak w przypadku wielu firm na początku pandemii to był dla nas totalny chaos i praca po 18 godzin na dobę. To spowodowało oczywiście też ogromne wzrosty sprzedaży. W tej chwil ten kanał wciąż się rozwija i obecnie daje nam nowe spojrzenie na to czego oczekują i co wybierają klienci. To co jest dla nas ważną informacją to fakt, że różne produkty sprzedają się online i stacjonarnie. To się rzadko pokrywa. Są takie hity w internecie, których sprzedajmy po kilkaset sztuk tygodniowo, a w sklepie stacjonarnym jest to jedna sztuka miesięcznie.

Dzięki rozwojowi e-commerce nauczyliśmy się bardzo kreatywnego podejścia do cen, biznesu, marży i tego, że czasem warto jest podjąć nawet radykalne kroki, żeby osiągnąć jakiś cel. Internet jest kanałem, który zmienia się z dnia na dzień i musimy bardzo pilnować tego, żeby ewoluować razem z nim.

Bardzo efektywna marketingowo dla marek jest współpraca z influencerami i promocja przez media społecznościowe. Czy zauważyła Pani wśród klientów większe zainteresowanie konkretnymi produktami z tego powodu?

W życiu nie słyszałam, żeby któryś z naszych klientów przyszedł do nas, żeby kupić produkt, który jest promowany przez jakiegoś influencera czy gwiazdę. Oczywiście, tak jak wspomniałam, marketing ma znaczenie – klient musi kojarzyć produkt czy markę, ale nigdy nie jest kupowany ze względu na promowanie go przez konkretną celebrytkę. To kolejna rzecz, która nas różni od rzeczywistości wielkomiejskiej. Nie gonimy tak za najnowszymi modami czy opiniami influencerów.

Jakie ma Pani podejście do konkurencji, mam na myśli duże sieci?

Zawsze jest tak, że gdy w pobliżu naszych lokalizacji otwiera się nowy Rossmann to następuje od 3 do 6 miejscy zachwytu wśród klientów tym nowym punktem, ale później to mija. Zazwyczaj wtedy, gdy już zorientują się, że tamtejsze ceny nie są wcale takie niskie. Klienci wracają do nas po radę, konsultację i wiedzą już, że nasze ceny są konkurencyjne, ale chwilę zajmuje nim to odkryją.

Gdybyśmy przeprowadzały tę rozmowę jeszcze 5 lat temu to z pewnością opowiadałabym Pani o zagrożeniach jakie niesie ze sobą konkurencja ze strony dużych sieci. Dziś mogę powiedzieć, że Rossmann i Hebe są dla nas czymś dobrym. Widać różnice pomiędzy nami i łatwo je pokazać klientowi, on to dostrzega.

Jakie czekają Państwa wyzwania w najbliższym czasie?

W tej chwili jestem trochę zaniepokojona brakiem dostępności produktów. Jestem ciekawa, czy producenci będę mieli problemy w tym obszarze w przyszłym roku. Sporym wyzwaniem będzie też otwieranie nowych sklepów stacjonarnych, o czym ja bardzo marzę. Wszyscy jednak wciąż żyjemy w lekkiej niepewności i czekamy, kiedy ta pandemia wreszcie się skończy, bo to nadal wpływa na nasze życie i funkcjonowanie biznesu.

Marta Kudosz
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Drogerie
14.08.2026 12:56
Douglas przegląda rentowność sklepów. Ostra konkurencja uderza w wyniki perfumerii
Douglas przegląda rentowność sklepów. Wyniki i e-commerceShutterstock

Douglas Group mierzy się z coraz silniejszą presją cenową na europejskim rynku beauty. W III kwartale roku finansowego 2025/2026 sprzedaż grupy spadła o 2 proc., a skorygowana EBITDA zmniejszyła się o 19,4 proc. W odpowiedzi sieć zapowiada większy nacisk na e-commerce, rewizję strategii cenowej i krytyczny przegląd rentowności sklepów. Jednocześnie Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska, pozostaje jednym z mocniejszych rynków grupy.

W tym artykule przeczytasz:

  • Co jest największym problemem Douglasa?
  • Sklepy pod lupą. Douglas sprawdzi, które lokalizacje są rentowne
  • E-commerce rośnie, ale nie wystarcza
  • Jak wypada Polska na tle Europy?
  • Douglas stawia na marki ekskluzywne i retail media
  • Po dziewięciu miesiącach sprzedaż niemal stoi w miejscu

  • Douglas nie rezygnuje ze sklepów, ale zmienia ich rolę

Douglas wchodzi w końcówkę roku finansowego w otoczeniu, które staje się coraz trudniejsze dla tradycyjnego handlu beauty. Rosnąca presja cenowa, większa wrażliwość konsumentów na ceny i przesuwanie się sprzedaży do internetu wpływają na wyniki największej europejskiej grupy omnichannel specjalizującej się w segmencie premium beauty.

W III kwartale roku finansowego 2025/2026, obejmującym okres od kwietnia do czerwca 2026 roku, sprzedaż Douglas Group wyniosła 987,8 mln euro, o 2 proc. mniej niż rok wcześniej. Jeszcze mocniej spadła rentowność: skorygowana EBITDA zmniejszyła się o 19,4 proc., do 127,5 mln euro, a marża EBITDA wyniosła 12,9 proc.

Co jest największym problemem Douglasa?

„Konkurencja o udział w portfelach klientów jest zacięta” – tak sytuację określił Sander van der Laan, CEO Douglas Group. Firma wskazuje przede wszystkim na wysoką presję cenową w europejskim beauty i rosnącą wrażliwość konsumentów na ceny.

Największym problemem pozostają trzy kluczowe dla grupy rynki: Niemcy, Francja i Holandia, które łącznie odpowiadają za około 60 proc. działalności Douglas. W Niemczech i Holandii popyt na kosmetyki premium był niższy niż przed rokiem, a we Francji pozostał na podobnym poziomie.

To właśnie na dojrzałych rynkach presja konkurencyjna jest najbardziej widoczna. W III kwartale sprzedaż segmentu DACHNL, obejmującego m.in. Niemcy, spadła o 2,8 proc., a we Francji o 2,1 proc. W ujęciu like-for-like spadki były jeszcze głębsze: odpowiednio 5,8 i 4,3 proc.

image

Zmiana zachowań konsumentów uderza w rynek beauty. Douglas obniża swe prognozy

Sklepy pod lupą. Douglas sprawdzi, które lokalizacje są rentowne

Jednym z najważniejszych elementów nowej odpowiedzi grupy jest przegląd sieci sklepów pod kątem rentowności i liczby odwiedzających klientów.

Douglas nie zapowiada jednak masowego odwrotu od handlu stacjonarnego. Firma chce bardziej selektywnie podchodzić do otwierania nowych lokalizacji, a istniejącą sieć oceniać przez pryzmat realizacji celów rentowności. Szczególnie dotyczy to zachodnioeuropejskich rynków, gdzie przesunięcie sprzedaży do internetu ma największą skalę.

Grupa zapowiada jednocześnie dalsze otwieranie sklepów, przede wszystkim w Europie Wschodniej, oraz modernizację placówek w Europie Zachodniej. Oznacza to zmianę podejścia. Sklep nie jest już automatycznie wartością samą w sobie – musi odpowiadać na realny ruch klientów i przynosić zakładaną rentowność.

To ważny sygnał dla całego rynku perfumeryjnego. Douglas prowadzi około 1970 sklepów w Europie, dlatego nawet selektywna rewizja sieci może mieć znaczenie dla sposobu, w jaki duże sieci premium będą planować swoją obecność stacjonarną.

E-commerce rośnie, ale nie wystarcza

Sprzedaż internetowa jest jednym z głównych kierunków, w których Douglas chce szukać wzrostu. W III kwartale sprzedaż e-commerce całej grupy spadła wprawdzie o 1 proc., ale po wyłączeniu segmentu Parfumdreams/Niche Beauty wzrosła o 0,6 proc. W Europie Środkowo-Wschodniej, Europie Południowej i Francji dynamika online była dwucyfrowa.

Jeszcze wyraźniej zmianę kanałów widać w wynikach za pierwsze dziewięć miesięcy roku finansowego. Sprzedaż e-commerce wzrosła o 2,3 proc., podczas gdy sprzedaż sklepów spadła o 0,4 proc. Udział e-commerce w sprzedaży grupy zwiększył się z 33,1 do 33,7 proc.

Douglas rozwija więc model, w którym internet i sklepy mają się wzajemnie uzupełniać. Dobrym przykładem są usługi cross-channel. Sprzedaż poprzez Click & Collect Express wzrosła w III kwartale o 18,2 proc.

image

Świadome piękno i nowoczesna technologia. Douglas uruchamia Szkołę Pielęgnacji w całej Polsce

Jak wypada Polska na tle Europy?

Wyniki Douglas pokazują jednocześnie wyraźne różnice między poszczególnymi częściami Europy. Europa Środkowo-Wschodnia jest jednym z motorów wzrostu grupy, podczas gdy największe zachodnioeuropejskie rynki znajdują się pod presją.

W III kwartale sprzedaż segmentu CEE wzrosła o 4,4 proc., osiągając 166,2 mln euro. W ujęciu like-for-like wzrost wyniósł 1,1 proc. Jeszcze lepiej segment wypadł w ujęciu dziewięciu miesięcy – sprzedaż zwiększyła się o 6,1 proc., a like-for-like o 2,9 proc.

Polska znajduje się właśnie w tym segmencie, obok m.in. Czech, Rumunii, Węgier, Słowacji i krajów bałtyckich. Douglas nie podaje w komunikacie wyników dla Polski osobno, ale zalicza Europę Środkowo-Wschodnią do kluczowych rynków wzrostowych.

Douglas stawia na marki ekskluzywne i retail media

Odpowiedzią na presję cenową ma być nie tylko obniżanie cen. Douglas chce jednocześnie wzmacniać elementy, które pozwalają mu odróżnić ofertę od konkurencji.

Jednym z nich są marki ekskluzywne i własne marki korporacyjne. Sprzedaż Exclusive Brands, wśród których grupa wymienia m.in. about-face, Lolavie, Morphe i Balmain Paris, rosła w III kwartale dwucyfrowo.

Rośnie również biznes Retail Media. W III kwartale jego sprzedaż zwiększyła się o 24 proc. To pokazuje, że Douglas chce wykorzystywać nie tylko powierzchnię sprzedażową, ale również dostęp do danych i klientów jako element przewagi konkurencyjnej.

image

Klarna i Douglas rozszerzają współpracę. Nowe rynki, nowe możliwości płatności

Po dziewięciu miesiącach sprzedaż niemal stoi w miejscu

Wyniki za dziewięć miesięcy pokazują skalę wyzwania. Od października 2025 do czerwca 2026 roku Douglas Group zwiększył sprzedaż zaledwie o 0,5 proc., do 3,61 mld euro. W ujęciu like-for-like sprzedaż spadła o 1,7 proc.

Jednocześnie skorygowana EBITDA zmniejszyła się o 9 proc., do 577,3 mln euro, a skorygowany EBIT spadł o 21,5 proc. do 285,8 mln euro. Zysk netto wyniósł 17,6 mln euro wobec 161,3 mln euro rok wcześniej.

Na tle tych danych szczególnie dobrze wypada CEE. W pierwszych dziewięciu miesiącach sprzedaż tego segmentu wzrosła o 6,1 proc., podczas gdy DACHNL zwiększył ją zaledwie o 0,2 proc. w ujęciu raportowanym, a Francja zanotowała spadek o 0,1 proc.

Douglas nie rezygnuje ze sklepów, ale zmienia ich rolę

Grupa potwierdziła prognozy na cały rok finansowy 2025/2026. Douglas oczekuje wzrostu sprzedaży na poziomie 0–1 proc., co oznacza przychody w przedziale 4,58–4,63 mld euro. Spółka zakłada również skorygowaną marżę EBITDA na poziomie około 15 proc.

W czwartym kwartale kalendarzowym 2026 roku. Douglas ma przedstawić zaktualizowaną strategię „Let it Bloom”. Wśród jej kluczowych elementów mają znaleźć się większe inwestycje w technologię i cyfrowe doświadczenie klienta, rozwój usług cross-channel, rentowna i odporna sieć sklepów oraz bardziej zrównoważona strategia cenowa.

Najważniejszy wniosek z najnowszych wyników Douglas jest więc szerszy niż sam spadek sprzedaży. Europejski rynek perfumeryjny coraz mocniej walczy o klienta ceną, a jednocześnie przesuwa się w stronę e-commerce. W tej sytuacji największa sieć premium w Europie zaczyna dokładniej liczyć, które sklepy rzeczywiście mają biznesowy sens. Polska i szerzej Europa Środkowo-Wschodnia pozostają przy tym obszarem, w którym Douglas nadal widzi przestrzeń do wzrostu.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Drogerie
14.08.2026 10:42
Notino zwiększa sprzedaż. Polska odpowiada już za ponad 15 proc. obrotów
Notino rośnie o 11,5 proc. Polska największym rynkiemmat. prasowe

Notino zakończyło rok fiskalny 2025 z obrotem 1,76 mld euro, co oznacza wzrost o 11,5 proc. rok do roku. Polska pozostaje największym rynkiem firmy – odpowiada za ponad 15 proc. jej całkowitego obrotu. Jednocześnie czeski e-commerce beauty mocniej stawia na omnichannel: rozwija aplikację, program lojalnościowy i sieć sklepów stacjonarnych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Polska najważniejszym rynkiem Notino
  • Transformacja miała kosztować, ale wzrost przyspieszył
  • Cztery na dziesięć zamówień pochodzi z aplikacji
  • Notino coraz mocniej wychodzi poza internet

Notino ma za sobą rok dużych zmian organizacyjnych, ale mimo transformacji utrzymało dwucyfrowe tempo wzrostu. W roku fiskalnym 2025, obejmującym okres od maja 2025 do kwietnia 2026 roku, firma osiągnęła 1,76 mld euro obrotu, o 11,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak podaje spółka, w pierwszych miesiącach 2026 roku dynamika sprzedaży dodatkowo przyspieszyła – wzrost wyniósł 27 proc.

Polska najważniejszym rynkiem Notino

Polska pozostaje dla Notino kluczowym rynkiem. Odpowiada za ponad 15 proc. całkowitego obrotu firmy, wyprzedzając Czechy, które generują 12 proc. sprzedaży. Kolejne miejsca zajmują Włochy i Rumunia.

Notino działa obecnie na 27 europejskich rynkach i obsługuje ponad 40 mln klientów. Najszybciej rosły jednak nie największe rynki firmy. W Chorwacji i na Litwie obroty zwiększyły się o ponad 25 proc. rok do roku.

Dla polskiego rynku beauty znaczenie Notino jest więc większe niż sugerowałaby sama obecność platformy wśród internetowych sprzedawców kosmetyków. Polska jest największym pojedynczym rynkiem działalności firmy, a tym samym jednym z kluczowych miejsc dla jej dalszej ekspansji.

image

Notino rozwija segment usług. Cel: europejski lider rezerwacji salonów beauty

Transformacja miała kosztować, ale wzrost przyspieszył

Miniony rok był dla Notino nie tylko okresem wzrostu, ale również przebudowy organizacji. Firma uprościła strukturę i zmieniła procesy decyzyjne, przygotowując organizację do dalszej ekspansji.

Według spółki transformacja w krótkiej perspektywie wpłynęła na tempo wzrostu. Ostatecznie jednak firma zamknęła rok dwucyfrowym wzrostem, wyższym niż tempo wzrostu europejskiego rynku e-commerce. Co więcej, w pierwszych miesiącach 2026 roku sprzedaż przyspieszyła do 27 proc.

Zmiana dotyczy także najwyższego szczebla zarządzania. Po ponad sześciu latach Zbyněk Kocián przekazał kierowanie firmą trzem co-CEO: Bartoszowi Klisiowi, Lukášowi Havláskowi i Jakubowi Šedému. Nowy model ma pozwolić na szybsze podejmowanie decyzji i sprawniejsze zarządzanie ekspansją na kolejnych rynkach.

Cztery na dziesięć zamówień pochodzi z aplikacji

Notino rozwija jednocześnie rozwiązania, które mają zwiększać lojalność klientów. Jednym z najważniejszych jest aplikacja mobilna. Za jej pośrednictwem składanych jest już cztery na dziesięć zamówień.

Firma rozwija również program lojalnościowy, który po uruchomieniu w Czechach, na Słowacji i Węgrzech ma w najbliższych miesiącach zostać wprowadzony w Polsce.

Notino chce budować przewagę również poprzez personalizację, wygodę zakupów i narzędzia zwiększające częstotliwość powrotów klientów.

image

Ranking widoczności AI: TOP 10 drogerii w Polsce. Jak mniejsze marki ogrywają sieci premium?

Notino coraz mocniej wychodzi poza internet

Choć Notino wyrosło na e-commerce, jego strategia coraz wyraźniej obejmuje także handel stacjonarny. Firma rozwija model omnichannel, łącząc sprzedaż internetową ze sklepami i usługami kosmetycznymi.

Obecnie Notino ma 27 sklepów stacjonarnych w ośmiu europejskich krajach. W roku fiskalnym 2025 sprzedaż w tym kanale wzrosła o niemal 30 proc. rok do roku. Firma otworzyła m.in. pierwszy sklep w Chorwacji, a jesienią planuje debiut w Lublanie.

Na tym nie koniec. Jeszcze w tym roku Notino chce otworzyć nowy sklep w warszawskich Złotych Tarasach. Firma deklaruje, że sklepy stacjonarne mają uzupełniać e-commerce, oferując klientom m.in. możliwość przetestowania produktów i skorzystania z indywidualnego doradztwa.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
14. sierpień 2026 23:25