StoryEditor
Producenci
27.01.2022 00:00

Ceny kosmetyków w górę nawet o 30 proc. I to nie koniec. Trwa korekta cenników u producentów

Rosną ceny kosmetyków, środków czystości, artykułów higienicznych. W niektórych firmach o blisko 30 proc. To, czego obawialiśmy się i czego mieliśmy przedsmak w ubiegłym roku, stało się faktem. Konsumenci zobaczą wyraźnie wyższe ceny na półkach prawdopodobnie w marcu, bo jeszcze trwa wysprzedawanie zapasów. Jednak cenniki będą zmieniane nadal – zapowiadają producenci i dystrybutorzy.

– Producenci wprowadzają podwyżki i prawdopodobnie będą wprowadzać kolejne. Już słychać głosy, że firmy, które zrobiły zmiany cenników jesienią, będą ponownie weryfikować swoje plany – mówi Krzysztof Duda, dyrektor handlowy jednej z największych hurtowni kosmetycznych Błysk z Jastrzębia-Zdroju. – To jest tylko zmiana cenników. Następuje jednak także zmiana refundacji dodatkowych promocji. Skala dopłat, dodatkowych upustów promocyjnych też niestety się zmniejsza. Mamy wyższą cenę cennikową, z której wychodzimy i mamy relatywnie niższą tzw. dopłatę do ceny niż te, które miały miejsce w roku ubiegłym, więc ceny ostateczne robią się bardzo wysokie – podkreśla.

Dodaje, że tego, co dzieje się naprawdę z cennikami, detal jeszcze do końca nie odczuwa. – Producenci starają się tak sterować rynkiem, żeby zmusić dystrybutora do wykorzystywania cen ze starych zakupów, czyli my dystrybutorzy konkurujemy na ceny w odniesieniu do zapasów magazynowych, które mamy jeszcze sprzed podwyżek. Jedni je zbudowali, inni nie, generalnie jednak zapasy już się kończą. Jest drogo i niestety będzie jeszcze drożej, wiele na to wskazuje. Nie wszyscy jeszcze podnieśli ceny, ale już to komunikują – stwierdza Krzysztof Duda.

Faktem jest, że różni dostawcy dokonują podwyżek, a proces ten wszedł w życie z początkiem roku. Nie dotyczy on jednak wszystkich, ponieważ ceny dużej części dostawców pozostały niezmienne. Należy zauważyć także, że poziom podwyżek zależy najczęściej od kategorii czy kosztów produkcji i transportu – dowiadujemy się w biurze prasowym sieci Hebe.

Podwyżki wprowadzane przez producentów sięgają od kilku do kilkudziesięciu procent. Patrząc na marki, z którymi mi pracujemy, prym wiedzie tutaj zdecydowanie Biały Jeleń, który ceny niektórych produktów podniósł nawet o 27 proc. Niektórzy producenci podwyżki zaczęli już w październiku, inni wstrzymują się do lutego. Nie zauważyłam, aby jakąś kategorię ominęły podwyżki. Zarówno w białej pielęgnacji, jak i w chemii gospodarczej czy kosmetykach kolorowychw każdej z nich otrzymujemy od jakiegoś czasu nowe cenniki – mówi Ewa Nowicka, współwłaścicielka i dyrektor handlowy sieci drogerii Noel.

Nie da się uśrednić wysokości podwyżek, jakie mają miejsce. Niektóre firmy podnoszą ceny o 10 proc., a w innych podwyżki sięgają 30 proc. na całym asortymencie, bo trzeba pamiętać, że są one różne także w zależności od konkretnego segmentu produktów, np. inna zmiana jest na ceny maskar, a inna na cienie do powiek. Jest to związane m.in. tym skąd produkt przyjeżdża i jakimi kosztami jest obarczony –  tłumaczy Krzysztof Duda. 

 Tak jak wspomniałem, serwowanie podwyżek w rynku przez dystrybutorów odbywa się płynnie, bo pracujemy jeszcze na zapasach. Detaliści zachowują się różnie – jeśli mieli zapasy nie robią jeszcze zakupów. Można też powiedzieć, że jest to czas wielkiego wyczekiwania, konkurenci obserwują swoje decyzje i ruchy. Wydaje mi się, że ta sytuacja potrwa do końca kwartału. Dopiero w drugiej połowie marca zobaczymy wszystkie nowe ceny i ich przewidywalny poziom w detalu. Taka jest moja ocena sytuacji – podsumowuje.

To nie są przyjemne rozmowy

Informacje o podwyżkach w segmentach produktów kosmetyczno-chemicznych przyniósł już ubiegły rok. Szefowie największych koncernów mówili otwarcie – dotychczasowych cen nie da się utrzymać. Jednym z pierwszych, który to przyznał był Graeme Pitkethly, szef finansowy Unilevera.

Widać, że podnieśliśmy ceny. To odpowiedź na bardzo wysoki poziom inflacji, który obserwujemy. Sytuacja może się pogorszyć w przyszłym roku, ponieważ koszty surowców i energii podniosą ceny żywności, przyborów toaletowych i środków czystości – mówił, prognozując, co czeka rynek w 2022 r.  Już wtedy Unilever był po pierwszych korektach cen. Od lipca do września 2021 r. podniósł je o 4,1 proc.

Również zarząd koncernu Procter & Gamble już w sierpniu ubiegłego roku ostrzegał, że koszty surowców i transportu będą nadal rosły, oszacowane zostały na dodatkowe ok. 2 mld euro. To musiało się przełożyć na ceny.

Carsten Knobel, prezes zarządu Henkel, komentując wyniki koncernu za III kwartał 2021 r. powiedział: – Należy pamiętać o tym, że utrzymuje się wysoka niepewność co do dalszego rozwoju pandemii i jej wpływu na konsumpcję i produkcję przemysłową. W szczególności dalszy silny wzrost cen surowców i kosztów logistyki oddziałuje na gospodarkę w większym stopniu niż wcześniej zakładano.

Pod koniec ubiegłego roku od samych producentów, jak i od dystrybutorów oraz kupców, napływały informacje, że siadają do rozmów o cenach, marżach i o tym, jak ułożyć rynek po podwyżkach, by końcowy klient nie odchodził przerażony od póki.

Moment, kiedy o korektach cen trzeba porozmawiać nadszedł – mówił w wywiadzie dla „Wiadomości Handlowych” Gabriel Kermiche, prezes firmy Ecowipes, która produkuje chusteczki nawilżane i płatki higieniczne m.in. dla Biedronki i Lidla. – To nie są przyjemne rozmowy, ale musimy podzielić się wzrostem kosztów. Docelowo podwyżki weźmie na siebie producent i sieć, a to znaczy, że także konsument. Taka rzeczywistość nas czeka – stwierdził.

Na rynku zaczyna brakować produktów

Firma Velvet Care pod koniec grudnia poinformowała, że ceny jej wyrobów higienicznych już w styczniu wzrosną o 15-20 proc. W pierwszym etapie. Bo mogą nastąpić kolejne. – Podwyżka, którą wprowadzamy jest 2-3 razy niższa niż wzrost cen surowców, a szczególnie gazu i energii elektrycznej. Jeśli rynek się nie zmieni, to niestety nie będzie to ostatnie takie działanie korygujące – zapowiedział Artur Pielak, prezes Velvet Care w komunikacie prasowym opublikowanym przez firmę.

Wyjaśnił, że to efekt stale rosnących cen celulozy (w ostatnim roku o ponad 60-80 proc.), podstawowego składnika do produkcji wyrobów papierniczych. Lawinowo od kilku miesięcy rosną też ceny gazu i energii elektrycznej (o kilkaset procent), surowców do produkcji opakowań tekturowych i plastikowych (40-60 proc.) osiągając wcześniej niespotykany poziom. Wpływa to bezpośrednio na koszty wytworzenia i w rezultacie na kalkulacje cenowe wielu produktów. Może też spowodować opóźnienia w dostawach wyrobów do sklepów, co jest typową reakcją na zmiany cen.  

Obecnie trwa walka o przetrwanie, która dotyka wszystkich uczestników łańcucha dostaw, od producentów po hurtowników i sieci handlowe. By nie doprowadzić do załamania produkcji i przerw w dostawach do sklepów, gdzie kupują konsumenci, konieczna jest współpraca. Przerwy w produkcji, niesystematyczne dostawy mogą sprawić, że znów pojawią się puste półki, jak za dawnych PRL-owskich lat – przestrzegał Artur Pielak.

Te obawy wydają się być uzasadnione. – Na rynku rzeczywiście już zaczyna brakować niektórych produktów. Nie jestem w stanie określić, na ile wpływ na to ma trudność w dostępie do opakowań, surowców czy zmniejszenia produkcji. Uważam, że jest to problem, który jest już bardzo widoczny i będzie się pogłębiał – potwierdza Ewa Nowicka z sieci drogerii Noel.

Są podwyżki i będą kolejne korekty cenników

O obecnych podwyżkach cen w kategoriach kosmetycznych wiele firm nie chce oficjalnie rozmawiać zasłaniając się biznesową tajemnicą. – Średni wzrost cen od stycznia 2022 wynosi 6 proc., ale nie mamy w planach komunikowania tego w wywiadach czy specjalnych publikacjach – słyszymy od jednej z firm.

Są jednak producenci, którzy wolą pozostać transparentni w każdym obszarze swojego działania. Producent kosmetyków Sensum Mare zwrócił się bezpośrednio do konsumentów przez swoje media społecznościowe. – Zwiększające się koszty komponentów i surowców (nawet o 30 proc. w ciągu roku), zwiększające się koszty produkcji oraz koszty prowadzenia firmy nie pozwalają nam na zachowanie cen na dotychczasowym poziomie. Chcąc oddawać w Wasze ręce produkty na najwyższym poziomie, ceny wybranych kosmetyków zwiększają się od 1 stycznia od 6 do 10 proc. – brzmiał komunikat opublikowany na Instagramie.

Otwarcie o zmianach cennikowych mówi także Dariusz Stasiukiewicz, dyrektor sprzedaży na Polskę w firmie Delia Cosmetics. – Od stycznia 2022 r. wprowadziliśmy średnioważoną podwyżkę cennika o 8,5 proc. Wysokość tej podwyżki nie pokrywa pełnego wzrostu wszystkich kosztów. Nie chcemy tak drastycznie podnosić cen i świadomie część utraconego zysku wzięliśmy na siebie.

Dariusz Stasiukiewicz zapowiada to, o czym wspominał Krzysztof Duda z Błysku – że mogą to nie być ostatnie korekty cen. – Jeżeli poziom cen surowców i opakowań się nie ustabilizuje, być może będziemy musieli ponownie podnieść cennik w trakcie roku – przyznaje.

Nowy cennik dla klientów Laboratorium Kosmetycznego Floslek będzie obowiązywał od lutego br. – Jak wiele firm w branży kosmetycznej, my również przewidujemy podwyżki cen naszych produktów. Wynikają one ze wzrostu kosztów materiałów, które są niezbędne do ich wyprodukowania, kosztów ogólnych firmy, takich jak media, opłaty, kosztów transportu etc. Opracowaliśmy cennik B2B po podwyżkach, które zaczną obowiązywać od 1 lutego – poinformowała wiadomoscikosmetyczne.pl Katarzyna Furmanek, prezes Laboratorium Kosmetycznego Floslek.

W naszym przypadku wzrost cen wynika z indywidualnych kalkulacji i wynosi od kilku do kilkunastu procent. Na pewno odbiorcy hurtowi przełożą je na ceny ostateczne dla konsumentów. Wydaje się, że ceny półkowe mogą urosnąć o około 10 proc. Niestety, nie jesteśmy w stanie zagwarantować tego, że to jedyna korekta cen w tym roku. Będziemy na bieżąco monitorować sytuację – zapowiada prezes Flosleku.

Do korekty cen była także zmuszona firma Pollena-Ewa. – Wprowadzanie podwyżek to nigdy nie jest łatwy temat i o ile można, przystępuje się do tego niechętnie. Obecna sytuacja wymusza jednak dostosowanie cenników do tego, z jakimi trudnościami muszą się mierzyć wszystkie sektory gospodarcze. Nam także nie udało się tego uniknąć, choć staraliśmy się, żeby moment kiedy będzie to odczuwalne, odsunąć w czasie – mówi Katarzyna Moskal, starszy specjalista ds. marketingu w firmie Pollena-Ewa. Konsumenci zauważą wyższe ceny na półkach prawdopodobnie w lutym lub dopiero w marcu.

Podwyżki na naszych wyrobach, w zależności od asortymentu, wyniosły od kilku do kilkunastu procent. Spodziewamy się, że dla konsumentów powinny być one realnie zauważalne na półkach dopiero od lutego lub marca z uwagi na fakt, że nasi partnerzy handlowi i dystrybutorzy mają prawdopodobnie jeszcze w swoich stanach magazynowych towar zakupiony przed podwyżką. Niemniej nie można wykluczyć, że ów wzrost cen na półkach da się odczuć szybciej. Dodatkowym czynnikiem, niezależnym od producentów, który może tu zaważyć, są wprowadzone z nowym rokiem zmiany w systemie podatkowym. Mogą wymusić na sprzedawcach chęć szybszego zminimalizowania jego negatywnego wpływu poprzez chociażby zmianę marży – zauważa Katarzyna Moskal.

Sieci handlowe zrobią wszystko, by nie stracić swojej marży i klientów

Faktycznie, detaliści, tak samo jak producenci, mierzą się z ogromnym wzrostem kosztów działalności (podwyżki cen energii i gazu dotyczą wszystkich, podobnie jak kosztów transportu czy pracy). – Ceny u nas rosną. Niestety. Koszty utrzymania wzrastają nie tylko u producentów, ale także u nas. Aby zmierzyć się racjonalnie z coraz większymi kosztami prowadzenia firmy, musimy się nastawiać na zwiększenie marży – mówi Ewa Nowicka z sieci drogerii Noel.

Odpowiedź z biura prasowego Hebe brzmi tak, jak musiała brzmieć, ale jest zgodna z prawdą. Duży może więcej, więc być może nie każda marka zostanie na półkach sieci, jeśli korekta cen będzie nie do zaakceptowania: – Niezależnie od decyzji dostawców, w kwestii cen Hebe zawsze stara się, aby cena dla klienta była jak najbardziej atrakcyjna. Hebe bardzo uważnie analizuje każdą podwyżkę zaproponowaną od dostawcy i skrupulatnie sprawdza czy jej wprowadzenie nie wiąże się ze stratą konkurencyjności oferty dla klientów.

Odpowiedź od sieci Rossmann, najpotężniejszego gracza na rynku drogeryjnym: – Wszelkie tego typu informacje traktujemy jak informacje biznesowe, nie będziemy się wypowiadać.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Beauty
11.08.2026 22:23
Eksperci wzięli pod lupę ranking pracodawców BoF. Brutalna prawda o rynku HR i lekcje dla polskiej branży kosmetycznej
Francuski koncern kosmetyczny L‘Oreal zajął 1. miejsce w rankingu pożądanych pracodawców BoFfot. Shutterstock

Wyniki tegorocznego Rankingu BoF najbardziej pożądanych pracodawców w branży beauty stały się tematem dyskusji ekspertów o rynku pracy w branży urody i kulturze organizacyjnej gigantów, którzy zdominowali zestawienie. Dlaczego L’Oréal Paris czy Dior Beauty wygrywają walkę o talenty i co z tego wynika dla menedżerów HR, również tych na polskim podwórku?

Wnioski z Rankingu BoF dla pracodawców

 

  1. Autentyczność to waluta: Obietnice z procesów rekrutacyjnych muszą mieć pokrycie w rzeczywistości biurowej/ sklepowej.
  2. Zmodernizowane benefity: „Owocowe czwartki” ustępują miejsca elastyczności i polityce "wellbeing" (opieka zdrowotna, psychologiczna).
  3. Rozwój technologiczny: Brak jasnej ścieżki szkoleń (np. z zastosowań AI) zniechęca doświadczonych pracowników (35+ i 40+), którzy chcą nadążać za innowacjami.
W najnowszym odcinku podcastu „The Debrief” eksperci portalu BoF wzięli pod lupę liderów rankingu pracodawców BoF, kulisy ich sukcesu i rynkowe problemy. Starsza korespondentka Sheena Butler-Young rozmawia z publicystą Eoghanem O‘Donnellem i redaktorem Danem Hastingsem o czynnikach wpływających na wybory firmy przez pracowników i wyzwaniach, przed którymi stoją dziś pracodawcy. Rozmawiają również o rozwoju kariery, przywództwie, stabilności w miejscu pracy i o tym, jak sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy.Główny wniosek dyskusji to: prestiżowe logo otwiera drzwi, ale to twarde warunki decydują o lojalności.

Dlaczego wygrywa L’Oréal i Dior? Bezpieczeństwo ponad wszystko

Ranking Business of Fashion nie pozostawił złudzeń – w czasach rynkowej niepewności i inflacji, kandydaci szukają stabilnych okrętów. Zwycięzcy zestawienia: L’Oréal Paris, Dior Beauty oraz Charlotte Tilbury, przyciągają wizją międzynarodowej kariery, innowacyjnością i przede wszystkim poczuciem bezpieczeństwa. 

Marki prowadzone przez założycieli, takie jak Charlotte Tilbury, Rhode, Victoria Beckham Beauty, Fenty Beauty i Rare Beauty, również znalazły się w pierwszej dwudziestce branży kosmetycznej, napędzane bardziej wizją produktu i kreatywności niż skalą korporacji.

image

Najbardziej pożądani pracodawcy w branży beauty. L‘Oréal, Dior i Charlotte Tilbury na czele rankingu BoF

Jak zauważają eksperci w podcaście „The Debrief”, rynek pracy pęka dziś na pół. Z jednej strony pojawia się potrzeba korporacyjnej stabilności, a z drugiej – głód autentyczności i poczucia wpływu na produkt. Sukces tych firm to dowód na to, że pracownicy szukają silnej i jasnej tożsamości pracodawcy.

Prestiż rekrutuje, ale nie zatrzymuje – brutalna prawda o retencji

O ile sam ranking to laurka dla zwycięzców, o tyle podcast BoF obnaża wyzwania, z jakimi nawet oni muszą się na co dzień mierzyć. Eksperci ukuli w nim kluczową tezę: złudzenie, że znana marka wystarczy, by utrzymać zaangażowanie zespołu, jest największym błędem współczesnych działów HR.

Z dyskusji płyną mocne dane: zaledwie 28 proc. pracowników uważa, że zewnętrzna reputacja ich firmy pokrywa się z realiami w biurze lub salonie sprzedaży. Gdy czar pryska, aż 80 proc. z nich planuje odejście w ciągu roku. Dziennikarze BoF nazywają to syndromem „wieży z kości słoniowej” – zarządy (C-suite) widzą świetnie prosperujący biznes i prestiż, podczas gdy pracownicy szczebla operacyjnego doświadczają wypalenia, braku komunikacji i niekonkurencyjnych płac.

image

Magdalena Balicka: Mam nadzieję, że rekrutacja będzie coraz bardziej jakościowa, a mniej ilościowa

- Spośród wszystkich badanych grup, respondenci z kadry kierowniczej najwyższego szczebla i działów HR najrzadziej wskazywali na odmienny wizerunek zewnętrzny pracodawcy od rzeczywistości wewnętrznej – grupa, która najlepiej poradzi sobie z niwelowaniem tej różnicy, jest często najbardziej od niej odizolowana. Analiza przeprowadzona przez Glassdoor i Indeed (od grudnia 2024 r.) dotycząca 10 najlepszych firm w obu rankingach ujawniła ciągłe skargi na obciążenie pracą, świadczenia i brak kontaktu między kierownictwem sklepu a centralą. „Istnieje [różnica] między prestiżową marką a pracą dla marki, która niekoniecznie zapewnia zdrowe środowisko pracy – uważa Eoghan O‘Donnell.

Płaca, rozwój i... sztuczna inteligencja

W podcaście mocno podkreślono, że retencja opiera się dziś na trzech nienegocjowalnych filarach: realnym wynagrodzeniu dostosowanym do rosnących kosztów życia, przejrzystej ścieżce awansu (career progression) i zdrowej kulturze organizacyjnej.

Zaskakującym wątkiem dyskusji, obalającym rynkowe mity, był stosunek do technologii. To nie najmłodsi pracownicy z pokolenia Z, lecz ci powyżej 40. roku życia najbardziej domagają się szkoleń z zakresu AI. Doświadczeni eksperci z działów marketingu, R&D czy sprzedaży widzą w sztucznej inteligencji szansę na usprawnienie pracy, ale czują się pozostawieni sami sobie przez pracodawców, którzy wciąż nie inwestują w ich cyfrowe kompetencje.

image

Douglas wesprze kobiece startupy beauty-tech. Doradzi, jak zbudować i rozwijać biznes

- Wiemy, że niektórzy pracownicy pozostają na swoich stanowiskach z powodu niepewności ekonomicznej, a nie z powodu poczucia autentycznej satysfakcji – mówi O‘Donnell.

Z kolei Dan Hastings dostrzega narastającą presję z drugiej strony. - Nie sądzę, żeby pokolenie Z było skłonne poświęcić pensję, płacić czynsz i żyć na ołtarzu pracy dla prestiżowej firmy modowej lub kosmetycznej – a to wywoła wiele napięć w branży - wskazuje. 

Zdrowie kobiet będzie kolejnym polem bitwy

Eksperci podkkreślili, że ankietach, w których większość stanowiły kobiety, respondenci wyrazili pilne, w dużej mierze niezaspokojone zapotrzebowanie na mrożenie komórek jajowych, urlop menstruacyjny i wsparcie w okresie okołomenopauzalnym i menopauzalnym — świadczenia, których obecnie pracodawcy praktycznie nie oferują w branży zdominowanej przez kobiety.

 

Komentarz redakcji:

Koniec mitu „pracy za kosmetyki”. Jak przenieść wnioski z Rankingu BoF na polskie podwórko?

Polska branża kosmetyczna, będąca potęgą produkcyjną w regionie CEE, jest lustrzanym odbiciem globalnych trendów. Jak wnioski z podcastu BoF i sukces światowych liderów przekładają się na nasze realia?

Polscy pracownicy równie chętnie aplikują do międzynarodowych koncernów (w tym silnie obecnego u nas L’Oréala) i dużych polskich producentów (np. Dr Irena Eris, Ziaja), szukając bezpieczeństwa. Z drugiej strony, rośnie pożądanie pracy w dynamicznych, polskich markach autorskich (jak Mokosh, Resibo czy Yope), które kuszą – podobnie jak ich zagraniczne odpowiedniki w zestawieniu BoF – płaską strukturą i bliskością z założycielami.

image

Rynek kosmetyków rośnie: 629 mld euro, beauty-tech, zakupy z AI i skok na Tik-Tok. Nowe prognozy [RAPORT]

Zjawisko „job lock” (tkwienie w firmie z obawy przed rynkiem przy jednoczesnej frustracji) jest w Polsce silne. Młode pokolenia nie nabiorą się już na „wpis do CV”. Magia znanego brandu beauty nie wynagrodzi braku podwyżek inflacyjnych, a transparentność siatki płac i dbałość o wellbeing to dziś rynkowy standard.

Wyniki rankingu to zasłużony powód do dumy dla L’Oréal czy Diora, ale prawdziwa lekcja płynie z kuluarów tej rywalizacji. Pracodawcy branży kosmtycznej muszą zrozumieć, że obietnice z kampanii wizerunkowych muszą mieć 100-procentowe pokrycie w codziennym doświadczeniu pracownika. W przeciwnym razie, nawet najpotężniejsze logo nie powstrzyma rotacji kadr.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
07.08.2026 17:02
e.l.f. Beauty rośnie o 36 proc. Firma coraz bliżej 2 mld dolarów sprzedaży
e.l.f. Beauty nie zwalnia. Rhode i Naturium napędzają rekordowe wynikiInstagram

e.l.f. Beauty ma za sobą kolejny rekordowy kwartał. Producent kosmetyków zwiększył sprzedaż o 36 proc., notując już 30. z rzędu kwartał wzrostów. Rosnące wyniki sprawiły, że spółka podniosła prognozy na cały rok i jest coraz bliżej osiągnięcia 2 mld dolarów rocznych przychodów. Duży udział w sukcesie mają zarówno marka e.l.f. Cosmetics, jak i przejęte w ostatnich latach Naturium oraz Rhode.

W tym artykule przeczytasz:

  • Siedem lat nieprzerwanego wzrostu e.l.f
  • Coraz bliżej granicy 2 mld dolarów
  • Co napędza wyniki?
  • Rhode już dokłada się do wyników
  • Marketing zamiast zatrzymywania gotówki
  • e.l.f. pokazuje, że skala nie musi oznaczać spowolnienia

Siedem lat nieprzerwanego wzrostu e.l.f

W pierwszym kwartale roku fiskalnego 2027 e.l.f. Beauty osiągnęło 479,4 mln dolarów przychodów, co oznacza wzrost o 36 proc. rok do roku. Wynik znacząco przewyższył oczekiwania analityków, którzy prognozowali sprzedaż na poziomie około 431 mln dolarów.

To już 30. kolejny kwartał wzrostu sprzedaży, co oznacza ponad siedem lat nieprzerwanego rozwoju firmy.

– Jestem dumny z naszego zespołu. Konsekwentny wzrost pokazuje siłę naszej strategii, portfolio marek i sposobu działania. W związku z obecnym tempem rozwoju podnosimy prognozy na cały rok fiskalny – powiedział Tarang Amin, prezes i dyrektor generalny e.l.f. Beauty.

Coraz bliżej granicy 2 mld dolarów

Po bardzo mocnym początku roku spółka podniosła prognozy sprzedaży na rok fiskalny 2027. Obecnie zakłada, że jej przychody wyniosą od 1,93 do 1,96 mld dolarów, podczas gdy wcześniejsze szacunki mówiły o 1,83–1,86 mld dolarów.

Jeszcze dwa lata temu e.l.f. po raz pierwszy przekroczyło poziom miliarda dolarów rocznej sprzedaży. Jeśli utrzyma obecne tempo, w ciągu zaledwie trzech lat niemal podwoi skalę działalności.

Firma spodziewa się obecnie wzrostu sprzedaży o 18–20 proc., podczas gdy wcześniej prognozowała 12–14 proc.

image

Zmiany w E.l.f. Beauty. Nowa prezes i większy nacisk na AI

Co napędza wyniki?

Za wzrost odpowiada zarówno sprzedaż w sieciach detalicznych, jak i kanał e-commerce. Spółka podkreśla, że dobre wyniki osiągnęła zarówno na rynku amerykańskim, jak i w sprzedaży międzynarodowej.

Skorygowany zysk netto wyniósł 104,6 mln dolarów, wobec 51,3 mln dolarów rok wcześniej. Z kolei zysk netto według standardów GAAP osiągnął 66,6 mln dolarów.

Rhode już dokłada się do wyników

Na rezultaty finansowe wpływ zaczyna mieć również przejęta w tym roku marka Rhode, założona przez Hailey Bieber. e.l.f. poinformowało, że przy okazji rozliczania transakcji ujęło korektę wartości godziwej w wysokości 16,1 mln dolarów, wynikającą z lepszych od oczekiwanych rezultatów sprzedażowych Rhode.

Przejęcie jednej z najgłośniejszych marek beauty ostatnich lat może okazać się dla e.l.f. jednym z najważniejszych motorów wzrostu.

image

Rodzinny biznes. Rhode wchodzi w nową kategorię, w planie współpraca z Justinem Bieberem

Marketing zamiast zatrzymywania gotówki

Podczas rozmowy z WWD Tarang Amin zdradził również, że firma odzyskała około 50 mln dolarów związanych z wcześniej zapłaconymi cłami importowymi w Stanach Zjednoczonych.

Środki nie trafią jednak na poprawę wyniku finansowego, lecz zostaną przeznaczone na dalszy rozwój marek.

Jak zapowiedział prezes, pieniądze zostaną wykorzystane na działania cenowe oraz zwiększenie wydatków marketingowych dla całego portfolio, obejmującego e.l.f. Cosmetics, Naturium i Rhode. Według spółki właśnie inwestycje w budowanie świadomości marek mają napędzać kolejne etapy wzrostu.

e.l.f. pokazuje, że skala nie musi oznaczać spowolnienia

Jeszcze kilka lat temu e.l.f. Beauty było postrzegane jako marka, która odniosła sukces głównie dzięki mediom społecznościowym i atrakcyjnym cenom. Dziś firma coraz wyraźniej udowadnia, że potrafi przekuć popularność w długoterminowy biznes. Trzydzieści kolejnych kwartałów wzrostu, rozwój poprzez przejęcia oraz konsekwentne inwestycje w marketing sprawiają, że spółka pozostaje jedną z najszybciej rosnących firm w globalnym sektorze beauty.

 

Źródło: WWD

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. sierpień 2026 11:33