StoryEditor
Rynek i trendy
13.07.2017 00:00

Nastolatki rządzą światem makijażu

Na tegorocznym Cosmoprofie – największych targach kosmetycznych na świecie – nastąpił prawdziwy wysyp młodzieżowych makijażowych marek. Pojawiły się zupełnie nowe brandy i młodsze wersje znanych marek. To pokazuje, jak bardzo młode konsumentki wpływają na rozwój segmentu kosmetyków kolorowych – od kilku lat niezwykle dynamicznie rosnącego.

– Koncentracja makijażowych firm na markach młodzieżowych występuje na niespotykaną dotychczas skalę – przyznaje Ilona Spychalska, dyrektor ds. rozwoju i edukacji w firmie Pierre René. Podkreśla, że bardzo obniża się grupa wiekowa dziewczyn, które zaczynają sięgać po kolorowe kosmetyki. – Mówimy już o 9-10-letnich dziewczynkach – zaznacza.

Baby albo wamp

Patrząc na nastoletnie konsumentki, można mówić o dwóch dominujących obecnie trendach w make-upie. Pierwszy to cukierkowy look, słodki, dziewczęcy, charakterystyczny właśnie dla najmłodszych nastolatek. – Dużo w nim blichtru, połysku, brokatu, wisiorków, dodatków. Wszystko jest landrynkowe, nawet nieco kiczowate – mówi Ilona Spychalska.

Drugi, tzw. miejski nurt, jest związany z nieco starszą grupą nastolatek. Dominują w nim bardzo odważne kreacje i chęć pokazania, że jestem sobą, że nie muszę być taka sama jak inni. – Mamy tu do czynienia z postawą, w której dominuje indywidualizm i mocna potrzeba podkreślania swojej odrębności – mówi Ilona Spychalska. – Jeśli chodzi o jej odzwierciedlenie w make-upie, to jest to school make-up – makijaż codzienny, do szkoły, który tuszuje mankamenty, podkreśla lekko oczy i usta. I za nim idzie jego odmiana wieczorowa czy popołudniowa – agresywny city look, z mocnym makijażem ust i oka w stylu smoky – dużo ciemnych kolorów – granatów, popieli, czerni – wyjaśnia.

Bo musi być fun

Nastolatki nie są lojalne wobec marek. Dopiero wkraczają w świat makijażu i przede wszystkim są ciekawe nowości, wszystkiego chcą spróbować. – Nie jest to wierny odbiorca, kupuje pod wpływem impulsu. Dlatego tu niezbędne są krótkie serie, dynamiczne zmiany produktów i kolorów w liniach – mówi Joanna Sucharzewska, brand manager w firmie Delia Cosmetics. Bo dla młodych dziewczyn liczy się zabawa, szukają tego, co inne, nowe, wyjątkowe, fajne. – To ma być produkt, który daje fun, kosmetyk-gadżet wyróżniający się opakowaniem, grafiką, formą podania – podkreśla Ilona Spychalska.

– Produkty muszą być łatwe w użyciu, a opakowania im bardziej ekstrawaganckie, tym lepiej – dodaje Katarzyna Olędzka, marketing manager w Verona Products Professional.

Inaczej też prowadzi się marketingowy dialog z nastolatkami. – W oficjalnej komunikacji naszej marki Miyo pojawia się dużo zwrotów zaczerpniętych z młodzieżowego języka, odnośniki do internetowego slangu, zwracamy się do użytkowniczek bezpośrednio, per „ty”. Gramy też grafiką opakowań – kolorystyką, krojem czcionek. To marka „z pazurem” – podaje przykład Ilona Spychalska.

Blogerka prawdę ci powie

Jako konsumentki młode dziewczyny dopiero kształtują swój światopogląd i poszukują autorytetów. Często w wirtualnym świecie. – Trendów szukają przede wszystkim w internecie, gdzie duże znaczenie mają blogerki i vlogerki, wciąż ważni są także celebryci, szczególnie ci młodzi, wyraziści i identyfikujący się ze środowiskami młodzieżowymi – przyznaje Katarzyna Olędzka.

– Blogerki coraz częściej stają się idolkami młodych osób. To one wyznaczają trendy, polecają produkty i cieszą się bardzo dużym zaufaniem. Można zatem stwierdzić z dużą dozą pewności, że młode osoby sugerują się wyborami swoich ulubionych blogerek czy opiniami na temat produktów, które są zamieszczane w internecie. Oczywiście ma to wpływ na różne marki, nie tylko kosmetyczne – dodaje Marta Łucka, specjalista ds. marketingu i PR w Golden Rose.

Dla młodych konsumentek bardzo ważna jest atmosfera zakupów. Nie wystarczy wstawić do drogerii szafę makijażową z kolorówką dla nastolatek, żeby odnieść sukces. Trzeba być przyjaznym i uśmiechniętym doradcą.  Sprawić, żeby poczuły się dobrze, mogły swobodnie wypróbowywać produkty. Trzeba zawsze pamiętać o informowaniu na popularnych serwisach społecznościowych o nowościach i promocjach.

Od Facebooka do Snapchata

Internet – blogosfera, media społecznościowe – zdecydowanie ma wpływ na to, że obniża się wiek kobiet sięgających po kosmetyki, nie tylko do makijażu. Markom bardzo łatwo dotrzeć do potencjalnych konsumentów. Cały świat komunikuje się dziś za pomocą takich serwisów, jak Facebook, YouTube, Instagram czy Snapchat.

Według raportu „Digital in 2017 Global Overview”, przygotowanego przez We Are Social i Hootsuite, liczba aktywnych użytkowników social mediów na świecie wynosi obecnie 2,789 mld, z czego aż 2,549 mld korzysta z nich za pomocą urządzeń mobilnych. Jest to wzrost w stosunku do roku poprzedniego o 21 proc. Wszyscy użytkownicy mediów społecznościowych stanowią w sumie 37 proc. całkowitej populacji. Na Facebooku codziennie „siedzi” 70 proc. Polaków.

– Do młodych odbiorców najlepiej dotrzeć poprzez takie serwisy jak Facebook czy Instagram oraz aplikację Snapchat. Ta ostatnia jest wyjątkowo popularna wśród najmłodszych konsumentek – potwierdza Marta Łucka. – Efekty tego rodzaju komunikacji są widoczne na naszych profilach społecznościowych, gdzie widać na pierwszy rzut oka, jak chętnie odbiorcy komentują czy „lajkują” posty – dodaje.

Cena za wyjątkowy gadżet

Ile nastolatki wydają na kosmetyki? Padają różne kwoty: 20, 40, 50 zł tygodniowo. Zależy, jakim kieszonkowym dysponują. Często przeznaczają na kosmetyki więcej niż kobiety mające rodzinę, które muszą wysupłać na swoje potrzeby coś z budżetu domowego. – Moim zdaniem 30 zł za produkt na półce to przystępna cena i bezpieczna z punktu widzenia producenta, ale dla niektórych dziewczyn 50 zł też nie jest barierą – mówi Ilona Spychalska. – Nie można powiedzieć, że dla tej grupy odbiorczej cena nie jest istotna. Jest, ale równie ważnych jest wiele innych czynników, na przykład to, żeby był to kosmetyk dający możliwości różnorodnego zastosowania, wydobycia wyjątkowej barwy i efektów. Nie można też zapomnieć o przyjemności użytkowania – kosmetyk powinien też być fajnym, unikatowym gadżetem – podkreśla.

Nie jest łatwo wprowadzić młodą markę

Nie wszystkie marki decydują się jednak na wprowadzanie młodzieżowych linii. W Polsce ich wylansowanie jest o tyle trudne, że nastolatki są przyzwyczajone do zachodnich, bardzo  reklamowanych brandów, takich jak np. Maybelline czy Rimmel. – Nie wprowadzamy specjalnych serii dla nastolatek, jednak możemy zakładać, że pewne grupy naszych produktów będą cieszyły się większą popularnością wśród tych konsumentek. Są to np. lakiery do paznokci i pomadki do ust. Spośród kolorów można wybrać  bardzo delikatne odcienie, akceptowane przez szkołę. Młode dziewczyny szczególnie lubią nasze płynne matowe pomadki Liquid Matte, nie boją się też wypróbowywać wszelkich nowości do stylizacji brwi. Młodość charakteryzuje się większą odwagą i chęcią do eksperymentowania – mówi Marta Łucka z Golden Rose.

Również Delia Cosmetics nie ma w portfolio typowo młodzieżowej marki. – Tworzymy kosmetyki skierowane głównie do osób po 25. roku życia, nie specjalizujemy się w produkcji kosmetyków dla młodych dziewczyn. Zauważamy jednak tendencję, że coraz częściej sięgają one po kosmetyki skierowane do kobiet powyżej ich wieku. I to raczej design opakowania i kolorystyka danej linii mogą mieć wpływ na finalny wybór produktu przez młodsze osoby – uważa Joanna Sucharzewska.

Jedno jest pewne: – Młode dziewczyny nie chcą już podbierać kosmetyków swojej mamie, ale marzą o własnej kosmetyczce, w której najchętniej znajdą np. podkład, maskarę, kolorowe kredki, korektor oraz lakier do paznokci – podsumowuje Katarzyna Olędzka.

Nastolatki warto mieć po swojej stronie. Im szybciej pokochają daną markę, tym większa szansa, że w przyszłości będą do niej wracać i z poszukujących staną się wiernymi klientkami.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 10:23
Arabia Saudyjska nowym eldorado dla beauty? Rynek wart 8,1 mld dolarów
Rynek beauty przenosi uwagę z Dubaju na Arabię SaudyjskąInstagram Moonglaze

Przez lata Dubaj był naturalnym pierwszym skojarzeniem z beauty na Bliskim Wschodzie. To tam globalne marki testowały swoją obecność w regionie i budowały wizerunek. Dziś coraz więcej uwagi przyciąga jednak Arabia Saudyjska. Większy rynek wewnętrzny, młoda populacja i dynamicznie rozwijający się sektor beauty sprawiają, że dla branży zaczyna być równie ważna jak Zjednoczone Emiraty Arabskie.

W tym artykule przeczytasz:

  • Ulta wchodzi do Arabii Saudyjskiej
  • Młody konsument napędza beauty
  • Jakie produkty cieszą się największą popularnością w Arabii Saudyjskiej?
  • Lokalne marki zyskują na wartości
  • Arabia Saudyjska szuka własnego języka beauty
  • To może być szansa dla polskich marek

Jeszcze kilka lat temu, gdy mówiło się o ekspansji beauty na Bliski Wschód, jednym z pierwszych skojarzeń był Dubaj. To właśnie Zjednoczone Emiraty Arabskie stały się dla wielu międzynarodowych marek bramą do regionu. Głównie dzięki rozwiniętemu handlowi, turystyce, obecności luksusowych galerii i dużej liczbie zagranicznych konsumentów.

Dziś środek ciężkości powoli przesuwa się jednak w stronę Arabii Saudyjskiej. Skala tamtejszego rynku, młoda populacja i transformacja społeczno-gospodarcza sprawiają, że królestwo coraz częściej pojawia się na radarze globalnych firm kosmetycznych.

Jak pisze WWD, wartość saudyjskiego rynku beauty i personal care wynosi już 8,1 mld dolarów, a w 2025 roku zwiększyła się o 8 proc. To największy rynek kosmetyczny wśród państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Dla porównania rynek Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest wart około 3,3 mld dolarów, a Kuwejtu – 1,2 mld dolarów.

Ulta wchodzi do Arabii Saudyjskiej

Jednym z najbardziej wymownych sygnałów rosnącego znaczenia Arabii Saudyjskiej jest ekspansja Ulta Beauty. Amerykański gigant, który rozwija międzynarodową działalność we współpracy z Alshaya Group, przygotowuje otwarcie pierwszego sklepu w Arabii Saudyjskiej – w Red Sea Mall w Dżuddzie. Kolejna lokalizacja ma powstać w Riyadh Park.

To kolejny etap ekspansji Ulty na Bliski Wschód po wejściu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru.

Nie jest to jednak rynek, na którym globalne sieci dopiero zaczynają budować swoją pozycję. Sephora działa w Arabii Saudyjskiej od 2007 roku we współpracy z Chalhoub Group i ma tam około 30 sklepów. Obecne są również takie marki i sieci jak Harvey Nichols, Bloomingdale’s czy należąca do Chalhoub Group Faces, która ma w kraju około 45 lokalizacji.

image

Pełne półki mimo wojny. Jak kryzys na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek beauty?

Młody konsument napędza beauty

Jednym z największych atutów Arabii Saudyjskiej jest demografia. Według danych przywoływanych przez WWD około 60 proc. Saudyjczyków ma mniej niż 30 lat.

To pokolenie funkcjonuje w zupełnie innym środowisku niż wcześniejsze generacje. Jest mocno obecne w mediach społecznościowych, szybko przejmuje globalne trendy i jest przyzwyczajone do odkrywania produktów w internecie.

Nie oznacza to jednak, że saudyjscy konsumenci bezrefleksyjnie kopiują zachodnie trendy. Wręcz przeciwnie. Jak zwracają uwagę przedstawiciele rynku cytowani przez WWD, są coraz bardziej świadomi składników, technologii i działania produktów.

To ważna zmiana dla marek. Nie wystarczy już stworzyć "wersji na Bliski Wschód” produktu zaprojektowanego pierwotnie dla europejskiego czy amerykańskiego konsumenta. Lokalny odbiorca oczekuje produktów odpowiadających na jego rzeczywiste potrzeby, klimat i styl życia.

Jakie produkty cieszą się największą popularnością w Arabii Saudyjskiej?

Wśród kategorii o największym potencjale znajdują się zapachy, ochrona przeciwsłoneczna, pielęgnacja skóry i włosów oraz dermokosmetyki.

Szczególną rolę odgrywa perfumeria. Zapach jest w Arabii Saudyjskiej nie tylko elementem codziennej pielęgnacji, ale również częścią kultury i tradycji. Oud, piżmo, kadzidło czy róża są związane z lokalnym dziedzictwem i społecznym rytuałem używania perfum.

Jednocześnie tradycyjna perfumeria spotyka się z globalnym trendem premiumizacji. Konsumenci są zainteresowani zarówno lokalnymi kompozycjami, jak i światowymi markami niszowymi oraz luksusowymi.

Na znaczeniu zyskują również rozwiązania odpowiadające na warunki klimatyczne. Produkty muszą dobrze funkcjonować w wysokich temperaturach, a pielęgnacja coraz częściej łączy skuteczność z ochroną skóry i komfortem użytkowania.

image

Bella Hadid rozwija Ôrəbella. Marka perfum pozyskała inwestora i nowego CEO

Lokalne marki zyskują na wartości

Ciekawym elementem saudyjskiego rynku jest rozwój marek tworzonych lokalnie. I to właśnie ten segment może w kolejnych latach szczególnie zmienić układ sił.

Jednym z przykładów jest Asteri Beauty, założona w 2023 roku przez Sarę Al Rashid. Marka rozwija ofertę makijażową i pielęgnacyjną, ma już dziewięć sklepów w Arabii Saudyjskiej oraz jest obecna w innych krajach regionu. Produkty Asteri są również dostępne w Ulta Beauty na Bliskim Wschodzie.

Innym przykładem jest Moonglaze, założona przez makijażystkę Yarę Alnamlah. Marka pojawiła się w Sephora Middle East jako pierwsza saudyjska marka w ofercie tej sieci, a jej produkty są dostępne również w londyńskim Selfridges..

 

 

Ich przewagą jest lokalna znajomość konsumenta. Produkty powstają z myślą o specyfice regionu, ale jednocześnie nie muszą już wpisywać się w stereotypowy obraz arabskiego piękna.

To szczególnie istotne dla młodych konsumentek, które doskonale wiedzą, co dzieje się w Korei, Japonii, Stanach Zjednoczonych czy Europie. Chcą produktów odpowiadających ich potrzebom, ale niekoniecznie takich, które narzucają jeden model wyglądu.

Arabia Saudyjska szuka własnego języka beauty

Transformacja rynku jest częścią większego procesu. W ramach Vision 2030 Arabia Saudyjska rozwija sektory związane m.in. z kulturą, turystyką, modą i urodą. Rośnie również aktywność zawodowa kobiet, co wpływa na ich udział w konsumpcji i zwiększa znaczenie kategorii związanych z pielęgnacją, makijażem i stylem życia.

Jednocześnie państwo inwestuje w rozwój lokalnego przemysłu kreatywnego. Beauty staje się więc nie tylko rynkiem sprzedaży zagranicznych produktów, ale również przestrzenią dla powstawania własnych marek.

To odróżnia dzisiejszą Arabię Saudyjską od obrazu rynku sprzed kilkunastu lat. Konsument nie jest już wyłącznie odbiorcą produktów zachodnich. Coraz częściej jest również współtwórcą trendów.

image

Coty wraca do gry… ale czy na długo? Bliski Wschód uderza w sprzedaż

To może być szansa dla polskich marek

Na tym rynku mają czego szukać również polscy producenci kosmetyków. Polska branża ma już doświadczenie w eksporcie na Bliski Wschód, a część marek jest obecna w regionie od lat. Wśród nich można wymienić m.in. Inglot, Dr Irena Eris, Eveline Cosmetics, Ziaję, Miraculum, Yope, Clochee, GLOV czy HiSkin.

Polski potencjał wynika przede wszystkim z połączenia europejskich standardów jakości, konkurencyjnej ceny, szerokiego portfolio i elastyczności produkcyjnej. Polska branża może odpowiadać zarówno na potrzeby mass marketu, jak i segmentów premium czy dermokosmetycznych. Polskie firmy przygotowują również produkty dostosowane do specyfiki konsumentów z Bliskiego Wschodu, w tym formuły zgodne z wymaganiami halal.

Dubaj przestaje być jedynym adresem

Zmiana zachodząca na Bliskim Wschodzie nie oznacza oczywiście, że Dubaj czy szerzej Zjednoczone Emiraty Arabskie tracą znaczenie. To nadal jeden z najważniejszych hubów beauty w regionie, a obecność międzynarodowych marek, rozwinięta infrastruktura handlowa i turystyka sprawiają, że ZEA pozostają naturalnym punktem wejścia na rynek.

Ale coraz trudniej mówić o Bliskim Wschodzie wyłącznie przez pryzmat Dubaju.

Arabia Saudyjska ma znacznie większy rynek wewnętrzny, młodszą populację i coraz bardziej rozwinięty ekosystem lokalnych marek. Do tego dochodzą inwestycje w retail, e-commerce, kulturę i sektor beauty.

To właśnie dlatego wejście Ulta do Arabii Saudyjskiej jest czymś więcej niż kolejnym otwarciem sklepu. Jest sygnałem, że globalny handel beauty coraz wyraźniej patrzy na Rijad i Dżuddę. Nie jako na odległe, przyszłościowe kierunki, ale jako rynek, o który warto walczyć już teraz.

I dla polskich producentów może to być moment, by spojrzeć na Arabię Saudyjską nie jako dodatek do ekspansji w Dubaju, lecz jako osobny, strategiczny kierunek rozwoju.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
19.08.2026 11:38
Suplementy beauty & wellness - nowy silnik wzrostu branży kosmetycznej. Koncerny FMCG i Big Pharma konsolidują rynek
shutterstock

Granice między branżą farmaceutyczną, spożywczą i kosmetyczną ulegają zatarciu. Przejęcia producentów suplementów diety i marek „wellness” przez gigantów FMCG, Beauty oraz Big Pharma to obecnie jeden z najsilniejszych trendów rynkowych. Miliardowe transakcje pozwalają prognozować, że będzie to najbardziej rentowny obszar rynku. W ubiegłym tygodniu Procter & Gamble ogłosił plan przejęcia firmy Thorne, w kwietniu br. Unilever kupił Grüns, producenta żelków „superfoods”. Nie brakuje też polskich przykładów.

Według najnowszego raportu Fortune Business Insights (sierpień 2026) wartość globalnego rynku suplementów i witamin w 2026 r. ma wzrosnąć do 174,45 mld dolarów (ze 164,4 mld w ub.r.), a w 2034 r. przekroczy 284 mld dol.. Oznacza to średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 6,29 proc.

Tylko jedna podkategoria tzw. suplementów beauty (obejmującej m.in. kolagen, witaminy i minerały, kwasy omega-3, kwas hialuronowy, antyoksydanty oraz probiotyki przeznaczone do wspierania skóry, włosów i paznokci)  obecnie wyceniana jest - przez różne ośrodki analityczne - na około 4 mld dolarów. 

Także nutrikosmetyki stają się coraz wyraźniejszą częścią światowego rynku zdrowia i urody.  Według Euromonitor International już 20 proc. suplementów diety wprowadzonych na rynek od drugiej połowy 2024 r. do teraz zawierało przynajmniej jedno pozycjonowanie związane z urodą. W 2025 r. internetowa sprzedaż suplementów beauty wzrosła o 8 proc., przy czym USA i Chiny odpowiadały za 86 proc. monitorowanej sprzedaży online. 

 

Fala fuzji i przejęć w sektorze health&wellness

Koncepcja "Beauty from Within" (uroda od wewnątrz), bazująca na nutrikosmetykach i specjalistycznych suplementach (skóra, włosy, paznokcie, sen, stres), przestała więc być niszowym trendem. Rynek jest bardzo rozdrobniony – istnieje na nim tysiące małych marek. Trwa więc faza "wielkiej konsolidacji" - koncerny FMCG kupują mniejsze marki z dojrzałym kanałem sprzedaży e-commerce, bazą lojalnych klientów. 

W sierpniu 2026 roku P&G ogłosiło przejęcie marki Thorne za kwotę blisko 3,8 mld dolarów. Marka została założona w 1984 roku i produkuje suplementy diety, których skuteczność jest potwierdzona klinicznie -  rozwój produktów odpowiada bowiem wewnętrzny zespół lekarzy i badaczy. W sektorze zdrowia i urody jest pozycjonowana jako marka „premium”, kojarzona z nauką, często rekomendowana lekarzy oraz sportowców. 

 - To ważny krok dla działu opieki zdrowotnej P&G” – powiedział Paul Gama, dyrektor generalny działu opieki zdrowotnej P&G. - Thorne wzmacnia naszą pozycję w segmencie premium wellness dzięki zaufanej, popartej badaniami naukowymi marce, która uzupełnia nasze obecne portfolio.

Colin Watts, dyrektor generalny Thorne, powiedział, że wierzy, iż P&G jest właściwym partnerem, który pomoże firmie zwiększyć zasięg, jednocześnie pozostając wierną jej wartościom i standardom. 

P&G wraz z Thorne przejęło także platformę Taia - wirtualnego doradcę ds. dobrego samopoczucia, opartego na sztucznej inteligencji, który korzysta z ponad 40-letniego doświadczenia firmy w badaniach klinicznych, wiedzy specjalistów i materiałów edukacyjnych. Oferuje on klientom środowisko czatu, dzięki któremu mogą oni zasięgać porad i podejmować decyzje zakupowe.

Także koncern Unilever od kilku lat mocno konsoliduje rynek supelementów. Przejął m.in. OLLY Nutrition (2019) oraz SmartyPants Vitamins (2020) – pionierów na rynku witamin w żelkach. Z kolei w kwietniu 2026 r. za ok. 1,2 mld dolarów kupił markę Grüns, produkującą „zielone superfoods” w formie żelków, o niesamowicie szybkich wzrostach sprzedaży na Amazonie i w modelu subskrypcyjnym.

W 2026 roku miały miejsce także inne transakcje np. w marcu gigant odżywczy Herbalife zainwestował w markę Bioniq, specjalizującą się w personalizowanej suplementacji. 

Dotąd najbardziej agresywnym graczem w tym sektorze było Nestlé (Nestlé Health Science), które w sierpniu 2021 roku kupiło od firmy The Bountiful Company za 5,75 miliarda dolarów kluczowe marki: Nature‘s Bounty i Solgar (witaminy premium), Vital Proteins (kolagen) oraz Nuun (tabletki elektrolitowe z kategorii active lifestyle).

"Beauty from Within"  motorem napędowym branży kosmetycznej

Zjawisko to jest silnie powiązane ze zmianą mentalności konsumentów, którzy odchodzą od tradycyjnych leków (OTC) leczących objawy, na rzecz profilaktyki i wysokomarżowych produktów prozdrowotnych. Chcą inwestować w zapobieganie, długowieczność (longevity), odporność i ogólny dobrostan. To rynek, który rośnie znacznie szybciej niż tradycyjne FMCG.

Kolagen i kwas hialuronowy stanowią absolutny fundament nowej kategorii. Globalny rynek kwasu hialuronowego wyceniany jest na miliardy dolarów, a to właśnie preparaty kolagenowe królują zarówno na rynkach zachodnich, jak i azjatyckich. Od czasów pandemii do najlepiej sprzedających się kosmetyków dołączyły produkty ułatwiające dobry sen oraz wspierające radzenie sobie ze stresem ("Beauty Sleep").

Zmieniają się też kanały dystrybucji. Zamiast budować e-commerce od zera, korporacje kupują zwinne, "cyfrowe" marki, które opierają się na subskrypcjach. Pozwala to ominąć tradycyjne sieci handlowe i pozyskać cenne dane bezpośrednio od konsumentów.

Suplementy diety – zwłaszcza te z kategorii „premium” czy oparte na naturalnych składnikach – mają znacznie wyższe marże niż szampony, proszki do prania czy margaryna. (Unilever niedawno wręcz zdecydował się odsprzedać swój dział żywnościowy m.in. z majonezami Hellmann‘s na rzecz produktów Health & Beauty).

Suplementy dla urody i zdrowia. Jak wygląda rynek w Polsce?

Polska jest jednym z największych rynków suplementów diety w Europie (Polacy przodują w ich spożyciu).  Według danych PMR  w 2024 r. był on wart 7,1 mld zł, a do 2027 r. ma przekroczyć  9 mld zł.

Ale w Polsce strategie firm wyglądają nieco inaczej.Polscy liderzy farmaceutyczni często "wypuszczają" dziesiątki własnych, tanich w produkcji marek suplementów wspieranych agresywnym marketingiem telewizyjnym.

Konsolidacja i przejęcia również mają miejsce, choć inicjatorami są raczej giganci farmacji. Zaczynają oni coraz częściej przejmować gotowe firmy, gdy chcą szybko zaistnieć za granicą lub w bardzo konkretnej niszy (np. sport, e-commerce, lifestyle, sex). W połowie 2026 roku Polpharma sfinalizowała gigantyczną transakcję (wartą ok. 1,1 mld zł), przejmując rumuńską spółkę Biofarm. Cel? M.in. skokowe poszerzenie portfolio w rentownym segmencie suplementów diety i leków bez recepty (OTC) na rynku europejskim.

 Aflofarm, który jest królem polskiego rynku suplementów tworzonych od podstaw (dzięki potężnej machinie reklamowej), zdecydował się na przejęcie marki Trec Nutrition (znanego producenta odżywek dla sportowców). Chodziło o wejście w niszę, której nie mogli łatwo podbić swoimi standardowymi aptecznymi brandami.

Przykładem strategii zbliżonej do rynków zachodnich jest inwestycja Grupy USP (właściciela m.in. USP Zdrowie) w przejęcie polskiej marki Health Labs Care.

Health Labs Care to polski, rynkowy fenomen założony w 2019 r., który zrewolucjonizował rodzimy rynek suplementów diety premium (w tym nutrikosmetyków), budując potężną sprzedaż w e-commerce w oparciu o influencer marketing (m.in. na Instagramie). Przejęcie lidera sprzedaży online (który w 2025 r. osiągnął ponad 137 mln zł przychodów) przez tradycyjnego giganta leków OTC pokazuje wyraźnie, gdzie przesuwa się dziś kategoria dbania o zdrowie. 

Żelek na młodość, szot na sen. Tradycyjne tabletki źle się kojarzą

Półki sklepowe i e-commerce wypełniają się więc obecnie nowymi formatami: żelkami, szotami i proszkami, które ułatwiają codzienne nawyki. Suplementy w formie żelków (gummies), proszków do rozpuszczania, czy szotów to produkty lifestylowe. Konsumenci traktują je jak zdrową przekąskę i przyjemny codzienny rytuał.

Ogromną popularnością cieszą się tzw. „stacks” (złożone, synergiczne zestawy składników ukierunkowane na konkretny cel, np. sen, skupienie, longevity) oraz rozwiązania personalizowane. Klasyczna branża beauty, oparta na aplikacji miejscowej (kremy, sera, maski), także osiąga nasycenie. Najnowsze dane wskazują, że konsumenci oczekują synergii działania od zewnątrz i od wewnątrz.

Zdaniem ekspertów suplementy beauty i nutrikosmetyki właśnie przestają być domeną firm suplementacyjnych, a własne linie będą chciały mieć niedługo nie tylko duże koncerny FMCG, ale także klasyczne marki kosmetyczne, aby zdywersyfikować portfolio i budować dynamicznie rozwijającą się kategorię „beauty &wellness”. 

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. sierpień 2026 10:29