StoryEditor
Surowce
10.02.2022 00:00

Marcin Bartoszyński, PGD Polska: Lilial? Jeszcze nigdy nie widziałem takiego chaosu na rynku.

Mamy niespełna 3 tygodnie na opanowanie bałaganu, jaki powstał po tym, jak okazało się, że po 1 marca nie można już sprzedawać produktów zawierających lilial. Niektórzy producenci zadeklarowali, że sami zbiorą takie produkty ze sklepów, inni oczekują tego od nas. Cały dział handlowy jest na telefonach i mailach. Jak to możliwe, że do 28 lutego, zgodnie z prawem, można nadal wprowadzać produkty z lilialem na rynek? Jeszcze tydzień temu wjechały na nasz magazyn. To rozporządzenie to bubel prawny – mówi Marcin Bartoszyński, członek zarządu PGD Polska, największej firmy dystrybucyjnej na rynku kosmetyczno-chemicznym.

Od kilku tygodni informujemy o tym, że produkty zawierające lilial – aromat stosowany w wielu perfumach, kosmetykach, ale też środkach czystości – od 1 marca nie mogą być wprowadzane do obrotu, czyli ani sprzedawane przez producentów i dystrybutorów do sklepów, ani przez sklepy oferowane konsumentom. I słyszymy, że wywołało to ogromne zamieszanie na rynku, bo obrót takim towarem nadal trwa.

 
 
 
 
 

To prawda. Według dyrektywy unijnej produkty z lilialem do 28 lutego br. mogą być wprowadzane do obiegu, dostarczane do sklepów i sprzedawane konsumentom. A już od 1 marca br. nie mają prawa znajdować się na półkach sklepów. Ewidentnie jest to bubel prawny.

Ustawodawca nie przewidział żadnego okresu przejściowego. Rozumiem, kiedy byłaby to informacja: do 28 lutego można wprowadzać produkt do dystrybucji, do sprzedaży, a następnie mamy okres przejściowy. Ten składnik zawiera się w różnych produktach, które rotują w granicach od 30 do nawet 180 dni. Powinien być więc przynajmniej półroczny okres przejściowy na możliwością wyprzedaży tych produktów. Tymczasem, wg ustawy, po 1 marca ani my, ani sklepy, nie możemy nawet rozdać tych produktów.  

Czytaj także: Tylko do 28 lutego masz czas na wycofanie ze sprzedaży produktów z lilialem  

Według rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1223/2009 obowiązkiem dystrybutora (art. 6) jest to, aby produkty udostępniane na rynku (czyli sprzedawane w łańcuchu dostaw, w tym sprzedawane konsumentom w handlu detalicznym) były zgodne z wymaganiami. Czy to oznacza, że odpowiedzialność za zrobienie „porządku” na rynku spada na dystrybutorów?

„Definicją dystrybutora objęte są wszystkie osoby prawne lub fizyczne w handlu hurtowym, jak również detaliści sprzedający produkty bezpośrednio konsumentowi. Obowiązki dystrybutora należy zatem dostosować do właściwej roli i rodzaju działalności każdego z tych podmiotów”.

„Dystrybutor” oznacza każdą osobę fizyczną lub prawną w łańcuchu dostaw, niebędącą producentem ani importerem, która udostępnia produkt kosmetyczny na rynku Wspólnoty”.

To cytaty z przytoczonej przez Panią ustawy. Czy coś tu jest zrozumiałe? Dla mnie nie. Kto w końcu jest dystrybutorem?

Dodatkowo ustawa zawiera takie sformułowania: „Konieczne jest określenie warunków, zgodnie z którymi dystrybutor ma być postrzegany jako osoba odpowiedzialna”. „Dystrybutor jest osobą odpowiedzialną, jeżeli wprowadza produkt kosmetyczny do obrotu pod własną nazwą lub znakiem towarowym lub zmienia produkt już wprowadzony na rynek w sposób mogący mieć wpływ na zgodność z obowiązującymi wymogami”.

To nie my odpowiadamy za skład produktów, które rozprowadzamy na rynku do odbiorców detalicznych na zlecenie producentów. W świetle realiów rynkowych zapisy, które tu przytaczam, są wysoce nieprecyzyjne i tak naprawdę nie określają, kto właściwie zostaje obarczony obowiązkami, które to rozporządzenie nakłada.

Czy zajmują się tym prawnicy?

Oczywiście zasięgnęliśmy opinii prawnej. Prosimy też producentów o ich interpretację przepisów na piśmie, bo wiemy, że detaliści mają w tym zakresie ograniczone możliwości, a my nie chcemy zostawiać ich z problemem.

Skoro o detalistach mowa, co oni mają zrobić?

Detaliści są w jeszcze trudniejszej sytuacji niż hurt. Dostęp do informacji był wysoce niewystarczający nawet dla nas. A do 100 tys. zł grzywny grozi temu, kto udostępnia produkty z zakazanym składnikiem na półkach. Dystrybutorzy nie będą w stanie odbierać towaru. To byłyby dla nas gigantyczne koszty. Koszty zwrotów ze sklepów – wystawiania korekt, liczenia, gromadzenia, konfekcji, odsyłania – są 6-krotnie wyższe niż koszty sprzedaży produktu do punktu sprzedaży detalicznej. Nie wiem, kto miałby je pokryć. Jeśli któryś z dostawców będzie chciał wynająć taką usługę, my ją wycenimy i ewentualnie wykonamy. Ale wizja jest przerażająca. Mielibyśmy niespełna 3 tygodnie na opanowanie tego bałaganu.

Czytaj także: Za sprzedaż niedozwolonych kosmetyków odpowiedzialność spada także na hurtownie i sklepy

Jakie są propozycje producentów?

Z całym działem kupieckim jesteśmy cały czas na telefonach, na mailach.

Niektórzy dostawcy wysyłają do nas, do hurtowników, listy z produktami, które zawierają lilial, które mogą go zawierać oraz takich, które mają zmienione receptury w przeciągu ostatnich miesięcy i wymagają, aby nasi ludzie chodzili po magazynie i sprawdzali numery partii, składy. To oznaczałoby konieczność sprawdzenia tysięcy produktów i jest praktycznie niewykonalne.

Niektórzy producenci mówią wprost: przeceńcie to sobie o 30 proc., my wam to zrefundujemy, ale wy bierzecie odpowiedzialność za te produkty, co jest kuriozalną propozycją, oczywiście nie do przyjęcia.

Niektórzy producenci już zadeklarowali, że biorą za to odpowiedzialność i będą osobiście jeździli po sklepach, i zbierali towar. Jednak, mówiąc szczerze, nie wyobrażam sobie tego. Co zrobią ci, którzy nie docierają wszędzie ze swoimi handlowcami? Przecież wiemy, że producenci tak mocno okroili swoje siły sprzedaży, że docierają do połowy placówek, do których docierali jeszcze 2-3 lata temu. A tam te produkty mogą być, bo niektóre mają termin przydatności nawet 30 miesięcy. Co np. z jakimś małym sklepem, który gdzieś sobie kupił taki produkt, np. w hurtowni cash&carry i ma go nadal na półce? Nie wiem.

Jakie rozwiązanie byłoby więc najbardziej korzystne w tej sytuacji?

Najbardziej korzystne byłoby wprowadzenie okresu przejściowego, czyli buforu, który dałby możliwość odsprzedaży tych produktów. Zwykle tak to było robione w przeszłości.

Ale na to już jest za późno.

To producenci poniosą bardzo duże koszty. Jeżeli rzeczywiście jest tak, że wiedzieli dużo wcześniej o tej zmianie powinni wcześniej poinformować dystrybutorów, detalistów. Chyba że nie wiedzieli... ?

Więc, co dalej?

Dalej? Pytanie, jak do tego podejdą służby kontrolne. Czy już pierwszego dnia wejdą do sklepów, tak jak to było swojego czasu z produktami antybakteryjnymi, gdy wzmogli bardzo kontrole i pomimo niejasnych przepisów prawnych nakazywali odbiór towaru lub jego utylizację, ponieważ brakowało jakiegoś oznaczenia na opakowaniach. Też musieliśmy wtedy walczyć o to, żeby producenci pomagali nam rozwiązywać te problemy.

Co ciekawe mam informację z rynków zagranicznych i sytuacja wygląda inaczej. Tam nie ma wprawdzie takiej dystrybucji jak w Polsce, rynek jest bardziej zsieciowany, nie ma rynku tradycyjnego, ale producenci podchodzą do sprawy spokojnie. Założyli sobie, że będą zmieniali receptury, a to, co jeszcze jest na półkach, zostanie normalnie wysprzedane.

To się wydaje logiczne. Czy nie byłoby więc najlepiej jak najszybciej przecenić produkty z tym składnikiem, wystawić za najniższą możliwą cenę i je wysprzedać, żeby minimalizować straty? Produkty z lilialem były na rynku, konsumenci je mają i będą nadal używać, aż im się skończą. 

Tak, można tak zrobić. Nie wiem, jak do tego podejdą sklepy. Jeśli chodzi o PGD, jeżeli producent zrefunduje nam koszt przeceny, to przecenimy. Dystrybutorzy w Polsce pracują na marżach zbliżonych do błędu statystycznego. Żadnego dystrybutora nie stać na przecenę towaru, który nie jest jego własnością, czyli niebędącego jego marką lub wyłączną dystrybucją. Jeżeli producent powie – przecenić to o 99 proc. – my nie mamy z tym żadnego problemu, przecenimy, wyślemy taką informację do sklepów i dostarczymy.

Tylko, że mamy dzisiaj 10 lutego. Zostało nam 18 dni kalendarzowych, a handlowych jeszcze mniej, żeby przecenione produkty trafiły do sklepu i żeby sklep je wysprzedał. Bo po 1 marca nie można produktów zawierających lilial dostarczać do sklepów, sklepy nie mogą ich sprzedawać, a nawet rozdawać. Myślę, że przy rotacji w rynku tradycyjnym jest to zupełna abstrakcja. Możemy to rozdawać. Producenci i tak poniosą tego koszty.

Od 1 marca nie będzie można sprzedawać także produktów z pirytionianem cynku. To składnik, który można znaleźć w szamponach przeciwłupieżowych.

Tu na szczęście skala zjawiska jest o wiele mniejsza. Mamy też jednak i takie produkty w magazynie. Czekamy na decyzję dostawców, co dalej. 

***

Lilial (Butylphenyl Methylpropional) jest popularnym, otrzymywanym syntetycznie, aromatem o zapachu białych kwiatów. Był stosowany  w wielu kategoriach produktów kosmetycznych, m.in. pielęgnacyjnych, myjących oraz w perfumach.

Zakaz stosowania lilialu w kosmetykach (nie dotyczy detergentów) wynika z jego klasyfikacji jako substancji CMR 1B, czyli działającej szkodliwie na rozrodczość, w oparciu o dane pochodzące z badań na zwierzętach (działanie reprotoksyczne, Repr. 1B). Dossier toksykologiczne składnika, które oceniał Komitet ds. Oceny Ryzyka (RAC), nie zawierało danych z badań na ludziach w odniesieniu do działania szkodliwego na rozrodczość („No human data on reproductive toxicity is available”). Oznacza to, że nie ma danych potwierdzających takie działanie w przypadku człowieka (wówczas substancja miałaby klasyfikację Repr. 1A). Produkty kosmetyczne zawierające lilial nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia konsumentów.

W rozporządzeniu kosmetycznym (art. 15) istnieje automatyczny zakaz stosowania substancji klasyfikowanych jako CMR (rakotwórcze, mutagenne lub działające szkodliwie na rozrodczość) kat. 1A i 1B. Istnieje jednak procedura ubiegania się o odstępstwo od zakazu, przy czym wskazane są warunki, jakie należy spełnić, aby Komisja Europejska mogła je ustanowić. Jeżeli przemysł (czyli producenci substancji sklasyfikowanej jako CMR) byłby zainteresowany dalszym stosowaniem substancji, powinien opracować pełne dossier toksykologiczne.

W przypadku lilialu takie dossier nie zostało opracowane – przemysł się tego nie podjął. Nie została więc przedstawiona wystarczająca ilość odpowiednich danych naukowych w celu jego obrony. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Cosmetics Europe sektor kosmetyczny nie bronił tego składnika, ponieważ główni dostawcy tej substancji nie byli tym zainteresowani. źródło: kosmetyczni.pl 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Surowce
08.10.2026 08:17
L’Oréal pod presją pozwów w USA. W tle talk i ryzyko zanieczyszczenia azbestem
Największą zmianą dla rynku może być więc nie natychmiastowe wycofanie talku, ale wzrost kosztów i ryzyka związanego z jego stosowaniem.Shutterstock

L’Oréal powołał doradców ds. restrukturyzacji, którzy mają przeanalizować możliwości rozwiązania problemu rosnących zobowiązań prawnych w USA związanych z talkiem i innymi składnikami chemicznymi stosowanymi w części produktów kosmetycznych firmy.

W tym artykule przeczytasz:

  • Talk i azbest. Skąd wzięły się kontrowersje?
  • Sąd uchyla 950 mln dolarów odszkodowania
  • Spory o talk obejmują dziesiątki tysięcy pozwów
  • Talk w kosmetykach: zastosowanie i ryzyko
  • Co rosnąca presja oznacza dla rynku kosmetycznego?

Jak podaje “The Wall Street Journal”, amerykańska spółka zależna L’Oréal współpracuje z kancelarią prawną specjalizującą się w restrukturyzacji Weil, Gotshal & Manges oraz bankiem inwestycyjnym Ducera Partners. Doradcy mają pomóc w zmierzeniu się z masowymi pozwami składanymi przez osoby twierdzące, że zachorowały w związku ze stosowaniem produktów zawierających talk. Jak czytamy w “The Wall Street Journal”, informacje te pochodzą od osób zaznajomionych ze sprawą.

Grupa kosmetyczna mierzy się również z odrębnymi zarzutami dotyczącymi produktów do chemicznego prostowania włosów. Ich użytkownicy twierdzą, że produkty te przyczyniły się do rozwoju nowotworów. Gazeta nie precyzuje, jakie rozwiązania restrukturyzacyjne rozważa L’Oréal.

Zaangażowanie wyspecjalizowanych doradców może wskazywać, że L’Oréal analizuje sposoby zarządzania ryzykiem związanym z postępowaniami dotyczącymi odpowiedzialności za produkty w USA. W przypadku talku problem dotyczy nie tylko bezpieczeństwa samego składnika, lecz także potencjalnego zanieczyszczenia go azbestem.

image

Johnson & Johnson zawiera ugodę za 5,5 mld dol. To może zakończyć spór o talk

Talk i azbest. Skąd wzięły się kontrowersje?

Kontrowersje wokół talku sięgają kilkudziesięciu lat. Już w latach 60. XX wieku pojawiły się badania sugerujące możliwy związek stosowania talku w okolicach intymnych ze zwiększonym ryzykiem raka jajnika. Temat powracał w kolejnych dekadach wraz z następnymi badaniami oraz procesami sądowymi. W 2016 roku w USA zapadł jeden z głośnych wyroków w sprawie kobiety chorej na raka jajnika, która pozwała producenta talku.

Drugim ważnym wątkiem stało się ryzyko zanieczyszczenia talku azbestem. Oba minerały mogą występować w tych samych formacjach geologicznych, a azbest jest uznanym czynnikiem rakotwórczym. W przeszłości w kosmetykach zawierających talk wykrywano azbest, co stało się jednym z powodów wzrostu kontroli nad bezpieczeństwem tego surowca.

W USA sprawy dotyczące talku zaczęły przeradzać się w masowe postępowania przeciwko producentom. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest Johnson & Johnson. Koncern mierzy się z dziesiątkami tysięcy roszczeń. Podejmowane przez niego próby zakończenia sporów poprzez postępowanie upadłościowe były odrzucane przez sądy.

Problem z talkiem nie jest nowy. W 2020 roku “Wiadomości Kosmetyczne” informowały, że Chanel usunął talk z pudru do twarzy i zakończył produkcję pachnącego pudru do ciała, a Revlon usunął talk z produktów do ciała. L’Oréal miał wówczas szukać alternatywy dla tego składnika. Oznacza to, że kwestia ograniczenia stosowania talku przez producentów kosmetyków pojawiała się już wcześniej.

image

Marka OnlyBio wchodzi na rynek wydawniczy z kompendium wiedzy o trychologii

Sąd uchyla 950 mln dolarów odszkodowania

Sąd w Kalifornii uchylił odszkodowanie karne w wysokości 950 mln dolarów zasądzone wobec Johnson & Johnson w sprawie dotyczącej międzybłoniaka. Sprawa dotyczyła użytkowniczki kosmetycznego talku, u której rozwinęła się choroba powiązana z ekspozycją na azbest.

Sędzia uznała, że nie przedstawiono wystarczających dowodów na to, iż firma świadomie ukrywała ryzyko lub działała ze złą wolą. Jednocześnie utrzymano w mocy odszkodowanie kompensacyjne w wysokości 16 mln dolarów, uznając, że istnieją podstawy do powiązania produktu z chorobą.

Spory o talk obejmują dziesiątki tysięcy pozwów

Sprawa jest częścią znacznie większej liczby postępowań. Johnson & Johnson mierzy się obecnie z ok. 67 tys. pozwów związanych z produktami zawierającymi talk, w których powodowie wskazują na potencjalny związek produktów z nowotworami. Dotychczasowe próby zakończenia sporów poprzez postępowania upadłościowe były odrzucane przez sądy.

image

Kontrowersje wokół talku wracają. Johnson & Johnson na celowniku

Równolegle "The Lancet” wycofał komentarz naukowy z 1977 roku dotyczący bezpieczeństwa talku kosmetycznego. Powodem była ujawniona po latach współpraca autora z przemysłem kosmetycznym, która nie została wcześniej zadeklarowana. Publikacja ta była przez lata wykorzystywana jako argument wspierający bezpieczeństwo talku w sporach sądowych. Jej wycofanie ponownie zwróciło uwagę na jakość i niezależność części dowodów naukowych wykorzystywanych w sporach dotyczących bezpieczeństwa talku.

Johnson & Johnson kwestionuje zarówno zasadność wycofania artykułu, jak i argumenty przeciwników, określając je jako element strategii procesowej. Firma podkreśla, że jej produkty są bezpieczne, nie zawierają azbestu i nie powodują nowotworów. Jednocześnie część badań i opinii ekspertów wskazuje na możliwy związek między stosowaniem talku a niektórymi nowotworami, co pozostaje przedmiotem debaty naukowej i prawnej.

Talk w kosmetykach: zastosowanie i ryzyko

Talk to naturalny minerał wykorzystywany w wielu gałęziach przemysłu. W kosmetykach stosuje się go m.in. w pudrach, zasypkach i innych produktach do pielęgnacji osobistej. Odpowiada za pochłanianie wilgoci, ograniczanie tarcia i efekt matowienia. Jednym z głównych problemów związanych z talkiem jest fakt, że talk może występować w złożach znajdujących się w pobliżu minerałów zawierających azbest.

Azbest jest substancją o dobrze udokumentowanym działaniu rakotwórczym. Może powodować m.in. międzybłoniaka oraz raka płuc, krtani i jajnika, a także choroby nienowotworowe, takie jak azbestoza. Dawniej komercyjny talk był zanieczyszczony azbestem. W latach 70. XX wieku podjęto działania mające na celu zapewnienie, że talk stosowany w przemyśle – w tym w kosmetykach i farmacji – będzie wolny od azbestu.

Ówczesne metody analityczne miały jednak ograniczoną czułość i mogły nie wykrywać niewielkich ilości azbestu. Rozwój bardziej zaawansowanych technik, takich jak transmisyjna i skaningowa mikroskopia elektronowa, pozwolił na wykrywanie znacznie mniejszych ilości włókien.

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) zwraca uwagę, że problem zanieczyszczenia talku azbestem w produktach kosmetycznych jest znany od wielu lat. Mimo działań regulacyjnych, jeszcze w 2019 roku w niektórych produktach kosmetycznych można było wykryć włókna azbestowe.

image

Iwona Białas, Cosmetosafe Consulting: Potrzebna będzie elastyczność i zdolność adaptacji do nowych realiów regulacyjnych [SONDA: Prognozy 2025]

Co rosnąca presja oznacza dla rynku kosmetycznego?

Rosnąca presja prawna i regulacyjna wokół talku może skłonić producentów do przyspieszenia prac nad jego zamiennikami. Składnik jest wykorzystywany m.in. w pudrach do twarzy i ciała, zasypkach dla niemowląt i dorosłych, dezodorantach, antyperspirantach oraz suchych szamponach.

W kosmetykach talk odpowiada m.in. za pochłanianie wilgoci, ograniczanie tarcia i efekt matowienia, dlatego jego zastąpienie może wymagać zmiany właściwości gotowego produktu. Talk znajduje zastosowanie także w farmacji, gdzie może pełnić funkcję substancji pomocniczej, czyli składnika wykorzystywanego przy produkcji leku, który nie jest substancją czynną.

Dla rynku oznaczałoby to przede wszystkim przyspieszenie reformulacji, czyli zmiany receptur produktów. Firmy musiałyby znaleźć surowce, które pozwolą zachować właściwości produktów, a następnie przeprowadzić odpowiednie testy i dostosować dokumentację. W przypadku dużych marek może to dotyczyć całych linii produktowych, natomiast dla mniejszych producentów dodatkowe koszty prac nad recepturami mogą być bardziej odczuwalne.

image

„Twilight” wraca w zapachu. Dlaczego beauty tak chętnie sięga po popkulturę?

Zmiany mogą być szczególnie widoczne w kategorii makijażu, zasypek i produktów w proszku. To właśnie w nich właściwości talku mają duże znaczenie dla konsystencji, aplikacji i pochłaniania wilgoci. Możliwe jest więc stopniowe zwiększanie udziału produktów oznaczanych jako „talc-free”, czyli niezawierających talku, zwłaszcza jeśli obawy konsumentów będą się nasilać.

Kluczowe pozostaje jednak rozróżnienie między samym talkiem a ryzykiem jego zanieczyszczenia azbestem. Historycznie zdarzało się wykrywanie włókien azbestowych w produktach zawierających talk.

Jednocześnie nie oznacza to, że każdy współczesny kosmetyk z talkiem jest zanieczyszczony azbestem. W 2023 roku amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) badała próbki kosmetyków zawierających talk, w tym produkty marek L’Oréal, i nie wykryła w nich azbestu.

Największą zmianą dla rynku może być więc nie natychmiastowe wycofanie talku, ale wzrost kosztów i ryzyka związanego z jego stosowaniem. Producenci mogą coraz częściej wybierać alternatywne składniki, aby ograniczyć ryzyko regulacyjne, prawne i reputacyjne. Jeśli presja ze strony sądów, regulatorów i konsumentów będzie się zwiększać, producenci mogą częściej sięgać po alternatywne składniki.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Surowce
01.10.2026 11:19
EUDR obejmie część gotowych kosmetyków. Od 2027 r. nowe restrykcje dla mydeł i surowców palmowych
Olej palmowy uzyskuje się z owoców palmy oleistej.Abisoye81, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Unijne rozporządzenie w sprawie produktów niepowodujących wylesiania (EUDR) obejmie od 30 grudnia 2027 r. kolejne produkty wykorzystywane w branży kosmetycznej. W zaktualizowanym załączniku I znalazły się m.in. określone pochodne oleju palmowego, surowce oleochemiczne oraz mydła zawierające palmę olejową lub wytworzone przy jej użyciu. Dla producentów kosmetyków kluczowe znaczenie ma jednak nie sama obecność składnika palmowego w recepturze, lecz klasyfikacja taryfowa konkretnego produktu.

Komisja Europejska zmieniła zakres produktowy unijnego rozporządzenia dotyczącego wylesiania. Komisja Europejska wydała rozporządzenie delegowane (UE) 2026/2102 z 13 lipca 2026 r., które zmienia załącznik I do rozporządzenia (UE) 2023/1115, czyli EUDR. Akt został opublikowany w Dzienniku Urzędowym UE 17 września 2026 r. i ma już status obowiązującego aktu prawnego.  

Z punktu widzenia branży kosmetycznej najważniejsze jest rozszerzenie katalogu o kolejne produkty powiązane z palmą olejową. Nowe pozycje będą podlegały EUDR od 30 grudnia 2027 r. Komisja wskazuje, że dodatkowy rok ma umożliwić przedsiębiorstwom przygotowanie się do nowych wymogów.  

Nowa pozycja na liście

Zmiana ma znaczenie przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy w zakresie EUDR pojawiają się określone gotowe produkty kosmetyczne – mydła. Nie oznacza to jednak, że od 2027 r. wszystkie kosmetyki zawierające składniki pochodzenia palmowego zostaną objęte rozporządzeniem.

Nowe przepisy wskazują m.in. pozycję ex 3401 11 00, obejmującą mydła w postaci kostek, kawałków, formowanych elementów lub kształtów do stosowania toaletowego, które zawierają substraty z palmy olejowej lub zostały wytworzone przy jej użyciu. Regulacja obejmie także ex 3401 20, czyli mydła w innych postaciach, jeżeli zawierają substraty z palmy olejowej lub zostały przy jej użyciu wytworzone. Obie pozycje mają być stosowane od 30 grudnia 2027 r.  

image

Nadciąga kryzys na rynku oleju palmowego? Starzejące się plantacje zagrażają globalnym graczom na rynku kosmetycznym

To istotne rozróżnienie dla producentów kosmetyków. EUDR nie działa bowiem na zasadzie: „produkt zawiera składnik pochodzący z surowca objętego regulacją, więc cały produkt automatycznie podlega EUDR”. Zakres rozporządzenia jest określany poprzez kody CN wskazane w załączniku I.

W praktyce oznacza to konieczność przeanalizowania każdego produktu i surowca pod kątem jego klasyfikacji taryfowej. Sama nazwa INCI, informacja o wykorzystaniu oleju palmowego czy palmowego pochodzenia konkretnego składnika nie przesądza jeszcze o tym, czy dany wyrób znajduje się w zakresie EUDR.

To szczególnie istotne w przypadku kosmetyków, ponieważ olej palmowy i jego pochodne są wykorzystywane w bardzo różnych funkcjach technologicznych – od składników bazowych po substancje stosowane do produkcji surfaktantów, emolientów, alkoholi tłuszczowych czy innych składników oleochemicznych.

Więcej pochodnych oleju palmowego

Nowelizacja rozszerza katalog także o kolejne grupy surowców. Od 30 grudnia 2027 r. w załączniku I znajdą się m.in. określone produkty z pozycji 1516 20, obejmujące olej palmowy, olej z ziaren palmowych i olej babassu oraz ich frakcje częściowo lub całkowicie uwodornione, estryfikowane wewnętrznie, reestryfikowane lub elaidynizowane, jeżeli nie zostały dalej przetworzone.  

Do zakresu dodano również określone produkty z pozycji 1518 00, obejmujące m.in. chemicznie modyfikowane oleje i ich frakcje oraz niejadalne mieszaniny i produkty z tłuszczów lub olejów, które zawierają palmę olejową lub zostały przy jej użyciu wytworzone. Regulacja obejmie również ex 1520 00, czyli surowy glicerol, wody glicerolowe i ługi glicerolowe wytworzone przy użyciu palmy olejowej.  

Rozszerzono także katalog substancji oleochemicznych. Od 2027 r. w określonych przypadkach EUDR obejmie m.in. kwasy oleinowy, linolowy i linolenowy, ich sole i estry z pozycji ex 2916 15, a także określone kwasy undecylenowe z pozycji ex 2916 19 10, jeżeli zostały zsyntetyzowane przy użyciu palmy olejowej. W wykazie znalazły się również niektóre aminy, sole czwartorzędowych amoniowych, amidy, produkty chemiczne z pozycji ex 3824 99 oraz wybrane polietery z pozycji ex 3907 29, jeżeli zostały wytworzone z wykorzystaniem palmy olejowej.  

Dla przemysłu kosmetycznego oznacza to konieczność przeanalizowania nie tylko bezpośrednich zakupów oleju palmowego. Istotne będą także specyfikacje i klasyfikacje surowców oleochemicznych kupowanych od dostawców.

image

Colgate-Palmolive częściowo wymienia olej palmowy na oleje z fermentacji odpadków

Warto przy tym zwrócić uwagę na sposób sformułowania nowych pozycji. W wielu przypadkach zastosowano oznaczenie „ex”, co oznacza, że EUDR obejmuje tylko część produktów należących do danego kodu CN, określoną dodatkowym opisem w załączniku. Nie można więc utożsamiać całej pozycji taryfowej z zakresem obowiązków.

Składnik podlega, kosmetyk niekoniecznie

Dla producentów kosmetyków szczególnie ważna będzie granica pomiędzy obowiązkami dotyczącymi surowca a obowiązkami dotyczącymi gotowego wyrobu.

Jeżeli przedsiębiorstwo kupuje składnik, którego kod CN znajduje się w załączniku I, jego dostawca może podlegać obowiązkom EUDR. Nie oznacza to jednak automatycznie, że krem, balsam, szampon czy pomadka zawierające ten składnik również będą objęte rozporządzeniem.

Decydująca pozostaje klasyfikacja gotowego produktu. Jeżeli jego kod CN nie znajduje się w załączniku I, sam gotowy kosmetyk nie staje się produktem EUDR tylko dlatego, że w jego recepturze wykorzystano surowiec objęty rozporządzeniem na wcześniejszym etapie łańcucha dostaw.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku nowych pozycji dotyczących mydeł. Tutaj prawodawca wskazał już bezpośrednio określone produkty gotowe. W efekcie producent mydła, które mieści się w odpowiedniej pozycji CN i zawiera palmę olejową lub zostało z jej wykorzystaniem wytworzone, będzie musiał przeanalizować obowiązki EUDR dotyczące konkretnego produktu.

To właśnie klasyfikacja taryfowa, a nie lista składników INCI, powinna więc stać się jednym z podstawowych punktów kontroli działów zakupów, regulatory affairs i compliance.

EUDR obejmuje siedem grup surowców

EUDR to rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1115 dotyczące udostępniania na rynku UE oraz eksportu z UE określonych towarów i produktów związanych z wylesianiem i degradacją lasów. Zastąpiło wcześniejsze unijne rozporządzenie dotyczące drewna (EUTR).  

Regulacja obejmuje siedem podstawowych grup tzw. odnośnych towarów:

  • bydło,
  • kakao,
  • kawę,
  • olej palmowy,
  • kauczuk,
  • soję,
  • drewno.

Załącznik I wskazuje natomiast konkretne produkty pochodne oraz odpowiadające im kody CN. W pierwotnym zakresie dotyczącym palmy olejowej znajdowały się m.in. olej palmowy i jego frakcje z pozycji 1511, olej z ziaren palmowych z pozycji 1513, gliceryna o odpowiedniej czystości, kwas palmitynowy i stearynowy oraz przemysłowe kwasy i alkohole tłuszczowe.  

image

Olej klimatyczny zamiast oleju palmowego. L’Oréal Green Sciences Incubator wspiera innowacyjny projekt hamburskiego start-upu

Nowelizacja z 2026 r. rozszerza ten katalog, ale jednocześnie precyzuje go w wielu miejscach. Dlatego nie można przyjąć uproszczenia, zgodnie z którym każda substancja „palmowa” automatycznie podlega EUDR.

Przykładowo znaczenie może mieć również źródło, z którego otrzymano konkretną substancję. Rozporządzenie odnosi się do palmy olejowej jako określonego odnośnego towaru, a nie do wszystkich roślin oleistych. Klasyfikacja musi więc uwzględniać zarówno kod taryfowy, jak i opis produktu zawarty w załączniku.

Najpierw operator, potem dalsze ogniwa

Drugim kluczowym elementem jest ustalenie roli przedsiębiorstwa w łańcuchu dostaw. W tym zakresie istotną zmianę przyniosła nowelizacja EUDR z grudnia 2025 r., czyli rozporządzenie (UE) 2025/2650.

Wprowadzono kategorię „podmiotu na dalszych etapach łańcucha dostaw” (downstream operator) i ograniczono liczbę podmiotów zobowiązanych do składania własnych oświadczeń o należytej staranności (DDS). Podmioty downstream oraz handlowcy nie mają obowiązku ustalania, czy wcześniejszy podmiot przeprowadził należytą staranność, ani składania własnego DDS wyłącznie dlatego, że dalej obracają produktem objętym EUDR.  

Nie oznacza to jednak całkowitego zwolnienia z obowiązków. Podmioty na dalszych etapach łańcucha dostaw i handlowcy muszą gromadzić informacje dotyczące dostawców i odbiorców. Jeżeli dostawcą jest operator, informacje obejmują również numery referencyjne jego oświadczeń o należytej staranności lub identyfikatory odpowiednich deklaracji. Dokumentację trzeba przechowywać co najmniej pięć lat i udostępniać właściwym organom na żądanie.  

W przypadku dużych i średnich podmiotów downstream dochodzi obowiązek rejestracji w unijnym systemie informacyjnym. Jednocześnie pierwszy podmiot downstream lub pierwszy handlowiec w łańcuchu ma szczególną rolę w zapewnieniu identyfikowalności – musi zbierać odpowiednie numery referencyjne od wcześniejszych operatorów.  

image

Aleksandra Dziegieć, Zielone Laboratorium: przemysł surowców kosmetycznych opiera się nadal na nieetycznych olejach

Dla firm kosmetycznych oznacza to, że nawet jeżeli przedsiębiorstwo nie składa własnego DDS, powinno odpowiednio wcześniej ustalić, jakie informacje będzie musiało otrzymać od dostawców i jak będzie je przechowywać.

Trzy terminy stosowania EUDR

Zmiana dotycząca nowych produktów palmowych i mydeł nie przesuwa ogólnego terminu rozpoczęcia stosowania EUDR.

Dla dużych i średnich przedsiębiorstw podstawowy termin to 30 grudnia 2026 r. Większość mikro- i małych przedsiębiorstw rozpocznie stosowanie głównych obowiązków 30 czerwca 2027 r. Wyjątkiem są mikro- i małe podmioty, które wcześniej podlegały unijnemu rozporządzeniu dotyczącym drewna – dla nich termin przypada na 30 grudnia 2026 r.  

Natomiast produkty dodane do zakresu EUDR rozporządzeniem delegowanym 2026/2102, w tym określone pochodne oleju palmowego oraz mydła, będą objęte regulacją od 30 grudnia 2027 r.  

Dla branży kosmetycznej powstaje więc w praktyce kilka równoległych terminów. Firma, która już dziś kupuje składniki znajdujące się w obowiązującym załączniku I, nie może czekać do końca 2027 r. tylko dlatego, że część nowych produktów została odroczona do tego terminu.

Należyta staranność i dane z łańcucha dostaw

Mechanizm EUDR opiera się na zasadzie, że produkt może zostać wprowadzony na rynek UE lub wyeksportowany tylko wtedy, gdy spełnia określone warunki dotyczące braku wylesiania i degradacji lasów, legalności produkcji oraz należytej staranności.

W przypadku operatora oznacza to konieczność zebrania odpowiednich informacji o produkcie i jego pochodzeniu, przeprowadzenia oceny ryzyka oraz – jeżeli ryzyko nie jest znikome – zastosowania środków ograniczających ryzyko. Dokumentacja dotycząca DDS musi być przechowywana przez pięć lat.  

Jednym z najważniejszych elementów systemu są dane geolokalizacyjne dotyczące działek, z których pochodzą objęte regulacją towary. Dla producenta kosmetyków oznacza to, że wymagania dotyczące identyfikowalności mogą sięgać znacznie dalej niż bezpośredni dostawca surowca.

image

Olej kokosowy ekstremalnie drożeje – z codziennego produktu do luksusowego surowca

W praktyce działy zakupów będą więc musiały nie tylko sprawdzać, czy dany składnik ma odpowiednią dokumentację jakościową i regulacyjną, lecz także ustalić, czy jego dostawca potrafi zapewnić informacje wymagane przez EUDR.

„Uproszczenie” oznacza nowe zadania

Zmiany w EUDR zostały wprowadzone również w celu ograniczenia obciążeń administracyjnych. Komisja Europejska wskazywała, że nowelizacja z grudnia 2025 r. ma zmniejszyć liczbę obowiązków raportowych oraz liczbę interakcji przedsiębiorstw z systemem informacyjnym.  

Z perspektywy przemysłu kosmetycznego pojawia się jednak paradoks: jednocześnie z upraszczaniem systemu rozszerzany jest katalog produktów objętych regulacją.

Dla producenta mydeł czy firmy wykorzystującej określone surowce oleochemiczne oznacza to konieczność wykonania dodatkowej pracy: identyfikacji kodów CN, określenia roli w łańcuchu dostaw, ustalenia zakresu informacji wymaganych od dostawców oraz wdrożenia procedur przechowywania i przekazywania danych.

Nie każda firma będzie jednak realizowała pełną procedurę due diligence. Zakres obowiązków będzie zależał od tego, czy przedsiębiorstwo jest operatorem, podmiotem na dalszym etapie łańcucha dostaw czy handlowcem, a także od jego wielkości i rodzaju produktu.

Co firmy kosmetyczne powinny sprawdzić

Pierwszym krokiem powinien być przegląd portfolio surowców i produktów pod kątem kodów CN, a nie wyłącznie nazw INCI. Następnie warto zestawić wyniki z obecnym załącznikiem I oraz z nowymi pozycjami, które będą stosowane od 30 grudnia 2027 r.

W przypadku składników palmowych szczególnej uwagi wymagają m.in. oleje i ich frakcje, gliceryna, kwasy tłuszczowe, alkohole tłuszczowe oraz kolejne produkty oleochemiczne wskazane w nowelizacji. W przypadku produktów gotowych należy natomiast osobno sprawdzić ich klasyfikację. Najbardziej bezpośrednią zmianą dla kosmetyki są nowe pozycje dotyczące mydeł z kodów ex 3401 11 00 i ex 3401 20.  

image

Açaí, biopiractwo i PR: jak Brazylia postanowiła „zaklepać” sobie owoc i składnik kosmetyczny

Drugim etapem powinna być analiza łańcucha dostaw. Firma powinna wiedzieć, kto jest operatorem, kto podmiotem downstream, kto handlowcem oraz od którego ogniwa otrzyma numer referencyjny DDS.

Trzeci obszar to umowy i specyfikacje dostawców. W praktyce przedsiębiorstwa będą musiały określić, jakie informacje dotyczące pochodzenia surowca i zgodności z EUDR powinny być dostarczane wraz z produktem oraz jak będą archiwizowane.

Wreszcie należy rozdzielić dwa zagadnienia: zgodność surowca z EUDR oraz objęcie EUDR gotowego kosmetyku. To nie są tożsame kwestie. Nowe przepisy pokazują to szczególnie wyraźnie: z jednej strony rozszerzają katalog palmowych pochodnych wykorzystywanych w przemyśle oleochemicznym, z drugiej – obejmują wprost tylko określone kategorie gotowych produktów, w tym mydła.

Dla branży kosmetycznej EUDR staje się więc przede wszystkim kwestią klasyfikacji taryfowej, identyfikowalności i zarządzania informacją w łańcuchu dostaw. Najważniejszym terminem dla nowych produktów palmowych i objętych zmianą mydeł jest 30 grudnia 2027 r., ale analiza portfolio i dostawców powinna uwzględniać również wcześniejsze terminy stosowania EUDR: 30 grudnia 2026 r. oraz 30 czerwca 2027 r.  

W przypadku naruszeń EUDR sankcje mogą obejmować m.in. grzywny, konfiskatę produktów czy ograniczenia działalności. Po zmianach z 2025 r. maksymalna wysokość grzywny dla osoby prawnej ma wynosić co najmniej 4 proc. łącznego rocznego obrotu w UE w roku obrotowym poprzedzającym decyzję o jej nałożeniu, a w razie potrzeby kara może zostać podwyższona tak, aby przekraczała potencjalną korzyść ekonomiczną z naruszenia.  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
11. październik 2026 06:55