StoryEditor
Surowce
09.02.2022 00:00

Za sprzedaż niedozwolonych kosmetyków odpowiedzialność spada także na hurtownie i sklepy

Przypadek lilialu – składnika, którego stosowanie w kosmetykach zostało zakazane – pokazuje, że detaliści, sieci handlowe, hurtownie i dystrybutorzy będą musieli zacząć śledzić kosmetyczne prawo i zmiany w nim, oraz analizować składy produktów, by nie ponosić strat związanych z wycofywaniem produktów ze sprzedaży. A bieżący rok będzie pod tym względem wyjątkowy. Zmian szykuje się tak dużo, jak nigdy dotąd. Wszystkie one dotkną nie tylko producentów.

Bezpieczeństwo kosmetyków jest szczegółowo analizowane a europejskie prawo kosmetyczne należy do wyjątkowo restrykcyjnych. Procedura dopuszczania kosmetyków i ich składników do stosowania przez konsumentów jest wieloetapowa.

Jak podaje kosmopedia.org pierwszym poziomem weryfikacji bezpieczeństwa kosmetyku jest ocena jego składników. "Oceny dokonuje Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów działający przy Komisji Europejskiej. Zarówno tych komponentów, których użycie jest regulowane przepisami prawa oraz takich, których bezpieczeństwo budzi wątpliwości. Drugi poziom stanowi ocena gotowego produktu kosmetycznego przez wykwalifikowanego eksperta (safety assessora). Dopiero później można wprowadzić kosmetyk do sprzedaży".

Lista składników dopuszczonych do stosowania w kosmetykach jest aktualizowana na bieżąco

Pomimo że składniki kosmetyków są poddawane bardzo wnikliwej kontroli, a może właśnie dlatego – ich lista jest co jakiś czas rewidowana. Zdarza się, że surowce niegdyś uważane za bezpieczne, dziś już nie mają takiej opinii. To zrozumiałe – metody badawcze są nieustannie udoskonalane, na skutek niezwykle szybkiego rozwoju technologii mamy do dyspozycji nowe narzędzia. Więcej też wiemy. Nauka nie jest dziedziną zamkniętą. Wprost przeciwnie – jej ogromna siła i znaczenie polega na tym, że jest nieustannie otwarta na zmiany i na rozwój.

W odniesieniu do surowców kosmetycznych znów bardzo przejrzyście tłumaczą to eksperci kosmopedia.org. "Wraz z postępem nauki coraz więcej wiemy o działaniu poszczególnych substancji chemicznych na organizm. Co jakiś czas pojawiają się nowe badania, które wskazują, że pewna substancja wykazuje działanie szkodliwe w określonych warunkach, np. gdy jest stosowana w wysokim stężeniu. W takich przypadkach instytucje, a także sami producenci mogą przestać ją stosować lub ograniczyć jej ilość. A jeśli to konieczne – wprowadzany jest całkowity zakaz używania danego składnika. Czuwa nad tym Komisja Europejska oraz organ doradczy – Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (Scientific Committee on Consumer Safety – SCCS). SCCS to zespół ekspertów złożony z niezależnych toksykologów z instytucji naukowych i organów administracji. Komitet ocenia bezpieczeństwo wszystkich składników, co do których istnieją wątpliwości (np. wynikające z postępu badań toksykologicznych), ale także bezpieczeństwo składników regulowanych przepisami prawa, w tym konserwantów, barwników, filtrów UV i innych, które są stosowane w ograniczonym zakresie".

Lilial i pirytionian cynku wpisane na listę składników zakazanych

To właśnie Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (Scientific Committee on Consumer Safety – SCCS) wydał decyzję, że Butylphenyl Methylpropional, powszechnie znany jako lilial występujący w kompozycjach zapachowych perfum, kosmetyków oraz detergentów, a także pirytionian cynku – składnik szamponów przeciwłupieżowych zostały włączone w poczet listy substancji zakazanych do stosowania w produktach kosmetycznych.

Czytaj: 

Lilial i pirytionian cynku zakazane. Kosmetyki z ich zawartością musza zniknąć z półek

Tylko do 28 lutego masz czas na wycofanie ze sprzedaży produktów z lilialem

Do 1 marca 2022 r. wszystkie produkty z tymi składnikami mają zostać wycofane ze sprzedaży. Prawo jest na tyle restrykcyjne, że po 1 marca br. kosmetyków z tymi składnikami nie będzie można nawet bezpłatnie rozdać. Oczywiście nadal będą one w użytku, bo przez lata jako konsumenci ich używaliśmy i na pewno znajdują się w niejednym domu, natomiast firmy nie będą mogły już produkować nowych partii kosmetyków z tymi składnikami.

Skala zjawiska jest zdecydowanie większa w przypadku lilialu, ponieważ to popularny aromat stosowany w wielu kosmetykach – perfumach, produktach pielęgnacyjnych i higienicznych. Nadaje im kwiatowy zapach. To, że nie będzie mógł być stosowany w produktach nie powinno być dla branży kosmetycznej zaskoczeniem.

Zakaz wprowadzony został rozporządzeniem Komisji (UE) 2021/1902 z dnia 29 października 2021 r. zmieniającym załączniki II, III i V do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 w odniesieniu do stosowania w produktach kosmetycznych niektórych substancji sklasyfikowanych jako rakotwórcze, mutagenne lub działające szkodliwie na rozrodczość (tzw. OMNIBUS IV) poprzez włączenie lilialu do załącznika II (poz. 1666) ze względu na klasyfikację substancji jako CMR (rozporządzenie Komisji (UE) 2020/1182 z dnia 19 maja 2020 (15 ATP do rozporządzenia CLP). Już od 2020 r. wiadomo więc było, że lilial nie utrzyma się w kompozycjach produktów, a branżowe stowarzyszenia informowały producentów o tym znacznie wcześniej.  

Potwierdza to Aleksandra Matusewicz, executive director w firmie TAAT, która wypowiedziała się w dyskusji na temat tego składnika w mediach społecznościowych. – TAAT wiedziało w 2018 roku o możliwości wycofania składnika. Nawet mieliśmy z tą sytuacją duże zawirowanie w firmie, zmieniając zapach w naszych kremach, aby uniknąć niepotrzebnych problemów. Dzięki Polskiemu Związkowi Przemysłu Kosmetycznego mamy zawsze bieżące informacje i dokładnie analizujemy nasze składniki otrzymane od dostawców. Uważam, że za sprzedawanie produktu kosmetycznego po czasie kiedy informacja była przekazana medialnie, odpowiedzialność powinien ponieść producent.   

Kto za to zapłaci?

Dyskusja na biznesowym portalu społecznościowym wywołana została przez Teresę Stachnio, właścicielkę internetowego sklepu dobradrogeria.com i stacjonarnej drogerii, a wcześniej przez lata członka zarządu i wiceprezes sieci Drogerie Jasmin, która napisała m.in.: – Zamawiałam produkty w styczniu i lutym tego roku, wszystkie dotarły na czas. Sprawdzam skład i ... jest BUTYLPHENYL METYLOPROPIANOL.

Jak to możliwe? Jak mówią przedstawiciele hurtowni kosmetycznych, którzy również nadal mają kosmetyki z lilialem (Butylphenyl Methylpropional) w magazynach i potwierdzają, że masowo znajdują się one w sklepach, po pierwsze to wina tego, że przepisy wprowadzające zakaz to bubel prawny (kosmetyki z lilialem można udostępniać na rynku do 28 lutego br., a od 1 marca br. absolutnie nie), po drugie – nie zostali powiadomieni przez producentów o tym, że takich produktów ani hurtownie ani sklepy nie będą mogły sprzedawać ani nawet rozdawać po 1 marca 2022.

Czytaj także: Marcin Bartoszyński, PGD Polska: Lilial? Jeszcze nigdy nie widziałem takiego chaosu na rynku.

– Dowiedzieliśmy się o sytuacji z lilialem w połowie stycznia. Mamy niestety dość sporo towaru z tym składnikiem. Wszystko co się nie sprzeda trzeba będzie wrzucić w koszty, bo w UE nie będzie można tych produktów już będzie sprzedawać – mówi Janina Karasek, dyrektor marketingu i współwłaścicielka potężnej firmy dystrybucyjnej Primavera Parfum. – Największa skala jest w zapachach, w pielęgnacji i makijażu dużo mniej. Konieczne było spore obniżenie cen, aby wyprzedać jak najwięcej towaru. Niektórzy dostawcy zaoferowali refundacje na poziomie 30 proc., ale są to pojedyncze przypadki. Bardzo mało czasu zostało na wyprzedaż tych produktów, podejrzewam że wielu detalistów ale też producentów ma z tym problem – dodaje.

Co więcej, produkty z tym składnikiem jeszcze na początku roku trafiały od producentów do hurtowni. A z hurtowni do sklepów.

W zasadzie wszystko zgodnie z prawem, ale… – Nie wolno nawet za darmo oddać produktu z zakazanym składnikiem komukolwiek. Będziemy utylizować? Jak? Kto? Za ile? A co z ochroną środowiska i planety? To jakaś farsa jest! Realizowane nowe dostawy nie mają zmienionego składu. Jeśli producenci od dwóch lat wiedzą o rozporządzeniu, to dlaczego do sklepów jest dostarczany „trefny” towar?  Rozumiem, jest zakaz, ale chyba jakiś okres na rozwiązanie problemu musi być. Lilia był, jest, najpopularniejszym komponentem zapachowym. Naprawdę połowa asortymentu w drogerii zawiera ten składnik. Teraz mamy wszystko wyrzucić? Gdzie, kto to będzie utylizował? A co z ofertą w handlu nowoczesnym? Tam dopiero jest ilość! – denerwuje się Teresa Stachnio.

Rossmann i kupcy w największych sieciach analizują składniki kosmetyków, które sprzedają  

Jak się jednak okazuje, handel nowoczesny się zabezpiecza i nie zdaje się na dostawców. Przynajmniej taki przekaz płynie od Rossmanna, największej sieci drogeryjnej działającej na polskim rynku.  – Na bieżąco kontrolujemy składy produktów oferowane przez naszych dostawców i mając świadomość nadchodzących zmian zwracaliśmy szczególną uwagę na występowanie tego składnika. Dzięki temu udało nam się zapobiec wprowadzeniu nowych produktów, które go zawierają. Pod koniec stycznia b.r. wysłaliśmy do wszystkich dostawców informację przypominającą o zbliżającym się terminie 1 marca 2022 r. i związanymi z tym konsekwencjami – odpowiedziała na nasze pytanie o procedurę postępowania z produktami zawierającymi lilial Agata Nowakowska, rzecznik prasowy sieci Rossmann. Czytaj: Rossmann kontroluje składy produktów, które wprowadza na półki  

Taką samą procedurę obrała sieć Super-Pharm. – Temat w sieci naszej jest pod kontrolą, od kilku tygodni wraz z dostawcami monitorujemy stoki i planujemy zwroty przed datą obowiązywania zakazu. Dodatkowo wysłaliśmy maila przypominającego do dostawców, by zgłaszali do nas produkty z zakazanym składnikiem. Produkty takie wycofamy ze sprzedaży przed datą, zwrócimy dostawcom – informuje nas Beata Dąbrowska, marketing communication manager w Super-Pharm.

Potwierdzają to to także inne nasze rozmowy z producentami i wyłącznymi dystrybutorami marek na polski rynek, albo producentami marek własnych dla nowoczesnego kanału (czyli np. największych sieci drogerii, czy dyskontów). Jak mówią dostawcy, kupcy wiodących sieci bardzo wnikliwie analizują składy produktów, ich wpływ na środowisko, całą strategię marki i przekaz kierowany do konsumenta (nawet to, kto ma być ambasadorem marki lub z jakimi influencerami marka zamierza pracować).

Hurtownie i detaliści muszą być na bieżąco z przepisami prawa kosmetycznego

To dobitnie pokazuje, że już nie tylko producenci muszą na bieżąco śledzić zmiany w prawie kosmetycznym i listy składników dozwolonych do stosowania w produktach, ale muszą to robić także hurtownie, które na zlecenie producentów organizują dystrybucję do sklepów detalicznych.

Polski rynek drogeryjny (i nie tylko, rynek detaliczny w ogóle), nie jest tak mocno usieciowiony jak w innych krajach europejskich. Nadal wiele sklepów kosmetycznych jest prowadzonych przez prywatnych właścicieli, którzy występują pod swoimi szyldami, albo szyldami sieci franczyzowych. Takie franczyzowe sieci drogeryjne są organizowane właśnie przez największe hurtownie, które są głównymi dostawcami dla danej grupy sklepów. I z  towar, który nie spełnia wymogów prawnych, właściwie nie powinien trafić z hurtowni do sklepów detalicznych. Będąc na bieżąco z przepisami hurtownia nie przyjęłaby po prostu na magazyn kosmetyków zawierających zakazany składnik (choć teoretycznie producent może je sprzedawać do 28 lutego br.), bo wiadomo, że w ciągu kilku tygodni żaden hurtownik ani sklep detaliczny nie będzie w stanie wysprzedać zapasów lub wycofać produktów bez strat (a przed takim wyzwaniem właśnie rynek hurtowy i detaliczny stanął).

U kogo szukać informacji i gdzie przystąpić?

Producenci, którzy chcą być zawsze na bieżąco z prawem na rynku kosmetycznym, i którzy chcą mieć szansę zareagowania na zmiany, zrzeszają się w organizacjach branżowych. Na polskim rynku działają dwie silne organizacje tego typu: Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego kosmetyczni.pl oraz Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego kosmetyki-detergenty.pl  

Obie organizacje monitorują na bieżąco dla swoich członków zmiany w prawie na poziomie europejskim i krajowym, analizują je, omawiają i rekomendują rozwiązania. Organizują seminaria, konferencje i webinary. Rozsyłają newslettery z alarmami o zmieniających się przepisach lub mogących wystąpić zagrożeniach dla biznesu. Również dla dystrybutora, hurtownika czy sieci drogeryjnej to najlepsze źródła, aby pozyskiwać wiedzę i nie zderzyć się z takimi problemami, jak dziś ma to miejsce przy wycofywaniu kosmetyków z lilialem z rynku. Hurtownia, która zarządza siecią franczyzową, będąc na bieżąco z legislacją, jest w stanie w porę uprzedzić właścicieli sklepów, że muszą pozbyć się danego towaru (np. zorganizować wyprzedaże), bo jeśli tego nie zrobią, wszyscy zostaną z poważnym problemem.

A bieżący rok będzie wyjątkowo intensywny w sektorze kosmetycznym i zmian, które dotkną zarówno producentów, jak i dystrybutorów, będzie mnóstwo Warto posłuchać i przeczytać na ten temat więcej. To nie jest tylko problem dostawców. To wszystko będzie miało konsekwencje także dla dystrybutorów, hurtowni i sklepów.

Czytaj: 

Blanka-Chmurzyńska-Brown, PZPK: Na rynku kosmetycznym zmieni się wszystko 

Blanka Chmurzyńska-Brown, KosmetyczniPL: Nadchodzący rok będzie miał kolor zielony [Prognozy na 2022 rok]

Warto wziąć to pod uwagę i skorzystać z wiedzy, która jest przez lata gromadzona i na bieżąco aktualizowana przez fachowców i przystąpić do wybranej organizacji (odbywa się to na zasadzie płatnego członkostwa).

Każdy detalista, właściciel nawet najmniejszego sklepu kosmetycznego, może również bezpłatnie skorzystać z wiedzy zgromadzonej na portalu kosmopedia.org, który prowadzi Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, gdzie w sposób przystępny są opisane przepisy prawa dotyczące kosmetyków, wymagania dotyczące oznakowania kosmetyków, zebrane zostały fakty i mity na temat kosmetyków i ich składników oraz znajduje się baza składników kosmetyków, gdzie można znaleźć opis działania danej substancji .

Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego uruchomiło natomiast bazę Cosmile, w której również można wyszukać opis i działanie konkretnego składnika kosmetyku.

To jest wiedza i narzędzia, których żaden detalista ani hurtownik działający na rynku kosmetycznym nie może już dziś bagatelizować. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Surowce
03.11.2026 13:08
Bioodpady jako surowiec dla przemysłu kosmetycznego. Technologia celuje w niższy ślad węglowy
”Kwas kapronowy jest dla przemysłu czymś w rodzaju półproduktu. Możemy z niego otrzymywać związki wykorzystywane w żywności, perfumach, kosmetykach czy środkach czystości.” - powiedział prof. Oleśkowicz-Popiel portalowi Mam Startup.Kaboompics

Resztki z przetwórstwa żywności i odpady z brązowego pojemnika mogą posłużyć do wytwarzania związków wykorzystywanych m.in. w kosmetykach, perfumach i środkach czystości. Jak donosi portal Mam Startup, zespół prof. Piotra Oleśkowicza-Popiela rozwija proces fermentacji mieszanych kultur mikroorganizmów, który ma przekształcać odpady w wartościowe półprodukty chemiczne. Według wstępnych obliczeń ich ślad węglowy może być nawet o 80 proc. niższy niż w przypadku odpowiedników pochodzących z surowców kopalnych. Technologia jest na etapie badań i przygotowań do zwiększenia skali.

Dla producentów kosmetyków i dostawców składników liczy się nie tylko funkcja surowca, lecz także jego pochodzenie, powtarzalność i wpływ środowiskowy. Rozwiązanie rozwijane przez zespół prof. Piotra Oleśkowicza-Popiela wpisuje się w poszukiwanie alternatyw dla związków wytwarzanych z ropy naftowej. W procesie wykorzystywane są społeczności mikroorganizmów, które przetwarzają bioodpady w określone związki chemiczne. Badania prowadzone są od około 10 lat, a obecnie zespół przygotowuje technologię do kolejnego etapu rozwoju.

W odróżnieniu od fermentacji wykorzystującej pojedynczy, wyizolowany szczep, proces opiera się na współpracy wielu mikroorganizmów. Ma to ułatwiać przetwarzanie surowców o zróżnicowanym składzie. Potencjalnym wsadem mogą być odpady kuchenne z frakcji bio oraz pozostałości z przemysłu rolno-spożywczego. Zespół pracował m.in. z kwaśną serwatką; rozważane są także pozostałości po produkcji soków i przetwarzaniu warzyw. Dla zakładów spożywczych takie strumienie mogą oznaczać koszt zagospodarowania, a dla procesu fermentacji – źródło związków organicznych.

Jednym z głównych produktów badań jest kwas kapronowy, zaliczany do średniołańcuchowych kwasów karboksylowych. Może odgrywać rolę związku platformowego, czyli półproduktu, z którego można otrzymywać kolejne substancje. Wśród możliwych zastosowań jego pochodnych wymieniane są kompozycje zapachowe, kosmetyki, dodatki do żywności i środki czystości. Sam kwas ma charakterystyczny, niezbyt przyjemny zapach, ale jego pochodne mogą mieć inne, m.in. owocowe nuty. Oznacza to, że dla branży kosmetycznej potencjalnym obszarem wykorzystania są dalsze produkty chemiczne, a niekoniecznie sam kwas jako gotowy składnik kosmetyku.

image

Czy kosmetyki mogą pomóc mleczarniom? Serwatka zyskuje na znaczeniu w czasie zmian na rynku nabiału

Najważniejsza liczba dotycząca wpływu środowiskowego odnosi się do wstępnych analiz zespołu: produkty otrzymywane z bioodpadów mogą mieć ślad węglowy niższy nawet o 80 proc. od odpowiedników wytwarzanych w konwencjonalnych procesach z surowców kopalnych. To szacunek, a nie wynik zweryfikowany dla każdego produktu i pełnego cyklu życia. Fermentacja oraz dalsze przetwarzanie również wymagają energii, dlatego technologia nie jest bezemisyjna.

Dla potencjalnych odbiorców przemysłowych kluczowe będzie potwierdzenie parametrów procesu przy większej skali. Obecnie zespół dysponuje reaktorem laboratoryjnym o pojemności kilkunastu litrów. Następnym krokiem ma być instalacja demonstracyjna o pojemności do 1000 litrów, czyli 1 m³. Skala pośrednia pozwoli sprawdzić, czy możliwe jest utrzymanie odpowiedniej temperatury, mieszania i pH w większej objętości. Warunki, które można kontrolować w niewielkim reaktorze, nie muszą być jednakowe w całym urządzeniu o znacznie większej pojemności, a mikroorganizmy reagują na takie różnice.

Dopiero wyniki prób w instalacji demonstracyjnej mają pomóc przygotować technologię do pierwszej niewielkiej skali komercyjnej. Z perspektywy branży kosmetycznej oznacza to, że na tym etapie rozwiązanie należy traktować jako rozwijaną technologię, a nie dostępne już źródło surowca o potwierdzonej skali dostaw. Potencjalni partnerzy będą potrzebowali danych m.in. o wydajności procesu, jakości i powtarzalności produktu, kosztach oraz wymaganiach dotyczących przygotowania surowca. 

image

Z kanalizacji do perfumerii: nowa technologia zmienia odpady tłuszczowe w luksusowe zapachy

Rozwój technologii wspiera program PRIME Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, który pomaga zespołom badawczym przygotować rozwiązania do transferu do gospodarki. W projekcie uczestniczą także opiekun transferu technologii Łukasz Łowiński oraz lider biznesowy dr Filip Brodowski. Zespół prowadzi rozmowy z uczelnią o powołaniu spółki, która mogłaby rozwijać rozwiązanie. Program ma wesprzeć m.in. rozpoznanie potrzeb rynku i przygotowanie modelu komercjalizacji.

Wykorzystanie bioodpadów nie zastąpi wszystkich surowców kopalnych ani nie oznacza, że odpady powinny być wytwarzane w celu pozyskania wsadu. Może jednak stworzyć dodatkową ścieżkę zagospodarowania pozostałości z produkcji rolno-spożywczej i ograniczyć zużycie surowców kopalnych w części łańcucha dostaw. Dla producentów kosmetyków znaczenie technologii będzie zależeć od wyników skalowania oraz potwierdzenia, że uzyskiwane związki spełniają wymagania jakościowe i ekonomiczne przemysłu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Surowce
08.10.2026 08:17
L’Oréal pod presją pozwów w USA. W tle talk i ryzyko zanieczyszczenia azbestem
Największą zmianą dla rynku może być więc nie natychmiastowe wycofanie talku, ale wzrost kosztów i ryzyka związanego z jego stosowaniem.Shutterstock

L’Oréal powołał doradców ds. restrukturyzacji, którzy mają przeanalizować możliwości rozwiązania problemu rosnących zobowiązań prawnych w USA związanych z talkiem i innymi składnikami chemicznymi stosowanymi w części produktów kosmetycznych firmy.

W tym artykule przeczytasz:

  • Talk i azbest. Skąd wzięły się kontrowersje?
  • Sąd uchyla 950 mln dolarów odszkodowania
  • Spory o talk obejmują dziesiątki tysięcy pozwów
  • Talk w kosmetykach: zastosowanie i ryzyko
  • Co rosnąca presja oznacza dla rynku kosmetycznego?

Jak podaje “The Wall Street Journal”, amerykańska spółka zależna L’Oréal współpracuje z kancelarią prawną specjalizującą się w restrukturyzacji Weil, Gotshal & Manges oraz bankiem inwestycyjnym Ducera Partners. Doradcy mają pomóc w zmierzeniu się z masowymi pozwami składanymi przez osoby twierdzące, że zachorowały w związku ze stosowaniem produktów zawierających talk. Jak czytamy w “The Wall Street Journal”, informacje te pochodzą od osób zaznajomionych ze sprawą.

Grupa kosmetyczna mierzy się również z odrębnymi zarzutami dotyczącymi produktów do chemicznego prostowania włosów. Ich użytkownicy twierdzą, że produkty te przyczyniły się do rozwoju nowotworów. Gazeta nie precyzuje, jakie rozwiązania restrukturyzacyjne rozważa L’Oréal.

Zaangażowanie wyspecjalizowanych doradców może wskazywać, że L’Oréal analizuje sposoby zarządzania ryzykiem związanym z postępowaniami dotyczącymi odpowiedzialności za produkty w USA. W przypadku talku problem dotyczy nie tylko bezpieczeństwa samego składnika, lecz także potencjalnego zanieczyszczenia go azbestem.

image

Johnson & Johnson zawiera ugodę za 5,5 mld dol. To może zakończyć spór o talk

Talk i azbest. Skąd wzięły się kontrowersje?

Kontrowersje wokół talku sięgają kilkudziesięciu lat. Już w latach 60. XX wieku pojawiły się badania sugerujące możliwy związek stosowania talku w okolicach intymnych ze zwiększonym ryzykiem raka jajnika. Temat powracał w kolejnych dekadach wraz z następnymi badaniami oraz procesami sądowymi. W 2016 roku w USA zapadł jeden z głośnych wyroków w sprawie kobiety chorej na raka jajnika, która pozwała producenta talku.

Drugim ważnym wątkiem stało się ryzyko zanieczyszczenia talku azbestem. Oba minerały mogą występować w tych samych formacjach geologicznych, a azbest jest uznanym czynnikiem rakotwórczym. W przeszłości w kosmetykach zawierających talk wykrywano azbest, co stało się jednym z powodów wzrostu kontroli nad bezpieczeństwem tego surowca.

W USA sprawy dotyczące talku zaczęły przeradzać się w masowe postępowania przeciwko producentom. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest Johnson & Johnson. Koncern mierzy się z dziesiątkami tysięcy roszczeń. Podejmowane przez niego próby zakończenia sporów poprzez postępowanie upadłościowe były odrzucane przez sądy.

Problem z talkiem nie jest nowy. W 2020 roku “Wiadomości Kosmetyczne” informowały, że Chanel usunął talk z pudru do twarzy i zakończył produkcję pachnącego pudru do ciała, a Revlon usunął talk z produktów do ciała. L’Oréal miał wówczas szukać alternatywy dla tego składnika. Oznacza to, że kwestia ograniczenia stosowania talku przez producentów kosmetyków pojawiała się już wcześniej.

image

Marka OnlyBio wchodzi na rynek wydawniczy z kompendium wiedzy o trychologii

Sąd uchyla 950 mln dolarów odszkodowania

Sąd w Kalifornii uchylił odszkodowanie karne w wysokości 950 mln dolarów zasądzone wobec Johnson & Johnson w sprawie dotyczącej międzybłoniaka. Sprawa dotyczyła użytkowniczki kosmetycznego talku, u której rozwinęła się choroba powiązana z ekspozycją na azbest.

Sędzia uznała, że nie przedstawiono wystarczających dowodów na to, iż firma świadomie ukrywała ryzyko lub działała ze złą wolą. Jednocześnie utrzymano w mocy odszkodowanie kompensacyjne w wysokości 16 mln dolarów, uznając, że istnieją podstawy do powiązania produktu z chorobą.

Spory o talk obejmują dziesiątki tysięcy pozwów

Sprawa jest częścią znacznie większej liczby postępowań. Johnson & Johnson mierzy się obecnie z ok. 67 tys. pozwów związanych z produktami zawierającymi talk, w których powodowie wskazują na potencjalny związek produktów z nowotworami. Dotychczasowe próby zakończenia sporów poprzez postępowania upadłościowe były odrzucane przez sądy.

image

Kontrowersje wokół talku wracają. Johnson & Johnson na celowniku

Równolegle "The Lancet” wycofał komentarz naukowy z 1977 roku dotyczący bezpieczeństwa talku kosmetycznego. Powodem była ujawniona po latach współpraca autora z przemysłem kosmetycznym, która nie została wcześniej zadeklarowana. Publikacja ta była przez lata wykorzystywana jako argument wspierający bezpieczeństwo talku w sporach sądowych. Jej wycofanie ponownie zwróciło uwagę na jakość i niezależność części dowodów naukowych wykorzystywanych w sporach dotyczących bezpieczeństwa talku.

Johnson & Johnson kwestionuje zarówno zasadność wycofania artykułu, jak i argumenty przeciwników, określając je jako element strategii procesowej. Firma podkreśla, że jej produkty są bezpieczne, nie zawierają azbestu i nie powodują nowotworów. Jednocześnie część badań i opinii ekspertów wskazuje na możliwy związek między stosowaniem talku a niektórymi nowotworami, co pozostaje przedmiotem debaty naukowej i prawnej.

Talk w kosmetykach: zastosowanie i ryzyko

Talk to naturalny minerał wykorzystywany w wielu gałęziach przemysłu. W kosmetykach stosuje się go m.in. w pudrach, zasypkach i innych produktach do pielęgnacji osobistej. Odpowiada za pochłanianie wilgoci, ograniczanie tarcia i efekt matowienia. Jednym z głównych problemów związanych z talkiem jest fakt, że talk może występować w złożach znajdujących się w pobliżu minerałów zawierających azbest.

Azbest jest substancją o dobrze udokumentowanym działaniu rakotwórczym. Może powodować m.in. międzybłoniaka oraz raka płuc, krtani i jajnika, a także choroby nienowotworowe, takie jak azbestoza. Dawniej komercyjny talk był zanieczyszczony azbestem. W latach 70. XX wieku podjęto działania mające na celu zapewnienie, że talk stosowany w przemyśle – w tym w kosmetykach i farmacji – będzie wolny od azbestu.

Ówczesne metody analityczne miały jednak ograniczoną czułość i mogły nie wykrywać niewielkich ilości azbestu. Rozwój bardziej zaawansowanych technik, takich jak transmisyjna i skaningowa mikroskopia elektronowa, pozwolił na wykrywanie znacznie mniejszych ilości włókien.

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) zwraca uwagę, że problem zanieczyszczenia talku azbestem w produktach kosmetycznych jest znany od wielu lat. Mimo działań regulacyjnych, jeszcze w 2019 roku w niektórych produktach kosmetycznych można było wykryć włókna azbestowe.

image

Iwona Białas, Cosmetosafe Consulting: Potrzebna będzie elastyczność i zdolność adaptacji do nowych realiów regulacyjnych [SONDA: Prognozy 2025]

Co rosnąca presja oznacza dla rynku kosmetycznego?

Rosnąca presja prawna i regulacyjna wokół talku może skłonić producentów do przyspieszenia prac nad jego zamiennikami. Składnik jest wykorzystywany m.in. w pudrach do twarzy i ciała, zasypkach dla niemowląt i dorosłych, dezodorantach, antyperspirantach oraz suchych szamponach.

W kosmetykach talk odpowiada m.in. za pochłanianie wilgoci, ograniczanie tarcia i efekt matowienia, dlatego jego zastąpienie może wymagać zmiany właściwości gotowego produktu. Talk znajduje zastosowanie także w farmacji, gdzie może pełnić funkcję substancji pomocniczej, czyli składnika wykorzystywanego przy produkcji leku, który nie jest substancją czynną.

Dla rynku oznaczałoby to przede wszystkim przyspieszenie reformulacji, czyli zmiany receptur produktów. Firmy musiałyby znaleźć surowce, które pozwolą zachować właściwości produktów, a następnie przeprowadzić odpowiednie testy i dostosować dokumentację. W przypadku dużych marek może to dotyczyć całych linii produktowych, natomiast dla mniejszych producentów dodatkowe koszty prac nad recepturami mogą być bardziej odczuwalne.

image

„Twilight” wraca w zapachu. Dlaczego beauty tak chętnie sięga po popkulturę?

Zmiany mogą być szczególnie widoczne w kategorii makijażu, zasypek i produktów w proszku. To właśnie w nich właściwości talku mają duże znaczenie dla konsystencji, aplikacji i pochłaniania wilgoci. Możliwe jest więc stopniowe zwiększanie udziału produktów oznaczanych jako „talc-free”, czyli niezawierających talku, zwłaszcza jeśli obawy konsumentów będą się nasilać.

Kluczowe pozostaje jednak rozróżnienie między samym talkiem a ryzykiem jego zanieczyszczenia azbestem. Historycznie zdarzało się wykrywanie włókien azbestowych w produktach zawierających talk.

Jednocześnie nie oznacza to, że każdy współczesny kosmetyk z talkiem jest zanieczyszczony azbestem. W 2023 roku amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) badała próbki kosmetyków zawierających talk, w tym produkty marek L’Oréal, i nie wykryła w nich azbestu.

Największą zmianą dla rynku może być więc nie natychmiastowe wycofanie talku, ale wzrost kosztów i ryzyka związanego z jego stosowaniem. Producenci mogą coraz częściej wybierać alternatywne składniki, aby ograniczyć ryzyko regulacyjne, prawne i reputacyjne. Jeśli presja ze strony sądów, regulatorów i konsumentów będzie się zwiększać, producenci mogą częściej sięgać po alternatywne składniki.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
04. listopad 2026 10:19