StoryEditor
Twarz
14.05.2021 00:00

Zdejmujemy maseczki, ale tylko na dworze. Maskne jeszcze z nami zostanie

Od soboty 15 maja na powietrzu będzie można zdjąć maseczki. Jednak wciąż będziemy zobowiązani do ich noszenia w publicznych przestrzeniach zamkniętych. Dlatego jak na razie nie pożegnamy się z maskne, czyli z trądzikiem powodowanym przez maseczki. Problem dotyczy  zarówno cery tłustej i łojotokowej, jak i suchej, pozbawionej warstwy ochronnej, a tym samym wyjątkowo narażonej na działanie drobnoustrojów. Nie omija też mężczyzn, którzy powinni w trybie przyspieszonym odbyć lekcje z pielęgnacji cery, zwłaszcza jeśli są posiadaczami brody – mówi Sylwia Buczkowska, kosmetolog, kierownik Działu Kosmetologii w Klinice Ambroziak.

Czy problemy spowodowane lub nasilone noszeniem maseczek ochronnych to w praktyce kosmetologa w klinice urody częste przypadki?

Tak, jak najbardziej. Pandemia i związane z nią obostrzenia odcisnęły mocne piętno prawie na każdej sferze naszego życia. Również nasz organizm mocno odczuwa jej skutki. A efekty widzimy na skórze twarzy, ale też np. dłoni. Coraz więcej pacjentów pojawia się w klinice z tzw. problemem maskne, czyli ze zmianami skórnymi powstałymi na skutek noszenia maseczki ochronnej, występującymi głównie w okolicy brody, nosa, linii żuchwy, policzków oraz wokół ust. O tym, jakie to są zmiany, mówi już sam termin, który powstał z połączenia dwóch angielskich słów: mask – maseczka oraz acne – trądzik.

Co sprawia, że maseczka ma tak negatywny wpływ na cerę?

Pod szczelnie przylegającą maseczką ochronną pojawiają się ciepło i wilgoć. A jak wiadomo jest to doskonałe środowisko do rozwoju bakterii i innych drobnoustrojów. Dlatego długotrwałe noszenie maseczki może spowodować problemy ze skórą. I może to dotyczyć nawet osób, które wcześniej nie miały problemów z cerą, a tym bardziej pacjentów z różnymi dermatozami.

Z jakim problemem najczęściej przychodzą pacjenci?

Najczęstszym problemem są zmiany zapalne, które nasilają się zwłaszcza przy cerze tłustej i problematycznej. Obserwujemy również zaostrzenie zmian zapalnych i rumienia w przebiegu trądziku różowatego. U niektórych osób nasileniu ulegają objawy łojotokowego zapalenia skóry. Pojawiają się też przypadki alergii kontaktowej na różnego rodzaju środki odkażające, kosmetyki, ale również maseczki ochronne. Te nasączone preparatami odkażającymi i przeciwbakteryjnymi niszczą naturalną warstwę ochronną skóry i są przyczyną problemów.

Wiele osób, np. ze względu na charakter pracy, która polega na kontaktach z klientami, musi nosić maseczkę na twarzy przez wiele godzin. Jakich zasad powinny się trzymać, aby ich skóra cierpiała na tym jak najmniej? Co mogą zmienić w rytuałach pielęgnacyjnych?

Zachowanie czystej skóry pod maseczką to podstawa w walce z maskne. W tym celu powinno się stosować środki, które oczyszczają twarz, ale nie powodują jej przesuszenia. Sucha skóra jest pozbawiona warstwy ochronnej, a tym samym zdecydowanie bardziej jest narażona na działanie drobnoustrojów. Aby zapobiec powstawaniu wykwitów, warto zaopatrzyć się w kosmetyki nawilżające. Jednak należy pamiętać, że krem nawilżający nakładamy minimum 15 minut przed założeniem maseczki ochronnej. Jeśli nie zdąży się wchłonąć, a nałożymy maseczkę, może to powodować zatkanie porów.

Muszę jeszcze przypomnieć o tym, jak ważne jest, aby nie dotykać twarzy brudnymi rękami. Nie tylko zmniejsza to ryzyko zakażenia koronawirusem, ale również zapobiega przenoszeniu bakterii i wirusów na twarz.

Jakie kroki pielęgnacyjne i regeneracyjne warto podjąć, kiedy już zdejmiemy maseczkę po powrocie do domu i przed nocą?

Wieczorem warto poświęcić skórze trochę więcej uwagi i czasu. To doskonały moment na jeszcze intensywniejszą pielęgnację, aby skóra mogła zregenerować się w ciągu nocy. Gdy zdejmiemy maseczkę ochronną, najważniejsze jest dokładne oczyszczenie twarzy. Najlepiej zastosować produkty myjące przeznaczone do konkretnego rodzaju cery. Zatem skóra wrażliwa powinna być myta produktami bez mydła, które nie zawierają drażniących substancji. Cera tłusta – produktami wymagającymi spłukania wodą z zawartością substancji delikatnie złuszczających, odblokowujących pory skóry.

W codziennej pielęgnacji wieczornej powinny znaleźć się produkty nawilżające, odżywcze, regenerujące. Oczywiście powyższe procesy dotyczą zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Przy tej okazji chciałabym zwrócić uwagę na antyoksydację z użyciem witaminy C czy kwasu ferulowego. Są to jedne z moich ulubionych substancji aktywnych, które osobiście stosuję od lat. Zwalczają wolne rodniki, hamują procesy fotostarzenia, poprawiają koloryt i działają przeciwstarzeniowo. Ponadto na rynku jest dostępnych sporo rodzajów kosmetycznych maseczek regenerujących, nawilżających. Są oferowane w płacie, jak i w formie kremowej i przeznaczone do każdego rodzaju cery. Warto choć raz w tygodniu nałożyć jedną z nich na 15-20 minut, aby szybko się przekonać, jak duży komfort daje to zmęczonej skórze.

Wróćmy jeszcze do pielęgnacji męskiej skóry. Czy z maseczkami ochronnymi radzi sobie lepiej skóra z zarostem, czy bez?

Męska cera uchodzi za odporniejszą, np. na procesy starzenia się. Mężczyźni rzeczywiście mają grubszą skórę i tak łatwo nie ulega ona otarciom przez maseczkę. Jednak ta cecha nie jest w stanie uchronić ich przed wszystkimi działaniami niepożądanymi powstałymi na skutek długotrwałego noszenia maseczki ochronnej. Wilgoć i ciepło pod maseczką to, tak jak już wspominałam, idealne warunki do rozwoju bakterii i drobnoustrojów, a ten problem nie omija mężczyzn.

Dodatkowo podczs pandemii – ma to związek z pracą zdalną i właśnie z zasłanianiem twarzy – panowie golą się zdecydowanie rzadziej. Owszem jest to pewnego rodzaju ulga dla skóry, jednak nosznie zarostu wiąże się z tym, że trzeba poświęcić więcej czasu na codzienną pielęgnację oraz dokładniej czyścić skórę. A o tym wielu mężczyzn zapomina. W rezultacie, gdy skóra nie jest zadbana, noszenie maseczki może prowadzić do zapalenia mieszków włosowych brody.

W swojej praktyce obserwuję, że panowie mają do odrobienia lekcję z pielęgnacji twarzy. Pielęgnacja skóry w ich przypadku powinna teraz oprzeć się na dokładnym oczyszczaniu oraz nawilżaniu. Na szczęscie producenci kosmetyków nie zapomnieli o tych potrzebach. Rynek kosmetyczny ma szeroką ofertę balsamów nawilżających i kremów dla mężczyzn, a także wosków czy olejków do brody, które mają pozytywny wpływ na włosy, jak i skórę.

A co z makijażem? Gdy pracujemy z ludźmi z reguły nie jesteśmy gotowe na to, żeby się pokazać zupełnie bez makijażu, a najważniejszy jest podkład, który wyrównuje kolor skóry.

Makijaż – częste zagadnienie pojawiające się podczas rozmów z pacjentami. Najlepiej z niego zrezygnować, ale sama dobrze wiem, że pracując i spotykając się z ludźmi, jest to niemożliwe. Należy jednak unikać stosowania ciężkich podkładów, które powodują zatykanie porów. Skóra nimi przykryta zaczyna produkować więcej sebum i staje się podrażniona. Dlatego, jeśli już musimy, to najlepiej skorzystać z produktów o lekkiej konsystencji, które nie obciążą skóry twarzy. Myślę tu o kremach CC lub BB, które delikatnie wyrównają koloryt skóry, a ponadto często zawierają filtry UV, które dodatkowo chronią przed promieniami słonecznymi.

Usta – kolejny problem z kobiecej perspektywym, bo też zostają przykryte pod maseczką cały czas.

Usta to bezwzględnie jeden z najbardziej charakterystycznych atrybutów kobiety. Jednak prawda jest taka, że zapominamy o nich podczas codziennej pielęgnacji. Tymczasem one tego potrzebują szczególnie, bo są delikatne, a stale wystawione na działanie zewnętrznych czynników, takich jak słońce, mróz i wiatr. Teraz jeszcze doszło do tego noszenie maseczek ochronnych, co dodatkowo powoduje przesuszenie, pierzchnięcie i pękanie warg. Jednak dzięki szerokiej gamie dostępnych na rynku balsamów, szminek, pomadek możemy szybko zregenerować i nawilżyć usta. Można również raz w tygodniu, podczas peelingu twarzy, wykonać delikatny peeling ust. Dzięki niemu usta będą wyglądały zdrowo. Przypomnę jednak, że musimy pamiętać o pielęgnacji ust o każdej porze roku, bez względu na to, czy nosimy maseczki ochronne, czy nie.

Czy maskne wymaga profesjonalnej konsultacji u dermatologa?

Profesjonalna pomoc w przypadku maskne jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Niezależne od wieku, jeśli cierpimy na choroby skórne, a noszenie maseczki ochronnej przyczyniło się do nasilenia objawów, warto zgłosić się do dermatologa. Specjalista oceni stan skóry i jeśli będzie to niezbędne przepisze odpowiednie leki, antybiotyki, maści lecznicze.

Warto również skorzystać z konsultacji u kosmetologa i wykonać profesjonalne zabiegi nawilżające, regenerujące, rewitalizujące skórę. Niezwykle ważna jest tutaj współpraca kosmetologa z dermatologiem. Taki duet z pewnością poradzi sobie z problemami skóry, które powstały również na skutek noszenia maseczek ochronnych.

W naszej klinice mamy dostępny szeroki wybór zabiegów, zarówno z zakresy medycyny estetycznej, jaki i kosmetologii. Na każdy problem możemy zaproponować kilka rozwiązań z uwzględnieniem czasu rekonwalescencji, częstotliwości wykonania, ceny oraz potrzeb skóry. Warto o tym pomyśleć jak najszybciej, z uwagi na zbliżające się lato. Słońce jest bowiem przeciwskazaniem do wykonania niektórych zabiegów laserowych czy z zastosowaniem peelingów chemicznych. Dlatego jeśli planujemy wizytę u specjalisty z powodu maskne, należy się pospieszyć. 

Sylwia Buczkowska, kosmetolog, absolwentka Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pełni funkcję kierownika Działu Kosmetologii w Klinice Ambroziak. Wykonuje zabiegi z zakresu laseroterapii, radiofrekwencji, ultradźwięków, pielęgnacji twarzy i ciała. Ma wieloletnie doświadczenie w kosmetologii oraz w medycynie estetycznej.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
24.08.2026 11:01
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią / Materiał Partnera
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
/ Materiał Partnera
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
/ Materiał Partnera
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
/ Materiał Partnera
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
SUNGBOON EDITOR w Polsce. Premium K-beauty z gabinetową technologią
Gallery

Koreańska pielęgnacja w Polsce wkracza w zupełnie nową fazę. Segment K-beauty rośnie dynamiczniej niż cała branża kosmetyczna, a konsumenci coraz mocniej poszukują zaawansowanych rozwiązań premium. Na ten rynkowy popyt odpowiada wyłączny importer i dystrybutor SkinCare.pl, wprowadzając do Polski markę SUNGBOON EDITOR. Flagowa ampułka liftingująca brandu sprzedała się już w milionach egzemplarzy na całym świecie. O filozofii skin longevity, technologii ultra niskocząsteczkowego kolagenu i planach ekspansji na polskim rynku rozmawiamy z Pawłem Karczewskim, Prezesem Zarządu SkinCare.pl oraz Magdaleną Małkiewicz, Growth & Marketing Director SkinCare.pl.

1. K-Beauty od lat wyznacza trendy w pielęgnacji. Dlaczego zdecydowaliście się wprowadzić do Polski akurat SUNGBOON EDITOR? 

Paweł Karczewski: To prawda, K-beauty potrafi wyprzedzać rynek kosmetyczny o kilka kroków. Wyróżnia się umiejętnym łączeniem innowacyjnych technologii, skutecznych składników aktywnych i przyjemności codziennego stosowania. SUNGBOON EDITOR zwrócił naszą uwagę właśnie takim podejściem: marka tworzy bardzo nowoczesne formuły odpowiadające na konkretne potrzeby skóry, a przy tym opiera komunikację na wyrazistych składnikach. Myślę, że SUNGBOON EDITOR w wyjątkowy sposób przenosi technologie znane z profesjonalnej kosmetyki do domowego spa i dzięki temu zaawansowana pielęgnacja staje się dostępna na co dzień, bez konieczności wizyty w gabinecie.          

2. Gwiazdą marki jest ampułka Silk Peptide Intensive Lifting Ampoule. Co sprawia, że to właśnie ona stała się bestsellerem? 

Paweł Karczewski: Nie bez powodu stała się bestsellerem i flagowym produktem SUNGBOON EDITOR. To ona w dużej mierze zbudowała rozpoznawalność marki i odniosła olbrzymi sukces sprzedażowy. Wyróżnia się efektowną formułą z widocznymi włóknami kolagenowymi, ukierunkowaną na poprawę jędrności, elastyczności i wygładzenie skóry. Kolagenowe nici natychmiast przyciągają uwagę, a ampułka jednocześnie oferuje to, czego konsumenci oczekują od K-beauty: realne działanie, lekką konsystencję, komfort stosowania i efekt zadbanej, bardziej napiętej oraz promiennej cery. 

3. Coraz częściej mówi się nie o anti-aging, ale o „skin longevity”. Jak SUNGBOON EDITOR wpisuje się w tę filozofię? 

Magdalena Małkiewicz: Zmiana z „anti-aging” na „skin longevity” to znacznie więcej niż nowy trend. To ewolucja sposobu myślenia o pielęgnacji, która odchodzi od walki z wiekiem na rzecz długofalowego wspierania zdrowia i kondycji skóry. Ten kierunek jest nam bardzo bliski, ponieważ odpowiada na rosnącą świadomość konsumentów i ich potrzebę bardziej autentycznej komunikacji. Proces starzenia jest naturalną częścią życia i, moim zdaniem, pięknym przywilejem. Rolą nowoczesnej pielęgnacji nie jest obiecywanie zatrzymania czasu, ale wspieranie skóry poprzez skuteczną, regularną pielęgnację podejmowaną dla siebie, a nie pod wpływem zewnętrznych oczekiwań. SUNGBOON EDITOR doskonale wpisuje się w tę filozofię. Marka łączy zaawansowane technologie i wysoką skuteczność z prostym, dostępnym podejściem do pielęgnacji, przenosząc rozwiązania inspirowane profesjonalną kosmetologią do codziennej rutyny.  Jako dystrybutor konsekwentnie budujemy portfolio marek przyszłościowych, opartych na technologii, badaniach i realnej skuteczności, a jednocześnie dostępnych dla szerokiego grona konsumentów. Wierzymy, że rolą dystrybutora jest nie tylko wprowadzanie innowacyjnych marek na rynek, ale także współtworzenie odpowiedzialnej komunikacji o pielęgnacji, takiej, która zachęca do świadomej troski o skórę i budowania jej długoterminowej kondycji, zamiast skupiania się na walce z upływem czasu.

4. SkinCare.pl jest na rynku znany jako importer i dystrybutor wielu azjatyckich marek. Jak SUNGBOON EDITOR uzupełnia to portfolio? 

Paweł Karczewski: SUNGBOON EDITOR doskonale uzupełnia nasze portfolio, ponieważ reprezentuje segment premium koreańskiej pielęgnacji, oparty na innowacyjnych składnikach aktywnych i zaawansowanych technologiach. W naszej ofercie znajdują się marki odpowiadające na różne potrzeby konsumentów, natomiast SUNGBOON EDITOR wyróżnia się nowoczesnym podejściem do pielęgnacji skóry, skoncentrowanym na jej długofalowej kondycji, regeneracji i zachowaniu zdrowego wyglądu. To marka dla świadomych klientów, którzy oczekują skutecznych formuł, wysokiej jakości oraz produktów zgodnych z najnowszymi trendami K-beauty. Dzięki temu nasze portfolio staje się jeszcze bardziej kompleksowe i pozwala nam odpowiadać na potrzeby zarówno osób rozpoczynających przygodę z koreańską pielęgnacją, jak i najbardziej wymagających miłośników kosmetyków premium. 

 

 

5. Co dokładnie zyskuje partner B2B, decydując się na współpracę z Wami? 

Paweł Karczewski: Przede wszystkim bezpieczeństwo, stabilność i prawdziwe partnerstwo. Historia SkinCare.pl pokazuje, że rzadko zmieniamy marki obecne w naszej dystrybucji. Stawiamy na długofalowy rozwój i jesteśmy lojalni wobec partnerów biznesowych, z którymi od wielu lat wspólnie popularyzujemy kosmetyki koreańskie na polskim rynku. Nasi klienci są zaopiekowani na każdym etapie współpracy. Proponujemy rozwiązania dostosowane do ich indywidualnych potrzeb, co dotyczy zarówno asortymentu i cen, jak i promocji oraz wsparcia marketingowego. Pozostajemy w bliskim, częstym kontakcie i aktywnie reagujemy na zmieniające się oczekiwania rynku. Nie narzucamy jednego schematu działania, ponieważ nasi klienci, sieci handlowe, drogerie i e-commerce funkcjonują inaczej. Wierzymy, że dobrze dopasowana oferta, poparta partnerską relacją i wzajemnym zaufaniem, zawsze przynosi najlepsze i najtrwalsze efekty. 

6. Ceny w segmencie K-beauty potrafią być bardzo różne. Gdzie plasuje się SUNGBOON EDITOR? 

Paweł Karczewski: SUNGBOON EDITOR plasuje się w segmencie premium K-beauty. Marka łączy zaawansowane składniki aktywne, dopracowane formuły i elegancką identyfikację wizualną, oferując pielęgnację dla klientek, które szukają czegoś więcej niż podstawowego działania. To kosmetyki o wysokiej wartości pielęgnacyjnej, stworzone z myślą o świadomych konsumentkach zwracających uwagę zarówno na skuteczność formuły, jak i na jakość całego doświadczenia z marką. 

7. Jak oceniacie potencjał tej kategorii w Polsce i jakie są Wasze plany na najbliższe miesiące? 

Paweł Karczewski: Potencjał kategorii K-beauty w Polsce wciąż jest bardzo duży. Konsumenci są coraz bardziej świadomi, zwracają uwagę na składniki aktywne i szukają produktów, które oferują realne korzyści dla skóry. Widzimy również rosnące zainteresowanie markami premium, łączącymi innowacyjne technologie z wysoką jakością. Dlatego wierzymy, że SUNGBOON EDITOR ma przed sobą bardzo obiecującą przyszłość. W najbliższych miesiącach planujemy sukcesywnie poszerzać ofertę marki, rozwijać współpracę z partnerami handlowymi oraz zwiększać jej dostępność w Polsce. Chcemy, aby SUNGBOON EDITOR stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek premium w segmencie koreańskiej pielęgnacji. 

8. Strzykawka w zestawie brzmi dość odważnie. Czy to nie odstrasza klientów? 

Magdalena Małkiewicz: Przez chwilę sami się o to obawialiśmy, ale jest dokładnie przeciwnie. Strzykawka to jeden z elementów, które najmocniej przyciągają uwagę. Na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z procedurami gabinetowymi i ostrzykiwaniem, ale szybko okazuje się, że pełni wyłącznie funkcję precyzyjnego aplikatora. Dzięki niej łatwo odmierzyć odpowiednią ilość ampułki i dozować ją bez kontaktu palców z formułą. Ten zabieg projektowy dobrze oddaje charakter marki, która łączy pielęgnację domową z estetyką inspirowaną profesjonalnymi kuracjami. Zamiast odstraszać, aplikator buduje wrażenie zaawansowanej technologii, wyróżnia kosmetyk na półce i sprawia, że sama aplikacja staje się bardziej angażującym rytuałem. 

9. Wspomnieliście o ogromnym sukcesie sprzedażowym. Jak duża jest skala popularności tej ampułki? 

Paweł Karczewski: Skala popularności jest naprawdę imponująca. Według najnowszych danych marki ampułka przekroczyła już 2,46 mln sprzedanych opakowań w kanałach online i offline, stając się jednym z najważniejszych produktów w portfolio SUNGBOON EDITOR. Jej sukces nie ogranicza się przy tym do Korei, a tak silne wyniki sprzedażowe były dla nas jednym z najważniejszych sygnałów, że warto pokazać ten produkt również europejskim konsumentom. Chcemy wykorzystać jego potencjał i zbudować w Europie równie mocną rozpoznawalność marki, opierając komunikację nie tylko na efektownej formule, ale także na realnym sukcesie rynkowym. 

10. Marka mocno stawia na kolagen poniżej 300 daltonów. Co ta wartość realnie oznacza dla skóry? 

Paweł Karczewski: Kolagen jest wykorzystywany w kosmetykach na szeroką skalę, a konsumenci wciąż go poszukują, od lat utrzymuje się w czołówce fraz wyszukiwanych w internecie. Jego działanie na skórę zależy od wykorzystanej formy. W postaci podstawowej działa pielęgnująco: nawilża, poprawia wygląd i sprężystość, nie ma jednak szansy na przenikanie przez warstwę rogową, ponieważ jego cząsteczka to około 300 000 Da (daltonów). Dzięki hydrolizie można ją zmniejszyć do około 1000–50 000 Da. Wtedy w składzie INCI widnieje jako Hydrolyzed Collagen. O wartościach poniżej 5000 Da mówi się jako o kolagenie niskocząsteczkowym; im mniejsza masa cząsteczkowa, tym mniejsze peptydy kolagenowe, a to sprzyja lepszemu działaniu. SUNGBOON EDITOR postawił na kolagen ultraniskocząsteczkowy, o masie poniżej 300 daltonów, co świadczy o naprawdę imponującej technologii i zintensyfikowanym działaniu. 

11. Marka ma podobno swoich fanów wśród gwiazd. To prawda, że sięga po nią Kris Jenner? 

Magdalena Małkiewicz: Tak, na jej Instagramie można obejrzeć rutynę pielęgnacyjną z wykorzystaniem maski kolagenowej w połączeniu z serum. Nie trzeba być jej fanem ani ekspertem pielęgnacyjnym, żeby zobaczyć, jak doskonale wygląda jej skóra po siedemdziesiątce. To świetny przykład połączenia medycyny estetycznej z przemyślaną pielęgnacją. Produkty nakładane na jej skórę nie są przypadkowe. Jej słynny lifting, choć spektakularny, wymagał lat przygotowań i wielu miesięcy domowej pielęgnacji, aby utrzymać najlepsze efekty. Cieszymy się, że produkty SUNGBOON EDITOR zyskały viralową popularność i zostały docenione przez tak duże profile. 

12. Najważniejsze pytanie dla polskich klientek to gdzie i jak można teraz kupić? 

Paweł Karczewski: Z dumą możemy potwierdzić, że jesteśmy oficjalnym dystrybutorem marki SUNGBOON EDITOR w Polsce. Kosmetyki są już dostępne zarówno w naszym sklepie internetowym, jak i w największych sieciach drogeryjnych oraz na marketplace’ach m.in. w Hebe, Super-Pharm, Empiku, E-Zebrze, La Makeup i Aptekach DOZ; można je znaleźć również na Allegro. To dla nas ogromne wyróżnienie, że marka w tak krótkim czasie zdobyła zaufanie czołowych partnerów handlowych. Nie zwalniamy jednak tempa i już w najbliższych miesiącach planujemy rozszerzać ofertę o kolejne bestsellerowe produkty i zwiększać dostępność marki w Polsce. To ważny aspekt również dla konsumenta, który nie musi obawiać się długiej wysyłki ani dodatkowych kosztów związanych np. z cłem czy podatkiem VAT.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. październik 2026 07:45