StoryEditor
Beauty
19.03.2013 00:00

Magda Wójcik: Najpiękniejsza jest tajemnica

Magda Wójcik – wokalistka i liderka zespołu Goya. Serca słuchaczy zdobyła m.in. dzięki takim hitom, jak: „Smak słów”, „Tylko mnie kochaj”,„W zasięgu twego wzroku”. Na przekór zasadom show-biznesu unika skandali i pokazuje, że warto o siebie zawalczyć. Ma na swoim koncie siedem płyt, w tym jedną solową, a mimo to pozostała skromną, pełną ciepła i otwartą na innych osobą, która jeszcze nieraz nas muzycznie zaskoczy.

Agnieszka Saracyn-Rozbicka: Albert Einstein powiedział: „Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć, jest oczarowanie tajemnicą”. Jak mogłaby się do tego cytatu ustosunkować Magda Wójcik, która uchodzi za bardzo tajemniczą osobę?
Magda Wójcik: Wydaje mi się, że jesteśmy odarci z jakichkolwiek tajemnic i coraz rzadziej pozostawiamy coś w sferze niedopowiedzenia. To znak naszych czasów. Na licznych forach społecznościowych większość z nas zamieszcza swoje zdjęcia, dzieli się wszystkim, co ich w życiu spotyka… Osobiście uważam, że tajemnica bywa bardziej pociągająca i podniecająca, niż ujawnianie o sobie wszystkiego bez skrępowania. Stosunkowo niedawno zaczęłam uczestniczyć w życiu społecznościowym, jednak bardzo zachowawczo. Całkowicie mogę otworzyć się tylko przed rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Nie mam potrzeby opowiadania o sobie wszystkim. Myślę, że tak samo jest z muzyką. Niedopowiedzenia, tajemnice dają słuchaczowi możliwość interpretacji i to jest ciekawsze niż całkowita bezpośredniość.
Aż dziwne, że przez te wszystkie lata istnienia zespołu Goya nie wybuchł dookoła Was żaden skandal. Większość osób w show-biznesie wręcz zabiega o to, by nieważne jak o nich mówili, byle mówili.
U nas to wynikło bardzo naturalnie. Nie mam potrzeby ekshibicjonizmu. Wydaje mi się, że moje teksty dają słuchaczowi wystarczającą możliwość poznania mnie. Dzielę się emocjami, które niektórzy zachowują dla siebie. Dlatego bardziej dociekliwi słuchacze mogą doszukać się w moich tekstach tego, co dzieje się w moim związku, co mnie dręczy, co mnie męczy. Zdaję sobie sprawę, że z naszych piosenek może nieraz wynikać, że jestem rozchwiana emocjonalnie, bo raz kocham raz nienawidzę, ale która kobieta tak nie ma? (śmiech)
 
Zespół Goya świętuje w tym roku 18 urodziny. Weszliście w dojrzałość…
Myślę, że ta dojrzałość przejawia się u nas w dużej świadomości muzycznej. Pomimo tego że jesteśmy plasowani w muzyce pop, to wydaje mi się, że nieraz jesteśmy bardziej alternatywni niż niektóre alternatywne zespoły. Od zawsze byliśmy niepokorni, nigdy nie daliśmy się ukierunkować muzycznie. Byliśmy pewni, jaką muzykę chcemy tworzyć. Przez to, że mam w sobie słowiańską duszę z romantycznym, rzewnym nastrojem, to było jasne, że nie będę robić czegoś, co mi się nie spodoba, tylko po to, by zadowolić szefa wytwórni, dziennikarzy lub kogoś innego. Sam fakt, że jesteśmy ze sobą przez 18 lat świadczy o tym, że przebyliśmy długą drogę. I mimo wszystko utrzymujemy się, mamy grono swoich wiernych słuchaczy, ludzie czekają na nasze koncerty. To była konsekwentna droga, bo nasze niepokorne działania spotykały się z różnymi reakcjami różnych ludzi. Nieraz słyszeliśmy: „to jest już nudne, ile można śpiewać o miłości”. Okazuje się, że można. Nie zrobiliśmy nic, z czym byśmy się nie utożsamiali na każdym etapie naszej pracy. Lubię słuchać naszych wcześniejszych płyt, bo słyszę, że idziemy do przodu, że cały czas rozwijamy się muzycznie.
Na Waszym ostatnim albumie „Chwila” pojawiło się więcej nawiązujących do lat 80. instrumentów klawiszowych, ale i sporo ostrzejszych gitarowych brzmień. Czym tym razem zaskoczycie?
Nigdy nie zakładamy, jak będzie. Zawsze wychodzimy z założenia, że najważniejsza jest kompozycja. Dlatego jeśli już na pierwszym etapie produkcji widzimy, że piosenka dobrze brzmi przy gitarze z wokalem, to znaczy, że warto coś wokół tego robić. A jaką ta kompozycja będzie miała otoczkę, to wychodzi dopiero w studio. Być może nagramy płytę z kwartetem smyczkowym i będzie to nostalgiczne, romantyczne.
A może pozwolimy sobie na totalne szaleństwo? Kto wie…
Śpiewasz, piszesz teksty, grasz na klawiszach, na gitarze, obmyślasz aranże. Jednym słowem kobieta-orkiestra.
Zawsze byłam taką Zosią Samosią. Myślę, że między innymi dlatego chłopaki wybrali mnie na wokalistkę. Od początku nie zajmowałam się tylko samym śpiewaniem, ale starałam się robić coś ponad to. Z płyty na płytę rozwijałam się jako producentka, aranżerka, obmyślałam linie basów, smyków. Zawsze mnie to kręciło, bo dzięki temu, że jestem na każdym etapie produkcji utworu, znam każdy dźwięk od początku do końca, to czuję się w tym wszystkim strasznie prawdziwa. Mam nadzieję, że słuchacz dostrzega na naszych płytach ciąg wydarzeń, ciąg instrumentów, ciąg dźwięków, które się ze sobą łączą. Bardzo mi na tym zależy, bo te teksty  i muzyka wynikają z nas. A największą satysfakcją jest finalny produkt. Cały czas sprawia nam to frajdę. Po tylu latach potrafimy się zaskoczyć, bo cały czas odkrywamy w sobie nowe przestrzenie i horyzonty muzyczne. A jeśli mamy inną wizję danego utworu, to prędzej czy później udaje nam się dojść do konsensusu. Muzyka rozwiązuje wszystko.
Pracujesz razem z mężem. Udaje Wam się zostawić pracę za drzwiami domu?
Myślę, że w tym zawodzie nie da się nie przenieść pracy do domu. A w związku z tym, że tworzenie to dla nas niesamowita przyjemność, to od razu po powrocie ze studia odsłuchujemy utwór, nad którym pracowaliśmy w ciągu dnia i zastanawiamy się, w jaki sposób moglibyśmy go ulepszyć. Oczywiście staramy się przy tym nie przedobrzyć, bo czasem pierwsza wersja utworu okazuje się najlepsza, bez żadnych udziwnień. Tak było np. w przypadku utworu „Smak słów” – pierwsze dźwięki, pierwsza linia melodyczna, pierwsze brzmienie klawiszy – po prostu wiedzieliśmy, że to jest to. Czasami trzeba po prostu zaufać pierwszemu wrażeniu.
Z Grzesiem żyjemy muzyką i to jest świetne, bo nie wyobrażam sobie związku z kimś, kto nie dzieliłby ze mną mojej pasji. I chociaż znam wiele szczęśliwych par, gdzie partnerzy żyją w totalnie odrębnych światach, to i tak uważam, że połączenie miłości z pasją to najcudowniejsze, co nas może w życiu spotkać.
Gdzie się lepiej czujesz, w studio czy na koncercie?
To dwie różne bajki – obie równie fascynujące. Jedna dostarcza innych emocji niż ta druga. Jeżeli miałabym jednak wybrać, to wybrałabym koncert. Jest to rodzaj wyzwania, bo fani lubią skonfrontować to, co zrobiliśmy w studio z przekazem na żywo. Na koncercie cała prawda wychodzi na jaw. Dla mnie to wielkie wyzwanie i jednocześnie olbrzymia satysfakcja, bo osoby, które przychodzą pierwszy raz na nasz koncert, są zaskoczone, że ta na pozór rzewna, spokojna muzyka ma tak duży ładunek emocjonalny. Na koncertach nawet nasze ballady brzmią mocniej i są bardziej dynamiczne. Zawsze dajemy z siebie sto procent. Za każdym razem śpiewam inaczej, daję się ponosić emocjom, reakcjom ludzi, których widzę. Czasami wybieram sobie osobę z publiczności i śpiewam tylko do niej. Gdy się zorientuje, jej reakcja jest bezcenna. Potem po występie dostaję maila „czułam, jakbyś śpiewała tylko do mnie”. Wiem, że dzięki temu ktoś poczuł się wyjątkowo. Uwielbiam te spotkania ze słuchaczami – to jedna z cudowniejszych rzeczy w tym zawodzie. W końcu po to się nagrywa i promuje płyty, żeby jak najwięcej osób było ciekawych, jak to będzie wyglądać na żywo.
A czy jakiś komplement od fana zapadł Ci szczególnie w pamięci?
Tak. Kiedyś otrzymałam maila od dziewczyny, dotyczący utworu „Mój”. Według mnie tekst do tej piosenki był stricte o miłości między mężczyzną a kobietą, tak o nim myślałam, pisząc go. Natomiast ta słuchaczka podziękowała mi za niego, bo oddawał jej uczucia do nowo narodzonego dziecka. Na początku byłam trochę zdziwiona, ale gdy ponownie przypomniałam sobie ten tekst o czułości, dotyku to stwierdziłam, że faktycznie może on również dotyczyć macierzyństwa. Aż przeszły mnie ciarki. Uświadomiłam sobie, że tekst, który napisałam ktoś inny może zupełnie inaczej zinterpretować i dzięki temu ja też na niego inaczej spojrzałam.
Najprzyjemniejsza sytuacja i jedno niemiłe zdarzenie, które spotkały Cię w ciągu tych 18 lat…
Było kilka wydarzeń, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że to, co robię, ma sens. Najbardziej zapadło mi jednak w pamięci spotkanie z Nigelem Kennedym (angielski skrzypek, uczeń Yehudi Menuhina – przyp. red.). Jako jedna z wielu polskich wokalistek zadeklarowałam chęć wystąpienia przy jego boku i wykonania utworu „Ajde Jano”. A on tylko na podstawie odsłuchu płyt, które różne artystki mu podesłały wybrał mnie, bo spodobał mu się mój głos. Samo spotkanie z nim było dla mnie fascynującym przeżyciem. To wielki artysta, znany na całym świecie, a mimo to bardzo skromny, pełen pokory, pogodny i szanujący innych człowiek. Od takich ludzi można się tylko uczyć i czerpać inspiracje. Natomiast jednym z najmniej przyjemnych dla nas zdarzeń było rozstanie z firmą fonograficzną Pomaton EMI. Był to okres, w którym znaleźliśmy się w totalnym zawieszeniu, bez perspektyw, bez pieniędzy… Naprawdę było ciężko, jednak dzięki ogromnej pracy i wielkiemu samozaparciu udało nam się przetrwać. Założyliśmy własne studio i sami wyprodukowaliśmy cover piosenki Nirvany „Smells Like Teen Spirit”. Pamiętam, jak siedzieliśmy nocami i wypalaliśmy pojedyncze płyty, które następnie wysyłaliśmy do rozgłośni radiowych niepewni, czy komukolwiek nasze wykonanie przypadnie do gustu. Jako pierwszy na antenie puścił je Marek Niedźwiecki w radiowej Trójce. I tak to się zaczęło. Znowu uwierzyliśmy w siebie i swoje możliwości. Nauczyliśmy się przy tym walczyć o swoje i liczyć głównie na siebie. Nasze studio daje nam pełną niezależność, zarobek i nieograniczoność czasową. Warto było na to pracować.
Czym dla Ciebie jest piękno?
Myślę, że jeśli ktoś jest pogodzony ze sobą – z tym, jak wygląda, kim jest, czym się zajmuje, jest piękny. Zawsze uważałam, że najbardziej pociągający aktorzy to nie przystojniaki z tabloidowych rankingów, ale ci z prawdziwym talentem i błyskiem w oku, jak np. Jack Nicholson. Dla mnie nieodłącznym elementem ludzkiego piękna jest pasja. Jeżeli ktoś ma pasję, ogień i potrafi mnie oraz innych nią zarazić, zafascynować tym, co robi, jestem takim człowiekiem oczarowana.
A jak dbasz o urodę?
Przede wszystkim stawiam na ruch, zarażona pasją trenerki fitness Ewy Chodakowskiej. W miarę możliwości staram się regularnie ćwiczyć. Daje mi to bardzo dużo energii. Czuję się dojrzałą kobietą, jestem świadoma swojego ciała i wiem, że teraz muszę wkładać trochę więcej pracy w dbanie o siebie, niż kiedyś. Pracuję nad kondycją i jakością wykonywanych ćwiczeń. A dzięki regularnym treningom czuję się bardziej sprawna, niż wtedy gdy miałam 20 lat. Poza tym znam swoje walory i wady, i potrafię wyeksponować jedne, a zatuszować drugie, strojem, makijażem. To tak jak ze śpiewaniem, którego w dalszym ciągu się uczę – wiem, na co mnie stać, co mogę ujawnić, a co ukryć. Dobrze się ze sobą czuję, ale nie rozebrałabym się do sesji zdjęciowej. Zawsze wolę być bardziej zakryta niż odkryta.
A jeśli chodzi o kosmetyki, masz swoje sprawdzone produkty, czy seryjnie kupujesz nowości?
Grześ cały czas mówi, że mam zdecydowanie za dużo kosmetyków. Jednak z racji wykonywanego zawodu nie mogę się co do nich ograniczać i inwestuję w te bardzo dobrej jakości. Sama robię makijaż na koncerty, więc trochę kosmetyków kolorowych mam i lubię się malować – to świetna zabawa. Często podpatruję makijażystki w trakcie sesji i uczę się od nich różnych tricków. Jeśli zaś chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne, to mam kilka sprawdzonych produktów. Przez wiele lat wypróbowałam dużo kremów i wiem, które mi służą. Chętnie odwiedzam też salony kosmetyczne, choć nie zawsze mam na to czas. Staram się urządzać sobie domowe SPA – zażywać długich aromatycznych kąpieli z pianą. To właśnie w wannie, kiedy jestem zrelaksowana, najczęściej nachodzi mnie wena.

O czym marzą członkowie zespołu Goya?

Przede wszystkim o tym, żebyśmy jeszcze przez wiele lat mogli funkcjonować na rynku na takim poziomie jak teraz, żebyśmy w dalszym ciągu mieli kredyt zaufania u fanów i w rozgłośniach radiowych, żebyśmy grali jak najwięcej koncertów i wydawali kolejne płyty, nie robiąc nic wbrew sobie.


NIE MOGĘ SIĘ OBEJŚĆ BEZ:
Tusz do rzęs: MAC haute & naughty lash – ładnie podkreśla moje niezbyt gęste rzęsy, daje bardzo naturalny efekt
Fluid: Lancôme Teint Idole Ultra 24h – niezwykle trwały i gładki efekt na twarzy
Pomadka: MAC kolor plum ful – jak na mnie dosyć odważna w kolorze, ładnie nawilża usta i w połączeniu z kredką do ust utrzymuje się na ustach naprawdę długo
Baza pod makijaż: Guerlain meteorites perles – nadaje twarzy wypoczęty wygląd, ślicznie rozświetla i odświeża koloryt
Kremy: ze względu na wrażliwą, suchą skórę ufam tym aptecznym, dlatego jestem wierna serii Iwostin, która nawilża i łagodzi podrażnienia. Pod oczy stosuję przeciwzmarszczkowy krem z serii La Roche Posay, nie podrażnia oczu
Mleczko do ciała: również niezastąpiony przy suchej skórze SVR Xerial 10, produkt apteczny i niezwykle skuteczny
Perfumy: ostatnio moje ulubione Jeanne Lanvin Cuture – niezwykle świeży zapach leśnych owoców i jeszcze czegoś nieuchwytnego, co kojarzy mi się z zapachem dzieciństwa… dlatego od razu je pokochałam


Tego wszystkiego życzę i dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Saracyn-Rozbicka
Zdjęcia: materiały prasowe zespołu Goya



ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Makijaż
06.11.2026 13:07
Long4Lashes stawia na sztukę i autentyczność. „Nowe Spojrzenie” otwiera nowy rozdział w komunikacji marki
Long4Lashes stawia na sztukę i autentyczność. „Nowe Spojrzenie” otwiera nowy rozdział w komunikacji markiMateriał Partnera

Long4Lashes, marka serum do rzęs nr 1 w Polsce, rozpoczyna nowy etap komunikacji. Zmiana opakowań kultowego serum do rzęs i brwi stała się impulsem do stworzenia długofalowej platformy „Nowe Spojrzenie”, która łączy świat beauty ze sztuką, emocjami i autorską kreatywnością. Marka stawia na współpracę z artystami oraz autentyczny proces twórczy, świadomie rezygnując z wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji.

Nowe opakowanie, nowa perspektywa

Punktem wyjścia dla kampanii jest odświeżenie opakowań serum do rzęs i brwi Long4Lashes. Marka podkreśla, że zmiana ma wyłącznie charakter wizualny – sprawdzona formuła, właściwości i skuteczność produktów pozostają bez zmian. Nowa odsłona opakowań stała się jednak okazją do szerszej redefinicji komunikacji i zaprezentowania marki w bardziej artystycznym, emocjonalnym kontekście.

„Nowe Spojrzenie” nadaje motywowi oka, rzęs i brwi nowe znaczenia. Przestają one być wyłącznie elementami wyglądu, a stają się symbolem emocji, osobowości i indywidualnej ekspresji. Long4Lashes zachęca odbiorców, by spojrzeli na siebie i piękno z innej perspektywy, wykraczając poza utarte schematy komunikacji kategorii beauty.

Beauty meets art – marka oddaje głos twórcom

Istotnym elementem strategii jest współpraca z artystami, którym marka powierza autorską interpretację motywu spojrzenia. Pierwsza odsłona kampanii powstała z udziałem Natalii Mleczak, odpowiedzialnej za kierunek artystyczny scenografii, Wito Bałtuszysia, który zaprojektował i wykonał scenografię, oraz Zuzy Krajewskiej, odpowiadającej za fotografię i reżyserię.

Efektem jest oryginalny świat wizualny, w którym motyw oka zostaje przeniesiony poza tradycyjny kontekst kosmetyczny. Marka podkreśla znaczenie indywidualnej wrażliwości, doświadczenia i rzemiosła, pokazując, że za inspirującym obrazem stoją przede wszystkim ludzie i ich kreatywność.

Autentyczna kreatywność w erze AI

Wyróżnikiem kampanii jest realizacja bez wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji. Long4Lashes świadomie stawia na realny proces artystyczny: od autorskiej koncepcji, przez fizyczne przygotowanie scenografii, po pracę fotograficzną i produkcyjną. To wyraz docenienia talentu twórców i inwestycji w ich umiejętności. Marka nie odrzuca nowych technologii, ale zwraca uwagę na wartość ludzkiej wyobraźni i autentycznego rzemiosła w świecie coraz powszechniejszych cyfrowych kreacji.

Kampania jest już obecna w kanałach digitalowych marki, w tym na profilu Long4Lashes na Instagramie. Odbiorcy mogą również zobaczyć video, pokazujące kulisy powstawania scenografii i sesji zdjęciowej. „Nowe Spojrzenie” pojawi się także w przestrzeni miejskiej – kampania obejmie osiem największych aglomeracji w Polsce.

Dla Long4Lashes to coś więcej niż komunikacja zmiany opakowań. To nowy sposób budowania relacji z odbiorcami i opowiadania o pięknie, w którym produkt spotyka się ze sztuką, a marka staje się przestrzenią dla kreatywności i różnorodnych perspektyw.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
04.11.2026 13:56
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics / Materiał Partnera
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
/ Materiał Partnera
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
/ Materiał Partnera
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
/ Materiał Partnera
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
Jesienne trendy w pielęgnacji: skin longevity i wielopoziomowe nawilżenie w nowościach Eveline Cosmetics
Gallery

Jesień to czas, gdy skóra potrzebuje dwóch rzeczy: solidnego nawilżenia i wsparcia w regeneracji. Eveline Cosmetics odpowiada na obie potrzeby nowymi seriami pielęgnacyjnymi. Skin Vital Longevity stawia na ideę długowieczności skóry i technologię PDRN + NAD+, a 6 Hyalurons Derma Solution na nawilżenie aż sześcioma formami kwasu hialuronowego.

Trendy sezonu: długowieczność skóry i mądre nawilżenie

Pielęgnacja odchodzi od walki ze zmarszczkami na rzecz idei skin longevity, czyli dbania o to, by skóra jak najdłużej zachowała siłę, energię i zdolność do regeneracji. Zamiast maskować oznaki upływu czasu, formuły mają wspierać naturalne procesy odnowy, które z wiekiem zwalniają. Często sięgają przy tym po składniki znane z koreańskiej pielęgnacji, m.in. PDRN. W Korei od lat wykorzystuje się go w zabiegach regeneracyjnych. Ceniony jest za wspieranie naturalnych procesów naprawczych skóry oraz poprawę jej elastyczności i nawilżenia.

Drugi silny kierunek to nawilżenie przemyślane, a nie przypadkowe. Kwas hialuronowy w kilku formach, łagodne oczyszczanie i ochrona bariery hydrolipidowej to fundament zdrowej, świetlistej cery w duchu glass skin. Jesienią ma to szczególne znaczenie: wiatr, chłód i suche powietrze szybko odbierają skórze wodę. 

Skin Vital Longevity: energia i odnowa dla skóry dojrzałej

Seria Skin Vital Longevity to odpowiedź Eveline Cosmetics na trend długowieczności skóry. Powstała dla cery, która traci jędrność i blask, staje się mniej elastyczna i wolniej się regeneruje. Jej celem nie jest jedynie powierzchowne nawilżenie, ale pobudzenie wewnętrznego potencjału regeneracyjnego skóry.

Sercem formuł jest kompleks PDRN + NAD+ Booster™, który wspiera naturalne procesy naprawcze i energię komórkową. Uzupełniają go nici kolagenowe, tworzące na skórze napinającą mikrosiateczkę, oraz peptyd kolagenowy, który wzmacnia strukturę skóry i przeciwdziała jej wiotczeniu. 

Linia obejmuje cztery formaty, które razem tworzą spójny system pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Funkcję produktu aktywnego pełni serum-ampułka aktywująca młodość skóry. To skoncentrowana formuła łącząca kompleks PDRN + NAD+ Booster™ z nićmi kolagenowymi, peptydem kolagenowym, adenozyną i kwasem hialuronowym. Jej działanie potwierdzają badania in vivo, w których 96% uczestniczek odnotowało widoczny efekt odmłodzenia. Bazę codziennej pielęgnacji stanowi krem aktywujący młodość skóry, przeznaczony do stosowania rano i wieczorem, a ofertę uzupełnia krem redukujący zmarszczki pod oczy i na powieki, dedykowany okolicy o najcieńszym naskórku. Etap nocny obsługuje bogaty krem regenerujący Sleeping Mask Effect, w którym technologię PDRN + NAD+ wzbogacono o ceramid NP i skwalan. Składniki te wspierają odbudowę bariery hydrolipidowej i ograniczają transepidermalną utratę wody (TEWL), a w testach in vivo wszystkie uczestniczki potwierdziły głębokie odżywienie skóry.

6 Hyalurons Derma Solution: nawilżenie na wielu poziomach

6 Hyalurons Derma Solution to seria dla skóry odwodnionej, która pod koniec dnia jest ściągnięta, szorstka i traci elastyczność. Jej koncepcja opiera się na kompleksie sześciu form kwasu hialuronowego o cząsteczkach różnej wielkości. Dzięki temu woda jest wiązana na kilku poziomach naskórka, a nie tylko na jego powierzchni.

Kwas hialuronowy wspierają inne składniki: ferment ryżowy, ektoina chroniąca przed stresem środowiskowym oraz grzyb tremella, nazywany śnieżnym grzybem. Efekt, do którego dąży seria, to skóra wyraźnie napełniona wodą, gładka i świeża, czyli popularny efekt plump.

Linię zaprojektowano jako trzystopniowy system. Punktem wyjścia jest delikatny żel do mycia twarzy o niskim pH, dopasowany do fizjologicznego odczynu skóry, dzięki czemu oczyszczanie nie zaburza płaszcza hydrolipidowego. Najbardziej skoncentrowanym produktem linii jest serum rozświetlająco-nawilżające. Formuła ukierunkowana jest na efekt glass skin, a 96% uczestniczek testów in vivo potwierdziło widoczne odżywienie skóry. System domyka krem-żel głęboko nawilżający o hybrydowej konsystencji, w którym kwas hialuronowy uzupełniają filtrat fermentu ryżowego, ektoina i tremella. Technologia Moisture Lock ogranicza odparowywanie wody z naskórka, a lekka, niezapychająca porów formuła sprawdza się również jako baza pod makijaż; w badaniach in vivo 96% kobiet potwierdziło wygładzenie skóry. 

 

 

Nawilżenie czy regeneracja? Najlepiej jedno i drugie

Wybór serii pielęgnacyjnej od Eveline Cosmetics zależy przede wszystkim od tego, czego skóra potrzebuje w danym momencie. 6 Hyalurons Derma Solution sprawdzi się przy cerze odwodnionej w każdym wieku, zwłaszcza gdy chłód i ogrzewanie dają się jej we znaki. Skin Vital Longevity to propozycja dla skóry, która poza wodą potrzebuje odbudowy jędrności i wsparcia regeneracji.

Obie linie można też ze sobą łączyć. W ciągu dnia lekkie, wielowarstwowe nawilżenie hialuronowe przygotuje cerę pod makijaż, a wieczorem formuły z PDRN i NAD+ przejmą pałeczkę i wesprą nocną odnowę.

Takie podejście dobrze oddaje ducha sezonu: stawiamy na przemyślaną pielęgnację, która dba o skórę dziś i o jej kondycję za kilka lat.

Nowości od Eveline Cosmetics stacjonarnie dostępne wyłącznie na półkach Hebe.

Kosmetyki z serii Skin Vital Longevity i 6 Hyalurons Derma Solution od Eveline Cosmetics są dostępne stacjonarnie wyłącznie w drogeriach Hebe, a online w sklepie internetowym eveline.pl. To dobra okazja, by jeszcze przed zimą przestawić pielęgnację na mocno regeneracyjny tryb.

 

 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
06. listopad 2026 17:13