StoryEditor
Beauty
19.03.2026 13:17

Matcha podbija rynek beauty. Czy okaże się nową pistacją?

Sukces matchy opiera się głównie na jej bezpośredniej koneksji z estetyką well-being / Healtbar

Rynek kosmetyczny od lat koegzystuje z rynkiem żywności, który dosięgnął miana nowego synonimu luksusu. Zapachowe błyszczyki, jedzenie w reklamie i nazwach – a także w kolorze produktów. Przykładem tego trendu jest najnowszy puder marki Huda Beauty, o zielonym odcieniu i smacznej nazwie – Matcha Milk Cake.

Kultowy produkt marki

Puder Easy Bake od Huda Beauty jest jednym z najpopularniejszych produktów marki. Stosowany zazwyczaj do makijażu typu “baking” i nadający mu efekt lekkiego bluru. Od momentu pojawienia się na rynku doczekał się wielu odsłon i odcieni, a w ostatnich latach podany został reformulacji a oryginalne – kwadratowe opakowanie zmieniło swój design. 

Czym jest Foodfication?

Do jednych z ciekawszych odcieni należy m.in intensywnie różowy Ube Birthday Cake i pierwotny, biały Sugar Cookie. Najnowsza odsłona ma jednak zielonkawy odcień a nazwą nawiązuje do popularnego napoju –  matchy.

Wszystkie te nazwy nawiązują bezpośrednio do produktów spożywczych, a właściwie do słodkości. Jest to strategia wpisująca się w ruch tzw. Foodfication - kosmetyków inspirowanych jedzeniem, oferujących doświadczenia angażujące wiele zmysłów.

Trend ten jest odpowiedzią na zmieniające się oczekiwania rynku beauty. Marki sięgają po innowacyjne strategie marketingowe, w których rośnie znaczenie foodification. Inspiracje kulinarne pozwalają tworzyć atrakcyjne wizualnie i angażujące zmysły produkty oraz kampanie. Coraz częściej pojawiają się też limitowane kolekcje, współprace z influencerami i storytelling oparty na motywach jedzenia.

Matcha globalnym trendem

Zielony napój – zastępujący Gen Z tradycyjną kawę, z globalnego trendu zamienił się w element codziennej rutyny. Sukces matchy opiera się głównie na jej bezpośredniej koneksji z estetyką wellbeing. Matcha kojarzy się często ze zdrowym trybem życia i wielkomiejską estetyką, a jej unikalny kolor stanowi często szykowny dodatek. 

O popularności zielonego proszku świadczą liczby – W 2024 roku japoński eksport matchy wzrósł o 75 proc. do 27 mld jenów (177 mln dol.) i potroił się od 2019 roku. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2025 roku eksportowano już pod względem wartości dwa razy więcej matchy i zielonej herbaty niż w całym roku 2020.

image

Sekrety K-beauty i J-beauty: od glass skin do mochi skin

Pistacja idzie w odstawkę

W ostatnim czasie sporo zieleni do marketingu wniosła pistacja. A to głównie za sprawą viralowej dubajskiej czekolady. Oprócz sezonowych menu kawiarni i cukierni, a także ofert marek spożywczych, pojawiła się licznie w produktach kosmetycznych.

Trend ten jednak nie dorównał popularnością matchy, przy której okazał się być znacznie bardziej chwilowy. Samo picie i przyrządzanie matchy jest bowiem pewną formą rytuału, który idealnie wpasował się w rosnące zapotrzebowanie na celebrację chwili i zwolnienie tempa wśród konsumentów –  tym samym został z nimi na dłużej.

image

Pistacja na topie. Czy każdy przedsiębiorca może używać określeń takich jak „czekolada dubajska” lub „Dubaj”?

Realny wpływ matchy 

Co istotne, potencjał matchy w kosmetykach nie ogranicza się wyłącznie do warstwy wizualnej i komunikacyjnej. Składnik ten funkcjonuje również jako realny benefit produktowy – jest bogaty w antyoksydanty, wykazuje działanie przeciwzapalne i ochronne, co wpisuje się w rosnący trend “skinification” oraz świadomej pielęgnacji. To połączenie estetyki, funkcji i narracji sprawia, że matcha ma większe szanse na długofalową obecność w portfolio marek niż wcześniejsze, czysto trendowe inspiracje.

Co to oznacza dla rynku beauty?

Dla branży oznacza to konieczność redefinicji podejścia do tworzenia produktów i komunikacji. Konsument nie oczekuje już wyłącznie efektu wizualnego czy chwytliwej nazwy – liczy się spójne doświadczenie, obejmujące formułę, zapach, kolor i historię produktu. Matcha, jako symbol stylu życia i świadomej konsumpcji, idealnie wpisuje się w ten kierunek, co sprawia, że możemy spodziewać się jej zmasowanej obecności w produktach kosmetycznych i nie tylko.

 

Źródło: internet, agencjawhites.pl

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
30.07.2026 14:06
Dlaczego kremy z filtrem nie będą tańsze? Komisja Europejska odrzuca pomysł obniżki VAT
Kosmetyk czy lek? Klasyfikacja filtrów SPF dzieli Europę  Shutterstock

Czy krem z filtrem powinien być traktowany jak kosmetyk czy produkt chroniący zdrowie? To pytanie wróciło do debaty w Unii Europejskiej po apelu irlandzkiego europosła Billy‘ego Kellehera o obniżenie podatku VAT na kosmetyki przeciwsłoneczne. Komisja Europejska odrzuciła jednak ten pomysł, argumentując, że obowiązujące przepisy nie pozwalają objąć filtrów preferencyjną stawką. Dyskusja pokazuje jednak szerszy problem: jak pogodzić dostępność produktów SPF z regulacjami, które jednocześnie sprzyjają innowacjom.

W tym artykule przeczytasz:

  • Rosną zachorowania na raka skóry
  • SPF to kosmetyk czy produkt medyczny?
  • Niższe ceny czy mniej innowacji?
  • Cena nadal pozostaje barierą
  • Dyskusja dopiero się zaczyna

W ostatnich latach dermatolodzy i organizacje zdrowotne konsekwentnie przypominają, że codzienne stosowanie ochrony przeciwsłonecznej jest jednym z najskuteczniejszych sposobów ograniczania ryzyka nowotworów skóry. Jednocześnie dla wielu konsumentów cena produktów SPF pozostaje istotną barierą.

Rosną zachorowania na raka skóry

Impulsem do rozpoczęcia dyskusji były dane Europejskiego Systemu Informacji o Nowotworach (ECIS), które pokazują, że liczba zachorowań i zgonów związanych z czerniakiem stale rośnie. Obecnie rak skóry jest czwartym najczęściej diagnozowanym nowotworem w Unii Europejskiej.

W odpowiedzi na te dane irlandzki eurodeputowany Billy Kelleher zwrócił się do Komisji Europejskiej z propozycją objęcia kremów z filtrem niższą stawką VAT. Argumentował, że niższa cena mogłaby zwiększyć dostępność produktów i zachęcić konsumentów do ich regularnego stosowania.

Komisja Europejska odrzuciła jednak tę propozycję. Jak wyjaśnił w odpowiedzi komisarz Wopke Hoekstra, obecne przepisy pozwalają stosować obniżony VAT jedynie wobec produktów farmaceutycznych wykorzystywanych do celów medycznych. Kremy z filtrem pozostają natomiast klasyfikowane jako kosmetyki. Jak podkreśliła Komisja, nie planuje ona kolejnych zmian w przepisach dotyczących stawek VAT, ponieważ reforma z 2022 roku była efektem trudnego kompromisu politycznego.

image

SPF już nie tylko na urlop. Rynek kosmetyków do opalania dynamicznie rośnie

SPF to kosmetyk czy produkt medyczny?

Debata pokazuje jednak znacznie szerszy problem niż sam podatek.

We wrześniu ubiegłego roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) umieściła produkty przeciwsłoneczne na liście produktów o podstawowym znaczeniu dla ochrony zdrowia, wskazując ich rolę w profilaktyce nowotworów skóry. Decyzja wywołała spekulacje, że w przyszłości może otworzyć drogę do zmian regulacyjnych ułatwiających dostęp do kosmetyków z filtrem.

Na razie jednak status produktów SPF w Europie pozostaje bez zmian.

Niższe ceny czy mniej innowacji?

Choć reklasyfikacja filtrów przeciwsłonecznych do kategorii produktów leczniczych mogłaby w teorii umożliwić obniżenie VAT, eksperci zwracają uwagę, że takie rozwiązanie miałoby również poważne konsekwencje dla rynku.

Przykładem są Stany Zjednoczone, gdzie kosmetyki przeciwsłoneczne są regulowane jako leki. Przez ponad dwie dekady amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) nie zatwierdziła żadnego nowego filtra UV, co znacząco spowolniło rozwój tej kategorii. Dopiero w 2026 roku dopuszczono pierwszy od 1999 roku nowy składnik aktywny – bemotrizinol.

W praktyce oznaczało to, że europejscy producenci mogli znacznie szybciej wdrażać nowoczesne filtry UV i oferować bardziej zaawansowane formulacje niż ich konkurenci w USA. Jak zauważa Personal Care Insights, to właśnie kosmetyczna klasyfikacja produktów SPF jest jednym z powodów, dla których europejski rynek pozostaje bardziej innowacyjny.

image

Cloud skin, colour drenching i skinimalism. Trendy beauty na lato 2026

Cena nadal pozostaje barierą

Z drugiej strony przewaga technologiczna nie rozwiązuje problemu dostępności.

Badania przywoływane przez British Beauty Council pokazują, że 57 proc. brytyjskich konsumentów uważa kosmetyki przeciwsłoneczne za zbyt drogie, a niemal jedna trzecia deklaruje, że stosowałaby je codziennie, gdyby kosztowały mniej.

To stawia producentów i regulatorów przed trudnym wyzwaniem. Z jednej strony obecny model sprzyja szybszemu rozwojowi nowych technologii ochrony przeciwsłonecznej. Z drugiej – nie odpowiada na problem rosnących kosztów produktów, które eksperci uznają za jeden z podstawowych elementów profilaktyki zdrowotnej.

Dyskusja dopiero się zaczyna

Decyzja Komisji Europejskiej zamyka temat zmian podatkowych przynajmniej na najbliższy czas, ale nie kończy debaty o dostępności produktów SPF. Wraz ze wzrostem zachorowań na nowotwory skóry i rosnącą świadomością znaczenia codziennej fotoprotekcji pytanie o to, jak zwiększyć dostępność kremów z filtrem, będzie powracać. Dla branży kosmetycznej oznacza to, że dyskusja o filtrach UV coraz częściej wykracza poza formulacje i innowacje, obejmując również kwestie zdrowia publicznego, regulacji i polityki podatkowej.

 

Źródło: Personal Care Insights

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Beauty
29.07.2026 10:51
Hiszpański Primaderm wchodzi do Polski. Kosmetyka molekularna trafia nad Wisłę
Kosmetyki Primaderm wchodzą do Polski (fot. Primaderm)Primaderm

W Polsce debiutuje Primaderm – hiszpańska marka kosmetyków molekularnych. Jej twórcą jest dr José M. García Antón, ojciec słynnych peptydów botox-like. Nowa linia łączy zaawansowaną naukę, wsparcie sztucznej inteligencji i pełną jawność składów.

Rewolucja z hiszpańskiego laboratorium

W 2002 roku branża beauty wstrzymała oddech, gdy na rynku pojawiły się pierwsze na świecie peptydy naśladujące działanie toksyny botulinowej (Argireline/SNAP-8). Za tym przełomowym odkryciem anti-aging stał dr José M. García Antón, naukowiec z ponad 35-letnim stażem badawczym. Ten sam ekspert, twórca potęg biotechnologicznych takich jak Lipotrue czy In Silico Discovery, stoi dziś za sukcesem marki Primaderm.

Samo laboratorium funkcjonuje w hiszpańskim Gavà pod Barceloną od 2008 roku. Dotychczas jego produkty można było spotkać pod nazwą Singuladerm. Obecny debiut na polskim rynku zbiega się w czasie z globalnym rebrandingiem – firma odświeżyła wyłącznie identyfikację wizualną, zachowując swoje sprawdzone i cenione na świecie receptury. Kosmetyki pojawią się w polskich aptekach, drogeriach, wybranych sklepach online i salonach kosmetycznych. Ich ceny będą wahać się od około 80 do 340 zł.

image

Trzech na czterech Polaków traktuje sklepy w kurortach jako atrakcję turystyczną

Sztuczna inteligencja i ekstremalne mikroorganizmy w służbie urody

Podejście hiszpańskiej marki do pielęgnacji drastycznie różni się od tradycyjnej kosmetyki. Jak podkreśla prezes grupy, dr García Antón: „Kosmetyki molekularne mają upiększać naszą skórę w oparciu o racjonalność i wiedzę naukową”.

Receptury Primaderm opierają się na testach przenikania (m.in. metodą komórek Franza i analizą HPLC) oraz czterech innowacyjnych filarach technologicznych:

  • algorytmy AI (Biotechnologia obliczeniowa) - wykorzystanie sztucznej inteligencji do precyzyjnego identyfikowania i projektowania cząsteczek in silico, które trafiają w konkretne cele biologiczne skóry.
  • peptydy biomimetyczne - inteligentne molekuły, które wysyłają do komórek precyzyjne sygnały wymuszające określone działania naprawcze.
  • roślinne czynniki wzrostu - białka pozyskiwane z biofabryk z roślin N. benthamiana. Są one bioidentyczne z ludzkimi i zachowują się jak przekaźniki pobudzające naturalną produkcję elastyny, kolagenu i kwasu hialuronowego.
  • ekstrakty od "twardzieli" - związki biotechnologiczne izolowane z mikroorganizmów żyjących w ekstremalnych warunkach środowiskowych. Zapewniają doskonałe wiązanie wody i silną neutralizację wolnych rodników.

Koniec z ukrywaniem stężeń. Świadomy konsument w centrum uwagi

Tym, co wyróżnia Primaderm na tle konkurencji, jest polityka absolutnej transparentności. Marka nie chowa się za ogólnikowymi hasłami marketingowymi – zamiast tego otwarcie podaje zawartość i stężenia poszczególnych składników aktywnych na opakowaniach każdego produktu.

To odpowiedź na zmieniające się trendy i rosnącą świadomość nabywców. Amanda Reig, dyrektor generalna Primaderm i przedstawicielka drugiego pokolenia właścicieli firmy, tłumaczy ten kierunek następująco:

- Dzisiejszy konsument jest bardziej wymagający niż kiedykolwiek. Szuka nie tylko produktów, które działają, ale także chce zrozumieć, co się za nimi kryje. Chce wiedzieć, jakie składniki są używane, skąd pochodzą i jak zostały pozyskane - mówi.

Michał Czubak
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. sierpień 2026 10:23