StoryEditor
Ciało
07.03.2019 00:00

Naturalny przyrost kosmetyków dla kobiet w ciąży

Kategoria kosmetyków dla kobiet w ciąży rozwija się, ponieważ kobiety wiedzą coraz więcej o swoim ciele, przebiegu ciąży i prawidłowej pielęgnacji w tym okresie. Niezmiennie prym wiodą preparaty na rozstępy i ujędrniające skórę, ale portfolio marek powiększa się o kolejne specjalistyczne produkty. Kobiety wybierają sprawdzone linie, od lat obecne na rynku, ale chętnie sięgają też po nowości, szczególnie wśród produktów naturalnych.

Kobiety w ciąży używają więcej kosmetyków. Dostawcy nie widzą tu jednak dużej roli 500+, czyli wzrostu dochodów i zachęty do powiększania rodzin. Większe znaczenie ma ich zdaniem nieograniczony dostęp do wiedzy, rekomendacje innych kobiet i możliwość wymieniania się doświadczeniami. –  Dużą rolę w tym zakresie odgrywają media społecznościowe i kultowe już #InstaMamy, które pokazują innym kobietom, że w ciąży można wyglądać i czuć się fenomenalnie, inspirują oraz zachęcają do używania produktów pielęgnacyjnych. Jest to też zasługa działań marketingowych, które dotyczą wszystkich marek zajmujących się pielęgnacją kobiet w ciąży – dzięki nim rośniemy wszyscy – mówi Magdalena Bielawska, brand manager w firmie Oceanic, która pół roku temu wprowadziła na rynek linie „I love you mamy” i „I love you baby”.

Z drugiej strony – jak zauważa Gerta Pająk, product manager w firmie Bielenda, półka z tego typu kosmetykami w stosunkowo niewielkim stopniu ulega trendom i modom. – Obecne są na niej sprawdzone od lat produkty, które mogą pochwalić się skutecznością działania i bezpieczeństwem stosowania. Od lat prym wiodą preparaty na rozstępy, cellulit czy do pielęgnacji biustu – mówi. – Kosmetyki Bielenda są uważane za wyjątkowo przyjazne skórze, łagodne i odpowiednie nawet dla osób wrażliwych. To dzięki naturalnemu, roślinnemu rodowodowi. W sposób szczególny podchodzimy do tworzenia formuł kosmetyków dla kobiet w ciąży i młodych mam – pozwala nam to budować cenione portfolio kosmetyków w ramach serii Bielenda Sexi Mama – dodaje.

Znane linie kosmetyków dla kobiet w ciąży także się jednak zmieniają. Przykładem jest Perfecta Mama firmy Dax Cosmetics, linia od lat obecna na rynku, która została na tyle zmodyfikowana, że firma traktuje ją niemal jak nową. Formuła produktów została oparta o probiotyki i prebiotyki i ma na celu utrzymać prawidłową mikroflorę skóry. Produkty mają nową szatę graficzną. Ambasadorką marki została Jeannette Kalyta, najbardziej znana położna w Polsce. Linia będzie intensywnie promowana. – Zaplanowaliśmy przede wszystkim działania promocyjne w internecie, na największych portalach dla rodziców. Jeannette Kalyta, niewątpliwy autorytet w dziedzinie pielęgnacji okołoporodowej, w specjalnych filmowych materiałach będzie udzielać porad przyszłym mamom, co, mamy nadzieję, również zwróci ich uwagę na naszą markę. Działania w internecie zostaną wsparte tematycznymi advertorialami w prasie – zapowiada Magdalena Karczmarczyk, senior PR & media relations manager w firmie Dax Cosmetics.

Innowacje tak, ale to nie priorytet

Chociaż na półkach pojawiają się nowości, producenci nie są skłonni do nazywania kategorii kosmetyków dla mam innowacyjną w dosłownym znaczeniu tego słowa. – Ciężko jest mówić o wyjątkowych innowacjach dlatego, że nie testuje się ich na ciężarnych, mając na względzie dobro mamy i jej dziecka. Wprowadzamy produkty, które bazują na szeroko przebadanych, znanych już surowcach, co do których mamy pewność, że są zarówno skuteczne – zwiększają elastyczność skóry, nawilżają, zapewniają przewrócenie odpowiedniego PH, jak i po prostu bezpieczne. Lokomotywami w naszej linii są to: emolientowe balsamy do ciała, zwiększające nawilżenie i elastyczność skóry – mówi Magdalena Bielawska. W tym samym tonie wypowiada się Gerta Pająk, podkreślając, że najważniejszą cechą wskazywaną przez konsumentki jest bezpieczeństwo stosowania kosmetyku. – Ciąża to okres, w którym kobiety zdecydowanie porzucają eksperymentowanie na rzecz sprawdzonych i przetestowanych rozwiązań. Kierują się opiniami zaufanych osób, sprawdzają badania, pytają inne matki o działanie nieznanego im produktu. Innowacje nie są więc w tej kategorii tak znaczącą przewagą jak np. w pielęgnacji twarzy. Nie są z pewnością priorytetem – zaznacza.
 

Jest miejsce na nowe marki i produkty

Segment produktów dla kobiet w ciąży to  perspektywiczna kategoria, ciągle do zagospodarowania, uważają przedstawiciele marek, które dopiero wchodzą na rynek masowy. – Sklepowe półki uginają się pod ciężarem produktów zalecanych również kobietom w ciąży, ale tych tworzonych typowo pod kątem potrzeb przyszłych mam jest już zdecydowanie mniej – mówi Agnieszka Stępień, właścicielka firmy Mamy To My, która skupia się na naturalnych produktach dla dzieci i mam, w tym dla kobiet w ciąży. Wśród kosmetyków, które wprowadziła na rynek, jest włoska marka Azeta Bio, a w niej organiczne kosmetyki dla przyszłych mam. W linii są produkty najczęściej poszukiwane przez kobiety w ciąży, jak krem przeciw rozstępom czy żel do higieny intymnej, ale też takie, które trudno dziś spotkać w drogeriach, jak np. organiczne: olejek na brodawki dla kobiet karmiących bez lanoliny, na bazie oleju konopnego, pasta do zębów i płyn do płukania ust, olejek do masażu krocza przed porodem. Preparaty do higieny jamy ustnej bez fluoru są jednymi z najchętniej kupowanych. – Choć nie ma przeciwwskazań do stosowania past z fluorem w czasie ciąży, wiele przyszłych mam rezygnuje z tego chemicznego składnika na rzecz preparatów, które są go pozbawione, takich jak: ksylitol, aloes czy wyciąg z miswaka – drzewa arakowego – mówi Agnieszka Stępień.

Naturalna pielęgnacja mile widziana

Kosmetyki naturalne to część rynku, w której sporo się dzieje. – Kategoria tych produktów rośnie szybko i nabiera znaczenia na rynku. Przyszłe mamy coraz częściej wybierają kosmetyki naturalne, a o ich skuteczności piszą i wypowiadają się na co dzień blogerki kosmetyczne na swoich kanałach na Youtube, Facebooku czy Instagramie – zaznacza Izabela Wrońska product manager marki Nacomi, która jest producentem i dystrybutorem kosmetyków naturalnych stworzonych z ekologicznych, organicznych składników. W składzie kosmetyków Nacomi dla kobiet w ciąży znajdziemy m.in. oleje ze słodkich migdałów, jojoba, inca inchi, arganowy, kokosowy, a także masła kakaowe i shea, a także ekstrakty z borówki i mango.

Patrycja Bryk, e-kupiec w sieci drogerii Natura, podkreśla, że kobiety kupują nie tylko specjalistyczne linie do stosowania w ciąży, wśród których najpopularniejsze to produkty na rozstępy i cellulit, ale zwracają się przede wszystkim ku naturalnym preparatom. – Nasze klientki w ciąży są coraz bardziej zainteresowane pielęgnacją naturalną, co bardzo nas cieszy, gdyż regularnie poszerzamy asortyment kosmetyków z tej kategorii. Produkty, które możemy wskazać jako najdynamiczniej rozwijające się, polecane dla przyszłych mam, to przede wszystkim naturalne oleje do ciała, a w szczególności olej arganowy, olej ze słodkich migdałów. Kolejnym wyjątkowym kosmetykiem są nawilżające masła do ciała – wymienia. Zarazem przypomina, że również wśród naturalnych produktów są takie, których w ciąży należy unikać. – Jest to np. olej sojowy i wyciąg z soi. Są one substancjami estrogennymi, a te mogą wywoływać przebarwienia skóry w ciąży. Powinno się też unikać olejków eterycznych, które mogą uczulać i niektórych ekstraktów, np. z rumianku – ma on nieocenione właściwości przeciwzapalne, gojące i łagodzące, jednak u niektórych kobiet może pojawić się nadwrażliwość na ten składnik. Najlepszym wyborem będą hipoalergiczne kosmetyki naturalne. Te powinny być poddane testom dermatologicznym i aplikacyjnym oraz posiadać odpowiednie certyfikaty – zaznacza Patrycja Bryk.

Za kosmetyki naturalne, organiczne, certyfikowane trzeba zazwyczaj zapłacić więcej niż za konwencjonalne. Zdaniem Agnieszki Stępień nie jest to jednak przeszkoda w dotarciu do kobiet w ciąży. – Przyszłe mamy, nawet te, które nie zwracały przed ciążą uwagi na skład kosmetyków czy pasty do zębów, nagle przestawiają się na tryb zdrowie, bezpieczeństwo i wszystko, co najlepsze dla dziecka. Są też mniej wrażliwe na ceny kosmetyków organicznych – twierdzi Agnieszka Stępień.

Po kosmetyki dla mam już nie tylko do apteki

Kobiety spodziewające się dziecka kupowały specjalistyczne kosmetyki przede wszystkim w aptekach. Ale to już się zmieniło. Zaopatrują się w internecie, chętnie chodzą po nie do drogerii. – Jeszcze kilka lat temu definitywnie prym w przypadku tej kategorii wiodły apteki, obecnie trend odwraca się w stronę drogerii i dobrych sklepów kosmetycznych – podkreśla Magdalena Bielawska. – Przyszłe mamy są bardzo świadomymi konsumentkami, to jest to pokolenie, które w zasadzie od zawsze miało dostęp do produktów pielęgnacyjnych, często i chętnie z nich korzystając. Przychodzą do drogerii po zakupy dla całej rodziny. W poszukiwaniu bezpiecznych i skutecznych kosmetyków do pielęgnacji w czasie ciąży nie muszą już iść do apteki – dlatego że w pobliskich drogeriach asortyment jest również bardzo bogaty. Przyczyną jest także to, że mamy coraz mniej czasu, a młode mamy szczególnie, i wolą wszystko załatwić w jednym miejscu – wyjaśnia.

O wejście do sieci drogerii starają się kolejne firmy, w tym specjalizujące się w produktach naturalnych. Kosmetyki Nacomi można już kupić m.in. w sieci Hebe oraz w ponad 400 aptekach. Agnieszka Stępień z firmy Mamy To My współpracuje  z aptekami, sklepami z akcesoriami dla mamy i dziecka oraz eko drogeriami, w których – jak mówi – wartością dodaną jest przede wszystkim wiedza personelu, a co za tym idzie świadoma sprzedaż poprzez język korzyści jakie płyną z zakupu produktów danej marki. Celem na ten rok jest wprowadzanie kolejnych nowości oraz wejście z ofertą Azeta Bio do sieci drogeryjnych wyznających podobną filozofię.

  

KOSMETYKI PROBIOTYCZNE - NOWY TREND! JAK DZIAŁAJĄ?

Kosmetyki probiotyczne w swoim składzie zawierają szczepy bakterii probiotycznych, co zapewnia im różnorodne działanie. Do tej grupy kosmetyków można zaliczyć: produkty do pielęgnacji twarzy i ciała, żele do mycia ciała, mydła, płyny do higieny intymnej.

Ostatnio coraz częściej się mówi o tzw. „6 warstwie naskórka”, którą tworzą żyjące na powierzchni skóry tzw. pożyteczne bakterie i bakterie będące patogenami. Pożyteczne to właśnie probiotyki, m.in.: bakterie kwasu mlekowego: Lactobacillus acidophilus, Lactobacillus salivarius, Lactobacillus casei, Lactobacillus thermophilus.

Szczepy probiotyczne mają korzystny wpływ na zdrowie człowieka, w tym również na skórę, wzmacniając funkcje obronne przed czynnikami zewnętrznymi eliminują i obniżają liczebność patogenów, zwiększają produkcję przeciwciał, wspierają funkcjonowanie układu odpornościowego, łagodzą podrażnienia oraz redukują objawy starzenia się skóry.

Alicja Falender, kierownik Laboratorium Badawczo-Rozwojowego, Dax Cosmetics

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ciało
26.08.2026 19:04
Bielizna staje się nowym skincare. Czy "carewear” będzie kolejną kategorią beauty?
Skincare wychodzi z łazienki. Teraz trafia do bieliznyShutterstock

Kremy, sera, suplementy, kosmetyki z probiotykami – do tej pory pielęgnacja skóry kojarzyła się przede wszystkim z tym, co nakładamy na ciało. Teraz do wellness i skincare coraz śmielej wkraczają ubrania. Bielizna ma nie tylko dobrze leżeć i być wygodna, ale także wspierać mikrobiom skóry. Powstaje nowa kategoria określana jako "carewear”, na styku mody, beauty i technologii.

W tym artykule przeczytasz:

  • Bielizna jako przedłużenie rutyny pielęgnacyjnej
  • Mikrobiom wychodzi poza łazienkę i kuchnię
  • Od bielizny do "drugiej skóry”
  • Carewear nie kończy się na majtkach
  • Kosmetyki konkurują już nie tylko z kosmetykami
  • Czy ubranie może naprawdę działać jak kosmetyk?
  • "Hyper-functionalization”, czyli funkcja na funkcji

Jeszcze niedawno wybierając bieliznę, konsumentki zwracały uwagę przede wszystkim na krój, materiał, dopasowanie i wygląd. Później doszły takie funkcje jak bezszwowość, odprowadzanie wilgoci, właściwości antybakteryjne czy termoregulacja. Dziś poprzeczka przesuwa się jeszcze wyżej. Ubranie ma aktywnie współpracować ze skórą.

To kolejny etap procesu, w którym granice między beauty, wellness i fashion coraz bardziej się zacierają. Skoro możemy kupić serum wspierające mikrobiom skóry, dlaczego podobnej funkcji nie miałaby pełnić tkanina, która przez wiele godzin bezpośrednio dotyka ciała?

Bielizna jako przedłużenie rutyny pielęgnacyjnej

Jednym z najciekawszych przykładów tego kierunku jest brytyjska marka bieliźniana Underdays. Jej założycielki Aurelie Salas i Oria Mackenzie postawiły na rozwój kategorii, którą można określić mianem "carewear”. Odzieży projektowanej z myślą nie tylko o komforcie, ale również o potrzebach skóry.

W najnowszej kolekcji marki wykorzystano technologię UNDERskin, opartą na rozwiązaniu HeiQ Skin Care. Tkanina została wykończona systemem synbiotycznym zawierającym prebiotyki i probiotyki, które mają wspierać równowagę mikrobiomu skóry.

Technologia HeiQ jest przeznaczona właśnie do materiałów pozostających w bezpośrednim kontakcie ze skórą. Producent deklaruje, że system może działać do 40 cykli prania, a substancje aktywne są uwalniane z powierzchni materiału podczas noszenia.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Mikrobiom wychodzi poza łazienkę i kuchnię

Nie jest przypadkiem, że właśnie mikrobiom znalazł się w centrum zainteresowania producentów funkcjonalnych tkanin. W kosmetyce od kilku lat obserwujemy rosnące zainteresowanie produktami, które mają pomagać w utrzymaniu równowagi mikrobiomu skóry.

HeiQ wykorzystuje w swoich rozwiązaniach połączenie prebiotyków i probiotyków, określane jako synbiotyki. W technologii tekstylnej są one osadzone w bio-based, porowatej matrycy polimerowej, z której mogą stopniowo przechodzić na skórę podczas kontaktu z materiałem.

To nie oznacza oczywiście, że majtki czy koszulka zastępują kosmetyk. Właśnie tutaj potrzebna jest ostrożność w komunikacji. Mówimy raczej o technologii tekstylnej wspierającej określone właściwości skóry, a nie o nowym rodzaju kremu w formie ubrania.

Sama technologia jest zresztą szersza niż bielizna. HeiQ wskazuje jako potencjalne zastosowania również odzież sportową, warstwy bazowe i tekstylia domowe.

Od bielizny do "drugiej skóry”

W przypadku Underdays zastosowanie takiej technologii jest szczególnie interesujące, ponieważ bielizna jest jedną z niewielu kategorii odzieży, która przez wiele godzin pozostaje w bardzo bliskim kontakcie z ciałem.

To właśnie dlatego może być atrakcyjnym nośnikiem funkcji kojarzonych dotychczas z kosmetykami.

Wyobraźmy sobie prosty schemat: rano aplikujemy serum, krem z filtrem i dezodorant, wieczorem kolejne kosmetyki, a przez cały dzień nosimy ubranie wykonane z materiału, który również ma określone właściwości pielęgnacyjne. Skincare przestaje być wtedy wyłącznie rytuałem wykonywanym przed lustrem. Staje się częścią środowiska, które otacza ciało przez cały dzień.

To dobrze wpisuje się w szerszą zmianę w kategorii intimate apparel. Jak wynika z materiałów dotyczących rozwoju rynku bielizny, współczesne produkty coraz częściej łączą komfort, funkcjonalność, technologię materiałową i wellness. Wśród rozwijanych rozwiązań wymienia się m.in. tkaniny odprowadzające wilgoć, antybakteryjne, termoregulacyjne czy adaptacyjne.

image

Azja coraz ważniejszym kierunkiem eksportu polskich kosmetyków. Trzy rynki, trzy różne strategie

Carewear nie kończy się na majtkach

Underdays nie jest jedynym przykładem tego, jak fashion zaczyna przejmować język beauty.

Technologia HeiQ Skin Care została wykorzystana również przez markę Coperni w kolekcji C+ Carewear. Producent materiałów opisuje ją jako odzież wykorzystującą technologię kosmetyczną przeznaczoną do wspierania równowagi mikrobiomu skóry.

W podobnym kierunku rozwija się brytyjska marka Sylva, założona przez Tallulah Harlech. Jej ubrania są projektowane z myślą o osobach ze skórą wrażliwą, a materiały mają zapewniać komfort i ograniczać dyskomfort związany z noszeniem odzieży.

Kosmetyki konkurują już nie tylko z kosmetykami

To jeden z ciekawszych aspektów tego trendu z punktu widzenia rynku beauty.

Marki rozwijające "carewear” niekoniecznie muszą postrzegać jako swoich konkurentów inne firmy odzieżowe. Ich punktem odniesienia mogą być marki skincare, wellness czy body care.

Logika jest podobna do tej, którą przez lata rozwijały marki kosmetyczne: produkt ma rozwiązywać konkretny problem i wpisywać się w codzienny rytuał konsumenta. Tyle że zamiast kremu czy serum rozwiązaniem jest teraz materiał.

To otwiera potencjalnie ogromne pole dla współpracy między sektorami. Marka kosmetyczna może wejść w tekstylia, marka odzieżowa w skincare, a producent technologii materiałowych stać się dostawcą "składników” dla obu kategorii.

Czy ubranie może naprawdę działać jak kosmetyk?

Tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: ile w "carewear” jest realnej technologii, a ile marketingu?

Sam fakt zastosowania substancji aktywnych w tkaninie nie oznacza automatycznie, że efekt będzie porównywalny z działaniem kosmetyku aplikowanego bezpośrednio na skórę. Kluczowe są m.in. dawka, sposób uwalniania substancji, czas kontaktu ze skórą, trwałość technologii oraz to, czy deklarowany efekt został odpowiednio potwierdzony.

HeiQ informuje o testach, w których sprawdzano transfer synbiotyków z materiału na skórę. Firma podaje również, że technologia została oceniona jako niepodrażniająca i przeznaczona do materiałów pozostających w bezpośrednim kontakcie ze skórą.

Nie należy jednak robić z tego skrótu myślowego, że probiotyczna bielizna = kosmetyk do pielęgnacji skóry. To dwie różne kategorie produktów i różne sposoby działania.

image

Skims wprowadza nocną maskę modelującą twarz – nowy krok w kierunku “rzeźbienia” urody

"Hyper-functionalization”, czyli funkcja na funkcji

Rozwój carewear wpisuje się w szerszy trend funkcjonalizacji tekstyliów. Materiały mogą już nie tylko być miękkie czy przewiewne. Mogą regulować temperaturę, odprowadzać wilgoć, ograniczać powstawanie zapachu, a także wykorzystywać technologie biologiczne.

HeiQ rozwija obecnie całą gamę technologii tekstylnych, m.in. rozwiązania związane z termoregulacją, kontrolą zapachu czy zarządzaniem wilgocią.

Problem polega na tym, że im więcej funkcji dodajemy do materiału, tym bardziej rośnie jego technologiczna i produkcyjna złożoność. Pojawia się więc pytanie o koszty, trwałość oraz realną wartość dla konsumenta.

To szczególnie istotne w przypadku bielizny. Jest ona prana często, ma bezpośredni kontakt z wrażliwymi obszarami ciała i musi przede wszystkim pozostać wygodna. Technologia nie może odbywać się kosztem podstawowej funkcji produktu.

Skincare przyszłości może być noszony, a nie nakładany

Carewear jest na razie niewielką i eksperymentalną kategorią. Nie oznacza to jednak, że nie pokazuje kierunku, w którym może rozwijać się rynek beauty.

Przez ostatnie lata obserwowaliśmy przechodzenie kosmetyków od prostych produktów pielęgnacyjnych do produktów "smart”, spersonalizowanych, opartych na mikrobiomie, składnikach aktywnych i technologii. Naturalną konsekwencją tego procesu jest wyjście tych rozwiązań poza opakowanie kosmetyku.

Najpierw były kremy i sera. Potem suplementy, urządzenia beauty tech i kosmetyki wykorzystujące zaawansowane systemy dostarczania składników. Teraz pojawia się odzież, która chce stać się kolejną warstwą pielęgnacji.

Bielizna może więc być jednym z pierwszych miejsc, w których zobaczymy na większą skalę połączenie fashion i skincare. Nie dlatego, że zastąpi kosmetyki, lecz dlatego, że może rozszerzyć pojęcie pielęgnacji na wszystkie elementy, które mają bezpośredni kontakt z naszym ciałem.

 

Źródło: Iconicapparelhouse, Hypebae

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
07.08.2026 12:43
Koniec solariów? Wielka Brytania rozważa radykalne zmiany
Solaria a zdrowie skóry. Eksperci obalają mity o ich korzyściach. (Fot. Shutterstock)Shutterstock

Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała solaria jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Wielka Brytania chce pójść w ślady innych krajów, rozważa całkowity zakaz działalność komercyjnych solariów. Eksperci ostrzegają przed negatywnymi skutkami oraz obalają mity dotyczące wątpliwych korzyści.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, sztuczne promieniowanie ultrafioletowe nie jest zdrowe dla naszej skóry. Dawki UV występujące podczas rekreacyjnego opalania się w solarium są nawet 12 razy wyższe niż w świetle słonecznym. Jak wskazują badania, ryzyko wystąpienia czerniaka wzrasta wraz z czasem spędzonym na korzystaniu z łóżek do opalania. 

Statystyki opublikowane przez ministerstwo pokazują, że częste korzystanie z solarium wiąże się ze wzrostem ryzyka wystąpienia czerniaka. Ilość sesji zwiększa prawdopodobieństwo choroby:

  • od 1 do 14 sesji ryzyko to 19 proc.
  • od 15 do 30 sesji ryzyko to 31 proc.
  • a przy 40 sesjach to 55 proc.

Ciemna strona solarium

Wizyta w solarium dla wielu konsumentów jest przyjemnym rytuałem. Czy taka forma opalania jest zdrowa? O szkodliwości tej usługi przypomina dermatolożka dr Ophelia Veraitch, która podkreśla, że WHO zakwalifikowało solaria w tej samej kategorii co papierosy i pluton. 

Analiza z 2021 roku obejmująca 14 tys. osób chorych na czerniaka — najgroźniejszą postać raka skóry — jednoznacznie wykazała zwiększone ryzyko zachorowania związane z korzystaniem z solarium. 

Warto dodać, że Brytyjski Komitet ds. Medycznych Aspektów Promieniowania w Środowisku (COMARE), działający przy Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej, poinformował w raporcie opublikowanym w ubiegłym miesiącu, że korzystanie z solarium przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka o 75 procent. Poza zwiększaniem ryzyka nowotworów solaria przyspieszają proces starzenia się skóry. Uszkadzają DNA komórek i prowadzą do rozpadu kolagenu.

W jakich krajach solarium jest zakazane? 

Brazylia, Iran i Australia już wcześniej zakazały działalności solariów.  Lekarz medycyny estetycznej dr Joseph Hkeik mówi, że takie rozwiązanie przyniosło bardzo dobre efekty w ograniczaniu liczby zachorowań na czerniaka. Podkreśla również, że reszta świata powinna wprowadzić taki zakaz. 

image

Doda ujawniła, że solarium doprowadziło ją do czerniaka. Branża beauty: to nagonka, ktoś jej za to zapłacił

- Ryzyko jest na tyle poważne, że w styczniu Brytyjskie Stowarzyszenie Dermatologów (British Association of Dermatologists — BAD) ogłosiło, iż popiera całkowity zakaz działalności komercyjnych solariów w Wielkiej Brytanii, powołując się na dobrze udokumentowany związek między korzystaniem z solarium a rakiem skóry oraz na niewystarczające egzekwowanie obowiązujących przepisów — mówi dermatolożka konsultantka dr Clare Kiely.

Solaria w social mediach. Niezdrowy marketing

Brytyjskie stowarzyszenie w czerwcu udostępniło raport “Comare”, w którym wskazano, że niektóre firmy świadczące usługi solaryjne w swoich reklamach rozpowszechniają dezinformacje.  

Fałszywe informacje i niepotwierdzone naukowo stwierdzenia o rzekomych korzyściach zdrowotnych ma wzmocnić treści publikowane w social mediach. Wielka Brytania rozważa zakaz działalności komercyjnych solarium, ale myśli również nad ograniczeniem reklamowania tego typu usług. 

Niektóre firmy oferujące usługi solaryjne mówią o nieprawdziwych korzyściach zdrowotnych tej usługi. Zastosowanie światła podczerwonego obok promieniowania UV ma wspomagać produkcję kolagenu. 

- To po prostu śmieszne. Promieniowanie UV wyrządza kolagenowi nieporównywalnie większe szkody niż jakiekolwiek korzyści, jakie mogłoby przynieść światło czerwone — komentuje specjalistka medycyny estetycznej dr Sophie Shotter

Pogarszająca się sytuacja branży solariów może być szansą biznesową dla sektora beauty. Salony kosmetyczne mogą wykorzystać ten trend, edukując klientów na temat zagrożeń związanych z opalaniem i rozwinąć ofertę bezpiecznych alternatyw. Takich jak: kosmetyki samoopalające, opalanie natryskowe czy produkty nadające skórze efekt opalenizny bez ekspozycji na promieniowanie UV.

A co z rzekomymi korzyściami?

Mimo wielu zagrożeń związanych z promieniowaniem UV,  klienci solarium często wskazują, że usługa poprawia im samopoczucie, łagodzi stany zapalne skóry oraz zwiększa poziom witaminy D. Czy faktycznie tak jest? 

Istnieją badania sugerujące, że ekspozycja na promieniowanie UV może ograniczać stan zapalny skóry i przynosić ulgę osobom cierpiącym na egzemę, łuszczycę czy trądzik. Oznacza to, że korzystanie z solarium może czasowo łagodzić objawy tych chorób, jednak nie oznacza to, że jest bezpieczną metodą leczenia.

- Każda opalenizna uzyskana pod wpływem słońca lub promieniowania UV jest oznaką uszkodzenia skóry. Ciemniejszy kolor skóry to mechanizm obronny organizmu przed dalszymi uszkodzeniami  — wyjaśnia dr Veraitch.

Światłoterapia jest wykorzystywana przez dermatologów, ale nie ma nic wspólnego z korzystaniem z solarium. Dr Clare Kiely wyjaśnia, że w terapii wykorzystuje się ściśle kontrolowane dawki promieniowania UVB pod nadzorem lekarza. Natomiast komercyjne solaria emitują głównie promieniowanie UVA, które wnika głębiej w skórę, a ekspozycja odbywa się bez kontroli medycznej. 

- To zupełnie inna sytuacja niż leczenie dermatologiczne — dodaje.

Z tego samego powodu solaria nie są dobrym źródłem witaminy D. Dr Veraitch wyjaśnia, że do jej produkcji organizm potrzebuje promieniowania UVB. Choć moda na opaleniznę nie przemija, coraz więcej dowodów wskazuje, że nie warto płacić za nią własnym zdrowiem.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
04. wrzesień 2026 12:57