StoryEditor
Twarz
30.07.2015 00:00

Abecadło dziecięcej pielęgnacji

Kosmetyki do pielęgnacji niemowląt i małych dzieci to bardzo ważna kategoria. Zapotrzebowanie na tego rodzaju produkty jest duże, ponieważ rodzice są coraz bardziej oczytani i wymagający.

Narodzinom dzieci zawsze towarzyszy dużo emocji. Pierwsza kąpiel, zmiana pieluszek, obcinanie maleńkich paznokci – nawet doświadczeni rodzice nie kryją wzruszenia podczas obcowania z tym małym, wielkim cudem. Pragniemy, aby nasze maleństwo miało wszystko co najlepsze, nawet kosztem nadwyrężania domowego budżetu. Producenci również dokładają wszelkich starań, aby sprostać oczekiwaniom wymagających rodziców, oferując tysiące „niezbędnych” dla prawidłowego rozwoju, właściwej pielęgnacji i bezpieczeństwa produktów. Wybór jest tak duży, że młodym matkom dosłownie kręci się w głowach.

Jakich produktów szukają rodzice?
Jeśli ma się na względzie bezpieczeństwo i zdrowie swoich maleństw, wybór jest oczywisty: świadomi rodzice kupują wyłącznie kosmetyki przeznaczone dla noworodków, niemowląt, a następnie małych dzieci. Wielu z nich czyta i analizuje skład produktów oraz sprawdza, czy są hipoalergiczne i czy mają pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka, Centrum Zdrowia Dziecka lub Państwowego Zakładu Higieny. Większość rodziców zdaje sobie sprawę, że w przypadku skóry dzieci mniej składników znaczy bezpieczniej i wybiera kosmetyki o nieskomplikowanych recepturach, często bezzapachowe. Cena ma znaczenie drugorzędne. Sprzedają się zarówno drogie, jak i ekonomiczne produkty, w aptekach, dyskontach i hipermarketach, jednak – jak podkreślają sprzedawcy – coraz częściej świadomie są wybierane kosmetyki polskich producentów, bo są świetnej jakości i w bardzo korzystnych cenach.

Dlaczego produkty tylko dla dzieci?
Skóra niemowlęcia i małego dziecka w zasadniczy sposób różni się (zarówno anatomicznie, jak i fizjologicznie) od skóry dorosłego człowieka. Jest cieńsza, delikatniejsza i ma zdecydowanie słabszą warstwę lipidową. To wpływa na większą przeznaskórkową utratę wody oraz większą przepuszczalność (zwłaszcza w okolicach pieluszkowych, narażonych na wilgoć). Skóra małych dzieci ma również bardziej reaktywne włókna nerwowe. To wszystko sprawia, że jest bardziej wrażliwa oraz podatna na podrażnienia i wymaga szczególnej pielęgnacji.
Wbrew pozorom dziecku o zdrowej skórze nie potrzeba zbyt wielu kosmetyków do pielęgnacji. Wystarczy łagodny produkt do mycia, preparat zapobiegający podrażnieniom na pupę oraz kremy ochronne: na zimno oraz z filtrem na spacery. W przypadku maluszków o skórze wyjątkowo wrażliwej, alergicznej lub atopowej zwykła pielęgnacja jest niewystarczająca.

Problem: sucha skóra i podrażnienie
Co zrobić, gdy podstawowe kosmetyki to za mało? Gdy skóra maluszka się łuszczy, jest przesuszona i podrażniona, osłabiona bariera ochronna sprzyja wnikaniu w nią czynników drażniących, szybciej traci wilgoć, jest skłonna do infekcji i stanów zapalnych. Jeśli istnieje taki problem, należy sięgnąć po emolienty (łac. emolliare – zmiękczanie), które są niczym opatrunek chroniący skórę przed nadmierną ucieczką wody oraz przenikaniem w głąb skóry szkodliwych czynników z zewnątrz. Emolienty mają lekko kwaśne, przyjazne dla skóry pH oraz nie zawierają w składzie żadnych substancji drażniących – barwników i substancji zapachowych. Ich dodatkową zaletą jest to, że doskonale natłuszczają skórę i nie trzeba nakładać już dodatkowych kosmetyków po kąpieli.

Ochrona przed zimnem, wiatrem, mrozem oraz promieniami UV
Skóra niemowląt i małych dzieci nie ma jeszcze w pełni rozwiniętych funkcji ochronnych. Organizm szybko traci ciepło i równie szybko może ulec przegrzaniu. Z uwagi na niższą produkcję melaniny jest też całkowicie bezbronny wobec promieni ultrafioletowych, które – jak pamiętamy – operują również w cieniu oraz w czasie pochmurnych dni. Kremy z filtrem to kolejna pozycja w grupie kosmetyków niezbędnych. Aby zapewnić dziecku prawidłową ochronę, należy stosować wyłącznie produkty przeznaczone dla dzieci, ponieważ zawarte w nich filtry są bezpieczne i stabilne, a skład emulsji jest dostosowany do delikatnej skóry malucha.

Beata Maciej


Krótki przegląd podstawowych kosmetyków dla niemowląt i małych dzieci

Pieluchy to raczej „ubiór ochronny” niż kosmetyk, niemniej jednak są najważniejszym produktem w niemowlęcej wyprawce. Szacuje się, że dziecko do ukończenia dwóch i pół roku zużywa średnio sześć tysięcy jednorazowych pieluch! Ich zaletą jest doskonała chłonność, która zmniejsza ryzyko powstawania podrażnień i odparzeń. Dla chodzących bobasów producenci polecają pieluchomajtki, a dla pływających w basenach specjalne pieluchy do kąpieli. Kilkanaście lat temu pieluchy jednorazowe były bardzo drogie i tylko te mogły się pochwalić wysoką jakością. Obecnie rodzice mają wybór pieluch w rozsądnych cenach, nieustępujących jakością tym drogim.
Z uwagi na wilgoć i ograniczony dostęp powietrza pupa maluszka jest szczególnie narażona na powstawanie podrażnień. Dlatego bardzo ważnym kosmetykiem do pielęgnacji niemowląt i dzieci noszących pieluszki jest krem lub maść ochronna zapobiegająca odparzeniom. Jeśli nic się nie dzieje ze skórą, wystarczą produkty podstawowe na bazie lanoliny i wazeliny, ale jeśli na skórze pojawia się rumień, a nawet grudki i krostki, należy zasięgnąć porady lekarza, a po konsultacji zastosować specjalistyczne maści, np. na bazie kwasu bornego.
Kosmetyki do mycia i kąpieli dla dorosłych są absolutnie niedopuszczalne w pielęgnacji niemowlęcej i wczesnodziecięcej. Ich skład oraz nieodpowiedni odczyn mogą błyskawicznie zaburzyć czynności ochronne bariery naskórkowej i doprowadzić do poważnego podrażnienia delikatnej skóry maluszka. Nieważne, czy myjemy bobasa mydełkiem, żelem, emulsją lub płynem, ważne, aby produkt był przeznaczony specjalnie dla niemowląt lub małych dzieci. To samo dotyczy główki i delikatnych włosów dziecka.
Oliwki dla dzieci są polecane tylko w pierwszych dniach życia, kiedy gruczoły łojowe dopiero zaczynają działać, w późniejszym okresie mogą nasilać zmiany łojotokowe.
Chusteczki nawilżane – większość mam nie wyobraża sobie bez nich przewijania lub wyjścia z domu. Są bardzo wygodne i bezpieczne, ale w przypadku skóry skłonnej do podrażnień nie należy ich nadużywać.
Mleczka, kremy i balsamy do pielęgnacji ciała bobasa zapobiegają utracie wody i wzmacniają funkcje ochronne skóry. Można z nich zrezygnować, jeśli skóra nie przesusza się lub dziecko nie przepada za nakładaniem kremów. Część dzieci przeciwnie, bardzo lubi masaż i wówczas warto zachować ten rytuał.


Co warto wiedzieć o kategorii kosmetyków dla dzieci?

Marki producentów a marki własne
Kategoria kosmetyków dla dzieci rozwija się bardzo dynamicznie i jest to odczuwalne dla wszystkich graczy na rynku. Zwłaszcza w segmencie chusteczek nawilżanych pozycja marek własnych jest bardzo silna, ale wynika to także ze specyfiki tej kategorii. Natomiast w segmencie produktów bardziej specjalistycznych – do mycia i kąpieli oraz do pielęgnacji skóry niemowląt – pozycja marek własnych jest dużo słabsza, bo tutaj ważna jest przede wszystkim najwyższa jakość kosmetyków, którą gwarantują marki znane i doświadczone.
Co postawić na półce?
Kosmetyki dla dzieci dzielimy na 3 podstawowe segmenty – są to chusteczki nawilżające, produkty do mycia i kąpieli oraz produkty pielęgnacyjne. Na półce powinny się zatem znaleźć produkty reprezentujące wszystkie te trzy segmenty, a w ramach każdego z nich produkty podstawowe oraz uzupełniające. Wśród produktów podstawowych wymieniłabym mydło, szampon, oliwkę czy krem pielęgnacyjny lub ochronny. Asortyment uzupełniający to natomiast płyn do kąpieli, puder czy krem przeciw odparzeniom.
Oczekiwania konsumentów
Dla młodych rodziców ważna jest wysoka jakość produktów, za którą idzie bezpieczeństwo kosmetyków dla skóry maluszka. Troska o najwyższą jakość produktów to dla nas priorytet w rozwijaniu kosmetyków do pielęgnacji delikatnej skóry dzieci. Zarówno produkty Nivea Baby, jak i Bambino mają atest cenionej przez młodych rodziców instytucji, jaką jest Instytut Matki i Dziecka. Każda receptura naszych kosmetyków jest badana przez IMiD.

Anita Szajek,
PR manager Nivea


Jak wybierać asortyment?

Cechy dobrej pieluszki
Odpowiednia pieluszka nie może przesiąkać, a w dotyku powinna być miękka. Nie są dobre pieluszki, których zewnętrzna warstwa jest zrobiona ze sztywnego tworzywa, słabo przepuszczającego powietrze. W wysokiej jakości pieluszkach dla noworodków znajduje się często włóknina o strukturze plastra miodu lub małych oczek, dzięki temu pieluszka oddycha i jest komfortowa dla skóry maluszka.
Idealne są nawilżane chusteczki
Są one niezbędne do pielęgnacji pupy dziecka o każdej porze roku, nie tylko latem. Powinny być miękkie, delikatne, ze składnikami pielęgnacyjnymi w składzie, stworzone z dobrej jakościowo włókniny.
Propozycja dla Twojego sklepu
Doskonałym wyborem są chusteczki nawilżane Velvet Baby Pure i Velvet Baby Sensitive. Zapewniają maluszkowi komfort i skuteczne oczyszczanie, zostały stworzone tak, aby dbać o jego delikatną i szczególnie wrażliwą skórę. Chusteczki pielęgnują, nawilżają i chronią naturalne pH skóry, co zostało potwierdzone w testach dermatologicznych, a ich skład został dobrany z największą starannością.
Chusteczki nawilżane Velvet Baby Pure oczyszczają pupę delikatnie jak woda, są bezzapachowe i hipoalergiczne, zawierają naturalny ekstrakt z aloesu.
Natomiast chusteczki nawilżane Velvet Baby Sensitive działają łagodząco i kojąco, zawierają balsam z pantenolem, naturalny wyciąg z aloesu i rumianku, są hipoalergiczne, mają łagodny zapach.
Wsparcie sprzedaży
Reklama w prasie branżowej
Konkursy konsumenckie w punktach sprzedaży
Materiały POS

Anna Kruk-Zalewska,
specjalistka ds. marketingu,
Velvet Care


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 07:33