StoryEditor
Twarz
26.10.2014 00:00

Oczyszczanie, złuszczanie, nawilżanie – pogotowie dla skóry po lecie

Jak Wasza skóra zniosła opalanie i morskie kąpiele? Czy udało Wam się ustrzec ją przed wysuszeniem? Jeśli nie, to jak się teraz ratujecie? O to zapytałyśmy wierne użytkowniczki naszego portalu konsumenckiego nowoscikosmetyczne.pl

Elżbieta: Latem całe dnie wraz z rodziną spędzałam na plaży, ale udało nam się uniknąć poparzeń i wysuszenia. Podstawą były kremy z filtrami, a po powrocie do domu intensywne nawilżanie – żel pod prysznic z balsamem, a potem jeszcze dodatkowo smarowanie. Wolę zapobiegać niż ratować i udało się nie doprowadzić do stanu, gdy skóra wprost woła o pomoc.
Bernadeta: Wielogodzinne opalanie, kąpiele w słonej wodzie, wiatr i suche gorące powietrze to dla mojej skóry ogromne wyzwanie. Piękna opalenizna to ładna pamiątka po wakacjach, jednak w końcu przychodzi pora na odbudowę skóry. Zaczynam od złuszczania naskórka, co powoduje wygładzenie, poprawienie kolorytu i ujędrnienie skóry. Następnym krokiem jest nawilżanie – stosuję kremy, balsamy z witaminą A i E, lipidami, a także z wyciągami z alg morskich lub aloesu. Ważna jest również dieta bogata w NNKT i picie dużej ilości wody.
Dorotka: Moje sposoby pielęgnacji przesuszonej w czasie lata skóry to po pierwsze oczyszczanie ciała żelem ze składnikami balsamu, nawilżanie jej otulającym, całkowicie naturalnym masłem oraz relaksowanie i zarazem upiększanie podczas kąpieli w wodzie z dodatkiem sporej ilości olejku arganowego.
Sylwia: Z przyjemnością muszę stwierdzić, że problem skóry przesuszonej kąpielami słonecznymi od dawna mnie nie dotyczy, gdyż staram się dawkować słońce z umiarem. Od dwóch lat, czyli od momentu kiedy zostałam mamą, nie opalam się wcale, a promienie słoneczne dosięgają mnie jedynie w drodze do pracy i podczas spacerów. Ale nie tylko słońce wysusza skórę – to także kąpiele w morzu, wiatr, klimatyzacja. Moja recepta na zregenerowanie przesuszonych partii ciała to regularne peelingi, natłuszczanie skóry odpowiednimi kosmetykami, nawilżające maseczki na twarz, zastąpienie kąpieli w wannie prysznicem, unikanie kolejnych porcji promieni słonecznych. Moim ulubionym składnikiem w kosmetykach do skóry suchej jest masło kakaowe. Uwielbiam je za działanie nawilżające, natłuszczające, przepiękny zapach oraz dodatkowy bonus – wyrównywanie kolorytu skóry. Bardzo cenię sobie kosmetyki marki Ziaja – seria z masłem kakaowym jest rozbudowana i pozwala zatroszczyć się o całe ciało.
Diana: Chociaż o swoją skórę dbam regularnie, mocno ją nawilżając, to latem potrzebuje ona regeneracji. Wieczorem, zamiast balsamów do ciała, używam więc oliwki, którą wcieram lub wlewam do wanny podczas kąpieli. Oliwka wspaniale natłuszcza, nawilża. Z kolei na twarz stosuję serum nawilżające oraz naturalne glinki, które doskonale koją podrażnioną cerę. Tymi sposobami udaje mi się przywrócić komfort mojej skórze, zarówno na twarzy, jak i na ciele.
Anna: Tego lata moje włosy i skóra bardzo się wysuszyły, drogeryjne i apteczne specyfiki coś tam poprawiły, ale moja babcia receptę taką mi dała: zmieszaj żółtko z naftą i olejkiem rycynowym, dodaj coś tłustego ekologicznego. Ja wybrałam masełko shea i taką miksturę aplikowałam na włosy 2 razy w tygodniu, dzięki czemu znów stały się gładkie i nawilżone. Taką samą maseczkę nakładałam na twarz, łokcie i pięty, dodatkowo zawijając je w folię. Przy regularnym stosowaniu efekty są widoczne po 14 dniach. Jeśli ktoś chce może jeszcze dodać miód. Zaufałam naturze i zapewniam, że w moją skórę wstąpiło nowe życie.
Agnieszka: Jak dbam o przesuszoną skórę latem? Oto moich sześć złotych zasad: (1) Platon powiedział: „Najważniejszy w każdym działaniu jest początek", dlatego najpierw dokładnie przemywam twarz letnią wodą (gorąca znacznie wysusza skórę); (2) Oscar Wilde rzekł: „Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza”, a naturalnie wyglądająca cera to moje marzenie, więc starannie dobieram krem do rodzaju mojej skóry; (3) Michał Anioł wiedział o tym, że „Maluje się tylko po to, aby oszukać oczy", więc na noc staranie zmywam makijaż, by skóra mogła oddychać; (4) Cyceron cenił sen, który dla ciała jest tym czym przyjaźń dla ducha, więc i ja pamiętam, jak ważny jest odpoczynek, by rano skóra wyglądała pięknie i świeżo; (5) Aleksander Fredro powiedział: „Rybom woda, ludziom zgoda”, ale ja wychodzę z założenia, że i ludziom woda się przyda, więc solidnie nawilżam skórę od środka; (6) na koniec Arystoteles z cytatem: „Jesteśmy tym, co robimy najczęściej. Doskonałość nie jest zatem uczynkiem, ale zwyczajem". Ja uczę się tej doskonałości co dzień, dbając o moją cerę najlepiej jak potrafię, by stało się to moim zwyczajem, a moja skóra wyglądała przez cały rok kwitnąco, jak rumianek.
Ilona: Zwykle staram się nie dopuścić do dużego wysuszenia skóry, ale wiadomo słońce i kąpiele – czy to w morzu, czy w ogrodowym basenie – robią swoje. Już podczas pobytu na wakacjach dbam o skórę, wklepując w nią balsamy lub masła nawilżające. Zwracam uwagę na to, aby zawierały mocznik, olej migdałowy, masło shea czy oliwę z oliwek. Robię to przeważnie zaraz po kąpieli, bo oczyszczona i rozgrzana skóra lepiej przyjmuje składniki aktywne. Co najmniej dwa razy w tygodniu wykonuję delikatny peeling. Jeśli nie mam gotowego drogeryjnego produktu, to zastępuje go kawą – delikatnie usuwa zrogowaciały naskórek, przez co skóra jest gładka w dotyku, a dodatkowo po takim zabiegu nabyta podczas wakacji opalenizna pięknie się prezentuje. Kilka razy w tygodniu zamieniam zwykły balsam na brązujący, który utrwala opaleniznę. Z pewnością na kondycję skóry po lecie wpływa picie wody mineralnej, czyli nawadnianie od wewnątrz, co dodatkowo wspomaga działanie kremów czy balsamów. Jeśli chodzi o twarz, to do mycia używam delikatnych żeli oczyszczających, albo  płynu micelarnego. Jeśli krem to tylko taki, który zawiera filtry i to przez cały rok. Przecież nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Codziennie przed pójściem spać wklepuję krem na noc z peptydami, ale też retinolem i witaminami np. C i E. Odkąd skończyłam 25 lat, nigdy nie zapominam o kremie pod oczy. Rano mogę cieszyć się wypoczętą i promienną cerą bez podkrążonych oczu. Koniecznością jest maseczka kilka razy w tygodniu. Jej rodzaj zależy od aktualnej kondycji skóry, jednak po lecie najlepsza będzie odżywcza.
Ania: Mam wiele sposobów, aby moja skóra po lecie wróciła do formy. Trzymam się najważniejszej zasady – nawilżanie. Jeśli chodzi o skórę twarzy, zabieg zaczynam oczywiście od peelingu, czyli pozbycia się obumarłego naskórka. Jeśli skóra jest bardzo sucha i opalona, nakładam intensywnie nawilżającą maskę, np. z alg. Przed maską zawsze wykonuje masaż. Jeśli skóra jest lekko pobudzona, lepiej przyjmuje wszystkie kolejne zabiegi i wchłania odżywcze składniki. Maseczkę pozostawiam na skórze przez około 20 minut, a zabieg kończę również masażem z użyciem nawilżającego kosmetyku.
Jeśli chodzi o ciało, każdą pielęgnację zaczynam od mycia specjalnymi preparatami: może to być żel lub mleczko do ciała. Następnie robię peeling, często wykonany samodzielnie z cukru, soli lub kawy. Na koniec wmasowuję balsam. Moją zmorą są przebarwienia, ale znalazłam na nie sposób – w obrębie tych miejsc stosuję napar z mięty i cytryny. Wmasowuję go okrężnymi ruchami. Powtarzam taki zabieg przynajmniej 3-4 razy dziennie. Efekty są rewelacyjne!
Beata: W tym roku wyjątkowo się nie opalam, ponieważ spodziewam się dziecka, ale i tak moja skóra przez suche powietrze latem jest obecnie w złej kondycji – przesuszona, poszarzała, szorstka. By przywrócić jej dobrą kondycję zaczynam od nawilżenia od środka – piję duże ilości wody mineralnej, moja dieta jest bogata w witaminy, minerały i składniki odżywcze. Kolejnym elementem jest oczywiście dobra pielęgnacja. I tu zaznaczę, że bez systematyczności ani rusz! Codziennie dbam o moją skórę i już widzę pierwsze efekty – powoli suchość skóry odchodzi w niepamięć. Używam kosmetyków głęboko nawilżających, a także stosuję peelingi solne, kawowe, które pomagają mi pozbyć się martwego naskórka, by ustąpić miejsca nowemu. Codziennie wieczorem urządzam sobie małe domowe spa, a rano moja skóra jest piękna i pełna blasku. Już zauważam zbawiennie działanie balsamów nawilżających oraz mojej diety, a także oliwki, która doskonale nawilża skórę pozostawiając ją jedwabiście gładką, miękką i delikatną. Tak naprawdę nie trzeba zbyt wiele – liczą się chęci i stosowanie kosmetyków przeznaczonych do naszego rodzaju skóry.
Dorota: Profilaktyka i sumienność są niezbędne w przypadku bardzo delikatnej, wrażliwej i po letniej porze przesuszonej opalonej skóry. Codziennie ją nawilżam, a czasem odrobinę natłuszczam. Dbam o ciało jak o przyjaciółkę drogą sercu, celebrując młodość, witalność i urodę. Uwielbiam moje łazienkowe spa! Wieczorem, kiedy w domu panuje już cisza i spokój, wymykam się do swej oazy, aby czary kosmetyczne nad swym ciałem poodczyniać – lat mu ująć, jędrność zachowując i odgonić zmęczenie. Po rytualnej kąpieli ze słodko pachnącym żelem, z maseczką czy też glinką na twarzy, płuczę ciało na przemian zimnym i gorącym prysznicem. W ten sposób przygotowuję skórę do przyjęcia balsamów. Następnie zmywam twarz płatkiem bawełnianym nasączonym płynem micelarnym, nawilżam tonikiem, po czym delikatnie wklepuję krem odmładzający przeciw zmarszczkom. Na rzęsy i brwi nakładam płynną keratynę. Jako maseczki na twarz często nakładam owocowe, samodzielnie wykonane papki z bananów, truskawek czy malin z dodatkiem kilku kropel tranu albo witaminy A+E wyciśniętej z kapsułki oraz miodu. Nakładam na 20 minut. Zmywam ciepłą wodą, przemywam płynem micelarnym i znów mogę się cieszyć piękną i nawilżoną cerą. Lubię kremy z wiesiołkiem, gdyż budują one barierę ochronną, a przy tym dobrze się wchłaniają.
Iwona: Po lecie skóra jest zwykle mocno podrażniona. Potrzebuje więc bardzo wyjątkowej pielęgnacji – głębokiego nawilżenia i odżywienia. Dlatego na początek dokładnie usuwam martwy naskórek za pomocą peelingu, który dodatkowo przywraca skórze koloryt i ułatwia wchłanianie się kosmetyków. Stosuję ziołowe kąpiele, które odprężają, a by uzyskać efekt nawilżanej, ujędrnionej i sprężystej skóry, dolewam trochę mleka, a na koniec wcieram balsam nawilżający. Nie zapominam o maseczkach, które poprawiają kondycję mojej cery. Robię je sama z miodu, żółtek i śmietany. Zbawienne działanie ma także jogurt. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 08:32